Gość: Daffy
IP: 81.210.63.*
31.08.03, 16:42
Jestem niemile zdziwiony poczuciem „dobrze spełnionego obowiązku”, emanującym
z wypowiedzi polskich sportowców. Tak na dobrą sprawę, to, poza Robertem
Korzeniowskim, najwyżej Aurelia Trywiańska może być z własnego występu
zadowolona. Rozumiem, że można na jakiejś ważnej imprezie źle wypaść, ale
nie jest dobrym symptomem, gdy się jest z owego złego występu zadowolonym.
Tymczasem okazuje się, że np. Marcin Urbaś, który od długiego czasu nawet
zbliżyć się nie może do swych rezultatów sprzed lat, jest, o dziwo ze swego
występu bardzo zadowolony. Zadowolona jest Kamila Skolimowska, zadowoleni
byli skoczkowie wzwyż. Nikt nie powiedział: „Jestem bardzo rozczarowany swoim
występem, chciałem tu zdobyć medal, a byłem ósmy, jestem wściekły, zrobię
wszystko, by na olimpiadzie już się to nie powtórzyło...” Takiego tonu
w rozmowach zawodników z red. Babiarzem zabrakło. Zamiast tego, obowiązywały
uśmieszki i wzajemne poklepywanie się po plecach.
Co gorsza, całkiem usatysfakcjonowany występami Polaków na Mistrzostwach
Świata w Saint Denis, jest szef wyszkolenia sportowego PZLA, Jerzy Skucha.
W 99% konkurencji panuje bijący w oczy trwały regres, a pan Skucha jest
zadowolony... Kiedy przestanie być zadowolony? Kiedy Robert Korzeniowski
zakończy karierę i zgaśnie ostatnie już światełko w czeluści tunelu?