Dodaj do ulubionych

Arka - odkrycie archeologiczne wszechczasów

02.05.10, 17:51

Dzień 27 kwietnia 2010 roku przejdzie zapewne do historii, gdyż tego
dnia grupa złożona z chińskich i tureckich archeologów oznajmiła o
znalezieniu w masywie Ararat poszukiwanej tam od paru tysięcy lat
arki Noego. Wydarzenie to zwiastuje zwrot w dzisiejszych
wyobrażeniach o powstaniu życia na ziemi, gdyż zmusza badaczy do
rewizji ich spojrzenia na procesy, jakie zaszły w ostatnim okresie
geologicznym – Plejstocenie, kiedy to miał ewoluować człowiek. Okres
ten nie zawsze się tak nazywał. Przez większą część XIX wieku
nosił nazwę Dyluwium, czyli potopu, gdyż ówcześni geolodzy byli
zdania, że wszystkie zmiany, jakie nadały powierzchni ziemi
dzisiejszy wygląd, były następstwem globalnego potopu tak dokładnie
opisanego w Rozdziale 6 biblijnej Księgi Rodzaju. Dopiero w XX wieku
ewolucjoniści, negujący możliwość jakiejkolwiek ingerencji Boga w
procesy na ziemi, ukuli nazwę Plejstocen. O jakie zmiany może tu
chodzić? Otóż powierzchnia ziemi na wielu obszarach, zwłaszcza w
północnej części Półkuli Północnej, pokryta jest gęsto jeziorami i
niewielkimi wzgórzami. Na terenach tych i jeszcze dalej na południe
znaleźć można na polach w lasach, a nawet na wierzchołkach
mniejszych gór, olbrzymie głazy, które musiały tam zostać w jakiś
sposób przetransportowane. Doliny rzek, zwłaszcza na Syberii, usłane
są kośćmi milionów mamutów – nieistniejących dziś krewniaków
słonia; co więcej, można te ostatnie znaleźć zakonserwowane w
całości w lodach na północ od północnego koła podbiegunowego. Dla
geologów pierwszej połowy XIX wieku interpretacja tych zjawisk nie
nastręczała żadnych problemów, bowiem wszystko wskazywało, że były
to następstwa potopu, który zgodnie z opisem biblijnym nastąpił
późną jesienią i objął całą ziemię. Wody miały wezbrać powyżej
wierzchołków łańcuchów górskich i utrzymywały się nad ziemią w sumie
niemal przez rok. Z uwagi na niskie temperatury w pierwszej fazie
kataklizmu wody na terenach polarnych zamarzły przybierając postać
gór lodowych, które w miarę jak się ocieplało dryfowały na południe,
podobnie jak dzieje się to dziś, i topniejąc pozostawiały na lądzie
przymarznięte do nich skały, oderwane od szczytów górskich. Niekiedy
góra lodowa osiadała zanim jeszcze stopniała i wtedy powstawało
jezioro. W ostatniej fazie, gdy kry były juz blisko powierzchni
ziemi, ich dryfowanie i prądy morskie powodowały powstawanie
głębokich rys na skałach oraz przemieszczanie się ziemi, prowadzące
do powstania wzgórz. Najbardziej przekonujące było wyjaśnieni e
zjawiska kości mamutów. Otóż zwierzęta te, które musiały przed
potopem w ogromnej liczbie zamieszkiwać Północną Półkulę, zwłaszcza
Syberię, spłynęły wraz z wodami potopu do rzek i tam utonęły.
Niektóre zostały zagnane wiatrem poza koło polarne i tam zamarzły w
całości. O tym, że powodem ich śmierci było utonięcie, świadczy muł
znaleziony w ich płucach.
Kiedy na scenę naukowa w drugiej połowie XIX wieku weszli
ewolucjoniści, po opublikowaniu przez Karola Darwina pracy „O
powstawaniu gatunków”, natychmiast odrzucili potop jako czynnik
sprawczy zmian w okresie Dyluwium i zaczęli szukać jakiejś
alternatywy, która nie miałaby nic wspólnego z Bogiem. Znaleźli
takową w postaci teorii zlodowacenia, a ponieważ takowe nie miało
wówczas na ziemi miejsca, zaczęli naginać do niej wszystkie fakty,
co sprawiło, że dla uważnego krytyka teoria ta stanowiła zawsze
zlepek sprzeczności. Sama przyczyna domniemanego zlodowacenia, czy
raczej postulowanych czterech głównych zlodowaceń, budzi uzasadnione
wątpliwości, gdyż opracowana przez serbskiego matematyka Milutina
Milankowicia krzywa zmian temperatury w okresie ostatnich kilkuset
tysięcy lat nie wykazuje właściwie żadnych minimów, w każdym razie
takich , które mogłyby spowodować tak znaczne ochłodzenie ziemi.
Krzywa ta ma postać piły, czyli rowków i ząbków, przy czym są one
tak niewielkie – obrazują wahania temperatury w granicach 1 stopnia
Celsjusza - co byłoby za mało dla wyjaśnienia zlodowaceń.
Ze względów geologicznych potrzebne były w krzywej
Milankowcia cztery minima temperaturowe obrazujące cztery epoki
lodowcowe, a serbski matematyk znalazł ich aż dziewięć, więc dopiero
po dużym naciąganiu skurczyły się one do czterech. Nikt poważny nie
uważa dziś krzywej Milankowicia za żaden dowód, ale zatyka ona nadal
usta wszystkim tym, dla których matematyka nie jest mocną stroną.
Sama teoria zlodowaceń nie jest w stanie wyjaśnić faktu
istnienia głazów narzutowych, zwłaszcza tych ogromnych i
pozostawionych na szczytach gór w Jurze krakowskiej. Jest też
bezsilna wobec wymarcia mamutów właśnie w dolinach rzek i
obecności w ich płucach mułu. Dla uzasadnienia faktu, że istnieją
ślady tylko jednego spadku poziomu oceanów (wzniesione plaże),
podczas gdy okresów ocieplenia było podobno trzy, badacze
wyczarowują naciągnięte teorie, związane z różnicami w częstości
występowania różnych gatunków zwierząt zamieszkujących tereny
objęte rzekomym zlodowaceniem. Nie miejsce tu na dokładne omówienie
wszystkich sztuczek, do których badacze uciekają się w celu
przeforsowania swych racji. Ważne jest, że teoria, czy dziś już fakt
potopu stanowi o wiele lepsze i prostsze wyjaśnienie. Dlatego
znalezienie arki jest tak ważne dla zrozumienia świata, który nas
otacza.
Obserwuj wątek
    • pr0fes0r Re: Arka - odkrycie archeologiczne wszechczasów 02.05.10, 19:34
      Znaczy mamy Ci teraz wszystkie wpisy stąd przekleić?

      forum.gazeta.pl/forum/w,32,110722848,110722848,Odkrycie_szczatkow_biblijnej_arki.html
      Zaczęcie nowego tematu nie zamaskuje chińskiej hochsztaplerki.
      • kala.fior Sprytne gazdy z Arratu..... 02.05.10, 21:50
        DR Randall Price stracił $100,000 na tej zabawie, a ile Chińczycy ?
      • profesorbeton Re: Arka - odkrycie archeologiczne wszechczasów 02.05.10, 22:38
        Nawiedzonych Chrzescijan nie sposob wyleczyc z ich obledu... :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka