Dodaj do ulubionych

pytanie nr 1;)

29.03.04, 00:31
zeby nie bylo, ze przyszlam tu pomilczec:)

z tego co widze, sa tu tacy forumowicze, ktorzy pracowali w PL i "gdzies
tam":)
czy rozni sie wasza praca?
gdybyscie chcieli obiektywnie porownac... to TU czy TAM byliscie bardziej
aktywni?

skad pytanie?
jestem "karmiona" dziwnymi opowiesciami ludzi "bywalych", ze niby TAM az chce
sie pracowac, bo aparatura, odczynniki... atmosfera lepsza:)

ja swoje zdanie na temat konkretnych jednostek mam - znaczy za lepsze
pieniadze bardziej sie chce;)
jeszcze jestem idealistka... jeszcze mi sie chce dla samego
faktu "pracowania"... czy ten stan sie zmienia?

z.r.:)
Obserwuj wątek
    • staua Re: pytanie nr 1;) 29.03.04, 01:06
      Rybko,
      ja tylko robilam dyplom magistra w Polsce - na uniwersytecie i teraz tez jestem
      na uniwersytecie stanowym (nie prywatnym) w USA. Dostep do odczynnikow i
      wyposazenie labu wcale sie tak bardzo nie roznia. Rozni sie stosunek szefa do
      pracownikow i studentow, poza tym szef caly czas mysli o pracy, pisze granty i
      publikacje, w Polsce bylo to duzo wolniejsze.
      Za to doktorat robilam w instytucie nalezacym do firmy farmaceutycznej i tam
      czulo sie pieniadze. I bylo to widac, ze mozna kupowac wszystko bez ograniczen,
      co czasem bylo zle - bo skoro mozesz kupic wszystko, czasem mniej sie
      zastanawiasz, jak zaplanowac doswiadczenie...
      Niestety na Twoje pytenie nr 2 odpowiedzi nie moge udzielic, ale ktos z
      chemikow na pewno Cie poratuje...
      Pozdr
      • zlota-rybka Re: pytanie nr 1;) 29.03.04, 01:33
        dzieki wielkie za odpowiedz;)
        faktycznie nalezy rozgraniczyc dodatkowo kryteria instytucji:)
        to dobrze widac u nas - inaczej jest na uczelniach, gdzie kazda zlotowke sie
        obraca piec razy zanim sie ja wyda... a w PANach chociazby, gdzie tych
        pieniedzy (na wydatki) czasami jest wiecej:)

        tu tez nasuwa sie pytanie - dlaczego wiecej?
        ja mam teorie (poparta 7letnim uczestniczeniem w roznych przedsiewzieciach), ze
        na uczelni wiekszosc pieniedzy idzie na "uklady-ukladziki" i aparature
        pomocnicza - niekoniecznie bedaca aparatura badawcza:)

        tu pozwole sobie rozpisac konkurs:)
        co to jest: uzadzenie grzewcze?:)))))
        podpowiedz... odpusccie piec:)

        z.r.:)

        P.S.
        na pytanie czemu nie spie - znam tylko jedna odpowiedz... ktos zmienil czas...
        a jutro pierwszy dzien w pracy!!!! wiec i tak z nerwow nie zasne;)
        • staua Re: pytanie nr 1;) 29.03.04, 03:27
          Powodzenia jutro w pierwszym dniu pracy w PAN!
          I napisz, jak tam Ci jest!
          Jasne, ze pieniadze czasem ida na rozne rzeczy niezwiazane bezposrednio z
          doswiadczeniami. Np. kapcie (tzn. obuwie ochronne...)
          • zlota-rybka jak mi tam jest?:) 29.03.04, 21:33
            dzisiaj to nie bardzo kiedy bylo mi "byc";)
            bylam tam raptem 2 godzinki:) dostalam dyspozycje, sama przedstawilam swoje
            wymagania aparaturowe i odczynnikowe (pierwsze)... i tyle;)
            pojechalam do siebie na uczelnie troche udalo mi sie posciagac materialow
            (takie sobie... chociaz - kilka akurat trafionych).
            i juz;)
            jutro dostane karte magnetyczna do lab.:) zrobia mi zakupy, dadza odzynniki...
            i ziuuuu do roboty:)
            krotko, fachowo, tresciwie;) bez zadnych wielkich slow i gestow... a jednak
            bardzo serdecznie;)) podoba mi sie tam:))) no i ten nienormowany czas pracy...
            "jak nie masz co robic to idz do domu i nie przeszkadzaj innym" - motto firmy:)
            z drugiej strony lojalnie uprzedzili, ze przyjdzie czas, ze bede pracowala
            24godziny na dobe... i marzyla o tym zeby doba miala wiecej godzin (na
            prace):)))
            czyli normalna (w koncu!!!) praca w lab.:)))
            z.r.:)
    • true_blue Re: pytanie nr 1;) 29.03.04, 08:44
      Ale fajna gadatliwa Rybka nam sie trafila! I to zlota!! Spelniasz Rybko zyczenia?

      W Polsce robilam tak samo jak staua tylko prace magisterska (zreszta w tym samym
      miejscu rowniez - a zobacz statua jak inne rzeczy robimy...), wiec nie mozna
      powiedziec, ze chcialo mi sie mniej, bo pracowalam zupelnie inaczej. Gdy
      przyjechalam tutaj (Genewa) to pierwsze na co zwrocilam uwago to duzo pieniedzy
      (a jest to Uniwersytet, a nie firma farmaceutyczna). Wlasciwie moglam robic co
      chcialam bez ograniczen. Potem okazalo sie, ze i tutaj moga byc okresy posuchy,
      gdy trzeba pilnowac wydatkow, wiec nie rozni sie to tak bardzo od Polski. Co sie
      natomiast sporo rozni to stosunek do pracy: ludzie pracuja, nawet czasem dlugo
      (na pewno nie tak dlugojak w Stanach). Choc tak naprawde to znacznie lepiej
      pracowalo mi sie w labie w Stanach gdy ludzie byli naprawde zainteresowani tym
      co robia i naprawde ciagle o swojej pracy potrafili rozmawiac. Ja to lubie :-)
      Podumowywujac przydluga wypowiedz: wydaje mi sie, ze zalezy to raczej od
      laboratorium a nie od panstwa - warunki pracy itp, natomiast jesli chodzi o
      pieniadze to zalezy od szefa.
      Pozdr.
    • ex-rak Re: pytanie nr 1;) 29.03.04, 10:51
      Mam troche doswiadczen i porownan,

      magisterka na Uniwerku - temat bardzo ciekawy, promotor OK, ale warunki
      aparaturowo, odczynnikowo-finansowe kiepskie. Wszystko szlo wolno. Duzo
      babraniny z prostymi sprawami. Zapal kadry naukowej niespecjalny. Czas
      wszystkim jakos bardzo przeciekal przez place. Ze wzgledu na uprawiana chemie
      chcialem nawet tam zostac, ale poniewaz wzialem sobie dziekanke na 5 roku, nie
      spelnialem kryterium ukonczenia studiow w regulaminowym terminie.

      Wybralem wiec w efekcie PAN, co bylo bardzo dobrym wyborem szybki doktorat (4
      lata studiow doktoranckich, zamiast 8 na uniwerku). Brak dydaktyki, wieksza
      koncentracja na badaniach i efektywnosc, o wiele lepszy dostep do aparatuty i
      odczynnikow, chociaz warunki lokalowe dosc skromne (malo miejsca aby poszalec).
      Wiecej ludzi chcacych cos osiagnac, cos zrobic. Tyle, ze ci bardziej
      zaangazowani to byli ludzie raczej z profesorskiego szczebla. Im nizej tym
      mniejsze widzialem zaciecie do pracy (przynajmniej w moich czasaach i z moich
      obserwacji). Co jest w kontrascie tym o czym czasem piszemy na forum.

      Postdoc to duza, dobra grupa na Uniwersytecie - Znacznie wieksze zaangazowanie
      studentow, atmosfera pracy, o wiele wiekszy entuzjazm co to tego co sie robi.
      Oczywiscie wieksze mozliwosci finansowe, dostep do wszystkiego szybszy. Tak
      wiec od pomyslu do realizacji droga znacznie krotsza, co bardzo dodawalo
      adrenaliny. Pracowalismy dnie i noce. Czasami od 9 rano do 5-6 rano i to dla
      przyjemnosci, nie z obowiazku. Jesli chodzi o finanase na badania to tez trzeba
      sie bylo z nimi troche liczyc, ale skala problemu zupelnie odmienna.

      Firma farmaceutyczna - ma swoje zalety, ma swoje bardziej uciazliwe strony.
      Zalezy co kto lubi. Jest dynamiczna, interdyscyplinarna, nasz luksus dostepu do
      najlepszych technologii, sprzetu odczynnikow, baz danych, literatuty, doradzaja
      ci najlepsi eksperci z akademii. Masz do dyzpozycji specjalistow z roznych
      dziedzin od IT po stewardow labolatoryjnych. Ale to nie jest tak, ze sprawy
      finansow nie sa zupelnie problemem. Tez trzeba sie z tym liczyc.
      Ale ten luksus jest kosztem niezaleznosci i wymaga umiejetnosci ukierunkowania
      (dostosowania) swych zainteresowan do strategii. Dynamizm firmy, dzialanie w
      warunkach konkurencji na rynku wymaga od nas zaangazowania, pracowitosci,
      profesjonalizmu w podejsciu do tego co sie robi.
    • broch Re: pytanie nr 1;) 29.03.04, 20:11
      ja "robilem" w Polsce magistra i phd. Finanse nie byly klopotem. Bylem jednym z
      pierwszych ktorzy bez tytulu doktora dostali pelny grant z KBN (to jeszcze
      istneje?) na trzy lata, wiekszy niz moj szef. W momencie gdy grant przyszedl
      szef dal mi lab oraz technika i bylem na "swoim". Wtedy jednak to byla tylko
      czesc problemu: najgorsze bylo planowanie na kilka miesiecy do przodu. W tym
      czasie Polska nie byla wiarygodna finansowo i wszystkie firmy wymagaly
      potwierdzenia finansowego przed wyslaniem zamowionego materialu. Zdarzalo sie
      ze enzymy na lodzie przychodzily bez lodu po dwa razy. Najgorzej bylo jesli
      strona Polska byla winna, bo poczta byla wolna ze zwracaniem pieniedzy.
      Jak widac "pieniadze to nie wszystko". Przy tym okazalo sie ze papierkowej
      roboty jest duzo.
      Dzisiaj nie jestem pewien czy powtorzylbym wniosek o grant.
      Chyba duzo zalezy jak drogie sa badania. Tutaj dostaje wszystko nastepnego dnia
      (gdy chce), praca dostarcza wiekszej satysfakcji bo wracajac do domu ne musze
      zastanawiac sie czy starczy na chleb do pierwszego, a tu jeszcze trzeba kupic
      cos zonie i w mieszkaniu jakies meble by sie przydaly.
      Zdecydowanie wole Stany.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka