IP: 209.10.137.* 27.02.04, 15:12
pani honorata nie ma pojecia o czym mowi.
Obserwuj wątek
    • Gość: ekonomista Re: Ekonomia IP: 209.10.137.* 27.02.04, 19:05
      to ze pani honorata ma jakis znajomkow ktorzy wykladaja na uczelniach w stanach
      ma sie nijak do ich poziomu. podobnych uczelni jest doslownie tysiace. mozna
      wymienic kilkadziesiat uniwersytetow ktore sa nieporownywalnie lepsze od
      szkolki na jakiejs wiosce w minesocie. temat rzeka.
      • Gość: j Re: Ekonomia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 22:27
        Gość portalu: ekonomista napisał(a):

        > to ze pani honorata ma jakis znajomkow ktorzy wykladaja na uczelniach w stanach
        >
        > ma sie nijak do ich poziomu. podobnych uczelni jest doslownie tysiace. mozna
        > wymienic kilkadziesiat uniwersytetow ktore sa nieporownywalnie lepsze od
        > szkolki na jakiejs wiosce w minesocie. temat rzeka.

        Sluchaj "ekonomisto"!
        Northwestern to pierwsza piatka w USA jezeli chodzi o studia ekonomiczne.
        Minnesota plasuje sie w pierwszej 20tce (a nawet 3-cia 10-tka w USA bije na
        glowe najlepsze polskie uczelnie ekonomiczne)
        Wg rankingu American Economic Review.
        • Gość: ekonomista Re: Ekonomia IP: 209.10.137.* 27.02.04, 22:59
          <Sluchaj "ekonomisto"!
          <Northwestern to pierwsza piatka w USA jezeli chodzi o studia ekonomiczne.
          <Minnesota plasuje sie w pierwszej 20tce (a nawet 3-cia 10-tka w USA bije na
          <glowe najlepsze polskie uczelnie ekonomiczne)
          <Wg rankingu American Economic Review.

          z northwestern wszystko sie zgadza. kellogg to jedna z lepszych szkol
          biznesowych na swiecie, szczegolnie ich marketing/management. bez dwoch zdan.
          chodzilo mi o to ze pani honorata kierowala sie tylko i wylczanie swoimi
          znajomymi ktorzy pracuja za oceanem. jezeli wymienila kellogg rownie dobrze
          mogla wymienic dziesiatki innych szkol: NYU (stern), penn (wharton), harvard,
          MIT (sloan), columbia university itp. przyklady mozna mnozyc.
          co do rankingow sa bardzo subiektywne. podajesz AER. rownie dobrze mozna sie
          posluzyc kilkoma innymi rankingami (business week, financial times, harvard biz
          review itp).
          co do studiow ekonomicznych w stanach to nie trzecia dziesiatka ale nawet
          trzecia SETKA bije na glowe wszystkie polskie uczelnie razem wziete. cos wiem
          na ten temat.
    • Gość: Milosz Re: Ekonomia IP: *.pool80104.interbusiness.it 27.02.04, 19:31
      Pani Honorata, wyraza swoie opinie tylko na podstawie "swoich" studentow z SGH
      i chyba zapomniala o tym ze ze w europie jest jeszcze kilka godnych uwagi
      universytetow, a nie tylko te, na ktorych ucza lub sa na wymianie studenci z
      SGH. Kto wogle pozwolil na opublikowanie tak subiektywnego artykulu. Studiuje
      we wloszech i naprawde SGH (wiem bo tam zaczynalem) sie "chowa".
        • Gość: niezwykle Holandia IP: *.server.ntli.net 27.02.04, 20:42
          Zaskoczona jestem, ze wybor padl w Holandii na Tilburg! Byc moze jezdzi tam
          wielu studentow SGH, ale wiadomym jest, ze w dziedzinie ekonomii najlepsze
          uczelnie to ERASMUS University w Rotterdamie (ktory pod tym wzgledem w ogole
          plasuje sie bardzo wysoko w Europie) i Uniwersytet w Maastricht... A juz
          zupelnie nie rozumiem dlaczego nie wspomniano np. o angielskiej LSE. Moze warto
          bylo zapytac jeszcze kogos innego (z innej uczelni)...
    • Gość: student z SGH Re: Ekonomia IP: *.acn.pl 28.02.04, 21:42
      Zeby gdzies wyjechac z SGH trzeba albo dac lapowke albo miec zajebiste
      znajomosci, albo miec kupe kasy. Szkola w bezczelny sposob zarabia na ludziach,
      ktorzy chca sie gdzies wyrwac z polskiego bagna (przyklad - organizacja
      platnych testow kompetencyjnych z jezykow), wynik jest taki, ze za granica
      Polske reprezentuja szczurki, ktore zamiast zdobywac wiedze, opierdzielaly sie
      w jakichs "kolach naukowych", "organizacjach studenckich" itd. etc.
    • Gość: antek Northwestern nie znajduje sie w Chicago :P IP: *.is.net.pl / *.is.net.pl 02.03.04, 10:09
      Tylko pod Chicago. Eeee... moze sie czepiam. Skonczylem ta uczelnie i w
      dziedzinie marketingu rzeczywiscie sa the best. Tylko to srodowisko. Tragiczne!
      Produkty pop-kultury. Przyjaciol to ja mialem glownie z Loyola. Jedyny plus to
      praca. Dzis zarabiam spora kaske i pracuje w usa, choc tylko tam bywam.
      Specjalnie wybralem prace przez internet, zeby moc mieszkac w Polsce. Swiat
      jest piekny tylko nie dajmy sie mu wczesniej. Zostanmy soba. Pozdrawiam!
    • reichman Tzw. Ekonomia matematyczna... :( 04.03.04, 16:50
      Ekonomia matematyczna to nieudana proba zredukowania skomplikowanych zjawisk
      spolecznych do poziomu raczej elementarnych rownan na poziomie III roku fizyki
      (na IV roku zaczynaja sie te rozne renormalizacje, elektron z olbrzymia masa
      itp., czy n-wymiarowe membrany, ale to juz ponad matematyczne kompetencje
      ekonomistow z SGH czy Minnesoty (University of East Fargo, bo West Fargo to juz
      Pln Dakota).
      Mikroekonomia to zas jak wiadomo pseudonauka, co sobie wytworzyla nieistniejacy
      swiat ograniczonych umyslowo homo oeconomicus, co maksymalizuja tzw.
      uzytecznosc, czyli cos, czego sie nie da zmierzyc (jaka jest bowiem jednostka
      uzytecznosci? "util"?)...
      Jak pani profesor moze mierzyc niemierzalne i maksymalizwac cos, co nie ma
      nawet swej jednostki? Ekonomia to teologia XXI wieku...

        • Gość: CGN Re: Ekonomia to teologia XXI wieku... IP: *.crowley.pl 05.03.04, 12:47
          Matematyka to jezyk prawdziwej nauki (fizyki np.), ale jak kazdy jezyk, moze
          byc uzyty przez oszustow i szaralatanow. I tak matematyka w reku niedouczonych
          matematycznie ekonomistow staje sie takim orwellowski newspeak'iem (nowomowa).
          Ekonometria np. bada szeregi czasowe stopy berobocia, nie zauwazajac, ze w
          miedzyczasie zmienila sie kilka razy def. bezrobotnego. To tak jakby co kilka
          lat przenosic termometr to na slonce, to w cien, aby raz udowdonic ze sie
          srednia temperatura podwyzsza, a innym razem, ze obniza...

            • reichman Re: Ekonomia to teologia XXI wieku... 10.03.04, 19:41
              Gość portalu: xyz napisał(a): Z punktu widzenia polskiej edukacji ekonomicznej
              to faktycznie moze tak wygladac. Bardzo mi przykro ze nie dane ci bylo sie
              zetknac z ekonomia na swiatowym poziomie.
              - Musze cie zmartwic, ale ekonomia jako nauka i jako praktyka lezy wszedzie
              mniej wiecej od roku 1973. Problem bezrobocia, nedzy czy bezdomnosci a takze
              dlugi zagranicznego i zrownowazenia budzetu jest nierozwiazywalny nawet w tak
              bogatych panstwach jak USA. Czy trzeba bardziej jaskrawych przykladow na upadek
              ekonomii jako nauki w USA i w ogole na tzw. zachodzie? Utknela ona w slepym
              zaulku ekonometrii i matematycznej ekonomii, w zaulku skrajnie uproszczonych
              modeli. Jesli najtezsze glowy matematyczne i najszybsze superkomputery nie sa w
              stanie wymodelowac kadlubu samolotu, tak, ze trzeba wciaz wracac do metody prob
              i bledow, modeli drewnianych i tuneli areodynamicznych, to skad ta naiwna wiara
              iscie religijna, ze sie da wymodelowac gospodarke, zlozona z myslacych i na
              ogol nieracjonalnie dzialajacych ludzi?
              Obudzcie sie ekonomici-teoretycy wreszcie z tego snu, i wroccie do krainy
              rzeczywistosci gospodarczej!
      • Gość: xyz Re: Tzw. Ekonomia matematyczna... :( IP: *.ny325.east.verizon.net 06.03.04, 17:48
        bardzo tradycyjny belkot wynikajacy z absolutnego niezrozumienia ekonomii.
        Funkcja uzytecznosci to wygodny sposob opisu preferencji a preferencje
        sa zywkla relacja i zaden jendostki nie sa tam potrzebne. Matematyka w ekonomii
        to jezyk, ktora pozwala mniej machac rekami niz to robia np. politolodzy czy
        socjologowie, ale koniec koncow ekonomia to jednak nauka spoleczna a nie scisla.
        Dewiacje w strone udawania, ze ekonomia jest prawie ze fizyka mialy swoje
        wzloty, zawsze beda pewnie mialy swoje miejsce w ramach dyscypliny ale
        przynajmniej w tej
        chwili wyglada na to ze swoj nalepszy czas maja juz za soba.
        • Gość: CGN Re: Tzw. Ekonomia matematyczna... :( IP: 217.98.60.* 09.03.04, 21:54
          Gość portalu: xyz napisał(a):
          bardzo tradycyjny belkot wynikajacy z absolutnego niezrozumienia ekonomii.
          Funkcja uzytecznosci to wygodny sposob opisu preferencji a preferencje
          sa zywkla relacja i zaden jendostki nie sa tam potrzebne. Matematyka w ekonomii
          to jezyk, ktora pozwala mniej machac rekami niz to robia np. politolodzy czy
          socjologowie, ale koniec koncow ekonomia to jednak nauka spoleczna a nie scisla
          - Jak mozna uzywac analizy funkcjonalnej, a wiec i pochodnych do czegos, co sie
          nie da skwantyfikowac i jest z definicji nieciagle, a wiec nie moze miec
          pochodnej (jakbys rozumial rozniczki, to bys wiedzial, ze chesz dzielic przez
          zero jak szukasz pochodnej nieciaglej funkcji)... Typowa ignoracja ekonomistow,
          co bezmyslnie przeksztalcaja formulki, ktorych sensu nie rozumieja ani w
          zab... :(

          Dewiacje w strone udawania, ze ekonomia jest prawie ze fizyka mialy swoje
          wzloty, zawsze beda pewnie mialy swoje miejsce w ramach dyscypliny ale
          przynajmniej w tej chwili wyglada na to ze swoj nalepszy czas maja juz za soba.
          - I slusznie, bo jak pisalem, szukanie pochodnych nieciaglych funkcji to
          ekwiwalent dzielenia przez zero. Zapytaj sie dobrego fizyka albo matematyka,
          jak mi nie wierzysz na slowo!

          • Gość: xyz Re: Tzw. Ekonomia matematyczna... :( IP: *.ny325.east.verizon.net 10.03.04, 02:09
            Z czyms konkretnym polemizujesz? Trudno dojsc o co ci chodzi. Oczywiscie
            jak sie jest ignorantem to latwo innych uwazac za idiotow, a to co piszesz
            dowodzi ze nie masz pojecia o czym mowisz. Zakladam, ze chodzi ci o to
            ze funkcja uzytecznosci jest "z definicji" nieciagla - to oczywiscie bzdura,
            to czy istnieje ciagla i rozniczkowalna reprezentacja preferencji zalezy
            od wlasciwosci samych preferencji i przestrzeni na ktorej sa zdefiniowane.
            Matematykow wsrod ekonomistow nie brakuje wiec przyjmij z laski swojej, ze
            tak trywialne bledy nie sa popelniane. Znam wiele osob ktore zrobily przeskok z
            matematyki do ekonomii wlasnie dlatego, ze teoria mikroekonomii jest elegancka
            z punktu widzenia matematycznego. Polecam jeden z podstawowych podrecznikow
            mikroekonomii (np. MasCollel, Whinston, Green) jesli chcesz sie douczyc.
            PS. Dobrym matematykom nie bede zawracal glowy pytaniami na poziomie szkoly
            sredniej
            • reichman Re: Tzw. Ekonomia matematyczna... :( 10.03.04, 19:32
              Gość portalu: xyz napisał(a): Z czyms konkretnym polemizujesz? Trudno dojsc o
              co ci chodzi. Oczywiscie jak sie jest ignorantem to latwo innych uwazac za
              idiotow, a to co piszesz dowodzi ze nie masz pojecia o czym mowisz.
              - Elegancki wstep, nie ma co... Dowodzi braku racjonalnych i merytorycznych
              argumentow, jak to bywa wsrod ekonomistow...

              Zakladam, ze chodzi ci o to ze funkcja uzytecznosci jest "z definicji"
              nieciagla - to oczywiscie bzdura, to czy istnieje ciagla i rozniczkowalna
              reprezentacja preferencji zalezy od wlasciwosci samych preferencji i
              przestrzeni na ktorej sa zdefiniowane.
              - Oczywiscie, mozesz sobie zdefiniowac ciagla funkcje preferencji na samochody
              czy lodowki, czemu nie. Mozna przeciez wyobrazic sobie kupno samochodu na
              nieskonczona ilosc rat, i wtedy funkcja bedzie idealnie ciagla. Problem w tym,
              ze w prawdziwej gospodarce nie mozna kupic mniej niz jeden samochod, mniej niz
              jedna gazete, czy tez mniej niz np. 1 dkg szynki. A wiec nic w realnej
              gospodarce, jak i w rzeczywistosci fizycznej nie jest ciagle, a korpuskularne
              (nie wazne, czy przyjmiemy teorie kwarkow czy nawet superstrun - zawsze mamy
              nieciaglosc, ktora rozwala nawet najelegentsze modele)...

              Matematykow wsrod ekonomistow nie brakuje wiec przyjmij z laski swojej, ze
              tak trywialne bledy nie sa popelniane. Znam wiele osob ktore zrobily przeskok z
              matematyki do ekonomii wlasnie dlatego, ze teoria mikroekonomii jest elegancka
              z punktu widzenia matematycznego.
              - Elegancka moze byc, ale to bynajmniej nie znaczy, ze sie sprawdza w praktyce.
              Teoria geocentryczna z epicyklami byla bardzo elegancka z punktu widzenia
              matematycznego! Matematycy, co nie maja pojecia o prawdziwej gospodarce
              wyrzadzili wiec olbrzymie szkody w nauce ekonomii,marnujac swoj, i co gorsza
              studentow czas na analize bzdurnych, nic nie majacych z rzeczywistoscia modeli
              mikroekonomicznych. To tak jak by badac estetyczne walory samolotow, pomijajac
              ich aerodynamike, bo jest ona malo elegancka matematycznie (wciaz potrzebne sa
              tunele powietrzne, prototypy itp.).

              Polecam jeden z podstawowych podrecznikow mikroekonomii (np. MasCollel,
              Whinston, Green) jesli chcesz sie douczyc.
              - Uczylem sie z podobnych na zachodzie. Mam nawet MA z ekonomii. Ale mam tez
              swoj wlasny rozum, i rozumie matematyke, a szczegolnie jej filozoficzne
              podstawy. Zas ekonomisci potrafia tylko bezkryutycznie klepac formulki, ktore
              nier maja sensu, bo zawieraja w sobie ukryte dzielenie przez zero. A ta bomba z
              opoznionym zaplonem musi kiedys wybuchnac...

              PS. Dobrym matematykom nie bede zawracal glowy pytaniami na poziomie szkoly
              sredniej.
              - Tu widac, ze nie rozumiesz filozoficznych podstaw rachunku rozniczkowego i
              calkowego... Matematyka to cos wiecej niz formulki i przekkztalcenia - trzeba
              jeszcze rozumiec, co sie robi i dla czego...
              • Gość: xyz Re: Tzw. Ekonomia matematyczna... :( IP: *.ny325.east.verizon.net 11.03.04, 01:55
                Idac Twoim tokiem rozumowania, nie ma sensu zakladac ciaglosci po to
                by projektowac np. most no bo przeciez nic na swiecie nie jest ciagle.
                Doskonale jest wrogiem dobrego, a model ekonomiczne ocenia sie po tym
                jak sobie radza w przewidywaniu rzeczywistosci. Czasami ciaglosc jest
                przydatna, czasami nie. Jesli chodzi o samochody, pewnie nie jest i
                na ogol sie jej nie zaklada w takim kontekscie. Jesli chodzi o szynke
                to jej fundamentalna nieciaglosc wynikajaca z jej molekularnej struktury
                z praktycznego punktu widzenia nie ma znaczenia. Czy mozna kupic mniej niz
                1 dkg szynki jest od rzeczy jesli chodzi o preferencje - z punktu widzenia
                konsumujacego 1dkg rozni sie od 0.5dkg

                A tak poza tym gratuluje dobrego samopoczucia - rok czy dwa lata studiowania
                ekonomii z podrecznikow na poziomie magisterskim to faktycznie podstawa
                by oceniac cala dziedzine. A MasCollella oczywiscie nie studiowales, bo
                tego podrecznika sie nie uzywa na studiach magisterskich. Mogles studiowac
                z "podobnego" - kolor byl podobny? Czcionka?

                No i jeszcze to:

                > PS. Dobrym matematykom nie bede zawracal glowy pytaniami na poziomie szkoly
                > sredniej.
                > - Tu widac, ze nie rozumiesz filozoficznych podstaw rachunku rozniczkowego i
                > calkowego... Matematyka to cos wiecej niz formulki i przekkztalcenia - trzeba
                > jeszcze rozumiec, co sie robi i dla czego...

                Prosze wytlumacz jak z mojego "PS" mogles cokolwiek wydedukowac na temat tego co
                ja wiem a czego nie wiem o podstawach filozoficznych rachunku rozniczkowego.
                • Gość: CGN Re: Tzw. Ekonomia matematyczna... :( IP: 213.199.192.* 20.03.04, 14:17
                  Gość portalu: xyz napisał(a): Idac Twoim tokiem rozumowania, nie ma sensu
                  zakladac ciaglosci po to by projektowac np. most no bo przeciez nic na swiecie
                  nie jest ciagle.
                  - Nie sprowadzaj rozumowania ad absurdum. Most zachowuje sie w skali makro jak
                  cialo ciagle, podlega np. rozciaganiu i sciskaniu. Ja studiowalem wytrzymalosc
                  materialow, nie tylko ekonomie, jak ty... Zas kupowanie np. samochodow nie jest
                  ciagle nawet w skali makro. Widzisz, popelniasz fallacy of composition i nie
                  rozumiesz roznicy miedzy fizyka w skali makro i mikro... Jak typowy,
                  niedouczony ekonomista... ;(

                  Doskonale jest wrogiem dobrego, a model ekonomiczne ocenia sie po tym
                  jak sobie radza w przewidywaniu rzeczywistosci. Czasami ciaglosc jest
                  przydatna, czasami nie. Jesli chodzi o samochody, pewnie nie jest i
                  na ogol sie jej nie zaklada w takim kontekscie. Jesli chodzi o szynke
                  to jej fundamentalna nieciaglosc wynikajaca z jej molekularnej struktury
                  z praktycznego punktu widzenia nie ma znaczenia. Czy mozna kupic mniej niz
                  1 dkg szynki jest od rzeczy jesli chodzi o preferencje - z punktu widzenia
                  konsumujacego 1dkg rozni sie od 0.5dkg.
                  - Bredzisz bez ladu i skladu. Konsumujemy szynke kesami i pijemy napoje
                  haustami, a wiec nieciagle!

                  A tak poza tym gratuluje dobrego samopoczucia - rok czy dwa lata studiowania
                  ekonomii z podrecznikow na poziomie magisterskim to faktycznie podstawa
                  by oceniac cala dziedzine. A MasCollella oczywiscie nie studiowales, bo
                  tego podrecznika sie nie uzywa na studiach magisterskich. Mogles studiowac
                  z "podobnego" - kolor byl podobny? Czcionka?
                  - Ekonomie studiowalem 4 lata w PL i 2 lata podyplomowo w OZ, zyli razem 6 lat.
                  Wiecej niz wiekszosc polskich ekonomistow, a juz na 100% na o wiele wyzszym
                  poziomie... Podrecznik jest tu zas najmniej istotny! Znasz Rebmana i Levacica?

                  No i jeszcze to: PS. Dobrym matematykom nie bede zawracal glowy pytaniami na
                  poziomie szkoly sredniej.
                  - Tu widac, ze nie rozumiesz filozoficznych podstaw rachunku rozniczkowego
                  i calkowego... Matematyka to cos wiecej niz formulki i przeksztalcenia - trzeba
                  jeszcze rozumiec, co sie robi i dla czego...

                  Prosze wytlumacz jak z mojego "PS" mogles cokolwiek wydedukowac na temat tego
                  co ja wiem a czego nie wiem o podstawach filozoficznych rachunku rozniczkowego.
                  - bardzo latwo, bo go chesz uzywac tam, gdzie sie on nie nadaje z definicji
                  jako narzedzie analizy, czyli do analizy zajwisk z definicji nieciaglych... ;)

    • Gość: J.Viner Re: Ekonomia IP: *.ae.krakow.pl 22.04.04, 18:04
      A ja uważam że wszyscy tutaj pieprzycie!!! Typowy bełkot "ekonomistów" - czyli znawców od wszystkiego i od niczego.
      Bo EKONOMIA jest tym czym zajmujš sie ekonomisci, czyli wszystkim i niczym zarazem. Ekonomisci znani sš z tego, że w niczym się ze sobš nie zgadzajš. Taka
      jest
      już specyfika tej nauki nomologicznej, że każdy model ekonomiczny i niemal każde twierdzenie można przedstawić za pomocš innych srodków wyrazu (założeń
      poczštkowych, zmiennych egzo i endogenicznych,...), które to modele ,z założenia majšce obrazować ten sam problem, często po głębszym ich przestudiowaniu
      wzajemnie się wykluczajš. CZYŻ TO NIE PIĘKNE??
      Stwierdzam też stanowczo, iz autorka komentowanego tutaj tekstu nie ma w ogóle pojęcia ( zresztš jak większosć profesorów) o sytuacji panujšcej w naszej
      pięknej polskiej rzeczywistosci. Większosć studentów zapewne za przeproszeniem SZLAG JASNY TRAFIA kiedy słyszy podobne monologi: "Polecam to, polecam
      tamto, wybież się no choćby do North Western University w Chicago, itd... Wszystko fajnie, ale kiedy mówi to jakis wykładowca, który psychicznie wykańcza swš
      "dominujšcš " osobowosciš i sposobem w jaki przeprowadza i ocenia EXAM to aż sie w człowieku gotuje. Wzišć tylko dubeltówke i....
      POZDRAWIAM wszystkich braci - przyszłych ekonomistów z nieswiadomego wyboru!!
      osobowo
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka