Gość: biada
IP: *.zgora.dialog.net.pl
27.02.04, 00:09
Feudalizm nie popłaca ani w gospodarce, ani w nauce.
Rywalizacja, konkurencja, otwartość, szybki przepływ informacji
są motorem postępu. Dotyczy to także sfery nauki. W polskim
środowisku akademickim nie ma żadnej z wymienionych wyżej cech.
W systemach otwartych jesteś dobry, jeśli robisz coś dobrego:
publikujesz dobre prace, bardzo dobrze opiekujesz się studentami
i doktorantami (uwaga! nie mylić z modelem wyzysku panującym
w Polsce, czyli dać jak najmniej, a wyciągnąć jak najwięcej),
dobrze się sprawdzasz w różnych innych środowiskowych rolach.
W systemie feudalnym, jeśli jesteś baronem, możesz wszystko
i mogą ci nagwizdać. Z niczego nie musisz się tłumaczyć
z wydanych pieniędzy. A finansową niegospodarność widać gołym okiem.
Do roboty możesz pogonić pańszczyźniane chłopstwo, a sam
możesz wygłaszać mowy o jedynie słusznym, najlepszym możliwym
ustroju naukowym wszechczasów. Możesz zasiadać, piastować,
godnie reprezentować, udzielać rad, użyczać kilku szkołom
nazwiska za pieniądze i... żyć, nie umierać. Dolce vita.
Nikt nie wie, że jesteś nagi. Dlatego będziesz bronił feudalizmu
jak niepodległości.
Komunizm też podobno był takim pięknym ustrojem. Dlaczego
wspominam komunizm? Bo po owocach poznacie jakość systemu
i ludzi, którzy go tworzą. Po owocach. Dobry system i dobrzy
ludzie dają dobre owoce.
Jest takie chińskie przysłowie, które mówi mniej więcej tak:
najgorszą zbrodnią jest marnotrawstwo talentów.
Z tym dzisiaj mamy do czynienia w Polsce. Ale co tam...
Mamy przecież profesorów z Belwederu i rektorów w sobolach...
Gdyby tak jeszcze wysłać maszyną czasu większość tych sklerotyków
i cwaniaczków z tytułami gdzieś w daleką przeszłość...