andy02
05.07.02, 14:04
Za wroclawska GW. Radze przeczytac zwlaszcza tym, ktorzy marudza, ze Lech nie
dokonal zbyt wielu transferow.
Historia transferów Śląska
Artur Brzozowski (04-07-02 18:04)
PIŁKA NOŻNA. Dwa lata temu, gdy Śląsk awansował do I ligi, działacze wydali
wiele milionów złotych na transfery nowych piłkarzy. Później sprowadzano
kolejnych graczy. Dziś po wielkich pieniądzach i prawie wszystkich tamtych
zawodnikach pozostały w Śląsku tylko wspomnienia
To całkowicie niezrozumiałe i jednocześnie przerażające, że w tak krótkim
czasie piłkarski Śląsk Wrocław praktycznie rozsypał się kadrowo. W drużynie,
która właśnie wyjechała na zgrupowanie do Dzierżoniowa, nie ma już praktycznie
żadnych zawodników, których całkiem niedawno sprowadzano do klubu za ogromne
pieniądze. A przecież gdy dwa lata temu - po awansie do ekstraklasy -
rozpoczęto budowę nowego zespołu, wszystko wyglądało bardzo optymistycznie.
Wówczas Śląsk miał zapewnione 3 miliony złotych rocznie od stacji telewizyjnej
Canal+, a co najważniejsze - podpisane lukratywne kontrakty, m.in. z
Totalizatorem Sportowym i PZU-Życie. Zapewniały one klubowi kilkaset dolarów
rocznych wpływów. Budżet Śląska uzupełniały stale wpływy od mniejszych
sponsorów i firm działających w Partner Klubie.
Te pieniądze miały zapewnić klubowi spokojny byt w ekstraklasie. Fundusze na
transfery nowych graczy miały pochodzić z innych źródeł. Janusz Cymanek
pełniący wówczas funkcję przewodniczącego rady nadzorczej oficjalnie mówił o
tym w "Gazecie Wrocławskiej" w lipcu 2000 roku. - Gromadzeniem funduszy na ten
cel [transfery - dop. red.] zajmuje się konsorcjum. Pieniądze od Totalizatora
przeznaczymy na bieżącą działalność. W tej chwili mamy czterech strategicznych
sponsorów: Totalizatora, Browary Piast, Bank Zachodni i Compensę, z którą
jeszcze finalizujemy negocjacje - tłumaczył wówczas Cymanek.
A więc pieniądze były. I to duże, zdecydowanie większe niż w wielu innych
polskich klubach. Śląsk natychmiast po awansie dokonał wielu transferów, dzięki
którym we Wrocławiu miał powoli powstawać silny zespół. W pierwszym rzucie do
klubu trafili: Stokowiec, Włodarczyk, Pyskaty, Nazaruk, Wasilewski, Kowalczyk,
a później Błażejewski i Secu. To miał być trzon drużyny, która po pewnym czasie
miała podbić polską ligę.
Chyba nie bez przyczyny Janusz Cymanek, dumny z takiego rozwoju wypadków,
jesienią 2000 roku w swoim liście otwartym do dziennikarzy i działaczy
przechwalał się: "Nie ma lepszych transferów w polskiej lidze, niż te, które
zrobił Śląsk. Nie ma lepszych kontraktów ani regulaminu premiowania - dla
klubu, może mniej dla zawodników. Jeżeli są, to tylko droższe".
Ale już kilka miesięcy później Śląsk trzeba było wzmacniać, gdyż zespół grał
słabo i przed rundą rewanżową wcale nie był pewny ligowego bytu. Zimą na
zasadach transferów czasowych sprowadzono do Śląska kolejnych czterech
piłkarzy: Szamotulskiego, Pisza, Paszulewicza i Akovicia. W sumie na
przestrzeni kilku miesięcy do klubu sprowadzono aż 12 nowych zawodników! I dziś
nie ma już znaczenia, który z nich ile kosztował. Budowano zespół, więc pewna
rotacja kadrowa w drużynie była zrozumiała. Problem w tym, że z upływem czasu
Śląsk popadł w swoistego rodzaju szaleństwo transferowe, co pewien czas
sprowadzając kolejne ekipy nowych graczy. A największym paradoksem był fakt, że
na licznych konferencjach prasowych działacze i trenerzy powtarzali, iż drużyna
potrzebuje stabilizacji, spokoju i ogrania. Tylko że co kilka miesięcy ta
drużyna grał w zupełnie innym składzie.
Dziś z 12 piłkarzy, którzy trafili do Śląska w sezonie 2000/2001, w kadrze
zespołu nie ma już żadnego z tych zawodników! Pierwszy pożegnał się ze Śląskiem
Stokowiec, dobry piłkarz i inteligentny człowiek. On jako jeden z pierwszych
dostrzegł, że trafił do klubu, w którym króluje demagogia, chaos i prowizorka.
Jako pierwszy odważny postanowił powiedzieć prezesem i trenerom: nie. I szybko
pożegnał się z klubem.
Później z różnych przyczyn odchodzili bądź byli sprzedawani kolejni gracze:
Secu, Szamotulski, Pisz, Paszulewicz czy Włodarczyk. A w ich miejsce pojawiali
się kolejni, niestety, często "egzotyczni" grajkowie, tacy jak Zinowiew, Wilk
czy Mazzeo. Niczym meteoryty przelatywali nad Oporowską, by w końcu na
szczęście stąd zniknąć.
W tych dniach ze Śląskiem żegnają się ostatni zawodnicy, jakich sprowadzano tu
w chwili awansu do ekstraklasy. Z rozsypującego się po degradacji klubu szybko
ewakuowali się Nazaruk i Wasilewski. Maciej Kowalczyk nie ma ochoty na grę we
Wrocławiu i przechodzi do drugoligowego CSKA Kijów. A Pyskaty kontaktuje się z
prezesami Śląska już tylko przez adwokatów. To też dość znamienny symbol.
Paradoksem jest fakt, że w ciągu ostatnich dwóch sezonów szefowie Śląska
sprowadzili do klubu 24 nowych zawodników, z których jedynym wartościowym
graczem, jaki tu jeszcze został, jest Dariusz Sztylka. Zawodnik, mieszkający
kilka metrów od stadionu Śląska, musiał wcześniej zwiedzić Zagłębie Lubin i
Polar Wrocław, aby w końcu trafić tam, gdzie zawsze chciał grać. Ale Sztylka
jest tu unikatowym wyjątkiem.
Ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie - jak można było w ciągu
kilkunastu miesięcy doprowadzić Śląsk do tak dramatycznej sytuacji kadrowej.
Kilku przeciętnych graczy z pierwszoligową przeszłością, niedawni juniorzy
Śląska oraz posiłki ze zdegradowanego do IV ligi Inkopaksu Wrocław - tak dziś
wygląda kadra Śląska. Klubu, w którym przez ostatnie lata obowiązywało hasło:
Chcemy wielkiej piłki.
Nie ma pieniędzy, są tylko spore długi. Nie ma znanych, klasowych piłkarzy, są
tylko ci, którzy zgodzili się grać za skromne pensje. Tacy gracze, którym nie
udało się znaleźć innego pracodawcy. Ale najgorszy jest fakt, że na razie nie
ma nadziei ani perspektyw, że piłkarsko będzie w Śląsku lepiej.
POWIEDZIELI
Uważam, że od ponad roku - wbrew niektórym trenerom czy "fachowcom" , którzy
wypisują różne rzeczy - Śląsk czyni bardzo przemyślane transfery. Zarówno
wypożyczenia, jak i transfery definitywne (...). Takiego piłkarza jak Leszek
Pisz nie trzeba rekomendować.
Janusz Cymanek w wywiadzie dla "Wieczoru Wrocławia", 8 marca 2001.
Największym złem w Śląsku była cała armia zaciężna. Ona dokonała wielkiego
spustoszenia w niektórych głowach.
Bogdan Ludkowski podczas konferencji prasowej, 2 lipca 2002.
SUBIEKTYWNY RANKING TRANSFERÓW ŚLĄSKA 2000-2002
Transfery trafione: Stokowiec, Wasilewski, Paszulewicz, Szamotulski, Sztylka
Transfery przeciętne: Nazaruk, Włodarczyk, Pyskaty, Naskręt, Maciorowski,
Gortowski
Transfery nieudane: Maciej Kowalczyk, Secu, Błażejewski, Pisz, Aković, Wilk,
Grabowski, Zinowiew, Jaroszewski, Mazzeo
Trudno ocenić: Rudolf, Sasin, Carvalho