31.10.18, 15:19
Pisowskie tricki przestały działać! Prezes nie okazał się nieomylny!smile

Fragmenty wywiadu z Rafałem Trzaskowskim:

- Prezes Kaczyński dzisiaj widzi, że wystawiając człowieka, który jednoznacznie kojarzy się z tą najbardziej agresywną twarzą PiS-u, popełnił błąd. I zapewne dlatego się teraz wścieka - mówi w rozmowie z Onetem Rafał Trzaskowski.

Ma pan na myśli spotkania z mieszkańcami, które organizował pan przed wyborami?

- Tak, przeprowadziłem prawie 300 takich spotkań. I tam poczuć można było prawdziwą atmosferę przedwyborczą. Nasz sukces osiągnęliśmy przez konsekwencję – dokładnie zaplanowaliśmy, jak chcemy tę kampanię prowadzić. Od razu założyliśmy, że nie damy się PiS-owi sprowokować. Robiliśmy swoje, prowadziliśmy pozytywną kampanię. Oczywiście duże znaczenie miała też pełna mobilizacja warszawiaków, by bronić Warszawę przed PiS-em oraz grzech pierworodny tej partii.

Co pan ma na myśli? Co było tym grzechem pierworodnym?

- Patryk Jaki. Gdyby prezes Kaczyński wybrał kogoś spokojnego, kto mógłby udawać centrystę, być może taki ktoś miałby lepszy wynik. I tak by przegrali, ale rozmiary klęski byłyby pewnie mniejsze. Ludzie nie nabraliby się po raz kolejny na numer a la Andrzej Duda.

Wiele osób uważa, że to właśnie błędy Patryka Jakiego przesądziły o wyniku: rezygnacja z członkostwa w partii podczas debaty, spoty o uchodźcach czy wreszcie porównanie wyborów do Powstania Warszawskiego, co było przysłowiowym "gwoździem do trumny". Też pan tak sądzi?

- 30 procent przewagi nie wzięło się nagle wyłącznie z błędów konkurenta. Oczywiście parę procent mogliśmy na nich zyskać, ale najważniejsze jest to, że zawsze byliśmy dobrze przygotowani. Tymczasem memu głównemu konkurentowi wszystko zaczęło się sypać już od pierwszej debaty – miałem wrażenie, że Patryk Jaki przyszedł na Legię kompletnie nieprzygotowany.

Podczas tej debaty Jaki się cały trząsł z nerwów. Wydaje mi się, że on i jego współpracownicy wmówili sobie, że jestem słaby i łatwo będzie mnie pokonać, a tymczasem przegrali z kretesem. Na kolejnej debacie Jaki był znowu nieprzygotowany, zdenerwowany. Sztab Jakiego myślał, że jak zastosuje jakiś trik, który spowoduje moją nerwowość, to dostanie wielkie brawa od wszystkich i wygra. Ja w ogóle mam wrażenie, że tam panowało zbyt duże samozadowolenie.

Ale skoro jesteśmy przy debacie wszystkich kandydatów, to za trik - jak pan to nazywa - związany z rezygnacją z członkostwa w Solidarnej Polsce, wszyscy go raczej skrytykowali…

- Jaki koncentrował się na rozdawaniu jabłek, kiełbasek, podświetlaniu kamienic itd. Tymczasem myśmy postawili nie na jakieś jednorazowe błyski i efektowne pomysły, tylko konkretny program i merytoryczną dyskusję na argumenty. Natomiast Patryk Jaki myślał, że jak wyciągnie kwit i powie, że komornik był na Legii albo że występuje z partii, to od razu ma wygraną kampanię. Wyszło odwrotnie. Dołożenie do tego uchodźców i Powstania Warszawskiego to było już tylko "gwoździem do trumny", tu się z panem zgadzam. Ale to już było spowodowane wcześniejszym rozchwianiem kontrkandydata.

Narracja pana głównego konkurenta i jego politycznych sprzymierzeńców po wyborach jest taka, że kogo by nie wystawiła Koalicja Obywatelska w Warszawie, to i tak by wygrał. Posłanka Krystyna Pawłowicz stwierdziła nawet, że gdyby to był Trynkiewicz, to "wielbiciele zboków, złodziejstwa, zalotnych chamów i zaprzańców wybiorą go już w pierwszej turze… Polsce na złość…".

- A co mają mówić? Teraz są w kompletnej panice. Widać, że pan prezes Kaczyński się pomylił. Tak bardzo chciał zrobić na złość warszawiakom, że wystawił do boju Patryka Jakiego. Dziś widzi, że wystawiając człowieka, który jednoznacznie kojarzy się z tą najbardziej agresywną twarzą PiS-u, popełnił błąd. I zapewne dlatego się teraz wścieka.
Nam nigdy nie chodziło tylko o mobilizację anty-PiS-owską, to oczywiście też miało znaczenia, ale dla mnie najważniejsze było pokazanie pozytywnej strategii rozwoju miasta i rozmowa z warszawiankami i warszawiakami.

(...)
- Prezes PiS sądził, że wynik będzie 40 do 20 procent, że osiągnie świetny wynik w Warszawie i innych dużych miastach. A tu nic z tego, a rozmiar porażki w średnich i dużych miastach jest olbrzymi. Poza jednym czy dwoma wyjątkami. Sytuacja jest taka, że różnica między PiS-m a Koalicją Obywatelską wynosi tylko kilka procent, a nie oczekiwane 20 proc., jak się spodziewała ekipa rządząca. Na dodatek tylko głównie z powodu nieco słabszego PSL-u my oddajemy te pięć regionów. Naprawdę trudno to przedstawić jako wielki sukces PiS. Zwłaszcza że przy tych nastrojach jeszcze zagrała Europa i wewnętrznie niesnaski w ekipie rządzącej.

Ma pan na myśli wystąpienie Zbigniewa Ziobry, kwestionujące Traktat UE?

- Dokładnie, to jest absurdalny wniosek. Plus jeszcze premier Morawiecki - wielki nowy fantastyczny bohater PiS-u nagle okazał się stuprocentowym dzieckiem III RP, którą PiS tak krytykowało. To wszystko doprowadza do tego, że bańka prysła. Teraz wygrać wybory europejskie będzie im piekielnie trudno. Trend został odwrócony.

- Jeszcze w ostatnich dniach Jaki postanowił pojechać do Madrytu, a gdy wrócił, widział, że jest już bardzo źle. Sztab Jakiego myślał, że sprowokuje mnie do jakichś nerwowych ruchów. Jeszcze w ostatnich godzinach, tuż przed ciszą wyborczą, kiedy zrobiliśmy konferencję na przystanku autobusowym obok hali przylotów na Okęciu, PiS wyrzucił pracowników ochrony z pracy za to, że jej nie powstrzymali. PiS cały czas prowokował, licząc, że zacznę się z nimi przepychać, ale nie poddaliśmy się tym prowokacjom.
(...)

Czy spotka się pan także z Patrykiem Jakim, który zaoferował panu swoją pomoc i współpracę?

- Poczekajmy, aż kurz opadnie. Nie wykluczam spotkania z Patrykiem Jakim. Jak mówiłem, spotkam się ze wszystkimi, którzy będą chcieli mi powiedzieć coś w dobrej wierze o Warszawie. Dzisiaj oczywiście te relacje są bardzo mocno napięte, ale jeżeli przyjdzie do mnie na przykład radny PiS, żeby zwrócić na coś uwagę albo ze mną po prostu porozmawiać, to na pewno go przyjmę i potraktuję poważnie.

Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka