Gość: duch olabogi
IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl
19.10.02, 11:58
Jako ze zblizaja sie zaduszki duch olabogi postanowil zapoznac kibicow Legii
z aktyulem poswieconym ich druzynie, ktory ukazal sie w Rzepie:
Nie nasza Legia
Tylko raz w życiu biłem się naprawdę. Byłem wtedy w piątej albo szóstej
klasie podstawówki, mieszkałem w małym mieście trzysta kilometrów od
Warszawy. Śmiertelnym wrogiem okazał się trochę starszy chłopak i, niestety,
dostałem baty. Ale krwawiący nos nie bolał, bo biłem się za Legię, mój
ukochany klub. Ten, który mnie zbił, twierdził, że Legia to nic i liczy się
tylko Górnik.
W tamtych czasach każda wizyta z ojcem na stadionie przy Łazienkowskiej to
było święto, już w samochodzie z podniecenia miałem gorączkę. Kiedy zaczęło
wychodzić pismo "Nasza Legia", zaprenumerowałem je natychmiast, a album o
Legii wydany w roku 1966 na pięćdziesięciolecie klubu był pierwszą tak grubą
książką, jaką przeczytałem w życiu (do dziś stoi na mojej półce). Skład
jedenastki Legii z roku 1970 wymieniam bez zająknięcia obudzony w środku
nocy.
Teraz mieszkam w Warszawie, żyję z pisania o sporcie, ale na stadion Legii
nie chodzę wcale, a jak już muszę, to idę tam ze strachem i niesmakiem.
Słowo "Legia" straciło dla mnie cały swój wdzięk.
Kierownictwo tego klubu - już w warunkach wolnej Polski - zaprzepaściło
charyzmę Legii, sprawiło, że drużyna, która mogła być dumą Warszawy, stała
się jej hańbą. Pobłażano chuliganom, identyfikowano się z nimi, sam
słyszałem, jak jeden z prezesów mówił do pijanej zgrai: "To dla was gramy".
Nie zrobiono nic, by ludzie w dresach przestali nadawać ton trybunom.
Konsekwencje są takie, że dziś, gdy gra Legia, to strach wisi nad miastem, a
normalni ludzie unikają okolic Myśliwieckiej i nie wsiadają nawet do
autobusów jadących w tamtą stronę.
Legia mogła być jak Real, Barcelona, Benfica, Ajax czy Arsenal. Ma długą
historię, stary stadion położony w jednym z najpiękniejszych miejsc w
Warszawie, a jej nazwa była rozpoznawalna wszędzie w Polsce, mówiła coś nawet
ludziom, którzy sportem interesują się mało lub wcale.
Dziś kojarzy się fatalnie jako symbol chuligaństwa i stadionowego bandytyzmu.
Oczywiście wśród jej kibiców jest wielu spokojnych, porządnych ludzi, którzy
być może mają silniejszą wolę niż ja i wciąż chodzą na stadion. Ich głos jest
jednak słabo słyszalny i do ostatecznego zwycięstwa jeszcze daleko. Choć małe
sukcesy już się pojawiły: spiker prymityw przestał drzeć się podczas meczu.
Wspominam o tym wszystkim nie bez powodu. To, co napisał w "Rzeczpospolitej"
Stefan Szczepłek po meczu Legii z Polonią, wywołało zmasowany e-mailowy
kontratak kibiców Legii, a nawet redaktorów dzisiejszego pisma "Nasza Legia",
które nam (Szczepłkowi i mnie) nawymyślało. Wśród e-mailowych listów były
różne - z pogróżkami, z wyzwiskami, ale w wielu ludzie chcieli nam
powiedzieć, że Legia to już dziś nie tylko chuligani. Tych pozdrawiam i życzę
im, by jak najszybciej na Łazienkowskiej byli większością.
Reszcie odpisuję jak następuje: miłości do Legii nie będzie mnie i Szczepłka
uczył żaden podpity żul ani pan Robert Piątek z pisma "Nasza Legia", który
Szczepłkowi może co najwyżej buty wyczyścić. Oni mają swoją Legię, a my
swoją. Nie tracę nadziei, że one się kiedyś spotkają, ale na razie to dwa
różne światy. -
MIROSŁAW ŻUKOWSKI