Gość: macias
IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl
13.08.01, 16:00
Nie wiem czemu, ale ponizszy felietonik jakos gleboko mnie trafil ;)
Sorry, ze cytuje, ale mialem go off-line i chyba zniknal z sieci (cenzura?;)
Chybil-trafil
-------------
Po zakończeniu poprzedniego sezonu, piłkarska centrala zafundowała nam nie lada
rozrywkę w postaci instrukcji obsługi nowego systemu, dzięki któremu w sezonie
obecnym wyłoniony zostanie mistrz Polski. Systemu, który już odbił się szerokim
echem w prasie sportowej, a to w głównej mierze dzięki swoistej i traktowanej z
przymrużeniem oka atrakcyjności. W każdym razie, jak wyglądają nowe zasady
wiedzą już nawet dzieci w wieku przedszkolnym, ale po co zostały wprowadzone -
to prawdziwa łamigówka dla tęgich umysłów.
Polski Związek Piłki Nożnej wykazał się bowiem niemałą opieszałością, a może
nawet panikarstwem. Wszyscy pamiętamy przecież przedwyborcze obietnice
dzisiejszych prezesów. Nie wszyscy natomiast rozumiemy, że zapowiadane
oczyszczenie polskiej piłki, a przede wszystkim ligi nie musi odbywać się w
sposób drastyczny i aż nadto zauważalny. Dlatego czasami niesłusznie buntujemy
się przeciwko nierobom, którzy nierobami okazują się tylko w naszym pojęciu. Co
zadziwiające, PZPN zamiast nadal skrupulatnie i - najważniejsze - skutecznie
wykonywać swoją pracę w zaciszu gabinetów centrali i pomieszczeń klubowych,
postanowił zagrać pod rozdrażnioną publiczkę. Jako że głosy niezadowolenia i
mało subtelnej krytyki docierają do adresata w tempie ekspresowym i ze zdwojoną
siłą, decydenci Związku wzięli je za wystarczający bodziec do gwałtownego
zwrotu. I tak jak przy natarczywym bólu głowy, za wszelką cenę postanowiono
doraźnie zapobiec skutkom, nie lecząc przyczyn. W przypływie emocji wprowadzono
w życie coś, co chociaż na chwilę zajmie głowy oponentów rozpracowywaniem jego
zasad i odwróci uwagę. Wprowadzono nowy system.
Jednak nawet sporadyczni bywalcy kolektur doskonale zdają sobie sprawę, że
choćby najbardziej skomplikowane systemy zaledwie czasami bywają skuteczne, a
najczęściej poddają się po prostu osławionej zasadzie chybił-trafił z mocnym
wskazaniem na to pierwsze. Widać zarządzający polskim futbolem lubią ryzyko,
jakie towarzyszy grom liczbowym...
Być może PZPN uznał, iż trzeba przyjąć zupełnie nową - nie znaną dotąd na
Zachodzie - taktykę, mianowicie taktykę zaskoczenia. W ten oto sposób zupełnie
zaskakuje namiętnych handlarzy, którzy przez większość sezonu będą się
zastanawiać, od kogo można kupić, a komu ewentualnie sprzedać. Gdy się w tym
połapią będzie już zwyczajnie za późno, a na następny rok rozradowanym faktem
rozpracowania zasad nowego rynku punktowego działaczom centrala zafunduje nową
zagadkę jeszcze bardziej gmatwając wprowadzony wcześniej system lub - co
oszołomi nawet największych fantastów - kompletnie go upraszczając.
Wracając jednak do rzeczywistości - standardem europejskim (do których to
standardów wciąż zaciekle dążymy) jest testowanie nowatorskich rozwiązań na
poligonach doświadczalnych, którymi w przypadku rozgrywek sportowych zazwyczaj
są niższe szczeble ligowej drabiny. Przecież to właśnie w ligach okręgowych
swoje pierwsze mecze prowadziły arbitrzy-kobiety, właśnie na takim poziomie
sprawdzano skuteczność czujników informujących o położeniu piłki względem
końcowych linii boiska, właśnie w okręgówkach sędziowie liniowi zainaugurowali
pracę z chorągiewkami obszytymi nadajnikami emitującymi sygnały w kierunku
sędziego głównego, właśnie tam wprowadzono na murawę (na razie nieudanie, jak
się okazuje) drugiego arbitra głównego... Nowy system rozgrywek
pierwszoligowych wydaje się być innowacją niemalże na miarę powyższych, mimo
to, bez jakichkolwiek zapowiedzi, zaimplementowano go od razu na najbardziej
podatnym na niepowodzenia gruncie. Wydaje się wręcz, że działano pod wpływem
dużej dawki adrenaliny - nie ważne co, ważne żeby coś zrobić.
Oczywiście należy zachować przy tym pozory normalności. Musi wyglądać na to, że
wszystko jest pod kontrolą. Dlatego trzeba wpoić opinii publicznej, że zmiany
przygotowywano już od kilku lat i pozytywnie przetestowano je w niejednym
państwie. W ten sposób piłkarskimi wzorami, do których dąży Polska okazały się
takie kraje jak Gruzja. Zastanawia jedno: podczas gdy błahe, w porównaniu z
obecnymi, zmiany w postaci zmniejszenia liczby zespołów w ekstraklasie i II
lidze rozłożono na kilka lat robiąc przy tym niemały szum, doszczętna
przebudowa ligi nie została poprzedzona nawet skromnym napomknieniem.
Poza tym chodzą słuchy, że nie można ocenić tego posunięcia po rozegraniu
zaledwie paru kolejek. Otóż można. Powiem więcej - można ocenić nawet przed
rozpoczęciem i to już po pierwszej lekturze rzeczonej instrukcji obsługi. Piłka
nożna jest grą piękną w swej prostocie, a nie od dziś wiadomo, że najprostsze
rozwiązania są zawsze najskuteczniejsze. Nie znaczy to bynajmniej, że nie
należy zmieniać niczego w ogóle. Broń Boże! Ale komplikowanie życia wszystkim,
począwszy od kibiców, a skończywszy na trenerach pod przykrywką walki z
korupcją nie jest dobrym pomysłem. Nie chodzi bowiem o system, bo na
przestrzeni wieków doskonale widać, że w każdym systemie znajdzie sie sposób na
nieuczciwą grę (polityczną). Chodzi o zmianę mentalności. Jeżeli w futbolowym
ogródku nie wypleni się chwastów, to nawet zmiana grządki nie uchroni uprawy od
zniszczenia.
Rozwiązanie jest proste - nie rzucajmy pustymi sloganami, tylko rzetelnie
wykonujmy swoją pracę. Zamiast karać środowisko piłkarskie nowymi systemami,
karajmy naprawdę winnych pozaboiskowych układów... Nie oglądajmy się na Wschód,
bo może się okazać, że płyniemy tonącym okrętem. Co najważniejsze - szanujmy
historię i nie pozwólmy stać się pośmiewiskiem dla przyszłych pokoleń, które z
zażenowaniem będą poznawać niesamowite pomysły współczesnych prezesów.