Dodaj do ulubionych

Pytania religianta zadane ateiscie...

IP: 195.116.92.* 18.04.04, 12:34
Dlaczego właściwie istniejemy?
- Stworzyl nas przypadek, a istniejemy aby przekazac nasz genotyp (DNA)
nastepnemu pokoleniu.

- Po co żyjemy?
Jak wyzej: glownie po to, aby przekazac nasz genotyp (DNA) nastepnemu
pokoleniu.

- Dlaczego istnieje wszechswiat?
Poniewaz takie sa prawa fizyki, ze dopuscily jego powstanie, podobnie jak
spowoduja (najprawdopodobniej) jego zaglade...

- Dlaczego prawa rządzące wszechświatem są takie jakie są?
Poniewaz przypadek sprawil, ze po BIG BANG wszechswiat ewoluowal jedna z wielu
mozliwych drog, a wiec powstal kosmos jaki jest. Mozliwe jest tez istnienie
innych kosmosow, z innymi prawami fizyki, ale poniewaz nie mamy dostepu do
nich, to jest to kwestia czysto akademicka...

- Czym jest dobro, a czy jest zło?
Zlo to jest to co nam szkodzi, dobro zas to jest to, co nam jest mile. Tyle,
ze
dobro jednego (np. bogactwo) moze miec zrodla w zle (wyzysku innych)... Dobro
i
zlo to sa wiec pojecia wzgledne, zalezne od punktu widzenia oraz czasu...

- Co było praprzyczyną?
Tzw. BIG BANG, spowodowany fluktuacja typu kwantowego. Powstanie naszego
swiata
bylo wynikiem przypadku, ale nie zupelnie creatio ex nihilo, albowiem przed
BIG
BANG istnialo wirtualne prawdopodobienstwo powstania naszego wszechswiata, i
bylo ono rozne od zera...

- Co nas boli gdy jesteśmy obrażami, pomawiani lub oszukiwani itp?
Nasze ego jest wtedy urazone... A na ego wplywa tez id i superego...

- Czym jest altruizm?
Altruizm jest tylko pozorny - to jest wyzsze stadium egoizmu, kiedy dobro
gatunku, narodu, plemienia czy potomstwa stawia sie nad dobro jednostki, aby
owa jednostka badz jej potomstwo lub ukochani miala(y) wokol siebie
sprzyjajace
jej otoczenie...

- Jakie podstawy racjonalne ma poświęcenie życia własnego za kogos innego?
Pozorny altruizm - p. wyzej!
Obserwuj wątek
    • mrb4 Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 18.04.04, 13:23
      Dlaczego właściwie istniejemy?
      - Stworzyl nas przypadek, a istniejemy aby przekazac nasz genotyp (DNA)
      nastepnemu pokoleniu.

      mrb4: "Przypadek" to słowo, za pomocą którego wyrażamy nasz brak pełnej
      znajomości przyczyn danego zjawiska. Na przykład proces kształtowania się
      nowego gatunku ryby jest przypadkowy DLA NAS, jako obserwatorów, ale był on m.
      in. skutkiem konkretnej decyzji określonej rybiej jednostki, aby znaleźć sobie
      nowe miejsce do życia lub poszukiwania pożywienia. Decyzja ta – dla tej
      określonej ryby – nie była czymś przypadkowym.

      - Po co żyjemy?
      Jak wyzej: glownie po to, aby przekazac nasz genotyp (DNA) nastepnemu
      pokoleniu.

      mrb4: Z punktu widzenia genów może to być dobra odpowiedź, ale nigdzie
      przecież – w żadnej Księdze Praw Wszechświata – nie jest zapisane, że mamy
      poddawać się dyktatowi genów. Każda ludzka jednostka może też mieć swoje własne
      cele.

      - Dlaczego istnieje wszechswiat?
      Poniewaz takie sa prawa fizyki, ze dopuscily jego powstanie, podobnie jak
      spowoduja (najprawdopodobniej) jego zaglade...

      mrb4: Z punktu widzenia nauki jest to dobre wyjaśnienie.

      - Dlaczego prawa rządzące wszechświatem są takie jakie są?
      Poniewaz przypadek sprawil, ze po BIG BANG wszechswiat ewoluowal jedna z wielu
      mozliwych drog, a wiec powstal kosmos jaki jest. Mozliwe jest tez istnienie
      innych kosmosow, z innymi prawami fizyki, ale poniewaz nie mamy dostepu do
      nich, to jest to kwestia czysto akademicka...

      mrb4: j. w.

      - Czym jest dobro, a czy jest zło?
      Zlo to jest to co nam szkodzi, dobro zas to jest to, co nam jest mile. Tyle,
      ze
      dobro jednego (np. bogactwo) moze miec zrodla w zle (wyzysku innych)... Dobro
      i
      zlo to sa wiec pojecia wzgledne, zalezne od punktu widzenia oraz czasu...

      mrb4: Jest to mało użyteczne założenie. Jeśli chcemy do czegoś dojść w życiu,
      to musimy niejednokrotnie przeciwstawić się własnej skłonności do przyjemności.
      Proponuję inne definicje:

      "dobrym" nazwiemy każdy czyn, który sprzyja naszemu osobistemu rozwojowi (do
      czego niezbędne jest także ulepszanie naszego otoczenia, zarówno społecznego,
      jak i przyrodniczego),

      "złym" nazwiemy każdy czyn, który blokuje możliwość naszego doskonalenia się (a
      więc także każdy czyn "psujący" nasze otoczenie).

      Twierdzenie, iż wszystkie systemy etyczne mają tę samą wartość wydaje mi się
      dyskusyjne. Moim zdaniem rozwojowi człowieka najbardziej sprzyja ten system
      etyczny, który ma swoje źródło w nauce Jezusa Chrystusa (ale to tylko taka
      uwaga na marginesie).

      - Co było praprzyczyną?
      Tzw. BIG BANG, spowodowany fluktuacja typu kwantowego. Powstanie naszego
      swiata
      bylo wynikiem przypadku, ale nie zupelnie creatio ex nihilo, albowiem przed
      BIG
      BANG istnialo wirtualne prawdopodobienstwo powstania naszego wszechswiata, i
      bylo ono rozne od zera...

      mrb4: Z punktu widzenia nauki jest to dobre wyjaśnienie.

      - Co nas boli gdy jesteśmy obrażami, pomawiani lub oszukiwani itp?
      Nasze ego jest wtedy urazone... A na ego wplywa tez id i superego...

      mrb4: j.w.

      - Czym jest altruizm?
      Altruizm jest tylko pozorny - to jest wyzsze stadium egoizmu, kiedy dobro
      gatunku, narodu, plemienia czy potomstwa stawia sie nad dobro jednostki, aby
      owa jednostka badz jej potomstwo lub ukochani miala(y) wokol siebie
      sprzyjajace
      jej otoczenie...

      - Jakie podstawy racjonalne ma poświęcenie życia własnego za kogos innego?
      Pozorny altruizm - p. wyzej!

      mrb4: Czyli każde zachowanie jednostki ludzkiej można wyjaśnić jej egoizmem?
      Pamiętajmy jednak, że jeśli jakaś teoria wyjaśnia wszystko, to znaczy, że
      niczego nie wyjaśnia.
      • Gość: Kagan Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 18.04.04, 16:50
        Dlaczego właściwie istniejemy?
        K: Stworzyl nas przypadek, a istniejemy aby przekazac nasz genotyp (DNA)
        nastepnemu pokoleniu.
        mrb4: "Przypadek" to słowo, za pomocą którego wyrażamy nasz brak pełnej
        znajomości przyczyn danego zjawiska. Na przykład proces kształtowania się
        nowego gatunku ryby jest przypadkowy DLA NAS, jako obserwatorów, ale był on m.
        in. skutkiem konkretnej decyzji określonej rybiej jednostki, aby znaleźć sobie
        nowe miejsce do życia lub poszukiwania pożywienia. Decyzja ta – dla tej
        określonej ryby – nie była czymś przypadkowym.
        K: Nie rozumiesz znaczenia slowa przypadkowy. Propcesy stochastyczne, bo taka
        jest ich pelna nazwa, choc sa przypadkowe z natury, ale rzadza sie swymi
        prawami (maja np. okreslone rozklady). Oczywiscie, trudno od teologa oczekiwac
        znajomosci rchunku prawdopodobienstwa, ale jak nie wiesz dobrze co
        znaczy "przypadkowy", to sie publicznie ie kompromituj... :(

        - Po co żyjemy?
        K: Jak wyzej: glownie po to, aby przekazac nasz genotyp (DNA) nastepnemu
        pokoleniu.
        mrb4: Z punktu widzenia genów może to być dobra odpowiedź, ale nigdzie
        przecież – w żadnej Księdze Praw Wszechświata – nie jest zapisane,
        że mamy poddawać się dyktatowi genów. Każda ludzka jednostka może też mieć
        swoje własne cele.
        K: Tak ci sie wydaje, ale jestesmy zaprogramowani z gory na reprodukcje.
        Oczywiscie, nie wszyscy sie reprodukuja, np. ksieza kat., ale postepuja oni
        wbrew naturze i sa wyjatkami potwierdzajacymi regule...

        - Dlaczego istnieje wszechswiat?
        K: Poniewaz takie sa prawa fizyki, ze dopuscily jego powstanie, podobnie jak
        spowoduja (najprawdopodobniej) jego zaglade...
        mrb4: Z punktu widzenia nauki jest to dobre wyjaśnienie.
        K: Wiec o co ci chodzi?

        - Dlaczego prawa rządzące wszechświatem są takie jakie są?
        K: Poniewaz przypadek sprawil, ze po BIG BANG wszechswiat ewoluowal jedna z
        wielu mozliwych drog, a wiec powstal kosmos jaki jest. Mozliwe jest tez
        istnienie innych kosmosow, z innymi prawami fizyki, ale poniewaz nie mamy
        dostepu do nich, to jest to kwestia czysto akademicka...
        mrb4: j. w.
        L: OK! ;)

        - Czym jest dobro, a czy jest zło?
        K: Zlo to jest to co nam szkodzi, dobro zas to jest to, co nam jest mile. Tyle,
        ze dobro jednego (np. bogactwo) moze miec zrodla w zle (wyzysku innych)...
        Dobro i zlo to sa wiec pojecia wzgledne, zalezne od punktu widzenia oraz
        czasu...
        mrb4: Jest to mało użyteczne założenie. Jeśli chcemy do czegoś dojść w życiu,
        to musimy niejednokrotnie przeciwstawić się własnej skłonności do przyjemności.
        K: A to niby czemu? Sens zycia to maksymalizowanie swej przyjemnosci przy
        jedynym ograniczeniu, aby przy tym nie ograniczac szczescia innych...

        m:Proponuję inne definicje:
        "dobrym" nazwiemy każdy czyn, który sprzyja naszemu osobistemu rozwojowi (do
        czego niezbędne jest także ulepszanie naszego otoczenia, zarówno społecznego,
        jak i przyrodniczego),
        "złym" nazwiemy każdy czyn, który blokuje możliwość naszego doskonalenia się (a
        więc także każdy czyn "psujący" nasze otoczenie).
        K: A kto ci kaze sie doskonalic? Jesli to cie czyni szczesliwszym, to OK,
        doskonal sie, ale pozwol, ze inni nie beda sie doskonalic, jesli doskonalenie
        nie jest im mile! czemu narzucasz innym swe wartosci?

        m: Twierdzenie, iż wszystkie systemy etyczne mają tę samą wartość wydaje mi się
        dyskusyjne. Moim zdaniem rozwojowi człowieka najbardziej sprzyja ten system
        etyczny, który ma swoje źródło w nauce Jezusa Chrystusa (ale to tylko taka
        uwaga na marginesie).
        K: A ja uwazam, ze jest to system najgorszy z mozliwych, bo oparty na
        nieracjonalnych a okrutnych legendach starozydiowskich, system narzucajacy
        innym wartosci arbitralnie uznane przez chrystusowcow za dobre... :(

        - Co było praprzyczyną?
        K: Tzw. BIG BANG, spowodowany fluktuacja typu kwantowego. Powstanie naszego
        swiata bylo wynikiem przypadku, ale nie zupelnie creatio ex nihilo, albowiem
        przed BIG BANG istnialo wirtualne prawdopodobienstwo powstania naszego
        wszechswiata, i bylo ono rozne od zera...
        mrb4: Z punktu widzenia nauki jest to dobre wyjaśnienie.
        K: A wiec o co ci chodzi?

        - Co nas boli gdy jesteśmy obrażami, pomawiani lub oszukiwani itp?
        K: Nasze ego jest wtedy urazone... A na ego wplywa tez id i superego...
        mrb4: j.w.
        K: Oczywiscie, odpowiedzialem z puktu widzenia teorii dr. Freuda...;)

        - Czym jest altruizm?
        K: Altruizm jest tylko pozorny - to jest wyzsze stadium egoizmu, kiedy dobro
        gatunku, narodu, plemienia czy potomstwa stawia sie nad dobro jednostki, aby
        owa jednostka badz jej potomstwo lub ukochani miala(y) wokol siebie
        sprzyjajace jej otoczenie...

        - Jakie podstawy racjonalne ma poświęcenie życia własnego za kogos innego?
        K: Pozorny altruizm - p. wyzej!

        mrb4: Czyli każde zachowanie jednostki ludzkiej można wyjaśnić jej egoizmem?
        K: tak, ale egoizmem niejako wysublimowanym...

        M: Pamiętajmy jednak, że jeśli jakaś teoria wyjaśnia wszystko, to znaczy, że
        niczego nie wyjaśnia.
        K: Ma teoria nie wyjasnia wzystkiego, bo jeszcze nie moze, jako iz nauka jest
        procesem, ktory sie rozwija, a religia jest zbiorem martwych doktryn,
        nieweryfikowalnych empirycznie... :( A jesli jakas religia twierdzi, ze
        wyjaśnia wszystko, to znaczy, że niczego nie wyjaśnia.
        • abstrakt2003 Jeżeli 18.04.04, 16:55
          prawa przyrody SĄ a nie ma wszechświata, to gdzie one są?
          Poza tym kto jes stworzy?
          Czy są tworem samistym, niezależnym od wszechświata?
          • rajchman Re: Jeżeli 19.04.04, 10:46
            abstrakt2003 napisał: prawa przyrody SĄ a nie ma wszechświata, to gdzie one są?
            - Prawa nie musza sie miescic w okreslonej czasoprzestrzeni. Najprawdopodbniej
            sa ogolne prawa powstawania i funkcjonowania wszechswiatow, a prawa
            obowiazujace w naszym universum to tylko podzbior tych ogolnych praw,
            egzystujacych w przestrzeni i w czasie wirtualnym (poczytaj TEORIE WSZYSTKIEGO
            Hawkinga, choc on tez szuka jakby Boga)...

            Poza tym kto jes stworzy?
            - To nie sa prawa kryminalne czy cywilne, a prawa przyrody, a wiec stworzyly
            sie niejako same z siebie, a raczej istnieja poza czasem i przestrzenia, ktore
            znamy (w Hawkingowym czasie i przestrzeni wirtualnej albo urojonej - tu sie juz
            klania matenmatyka z liczbami urojonymi, ktore, zapewniam cie, istnieja, choc
            inaczej nieco niz inne liczby)...

            Czy są tworem samistym, niezależnym od wszechświata?
            - Tak, one reguluja powstanie i funkcjonowanie wszystkich mozliwych
            wszechswiatow. I wcale nie musi za nimi stac jakis osobowy "Bog"...
            Pozdr.
            • Gość: zmeczony Niema czasoprzestrzeni... tylko czas i przestrzen! IP: *.dip.t-dialin.net 08.05.04, 22:52
              > - Prawa nie musza sie miescic w okreslonej czasoprzestrzeni.

              Niema czasoprzestrzeni!!!! jest tylko czas i przestrzen!!!!
              Ile razy mam mowic?
              • Gość: darkonza Re: Niema czasoprzestrzeni... tylko czas i przest IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.04, 10:57
                jestem przekonany ze jest...
                wiec gdzie moge poczytac o tym ze nie ma?
                • Gość: zmeczony Re: Niema czasoprzestrzeni... tylko czas i przest IP: *.dip.t-dialin.net 11.05.04, 13:47
                  Kiedys to na forum tu udowadnialem ale juz niema tych watkow, w literaturze
                  tego chyba nie znajdziesz. Niechce mi sie jescze raz nad tym rozwodzic bo to
                  sporo roboty a ja niemam narazie czasu. Wiec uzywaj sobie dalej
                  pojecia "czasoprzestrzen" ale pamietaj ze nigdzie go nie znajdziesz w swiecie
                  realnym. Jedynie w modelach wirtualnych (matematycznych) jest on mozliwy. Ale
                  one niestety nieuwzgledniaja bledow myslowych Einstejna i zwolennikow tej teori.
                  • Gość: Kagan Czasoprzestrzen IP: *.res.pl / *.res.pl 11.05.04, 14:36
                    4-wymiarowa czasoprzestrzen istnieje, i jest przypadkiem szczegolnym n-
                    wymiarowej uogolnionej czasoprzestrzeni z teorii superstrun. Dla niematematykow
                    moze byc trudne wyobrazenie sobie wiecej niz 3 wymiarow w przestrzeni, ale to
                    juz nie moja wina. I pamietaj, ze w kazdej chwili podrozujesz i w czasie (do
                    przodu) i w 3-wymiarowej (conajmniej) przestrzeni rzaem z nasza planeta,
                    systemem slonecznym, galaktyka itd. Panta rei!
                    Pozdr.
                    • Gość: zmeczony Re: Czasoprzestrzen IP: *.dip.t-dialin.net 11.05.04, 17:25
                      Gość portalu: Kagan napisał(a):

                      > 4-wymiarowa czasoprzestrzen istnieje, i jest przypadkiem szczegolnym n-
                      > wymiarowej uogolnionej czasoprzestrzeni z teorii superstrun. Dla
                      niematematykow
                      > moze byc trudne wyobrazenie sobie wiecej niz 3 wymiarow w przestrzeni, ale to
                      > juz nie moja wina. I pamietaj, ze w kazdej chwili podrozujesz i w czasie (do
                      > przodu) i w 3-wymiarowej (conajmniej) przestrzeni rzaem z nasza planeta,
                      > systemem slonecznym, galaktyka itd. Panta rei!
                      > Pozdr.

                      Jako pierwszy przestrzen i czas polaczyl w jedno matematyk Minkowski, ktory
                      powiedzial, ze czas i przestrzen traktowane oddzielnie przestalyby istniec.
                      Tzw. zakrzywienie czasoprzestrzeni i teoria superstrun maja tylko sens w
                      polaczeniu z grawitacja. Zabrac z przestrzeni materie zniknie grawitacja. Wtedy
                      niema zakrzywienia czasoprzestrzeni i niema superstrun. Pozostaje tylko
                      przestrzen bo czas wtedy rownierz nie istnieje. Innymi slowy czas to nie
                      parametr za pomoca ktorego mozna cos zmienic, tylko nazwa biernego pomiaru
                      zmian zachodzacych w materii. Trzeba wiec zapomniec o bajkach z filmow
                      nafaszerowanyh paradoksami o podrozach w czasie, bo czasoprzestrzen nie
                      istnieje.

                      Teoria superstrun to teoria fizyczna próbująca wyjaśnić wszystkie znane rodzaje
                      cząstek elementarnych oraz sił natury jako wibracji supersymetrycznych strun.
                      Teoria superstrun jest uznawana, za jedną z bardziej obiecujących teorii
                      kwantowej grawitacji.

                      Nierozwiązany problem. Współczesna fizyka zmaga się z problemem połączenia
                      ogólnej teorii względności, która opisuje grawitację w skalach kosmicznych
                      (gwiazdy, planety, galaktyki) z mechaniką kwantową opisującą pozostałe trzy
                      podstawowe siły, działające w skali atomowej.

                      Nieudana unifikacja. Rozwój fizyki doprowadził do powstania kilku kwantowych
                      teorii pola. Niestety każda z nich daje w odpowiedzi nieskończone wartości sił,
                      co czyni ten wynik bezużytecznym. Dzięki wynalezieniu matematycznej techniki
                      renormalizacji nieskończoność udało się wyeliminować dla sił
                      elektromagnetycznych, silnych i słabych oddziaływań jądrowych. Niestety ta sama
                      technika nie dała się zastosować do grawitacji, co oznacza, że kwantowa teoria
                      grawitacji musi mieć inną postać niż dzisiaj stosowane. Brak unifikacji
                      wszystkich sił oznacza, że współczesna fizyka nie może poprawnie opisać zjawisk
                      zachodzących w czarnej dziurze albo w chwili wielkiego wybuchu.

                      W starszych teoriach cząstki traktowane są jako punkty w przestrzeni. W teorii
                      superstrun cząstki są strunami mających rozmiary zbliżone do długości Plancka
                      (około 10-35m), które wibrują z pewnymi ściśle określonymi częstotliwościami.
                      Struny te cechuje supersymetria. Każdy rodzaj drgań określa wystąpienie innej
                      cząstki elementarnej. Podobnie jak w innych teoriach kwantowych, fundamentalne
                      siły przenoszone są poprzez odpowiednie cząstki. Przykładem może być tutaj
                      grawiton, który przenosi siłę grawitacji. Grawitonowi odpowiada struna drgająca
                      amplitudą równą zero.

                      Niestety obecność dodatkowych wymiarów prowadzi do dużych trudności w budowaniu
                      praktycznych rozwiązań opartych na teorii superstrun. Niektóre wersje tej
                      teorii przewidują jednak istnienie nowych, nieprzewidzianych przez inne teorie,
                      cząstek elementarnych nazwanych supersymetrycznymi. Roboczo ich nazwy pochodzą
                      od "zwykłych" cząstek z dodatkiem przedrostka "s". Teoria przewiduje istnienie
                      m.in: selektronów, smionów, staonów, skwarków itd. "Scząstki" powinny mieć
                      większą masę i energię od ich "zwykłych" odpowiedników. Aktualnie dostępne
                      możliwości techniczne nie pozwalają na sztuczne uzyskanie i detekcję tych
                      cząstek, twórcy teorii strun mają jednak nadzieję, że uda się przeprowadzić
                      konieczne eksperymenty do 2008 r.


                      Spieniona przestrzeń. Oddziaływanie superstrun wpływa nie tylko na cząstki, ale
                      również na samą przestrzeń. W teorii superstrun, przestrzeń nie jest gładka,
                      tylko ciągle drży i wibruje tworząc coś w rodzaju piany. Zniekształcenie te w
                      dużej skali ulegają uśrednieniu o obserwowana przez nas przestrzeń jest gładka.

                      Jakiś czas problem stanowiło istnienie pięciu niezależnych teorii superstrun.
                      Jednak podczas konferencji naukowej Second Superstring Revolution w roku 1990
                      okazało się, że każda z tych teorii stanowi szczególny przypadek jednej
                      podstawowej teorii którą nazwano M-teorią

                      Pięć spójnych teorii superstrun to: typ I, typ IIA, typ IIB, Heterotyczna E8 X
                      E8 ( lub HEt), and Heterotyczna SO(32) (lub HOt).

                      pzdr.
                      • Gość: Kagan Re: Czasoprzestrzen IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.04, 14:43
                        Z: Jako pierwszy przestrzen i czas polaczyl w jedno matematyk Minkowski, ktory
                        powiedzial, ze czas i przestrzen traktowane oddzielnie przestalyby istniec.
                        Tzw. zakrzywienie czasoprzestrzeni i teoria superstrun maja tylko sens w
                        polaczeniu z grawitacja. Zabrac z przestrzeni materie zniknie grawitacja. Wtedy
                        niema zakrzywienia czasoprzestrzeni i niema superstrun. Pozostaje tylko
                        przestrzen bo czas wtedy rownierz nie istnieje.
                        K: Przestrzen tez chyba wtedy zniknie, dokl. zapadnie sie!

                        - Innymi slowy czas to nie parametr za pomoca ktorego mozna cos zmienic, tylko
                        nazwa biernego pomiaru zmian zachodzacych w materii. Trzeba wiec zapomniec o
                        bajkach z filmow nafaszerowanyh paradoksami o podrozach w czasie, bo
                        czasoprzestrzen nie istnieje.
                        K: Zbyt pochopny wniosek! Fizycy zgodnie twierdza, ze tylko w ekspandujacym
                        uniwersum czas plynie do przodu, czyli tak jak nam to sie wydaje naturalne...

                        - Teoria superstrun to teoria fizyczna próbująca wyjaśnić wszystkie znane
                        rodzaje cząstek elementarnych oraz sił natury jako wibracji supersymetrycznych
                        strun. Teoria superstrun jest uznawana, za jedną z bardziej obiecujących
                        teorii kwantowej grawitacji.
                        K: OK!

                        - Nierozwiązany problem. Współczesna fizyka zmaga się z problemem połączenia
                        ogólnej teorii względności, która opisuje grawitację w skalach kosmicznych
                        (gwiazdy, planety, galaktyki) z mechaniką kwantową opisującą pozostałe trzy
                        podstawowe siły, działające w skali atomowej. Nieudana unifikacja. Rozwój
                        fizyki doprowadził do powstania kilku kwantowych teorii pola. Niestety każda z
                        nich daje w odpowiedzi nieskończone wartości sił, co czyni ten wynik
                        bezużytecznym. Dzięki wynalezieniu matematycznej techniki renormalizacji
                        nieskończoność udało się wyeliminować dla sił elektromagnetycznych, silnych i
                        słabych oddziaływań jądrowych. Niestety ta sama technika nie dała się
                        zastosować do grawitacji, co oznacza, że kwantowa teoria grawitacji musi mieć
                        inną postać niż dzisiaj stosowane.
                        K: Pisalem w innych watkach o problemach z nieskonczonoscia, i ze ona realnie
                        nie istnieje: problem jest w analizie mat. Newtonowskiej, ktora de facto opiera
                        sie na dzieleniu przez 0, stad te absurdalne nieskonczonosci!

                        - Brak unifikacji wszystkich sił oznacza, że współczesna fizyka nie może
                        poprawnie opisać zjawisk zachodzących w czarnej dziurze albo w chwili wielkiego
                        wybuchu. W starszych teoriach cząstki traktowane są jako punkty w przestrzeni.
                        W teorii superstrun cząstki są strunami mających rozmiary zbliżone do długości
                        Plancka (około 10-35m), które wibrują z pewnymi ściśle określonymi
                        czestotliwościami. Struny te cechuje supersymetria. Każdy rodzaj drgań określa
                        wystąpienie innej cząstki elementarnej. Podobnie jak w innych teoriach
                        kwantowych, fundamentalne siły przenoszone są poprzez odpowiednie cząstki.
                        Przykładem może być tutaj grawiton, który przenosi siłę grawitacji. Grawitonowi
                        odpowiada struna drgająca amplitudą równą zero.
                        K: OK

                        - Niestety obecność dodatkowych wymiarów prowadzi do dużych trudności w
                        budowaniu praktycznych rozwiązań opartych na teorii superstrun. Niektóre wersje
                        tej teorii przewidują jednak istnienie nowych, nieprzewidzianych przez inne
                        teorie, cząstek elementarnych nazwanych supersymetrycznymi. Roboczo ich nazwy
                        pochodzą od "zwykłych" cząstek z dodatkiem przedrostka "s". Teoria przewiduje
                        istnienie m.in: selektronów, smionów, staonów, skwarków itd. "Scząstki" powinny
                        mieć większą masę i energię od ich "zwykłych" odpowiedników. Aktualnie dostępne
                        możliwości techniczne nie pozwalają na sztuczne uzyskanie i detekcję tych
                        cząstek, twórcy teorii strun mają jednak nadzieję, że uda się przeprowadzić
                        konieczne eksperymenty do 2008 r.
                        K: Let us hope... ;)

                        - Spieniona przestrzeń. Oddziaływanie superstrun wpływa nie tylko na cząstki,
                        ale również na samą przestrzeń. W teorii superstrun, przestrzeń nie jest
                        gładka, tylko ciągle drży i wibruje tworząc coś w rodzaju piany.
                        Zniekształcenie te w dużej skali ulegają uśrednieniu o obserwowana przez nas
                        przestrzeń jest gładka. Jakiś czas problem stanowiło istnienie pięciu
                        niezależnych teorii superstrun. Jednak podczas konferencji naukowej 2nd
                        Superstring Revolution w roku 1990 okazało się, że każda z tych teorii stanowi
                        szczególny przypadek jednej podstawowej teorii którą nazwano M-teorią
                        Pięć spójnych teorii superstrun to: typ I, typ IIA, typ IIB, Heterotyczna E8 X
                        E8 ( lub HEt), and Heterotyczna SO(32) (lub HOt).
                        • Gość: zmeczony Re: Czasoprzestrzen IP: *.dip.t-dialin.net 12.05.04, 15:37
                          Gość portalu: Kagan napisał(a):

                          > Z: Jako pierwszy przestrzen i czas polaczyl w jedno matematyk Minkowski,
                          ktory
                          > powiedzial, ze czas i przestrzen traktowane oddzielnie przestalyby istniec.
                          > Tzw. zakrzywienie czasoprzestrzeni i teoria superstrun maja tylko sens w
                          > polaczeniu z grawitacja. Zabrac z przestrzeni materie zniknie grawitacja.
                          Wtedy
                          > niema zakrzywienia czasoprzestrzeni i niema superstrun. Pozostaje tylko
                          > przestrzen bo czas wtedy rownierz nie istnieje.
                          > K: Przestrzen tez chyba wtedy zniknie, dokl. zapadnie sie!

                          Zdaniem Einsteina czasoprzestrzen sie zakrzywia ze wzgledu na grawitacje.
                          Przestrzen bez grawitacii nie moze przeciez ulec zadnym odkstalceniom, czyli
                          powinna byc raczej niczym nie ograniczona, nieskonczona.

                          > - Innymi slowy czas to nie parametr za pomoca ktorego mozna cos zmienic,
                          tylko
                          > nazwa biernego pomiaru zmian zachodzacych w materii. Trzeba wiec zapomniec o
                          > bajkach z filmow nafaszerowanyh paradoksami o podrozach w czasie, bo
                          > czasoprzestrzen nie istnieje.
                          > K: Zbyt pochopny wniosek! Fizycy zgodnie twierdza, ze tylko w ekspandujacym
                          > uniwersum czas plynie do przodu, czyli tak jak nam to sie wydaje naturalne...

                          A co w implodujacym uniwersum, czas zacznie sie cofac? Teoria podrozy w czasie,
                          ktora jest zbudowana na samych paradoksach powinna kazdego zdrowo myslacego
                          czlowieka obudzic ze slepej wiary. Masz racje wielu fizykow przyjmuje wszystko
                          co wyprodukowal umysl Einstejna zupelnie bezkrytacnie. Wielki blad.
            • arcykr Re: Jeżeli 13.05.04, 20:17
              rajchman napisała:

              (poczytaj TEORIE WSZYSTKIEGO>
              > Hawkinga, choc on tez szuka jakby Boga)...
              Cieszac sie, kiedy Go nie znajduje, co nie powinno dziwic w odniesieniu do
              korzystajacego z pornografii.
              >
              > Poza tym kto jes stworzy?
              > - To nie sa prawa kryminalne czy cywilne, a prawa przyrody, a wiec stworzyly
              > sie niejako same z siebie,
              A co to znaczy stworzyc sie samemu z siebie?

              a raczej istnieja poza czasem i przestrzenia, ktore
              > znamy (w Hawkingowym czasie i przestrzeni wirtualnej albo urojonej - tu sie
              juz
              > klania matenmatyka z liczbami urojonymi, ktore, zapewniam cie, istnieja, choc
              > inaczej nieco niz inne liczby)...
              A ktorzy fizycy poza Hawkingiem uwazaja opis zjawisk fizycznych za pomoca czasu
              urojonego za cos wiecej niz sztuczke rachunkowa?
        • mrb4 Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 19.04.04, 11:55
          Dlaczego właściwie istniejemy?
          K: Stworzyl nas przypadek, a istniejemy aby przekazac nasz genotyp (DNA)
          nastepnemu pokoleniu.
          mrb4: "Przypadek" to słowo, za pomocą którego wyrażamy nasz brak pełnej
          znajomości przyczyn danego zjawiska. Na przykład proces kształtowania się
          nowego gatunku ryby jest przypadkowy DLA NAS, jako obserwatorów, ale był on m.
          in. skutkiem konkretnej decyzji określonej rybiej jednostki, aby znaleźć sobie
          nowe miejsce do życia lub poszukiwania pożywienia. Decyzja ta – dla tej
          określonej ryby – nie była czymś przypadkowym.
          K: Nie rozumiesz znaczenia slowa przypadkowy. Propcesy stochastyczne, bo taka
          jest ich pelna nazwa, choc sa przypadkowe z natury, ale rzadza sie swymi
          prawami (maja np. okreslone rozklady). Oczywiscie, trudno od teologa oczekiwac
          znajomosci rchunku prawdopodobienstwa, ale jak nie wiesz dobrze co
          znaczy "przypadkowy", to sie publicznie ie kompromituj... :(


          Odpowiedź mrb4:

          Nie jestem teologiem (już bardziej ekonomistą :) i zajęcia ze statystyki miałem
          na studiach). A wracając do przypadkowości:

          Działanie pojedynczego bytu może mieć różne przyczyny, takie jak na przykład
          swobodnie podjęta decyzja lub nacisk zewnętrzny. Nie jesteśmy jednak w stanie
          przyjrzeć się dokładnie wszelkim przyczynom zachowania się poszczególnych
          ludzi, cząsteczek gazu itp. W celu więc opisu tego zachowania stosujemy różne
          narzędzia statystyczne. Możemy na przykład próbować opisać rozkład wartości
          pewnej cechy (takiej jak preferencje wobec określonego towaru lub ciężar ciała)
          w danej populacji i stwierdzić, że pasuje on do wykresu rozkładu normalnego. I
          cóż z tego? Czy określiliśmy w ten sposób przyczyny danego zjawiska? Możemy
          oczywiście próbować poszukiwać tych przyczyn poprzez obliczanie współczynników
          korelacji, ale nie musi to dawać dobrych rezultatów. Kiedyś na przykład
          (dowiedziałem się o tym podczas jednego z wykładów ze statystyki) porównano
          liczbę dzieci, które przyszły na świat w pewnym kraju w danym roku z ilością
          bocianów, które w tym roku przyleciały do owego kraju i stwierdzono, że między
          tymi danymi występuje silna korelacja dodatnia. Czy to więc oznacza, że dzieci
          przynoszone są przez bociany?

          Przypadek niczego nie potrafi zdziałać. Działają tylko poszczególne byty, a
          fakt, że musimy posługiwać się pojęciem przypadku świadczy o naszej ułomności
          intelektualnej.


          - Po co żyjemy?
          K: Jak wyzej: glownie po to, aby przekazac nasz genotyp (DNA) nastepnemu
          pokoleniu.
          mrb4: Z punktu widzenia genów może to być dobra odpowiedź, ale nigdzie
          przecież – w żadnej Księdze Praw Wszechświata – nie jest zapisane,
          że mamy poddawać się dyktatowi genów. Każda ludzka jednostka może też mieć
          swoje własne cele.
          K: Tak ci sie wydaje, ale jestesmy zaprogramowani z gory na reprodukcje.
          Oczywiscie, nie wszyscy sie reprodukuja, np. ksieza kat., ale postepuja oni
          wbrew naturze i sa wyjatkami potwierdzajacymi regule...


          Odpowiedź mrb4:

          Zawsze możemy też powiedzieć, że jesteśmy z góry zaprogramowani, żeby oddawać
          cześć Bogu i chociaż nie wszyscy ją oddają – np. ateiści – ale postępują oni
          wbrew naturze i są wyjątkami potwierdzającymi regułę (coś takiego mógłby Ci
          powiedzieć np. zwolennik tomizmu).


          - Dlaczego istnieje wszechswiat?
          K: Poniewaz takie sa prawa fizyki, ze dopuscily jego powstanie, podobnie jak
          spowoduja (najprawdopodobniej) jego zaglade...
          mrb4: Z punktu widzenia nauki jest to dobre wyjaśnienie.
          K: Wiec o co ci chodzi?


          Odpowiedź mrb4:

          O nic. Akceptuję takie wyjaśnienie.


          - Dlaczego prawa rządzące wszechświatem są takie jakie są?
          K: Poniewaz przypadek sprawil, ze po BIG BANG wszechswiat ewoluowal jedna z
          wielu mozliwych drog, a wiec powstal kosmos jaki jest. Mozliwe jest tez
          istnienie innych kosmosow, z innymi prawami fizyki, ale poniewaz nie mamy
          dostepu do nich, to jest to kwestia czysto akademicka...
          mrb4: j. w.
          L: OK! ;)

          - Czym jest dobro, a czy jest zło?
          K: Zlo to jest to co nam szkodzi, dobro zas to jest to, co nam jest mile. Tyle,
          ze dobro jednego (np. bogactwo) moze miec zrodla w zle (wyzysku innych)...
          Dobro i zlo to sa wiec pojecia wzgledne, zalezne od punktu widzenia oraz
          czasu...
          mrb4: Jest to mało użyteczne założenie. Jeśli chcemy do czegoś dojść w życiu,
          to musimy niejednokrotnie przeciwstawić się własnej skłonności do przyjemności.
          K: A to niby czemu? Sens zycia to maksymalizowanie swej przyjemnosci przy
          jedynym ograniczeniu, aby przy tym nie ograniczac szczescia innych...


          Odpowiedź mrb4:

          Można powiedzieć, że każdy ma taki sens życia, na jaki sobie zasłużył.


          m:Proponuję inne definicje:
          "dobrym" nazwiemy każdy czyn, który sprzyja naszemu osobistemu rozwojowi (do
          czego niezbędne jest także ulepszanie naszego otoczenia, zarówno społecznego,
          jak i przyrodniczego),
          "złym" nazwiemy każdy czyn, który blokuje możliwość naszego doskonalenia się (a
          więc także każdy czyn "psujący" nasze otoczenie).
          K: A kto ci kaze sie doskonalic? Jesli to cie czyni szczesliwszym, to OK,
          doskonal sie, ale pozwol, ze inni nie beda sie doskonalic, jesli doskonalenie
          nie jest im mile! czemu narzucasz innym swe wartosci?


          Odpowiedź mrb4:

          Niczego nikomu nie narzucam. Zauważ, że napisałem "proponuję".


          m: Twierdzenie, iż wszystkie systemy etyczne mają tę samą wartość wydaje mi się
          dyskusyjne. Moim zdaniem rozwojowi człowieka najbardziej sprzyja ten system
          etyczny, który ma swoje źródło w nauce Jezusa Chrystusa (ale to tylko taka
          uwaga na marginesie).
          K: A ja uwazam, ze jest to system najgorszy z mozliwych, bo oparty na
          nieracjonalnych a okrutnych legendach starozydiowskich, system narzucajacy
          innym wartosci arbitralnie uznane przez chrystusowcow za dobre... :(


          Odpowiedź mrb4:

          Nie wydaje mi się, żeby owe wartości były arbitralne i opierały się na jakichś
          okrutnych legendach, ale jest to temat na odrębną dyskusję w innym miejscu.


          - Co było praprzyczyną?
          K: Tzw. BIG BANG, spowodowany fluktuacja typu kwantowego. Powstanie naszego
          swiata bylo wynikiem przypadku, ale nie zupelnie creatio ex nihilo, albowiem
          przed BIG BANG istnialo wirtualne prawdopodobienstwo powstania naszego
          wszechswiata, i bylo ono rozne od zera...
          mrb4: Z punktu widzenia nauki jest to dobre wyjaśnienie.
          K: A wiec o co ci chodzi?

          - Co nas boli gdy jesteśmy obrażami, pomawiani lub oszukiwani itp?
          K: Nasze ego jest wtedy urazone... A na ego wplywa tez id i superego...
          mrb4: j.w.
          K: Oczywiscie, odpowiedzialem z puktu widzenia teorii dr. Freuda...;)

          - Czym jest altruizm?
          K: Altruizm jest tylko pozorny - to jest wyzsze stadium egoizmu, kiedy dobro
          gatunku, narodu, plemienia czy potomstwa stawia sie nad dobro jednostki, aby
          owa jednostka badz jej potomstwo lub ukochani miala(y) wokol siebie
          sprzyjajace jej otoczenie...

          - Jakie podstawy racjonalne ma poświęcenie życia własnego za kogos innego?
          K: Pozorny altruizm - p. wyzej!

          mrb4: Czyli każde zachowanie jednostki ludzkiej można wyjaśnić jej egoizmem?
          K: tak, ale egoizmem niejako wysublimowanym...

          M: Pamiętajmy jednak, że jeśli jakaś teoria wyjaśnia wszystko, to znaczy, że
          niczego nie wyjaśnia.
          K: Ma teoria nie wyjasnia wzystkiego, bo jeszcze nie moze, jako iz nauka jest
          procesem, ktory sie rozwija, a religia jest zbiorem martwych doktryn,
          nieweryfikowalnych empirycznie... :( A jesli jakas religia twierdzi, ze
          wyjaśnia wszystko, to znaczy, że niczego nie wyjaśnia.


          Odpowiedź mrb4:

          No, ale przecież właśnie starasz się wyjaśnić wszelkie zachowanie człowieka
          jego egoizmem. Sam piszesz "jeszcze nie może", czyli że spodziewasz się, iż w
          przyszłości będzie mogła?
          • rajchman Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 19.04.04, 13:05
            mrb4 napisał: Dlaczego właściwie istniejemy?
            K: Stworzyl nas przypadek, a istniejemy aby przekazac nasz genotyp (DNA)
            nastepnemu pokoleniu.
            mrb4: "Przypadek" to słowo, za pomocą którego wyrażamy nasz brak pełnej
            znajomości przyczyn danego zjawiska. Na przykład proces kształtowania się
            nowego gatunku ryby jest przypadkowy DLA NAS, jako obserwatorów, ale był on m.
            in. skutkiem konkretnej decyzji określonej rybiej jednostki, aby znaleźć sobie
            nowe miejsce do życia lub poszukiwania pożywienia. Decyzja ta – dla tej
            określonej ryby – nie była czymś przypadkowym.
            K: Nie rozumiesz znaczenia slowa przypadkowy. Propcesy stochastyczne, bo taka
            jest ich pelna nazwa, choc sa przypadkowe z natury, ale rzadza sie swymi
            prawami (maja np. okreslone rozklady). Oczywiscie, trudno od teologa oczekiwac
            znajomosci rchunku prawdopodobienstwa, ale jak nie wiesz dobrze co
            znaczy "przypadkowy", to sie publicznie nie kompromituj... :(
            Odpowiedź mrb4: Nie jestem teologiem (już bardziej ekonomistą :) i zajęcia ze
            statystyki miałem na studiach). A wracając do przypadkowości:
            K: Ale nic z nich nie zrozumiales. I dobrze, ze nie jestes teologiem...

            M: Działanie pojedynczego bytu może mieć różne przyczyny, takie jak na przykład
            swobodnie podjęta decyzja lub nacisk zewnętrzny. Nie jesteśmy jednak w stanie
            przyjrzeć się dokładnie wszelkim przyczynom zachowania się poszczególnych
            ludzi, cząsteczek gazu itp. W celu więc opisu tego zachowania stosujemy różne
            narzędzia statystyczne. Możemy na przykład próbować opisać rozkład wartości
            pewnej cechy (takiej jak preferencje wobec określonego towaru lub ciężar ciała)
            w danej populacji i stwierdzić, że pasuje on do wykresu rozkładu normalnego. I
            cóż z tego? Czy określiliśmy w ten sposób przyczyny danego zjawiska? Możemy
            oczywiście próbować poszukiwać tych przyczyn poprzez obliczanie współczynników
            korelacji, ale nie musi to dawać dobrych rezultatów. Kiedyś na przykład
            (dowiedziałem się o tym podczas jednego z wykładów ze statystyki) porównano
            liczbę dzieci, które przyszły na świat w pewnym kraju w danym roku z ilością
            bocianów, które w tym roku przyleciały do owego kraju i stwierdzono, że między
            tymi danymi występuje silna korelacja dodatnia. Czy to więc oznacza, że dzieci
            przynoszone są przez bociany?
            K: Zgoda to tzw. spurious correlation, ale nie o to tu chodzi. Znajac rozklad
            prawdopodobienstwa mozemy z dosc duza dokladnoscia przewidywac zachowanie sie
            danego ukladu, np. ze za rok urodzi sie najwiecej dzieci ze srednia
            inteligencja. Jesli zacznie sie rodzic wiecej niz przewidziano dzieci
            glupawych, to trzeba sprawdzic, czy sie ow rozklad nie zmienil...

            Przypadek niczego nie potrafi zdziałać. Działają tylko poszczególne byty, a
            fakt, że musimy posługiwać się pojęciem przypadku świadczy o naszej ułomności
            intelektualnej.
            K: Znow nic nie rozumiesz ze statystki! Mechanika kwantowa, prawa rzadzace
            spolecznstwem itp. maja stochastyczny charakter. Ulomnosc intelektualna
            wykazuja jedynie ci, co tego nie chca wciaz przyjac do wiadomosci... :(
            Wciaz mysla w kategoriach deterministycznej mechaniki klasycznej, tej z XVII
            wieku...

            - Po co żyjemy?
            K: Jak wyzej: glownie po to, aby przekazac nasz genotyp (DNA) nastepnemu
            pokoleniu.
            mrb4: Z punktu widzenia genów może to być dobra odpowiedź, ale nigdzie
            przecież – w żadnej Księdze Praw Wszechświata – nie jest zapisane,
            że mamy poddawać się dyktatowi genów. Każda ludzka jednostka może też mieć
            swoje własne cele.
            K: Tak ci sie wydaje, ale jestesmy zaprogramowani z gory na reprodukcje.
            Oczywiscie, nie wszyscy sie reprodukuja, np. ksieza kat., ale postepuja oni
            wbrew naturze i sa wyjatkami potwierdzajacymi regule...
            mrb4: Zawsze możemy też powiedzieć, że jesteśmy z góry zaprogramowani, żeby
            oddawać cześć Bogu i chociaż nie wszyscy ją oddają – np. ateiści – ale post
            ępują oni wbrew naturze i są wyjątkami potwierdzającymi regułę (coś takiego
            mógłby Ci powiedzieć np. zwolennik tomizmu).
            K: Moglby, ale ja mu powiem, ze w naszych DNA jest program reprodukcji, a Bog
            to wymysl slabych umyslow, co sobie tworza proteze szczescia na nieistniejacym
            swiecie, bo nie daja sobie rady z otaczajaca ich rzeczywistoscia. A jednostki
            wybitnie inteligentne sa zawsze w mniejszosci (normalny roklad IQ)... I gdzie w
            DNA jest gen odpowiedzialny za wiare? Niestety, religijnosc to dysfunkcja
            mozgu, a sklonnosc do niej jest przenoszona sexualnie (od rodzicow na dzieci)...

            - Dlaczego istnieje wszechswiat?
            K: Poniewaz takie sa prawa fizyki, ze dopuscily jego powstanie, podobnie jak
            spowoduja (najprawdopodobniej) jego zaglade...
            mrb4: Z punktu widzenia nauki jest to dobre wyjaśnienie.
            K: Wiec o co ci chodzi?
            mrb4: O nic. Akceptuję takie wyjaśnienie.
            K: OK!

            - Dlaczego prawa rządzące wszechświatem są takie jakie są?
            K: Poniewaz przypadek sprawil, ze po BIG BANG wszechswiat ewoluowal jedna z
            wielu mozliwych drog, a wiec powstal kosmos jaki jest. Mozliwe jest tez
            istnienie innych kosmosow, z innymi prawami fizyki, ale poniewaz nie mamy
            dostepu do nich, to jest to kwestia czysto akademicka...
            mrb4: j. w.
            L: OK! ;)

            - Czym jest dobro, a czy jest zło?
            K: Zlo to jest to co nam szkodzi, dobro zas to jest to, co nam jest mile. Tyle,
            ze dobro jednego (np. bogactwo) moze miec zrodla w zle (wyzysku innych)...
            Dobro i zlo to sa wiec pojecia wzgledne, zalezne od punktu widzenia oraz
            czasu...
            mrb4: Jest to mało użyteczne założenie. Jeśli chcemy do czegoś dojść w życiu,
            to musimy niejednokrotnie przeciwstawić się własnej skłonności do przyjemności.
            K: A to niby czemu? Sens zycia to maksymalizowanie swej przyjemnosci przy
            jedynym ograniczeniu, aby przy tym nie ograniczac szczescia innych...
            mrb4: Można powiedzieć, że każdy ma taki sens życia, na jaki sobie zasłużył.
            K: A czemu twoj sens zycia mialby by byc lepszy od mego?

            m:Proponuję inne definicje: "dobrym" nazwiemy każdy czyn, który sprzyja naszemu
            osobistemu rozwojowi (do czego niezbędne jest także ulepszanie naszego
            otoczenia, zarówno społecznego, jak i przyrodniczego), "złym" nazwiemy każdy
            czyn, który blokuje możliwość naszego doskonalenia się (a więc także każdy
            czyn "psujący" nasze otoczenie).
            K: A kto ci kaze sie doskonalic? Jesli to cie czyni szczesliwszym, to OK,
            doskonal sie, ale pozwol, ze inni nie beda sie doskonalic, jesli doskonalenie
            nie jest im mile! czemu narzucasz innym swe wartosci?
            mrb4: Niczego nikomu nie narzucam. Zauważ, że napisałem "proponuję".
            K: OK, ale jak katolicy cos proponuja, to ja zaraz widze za nimi stosy Sw.
            Inkwizycji dla tych, co nie przyjma tych propozycji...

            m: Twierdzenie, iż wszystkie systemy etyczne mają tę samą wartość wydaje mi się
            dyskusyjne. Moim zdaniem rozwojowi człowieka najbardziej sprzyja ten system
            etyczny, który ma swoje źródło w nauce Jezusa Chrystusa (ale to tylko taka
            uwaga na marginesie).
            K: A ja uwazam, ze jest to system najgorszy z mozliwych, bo oparty na
            nieracjonalnych a okrutnych legendach starozydowskich, system narzucajacy
            innym wartosci arbitralnie uznane przez chrystusowcow za dobre... :(
            mrb4: Nie wydaje mi się, żeby owe wartości były arbitralne i opierały się na
            jakichś okrutnych legendach, ale jest to temat na odrębną dyskusję w innym
            miejscu.
            K: Sa arbitralne, np. nie cudzoloz, co ma sens tylko w biednych spleczenstwach
            nomadycznych, oraz nieprzestrzeganie przez katolikow przykazania nie zabijaj,
            np. przez wyswiecanie kapelanow, ktorzy poswiacaja narzedzia mordu masowego,
            np. czolgi czy bombowce... :(
            (...)
            - Czym jest altruizm?
            K: Altruizm jest tylko pozorny - to jest wyzsze stadium egoizmu, kiedy dobro
            gatunku, narodu, plemienia czy potomstwa stawia sie nad dobro jednostki, aby
            owa jednostka badz jej potomstwo lub ukochani miala(y) wokol siebie
            sprzyjajace jej otoczenie...
            - Jakie podstawy racjonalne ma poświęcenie życia własnego za kogos innego?
            K: Pozorny altruizm - p. wyzej!
            mrb4: Czyli każ
            • rajchman Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 19.04.04, 13:06
              - Czym jest altruizm?
              K: Altruizm jest tylko pozorny - to jest wyzsze stadium egoizmu, kiedy dobro
              gatunku, narodu, plemienia czy potomstwa stawia sie nad dobro jednostki, aby
              owa jednostka badz jej potomstwo lub ukochani miala(y) wokol siebie
              sprzyjajace jej otoczenie...
              - Jakie podstawy racjonalne ma poświęcenie życia własnego za kogos innego?
              K: Pozorny altruizm - p. wyzej!
              mrb4: Czyli każde zachowanie jednostki ludzkiej można wyjaśnić jej egoizmem?
              K: tak, ale egoizmem niejako wysublimowanym...
              M: Pamiętajmy jednak, że jeśli jakaś teoria wyjaśnia wszystko, to znaczy, że
              niczego nie wyjaśnia.
              K: Ma teoria nie wyjasnia wzystkiego, bo jeszcze nie moze, jako iz nauka jest
              procesem, ktory sie rozwija, a religia jest martwa, bo stoi w miejscu... :(
            • mrb4 Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 19.04.04, 15:34
              rajchman napisała:

              > K: Znow nic nie rozumiesz ze statystki! Mechanika kwantowa, prawa rzadzace
              > spolecznstwem itp. maja stochastyczny charakter. Ulomnosc intelektualna
              > wykazuja jedynie ci, co tego nie chca wciaz przyjac do wiadomosci... :(
              > Wciaz mysla w kategoriach deterministycznej mechaniki klasycznej, tej z XVII
              > wieku...
              >

              Ależ nie jestem deterministą! Jak przystało na porządnego popperystę jestem
              zwolennikiem indeterminizmu i zdaję sobie sprawę, że prawa rządzące światem
              mają stochastyczny charakter. Wydaje mi się jednak, że za bardzo w naszej
              dyskusji oddalamy się od pierwotnego jej przedmiotu. Jej punktem wyjścia było
              stwierdzenie, że człowiek powstał przez przypadek, mnie natomiast wydaje się,
              że jest to zbyt jednostronne spojrzenie na proces ewolucji. Przypadkowi można
              bowiem zawsze pomóc poprzez aktywne działanie. Na ewolucję biologiczną można
              patrzeć jako na proces odsiewu osobników nieprzystosowanych, ale można także
              widzieć ją jako proces "poszukiwania lepszego świata", jak to określił w jednym
              ze swoich wykładów Karl Popper. Ewolucję można spostrzegać jako proces twórczy,
              w którym poszczególne zwierzę (np. wspomniana przeze mnie ryba) lub np. jakiś
              protoczłowiek odkrywa i wypróbowuje nowe sposoby przeżycia i rozwoju. Na
              przykład próbuje wyjść z wody albo pomyśleć.

              > K: Tak ci sie wydaje, ale jestesmy zaprogramowani z gory na reprodukcje.
              > Oczywiscie, nie wszyscy sie reprodukuja, np. ksieza kat., ale postepuja oni
              > wbrew naturze i sa wyjatkami potwierdzajacymi regule...
              > mrb4: Zawsze możemy też powiedzieć, że jesteśmy z góry zaprogramowani, żeby
              > oddawać cześć Bogu i chociaż nie wszyscy ją oddają – np. ateiści –
              > ale post
              > ępują oni wbrew naturze i są wyjątkami potwierdzającymi regułę (coś takiego
              > mógłby Ci powiedzieć np. zwolennik tomizmu).
              > K: Moglby, ale ja mu powiem, ze w naszych DNA jest program reprodukcji, a Bog
              > to wymysl slabych umyslow, co sobie tworza proteze szczescia na
              nieistniejacym
              > swiecie, bo nie daja sobie rady z otaczajaca ich rzeczywistoscia. A jednostki
              > wybitnie inteligentne sa zawsze w mniejszosci (normalny roklad IQ)... I gdzie
              w
              >
              > DNA jest gen odpowiedzialny za wiare? Niestety, religijnosc to dysfunkcja
              > mozgu, a sklonnosc do niej jest przenoszona sexualnie (od rodzicow na
              dzieci)..
              > .
              >

              Już David Hume wykazał, że twierdzenia o powinności nie można wyprowadzić ze
              stwierdzenia faktu. To, że jakieś działanie jest zapisane w moim DNA wcale nie
              znaczy, iż musi być ono głównym celem mojego życia. Nie istnieje gen wiary, ale
              jest ona podstawową cechą ludzkiej działalności umysłowej. To właśnie dzięki
              temu jesteśmy w stanie wierzyć w rozum. (Mówiąc o rozumie mam na mysli przede
              wszystkim zdolność do logicznego myślenia oraz do krytycznej dyskusji). Nie
              można racjonalnie udowodnić, iż najlepszym sposobem poznawania rzeczywistości
              jest posługiwanie się rozumem (jeśli oczywiście chcemy uniknąć błędnego koła w
              rozumowaniu), ten fakt musimy więc przyjąć na wiarę.


              > - Czym jest dobro, a czy jest zło?
              > K: Zlo to jest to co nam szkodzi, dobro zas to jest to, co nam jest mile.
              Tyle,
              > ze dobro jednego (np. bogactwo) moze miec zrodla w zle (wyzysku innych)...
              > Dobro i zlo to sa wiec pojecia wzgledne, zalezne od punktu widzenia oraz
              > czasu...
              > mrb4: Jest to mało użyteczne założenie. Jeśli chcemy do czegoś dojść w życiu,
              > to musimy niejednokrotnie przeciwstawić się własnej skłonności do
              przyjemności.
              > K: A to niby czemu? Sens zycia to maksymalizowanie swej przyjemnosci przy
              > jedynym ograniczeniu, aby przy tym nie ograniczac szczescia innych...
              > mrb4: Można powiedzieć, że każdy ma taki sens życia, na jaki sobie zasłużył.
              > K: A czemu twoj sens zycia mialby by byc lepszy od mego?
              >

              Nie zamierzam nikomu narzucać swojego pojmowania sensu życia, chciałbym tylko
              zwrócić uwagę na fakt, iż pojęcie przyjemności jest zbyt ogólnikowe i można z
              nim pogodzić co tylko się chce. Po prostu można powiedzieć, że każdy z nas ma w
              sobie jakiś potencjał (intelektualny, fizyczny, moralny), który mozna rozwijać
              i mnie akurat podoba się go rozwijać. A jeżeli ktoś nie chce się tym zajmować,
              to już jest jego osobista sprawa. Zwróć jednak uwagę na pewien problem
              techniczny: znacznie trudniej jest poddać pomiarowi poziom przyjemności niz
              poziom rozwoju np. fizycznego lub intelektualnego.

              > m:Proponuję inne definicje: "dobrym" nazwiemy każdy czyn, który sprzyja
              naszemu
              >
              > osobistemu rozwojowi (do czego niezbędne jest także ulepszanie naszego
              > otoczenia, zarówno społecznego, jak i przyrodniczego), "złym" nazwiemy każdy
              > czyn, który blokuje możliwość naszego doskonalenia się (a więc także każdy
              > czyn "psujący" nasze otoczenie).
              > K: A kto ci kaze sie doskonalic? Jesli to cie czyni szczesliwszym, to OK,
              > doskonal sie, ale pozwol, ze inni nie beda sie doskonalic, jesli doskonalenie
              > nie jest im mile! czemu narzucasz innym swe wartosci?
              > mrb4: Niczego nikomu nie narzucam. Zauważ, że napisałem "proponuję".
              > K: OK, ale jak katolicy cos proponuja, to ja zaraz widze za nimi stosy Sw.
              > Inkwizycji dla tych, co nie przyjma tych propozycji...
              >

              Chyba jesteś zanadto uprzedzony :)))
              • reichman Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 19.04.04, 17:09
                K: Znow nic nie rozumiesz ze statystki! Mechanika kwantowa, prawa rzadzace
                spolecznstwem itp. maja stochastyczny charakter. Ulomnosc intelektualna
                wykazuja jedynie ci, co tego nie chca wciaz przyjac do wiadomosci... :(
                Wciaz mysla w kategoriach deterministycznej mechaniki klasycznej, tej z XVII
                wieku...
                M: Ależ nie jestem deterministą! Jak przystało na porządnego popperystę jestem
                zwolennikiem indeterminizmu i zdaję sobie sprawę, że prawa rządzące światem
                mają stochastyczny charakter. Wydaje mi się jednak, że za bardzo w naszej
                dyskusji oddalamy się od pierwotnego jej przedmiotu. Jej punktem wyjścia było
                stwierdzenie, że człowiek powstał przez przypadek, mnie natomiast wydaje się,
                że jest to zbyt jednostronne spojrzenie na proces ewolucji. Przypadkowi można
                bowiem zawsze pomóc poprzez aktywne działanie. Na ewolucję biologiczną można
                patrzeć jako na proces odsiewu osobników nieprzystosowanych, ale można także
                widzieć ją jako proces "poszukiwania lepszego świata", jak to określił w jednym
                ze swoich wykładów Karl Popper.
                K: Poppera mam w niskiej estymie, zreszta moi studenci myla go na ogol z
                niejakim Harrym Potterem... Swiat jest jaki jest, mozemy go zmieniac, ale na
                ogol z oplakanym skutkiem. Rodacy Poppera powinni cos wiedziec na ten temat...
                Zycie w spoleczenstwa to walka o byt, Darwin to dobrze opisal...

                Ewolucję można spostrzegać jako proces twórczy, w którym poszczególne zwierzę
                (np. wspomniana przeze mnie ryba) lub np. jakiś protoczłowiek odkrywa i
                wypróbowuje nowe sposoby przeżycia i rozwoju. Na przykład próbuje wyjść z wody
                albo pomyśleć.
                K: Nie probuje, ale jest do tego zmuszony konkurencja ze strony innych
                osobnikow albo zmiana w otoczeniu, np. klimacie...

                K: Tak ci sie wydaje, ale jestesmy zaprogramowani z gory na reprodukcje.
                Oczywiscie, nie wszyscy sie reprodukuja, np. ksieza kat., ale postepuja oni
                wbrew naturze i sa wyjatkami potwierdzajacymi regule...
                mrb4: Zawsze możemy też powiedzieć, że jesteśmy z góry zaprogramowani, żeby
                oddawać cześć Bogu i chociaż nie wszyscy ją oddają – np. ateiści ale postępują
                oni wbrew naturze i są wyjątkami potwierdzającymi regułę (coś takiego
                mógłby Ci powiedzieć np. zwolennik tomizmu).
                K: Moglby, ale ja mu powiem, ze w naszych DNA jest program reprodukcji, a
                Bog to wymysl slabych umyslow, co sobie tworza proteze szczescia na istniejacym
                swiecie, bo nie daja sobie rady z otaczajaca ich rzeczywistoscia. A jednostki
                wybitnie inteligentne sa zawsze w mniejszosci (normalny roklad IQ)... I gdzie
                w DNA jest gen odpowiedzialny za wiare? Niestety, religijnosc to dysfunkcja
                mozgu, a sklonnosc do niej jest przenoszona sexualnie (od rodzicow na dzieci)...

                M: Już David Hume wykazał, że twierdzenia o powinności nie można wyprowadzić ze
                stwierdzenia faktu. To, że jakieś działanie jest zapisane w moim DNA wcale nie
                znaczy, iż musi być ono głównym celem mojego życia. Nie istnieje gen wiary, ale
                jest ona podstawową cechą ludzkiej działalności umysłowej. To właśnie dzięki
                temu jesteśmy w stanie wierzyć w rozum. (Mówiąc o rozumie mam na mysli przede
                wszystkim zdolność do logicznego myślenia oraz do krytycznej dyskusji).
                K: Ja w rozum zas nie wierze, jeno sie nim posluguje jak moge najlepiej...
                Metne rozwazania olbrzymiej wiekszosci filozofow mam zas w poblizu zwieracza
                odbytnicy...

                M: Nie można racjonalnie udowodnić, iż najlepszym sposobem poznawania
                rzeczywistości jest posługiwanie się rozumem (jeśli oczywiście chcemy uniknąć
                błędnego koła w rozumowaniu), ten fakt musimy więc przyjąć na wiarę.
                K: Mozna, albowiem inne podejscia neguja realna rzeczywistosc i ja deformuja,
                wprowadzajac niepotrzebne a nielogiczne byty typu "boga"... Jesli odrzucimy
                rozum, to schodzimy na poziom zwierzat...

                - Czym jest dobro, a czy jest zło?
                K: Zlo to jest to co nam szkodzi, dobro zas to jest to, co nam jest mile.
                Tyle, ze dobro jednego (np. bogactwo) moze miec zrodla w zle (wyzysku innych)...
                Dobro i zlo to sa wiec pojecia wzgledne, zalezne od punktu widzenia oraz
                czasu...
                mrb4: Jest to mało użyteczne założenie. Jeśli chcemy do czegoś dojść w życiu,
                to musimy niejednokrotnie przeciwstawić się własnej skłonności do przyjemności.
                K: A to niby czemu? Sens zycia to maksymalizowanie swej przyjemnosci przy
                jedynym ograniczeniu, aby przy tym nie ograniczac szczescia innych...
                mrb4: Można powiedzieć, że każdy ma taki sens życia, na jaki sobie zasłużył.
                K: A czemu twoj sens zycia mialby by byc lepszy od mego?
                M: Nie zamierzam nikomu narzucać swojego pojmowania sensu życia, chciałbym
                tylko zwrócić uwagę na fakt, iż pojęcie przyjemności jest zbyt ogólnikowe i
                można z nim pogodzić co tylko się chce. Po prostu można powiedzieć, że każdy z
                nas ma w sobie jakiś potencjał (intelektualny, fizyczny, moralny), który mozna
                rozwijać i mnie akurat podoba się go rozwijać. A jeżeli ktoś nie chce się tym
                zajmować, to już jest jego osobista sprawa. Zwróć jednak uwagę na pewien
                problem techniczny: znacznie trudniej jest poddać pomiarowi poziom przyjemności
                niz poziom rozwoju np. fizycznego lub intelektualnego.
                K: Tylko poziom rozwoju fizycznego mozna zmierzyc obiektywnie. A poziom
                przyjemnosci tez, np. poprzez analize popytu na rynku w krajach, gdzie ludzie
                maja zapewnione podstawowe potrzeby. To co kupuja swiadczy wtedy o ich gustach,
                bo kupuja to, co im sprawaia przyjemnosc (niestetym, jak w USA, jest to czesto
                bron, mimo iz Amerykance sa podobno tacy religijni)... Rozwoj intelektualny
                jest zas trudny do okreslenia, bo to co jedni uwazaja za wiedze i umiejetnosci
                (np. znajomosc Biblii i jej interpretacji) jest dla innych tylko zbednym
                balastem, a nawet wrecz szkodliwe...

                m:Proponuję inne definicje: "dobrym" nazwiemy każdy czyn, który sprzyja
                naszemu osobistemu rozwojowi (do czego niezbędne jest także ulepszanie naszego
                otoczenia, zarówno społecznego, jak i przyrodniczego), "złym" nazwiemy każdy
                czyn, który blokuje możliwość naszego doskonalenia się (a więc także każdy
                czyn "psujący" nasze otoczenie).
                K: A kto ci kaze sie doskonalic? Jesli to cie czyni szczesliwszym, to OK,
                doskonal sie, ale pozwol, ze inni nie beda sie doskonalic, jesli doskonalenie
                nie jest im mile! Czemu narzucasz innym swe wartosci?
                mrb4: Niczego nikomu nie narzucam. Zauważ, że napisałem "proponuję".
                K: OK, ale jak katolicy cos proponuja, to ja zaraz widze za nimi stosy Sw.
                Inkwizycji dla tych, co nie przyjma tych propozycji...
                M: Chyba jesteś zanadto uprzedzony :)))
                K: Nie, za duzo tylko czytalem o Galileuszu czy Giordiano Bruno...
        • arcykr Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 13.05.04, 20:23
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > K: Tak ci sie wydaje, ale jestesmy zaprogramowani z gory na reprodukcje.
          > Oczywiscie, nie wszyscy sie reprodukuja, np. ksieza katoliccy,
          Dziekuje za pochwale obyczajow i dyscypliny Kosciola katolickiego!

          ale postepuja oni
          > wbrew naturze
          Oni postepuja zgodnie z przyszla, odnowiona natura.
          >
          > K: A to niby czemu? Sens zycia to maksymalizowanie swej przyjemnosci przy
          > jedynym ograniczeniu, aby przy tym nie ograniczac szczescia innych...
          A ywzej pisales, ze reprodukcja.
          >
          > K: A kto ci kaze sie doskonalic? Jesli to cie czyni szczesliwszym, to OK,
          > doskonal sie, ale pozwol, ze inni nie beda sie doskonalic, jesli doskonalenie
          > nie jest im mile!
          Kto nie idzie do przodu, ten sie cofa. Lubisz zwyrodnialcow?

          A jesli jakas religia twierdzi, ze
          > wyjaśnia wszystko, to znaczy, że niczego nie wyjaśnia.
          A ktora tak twierdzi?
      • arcykr Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 13.05.04, 20:26
        mrb4 napisał:

        > mrb4: "Przypadek" to słowo, za pomocą którego wyrażamy nasz brak pełnej
        > znajomości przyczyn danego zjawiska. Na przykład proces kształtowania się
        > nowego gatunku ryby jest przypadkowy DLA NAS, jako obserwatorów, ale był on
        m.
        > in. skutkiem konkretnej decyzji określonej rybiej jednostki, aby znaleźć
        sobie
        > nowe miejsce do życia lub poszukiwania pożywienia. Decyzja ta – dla tej
        > określonej ryby – nie była czymś przypadkowym.
        Czy wedlug ciebie wszystkie komorki rozrodcze np. danego sledzia zawieraja ta
        sama infomacje genetyczna? Jezeli tak, to masz slabe pojecie o biologii.
        Przeciez to by znaczylo, ze kazdy, kto ma wiernych sobie rodzicow, musi byc
        identyczny genetycznie z calym swoim rodzenstwem, no nie?
    • fan_gazety :-) Hmm, akcent jest tu raczej na odpowiedzi... 18.04.04, 16:07
      a nie pytania.
      Generalnie - mógłym odpowiadać na takie pytania b. podobnie (choć nie z
      perspektywy ateisty :-)
      A jednak jest pytanie - które każe mi zachować umiar. Stare pytanie - chyba
      Laplace'a:
      "Dlaczego jest tak, że jest coś, a nie nic?"
      • Gość: Kagan Re: :-) Hmm, akcent jest tu raczej na odpowiedzi. IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 18.04.04, 16:53
        fan_gazety napisał: a nie pytania.
        Generalnie - mógłym odpowiadać na takie pytania b. podobnie (choć nie z
        perspektywy ateisty :-)
        A jednak jest pytanie - które każe mi zachować umiar. Stare pytanie - chyba
        Laplace'a: "Dlaczego jest tak, że jest coś, a nie nic?"
        K: Bo w losowaniu padla reszka znaczaca,ze ma byc cos. Rownie dobrze moglo by
        byc nic, jesli zalozymy, ze natura uzyla do losowania monety...;) A na serio:
        tyle razy ta fala prawdopodobienstwa byla bliska zalamaniu, az sie raz zalamala
        i nastapil BIG BANG. Ale jak dojdzie do BIG CRUNCH, to znow moze byc nic...;)




        • fan_gazety Pytanie Laplace'a raz jeszcze 19.04.04, 09:25
          Gość portalu: Kagan napisał(a):

          > Bo w losowaniu padla reszka znaczaca,ze ma byc cos. Rownie dobrze moglo by
          > byc nic, jesli zalozymy, ze natura uzyla do losowania monety...;) A na serio:
          > tyle razy ta fala prawdopodobienstwa byla bliska zalamaniu, az sie raz
          zalamala
          >
          > i nastapil BIG BANG. Ale jak dojdzie do BIG CRUNCH, to znow moze byc nic...;)

          ** Pytanie Laplace'a dotyczy też tego "losowania" - dlaczego ono było? Dlaczego
          w ogóle było z czego losować? Jeśli faktycznie o losowanie chodzi... ;-)

          W moim pojęciu nauka zawodzi w odpowiedzi na takie pytania. To nie jej domena.
          I niech tak zostanie... Mieszanie nauki z wiarą źle służy i jednej i drugiej.
          • rajchman Re: Pytanie Laplace'a raz jeszcze 19.04.04, 10:40
            Gość portalu: Kagan napisał(a): Bo w losowaniu padla reszka znaczaca,ze ma byc
            cos. Rownie dobrze moglo by byc nic, jesli zalozymy, ze natura uzyla do
            losowania monety...;) A na serio: tyle razy ta fala prawdopodobienstwa byla
            bliska zalamaniu, az sie raz zalamala i nastapil BIG BANG. Ale jak dojdzie do
            BIG CRUNCH, to znow moze byc nic...;)
            fan_gazety napisał: ** Pytanie Laplace'a dotyczy też tego "losowania" -
            dlaczego ono było? Dlaczego w ogóle było z czego losować? Jeśli faktycznie o
            losowanie chodzi... ;-)
            - Niezbyt dobre pytanie, ale odpowiem: ono musialo byc, bo taki byl rozklad
            prawdopodobienstwa, a przede wszystkim bylo one wieksze od zera. Czemu wieksze?
            Gdyby bylo zero, to by nic nie bylo, bo by byc nie moglo. A ze cos jest, czyli
            wniosek iz bylo ono niezerowe... Co wcale nie swioadczy, ze byla za tym jakas
            swiadomosc, raczej tylko nieinteligentne sily (prawa) natury, ktore, byc moze
            poznamy wkrotce, albo sie do ich poznania znacznie zblizymy. Nauka to proces, w
            ciaglej zmianie: tylko religia jest martwa, powtarza wciaz legendy
            starozydowskie...;(

            W moim pojęciu nauka zawodzi w odpowiedzi na takie pytania. To nie jej domena.
            I niech tak zostanie... Mieszanie nauki z wiarą źle służy i jednej i drugiej.
            -nauka daje odpowiedzi na te pytania - moze jeszcze nie w 100% dokladne, ale
            coraz lepsze, i tym samym usuwa koniecznosc wprowadzania bytu zbednego, czyli
            Boga...
            • fan_gazety Myślenie w kółko 19.04.04, 12:37
              > - Niezbyt dobre pytanie, ale odpowiem: ono musialo byc, bo taki byl rozklad
              > prawdopodobienstwa, a przede wszystkim bylo one wieksze od zera. Czemu
              wieksze?
              >
              > Gdyby bylo zero, to by nic nie bylo, bo by byc nie moglo. A ze cos jest,
              czyli
              > wniosek iz bylo ono niezerowe...

              ** Toż to typowe myślenie "w kółko", nic nie wyjasniające, bo wyjasniające
              tylko pozornie. Żeby uzasadnic konieczność zaistnienia niezerowego stanu
              prawdopodbieństwa, trzeba by się było odnieść do czegoś spoza układu przyczyna
              (ten stan) - skutek (powstanie Wszechświata). Twoje rozumowanie jest dokładnie
              takie: Stało się cos dlatego, bo się stało :-)
              Circular thinking - nic więcej.

              > -nauka daje odpowiedzi na te pytania - moze jeszcze nie w 100% dokladne, ale
              > coraz lepsze, i tym samym usuwa koniecznosc wprowadzania bytu zbednego, czyli
              > Boga...
              Koniecznie chcesz traktować Boga jako obiekt do testowania :-). To nie ma
              sensu, religia a wiarą o ic nie konkurują, bo ich istota jest całkowiecie
              odmienna. Dla mnie to dwa światy. Nie przeszkadzające sobie, jesli tylko
              uniknąć fundamentalizmu z obu stron. Byli świetni naukowcy - nobliści - ludźmi
              wierzącymi , i duchowni - naukowcami (już Mendel, Cuivier!)
              • rajchman Re: Myślenie w kółko 19.04.04, 12:49
                - Niezbyt dobre pytanie, ale odpowiem: ono musialo byc, bo taki byl rozklad
                prawdopodobienstwa, a przede wszystkim bylo one wieksze od zera. Czemu
                wieksze? Proste: gdyby bylo zero, to by nic nie bylo, bo by byc nie moglo. A ze
                cos jest, czyli wniosek iz bylo ono niezerowe...
                fan_gazety napisał: ** Toż to typowe myślenie "w kółko", nic nie wyjasniające,
                bo wyjasniające tylko pozornie. Żeby uzasadnic konieczność zaistnienia
                niezerowego stanu prawdopodbieństwa, trzeba by się było odnieść do czegoś spoza
                układu przyczyna (ten stan) - skutek (powstanie Wszechświata). Twoje
                rozumowanie jest dokładnie takie: Stało się cos dlatego, bo się stało :-)
                Circular thinking - nic więcej.
                K: A ty uwazasz tak: stalo sie, bo Bog tak chial. A czemu Bog tak chcial, a nie
                inaczej? A skad sie wzial Bog? Kto go stworzyl? Dlaczego jest Bog, bo przeciez
                moglo by go nie byc? Czemu Biog jest taki a nie inny? Czemu na imie mu Jehowa
                (Jahweh, JHWH) a nie nap. Franek czy Jasiek? Na te pytania nie ma odpowiedzi,
                podobnie jak nie ma dowodow empirycznych na istnienie Boga, a sa zas empiryczne
                dowody na istnienie tego, a nie innego swiata...

                -nauka daje odpowiedzi na te pytania - moze jeszcze nie w 100% dokladne, ale
                coraz lepsze, i tym samym usuwa koniecznosc wprowadzania bytu zbednego, czyli
                Boga...

                Koniecznie chcesz traktować Boga jako obiekt do testowania :-). To nie ma
                sensu, religia a wiarą o nic nie konkurują, bo ich istota jest całkowiecie
                odmienna. Dla mnie to dwa światy. Nie przeszkadzające sobie, jesli tylko
                uniknąć fundamentalizmu z obu stron. Byli świetni naukowcy - nobliści - ludźmi
                wierzącymi , i duchowni - naukowcami (już Mendel, Cuivier!)
                K: Tylko im to szkodzilo. Najlepszy przyklad to Einstein, niezdolny do
                polaczenia swej ogolnej teorii wzglednosci (grawitacji) z mechanika kawntowa,
                bo wierzyl on w zydowskiego bozka, co to "nie gra w kosci"... :(
                Religia zatruwa umysly naukowcow, i to jest przyczyna, ze postep nauki jest
                wolniejszy niz by byl, gdyby uczeni odzrzucili te religijne przesady!

                • rajchman Pytania do religiantow 19.04.04, 13:10
                  Uwazacie, ze jest tak: stalo sie tak i tak (np. powstal wszechswiat, ziemia,
                  czlowiek itp.), bo Bog tak chial. Ale pytam sie was:
                  A czemu Bog tak chcial, a nie inaczej?
                  A skad sie wzial Bog?
                  A kto go stworzyl?
                  A dlaczego jest Bog, bo przeciez moglo by go nie byc?
                  A czemu Bog jest taki a nie inny?
                  A czemu na imie mu Jehowa (Jahweh, JHWH) a nie np. Franek czy Jasiek?
                  Na te pytania nie ma odpowiedzi, podobnie jak nie ma dowodow empirycznych na
                  istnienie Boga, a sa zas empiryczne dowody na istnienie tego, a nie innego
                  swiata, swiata fizycznego, w ktorym my zyjemy...

                • fan_gazety Pochopne wnioski ;-) ..To "nienakowe"... 19.04.04, 14:44
                  > K: A ty uwazasz tak: stalo sie, bo Bog tak chial.
                  ** Zbyt pochopne wnioski wyciagasz :-)

                  A czemu Bog tak chcial, a nie
                  >
                  > inaczej? A skad sie wzial Bog? Kto go stworzyl? Dlaczego jest Bog, bo
                  przeciez
                  > moglo by go nie byc? Czemu Biog jest taki a nie inny? Czemu na imie mu Jehowa
                  > (Jahweh, JHWH) a nie nap. Franek czy Jasiek? Na te pytania nie ma odpowiedzi,
                  > podobnie jak nie ma dowodow empirycznych na istnienie Boga,

                  ** Trafne stwierdzenie - wiara nie potrzebuje dowodów, z definicji.

                  > K: Tylko im to szkodzilo.
                  ** ?? Jak - że dostali Nobla?? Chciałbym takiego "zaszkodzenia" ;-)

                  Najlepszy przyklad to Einstein, niezdolny do
                  > polaczenia swej ogolnej teorii wzglednosci (grawitacji) z mechanika kawntowa,
                  > bo wierzyl on w zydowskiego bozka, co to "nie gra w kosci"... :(

                  ** Skąd wiesz, że dlatego????

                  > Religia zatruwa umysly naukowcow, i to jest przyczyna, ze postep nauki jest
                  > wolniejszy niz by byl, gdyby uczeni odzrzucili te religijne przesady!

                  ** Piękna hipoteza badawcza. Obawiam się tylko, że jej zweryfikowanie "na tak"
                  i tak nie zmieniłoby faktu, ze wielu ludzi będzie wierzyć. I dlaczego zreszta
                  nie? Róznorodność jest "motorem postepu", o!
                  >
                  • reichman Re: Pochopne wnioski ;-) ..To "nienakowe"... 19.04.04, 15:24
                    fan_gazety napisał:
                    K: A ty uwazasz tak: stalo sie, bo Bog tak chial.
                    ** Zbyt pochopne wnioski wyciagasz :-)
                    K: To co wiec uwazasz?

                    K: A czemu Bog tak chcial, a nie inaczej? A skad sie wzial Bog? Kto go
                    stworzyl? Dlaczego jest Bog, bo przeciez moglo by go nie byc? Czemu Bog jest
                    taki a nie inny? Czemu na imie mu Jehowa (Jahweh, JHWH) a nie np. Franek czy
                    Jasiek? Na te pytania nie ma odpowiedzi, podobnie jak nie ma dowodow
                    empirycznych na istnienie Boga,
                    ** Trafne stwierdzenie - wiara nie potrzebuje dowodów, z definicji.
                    K: A znasz odpowiedzi na me pytania? I jesli wiara nie potrzebuje dowodow, to
                    po co ta cala teologia, ktora sie zajmuje glownie udowadnianiem istnienia boga?

                    K: Tylko im to szkodzilo.
                    ** ?? Jak - że dostali Nobla?? Chciałbym takiego "zaszkodzenia" ;-)
                    K: I co z tego ze dostali Nobla? Nobla dostaja glownie amerykanscy zydzi, bo
                    maja wiekszosc w komitecie Nobla, a to dla tego, ze trzymaja kase... Nie ma
                    korelacji miedzy rannga naukowca (mierzonej jego odkryciami) a otrzymaniem
                    Nobla, przynajmniej od jakis 50 lat... Minely czasy einsteinow czy Planckow,
                    nadeszly czasy menedzerow zespolow badawczych, a wiec liczy sie ilosc $
                    wydanych na badania, a nie jakosc naukowca... W tym systemie religiant moze
                    uchodzic za uczonego, bo robote robia za niego anonimowi doktoranci i
                    komputery...
                    Najlepszy przyklad to Einstein, niezdolny do polaczenia swej ogolnej teorii
                    wzglednosci (grawitacji) z mechanika kwantowa, bo wierzyl on w zydowskiego
                    bozka, co to "nie gra w kosci"... :(
                    ** Skąd wiesz, że dlatego????
                    K: Wiem! Odrzucil mechanike kwantowa, jako oparta na rach. prawdopodobienstwa,
                    bo "Bog nie gra w kosci"... To wie kazdy fizyk...
                    Religia zatruwa umysly naukowcow, i to jest przyczyna, ze postep nauki jest
                    wolniejszy niz by byl, gdyby uczeni odzrzucili te religijne przesady!
                    ** Piękna hipoteza badawcza. Obawiam się tylko, że jej zweryfikowanie "na tak"
                    i tak nie zmieniłoby faktu, ze wielu ludzi będzie wierzyć. I dlaczego zreszta
                    nie? Róznorodność jest "motorem postepu", o!
                    K: Nie zawsze. Czesto jest jej hamulcem. Jugoslawia sie rozpadla bo byla zbyt
                    roznorodna. A ze ludzie sa podatni na psychozy, to beda wierzyc, szczegolnie
                    jednostki o slabej woli i niezrownowazonej osobowosci...

                    • fan_gazety Wiara, niewiara, agnostycyzm - czy ważne kto, co? 19.04.04, 16:11
                      > K: To co wiec uwazasz?
                      ** Uważam rozstrzyganie czy Bóg istnieje czy nie, za mało frapujące, jako coś,
                      czego rozstrzygnąć się nie da.
                      >
                      > K: A znasz odpowiedzi na me pytania? I jesli wiara nie potrzebuje dowodow, to
                      > po co ta cala teologia, ktora sie zajmuje glownie udowadnianiem istnienia
                      boga?
                      ** No pewnie, że nie znam tych odpowiedzi. One zależą tylko i wyłącznie od
                      wiary. Nie wiem, po co jest teologia. Na pewno nie jest to nauka w sensie
                      popperowskim. Ktos kto czyni z religii naukę wg mnie czyni jej zło. Ale to już
                      nie mój problem :-).
                      >
                      > K: I co z tego ze dostali Nobla? Nobla dostaja głównie amerykanscy zydzi,
                      ** Wiesz, o Żydach to ja nie chcę. O spiskowych teoriach dziejów - też, bo to
                      rodzaj wiary...

                      > maja wiekszosc w komitecie Nobla, a to dla tego, ze trzymaja kase... Nie ma
                      > korelacji miedzy rannga naukowca (mierzonej jego odkryciami) a otrzymaniem
                      > Nobla, przynajmniej od jakis 50 lat... Minely czasy einsteinow czy Planckow,
                      > nadeszly czasy menedzerow zespolow badawczych, a wiec liczy sie ilosc $
                      > wydanych na badania, a nie jakosc naukowca...
                      ** Udowodnij tą tezę - jest bardzo ciekawa. I rad bym poznać jakieś jej
                      wsparcie. Bo sam nie znam.


                      > ** Skąd wiesz, że dlatego????
                      > K: Wiem! Odrzucil mechanike kwantowa, jako oparta na rach.
                      prawdopodobienstwa,

                      ** Nie jestem fizykiem, kwantowym w szczgólności :-), ani znawcą światopoglądu
                      Einsteina, więc nie rozumiem jaki związek ma rach. prawdop. z religijnością i
                      odrzuceniem mechaniki kwantowej.

                      > ** Piękna hipoteza badawcza. Obawiam się tylko, że jej zweryfikowanie "na
                      tak"
                      > i tak nie zmieniłoby faktu, ze wielu ludzi będzie wierzyć. I dlaczego zreszta
                      > nie? Róznorodność jest "motorem postepu", o!

                      > K: Nie zawsze. Czesto jest jej hamulcem. Jugoslawia sie rozpadla bo byla zbyt
                      > roznorodna. A ze ludzie sa podatni na psychozy, to beda wierzyc, szczegolnie
                      > jednostki o slabej woli i niezrownowazonej osobowosci...

                      ** Spośród ludzi, których śwotopogląd znam dobrze, nie widzę związku pomiędzy
                      wiarą a niezrównoważeniem osobowości. Nic mi wiara u ludzi nie przeszkadza,
                      jeśli jest tolerancyjna, nie łamie prawa. To prywatna sprawa. Kazdy może z ta
                      sprawą zrobić co chce, uwierzyć lub nie - i nic mi do tego. I nie chciałbym, by
                      kumokolwiek cos do tego było
                      • reichman Re: Wiara, niewiara, agnostycyzm - czy ważne kto, 19.04.04, 17:20
                        K: To co wiec uwazasz?
                        ** Uważam rozstrzyganie czy Bóg istnieje czy nie, za mało frapujące, jako coś,
                        czego rozstrzygnąć się nie da.
                        K: Nikt ci przeciez nie kaze brac udzialu w tej dyskusji!

                        K: A znasz odpowiedzi na me pytania? I jesli wiara nie potrzebuje dowodow,
                        to po co ta cala teologia, ktora sie zajmuje glownie udowadnianiem istnienia
                        boga?
                        ** No pewnie, że nie znam tych odpowiedzi. One zależą tylko i wyłącznie od
                        wiary. Nie wiem, po co jest teologia. Na pewno nie jest to nauka w sensie
                        popperowskim. Ktos kto czyni z religii naukę wg mnie czyni jej zło. Ale to już
                        nie mój problem :-).
                        K: Zgoda, ale czemu z mych podatkow panstwo finasuje wydzialy owej pseudonauki
                        zwanej teologia?

                        K: I co z tego ze dostali Nobla? Nobla dostaja głównie amerykanscy zydzi,
                        ** Wiesz, o Żydach to ja nie chcę. O spiskowych teoriach dziejów - też, bo to
                        rodzaj wiary...
                        K: Jestes koszerny czy sie boisz byc okrzykniety antysemita? Spiskowa teoria
                        dziejow ma za soba caly marksizm i teorie elit (w tym Pareto, tworca
                        matematycznej ekonomii)...

                        K: Zydzi maja wiekszosc w komitecie Nobla, a to dla tego, ze trzymaja kase...
                        Nie ma korelacji miedzy ranga naukowca (mierzonej jego odkryciami) a otrzymaniem
                        Nobla, przynajmniej od jakis 50 lat... Minely czasy Einsteinow czy Planckow,
                        nadeszly czasy menedzerow zespolow badawczych, a wiec liczy sie ilosc $
                        wydanych na badania, a nie jakosc naukowca...
                        ** Udowodnij tą tezę - jest bardzo ciekawa. I rad bym poznać jakieś jej
                        wsparcie. Bo sam nie znam.
                        K: Zobacz kto ostatnio dostal Nobla i jaki byl ich wklad w rozwoj nauki?
                        Przeciez fizyka stoi w miejscu od kilkudziesieciu lat - tworzy tylko nowe,
                        nieweryfikowlane hipotezy typu superstrun czy supergrawitacji, a cold fusion
                        jak nie bylo, tak nie ma, mimo wydanych miliardow USD w USA i b. ZSRR. Podobnie
                        z lotami kosmicznymi, chemia (tylko nowe trucizny) i naukami spolecznymi
                        (sprawa bezrobocia jest np. skrzetnie omijana przez ekonomistow i wiekszosc
                        socjologow, mimo ze jest de facto problemem nr 1 rowinietych gospodarek)...

                        ** Skąd wiesz, że dlatego????
                        K: Wiem! Odrzucil mechanike kwantowa, jako oparta na rach. prawdopodobienstwa,
                        ** Nie jestem fizykiem, kwantowym w szczgólności :-), ani znawcą światopoglądu
                        Einsteina, więc nie rozumiem jaki związek ma rach. prawdop. z religijnością i
                        odrzuceniem mechaniki kwantowej.
                        K: Einstein byl judaista, stad wierzyl w jednego Boga, ktory wszystkim rzadzi,
                        i ktory wszystko kontroluje, stad przypadek nie mial miejsca w jego swiecie...

                        ** Piękna hipoteza badawcza. Obawiam się tylko, że jej zweryfikowanie "na
                        tak" i tak nie zmieniłoby faktu, ze wielu ludzi będzie wierzyć. I dlaczego zres
                        zta nie? Róznorodność jest "motorem postepu", o!
                        K: Nie zawsze. Czesto jest jej hamulcem. Jugoslawia sie rozpadla bo byla zbyt
                        roznorodna. A ze ludzie sa podatni na psychozy, to beda wierzyc, szczegolnie
                        jednostki o slabej woli i niezrownowazonej osobowosci...
                        ** Spośród ludzi, których śwotopogląd znam dobrze, nie widzę związku pomiędzy
                        wiarą a niezrównoważeniem osobowości. Nic mi wiara u ludzi nie przeszkadza,
                        jeśli jest tolerancyjna, nie łamie prawa. To prywatna sprawa. Kazdy może z ta
                        sprawą zrobić co chce, uwierzyć lub nie - i nic mi do tego. I nie chciałbym, by
                        kumokolwiek cos do tego było
                        K: Zgoda, wiec czemu uczy sie religii w panstwowych szkolach i szkolach w
                        ogole? Przeciez dzieci powinny miec dostep zarowno do szkolenia religijnego,
                        jak tez powinny byc uczone podstaw innych ideologii, w tym i ateizmu, aby jako
                        dorosle mogly swiadomie obrac swoj swiatopoglad. Wspolczesny system zas
                        dyskryminuje ateizm i nawet agnostycyzm. Porusze to po wejsciu Polski do UE.
                        Pozdr.
                        • fan_gazety Czarno-białe spojrzenie nie zawsze jest skuteczne 19.04.04, 19:26
                          K: Nikt ci przeciez nie kaze brac udzialu w tej dyskusji!

                          ** Święta prawda. Jak i to, że nikt mi nie każe nie brać.Wobec tego wybrałem -
                          "brać"! Chyba że Ty, jako założyciel będziesz orzekał, kto może brać, a kto
                          nie. Chcesz tego?

                          K: Zgoda, ale czemu z mych podatkow panstwo finasuje wydzialy owej pseudonauki
                          zwanej teologia?

                          ** To jest inna sprawa - inny wątek. Twoje pytanie jest zasadne. Też nie podoba
                          mi się to.

                          K: Jestes koszerny czy sie boisz byc okrzykniety antysemita? Spiskowa teoria
                          dziejow ma za soba caly marksizm i teorie elit (w tym Pareto, tworca
                          matematycznej ekonomii)...

                          ** Powód jest dużo prostszy, niż wynikający z Twojego czarno-białego spojrzenia
                          na tę sprawę. Po pierwsze, mnie dzielenie ludzi na żydów i nie-żydów po prostu
                          mierzi, tak jak dzielenie świata na łysych i nie-łysych lub czarnych i
                          nie-czarnych. Po drugie, spiskowa teoria dziejów a zatem i przyszłości - to
                          rodzaj takiego okreslenia, którego prawdziwość, gdy się ma dobre argumenty, to
                          można i bardzo łatwo udowodnić, i bardzo łatwo obalić. A sprawy, które można
                          łatwo obalić i zarazem udowodnić mają dla mnie podejrzaną konstrukcję
                          logiczną, dla której szkoda mi czasu. Spiskowa teoria dziejów to coś takiego, w
                          co można włożyć wszystko.

                          K: Zobacz kto ostatnio dostal Nobla i jaki byl ich wklad w rozwoj nauki?

                          ** No, nie żartuj - prześledziłeś pochodzenie laureatów Nobla, porównałeś go z
                          pochodzeniem tych, którzy kandydowali, a nie dostali, a następnie porównałeś
                          dorobek naukowy tych czterech grup (np. indeksem cytowań ISI, lub liczbą
                          publikacji)??? Bo jak nie, to nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić, że
                          wierzysz...

                          K: Przeciez fizyka stoi w miejscu od kilkudziesieciu lat - tworzy tylko nowe,
                          nieweryfikowlane hipotezy typu superstrun czy supergrawitacji, a cold fusion
                          jak nie bylo, tak nie ma, mimo wydanych miliardow USD w USA i b. ZSRR.

                          ** Jesteś fizykiem? Śledzisz to naprawdę na bieżąco? Łatwo powiedzieć - fizyka
                          stoi od kilkudziesięciu lat. Niestety nie jestem fizykiem, trudno mi rozmwiać o
                          szczegółach, ale śledząc choćby popularne doniesienia (Wiedza i Życie, Świat
                          Nauki, www.gazeta.pl), nie mam takiego wrażenia że fizyka stoi. Może byłoby
                          dobrze zobaczyć jak zmienia się liczba publikacji w róznych działach fizyki -
                          takie dane są dostępne w ISI, jeśli się ma tam dostęp. To mógłby byc miernik
                          tego, czy fizyka stoi, czy biegnie, czy też leży.

                          K: Podobnie
                          z lotami kosmicznymi, chemia (tylko nowe trucizny)

                          ** He, he - jasne, szczególnie eksplozja nowych pomysłów choćby na temat nowych
                          materiałów, które używam np. przy łowieniu ryb :-) Ale tez nie jestem
                          chemikiem. Jak dodasz, że i w biologii spisek Żydów spowodował zastój, to
                          chętnie popolemizuję :-)

                          i naukami spolecznymi
                          (sprawa bezrobocia jest np. skrzetnie omijana przez ekonomistow i wiekszosc
                          socjologow, mimo ze jest de facto problemem nr 1 rowinietych gospodarek)...

                          ** A to już temat przede wszystkim polityki, a o niej też chyba nie ma sensu
                          mówić. Lepiej już kandydować i działać.

                          K: Einstein byl judaista, stad wierzyl w jednego Boga, ktory wszystkim rzadzi,
                          i ktory wszystko kontroluje, stad przypadek nie mial miejsca w jego swiecie...

                          ** zaciekawiło mnie to. Nie znałem tego, ale spróbuję to sprawdzić.

                          K: Zgoda, wiec czemu uczy sie religii w panstwowych szkolach i szkolach w
                          ogole?

                          ** Jestem temu także przeciwny, czemu dawałem wyraz niejednokrotnie, także na
                          www.gazeta.pl.

                          K: Przecież dzieci powinny miec dostep zarowno do szkolenia religijnego,
                          jak tez powinny byc uczone podstaw innych ideologii, w tym i ateizmu, aby jako
                          dorosle mogly swiadomie obrac swoj swiatopoglad. Wspolczesny system zas
                          dyskryminuje ateizm i nawet agnostycyzm. Porusze to po wejsciu Polski do UE.

                          ** Moim zdaniem to rodzice muszą mieć tu wiodącą rolę. Mogą wychowywać dzieci w
                          takim światopoglądzie w jakim chcą. I jak tak robię. Nie czuję presji. Państwo
                          powino dbać o rozdział kompetencji państwa i kościoła. Koscioły też winny mieć
                          możliwość prowadzenia własnych szkół, a religia powinna być nie w godzinach
                          lekcyjnych. To takie oczywiste, że chyba nie ma co tego rozwijać. Zresztą chyba
                          zgadzamy się co do tego.
                          • reichman Re: Czarno-białe spojrzenie nie zawsze jest skute 20.04.04, 08:09
                            fan_gazety napisał:
                            K: Nikt ci przeciez nie kaze brac udzialu w tej dyskusji!
                            ** Święta prawda. Jak i to, że nikt mi nie każe nie brać.Wobec tego wybrałem -
                            "brać"! Chyba że Ty, jako założyciel będziesz orzekał, kto może brać, a kto
                            nie. Chcesz tego?
                            K: To czemu podwazasz sens tej dyskusji?

                            K: Zgoda, ale czemu z mych podatkow panstwo finasuje wydzialy owej pseudonauki
                            zwanej teologia?
                            ** To jest inna sprawa - inny wątek. Twoje pytanie jest zasadne. Też nie podoba
                            mi się to.
                            K: OK! :)

                            K: Jestes koszerny czy sie boisz byc okrzykniety antysemita? Spiskowa teoria
                            dziejow ma za soba caly marksizm i teorie elit (w tym Pareto, tworca
                            matematycznej ekonomii)...
                            ** Powód jest dużo prostszy, niż wynikający z Twojego czarno-białego spojrzenia
                            na tę sprawę. Po pierwsze, mnie dzielenie ludzi na żydów i nie-żydów po prostu
                            mierzi, tak jak dzielenie świata na łysych i nie-łysych lub czarnych i
                            nie-czarnych.
                            K: Niestety, gdybys byl Palestynczykiem wyganym z domu przez zydow, to bys to
                            inaczej widzial. Niestety, ludzie dziela sie na tzw. narod wybrany i reszte,
                            czyli gojow: nic dziwnego, ze syjonizm zostal uznany przez ONZ jako forma
                            rasizmu...

                            Po drugie, spiskowa teoria dziejów a zatem i przyszłości - to
                            rodzaj takiego okreslenia, którego prawdziwość, gdy się ma dobre argumenty, to
                            można i bardzo łatwo udowodnić, i bardzo łatwo obalić. A sprawy, które można
                            łatwo obalić i zarazem udowodnić mają dla mnie podejrzaną konstrukcję
                            logiczną, dla której szkoda mi czasu. Spiskowa teoria dziejów to coś takiego, w
                            co można włożyć wszystko.
                            K: Bo jej nie rozumiesz, tylko krtykujesz za elitami, ktore nie chca, aby
                            reszta poznala mechanizmy wladzy i jej zdobywania...

                            K: Zobacz kto ostatnio dostal Nobla i jaki byl ich wklad w rozwoj nauki?
                            ** No, nie żartuj - prześledziłeś pochodzenie laureatów Nobla, porównałeś go z
                            pochodzeniem tych, którzy kandydowali, a nie dostali, a następnie porównałeś
                            dorobek naukowy tych czterech grup (np. indeksem cytowań ISI, lub liczbą
                            publikacji)??? Bo jak nie, to nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić, że
                            wierzysz...
                            K: Sam tego nie robilem, ale korzystam z wynikow badan innych osob. index
                            cytowan jest tez malo warty, bo w nauce licza sie tez znajomosci i antypatie.
                            czesto ten sam artykul mego piora byl odrzucany przez jedno pismo, a chetnie
                            wydrukowany przez inne, tylko dla tego, ze wyrazalem w nim takie, a nie inne
                            opinie o konkretnych osobach...

                            K: Przeciez fizyka stoi w miejscu od kilkudziesieciu lat - tworzy tylko nowe,
                            nieweryfikowlane hipotezy typu superstrun czy supergrawitacji, a cold fusion
                            jak nie bylo, tak nie ma, mimo wydanych miliardow USD w USA i b. ZSRR.
                            ** Jesteś fizykiem? Śledzisz to naprawdę na bieżąco? Łatwo powiedzieć - fizyka
                            stoi od kilkudziesięciu lat. Niestety nie jestem fizykiem, trudno mi rozmwiać o
                            szczegółach, ale śledząc choćby popularne doniesienia (Wiedza i Życie, Świat
                            Nauki, www.gazeta.pl), nie mam takiego wrażenia że fizyka stoi. Może byłoby
                            dobrze zobaczyć jak zmienia się liczba publikacji w róznych działach fizyki -
                            takie dane są dostępne w ISI, jeśli się ma tam dostęp. To mógłby byc miernik
                            tego, czy fizyka stoi, czy biegnie, czy też leży.
                            K: Ja mowie o weryfikowalnych wynikach tych badan. Sledze rozwoj fizyki, i
                            widze ten kompletny zastoj. Tu nie chodzi o nauke dla nauki, czyli zdobywania
                            stopni naukowych via ilosc publikacji, ale o konkertne wyniki badan, a takich
                            jest brak. Superstruny czy supergrawitacja to piekne teorie, ale
                            nieweryfikowalne z powodow glownie finasowych i technicznych...

                            K: Podobnie z lotami kosmicznymi, chemia (tylko nowe trucizny)
                            ** He, he - jasne, szczególnie eksplozja nowych pomysłów choćby na temat nowych
                            materiałów, które używam np. przy łowieniu ryb :-) Ale tez nie jestem
                            chemikiem. Jak dodasz, że i w biologii spisek Żydów spowodował zastój, to
                            chętnie popolemizuję :-)
                            K: Zydzi maja czesto ciekawe pomysly (Jedenkamien czyli Einstein), tego nie
                            neguje. Ale biologia idzie zdecydowanie w zlym kierunku: po co nam sztuczni
                            ludzie (klony), jak naturalni nie moga znalezc pracy?

                            K: i naukami spolecznymi (sprawa bezrobocia jest np. skrzetnie omijana przez
                            ekonomistow i wiekszosc socjologow, mimo ze jest de facto problemem nr 1
                            rowinietych gospodarek)...
                            ** A to już temat przede wszystkim polityki, a o niej też chyba nie ma sensu
                            mówić. Lepiej już kandydować i działać.
                            K: OK, poruszymy to pozniej...

                            K: Einstein byl judaista, stad wierzyl w jednego Boga, ktory wszystkim rzadzi,
                            i ktory wszystko kontroluje, stad przypadek nie mial miejsca w jego swiecie...
                            ** zaciekawiło mnie to. Nie znałem tego, ale spróbuję to sprawdzić.
                            K: Sprawdz! Einstein byl b. ciekawym czlowiekiem!

                            K: Zgoda, wiec czemu uczy sie religii w panstwowych szkolach i szkolach w
                            ogole?
                            ** Jestem temu także przeciwny, czemu dawałem wyraz niejednokrotnie, także na
                            www.gazeta.pl.
                            K: OK! :)

                            K: Przecież dzieci powinny miec dostep zarowno do szkolenia religijnego,
                            jak tez powinny byc uczone podstaw innych ideologii, w tym i ateizmu, aby jako
                            dorosle mogly swiadomie obrac swoj swiatopoglad. Wspolczesny system zas
                            dyskryminuje ateizm i nawet agnostycyzm. Porusze to po wejsciu Polski do UE.
                            ** Moim zdaniem to rodzice muszą mieć tu wiodącą rolę. Mogą wychowywać dzieci w
                            takim światopoglądzie w jakim chcą. I jak tak robię. Nie czuję presji. Państwo
                            powino dbać o rozdział kompetencji państwa i kościoła. Koscioły też winny mieć
                            możliwość prowadzenia własnych szkół, a religia powinna być nie w godzinach
                            lekcyjnych. To takie oczywiste, że chyba nie ma co tego rozwijać. Zresztą chyba
                            zgadzamy się co do tego.
                            K: Ogolnie tak... ;)
                            • fan_gazety Różności, ale veto przeciw etykietkom dla ludzi 20.04.04, 11:19
                              > K: To czemu podwazasz sens tej dyskusji?

                              ** Nie podważam sensu całej dyskusji. Chcę po prostu pokazać, że jest i inny
                              pogląd: o braku możliwości roztrzygnięcia. Ateizm to też wiara i jako taka też
                              nie wzbudza mojego zaufania.
                              >
                              > K: Niestety, ludzie dziela sie na tzw. narod wybrany i reszte,
                              > czyli gojow: nic dziwnego, ze syjonizm zostal uznany przez ONZ jako forma
                              > rasizmu...

                              ** Ludzie się "nie dzielą". To niektórzy ich tak dzielą. Ja nie chcę, bo każde
                              uogólnianie, przypinanie etykietek jest mi obce. Jednostka jest w centrum mojej
                              uwagi. Nie grupa.
                              >
                              > K: Bo jej nie rozumiesz, tylko krtykujesz za elitami, ktore nie chca, aby
                              > reszta poznala mechanizmy wladzy i jej zdobywania...

                              ** Jakimi elitami??? Ja krytykuję uogolnianie, które dzieli ludzi, którego nie
                              sposób udowodnić, bo jest zbyt pojemne. Mało frapujące. Jak i zdobywanie władzy
                              zresztą :-).

                              > K: Sam tego nie robilem, ale korzystam z wynikow badan innych osob.

                              ** Jakich? Podaj je, proszę - to naprawdę ciekawe.

                              > index
                              > cytowan jest tez malo warty, bo w nauce licza sie tez znajomosci i antypatie.

                              ** Liczą się, ale nie tylko. W to można wierzyć lub nie. Moim zdaniem ten, kto
                              w to wierzy, stawia się w przegranej pozycji, bo w pozycji ofiary.
                              Powiedziałbym tak, że owszem, znajomości są ważne, ale łatwiej o nie tym,
                              którzy mają pasję, dorobek i sukcesy. Indeks cytowań ma wiele wad (pisało o tym
                              np. Nature w cyklu artykułów), ale na razie nic lepszego nie wymyślono.

                              > czesto ten sam artykul mego piora byl odrzucany przez jedno pismo, a chetnie
                              > wydrukowany przez inne, tylko dla tego, ze wyrazalem w nim takie, a nie inne
                              > opinie o konkretnych osobach...

                              ** Zaraz, zaraz, mam na myśli artykuły naukowe, poruszające weryfikowalne
                              zagadnienia, a nie artykuły publicystyczne o czymś w kontekście oceniania
                              kogoś...
                              >
                              > K: Ja mowie o weryfikowalnych wynikach tych badan. Sledze rozwoj fizyki, i
                              > widze ten kompletny zastoj. Tu nie chodzi o nauke dla nauki, czyli zdobywania
                              > stopni naukowych via ilosc publikacji, ale o konkertne wyniki badan, a takich
                              > jest brak. Superstruny czy supergrawitacja to piekne teorie, ale
                              > nieweryfikowalne z powodow glownie finasowych i technicznych...

                              ** Pozostaje mi powiedzieć, ze rozumiem Twój punkt widzenia, ale wątpliwości
                              mam dalej.
                              >
                              > K: Zydzi maja czesto ciekawe pomysly (Jedenkamien czyli Einstein), tego nie
                              > neguje. Ale biologia idzie zdecydowanie w zlym kierunku: po co nam sztuczni
                              > ludzie (klony), jak naturalni nie moga znalezc pracy?

                              ** Powtórzę - rozmawianie o osiągnięciach nacji mnie nie interesuje. To nie
                              mój "świat" myśli.
                              Poza tym - wolność w prowadzeniu badań jest dla mnie wartością nadrzędną.
                              Klonowanie człowieka budzi jednak mój najwyższy opór i sprzeciw. Matomiast
                              zestawienie problemu klonowania z bezrobociem dla mniej jest drugorzędne i
                              karkołomne. Sprzeciwiam się klonowaniu człowieka ze względów etycznych, a nie
                              praktycznych. Natomiast biologia ma się rewelacyjnie dobrze. Zwłaszcza w dwóch
                              skrajnych skalach - makro (Zmiany globalne, podejście systemowe do Ziemi) i
                              mikro (biologia molekularna). Ale w skalach pośrednich tez się coś znajdzie :-)
                              >
                              >> K: Sprawdz! Einstein byl b. ciekawym czlowiekiem!
                              ** Spróbuję znaleźć czas...
                              • Gość: Kagan Re: Różności, ale veto przeciw etykietkom dla lud IP: 213.199.192.* 20.04.04, 17:16
                                fan_gazety napisał: K: To czemu podwazasz sens tej dyskusji?
                                ** Nie podważam sensu całej dyskusji. Chcę po prostu pokazać, że jest i inny
                                pogląd: o braku możliwości roztrzygnięcia. Ateizm to też wiara i jako taka też
                                nie wzbudza mojego zaufania.
                                K: Ile razy mam ci tlumaczyc, ze ateim to nie rodzaj wiary, ale jej totalna
                                negacja, oparta na naukowych (empirycznych) przeslankach... :(

                                K: Niestety, ludzie dziela sie na tzw. narod wybrany i reszte,
                                czyli gojow: nic dziwnego, ze syjonizm zostal uznany przez ONZ jako forma
                                rasizmu...
                                ** Ludzie się "nie dzielą". To niektórzy ich tak dzielą. Ja nie chcę, bo każde
                                uogólnianie, przypinanie etykietek jest mi obce. Jednostka jest w centrum mojej
                                uwagi. Nie grupa.
                                K: Czlowiek moze byc czlowiekiem tylko w spoleczenstwie...

                                K: Bo jej nie rozumiesz, tylko krtykujesz za elitami, ktore nie chca, aby
                                reszta poznala mechanizmy wladzy i jej zdobywania...
                                ** Jakimi elitami??? Ja krytykuję uogolnianie, które dzieli ludzi, którego nie
                                sposób udowodnić, bo jest zbyt pojemne. Mało frapujące. Jak i zdobywanie władzy
                                zresztą :-).
                                K: czyzby? poddajesz sie wiec woli zawodowych politykierow z lewa, prawa i
                                centrum?

                                K: Sam tego nie robilem, ale korzystam z wynikow badan innych osob.
                                ** Jakich? Podaj je, proszę - to naprawdę ciekawe.
                                K: To nie jest wyklad - poszukaj sam (uzyj np. GOOGLE.COM)

                                Index cytowan jest tez malo warty, bo w nauce licza sie tez znajomosci i antypat
                                ie.
                                ** Liczą się, ale nie tylko. W to można wierzyć lub nie. Moim zdaniem ten, kto
                                w to wierzy, stawia się w przegranej pozycji, bo w pozycji ofiary.
                                Powiedziałbym tak, że owszem, znajomości są ważne, ale łatwiej o nie tym,
                                którzy mają pasję, dorobek i sukcesy. Indeks cytowań ma wiele wad (pisało o tym
                                np. Nature w cyklu artykułów), ale na razie nic lepszego nie wymyślono.
                                K: Zle to swiadczy o nauce...

                                czesto ten sam artykul mego piora byl odrzucany przez jedno pismo, a chetnie
                                wydrukowany przez inne, tylko dla tego, ze wyrazalem w nim takie, a nie inne
                                opinie o konkretnych osobach...
                                ** Zaraz, zaraz, mam na myśli artykuły naukowe, poruszające weryfikowalne
                                zagadnienia, a nie artykuły publicystyczne o czymś w kontekście oceniania
                                kogoś...
                                K: To byly artykuly naukowe, w ktorych np. analizowalem wyniki badan
                                konkretnych osob...

                                K: Ja mowie o weryfikowalnych wynikach tych badan. Sledze rozwoj fizyki, i
                                widze ten kompletny zastoj. Tu nie chodzi o nauke dla nauki, czyli zdobywania
                                stopni naukowych via ilosc publikacji, ale o konkretne wyniki badan, a takich
                                jest brak. Superstruny czy supergrawitacja to piekne teorie, ale
                                nieweryfikowalne z powodow glownie finasowych i technicznych...
                                ** Pozostaje mi powiedzieć, ze rozumiem Twój punkt widzenia, ale wątpliwości
                                mam dalej.
                                k: OK!
                                K: Zydzi maja czesto ciekawe pomysly (Einstein), tego nie neguje. Ale biologia
                                idzie zdecydowanie w zlym kierunku: po co nam sztuczni ludzie (klony), jak
                                naturalni nie moga znalezc pracy?
                                ** Powtórzę - rozmawianie o osiągnięciach nacji mnie nie interesuje. To nie
                                mój "świat" myśli.
                                K: czemu sie tak ograniczasz? Boisz sie poznac pelna prawde?

                                Poza tym - wolność w prowadzeniu badań jest dla mnie wartością nadrzędną.
                                Klonowanie człowieka budzi jednak mój najwyższy opór i sprzeciw. Matomiast
                                zestawienie problemu klonowania z bezrobociem dla mniej jest drugorzędne i
                                karkołomne. Sprzeciwiam się klonowaniu człowieka ze względów etycznych, a nie
                                praktycznych. Natomiast biologia ma się rewelacyjnie dobrze. Zwłaszcza w dwóch
                                skrajnych skalach - makro (Zmiany globalne, podejście systemowe do Ziemi) i
                                mikro (biologia molekularna). Ale w skalach pośrednich tez się coś znajdzie :-)
                                K: A ja jestem przeciwko klonowaniu glownie ze wzgl. praktycznych. I co daje
                                nam postep biologii? Dzis zmarl moj tesc, bo lekarze nie potrafili rozpoznac
                                raka trzustki na czas, a badania robili mu co miesiac (prostata itp.)...

                                K: Sprawdz! Einstein byl b. ciekawym czlowiekiem!
                                ** Spróbuję znaleźć czas...
                                K: OK!
                                • fan_gazety Re: Różności, ale veto przeciw etykietkom dla lud 20.04.04, 20:12
                                  > K: Ile razy mam ci tlumaczyc, ze ateim to nie rodzaj wiary, ale jej totalna
                                  > negacja, oparta na naukowych (empirycznych) przeslankach... :(
                                  ** Ateizm zakłada, że Boga nie ma. "Ile razy mam Ci tłumaczyć :-), że to nic
                                  innego, jak właśnie wiara" :-))) Wiara, że Boga nie ma. Nauka nie zajmuje się
                                  testowaniem zjawisk opartych na wierze, jako czegoś co z definicji
                                  nietestowalnego.
                                  >
                                  > K: Czlowiek moze byc czlowiekiem tylko w spoleczenstwie...
                                  ** Odwieczna prawda :-) i co... ?
                                  >
                                  > K: czyzby? poddajesz sie wiec woli zawodowych politykierow z lewa, prawa i
                                  > centrum?
                                  ** Nudzi mnie polityka - coraz bardziej. Politykę się powinno "robić" a nie
                                  prawić o niej, chyba, że u cioci na imieninanch z braku ciekawszych tematów
                                  :-). Mnie "robienie" jej nie interesuje. Jest tyle ciekawszych zajęć...
                                  >
                                  > K: To nie jest wyklad - poszukaj sam (uzyj np. GOOGLE.COM)
                                  ** Zaraz zaraz , mówiłeś o "wynikach badań" ... Podaj te wyniki, a nie
                                  zasłaniaj się gugolem :-).
                                  >
                                  > K: Zle to swiadczy o nauce...
                                  ** Nic nie jest idealne...
                                  >
                                  > K: To byly artykuly naukowe, w ktorych np. analizowalem wyniki badan
                                  > konkretnych osob...
                                  ** Czyli że polemiki? No, ale jednak róznorodność zadziałała, bo jednak
                                  opublikowałeś. I chwała im.
                                  >
                                  > K: czemu sie tak ograniczasz? Boisz sie poznac pelna prawde?
                                  ** Nie, boję się krzywdzenia ludzi przypinaniem etykietek. To nie po mojemu.
                                  Ograniczaniem się jest właśnie traktowanie jednostek grupowo, bezimiennie.

                                  > K: A ja jestem przeciwko klonowaniu glownie ze wzgl. praktycznych. I co daje
                                  > nam postep biologii? Dzis zmarl moj tesc, bo lekarze nie potrafili rozpoznac
                                  > raka trzustki na czas, a badania robili mu co miesiac (prostata itp.)...
                                  ** Bardzo mi przykro. Wśród moich bliskich jest też kilka osób które zmarły na
                                  raka. To smutne. Szkoda więc, że w takich okoliczościach piszę o tym. Ale jeśli
                                  już sam to napisałeś, to odpowiem - np. śmiertelność noworodków: 3 na 1000
                                  urodzeń w Europie. To niebywale niski wskaźnik. Przecież nie ma potrzeby
                                  podawać tych wszystkich wskaźników, które pokazują jak wiele udało się dzięki
                                  biologii z medycyną zdziałać.
                                  • Gość: Kagan Re: Różności, ale veto przeciw etykietkom dla lud IP: *.e-loko.pl 21.04.04, 20:27
                                    fan_gazety napisał:
                                    K: Ile razy mam ci tlumaczyc, ze ateim to nie rodzaj wiary, ale jej totalna
                                    negacja, oparta na naukowych (empirycznych) przeslankach... :(
                                    ** Ateizm zakłada, że Boga nie ma. "Ile razy mam Ci tłumaczyć :-), że to nic
                                    innego, jak właśnie wiara" :-))) Wiara, że Boga nie ma. Nauka nie zajmuje się
                                    testowaniem zjawisk opartych na wierze, jako czegoś co z definicji
                                    nietestowalnego.
                                    K: Nie mozna udowodnic tylko istnienia Boga, zas dowodow na jego nieistnienie
                                    jest sporo, chocby istnienie extremalnego zla...

                                    K: Czlowiek moze byc czlowiekiem tylko w spoleczenstwie...
                                    ** Odwieczna prawda :-) i co... ?
                                    K: Ze pustelnicy byli zboczkami...

                                    K: czyzby? poddajesz sie wiec woli zawodowych politykierow z lewa, prawa i
                                    centrum?
                                    ** Nudzi mnie polityka - coraz bardziej. Politykę się powinno "robić" a nie
                                    prawić o niej, chyba, że u cioci na imieninanch z braku ciekawszych tematów
                                    :-). Mnie "robienie" jej nie interesuje. Jest tyle ciekawszych zajęć...
                                    K: OK!

                                    K: To nie jest wyklad - poszukaj sam (uzyj np. GOOGLE.COM)
                                    ** Zaraz zaraz , mówiłeś o "wynikach badań" ... Podaj te wyniki, a nie
                                    zasłaniaj się gugolem :-).
                                    K: To jest temat na osobne forum, kolego!

                                    K: Zle to swiadczy o nauce...
                                    ** Nic nie jest idealne...
                                    K: OK! Nawet Bog?

                                    K: To byly artykuly naukowe, w ktorych np. analizowalem wyniki badan
                                    konkretnych osob...
                                    ** Czyli że polemiki? No, ale jednak róznorodność zadziałała, bo jednak
                                    opublikowałeś. I chwała im.
                                    K: Tak, ale cenzura dzialala...

                                    K: czemu sie tak ograniczasz? Boisz sie poznac pelna prawde?
                                    ** Nie, boję się krzywdzenia ludzi przypinaniem etykietek. To nie po mojemu.
                                    Ograniczaniem się jest właśnie traktowanie jednostek grupowo, bezimiennie.
                                    K: Mowa byla o prawdzie...

                                    K: A ja jestem przeciwko klonowaniu glownie ze wzgl. praktycznych. I co daje
                                    nam postep biologii? Dzis zmarl moj tesc, bo lekarze nie potrafili rozpoznac
                                    raka trzustki na czas, a badania robili mu co miesiac (prostata itp.)...
                                    ** Bardzo mi przykro. Wśród moich bliskich jest też kilka osób które zmarły na
                                    raka. To smutne. Szkoda więc, że w takich okoliczościach piszę o tym. Ale jeśli
                                    już sam to napisałeś, to odpowiem - np. śmiertelność noworodków: 3 na 1000
                                    urodzeń w Europie. To niebywale niski wskaźnik. Przecież nie ma potrzeby
                                    podawać tych wszystkich wskaźników, które pokazują jak wiele udało się dzięki
                                    biologii z medycyną zdziałać.
                                    K: Nie medycynie, a dzieki postepowi techniki i zmniejseniu liczby noworodkow.
                                    • fan_gazety Udowadnianie nieistnienia łatwe nie jest... 22.04.04, 08:44
                                      K: Nie mozna udowodnic tylko istnienia Boga, zas dowodow na jego nieistnienie
                                      jest sporo, chocby istnienie extremalnego zla...

                                      ** To nie dowód, to jedynie przesłanka,
                                      Kłopot w tym, że:
                                      a) słuszna tylko wtedy, gdy uznać, że Bóg steruje całym światem, aby
                                      ekstremalnego zła nie było, i że jest to jednoznaczna oznaka istnienia Boga.
                                      Ale to nic innego znowu, jak myślenie "w kółko"
                                      b) Jak określić ekstremalne zło - a cóż to jest? Zamach 11.09 był, czy nie był.
                                      Dla mnie - tak, ale dla wielu, także w Polsce - nie.
                                      c) konstrukcja logiczna stwierdzenia, że czegoś "nie ma" jest mocno podejrzana,
                                      bo wystarczy, że tylko raz zaistnieje zdarzenie, że to coś "jest" i po
                                      twierdzeniu... Tylko jeden przypadek obala takie fundamentalne twierdzenie, że
                                      coś nie istnieje.

                                      A poza wszystkim - w Boga się wierzy, a nie udowadnia jego istnienie, i - choć
                                      to odległa mi koncepcja - akceptuje potrzebę wiary w Niego rożnych ludzi.
                                      Wydaje mi się, że na tym polega niezwykłość wiary. Że chce się w i e r z y ć.
                                      Nie udowadniać.

                                      K: Ze pustelnicy byli zboczkami...
                                      ** No tak, ale nie przestali być zapewne H. sapiens :-)

                                      K: To jest temat na osobne forum, kolego!
                                      ** Zgoda, ale... i tak to traktuję jako unikanie odpowiedzi, bo byłeś tak
                                      przekonany to tez związanych z Żydami w nauce i Noblach, że sądziłem, że to
                                      wiesz, a nie w to w i e r z y s z.

                                      K: OK! Nawet Bog?
                                      ** Ha, to pytanie nie do mnie. Określiłem już swój stosunek do Boga, prawda.
                                      Jeśli ktoś chce wierzyć, że jest idealny, to taki będzie. To tylko i aż wiara.

                                      K: Tak, ale cenzura dzialala...
                                      ** Coż powiedzieć - z cenzurą precz!

                                      K: Mowa byla o prawdzie...
                                      ** Nie, mowa była o przypisywaniu pewnych cech zachowania całym grupom ludzi.
                                      To obcy mi sposób układania sobie relacji z ludźmi.

                                      K: Nie medycynie, a dzieki postepowi techniki i zmniejseniu liczby noworodkow.
                                      ** Technika jest od wprowadzania osiągnieć nauk podstawowych w życie.
                                      Urządzenie do podtrzymywania życia wcześniaków nie mogłoby powstać, gdyby nie
                                      poznanie mechanizmów rządzacych oddychaniem i krążeniem, czyli właśnie gdyby
                                      nie odkrycia medycyny, żeby podać tylko bardzo obrazowy przykład. Technika jest
                                      transferem odkryć z dziedziny badan podstawowych w życie, i do biznesu...

                                      i zmniejseniu liczby noworodkow.
                                      ** Nie, śmiertelność noworodków ocenia się w przeliczeniu na liczbę urodzeń,
                                      najwygodniej na 1000. I nie ma znaczenia w jakim czasie te 1000 urodzeń
                                      następuje, czyli ile urodzeń w danym kraju jest w ciągu roku. Dlatego ten
                                      wskażnik służy do porównywania stanu medycyny (jako jeden z wielu) pomiędzy
                                      powiedzmy Kenią i Szwecją.







                                      K: Nie mozna udowodnic tylko istnienia Boga, zas dowodow na jego nieistnienie
                                      jest sporo, chocby istnienie extremalnego zla...
                                      ** To nie dowód, to jedynie przesłanka,
                                      Kłopot w tym, że:
                                      a) słuszna tylko wtedy, gdy uznać, że Bóg steruje całym światem, aby
                                      ekstremalnego zła nie było, i że jest to jednoznaczna oznaka istnienia Boga.
                                      Ale to nic innego znowu, jak myślenie "w kółko"
                                      b) Jak określić ekstremalne zło - a cóż to jest? Zamach 11.09 był, czy nie był.
                                      Dla mnie - tak, ale dla wielu, także w Polsce - nie.
                                      c) konstrukcja logiczna stwierdzenia, że czegoś "nie ma" jest mocno podejrzana,
                                      bo wystarczy, że tylko raz zaistnieje zdarzenie, że to coś "jest" i po
                                      twierdzeniu... Tylko jeden przypadek obala takie fundamentalne twierdzenie, że
                                      coś nie istnieje.

                                      A poza wszystkim - w Boga się wierzy, a nie udowadnia jego istnienie, i - choć
                                      to odległa mi koncepcja - akceptuje potrzebę wiary w Niego rożnych ludzi.
                                      Wydaje mi się, że na tym polega niezwykłość wiary. Że chce się w i e r z y ć.
                                      Nie udowadniać.

                                      K: Ze pustelnicy byli zboczkami...
                                      ** No tak, ale nie przestali być zapewne H. sapiens :-)

                                      K: To jest temat na osobne forum, kolego!
                                      ** Zgoda, ale... i tak to traktuję jako unikanie odpowiedzi, bo byłeś tak
                                      przekonany to tez związanych z Żydami w nauce i Noblach, że sądziłem, że to
                                      wiesz, a nie w i e r z y s z.

                                      K: OK! Nawet Bog?
                                      ** Ha, to pytanie nie do mnie. Określiłem już swój stosunek do Boga, prawda.
                                      Jeśli ktoś chce wierzyć, że jest idealny, to taki będzie. To tylko i aż wiara.

                                      K: Tak, ale cenzura dzialala...
                                      ** Coż powiedzieć - z cenzurą precz!

                                      K: Mowa byla o prawdzie...
                                      ** Nie, mowa była o przypisywaniu pewnych cech zachowania całym grupom ludzi.
                                      To obcy mi sposób układania sobie relacji z ludźmi.

                                      K: Nie medycynie, a dzieki postepowi techniki i zmniejseniu liczby noworodkow.
                                      ** Technika jest od wprowadzania osiągnieć nauk podstawowych w życie.
                                      Urządzenie do podtrzymywania życia wcześniaków nie mogłoby powstać, gdyby nie
                                      poznanie mechanizmów rządzacych oddychaniem i krążeniem, czyli właśnie gdyby
                                      nie odkrycia medycyny, żeby podać tylko bardzo obrazowy przykład. Technika jest
                                      transferem odkryć z dziedziny badan podstawowych w życie, i do biznesu...

                                      i zmniejseniu liczby noworodkow.
                                      ** Nie, śmiertelność noworodków ocenia się w przeliczeniu na liczbę urodzeń,
                                      najwygodniej na 1000. I nie ma znaczenia w jakim czasie te 1000 urodzeń
                                      następuje, czyli ile urodzeń w danym kraju jest w ciągu roku. Dlatego ten
                                      wskażnik służy do porównywania stanu medycyny (jako jeden z wielu) pomiędzy
                                      powiedzmy Kenią i Szwecją.







                                      • Gość: Kagan Re: Udowadnianie nieistnienia łatwe nie jest... IP: 80.51.235.* 23.04.04, 13:07
                                        K: Nie mozna udowodnic tylko istnienia Boga, zas dowodow na jego nieistnienie
                                        jest sporo, chocby istnienie extremalnego zla...
                                        ** To nie dowód, to jedynie przesłanka, Kłopot w tym, że:
                                        a) słuszna tylko wtedy, gdy uznać, że Bóg steruje całym światem, aby
                                        ekstremalnego zła nie było, i że jest to jednoznaczna oznaka istnienia Boga.
                                        K: Bog zdef. jest wszedzie, wie wszystko i moze wszystko, jest wiec za wszystko
                                        odpowiedzialny!

                                        Ale to nic innego znowu, jak myślenie "w kółko"
                                        K:???

                                        b) Jak określić ekstremalne zło - a cóż to jest? Zamach 11.09 był, czy nie był.
                                        Dla mnie - tak, ale dla wielu, także w Polsce - nie.
                                        K: Pomysl sobie wiec, ze Bog jako wszechmocny, moglby zalozyc dzis np. tysiace
                                        obozow a la Auschwitz - kto by mu tego zabronil?

                                        c) konstrukcja logiczna stwierdzenia, że czegoś "nie ma" jest mocno podejrzana,
                                        bo wystarczy, że tylko raz zaistnieje zdarzenie, że to coś "jest" i po
                                        twierdzeniu... Tylko jeden przypadek obala takie fundamentalne twierdzenie, że
                                        coś nie istnieje.
                                        K: Czekam na takie zdarzenie od lat...

                                        A poza wszystkim - w Boga się wierzy, a nie udowadnia jego istnienie, i - choć
                                        to odległa mi koncepcja - akceptuje potrzebę wiary w Niego rożnych ludzi.
                                        K: Ja tez, ale nie gdy mieszaja go do nauki, jak to widze na dzisiejszej
                                        konferencji w Poznaniu!

                                        Wydaje mi się, że na tym polega niezwykłość wiary. Że chce się w i e r z y ć.
                                        Nie udowadniać.
                                        K: OK, ale wiara to sprawa osobista, wiec czemu panstwo ja finasuje z moich
                                        podatkow?

                                        K: Ze pustelnicy byli zboczkami...
                                        ** No tak, ale nie przestali być zapewne H. sapiens :-)
                                        K: Byli zboczonymi hs

                                        K: To jest temat na osobne forum, kolego!
                                        ** Zgoda, ale... i tak to traktuję jako unikanie odpowiedzi, bo byłeś tak
                                        przekonany to tez związanych z Żydami w nauce i Noblach, że sądziłem, że to
                                        wiesz, a nie w to w i e r z y s z.
                                        K: Wiem, ale nie ma tu miejsca na dyskusje - zaloz osobny watek...

                                        K: OK! Nawet Bog?
                                        ** Ha, to pytanie nie do mnie. Określiłem już swój stosunek do Boga, prawda.
                                        Jeśli ktoś chce wierzyć, że jest idealny, to taki będzie. To tylko i aż wiara.
                                        K: OK, ale nie narzucaj jej innym, w ZADNY sposob!

                                        K: Tak, ale cenzura dzialala...
                                        ** Coż powiedzieć - z cenzurą precz!
                                        K: OK! :)

                                        K: Mowa byla o prawdzie...
                                        ** Nie, mowa była o przypisywaniu pewnych cech zachowania całym grupom ludzi.
                                        To obcy mi sposób układania sobie relacji z ludźmi.
                                        K: Znow za malo miejsca na wyjasnienia (post ma swoj limit w slowach)...

                                        K: Nie medycynie, a dzieki postepowi techniki i zmniejseniu liczby noworodkow.
                                        ** Technika jest od wprowadzania osiągnieć nauk podstawowych w życie.
                                        Urządzenie do podtrzymywania życia wcześniaków nie mogłoby powstać, gdyby nie
                                        poznanie mechanizmów rządzacych oddychaniem i krążeniem, czyli właśnie gdyby
                                        nie odkrycia medycyny, żeby podać tylko bardzo obrazowy przykład. Technika jest
                                        transferem odkryć z dziedziny badan podstawowych w życie, i do biznesu...

                                        i zmniejseniu liczby noworodkow.
                                        ** Nie, śmiertelność noworodków ocenia się w przeliczeniu na liczbę urodzeń,
                                        najwygodniej na 1000. I nie ma znaczenia w jakim czasie te 1000 urodzeń
                                        następuje, czyli ile urodzeń w danym kraju jest w ciągu roku. Dlatego ten
                                        wskażnik służy do porównywania stanu medycyny (jako jeden z wielu) pomiędzy
                                        powiedzmy Kenią i Szwecją.
                                        K: Tak, ale zauwaz korelacje miedzy spadkiem ilosci urodzen w PL, a
                                        smiertelnoscia noworodkow. Im mniej porodow, tym wiecej czasu i pieniedzy mozna
                                        przeznaczyc na 1 noworodka!
                                        Pozdr.
                                        • fan_gazety Znowu o dowodzenia nieistnienia, i nie tylko 23.04.04, 17:39
                                          Gość portalu: Kagan napisał(a):

                                          K: Bog zdef. jest wszedzie, wie wszystko i moze wszystko, jest wiec za wszystko
                                          odpowiedzialny!
                                          ** No tak, ale wierzący często mówią tak, że ta odpowdzialność nie
                                          jest "dosłowna". Czego ja zresztą sam niezbyt rozumiem :-) To się wg mnie do
                                          przeprowadzania "dowodów" nie nadaje.
                                          >
                                          > Ale to nic innego znowu, jak myślenie "w kółko"
                                          > K:???
                                          *** Wytłumaczę inaczej. Odnoszenie się do istnienia zła jako do dowodu na
                                          niestnienie Boga jest moim zdaniem wątpliwe logicznie, bo trudno ocenic
                                          jednoznacznie co jest złem, a co jest dobrem. To niestety bardzo częsta
                                          sytuacja wbrew poglądom wielu czarno-biało widzącym osobom. "Dobro" to pojęcie
                                          relatywne i dlatego trudno się do niego odnosić. Zło też bywa takie.
                                          >
                                          K: Pomysl sobie wiec, ze Bog jako wszechmocny, moglby zalozyc dzis np. tysiace
                                          obozow a la Auschwitz - kto by mu tego zabronil?

                                          ** Ja nie wiem, naprawdę... bo to nie mój świat myśli i dylematów. Ale wiem że
                                          wierzący tłumaczą to tak, że Bóg pewnie chciał cos nam w ten sposób pokazać. No
                                          i nie można odmówic im prawa do wiary w coś takiego. Jak i w Boga w ogóle.
                                          >
                                          K: Czekam na takie zdarzenie od lat...
                                          ** No właśnie - w tym rzecz... To, że wg Ciebie nic takiego nie było (bo dla
                                          wielu - wielokrotnie, prawda? Wierzą w to), nie oznacza że nie będzie. Nie ma
                                          żadnego znaczenia, czy to tysiąc lat nie było, czy milion, bo dla prawdy nie ma
                                          znaczenie prawdopodobieństwo (poparte tym, że czekasz juz tyle lat i nic),
                                          tylko pewien absolut, oderwany od pojęć "mniej"czy "bardziej" prawdopodobne.
                                          Dlatego własnie udowadnianie nieistnienia jest logicznie niemożliwe. Bo nie
                                          wiadomo: może kiedyś, może gdzieś... Nieistnienie to zatem jedynie stan, a nie
                                          uogólnienie.
                                          >
                                          K: Ja tez, ale nie gdy mieszaja go do nauki, jak to widze na dzisiejszej
                                          konferencji w Poznaniu!
                                          ** Dokładnie tak, Kaganie! Zgadzam się, że to ciężkie nieporozumienie. Co to za
                                          konferencja?

                                          K: OK, ale wiara to sprawa osobista, wiec czemu panstwo ja finasuje z moich
                                          podatkow?
                                          ** Jedziemy na tym samym wózku - dokładnie na tym samym jeśli chodzi o ten
                                          pogląd. Jestem przeciw finansowaniu działalności religijnych z publicznych
                                          pieniędzy. Neutralność państwa to dla mnie idea bardzo ważna. Konstytucja to
                                          zapewnia ;-)
                                          >
                                          K: Byli zboczonymi hs
                                          ** A co to jest zboczenie? Wiesz, że medycyna nie ma definicji zdrowia?
                                          Stan "zdrowie" jest określany przez negację - brak chorób :-). To dość zabawne.
                                          >
                                          K: Wiem, ale nie ma tu miejsca na dyskusje - zaloz osobny watek...
                                          ** Nie założę, bo temat dla mnie trzeciorzędny.

                                          K: OK, ale nie narzucaj jej innym, w ZADNY sposob!
                                          ** No, załamujesz mnie. Gdzie ja narzucam wiarę???? Komu???? Ja tylko cały czas
                                          mówię, że zaprzeczanie istnieniu Boga naukowo jest "nie na temat", bo Bóg nie
                                          jest tematem naukowym. Człowiek ma prawo wierzyć w różne rzeczy, np. w Boga.
                                          Ot, taka konstrukcja psychiczna.

                                          K: Znow za malo miejsca na wyjasnienia (post ma swoj limit w slowach)...
                                          ** Cóż - niech tak będzie.
                                          >
                                          K: Tak, ale zauwaz korelacje miedzy spadkiem ilosci urodzen w PL, a
                                          smiertelnoscia noworodkow. Im mniej porodow, tym wiecej czasu i pieniedzy mozna
                                          przeznaczyc na 1 noworodka!
                                          ** Jasne! Dzięki za tę uwagę. Pomijałem ten aspekt do tej pory. Jednak, gdyby
                                          nie było wiedzy w wyniku odkryć, to nawet zmniejszenie się liczby urodzeń i tak
                                          nic by nie dało. Tak więc zmniejszenie się liczby urodzeń jest jedynie
                                          czynnikiem sprzyjającym,a nie rozstrzygającym.
                                          Wzajemne pozdrowienia!

                                          • Gość: Kagan Re: Znowu o dowodzenia nieistnienia, i nie tylko IP: *.e-loko.pl 24.04.04, 20:14
                                            fan_gazety napisał:
                                            K: Bog z def. jest wszedzie, wie wszystko i moze wszystko, jest wiec za wszystko
                                            odpowiedzialny!
                                            ** No tak, ale wierzący często mówią tak, że ta odpowdzialność nie
                                            jest "dosłowna". Czego ja zresztą sam niezbyt rozumiem :-) To się wg mnie do
                                            przeprowadzania "dowodów" nie nadaje.
                                            K: A wiec odpowiada za swe czyny badz ich zaniechanie czy nie?

                                            Ale to nic innego znowu, jak myślenie "w kółko"
                                            K:???
                                            *** Wytłumaczę inaczej. Odnoszenie się do istnienia zła jako do dowodu na
                                            niestnienie Boga jest moim zdaniem wątpliwe logicznie, bo trudno ocenic
                                            jednoznacznie co jest złem, a co jest dobrem. To niestety bardzo częsta
                                            sytuacja wbrew poglądom wielu czarno-biało widzącym osobom. "Dobro" to pojęcie
                                            relatywne i dlatego trudno się do niego odnosić. Zło też bywa takie.
                                            K: A wiec, jak ja, jestes relatywista! :)

                                            K: Pomysl sobie wiec, ze Bog jako wszechmocny, moglby zalozyc dzis np. tysiace
                                            obozow a la Auschwitz - kto by mu tego zabronil?
                                            ** Ja nie wiem, naprawdę... bo to nie mój świat myśli i dylematów. Ale wiem że
                                            wierzący tłumaczą to tak, że Bóg pewnie chciał cos nam w ten sposób pokazać. No
                                            i nie można odmówic im prawa do wiary w coś takiego. Jak i w Boga w ogóle.
                                            K: Owszem, ale niech nie ubieraja tej absurdalnej wiary w naukowe
                                            przebrania... :(

                                            K: Czekam na takie zdarzenie od lat...
                                            ** No właśnie - w tym rzecz... To, że wg Ciebie nic takiego nie było (bo dla
                                            wielu - wielokrotnie, prawda? Wierzą w to), nie oznacza że nie będzie. Nie ma
                                            żadnego znaczenia, czy to tysiąc lat nie było, czy milion, bo dla prawdy nie ma
                                            znaczenie prawdopodobieństwo (poparte tym, że czekasz juz tyle lat i nic),
                                            tylko pewien absolut, oderwany od pojęć "mniej"czy "bardziej" prawdopodobne.
                                            K: Zrozum, ze Bog istnieje poza czasem i przestrzenia, a wiec jesli jest, to
                                            powinien dawac na kazdym kroku dowody swego istnienia...

                                            Dlatego własnie udowadnianie nieistnienia jest logicznie niemożliwe. Bo nie
                                            wiadomo: może kiedyś, może gdzieś... Nieistnienie to zatem jedynie stan, a nie
                                            uogólnienie.
                                            K: Empiria nam wyraznie mowi, ze boga nie ma...

                                            K: Ja tez, ale nie gdy mieszaja go do nauki, jak to widze na dzisiejszej
                                            konferencji w Poznaniu!
                                            ** Dokładnie tak, Kaganie! Zgadzam się, że to ciężkie nieporozumienie. Co to za
                                            konferencja?
                                            K: Media elektroniczne w edukacji...

                                            K: OK, ale wiara to sprawa osobista, wiec czemu panstwo ja finasuje z moich
                                            podatkow?
                                            ** Jedziemy na tym samym wózku - dokładnie na tym samym jeśli chodzi o ten
                                            pogląd. Jestem przeciw finansowaniu działalności religijnych z publicznych
                                            pieniędzy. Neutralność państwa to dla mnie idea bardzo ważna. Konstytucja to
                                            zapewnia ;-)
                                            K: Ale nie jest przestrzegana, podobnie jaki zapisy o prawie do pracy itp. :(

                                            K: Byli zboczonymi...
                                            ** A co to jest zboczenie? Wiesz, że medycyna nie ma definicji zdrowia?
                                            K: Ale zna def. zboczenia, np. kierowanie poedu plciowego na obiekty, ktore nie
                                            pozwalaja na kontynuacje gatunku...

                                            Stan "zdrowie" jest określany przez negację - brak chorób :-). To dość zabawne.
                                            K: medycyna jest wciaz na etapie sredniowiecza - np. raka trzustki leczy wciaz
                                            morfina...:(

                                            K: Wiem, ale nie ma tu miejsca na dyskusje - zaloz osobny watek...
                                            ** Nie założę, bo temat dla mnie trzeciorzędny.
                                            K: OK! ;)

                                            K: OK, ale nie narzucaj jej innym, w ZADNY sposob!
                                            ** No, załamujesz mnie. Gdzie ja narzucam wiarę???? Komu???? Ja tylko cały czas
                                            mówię, że zaprzeczanie istnieniu Boga naukowo jest "nie na temat", bo Bóg nie
                                            jest tematem naukowym. Człowiek ma prawo wierzyć w różne rzeczy, np. w Boga.
                                            Ot, taka konstrukcja psychiczna.
                                            K: Tyle, ze ulomna... :(

                                            K: Znow za malo miejsca na wyjasnienia (post ma swoj limit w slowach)...
                                            ** Cóż - niech tak będzie.
                                            K: OK!

                                            K: Tak, ale zauwaz korelacje miedzy spadkiem ilosci urodzen w PL, a
                                            smiertelnoscia noworodkow. Im mniej porodow, tym wiecej czasu i pieniedzy mozna
                                            przeznaczyc na 1 noworodka!
                                            ** Jasne! Dzięki za tę uwagę. Pomijałem ten aspekt do tej pory. Jednak, gdyby
                                            nie było wiedzy w wyniku odkryć, to nawet zmniejszenie się liczby urodzeń i tak
                                            nic by nie dało. Tak więc zmniejszenie się liczby urodzeń jest jedynie
                                            czynnikiem sprzyjającym,a nie rozstrzygającym.
                                            K: OK, ale b. waznym czynnikiem!
                                            Wzajemne pozdrowienia!
                                            K: NAWZAJEM! :)
                                            • fan_gazety Re: Znowu o dowodzenia nieistnienia, i nie tylko 24.04.04, 22:44

                                              K: A wiec odpowiada za swe czyny badz ich zaniechanie czy nie?
                                              ** :-) Nie wiem. To nie moja "działka" :-) Nie mogę przecież mówić o
                                              zachowywaniu się zjawiska, w które trzeba uwierzyć, lub nie, co jest mi obce.To
                                              ponad moje siły...

                                              K: A wiec, jak ja, jestes relatywista! :)
                                              ** A kto nie jest - po przekroczeniu pewnego wieku :-) ? A może i od urodzenia?
                                              Jak można przeżyć nie będąc relatywistą?

                                              K: Owszem, ale niech nie ubieraja tej absurdalnej wiary w naukowe
                                              przebrania... :(
                                              ** Będę jednak bronił prawa do wiary. Bo to jeden z przejawów wolności. Dlatego
                                              razi mnie to "absurdalność wiary". Osobiście daleki jestem od oceniania wiary i
                                              w ogóle postaw innych ludzi, dopóki nie łamią prawa, lub norm obyczajowych. Ale
                                              będę się sprzeciwiał ubieraniu jej w naukowe przebrania. To jasne.

                                              K: Zrozum, ze Bog istnieje poza czasem i przestrzenia, a wiec jesli jest, to
                                              powinien dawac na kazdym kroku dowody swego istnienia...
                                              ** No, chyba... Ale ja w tych wszelakich zawiłościach wiary nie jestem mocny.
                                              Nie wiem więc, co Bóg powinien, a co nie. On chyba nic nie powinien, w
                                              założeniach wiary chrześcijańskiej. Wróćmy do meritum - dla wielu daje on
                                              świadectwo swego istnienia. Dla Ciebie - nie. Bo oni wierza, Ty - nie. Jeszcze
                                              raz z uporem maniaka powtórzę - Bóg nie jest obiektem weryfikowalnym naukowo.
                                              Jest obiektem wiary. Przykładanie do tego zjawiska miarki naukowej jest po
                                              prostu chybione, co przecież sam parę linijek wyżej napisałeś!

                                              K: Empiria nam wyraznie mowi, ze boga nie ma...
                                              ** Empiria nic nie mówi o tym. Będę uparty :-). Empirią się spraw wiary nijak
                                              "ugryźć" nie da. To słabość empirii ale i siła, bo nie łatwo zejść na manowce.
                                              Ale jeśli to Cię nie przekonuje, to wygląda na to, że już tu się nie
                                              porozumiemy, bo - zdaje się - obaj powielamy argumenty.

                                              K: Media elektroniczne w edukacji...
                                              ** O kurcze, i nawet w takiej tematyce znalazł się czas i dobre okoliczności,
                                              by propagować naukowe spojrzenie na Boga? :-) No, ciekawe, ciekawe.

                                              K: Ale nie jest przestrzegana, podobnie jaki zapisy o prawie do pracy itp. :(
                                              ** Niestety tak, ale trzeba się o to starać - spokojnie i cierpliwie. Gdzie się
                                              da.

                                              K: Ale zna def. zboczenia, np. kierowanie poedu plciowego na obiekty, ktore nie
                                              pozwalaja na kontynuacje gatunku...
                                              ** Wybacz, ale już właściwie nie wiem dokąd w tym pod-wątku zmierzamy, he, he.
                                              Bo zaczęliśmy od podziałów ludzi na grupy, a potem...co? Już się pogubiłem.

                                              K: medycyna jest wciaz na etapie sredniowiecza - np. raka trzustki leczy wciaz
                                              morfina...:(
                                              ** Rozumiem, że piszesz o bezradności medycyny przy leczeniu nowotworów
                                              trzustki, tak? No, faktycznie - pozostaje u większości pacjentów zwalczanie
                                              bólu. To bardzo przykre. Ale jednocześnie - postęp jest przecież kolosalny. W
                                              średniowieczu, czyli przed odkryciem antybiotyków, średnia długość życia
                                              wynosiła 35 lat... Potrafimy leczyć coraz więcej chorób, udaje sie powstrzymać
                                              wiele odmian raka, itd. Nie wiem jak można uzasadnić, że medycyna jest na
                                              etapie średniowiecza.

                                              K: Tyle, ze ulomna... :(
                                              ** Masz prawo wierzyć że jest ułomna. Ale tylko wierzyć :-) .
                                              • abstrakt2003 Mała uwaga do waszego dyskursu panowie. 25.04.04, 07:55
                                                Mówiąc o postawie i odpowiedzialości Boga, a także o pochodzeniu zła nie
                                                wzięliście pod uwagę WOLNEJ WOLI.
                                                Jeśli Bóg obdarzył człowieka wolną wolą to:
                                                1) człowiek musi mieć prawo do czynienia zła (inaczej nie było by mowy o wolnej
                                                woli)
                                                2) Bóg nie może interweniować w życie ludzkie (każda taka czynna interwencja
                                                łamała by czyjąś wolną wolę)
                                                To tyle.
                                                • Gość: Kagan Re: Mała uwaga do waszego dyskursu panowie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.04, 10:30
                                                  abstrakt2003 napisał: Mówiąc o postawie i odpowiedzialości Boga, a także o
                                                  pochodzeniu zła nie wzięliście pod uwagę WOLNEJ WOLI.
                                                  Jeśli Bóg obdarzył człowieka wolną wolą to: 1) człowiek musi mieć prawo do
                                                  czynienia zła (inaczej nie było by mowy o wolnej woli)
                                                  K: Wolna wola to fikcja, albowiem danie wolnej woli czlowiekowi, odbieralo by
                                                  wszechmoc Bogu (Bog nie bylby juz dluzej Panem kazdego stworzenia w kazdej
                                                  chwili i w kazdym miejscu)...

                                                  2) Bóg nie może interweniować w życie ludzkie (każda taka czynna interwencja
                                                  łamała by czyjąś wolną wolę)
                                                  K: A wiec nie moze byc wszechmocny, jak mu ktos (Bog wyzszego rzedu) albo cos
                                                  (Prawa rzadzace Bogiem) odebralo mozliwosc tej interwencji...
                                                  Jak widzicie, idea Boga jest sprzeczna sama w sobie... :(
                                                  Pozdr.
                                                  • abstrakt2003 Piękny paradoks więc mamy :) 25.04.04, 10:53
                                                    Jeśli Bóg jest wszechmocny to może dać człowiekowi wolną wolę, w przecinym
                                                    razie nie byłby wszechmocny.
                                                    P.S.
                                                    Czy odbierasz wszechmocnemu Bogu prawo od samoograniczenia się?
                                                  • Gość: Kagan n-ty Re: Piękny paradoks więc mamy :) IP: *.e-loko.pl 25.04.04, 18:56
                                                    abstrakt2003 napisał: Jeśli Bóg jest wszechmocny to może dać człowiekowi wolną
                                                    wolę, w przeciwnym razie nie byłby wszechmocny.
                                                    P.S.
                                                    Czy odbierasz wszechmocnemu Bogu prawo od samoograniczenia się?
                                                    K: Oto piekny paradox, ktory udowadnia, ze Bog nie moze istniec: albo jest
                                                    wszechmocny i wtedy ludzie nie maja wolnej woli i sa tylko bezwolnymi
                                                    kukielkami, albo tez Bog samograniczajac sie, przestaje byc wszechmocnym, a
                                                    wiec przestaje byc Bogiem... A jesli jest wszechmocny, to po co mu tworzyc w
                                                    tzw. realu kukielki zwane ludzmi, skoro i tak z gory wie, jaki bedzie wynik
                                                    tego niepotrzebnego experymentu. A wiec dochodzimy do wniosku, ze Boga nie ma,
                                                    skoro mamy wolna wole... :( Jedno wyklucza bowiem drugie (wolna wola Boga),
                                                    a nasze istnienie jako bezwolne kukly nie ma sensu z punktu widzenia zasady
                                                    Ockhamowskiej, a przeciez Bog nie bedzie robil zbednych, nieoptymalnych
                                                    rzeczy... ;)
                                                    Pozdr.
                                                  • abstrakt2003 Re: Piękny paradoks więc mamy :) 25.04.04, 21:17
                                                    To że Bóg sam się ograniczył nie oznacza że przestał być wszechmocny.
                                                    Poza tym cóż jest wart prawodawca który łamie reguły przez siebie określone.

                                                    P.S.
                                                    Wreszcie uśmiech się pojawił na obliczu ateisty - Bogu niech będą dzięki :)))
                                                  • abstrakt2003 Jescze jedno... 25.04.04, 10:58
                                                    K: Wolna wola to fikcja
                                                    *****************************
                                                    Chyba tak nie myślisz. W przeciwnym razie byłbyś zwolennikiem przeznaczenia...
                                                  • Gość: Kagan Re: Jescze jedno... IP: *.e-loko.pl 25.04.04, 18:50
                                                    Tak mysle: wolna wola to fikcja, jesli zalozymy istnienie jakiegos wyzszego od
                                                    nas, wszechpoteznego bytu... Popytaj zreszta Muzulmanow, co oni sadza o wolnej
                                                    woli w swietle wszechmocy Allacha...
                                                • fan_gazety Re: Mała uwaga do waszego dyskursu panowie. 25.04.04, 13:58
                                                  Mówiąc o postawie i odpowiedzialości Boga, a także o pochodzeniu zła nie
                                                  wzięliście pod uwagę WOLNEJ WOLI.

                                                  Jeśli Bóg obdarzył człowieka wolną wolą to:
                                                  1) człowiek musi mieć prawo do czynienia zła (inaczej nie było by mowy o wolnej
                                                  woli)
                                                  2) Bóg nie może interweniować w życie ludzkie (każda taka czynna interwencja
                                                  łamała by czyjąś wolną wolę)
                                                  To tyle.

                                                  ** Dzięki za tę uwagę. Dla mnie oznacza ona zbieżność z moim wrażeniem, że przy
                                                  pomocy odpowiedniego podejścia do dogmatów wiary można uzasadnić dokładnie
                                                  każde zdarzenie. W ten, czy inny sposób - zawsze znajdując w tym "rękę Boga",
                                                  jeśli się w niego wierzy. To dla mnie dodatkowy argument za tym, by nie
                                                  przykładać miarek racjonalnych do kwestii istnienia Boga. To kwestia jedynie
                                                  wiary.
                                              • Gość: Kagan Re: Znowu o dowodzenia nieistnienia, i nie tylko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.04, 10:44
                                                K: A wiec Bog odpowiada za swe czyny badz ich zaniechanie czy nie?
                                                ** :-) Nie wiem. To nie moja "działka" :-) Nie mogę przecież mówić o
                                                zachowywaniu się zjawiska, w które trzeba uwierzyć, lub nie, co jest mi obce.To
                                                ponad moje siły...
                                                K: A wiec kapitulujesz - wierzysz w cos, czego nie mozesz pojac: credo, quia
                                                absurdum est (Terulianus, jeden z tzw. ojcow kosciola)...

                                                K: A wiec, jak ja, jestes relatywista! :)
                                                ** A kto nie jest - po przekroczeniu pewnego wieku :-) ? A może i od urodzenia?
                                                K: OK! Nic w tym zlego!

                                                - Jak można przeżyć nie będąc relatywistą?
                                                K: Nie wiem, bo jestem relatywista od chwili, gdy posiadlem swiadomosc swego
                                                istnienia...

                                                K: Owszem, ale niech nie ubieraja tej absurdalnej wiary w naukowe
                                                przebrania... :(
                                                ** Będę jednak bronił prawa do wiary. Bo to jeden z przejawów wolności. Dlatego
                                                razi mnie to "absurdalność wiary". Osobiście daleki jestem od oceniania wiary i
                                                w ogóle postaw innych ludzi, dopóki nie łamią prawa, lub norm obyczajowych. Ale
                                                będę się sprzeciwiał ubieraniu jej w naukowe przebrania. To jasne.
                                                K: Ja nikomu nie chce zabraniac wiary, tylko jej propagowania (jak Bog istnieje
                                                i zechce aby X wierzyl, to sam do niego przyjdzie) i nie pozwalam na mieszanie
                                                wiary do nauki, bo nauka na tym tylko cierpi...

                                                K: Zrozum, ze Bog istnieje poza czasem i przestrzenia, a wiec jesli jest, to
                                                powinien dawac na kazdym kroku dowody swego istnienia...
                                                ** No, chyba... Ale ja w tych wszelakich zawiłościach wiary nie jestem mocny.
                                                Nie wiem więc, co Bóg powinien, a co nie. On chyba nic nie powinien, w
                                                założeniach wiary chrześcijańskiej. Wróćmy do meritum - dla wielu daje on
                                                świadectwo swego istnienia. Dla Ciebie - nie. Bo oni wierza, Ty - nie. Jeszcze
                                                raz z uporem maniaka powtórzę - Bóg nie jest obiektem weryfikowalnym naukowo.
                                                K: Jest, poniewaz jesli istnieje i jest Panem Wszystkiego, to na kazdym kroku
                                                powinny byc empiryczne dowody jego istnienia! Przeciez nie powiesz, ze on sie
                                                wstydzi samego siebie?

                                                - Jest obiektem wiary. Przykładanie do tego zjawiska miarki naukowej jest po
                                                prostu chybione, co przecież sam parę linijek wyżej napisałeś!
                                                K: Zgoda, ale co robia w takim razie wydzialy teologii na panstwowych
                                                uniwersytetach, wydzialy finansowane z moich podatkow? Czemu panstwo nie
                                                finansuje mojej wiary w Sierotke Marysie i 12 Krasnoludkow, a finansuje wiare w
                                                zydowskie bozki typu Jahwe i Jeszua?

                                                K: Empiria nam wyraznie mowi, ze boga nie ma...
                                                ** Empiria nic nie mówi o tym. Będę uparty :-). Empirią się spraw wiary nijak
                                                "ugryźć" nie da. To słabość empirii ale i siła, bo nie łatwo zejść na manowce.
                                                Ale jeśli to Cię nie przekonuje, to wygląda na to, że już tu się nie
                                                porozumiemy, bo - zdaje się - obaj powielamy argumenty.
                                                K: P. wyzej - czemu brak empirycznych dowodow na istnienie Boga?

                                                K: Media elektroniczne w edukacji...
                                                ** O kurcze, i nawet w takiej tematyce znalazł się czas i dobre okoliczności,
                                                by propagować naukowe spojrzenie na Boga? :-) No, ciekawe, ciekawe.
                                                K: Niestety, w edukacji pracuje sporo ksiezy katolickich, i oni uzyli te
                                                konferencje na propagande swych zydowskich zabobonow. Mysle, ze ludzie z USA i
                                                UE przyjechali glownie po to aby analizowac te ingerencje religii w nauke na
                                                przykladzie Polski... :(

                                                K: Ale nie jest przestrzegana, podobnie jaki zapisy o prawie do pracy itp. :(
                                                ** Niestety tak, ale trzeba się o to starać - spokojnie i cierpliwie. Gdzie się
                                                da.
                                                K: OK! :)

                                                K: Ale zna def. zboczenia, np. kierowanie popedu plciowego na obiekty, ktore nie
                                                pozwalaja na kontynuacje gatunku...
                                                ** Wybacz, ale już właściwie nie wiem dokąd w tym pod-wątku zmierzamy, he, he.
                                                Bo zaczęliśmy od podziałów ludzi na grupy, a potem...co? Już się pogubiłem.
                                                K: Chodzi mi o to, ze ksiadz zyjacy w celibacie to zboczeniec sexualny, a
                                                zyjacy z konkubina to zas zwykly oszust (choc wole oszusta od zboczka)...

                                                K: medycyna jest wciaz na etapie sredniowiecza - np. raka trzustki leczy wciaz
                                                morfina...:(
                                                ** Rozumiem, że piszesz o bezradności medycyny przy leczeniu nowotworów
                                                trzustki, tak? No, faktycznie - pozostaje u większości pacjentów zwalczanie
                                                bólu. To bardzo przykre. Ale jednocześnie - postęp jest przecież kolosalny. W
                                                średniowieczu, czyli przed odkryciem antybiotyków, średnia długość życia
                                                wynosiła 35 lat... Potrafimy leczyć coraz więcej chorób, udaje sie powstrzymać
                                                wiele odmian raka, itd. Nie wiem jak można uzasadnić, że medycyna jest na
                                                etapie średniowiecza.
                                                K: Bo jest - juz w starozytnym Egipcie robiono skomplikowane operacje. Pozorny
                                                postep w medycynie to postep chemii (leki) i fizyki (rentgeny, skanery itp.)
                                                oraz postep ekonomiczny, pozwalajacy na lepsze warunki leczenia...

                                                K: Tyle, ze ulomna... :(
                                                ** Masz prawo wierzyć że jest ułomna. Ale tylko wierzyć :-) .
                                                K: Nie, ja to wiem na podstawie dowodow empirycznych...
                                                Pozdr.
                                                • fan_gazety Re: Znowu o dowodzenia nieistnienia, i nie tylko 25.04.04, 19:26
                                                  K: A wiec kapitulujesz - wierzysz w cos, czego nie mozesz pojac: credo, quia
                                                  absurdum est (Terulianus, jeden z tzw. ojcow kosciola)...
                                                  ** To nie kapitulacja! Byłaby wtedy gdybym wierzył. To w takim razie wyjaśnij
                                                  mi - w co ja wierze wg Ciebie?? Nie dość jasno napisałem ciut wyżej?

                                                  K: Ja nikomu nie chce zabraniac wiary, tylko jej propagowania (jak Bog istnieje
                                                  i zechce aby X wierzyl, to sam do niego przyjdzie) i nie pozwalam na mieszanie
                                                  wiary do nauki, bo nauka na tym tylko cierpi...
                                                  ** Wolność oznacza także swobodę w propagowaniu swoich idei - oczywiście nie
                                                  publicznymi siłami i pieniędzmi. Równie dobrze Tobie można by zabronić
                                                  propagowania ateizmu :-).

                                                  K: Jest, poniewaz jesli istnieje i jest Panem Wszystkiego, to na kazdym kroku
                                                  powinny byc empiryczne dowody jego istnienia! Przeciez nie powiesz, ze on sie
                                                  wstydzi samego siebie?
                                                  ** O Bogu, w sensie jego cech, właściwości zachowań itp.) ta ja naprawdę nic
                                                  nie powiem. Nie jestem właściwą osobą :-). To dla mnie temat poznawczo
                                                  zamknięty, jako oparty na wierze lub niewierze. Już pisałem o tym. Natomiast
                                                  temat stosunku ludzi do wiary w niego - już nie, bo od niego zależą stosunki
                                                  wśród ludzi. I dlatego sobie tu pisuję :-). Powtórzę postulat - chyba już obaj
                                                  nic nowego nie wymyślimy w dziedzinie "udowadniania nieistnienia Boga", więc
                                                  może już to sobie odpuścimy. Jeśli widziałbym nowe możliwości, można by jeszcze
                                                  pogadać. Ale osobiście takich nie widzę - ani z mojej, ani z Twojej strony.


                                                  - Jest obiektem wiary. Przykładanie do tego zjawiska miarki naukowej jest po
                                                  prostu chybione, co przecież sam parę linijek wyżej napisałeś!
                                                  K: Zgoda, ale co robia w takim razie wydzialy teologii na panstwowych
                                                  uniwersytetach, wydzialy finansowane z moich podatkow? Czemu panstwo nie
                                                  finansuje mojej wiary w Sierotke Marysie i 12 Krasnoludkow, a finansuje wiare w
                                                  zydowskie bozki typu Jahwe i Jeszua?
                                                  ** No, już też na ten temat znamy swoje poglądy, prawda? Są zgodne.

                                                  K: P. wyzej - czemu brak empirycznych dowodow na istnienie Boga?
                                                  ** Znowu powielasz pytanie. Brak dowodów istnienia nie oznacza nieistnienia,
                                                  Już to przerobiliśmy.

                                                  K: Niestety, w edukacji pracuje sporo ksiezy katolickich, i oni uzyli te
                                                  konferencje na propagande swych zydowskich zabobonow. Mysle, ze ludzie z USA i
                                                  UE przyjechali glownie po to aby analizowac te ingerencje religii w nauke na
                                                  przykladzie Polski... :(
                                                  ** :-) Jakie wnioski z tej koneferencji? Jest gdzieś coś w necie na ten temat?

                                                  K: Chodzi mi o to, ze ksiadz zyjacy w celibacie to zboczeniec sexualny, a
                                                  zyjacy z konkubina to zas zwykly oszust (choc wole oszusta od zboczka)...
                                                  ** Aaa. Ale nie akceptuję poglądu, że celibat to zboczenie. Nie wszyscy muszą
                                                  się rozmnażać ;-)

                                                  K: Bo jest - juz w starozytnym Egipcie robiono skomplikowane operacje. Pozorny
                                                  postep w medycynie to postep chemii (leki) i fizyki (rentgeny, skanery itp.)
                                                  oraz postep ekonomiczny, pozwalajacy na lepsze warunki leczenia...
                                                  ** Staram się zroumieć Twój pogląd. Przychodzi mi to z trudem. Być może
                                                  medycyna jest dla Ciebie tożsama z anatomią, morfologią, fizjologią klasyczną.
                                                  I dlatego krytycznie podchodzisz do postepów medycyny. Jednak obecnie
                                                  "lokomotywy" medycyny to w dużej mierze biologia molekularna, cytofizjologia i
                                                  genetyka. Cóż w tym złego, że medycyna integruje różne nauki? Nie ona jedna. To
                                                  nie zmienia faktu, że rozwój tak rozumianej medycyny jest szaleńczy (oo, np.
                                                  inżynieria tkankowa, inżynieria genetyczna, to mało?)

                                                  K: Nie, ja to wiem na podstawie dowodow empirycznych...
                                                  ** Jasne. Ale ta wiedza nie podlega empirii. No ale znowu sie powtarzamy... :-)



                                                  • Gość: CGN Re: Znowu o dowodzenia nieistnienia, i nie tylko IP: *.e-loko.pl 25.04.04, 19:45
                                                    K: A wiec kapitulujesz - wierzysz w cos, czego nie mozesz pojac: credo, quia
                                                    absurdum est (Terulianus, jeden z tzw. ojcow kosciola)...
                                                    ** To nie kapitulacja! Byłaby wtedy gdybym wierzył. To w takim razie wyjaśnij
                                                    mi - w co ja wierze wg Ciebie?? Nie dość jasno napisałem ciut wyżej?
                                                    K: Ale bronisz religiantow i ich nieracjonalne poglady... ;)

                                                    K: Ja nikomu nie chce zabraniac wiary, tylko jej propagowania (jak Bog istnieje
                                                    i zechce aby X wierzyl, to sam do niego przyjdzie) i nie pozwalam na mieszanie
                                                    wiary do nauki, bo nauka na tym tylko cierpi...
                                                    ** Wolność oznacza także swobodę w propagowaniu swoich idei - oczywiście nie
                                                    publicznymi siłami i pieniędzmi. Równie dobrze Tobie można by zabronić
                                                    propagowania ateizmu :-).
                                                    K: Ja to robie za swoje pieniadze, a nie jak czarni za pieniadze podatnikow!

                                                    K: Jest, poniewaz jesli istnieje i jest Panem Wszystkiego, to na kazdym kroku
                                                    powinny byc empiryczne dowody jego istnienia! Przeciez nie powiesz, ze on sie
                                                    wstydzi samego siebie?
                                                    ** O Bogu, w sensie jego cech, właściwości zachowań itp.) ta ja naprawdę nic
                                                    nie powiem. Nie jestem właściwą osobą :-). To dla mnie temat poznawczo
                                                    zamknięty, jako oparty na wierze lub niewierze. Już pisałem o tym. Natomiast
                                                    temat stosunku ludzi do wiary w niego - już nie, bo od niego zależą stosunki
                                                    wśród ludzi. I dlatego sobie tu pisuję :-). Powtórzę postulat - chyba już obaj
                                                    nic nowego nie wymyślimy w dziedzinie "udowadniania nieistnienia Boga", więc
                                                    może już to sobie odpuścimy. Jeśli widziałbym nowe możliwości, można by jeszcze
                                                    pogadać. Ale osobiście takich nie widzę - ani z mojej, ani z Twojej strony.
                                                    K: Ten watek jest o negatywnym wplywie wiary na nauke!

                                                    - Jest obiektem wiary. Przykładanie do tego zjawiska miarki naukowej jest po
                                                    prostu chybione, co przecież sam parę linijek wyżej napisałeś!
                                                    K: Zgoda, ale co robia w takim razie wydzialy teologii na panstwowych
                                                    uniwersytetach, wydzialy finansowane z moich podatkow? Czemu panstwo nie
                                                    finansuje mojej wiary w Sierotke Marysie i 12 Krasnoludkow, a finansuje wiare w
                                                    zydowskie bozki typu Jahwe i Jeszua?
                                                    ** No, już też na ten temat znamy swoje poglądy, prawda? Są zgodne.
                                                    K: OK! :)

                                                    K: P. wyzej - czemu brak empirycznych dowodow na istnienie Boga?
                                                    ** Znowu powielasz pytanie. Brak dowodów istnienia nie oznacza nieistnienia,
                                                    Już to przerobiliśmy.
                                                    K: Do czasu jej udowodnienia, hipoteza jest wciaz tylko hipoteza...

                                                    K: Niestety, w edukacji pracuje sporo ksiezy katolickich, i oni uzyli te
                                                    konferencje na propagande swych zydowskich zabobonow. Mysle, ze ludzie z USA i
                                                    UE przyjechali glownie po to aby analizowac te ingerencje religii w nauke na
                                                    przykladzie Polski... :(
                                                    ** :-) Jakie wnioski z tej konferencji? Jest gdzieś coś w necie na ten temat?
                                                    K: Chyba tak - poszukaj pod UMK w Poznaniu, tytul chyba "media a edukacja",
                                                    zakonczyla sie ona wczoraj w sobote...

                                                    K: Chodzi mi o to, ze ksiadz zyjacy w celibacie to zboczeniec sexualny, a
                                                    zyjacy z konkubina to zas zwykly oszust (choc wole oszusta od zboczka)...
                                                    ** Aaa. Ale nie akceptuję poglądu, że celibat to zboczenie. Nie wszyscy muszą
                                                    się rozmnażać ;-)
                                                    K: Ale jak ktos swiadomie postepuje wbrew naturze?

                                                    K: Bo jest - juz w starozytnym Egipcie robiono skomplikowane operacje. Pozorny
                                                    postep w medycynie to postep chemii (leki) i fizyki (rentgeny, skanery itp.)
                                                    oraz postep ekonomiczny, pozwalajacy na lepsze warunki leczenia...
                                                    ** Staram się zroumieć Twój pogląd. Przychodzi mi to z trudem. Być może
                                                    medycyna jest dla Ciebie tożsama z anatomią, morfologią, fizjologią klasyczną.
                                                    I dlatego krytycznie podchodzisz do postepów medycyny. Jednak obecnie
                                                    "lokomotywy" medycyny to w dużej mierze biologia molekularna, cytofizjologia i
                                                    genetyka. Cóż w tym złego, że medycyna integruje różne nauki? Nie ona jedna. To
                                                    nie zmienia faktu, że rozwój tak rozumianej medycyny jest szaleńczy (oo, np.
                                                    inżynieria tkankowa, inżynieria genetyczna, to mało?)
                                                    K: Ale efekty sa marne, bo mp. taki dosc powszechny srak trzustki jest
                                                    wykrywany dopiero wtedy, gdy jest nieuleczalny... Gdyby mechanik samochodowy
                                                    wiedzial tylko tyle o samochodach co lekarz o czlowieku, to by szybko
                                                    zbankrutowal... ;)

                                                    K: Nie, ja to wiem na podstawie dowodow empirycznych...
                                                    ** Jasne. Ale ta wiedza nie podlega empirii. No ale znowu sie powtarzamy... :-)
                                                    K: Wiedza z zalozenia podlega weryfikacji empirycznej, wiara zas nie... :(

                                                  • fan_gazety Constans? 26.04.04, 10:52
                                                    K: Ale bronisz religiantow i ich nieracjonalne poglady... ;)
                                                    ** Bronię raczej prawa do nieracjonalności. Prawa do wolności w sposobie
                                                    myślenia.

                                                    K: Ja to robie za swoje pieniadze, a nie jak czarni za pieniadze podatnikow!
                                                    ** I o to chodzi!

                                                    K: Ten watek jest o negatywnym wplywie wiary na nauke!
                                                    ** Tak, ale ja juz nie umiem dodac innych agrumentów na temat braku sensu w
                                                    udowadnianiu braku lub obecności Boga, jak i Ty - na temat sensu czynienia
                                                    tegoż. Constans.

                                                    K: Do czasu jej udowodnienia, hipoteza jest wciaz tylko hipoteza...
                                                    ** He, he - hipoteza musi dotyczyć rzeczy weryfikowalnych. Wtedy jest sens o
                                                    niej mówić. Bóg do takich zjawisk nie należy. Też chyba constans?

                                                    K: Chyba tak - poszukaj pod UMK w Poznaniu, tytul chyba "media a edukacja",
                                                    zakonczyla sie ona wczoraj w sobote...
                                                    ** UMK w Toruniu, czy UAM w Poznaniu ? :-)

                                                    K: Ale jak ktos swiadomie postepuje wbrew naturze?
                                                    ** Ano właśnie - świadomie. Wolność, ot co!
                                                  • rajchman Re: Constans? 26.04.04, 15:24
                                                    K: Ale bronisz religiantow i ich nieracjonalne poglady... ;)
                                                    ** Bronię raczej prawa do nieracjonalności. Prawa do wolności w sposobie
                                                    myślenia.
                                                    K: Tak, ale tym samym bronisz ich nieslusznych praw do uzywania moich pieniedzy
                                                    bez mej zgody i do zatruwania umyslow polskich dzieci korzystajac z tychze
                                                    pieniedzy!

                                                    K: Ja to robie za swoje pieniadze, a nie jak czarni za pieniadze podatnikow!
                                                    ** I o to chodzi!
                                                    K: Wiec zo zrobic, aby oni sie sami zaczeli wreszcie finansowac?

                                                    K: Ten watek jest o negatywnym wplywie wiary na nauke!
                                                    ** Tak, ale ja juz nie umiem dodac innych agrumentów na temat braku sensu w
                                                    udowadnianiu braku lub obecności Boga, jak i Ty - na temat sensu czynienia
                                                    tegoż. Constans.
                                                    K: NIE! Wrocmy do poczatku, i podyskutujmy np. o tym, czy ksiadz moze byc
                                                    naukowcem!

                                                    K: Do czasu jej udowodnienia, hipoteza jest wciaz tylko hipoteza...
                                                    ** He, he - hipoteza musi dotyczyć rzeczy weryfikowalnych. Wtedy jest sens o
                                                    niej mówić. Bóg do takich zjawisk nie należy. Też chyba constans?
                                                    K: Hipoteza moze dotyczyc wszystkiego, skad wiesz, co bedzie w przyszlosci
                                                    weryfikowalne?

                                                    K: Chyba tak - poszukaj pod UMK w Poznaniu, tytul chyba "media a edukacja",
                                                    zakonczyla sie ona wczoraj w sobote...
                                                    ** UMK w Toruniu, czy UAM w Poznaniu ? :-)
                                                    K: Sorry, mea culpa, oczywiscie Mickiewicz a nie Kopernik, a wiec UAM...

                                                    K: Ale jak ktos swiadomie postepuje wbrew naturze?
                                                    ** Ano właśnie - świadomie. Wolność, ot co!
                                                    K: Wolnosc spedalenia sie? No, thanks! I'm Polish!
                                                    Pozdr. :)
                                                  • fan_gazety Re: Constans? 26.04.04, 21:26
                                                    K: Tak, ale tym samym bronisz ich nieslusznych praw do uzywania moich pieniedzy
                                                    bez mej zgody
                                                    ** Nie widzę związku pomiędzy obroną prawa do wolności w sposobie myślenia a
                                                    obroną prawa do używania Twoich pieniędzy.

                                                    i do zatruwania umyslow polskich dzieci korzystajac z tychze
                                                    pieniedzy!
                                                    ** Jak wyżej - nie widzę związku.

                                                    K: Wiec zo zrobic, aby oni sie sami zaczeli wreszcie finansowac?
                                                    ** W większości Kościół finansuje się podobno sam. Ważne, by państwo i związki
                                                    wyznaniowe współpracowały w utworzeniu przejrzystości finansowania działalności
                                                    tych związków.

                                                    K: NIE! Wrocmy do poczatku, i podyskutujmy np. o tym, czy ksiadz moze byc
                                                    naukowcem!
                                                    ** A to temat już nie "przerobiony"? Np. prof. Tischner, prof. Heller. Tak więc
                                                    - może być naukowcem.

                                                    K: Hipoteza moze dotyczyc wszystkiego, skad wiesz, co bedzie w przyszlosci
                                                    weryfikowalne?
                                                    ** To wg Ciebie wszystko może być hipotezą naukową. Ale to sprzeczne z jej
                                                    definicją.
                                                    Czyli właściwie to najpierw trzeba by udowodnić, że Bóg w ogóle może być
                                                    podmiotem hipotez... :-) A potem zweryfikować hipotezy jego dotyczące.

                                                    K: Sorry, mea culpa, oczywiscie Mickiewicz a nie Kopernik, a wiec UAM...
                                                    ** Dzięki za informację.

                                                    K: Wolnosc spedalenia sie?
                                                    ** Orientacja seksualna nie jest kwestią woli.
                                                    K: No, thanks! I'm Polish!
                                                    ** Nie widzę związku...

                                                  • Gość: Kagan Re: Constans? IP: *.res.pl / *.res.pl 27.04.04, 14:28
                                                    fan_gazety napisał:
                                                    K: Tak, ale tym samym bronisz ich nieslusznych praw do uzywania moich pieniedzy
                                                    bez mej zgody
                                                    ** Nie widzę związku pomiędzy obroną prawa do wolności w sposobie myślenia a
                                                    obroną prawa do używania Twoich pieniędzy.
                                                    K: Widzisz, me pieniadze sa zuzywane przez panstwo na finasowanie propagandy
                                                    religijnej w szkolach panstwowych, przez co ztruwa sie umysly dzieci polskich,
                                                    a wiec obniza ich przyszla wydajnosc pracy!

                                                    ... i do zatruwania umyslow polskich dzieci korzystajac z tychze
                                                    pieniedzy!
                                                    ** Jak wyżej - nie widzę związku.
                                                    K: Czyzby? Porownaj standard zycia w ateistycznych Czechach (10% uczeszcza do
                                                    kosciolka) z polskim (ponad 80% frekwencji)...

                                                    K: Wiec zo zrobic, aby oni sie sami zaczeli wreszcie finansowac?
                                                    ** W większości Kościół finansuje się podobno sam. Ważne, by państwo i związki
                                                    wyznaniowe współpracowały w utworzeniu przejrzystości finansowania działalności
                                                    tych związków.
                                                    K: I aby niewierzacy nie byli zmuszani do finansowania religiantow!

                                                    K: NIE! Wrocmy do poczatku, i podyskutujmy np. o tym, czy ksiadz moze byc
                                                    naukowcem!
                                                    ** A to temat już nie "przerobiony"? Np. prof. Tischner, prof. Heller. Tak więc
                                                    - może być naukowcem.
                                                    K: NIE, nie moze! Tischner byl marnym, trzeciorzednym filozofem, o Hellerze
                                                    nigdzie na zachodzie nie slyszalem, bo tam bycie ksiedzem automatycznie
                                                    eliminuje czlowieka ze swiata nauki... Tytul profesorski nie oznacza bowiem, ze
                                                    ktos jest naukowcem, a tylko profesorem (np.. mniemanologii stosowanej)...

                                                    K: Hipoteza moze dotyczyc wszystkiego, skad wiesz, co bedzie w przyszlosci
                                                    weryfikowalne?
                                                    ** To wg Ciebie wszystko może być hipotezą naukową. Ale to sprzeczne z jej
                                                    definicją.
                                                    K: Kazde stwierdzenie, ktore jest weryfikowalne (teraz albo w przyszlosci) moze
                                                    byc hipoteza naukowa!

                                                    Czyli właściwie to najpierw trzeba by udowodnić, że Bóg w ogóle może być
                                                    podmiotem hipotez... :-) A potem zweryfikować hipotezy jego dotyczące.
                                                    K: Niekoniecznie... To pierwsze to tez hipoteza!

                                                    K: Sorry, mea culpa, oczywiscie Mickiewicz a nie Kopernik, a wiec UAM...
                                                    ** Dzięki za informację.

                                                    K: Wolnosc spedalenia sie?
                                                    ** Orientacja seksualna nie jest kwestią woli.
                                                    K: JEST!

                                                    K: No, thanks! I'm Polish!
                                                    ** Nie widzę związku...
                                                    K: Wsrod Polakow jest mniej pedalow niz wsrod anglosasow (tam system internatow
                                                    dla chlopcow sprzyja szerzeniu sie pedalstwa wsrod upper middle class i upper
                                                    class: Eaton, Harrow etc. to exclusiv wylegarnie pedalow)...

                                                  • fan_gazety Re: Constans? 27.04.04, 23:29

                                                    K: Widzisz, me pieniadze sa zuzywane przez panstwo na finasowanie propagandy
                                                    religijnej w szkolach panstwowych, przez co ztruwa sie umysly dzieci polskich,
                                                    a wiec obniza ich przyszla wydajnosc pracy!
                                                    ** Nie widzę związku pomiędzy moją poprzednia uwagą o braku związku a tym co
                                                    napisałeś. Widzę natomiast brak tolerancji.

                                                    K: Czyzby? Porownaj standard zycia w ateistycznych Czechach (10% uczeszcza do
                                                    kosciolka) z polskim (ponad 80% frekwencji)...
                                                    ** Szukasz takich rozwiązań jakie Ci pasują. A może to cechy osobowości Czechów
                                                    (jeśli w ogóle coś takiego jest) przyczyniają się do tego, że są i gospodarni
                                                    i JEDNOCZEŚNIE ateistyczni? A poza tym - Węgry (też niezły standard): ateiści
                                                    stanowią tam mniej niż 6%. Szukanie takich prostych przyczyn to droga na
                                                    manowce.

                                                    K: I aby niewierzacy nie byli zmuszani do finansowania religiantow!
                                                    ** Jasne. To oczywiste. Też powtarzasz się. Już pisałeś.

                                                    K: NIE, nie moze! Tischner byl marnym, trzeciorzednym filozofem, o Hellerze
                                                    nigdzie na zachodzie nie slyszalem, bo tam bycie ksiedzem automatycznie
                                                    eliminuje czlowieka ze swiata nauki... Tytul profesorski nie oznacza bowiem, ze
                                                    ktos jest naukowcem, a tylko profesorem (np.. mniemanologii stosowanej)...
                                                    ** Pozostanę przy swoim zdaniu. Nie widze związku między byciem księdzem i nie
                                                    możnością prowadzenia rzetelnych badań. Twoje opinie o Tischnerze są jakie są.
                                                    Masz do nich prawo, ale nic z tego obiektywnego nie wynika.

                                                    K: Kazde stwierdzenie, ktore jest weryfikowalne (teraz albo w przyszlosci) moze
                                                    byc hipoteza naukowa!
                                                    ** Może... ale nie musi, jesli jednak brak narzędzi do tej weryfikacji.

                                                    K: Niekoniecznie... To pierwsze to tez hipoteza!
                                                    ** Toż mówię.

                                                    K: JEST!
                                                    ** No proszę! Wiesz to i jeszcze Świat nie łyknął Twojej - wybacz - wiedzy
                                                    objawionej??? Szkoda mi czasu na deliberowanie o przyczynach homoseksualizmu,
                                                    ponieważ z wielu prac jasno wynika, że sprawa jest niejasna, nierozwiązana i
                                                    wyjątkowo skomplikowana.

                                                    K: Wsrod Polakow jest mniej pedalow niz wsrod anglosasow (tam system internatow
                                                    dla chlopcow sprzyja szerzeniu sie pedalstwa wsrod upper middle class i upper
                                                    class: Eaton, Harrow etc. to exclusiv wylegarnie pedalow)...
                                                    ** Nie będę kontynuował pod-wątku o gejach, ponieważ nie odpowiada mi sposób, w
                                                    jaki piszesz o tych ludziach.

                                                  • fan_gazety Coś jeszcze - na temat homoseksualizmu 28.04.04, 07:31
                                                    Już raz tego użyłem na forum:
                                                    Podaje link dla ułatwienia: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?
                                                    f=16&w=10907309&a=10925608, jak byś chciał tam zajrzeć, ale i cały tekst.
                                                    Angielski pewnie znasz, skoro powoływałeś się na doświadczenia z "zachodu".

                                                    Prawie "ciepłe":

                                                    Ann N Y Acad Sci. 2003 Jun;989:105-17; discussion 144-53. Related Articles,
                                                    Links


                                                    The etiology of anomalous sexual preferences in men.

                                                    Quinsey VL.

                                                    Psychology Department, Queen's University, Kingston, Ontario, K7L 3N6, Canada.
                                                    quinsey@psyc.queensu.ca

                                                    People discover rather than choose their sexual interests. The process of
                                                    discovery typically begins before the onset of puberty and is associated with
                                                    an increase in the secretion of sex hormones from the adrenal glands. However,
                                                    the determinants of the direction of sexual interest, in the sense of
                                                    preferences for the same or opposite sex, are earlier. These preferences,
                                                    although not manifest until much later in development, appear to be caused by
                                                    the neural organizational effects of intrauterine hormonal events. Variations
                                                    in these hormonal events likely have several causes and two of these appear to
                                                    have been identified for males. One cause is genetic and the other involves the
                                                    sensitization of the maternal immune system to some aspect of the male fetus.
                                                    It is presently unclear how these two causes relate to each other. The most
                                                    important question for future research is whether preferences for particular-
                                                    aged partners and parts of the male courtship sequence share causes similar to
                                                    those of erotic gender orientation.

                                                    Publication Types:
                                                    Review
                                                    Review, Academic

                                                    PMID: 12839890 [PubMed - indexed for MEDLINE]

                                                    I jeszcze coś:

                                                    "Psychologia pożądania" Davida Bussa. Cały rozdział o pochodzeniu
                                                    homoseksualizmu. Wnioski: nie jasne! Taj jak w pracy, której streszczenie
                                                    zamieściłem powyżej. Olbrzymia róznorodność zachowań, różne mechanizmy dla
                                                    homoseksualizmu kobiecego i męskiego. Nie upraszczajmy tak strasznie! To
                                                    niebezpieczne i ... nieludzkie.

                                                    A... jeszcze coś sobie przypomniałem - bardzo interesujące:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=11988252
                                                    W czasopiśmie 'Journal of Abnormal Psychology' opublikowano ciekawy artykuł o
                                                    przeprowadzonym badaniu naukowym, pt. 'Czy homofobia jest związana z
                                                    podnieceniem homoseksualnym'.

                                                    Wybrano dwie grupy heteroseksualnych mężczyzn - homofobiczną i
                                                    niehomofobiczną. Wszyscy mężczyźni deklarowali całkowity heteroseksualizm
                                                    zarówno pod względem popędu, jak własnych doświadczeń seksualnych. Następnie
                                                    po kolei mężczyzn traktowano bodźcem seksualnym w postaci nagrań video z
                                                    seksem heteroseksualnym, męskim homoseksualnym i lesbijskim, oraz mierzono im
                                                    stopień podniecenia seksualnego oznaczając przepływ krwi w prąciu metodą
                                                    pletyzmografii. Obie grupy podnieciły się podobnie oglądając seks lesbijski
                                                    jak i heteroseksualny. Przy seksie męskim homoseksualnym grupa mężczyzn
                                                    niehomofobicznych nie wykazała podniecenia, natomiast grupa mężczyzn
                                                    homofobicznych zareagowała podnieceniem. Wyniki badania naukowcy tłumaczą na
                                                    dwa sposoby: 1. homofobia rzeczywiście oznacza nieuświadomiony i wypierany
                                                    popęd homoseksualny - jak zresztą twierdzą teorie psychoanalityczne, 2.
                                                    mężczyźni homofobiczni reagują lękiem na zachowania homoseksualne, a lęk, jak
                                                    psychologom od dawna wiadomo, może spowodować podniecenie seksualne.

                                                    A więc ostatecznie można wyciągnąć wniosek, że homofobia to albo
                                                    nieuświadomiony homoseksualizm, albo zaburzenie lękowe. I co na to ci, którzy
                                                    chcą homoseksualistów leczyć? Z badania wynika, że to oni sami powinni być
                                                    leczeni!

                                                  • rajchman Re: Coś jeszcze - na temat homoseksualizmu 28.04.04, 08:00
                                                    fan_gazety napisał: Już raz tego użyłem na forum:
                                                    Angielski pewnie znasz, skoro powoływałeś się na doświadczenia z "zachodu".
                                                    Prawie "ciepłe": The etiology of anomalous sexual preferences in men.
                                                    Quinsey VL.
                                                    Psychology Department, Queen's University, Kingston, Ontario, K7L 3N6, Canada.
                                                    quinsey@psyc.queensu.ca
                                                    People discover rather than choose their sexual interests. The process of
                                                    discovery typically begins before the onset of puberty and is associated with
                                                    an increase in the secretion of sex hormones from the adrenal glands. However,
                                                    the determinants of the direction of sexual interest, in the sense of
                                                    preferences for the same or opposite sex, are earlier. These preferences,
                                                    although not manifest until much later in development, appear to be caused by
                                                    the neural organizational effects of intrauterine hormonal events. Variations
                                                    in these hormonal events likely have several causes and two of these appear to
                                                    have been identified for males. One cause is genetic and the other involves the
                                                    sensitization of the maternal immune system to some aspect of the male fetus.
                                                    It is presently unclear how these two causes relate to each other. The most
                                                    important question for future research is whether preferences for particular-
                                                    aged partners and parts of the male courtship sequence share causes similar to
                                                    those of erotic gender orientation.
                                                    Publication Types: Review Review, Academic
                                                    PMID: 12839890 [PubMed - indexed for MEDLINE]
                                                    I jeszcze coś:
                                                    "Psychologia pożądania" Davida Bussa. Cały rozdział o pochodzeniu
                                                    homoseksualizmu. Wnioski: nie jasne! Taj jak w pracy, której streszczenie
                                                    zamieściłem powyżej. Olbrzymia róznorodność zachowań, różne mechanizmy dla
                                                    homoseksualizmu kobiecego i męskiego. Nie upraszczajmy tak strasznie! To
                                                    niebezpieczne i ... nieludzkie.
                                                    A... jeszcze coś sobie przypomniałem - bardzo interesujące:
                                                    W czasopiśmie 'Journal of Abnormal Psychology' opublikowano ciekawy artykuł o
                                                    przeprowadzonym badaniu naukowym, pt. 'Czy homofobia jest związana z
                                                    podnieceniem homoseksualnym'.
                                                    Wybrano dwie grupy heteroseksualnych mężczyzn - homofobiczną i
                                                    niehomofobiczną. Wszyscy mężczyźni deklarowali całkowity heteroseksualizm
                                                    zarówno pod względem popędu, jak własnych doświadczeń seksualnych. Następnie
                                                    po kolei mężczyzn traktowano bodźcem seksualnym w postaci nagrań video z
                                                    seksem heteroseksualnym, męskim homoseksualnym i lesbijskim, oraz mierzono im
                                                    stopień podniecenia seksualnego oznaczając przepływ krwi w prąciu metodą
                                                    pletyzmografii. Obie grupy podnieciły się podobnie oglądając seks lesbijski
                                                    jak i heteroseksualny. Przy seksie męskim homoseksualnym grupa mężczyzn
                                                    niehomofobicznych nie wykazała podniecenia, natomiast grupa mężczyzn
                                                    homofobicznych zareagowała podnieceniem. Wyniki badania naukowcy tłumaczą na
                                                    dwa sposoby: 1. homofobia rzeczywiście oznacza nieuświadomiony i wypierany
                                                    popęd homoseksualny - jak zresztą twierdzą teorie psychoanalityczne, 2.
                                                    mężczyźni homofobiczni reagują lękiem na zachowania homoseksualne, a lęk, jak
                                                    psychologom od dawna wiadomo, może spowodować podniecenie seksualne.
                                                    A więc ostatecznie można wyciągnąć wniosek, że homofobia to albo
                                                    nieuświadomiony homoseksualizm, albo zaburzenie lękowe. I co na to ci, którzy
                                                    chcą homoseksualistów leczyć? Z badania wynika, że to oni sami powinni być
                                                    leczeni!
                                                    K: NIE! Homosexualizm to zaburzenia w dzialaniu skomplikowanej psychiki
                                                    ludzkiej, bowiem jestesmy zaprogramowani do rozmanazania, a to jest mozliwe
                                                    tylko poprzez heterosexualny sex albo sztuczne zpaladnianie, ale po co
                                                    wprowadzac zbedny byt (sztuczne zapladnianie), jak to mozna robic taniej i
                                                    milej w sposob naturalny czyli qutas do ceepki (Ockham z brzytwa sie klaniaja)!
                                                    Pozdr.
                                                  • rajchman Zbednosc homoseksualizmu (Ockham) 28.04.04, 08:01
                                                    Homosexualizm to zaburzenia w dzialaniu skomplikowanej psychiki ludzkiej,
                                                    bowiem jestesmy zaprogramowani do rozmanazania, a to jest mozliwe tylko poprzez
                                                    heterosexualny sex albo sztuczne zpaladnianie, ale po co wprowadzac zbedny byt
                                                    (sztuczne zapladnianie), jak to mozna robic taniej i milej w sposob naturalny
                                                    czyli qutas do ceepki (Ockham z brzytwa sie klaniaja)!
                                                    Pozdr. :)
                                                  • rajchman Re: Constans? 28.04.04, 08:11
                                                    K: Widzisz, me pieniadze sa zuzywane przez panstwo na finasowanie propagandy
                                                    religijnej w szkolach panstwowych, przez co zatruwa sie umysly dzieci polskich,
                                                    a wiec obniza ich przyszla wydajnosc pracy!
                                                    ** Nie widzę związku pomiędzy moją poprzednia uwagą o braku związku a tym co
                                                    napisałeś. Widzę natomiast brak tolerancji.
                                                    K: Nie moze byc tolerancji dla wrogow tolerancji!

                                                    K: Czyzby? Porownaj standard zycia w ateistycznych Czechach (10% uczeszcza do
                                                    kosciolka) z polskim (ponad 80% frekwencji)...
                                                    ** Szukasz takich rozwiązań jakie Ci pasują. A może to cechy osobowości Czechów
                                                    (jeśli w ogóle coś takiego jest) przyczyniają się do tego, że są i gospodarni
                                                    i JEDNOCZEŚNIE ateistyczni? A poza tym - Węgry (też niezły standard): ateiści
                                                    stanowią tam mniej niż 6%. Szukanie takich prostych przyczyn to droga na
                                                    manowce.
                                                    K: Wegrzy tez sa o wiele mniej religijni niz Polacy! Poczytaj we wczorajszej
                                                    Rzeczypospolitej: Polska ma w UE najwiecej religiantow, a jej gospodarka jest
                                                    najmniej konkurencyjna... :(

                                                    K: I aby niewierzacy nie byli zmuszani do finansowania religiantow!
                                                    ** Jasne. To oczywiste. Też powtarzasz się. Już pisałeś.
                                                    K: To trzeba wciaz powtarzac, az kosciol przestanie byc finasowany z mych
                                                    podatkow!

                                                    K: NIE, nie moze! Tischner byl marnym, trzeciorzednym filozofem, o Hellerze
                                                    nigdzie na zachodzie nie slyszalem, bo tam bycie ksiedzem automatycznie
                                                    eliminuje czlowieka ze swiata nauki... Tytul profesorski nie oznacza bowiem, ze
                                                    ktos jest naukowcem, a tylko profesorem (np.. mniemanologii stosowanej)...
                                                    ** Pozostanę przy swoim zdaniu. Nie widze związku między byciem księdzem i nie
                                                    możnością prowadzenia rzetelnych badań. Twoje opinie o Tischnerze są jakie są.
                                                    Masz do nich prawo, ale nic z tego obiektywnego nie wynika.
                                                    K: Tischner byl filozofem, a wiec nie byl naukowcem. Rozpatrzmy lepiej case
                                                    Hellera - takich jak Heller doskonale podsumowal Hawkins w swych
                                                    popularnonaukowych pracach - poczytaj o wizycie Hawkinsa u Wojtyly, i jak sie
                                                    Hwkins cieszyl, ze Wojtyla nie znal jego pogladow (inaczej Hawkins moglby
                                                    skonczyc na stosie, jak G. Bruno)... :)

                                                    K: Kazde stwierdzenie, ktore jest weryfikowalne (teraz albo w przyszlosci) moze
                                                    byc hipoteza naukowa!
                                                    ** Może... ale nie musi, jesli jednak brak narzędzi do tej weryfikacji.
                                                    K: Ale potencjalnie moze, a nie wiesz, jakimi narzedziami bedzie nauka
                                                    rozporzadzac w przyszlosci!

                                                    K: Niekoniecznie... To pierwsze to tez hipoteza!
                                                    ** Toż mówię.
                                                    K: OK! :)

                                                    K: JEST!
                                                    ** No proszę! Wiesz to i jeszcze Świat nie łyknął Twojej - wybacz - wiedzy
                                                    objawionej??? Szkoda mi czasu na deliberowanie o przyczynach homoseksualizmu,
                                                    ponieważ z wielu prac jasno wynika, że sprawa jest niejasna, nierozwiązana i
                                                    wyjątkowo skomplikowana.
                                                    K: Toz to zboczki ja celowo kompikuja: to jest zaburzenie dzialania
                                                    naszego "ja", bowiem natura nas zaprogramowala do rozmanazania, a zawsze w
                                                    dlugiej serii pojawi sie jakis % brakow, czyli zboczkow... :( To jest prawo
                                                    stochastyczne (tzw. prawo wielich liczb)...

                                                    K: Wsrod Polakow jest mniej pedalow niz wsrod anglosasow (tam system internatow
                                                    dla chlopcow sprzyja szerzeniu sie pedalstwa wsrod upper middle class i upper
                                                    class: Eaton, Harrow etc. to exclusiv wylegarnie pedalow)...
                                                    ** Nie będę kontynuował pod-wątku o gejach, ponieważ nie odpowiada mi sposób, w
                                                    jaki piszesz o tych ludziach.
                                                    K: Pisze normalnie, bez kompleksow - to sa zboczki, i tyle, i nie ma powodow
                                                    sie nad nimi rozczulac, tylko trzeba ich leczyc i zamknac te wylegarnie
                                                    pedalstwa, czyli szkoly z internatami tylko dla chlopcow...

                                                  • fan_gazety odp. na dwa posty - łączę je 28.04.04, 20:02
                                                    K: Nie moze byc tolerancji dla wrogow tolerancji!
                                                    ** Święta prawda, Rajchman, święta prawda...

                                                    K: Wegrzy tez sa o wiele mniej religijni niz Polacy!
                                                    ** Wskaźniki sa takie - jak podałem: ateistów jest tam co najwyżej 6%, bo wśród
                                                    tych 6 % są kategorie różne, w tym i ateiści. To skąd wiesz, jaka jest
                                                    religijność Węgrów? Dane podaj, dane! Przywiązujesz się bardzo do swoich tez, a
                                                    potem widzisz to tylko, co pasuje. Takie mam wrażenie, niestety :-(.

                                                    Poczytaj we wczorajszej
                                                    Rzeczypospolitej: Polska ma w UE najwiecej religiantow, a jej gospodarka jest
                                                    najmniej konkurencyjna... :(
                                                    ** Nie przekonuje mnie zupełnie poszukiwanie przyczyn w kłopotach
                                                    gospodarczych jako prostych - jednoczynnikowych zależności. W Austrii ludzi
                                                    deklarujących się jako wierzących jest prawie 90%. Biedni nie są...
                                                    Poza tym porównywanie kraju, który przez całe dziesiąciolecia nie mógł się
                                                    rozwijać po swojemu, niezależnie (z powodu podległości w stosunku do innych
                                                    państw) z krajami, które to czynić mogły, w celu znalezienia wpływu religii na
                                                    zamożność jest metodologicznie zwyczajnie błędne.

                                                    K: To trzeba wciaz powtarzac, az kosciol przestanie byc finasowany z mych
                                                    podatkow!
                                                    ** Podobnie jedynie drobna część, ale to też za dużo - także wg mnie.

                                                    K: Tischner byl filozofem, a wiec nie byl naukowcem.
                                                    ** No, proszę :-). UUfff. Czas na spór dotyczący nauki, czyli definicji?
                                                    Rezygnuję z tego sporu.

                                                    Rozpatrzmy lepiej case Hellera - takich jak Heller doskonale podsumowal Hawkins
                                                    w swych popularnonaukowych pracach - poczytaj o wizycie Hawkinsa u Wojtyly, i
                                                    jak sie Hwkins cieszyl, ze Wojtyla nie znal jego pogladow (inaczej Hawkins
                                                    moglby skonczyc na stosie, jak G. Bruno)... :)
                                                    ** O Hawkingu chyba mowa? Póki co stosy już nie płoną. A to, że naukowcy są
                                                    różni - dobrzy i słabsi to oczywistość. Być może ma to jakiś związek z tym, że
                                                    jest się księdzem lub nie. Ja jednak nie znam opracowań na ten temat. To w
                                                    ogóle trudno mierzyć. I "próba" mała, bo księży naukowców jest mało.

                                                    K: Ale potencjalnie moze, a nie wiesz, jakimi narzedziami bedzie nauka
                                                    rozporzadzac w przyszlosci!
                                                    ** Tak, ale skoro się nie da, to ... się nie da. Odłożyć ad acta i koniec.
                                                    Dyskusja o tym, czy coś jest hipotezą czy nie staje się akademicka.

                                                    K: Toz to zboczki ja celowo kompikuja:
                                                    ** Podaj, na czym polega ta komplikacja. Ponownie widzę, że otwarty jesteś
                                                    tylko na te poglądy, które pasują do Twojej wizji świata. A "naukowe podejscie
                                                    do świata", któremu - zdaje się hołdujesz - winno cechować się samokrytyzyzmem.
                                                    To konieczne, bo nie ma ludzi nieomylnych.

                                                    to jest zaburzenie dzialania
                                                    naszego "ja", bowiem natura nas zaprogramowala do rozmanazania, a zawsze w
                                                    dlugiej serii pojawi sie jakis % brakow, czyli zboczkow... :( To jest prawo
                                                    stochastyczne (tzw. prawo wielich liczb)...

                                                    ** Dla mnie kompletną paranoją jest widzenie drugiego człowieka wyłącznie przez
                                                    pryzmat jego seksualnych zachowań. No i - jak podałem w innym miejscu - może to
                                                    mieć konkretne przyczyny... Ale to już tyle razy było bębnione - i sam też się
                                                    trochę w kilku miejscach udzielałem - że zwyczajnie nie chce mi się już
                                                    powielać na temat spojrzenia na homoseksualizm. Mogę odesłać do wyszukiwarki.
                                                    No i to nie ten wątek.

                                                    K: Wsrod Polakow jest mniej pedalow niz wsrod anglosasow (tam system internatow
                                                    dla chlopcow sprzyja szerzeniu sie pedalstwa wsrod upper middle class i upper
                                                    class: Eaton, Harrow etc. to exclusiv wylegarnie pedalow)...
                                                    ** Nie będę kontynuował pod-wątku o gejach, ponieważ nie odpowiada mi sposób, w
                                                    jaki piszesz o tych ludziach.
                                                    K: Pisze normalnie, bez kompleksow - to sa zboczki, i tyle, i nie ma powodow
                                                    sie nad nimi rozczulac, tylko trzeba ich leczyc i zamknac te wylegarnie
                                                    pedalstwa, czyli szkoly z internatami tylko dla chlopcow...
                                                    ** Powtórzę - już ostatni raz: nie będę kontynuował wątku o gejach - z Twoich
                                                    wypowiedzi uderza pogarda/nienawiść?/brak tolerancji w stosunku do
                                                    prywatności.
                                                    --------------

                                                    K: NIE! Homosexualizm to zaburzenia w dzialaniu skomplikowanej psychiki
                                                    ludzkiej, bowiem jestesmy zaprogramowani do rozmanazania, a to jest mozliwe
                                                    tylko poprzez heterosexualny sex albo sztuczne zpaladnianie, ale po co
                                                    wprowadzac zbedny byt (sztuczne zapladnianie), jak to mozna robic taniej i
                                                    milej w sposob naturalny czyli qutas do ceepki (Ockham z brzytwa sie klaniaja)!
                                                    ** Coś marnie się odniosłeś do tych konkretnych tez i wyników badań, które
                                                    zacytowałem. Ponownie mam wrażenie Twojej hermetyczności na cokolwiek, co
                                                    trochę podważa Twoje poglądy.
                                                    Mogę polecić jeszcze książkę E.O. Wilsona - jak najbardziej "prawdziwego"
                                                    naukowca - pt. O naturze ludzkiej. Jest tam ciekawa próba wyjaśnienia istnienia
                                                    homoseksualizmu na gruncie jednak doboru naturalnego. Bowiem swoim genom można
                                                    zapewnić byt nie tylko rozmnażając się "osobiście". Wystarczy przyczynić się
                                                    do "dużego sukcesu reprodukcyjnego" swojego bliźniaka jednojajowego, brata
                                                    (bardzo duża część genów wspólnych), czy krewnego. Nazywa się to doborem
                                                    krewniaczym i wiele dziwnych zjawisk daje się tym właśnie wytłumaczyć. Np.
                                                    zjawisko altruizmu.
                                                    Brzytwa Ockhama nie ma tu nic do rzeczy. Stosuje się ją do tłumaczenia
                                                    rzeczywistości, a nie to oceny co powinno istnieć a co nie.
                                                  • Gość: kagan Re: odp. na dwa posty - łączę je IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.04.04, 20:13
                                                    fan_gazety napisał: K: Nie moze byc tolerancji dla wrogow tolerancji!
                                                    ** Święta prawda, Rajchman, święta prawda...

                                                    K: Wegrzy tez sa o wiele mniej religijni niz Polacy!
                                                    ** Wskaźniki sa takie - jak podałem: ateistów jest tam co najwyżej 6%, bo wśród
                                                    tych 6 % są kategorie różne, w tym i ateiści. To skąd wiesz, jaka jest
                                                    religijność Węgrów? Dane podaj, dane! Przywiązujesz się bardzo do swoich tez, a
                                                    potem widzisz to tylko, co pasuje. Takie mam wrażenie, niestety :-(.
                                                    K: Nie jestem chodzaca encyklopedia!

                                                    Poczytaj we wczorajszej Rzeczypospolitej: Polska ma w UE najwiecej religiantow,
                                                    a jej gospodarka jest najmniej konkurencyjna... :(
                                                    ** Nie przekonuje mnie zupełnie poszukiwanie przyczyn w kłopotach
                                                    gospodarczych jako prostych - jednoczynnikowych zależności. W Austrii ludzi
                                                    deklarujących się jako wierzących jest prawie 90%. Biedni nie są...
                                                    K: Ale tam koscioly swieca pustkami...

                                                    Poza tym porównywanie kraju, który przez całe dziesiąciolecia nie mógł się
                                                    rozwijać po swojemu, niezależnie (z powodu podległości w stosunku do innych
                                                    państw) z krajami, które to czynić mogły, w celu znalezienia wpływu religii na
                                                    zamożność jest metodologicznie zwyczajnie błędne.
                                                    K: Tam jest tez i Slowenia, tez na ogol pod zaborami...

                                                    K: To trzeba wciaz powtarzac, az kosciol przestanie byc finasowany z mych
                                                    podatkow!
                                                    ** Podobnie jedynie drobna część, ale to też za dużo - także wg mnie.

                                                    K: Tischner byl filozofem, a wiec nie byl naukowcem.
                                                    ** No, proszę :-). UUfff. Czas na spór dotyczący nauki, czyli definicji?
                                                    Rezygnuję z tego sporu.
                                                    K: OK!
                                                    Rozpatrzmy lepiej case Hellera - takich jak Heller doskonale podsumowal Hawkins
                                                    w swych popularnonaukowych pracach - poczytaj o wizycie Hawkinsa u Wojtyly, i
                                                    jak sie Hawkins cieszyl, ze Wojtyla nie znal jego pogladow (inaczej Hawkins
                                                    moglby skonczyc na stosie, jak G. Bruno)... :)
                                                    ** O Hawkingu chyba mowa? Póki co stosy już nie płoną. A to, że naukowcy są
                                                    różni - dobrzy i słabsi to oczywistość. Być może ma to jakiś związek z tym, że
                                                    jest się księdzem lub nie. Ja jednak nie znam opracowań na ten temat. To w
                                                    ogóle trudno mierzyć. I "próba" mała, bo księży naukowców jest mało.
                                                    K: Na szczescie!

                                                    K: Ale potencjalnie moze, a nie wiesz, jakimi narzedziami bedzie nauka
                                                    rozporzadzac w przyszlosci!
                                                    ** Tak, ale skoro się nie da, to ... się nie da. Odłożyć ad acta i koniec.
                                                    Dyskusja o tym, czy coś jest hipotezą czy nie staje się akademicka.
                                                    K: Toz to zboczki ja celowo komplikuja:
                                                    * Podaj, na czym polega ta komplikacja. Ponownie widzę, że otwarty jesteś
                                                    tylko na te poglądy, które pasują do Twojej wizji świata. A "naukowe podejscie
                                                    do świata", któremu - zdaje się hołdujesz - winno cechować się samokrytyzyzmem.
                                                    K: ad personam?

                                                    - to jest zaburzenie dzialania naszego "ja", bowiem natura nas zaprogramowala
                                                    do rozmanazania, a zawsze w dlugiej serii pojawi sie jakis % brakow, czyli
                                                    zboczkow... :( To jest prawo stochastyczne (tzw. prawo wielich liczb)...
                                                    ** Dla mnie kompletną paranoją jest widzenie drugiego człowieka wyłącznie przez
                                                    pryzmat jego seksualnych zachowań. No i - jak podałem w innym miejscu - może to
                                                    mieć konkretne przyczyny... Ale to już tyle razy było bębnione - i sam też się
                                                    trochę w kilku miejscach udzielałem - że zwyczajnie nie chce mi się już
                                                    powielać na temat spojrzenia na homoseksualizm. Mogę odesłać do wyszukiwarki.
                                                    No i to nie ten wątek.
                                                    K: OK. ale zboczenie to zboczenie i juz...

                                                    K: Wsrod Polakow jest mniej pedalow niz wsrod anglosasow (tam system internatow
                                                    dla chlopcow sprzyja szerzeniu sie pedalstwa wsrod upper middle class i upper
                                                    class: Eaton, Harrow etc. to exclusiv wylegarnie pedalow)...
                                                    ** Nie będę kontynuował pod-wątku o gejach, ponieważ nie odpowiada mi sposób, w
                                                    jaki piszesz o tych ludziach.
                                                    K: Pisze normalnie, bez kompleksow - to sa zboczki, i tyle, i nie ma powodow
                                                    sie nad nimi rozczulac, tylko trzeba ich leczyc i zamknac te wylegarnie
                                                    pedalstwa, czyli szkoly z internatami tylko dla chlopcow...
                                                    ** Powtórzę - już ostatni raz: nie będę kontynuował wątku o gejach - z Twoich
                                                    wypowiedzi uderza pogarda/nienawiść?/brak tolerancji w stosunku do
                                                    prywatności.
                                                    K: Oni sie przeciew z tymi zboczeniami publicznie obnosza! Gdzie tu privacy?

                                                    K: NIE! Homosexualizm to zaburzenia w dzialaniu skomplikowanej psychiki
                                                    ludzkiej, bowiem jestesmy zaprogramowani do rozmanazania, a to jest mozliwe
                                                    tylko poprzez heterosexualny sex albo sztuczne zpaladnianie, ale po co
                                                    wprowadzac zbedny byt (sztuczne zapladnianie), jak to mozna robic taniej i
                                                    milej w sposob naturalny czyli qutas do ceepki (Ockham z brzytwa sie klaniaja)!
                                                    ** Coś marnie się odniosłeś do tych konkretnych tez i wyników badań, które
                                                    zacytowałem. Ponownie mam wrażenie Twojej hermetyczności na cokolwiek, co
                                                    trochę podważa Twoje poglądy. Mogę polecić jeszcze książkę E.O. Wilsona - jak
                                                    najbardziej "prawdziwego" naukowca - pt. O naturze ludzkiej. Jest tam ciekawa
                                                    próba wyjaśnienia istnienia homoseksualizmu na gruncie jednak doboru
                                                    naturalnego. Bowiem swoim genom można zapewnić byt nie tylko rozmnażając
                                                    się "osobiście". Wystarczy przyczynić się do "dużego sukcesu reprodukcyjnego"
                                                    swojego bliźniaka jednojajowego, brata (bardzo duża część genów wspólnych), czy
                                                    krewnego. Nazywa się to doborem krewniaczym i wiele dziwnych zjawisk daje się
                                                    tym właśnie wytłumaczyć. Np. zjawisko altruizmu.
                                                    K: Znow przywoluje Ockhama: po co te komplikacje? Aby usprawiedliwic czyjes
                                                    zboczenie sexualne?

                                                  • fan_gazety Re: odp. na dwa posty - łączę je 28.04.04, 21:48
                                                    K: Ale tam koscioly swieca pustkami...
                                                    ** Pisałeś o religijnych postawach, a nie o chodzeniu do kościoła.

                                                    K: Tam jest tez i Slowenia, tez na ogol pod zaborami...
                                                    ** Tak czy tak, rzetelne zbadanie wpływu czynnika religijności
                                                    "wyekstrachowanego" z całej masy wzajewmnie powiązanych innych czynników na
                                                    zamożność kraju to zadanie zbyt poważne jak dla mnie. Wierzenia, przekonania,
                                                    uproszczenia to za mało by taką tezę udowadniać. A nawet jeśli - to co?
                                                    Ograniczysz wolność, zakazując religii?

                                                    K: Znow przywoluje Ockhama: po co te komplikacje? Aby usprawiedliwic czyjes
                                                    zboczenie sexualne?
                                                    ** Ocena tego, czy zjawisko jest w przyrodzie potrzebne jest zajęciem mało
                                                    owocnym. Czy przy pomocy brzytwy, czy też innego narzędzia. Co to w ogóle do
                                                    diaska znaczy: komplikacje? To pojęcie oceniające. A stosowanie takich pojęć do
                                                    opisu przyrody jest nieporozumieniem. Chyba że się uwierzy, że przyroda ma swój
                                                    cel w sensie świadomego działania po coś.
                                                  • Gość: Kagan Re: odp. na dwa posty - łączę je IP: *.e-loko.pl 02.05.04, 16:55
                                                    fan_gazety napisał:
                                                    K: Ale tam koscioly swieca pustkami...
                                                    ** Pisałeś o religijnych postawach, a nie o chodzeniu do kościoła.
                                                    K: To jest disc obiektywny miernik postaw religijnych...

                                                    K: Tam jest tez i Slowenia, tez na ogol pod zaborami...
                                                    ** Tak czy tak, rzetelne zbadanie wpływu czynnika religijności
                                                    "wyekstrachowanego" z całej masy wzajewmnie powiązanych innych czynników na
                                                    zamożność kraju to zadanie zbyt poważne jak dla mnie. Wierzenia, przekonania,
                                                    uproszczenia to za mało by taką tezę udowadniać. A nawet jeśli - to co?
                                                    K: jak to po co? chocby dla samej ciekawosci poznania!

                                                    - Ograniczysz wolność, zakazując religii?
                                                    K: Nie, tylko zakazujac je wymiar instytucjonalny, a nie prywatny!

                                                    K: Znow przywoluje Ockhama: po co te komplikacje? Aby usprawiedliwic czyjes
                                                    zboczenie sexualne?
                                                    ** Ocena tego, czy zjawisko jest w przyrodzie potrzebne jest zajęciem mało
                                                    owocnym. Czy przy pomocy brzytwy, czy też innego narzędzia. Co to w ogóle do
                                                    diaska znaczy: komplikacje? To pojęcie oceniające. A stosowanie takich pojęć do
                                                    opisu przyrody jest nieporozumieniem. Chyba że się uwierzy, że przyroda ma swój
                                                    cel w sensie świadomego działania po coś.
                                                    K: Nie ma ona swiadomosci, ale ma cel: walka ze zwiekszajaca sie entropia...
                                                  • fan_gazety Re: odp. na dwa posty - łączę je 04.05.04, 14:53
                                                    K: To jest disc obiektywny miernik postaw religijnych...
                                                    ** Miałem wrażenie, że piszemy o zjawisku pysochologicznym :-0, a nie o
                                                    obrządkach. Obrządki to pozór, deklaracje światopoglądowe są często rozbieżne
                                                    od obrządku. Np, w Polsce wielu ludzi nie chce chodzić do kościoł, a mimo to
                                                    wierzy.

                                                    ** Tak czy tak, rzetelne zbadanie wpływu czynnika religijności
                                                    "wyekstrachowanego" z całej masy wzajewmnie powiązanych innych czynników na
                                                    zamożność kraju to zadanie zbyt poważne jak dla mnie. Wierzenia, przekonania,
                                                    uproszczenia to za mało by taką tezę udowadniać. A nawet jeśli - to co?
                                                    K: jak to po co? chocby dla samej ciekawosci poznania!
                                                    ** Jasne.

                                                    - Ograniczysz wolność, zakazując religii?
                                                    K: Nie, tylko zakazujac je wymiar instytucjonalny, a nie prywatny!
                                                    ** Hola, hola! Ludzie wilnych krajach mają prawo tworzyć różne instutycje
                                                    prywatne, w tym religijne. Państwu nic do tego.

                                                    K: Nie ma ona swiadomosci, ale ma cel: walka ze zwiekszajaca sie entropia...
                                                    ** To jest jedynie efekt uboczny realizacji popędu rozmnażania się, a nie cel
                                                    sam w sobie.
                                                  • reichman Re: odp. na dwa posty - łączę je 05.05.04, 18:13
                                                    fan_gazety napisał:
                                                    K: To jest dosc obiektywny miernik postaw religijnych...
                                                    ** Miałem wrażenie, że piszemy o zjawisku pysochologicznym :-0, a nie o
                                                    obrządkach. Obrządki to pozór, deklaracje światopoglądowe są często rozbieżne
                                                    od obrządku. Np, w Polsce wielu ludzi nie chce chodzić do kościoł, a mimo to
                                                    wierzy.
                                                    K: Ale w co tak naprwade wierzy? na pewno nie w to, co xieza...

                                                    ** Tak czy tak, rzetelne zbadanie wpływu czynnika religijności
                                                    "wyekstrachowanego" z całej masy wzajewmnie powiązanych innych czynników na
                                                    zamożność kraju to zadanie zbyt poważne jak dla mnie. Wierzenia, przekonania,
                                                    uproszczenia to za mało by taką tezę udowadniać. A nawet jeśli - to co?
                                                    K: jak to po co? chocby dla samej ciekawosci poznania!
                                                    ** Jasne.
                                                    K: OK! :)

                                                    - Ograniczysz wolność, zakazując religii?
                                                    K: Nie, tylko zakazujac jej wymiar instytucjonalny, a nie prywatny!
                                                    ** Hola, hola! Ludzie w wolnych krajach mają prawo tworzyć różne instutycje
                                                    prywatne, w tym religijne. Państwu nic do tego.
                                                    K: Tak, dopoki nie ograniczaja praw i jakosci zycia innych ludzi, w tym
                                                    przypadku niewierzacych!

                                                    K: Nie ma ona swiadomosci, ale ma cel: walka ze zwiekszajaca sie entropia...
                                                    ** To jest jedynie efekt uboczny realizacji popędu rozmnażania się, a nie cel
                                                    sam w sobie.
                                                    K: Tak i Nie! Zycie to zorganizowany wyjatek w swiecie chaosu i zwiekszajacej
                                                    sie entropii (jestem lepszy z termodynamiki niz z biologii, ale pierwsze rzadzi
                                                    drugim)...

                                                  • fan_gazety Re: odp. na dwa posty - łączę je 05.05.04, 22:23
                                                    K: Ale w co tak naprwade wierzy? na pewno nie w to, co xieza...
                                                    ** Tego nie wiem. A Ty?

                                                    K: Tak, dopoki nie ograniczaja praw i jakosci zycia innych ludzi, w tym
                                                    przypadku niewierzacych!
                                                    ** Jasne. A Twoje prawa i jakość życia są jakoś ograniczane, oprócz tego
                                                    dofinansowywania religii w szkole z budżetu?

                                                    K: Tak i Nie! Zycie to zorganizowany wyjatek w swiecie chaosu i zwiekszajacej
                                                    sie entropii (jestem lepszy z termodynamiki niz z biologii, ale pierwsze rzadzi
                                                    drugim)...
                                                    ** Oczywiście, że "rządzi". Ale życie pewnie powstało nie po to, żeby
                                                    przeciwstawić się zwiększaniu entropii... takie sformułowanie - "przeciwstawić
                                                    się" już zawiera jakąś wolę, celowość. To obcy mi sposób myślenia o fenomenie
                                                    życia. Bo niby czemu TRZEBA przeciwstawiać się entropii? Widzę tylko jedną
                                                    nieideologiczną przyczynę: realizowanie genetycznego programu rozmnażania się.
                                                    Bo ono faktycznie może zaistnieć tylko tedy, gdy uda się powstrzymać wzrost
                                                    entropii, przynajmniej na czas potrzebny do rozmnożenia się.
                                                  • reichman Re: odp. na dwa posty - łączę je 06.05.04, 10:00
                                                    fan_gazety napisał:
                                                    K: Ale w co tak naprawde wierza? na pewno nie w to, co xieza...
                                                    ** Tego nie wiem. A Ty?
                                                    Mylisz wiare w sensie uznania za realne wydarzenia, ktore moglo
                                                    zajsc (np. wierzysz, ze Kowalski ukradl, bo jakby inaczej mial szmal na nowego
                                                    Mercedesa S class), z wiara w wydarzenia fizycznie niemozliwe, np. w stworzenie
                                                    swiata przez tzw. boga... :(

                                                    K: Tak, dopoki nie ograniczaja praw i jakosci zycia innych ludzi, w tym
                                                    przypadku niewierzacych!
                                                    ** Jasne. A Twoje prawa i jakość życia są jakoś ograniczane, oprócz tego
                                                    dofinansowywania religii w szkole z budżetu?
                                                    K: To wystarczy. Takze ta obecnosc czarnych w panstwowych mediach, nie
                                                    rownowazona obecnoscia ateistow, oraz sam fakt nauczania religii R-K w
                                                    panstwowych szkolach, i te zadania "w imieniu wszystkich Poakow" aby wprowadzic
                                                    tzw. boga do europejskiej konstyutcji... Starczy? A obecnosc funkcjonariuszy
                                                    panstwa, rzekomo neutralnego religijnie, na czysto katolickich uroczystosciach?

                                                    K: Tak i Nie! Zycie to zorganizowany wyjatek w swiecie chaosu i zwiekszajacej
                                                    sie entropii (jestem lepszy z termodynamiki niz z biologii, ale pierwsze rzadzi
                                                    drugim)...
                                                    ** Oczywiście, że "rządzi". Ale życie pewnie powstało nie po to, żeby
                                                    przeciwstawić się zwiększaniu entropii... takie sformułowanie - "przeciwstawić
                                                    się" już zawiera jakąś wolę, celowość. To obcy mi sposób myślenia o fenomenie
                                                    życia. Bo niby czemu TRZEBA przeciwstawiać się entropii? Widzę tylko jedną
                                                    nieideologiczną przyczynę: realizowanie genetycznego programu rozmnażania się.
                                                    K: Niezrecznie uzylem pewnych terminow w dyskusji. Zycie powstalo przypadkowo,
                                                    ale pozniej rowijalo sie zgodnie z pewna logika (logika DNA)... Z reszta sie
                                                    oczywiscie zgadzam!

                                                    - Bo ono faktycznie może zaistnieć tylko tedy, gdy uda się powstrzymać wzrost
                                                    entropii, przynajmniej na czas potrzebny do rozmnożenia się.
                                                    K: Racja! :)
                                                  • fan_gazety No cóż... Czas chyba kończyć pogawędkę? 07.05.04, 08:15
                                                    Jeśli chodzi o mnie - "nie mam więcej pytań" :-)

                                                    To co piszesz o zaburzonym rozdziale Państwo - Kościół, jest także bliskie moim
                                                    poglądom.
                                                    Pozdrawiam - F_g
                                                  • Gość: Kagan Re: No cóż... Czas chyba kończyć pogawędkę? IP: *.e-loko.pl 08.05.04, 17:11
                                                    OK! Pozdr. ! :)
                                                  • fan_gazety Pozdrawiam i...owocnych polemik życzę! 09.05.04, 11:20
                                                  • kamila_z_nz Re: Pozdrawiam i...owocnych polemik życzę! 10.05.04, 11:03
                                                    Nawzajem! :)
                                                    Kolejne wcielenie Kagana...
    • rajchman Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 19.04.04, 11:24
      A moze jest tak jak pisal biskup Berkeley - wszystko jest uluda, generowana
      przez superkomputer kwantowo-fotonowy pracujacy w czasie urojonym w wirtualnej
      przestrzeni? Tyle ze znow nam tu zaden Bog nie jest potrzebny, bo my tez
      potrafimy budowac komputery, choc na razie nie az tak dobre... ;)
    • psychoguru Pytania do Kagana/Rajchmana 19.04.04, 16:15
      Czy mysli na powyzsze tematy nachodza cie bardzo czesto?

      Czy pojawiaja sie niespodziewanie? Jak czesto?

      Czy sa natretne, jak sie pojawiaja to nie mozesz przestac o tym myslec?

      Czy panujesz nad nimi: czy w chwili gdy nadchodza mozesz zmienic temat i
      zajac sie np. ogladaniem telewizji?

      Czy mozesz podjac decyzje: te tematy wylacze na x dni (np. x=3) i w tym
      czasie nie bedziesz w ogole o nich myslal?

      Czy sadzisz ze bylbys w stanie dla treningu przeorientowac swoje procesy
      myslowe: gdy tylko pojawia sie te tematy, myslisz o czyms innym?

      Co sadzisz o ludziach ktorych te tematy w ogole nie interesuja?

      • reichman Re: Pytania do Kagana/Rajchmana 19.04.04, 16:56
        Odpowiedz na me pytania, a nie sugeruj mi, ze jestem wariatem...
        Nie mam zadnych wizji "matki boskiej" czy "swietych", wino to dla mnie wino, a
        nie krew pewego zydka z Nazaretu. Zajmij sie najpierw swym stanem psychicznym,
        zanim zaczniesz mnie atakowac ad personam z braku argumentow ad meritum...
    • Gość: wali7 Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: 80.55.113.* 22.04.04, 09:33
      Witam,
      teraz szanowny Kaganie, po podaniu nam popularnonaukowej sieczki znanej zapewne większośći z odwiedzających to Forum, prosiłbym o dokładne wyjaśnienie, która z tych hipotez jest niezgodna z chrześcijańskim światopoglądem. Ja jakoś niepotrafię znaleźć żadnej. Jednak Kaganie - brawo - teraz przekonałeś mnie, że przynajmniej czytasz Scientific American. No - to do dzieła. Co mnie tu powinno skonfudować?
      Czekam....
      • Gość: Kagan Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: 80.51.235.* 22.04.04, 16:26
        Konkrety, please... ;)
    • Gość: Jarek Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: 67.131.131.* 10.05.04, 14:37
      Ty za to Kagan jestes dzielem niespotykanego przypadku, bo nie dosc ze klepiesz
      w klawiature bez sensu to jeszcze masz mnostwo swoich klonow :)
      • reichman Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 10.05.04, 14:49
        Gość portalu: Jarek napisał(a):
        Ty za to Kagan jestes dzielem niespotykanego przypadku, bo nie dosc ze klepiesz
        w klawiature bez sensu to jeszcze masz mnostwo swoich klonow :)
        K: Znow tylko ad personam? na nic wiecej was nie stac po tej kleszej
        indoktrynacji za mlodu?
        • Gość: Jarek Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: 67.131.131.* 10.05.04, 15:08
          Nie znow, tylko jak juz to prowadze dyskusje na powazne tematy. Tutaj tylko
          wtracilem swoje trzy grosze, bo mimo wszystko irytuje mnie twoje bezmyslne
          klepanie. Palnick i jemu podobni pomimo ze swoj punkt widzenia maja skierowany
          w podobnym kierunku co ty, to maja cos bardziej konkretnego do powiedzenia.
          Twoje wypowiedzi sluza tylko do tego zeby narobic burzy na forum.
          • rajchman Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 11.05.04, 09:55
            Me zadanie, to zmusic was, religiantow, do przemyslenia swego stanowiska,
            zebyscie sobie zdali sprawe za Terulianem, ze credo quia absurdum... I widze,
            ze mi sie to udaje, sadzac po ilosci atakow na ma skromna persone (bo brak wam,
            z definicji, argumentow merytorycznych czyli ad rem, stad te ataki ad
            personam)... :(

            Gość portalu: Jarek napisał(a):

            > Nie znow, tylko jak juz to prowadze dyskusje na powazne tematy. Tutaj tylko
            > wtracilem swoje trzy grosze, bo mimo wszystko irytuje mnie twoje bezmyslne
            > klepanie. Palnick i jemu podobni pomimo ze swoj punkt widzenia maja
            skierowany
            > w podobnym kierunku co ty, to maja cos bardziej konkretnego do powiedzenia.
            > Twoje wypowiedzi sluza tylko do tego zeby narobic burzy na forum.
            • Gość: Jarek Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: 67.131.131.* 11.05.04, 14:13
              Nie rozumiem twojej postawy. Grasz pokrzywdzonego i myslisz ze sie ludzie nad
              toba zlituja, bo o to niedobry Katolik cie "atakuje" i zarzuca ci pisanie
              bzdur, co wciaz podtrzymuje. Mam do ciebie pytanie zwiazane z kwestia wiary,
              czy tez niewiary. Jestes ateista ktory niewierzy w zadne zjawiska
              nadprzyrodzone, dokladniej w cokolwiek niematerialne? Czy tez jestes ateista
              ktory wierzy ze Boga nie ma? Bo w waszym przypadku wykreowala sie taka druga
              grupa ateistow, gdyz caly czas poblicznie podwazacie istnienie Boga...
              • Gość: Kagan Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: *.res.pl / *.res.pl 11.05.04, 14:33
                Gość portalu: Jarek napisał(a):
                Nie rozumiem twojej postawy. Grasz pokrzywdzonego i myslisz ze sie ludzie nad
                toba zlituja, bo o to niedobry Katolik cie "atakuje" i zarzuca ci pisanie
                bzdur, co wciaz podtrzymuje.
                K: Gdzie tu widziales prosbe o litosc? Zwrocilem ci tylko uwage, ze atakujac ad
                personam primo postepujesz niegodziwie, secundo dowodzisz, ze brak ci
                kontrargumentow mwrytorycznych...

                - Mam do ciebie pytanie zwiazane z kwestia wiary, czy tez niewiary. Jestes
                ateista ktory niewierzy w zadne zjawiska nadprzyrodzone, dokladniej w cokolwiek
                niematerialne? Czy tez jestes ateista ktory wierzy ze Boga nie ma? Bo w waszym
                przypadku wykreowala sie taka druga grupa ateistow, gdyz caly czas poblicznie
                podwazacie istnienie Boga...
                K: Ja w nic nie wierze: ani w Boga, ani w zjawiska nadprzyrodzone, natomiast
                uznaje istnienie zjawisk niematerialnych, bowiem toretycznie moze istniec sama
                informacja bez nosnika, tyle, ze to na razie raczej hipoteza. Nemniej nie ma w
                tym istnieniu czystej informacji nic nadprzyrodzonego...

                • Gość: Jarek Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: 67.131.131.* 11.05.04, 15:33
                  Moja mysla bylo to, ze czujesz sie pokrzywdzony poprzez "ataki" na twoja osobe,
                  a sam atakujesz. Druga sprawa, to mowisz, ze w nic nie wierzysz, to czemu sie
                  tym tak rzucasz? Jezeli jest ci z tym dobrze, to zostaw to dla siebie a nie
                  rozglaszasz dookola jaki to niewierzacy jestes. Jak dla ciebie Bog nie
                  istnieje, to Go poprostu nie ma i basta. W ogole w twoim przypadku nie rozumiem
                  twoich rozwodow na ten temat. Ludzie twojego pokroju, ktorzy nie wierza, nie
                  chodza w ogole do kosciola, nie praktykuja wiary, ale zyja jak wszyscy inni
                  normalni ludzie. Roznia sie tylko tym ze uwazaja, ze nie ma nikogo takiego jak
                  Bog. Ale zeby odrazu to glosic? Wiesz, ze i tak nic nie zmienisz swoimi
                  pogladami i swoimi wystapieniami w ludziach ktorzy naprawde wierza, lub nawet w
                  tych ktorzy wierza bo tak zostali wychowani. My mozemy gadac na ksiezy,
                  narzekac na nich, jak to oni z nami postepuja, jacy to oni sa w ogole, ale to
                  nie o to chodzi, bo my wierzacy potrzebujemy byc blizej Boga i zblizamy sie do
                  niego i czujemy Jego obecnosc przy modlitwie, jak rowniez w ogole w zyciu
                  codziennym. Tylko ty i tobie podobni tego nie zrozumiecie. Uznajecie nas za
                  glupkow, bo jak mozna "naiwnie" wierzyc w kogos kto "nie isnieje" i to nie
                  wazne, ze jest nas znaczna wiekszosc na ziemi, bez wzgledu na wyznanie, ze was
                  jest tylko garstka. Dla was jestesmy poprostu rzesza baranow. Ale ja w takim
                  przypadku moge powiedziec tylko jedna rzecz... jezeli wam sie to nie podoba, to
                  wyprowadzcie sie na ksiezyc czy na Marsa, a jak juz potrzebujecie sie wygadac
                  miedzy soba to zalozcie sobie fora na stronach stworzonych przez siebie, zeby
                  sluzyly one tylko wam, a nie wprowadzacie zamet w miejscach ogolnie dostepnych.
                  Z wielu przeprowadzonych dyskusji na tym forum, ktore zdazylem przeczytac to
                  doszedlem do wniostku, ze dyskusje te nie maja sensu, gdyz w zadnym wypadku nie
                  dochodzi do jakiegos wspolnego punktu. Predzej Katolik z Protestantem sie
                  dogada, jak w ogole teista z ateista. Jeszcze tylko kwestia nauki... jest ona
                  po to zeby nam ludziom sluzyc, zebysmy mogli poznawac namacalne zjawiska (choc
                  nie tylko), ale uwazam ze bezmyslnym jest, jezeli opierasz sie wylacznie na
                  nauce, lub wylacznie na religii, bo to juz sa wtedy obsesje. Mysle, ze nauke i
                  wiare mozna pogodzic, tylko trzeba tego chciec i glebiej nad tym pomyslec...
                  • amber1002 Ale zeby odrazu to glosic? 11.05.04, 17:33
                    Gość portalu: Jarek napisał(a):

                    > Moja mysla bylo to, ze czujesz sie pokrzywdzony poprzez "ataki" na twoja
                    osobe,
                    >
                    > a sam atakujesz. Druga sprawa, to mowisz, ze w nic nie wierzysz, to czemu sie
                    > tym tak rzucasz? Jezeli jest ci z tym dobrze, to zostaw to dla siebie a nie
                    > rozglaszasz dookola jaki to niewierzacy jestes. Jak dla ciebie Bog nie
                    > istnieje, to Go poprostu nie ma i basta. W ogole w twoim przypadku nie
                    rozumiem
                    >
                    > twoich rozwodow na ten temat. Ludzie twojego pokroju, ktorzy nie wierza, nie
                    > chodza w ogole do kosciola, nie praktykuja wiary, ale zyja jak wszyscy inni
                    > normalni ludzie. Roznia sie tylko tym ze uwazaja, ze nie ma nikogo takiego
                    jak
                    > Bog. Ale zeby odrazu to glosic? Wiesz, ze i tak nic nie zmienisz swoimi
                    > pogladami i swoimi wystapieniami w ludziach ktorzy naprawde wierza, lub nawet
                    w
                    >
                    > tych ktorzy wierza bo tak zostali wychowani. My mozemy gadac na ksiezy,
                    > narzekac na nich, jak to oni z nami postepuja, jacy to oni sa w ogole, ale to
                    > nie o to chodzi, bo my wierzacy potrzebujemy byc blizej Boga i zblizamy sie
                    do
                    > niego i czujemy Jego obecnosc przy modlitwie, jak rowniez w ogole w zyciu
                    > codziennym. Tylko ty i tobie podobni tego nie zrozumiecie. Uznajecie nas za
                    > glupkow, bo jak mozna "naiwnie" wierzyc w kogos kto "nie isnieje" i to nie
                    > wazne, ze jest nas znaczna wiekszosc na ziemi, bez wzgledu na wyznanie, ze
                    was
                    > jest tylko garstka. Dla was jestesmy poprostu rzesza baranow. Ale ja w takim
                    > przypadku moge powiedziec tylko jedna rzecz... jezeli wam sie to nie podoba,
                    to
                    >
                    > wyprowadzcie sie na ksiezyc czy na Marsa, a jak juz potrzebujecie sie wygadac
                    > miedzy soba to zalozcie sobie fora na stronach stworzonych przez siebie, zeby
                    > sluzyly one tylko wam, a nie wprowadzacie zamet w miejscach ogolnie
                    dostepnych.
                    >
                    > Z wielu przeprowadzonych dyskusji na tym forum, ktore zdazylem przeczytac to
                    > doszedlem do wniostku, ze dyskusje te nie maja sensu, gdyz w zadnym wypadku
                    nie
                    >
                    > dochodzi do jakiegos wspolnego punktu. Predzej Katolik z Protestantem sie
                    > dogada, jak w ogole teista z ateista. Jeszcze tylko kwestia nauki... jest ona
                    > po to zeby nam ludziom sluzyc, zebysmy mogli poznawac namacalne zjawiska
                    (choc
                    > nie tylko), ale uwazam ze bezmyslnym jest, jezeli opierasz sie wylacznie na
                    > nauce, lub wylacznie na religii, bo to juz sa wtedy obsesje. Mysle, ze nauke
                    i
                    > wiare mozna pogodzic, tylko trzeba tego chciec i glebiej nad tym pomyslec...

                    Panie Jarku, a dlaczego Pana tak oburza postawa Kagana? Dlaczego mu nie wolno
                    wyrazac swoich przekonan? Ja zyje w kraju wyznaniowym co mi sie wcale nie
                    podoba. Na kazdym kroku katolicy afiszuja sie swoja wiara, wrecz ja narzucaja
                    (przedszkole, szkoly, krzyze w instytucjach panstwowych). Niech pan sprobuje
                    zrozumiec co czuje dziecko, ktore jako nieliczne w klasie nie chodzi na
                    religie? Znam tez rodzicow ateistow, ktorzy posylaja na religie tylko dlatego
                    zeby dzieci nie doznaly przykrosci ze strony rowiesnikow czy nauczycieli. Sa
                    wartosci uniwersalne i je nalezy propagowac, dlaczego moje dziecko nie moglo
                    uczeszczac na etyke?, dlaczego nie ma przedmiotu religioznawstwo?, a jest
                    jedna "sluszna" etyka katolicka? a dlaczego my ateisci mamy siedziec cicho ?
                    pozdrawiam
                    Amber
                    • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 11.05.04, 18:21
                      Powiem wprost, wasze wystapienia wsrod rzeszy (nie ma co sie oszukiwac znacznej
                      wiekszosci ludzi wierzacych) przeciwko wierze wygladaja groteskowo. Dziwi mnie
                      to, ze czuje sie pan zle wsrod chrzescijan, ktorzy wedlug mnie powinni byc
                      tolerancyjni jezeli chodzi o wyznanie, lub niewiare w ogole. Oczywiscie ta
                      tolerancja ma swoje granice, dopoki jeden drugiemu za bardzo w droge nie w
                      chodzi miedzy innymi narzucajac swoje poglady. Chyba nie ma miejsca na ziemi
                      gdzie ludzie nie byliby zwiazani z wiara, pozostaje jeszcze zycie pustelnika,
                      jezeli tak bardzo przeszkadza zycie wsrod ludzi wierzacych. W zyciu czlowieka
                      raczej nie ma takiej mozliwosci zeby nie zetknac sie z wiara, wiec w waszym
                      (ateistow) przypadku jest to dobrowolne odrzucenie wiary w Boga. Prosze mi
                      powiedziec co tak naprawde sklonilo do tej niewiary?
                      • kamila_z_nz Re: Ale zeby odrazu to glosic? 11.05.04, 18:54
                        Gość portalu: Jarek napisał(a): Powiem wprost, wasze wystapienia wsrod rzeszy
                        (nie ma co sie oszukiwac znacznej wiekszosci ludzi wierzacych) przeciwko wierze
                        wygladaja groteskowo.
                        K: Powszechnosc danego zabobonu nie czyni go slusznym... Zreszta wsrod ludzi
                        nauki zaznacza sie wiekszy % ateistow niz wsrod reszty spoleczenstwa (p.
                        ostatnie badania w USA, gdzie jest najwiecej naukowcow), a wiec groteskowo
                        wygladasz tylko ty, ktory do swego zabobonu na sile dorabiasz zupelnie
                        niepasujaca pseudonaukowa otoczke!

                        - Dziwi mnie to, ze czuje sie pan zle wsrod chrzescijan, ktorzy wedlug mnie
                        powinni byc tolerancyjni jezeli chodzi o wyznanie, lub niewiare w ogole.
                        K: Patrz:
                        Pewien mlody ksiadz w latach 1970tych na Pl. Szembeka w W-wie, kiedy mu
                        powiedzialem, ze chce brac slub koscielny jako niewierzacy (rodzina zony tak
                        bardzo chciala, aby byl slub koscielny), obrazil mnie nazywajac tepym
                        poganinem - oto tolerancja katolikow...

                        - Oczywiscie ta tolerancja ma swoje granice, dopoki jeden drugiemu za bardzo w
                        droge nie w chodzi miedzy innymi narzucajac swoje poglady. Chyba nie ma miejsca
                        na ziemi gdzie ludzie nie byliby zwiazani z wiara, pozostaje jeszcze zycie
                        pustelnika, jezeli tak bardzo przeszkadza zycie wsrod ludzi wierzacych. W zyciu
                        czlowieka raczej nie ma takiej mozliwosci zeby nie zetknac sie z wiara, wiec w
                        waszym (ateistow) przypadku jest to dobrowolne odrzucenie wiary w Boga.
                        K: Zauwaz ze w pobliskich Czechach, a takze w Estonii i Skandynawii ateisci,
                        agnostycy i osoby areligijne stanowia WIEKSZOSC spoleczenstwa, i podobny trend
                        notujemy w Niemczech, Francji czy Anglii!

                        - Prosze mi powiedziec co tak naprawde sklonilo do tej niewiary?
                        K: Samodzielne myslenie, samodzielna a krytyczna lektura i analiza Biblii oraz
                        postepy nauki...
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=762646
                        • kamila_z_nz Re: Ale zeby odrazu to glosic? 11.05.04, 18:58
                          Jarek: Powiem wprost, wasze wystapienia wsrod rzeszy (nie ma co sie oszukiwac
                          znacznej wiekszosci ludzi wierzacych) przeciwko wierze wygladaja groteskowo.
                          K: Powszechnosc danego zabobonu nie czyni go slusznym... Zreszta wsrod ludzi
                          nauki zaznacza sie wiekszy % ateistow niz wsrod reszty spoleczenstwa (p.
                          ostatnie badania w USA, gdzie jest najwiecej naukowcow), a wiec groteskowo
                          wygladasz tylko ty, ktory do swego zabobonu na sile dorabiasz zupelnie
                          niepasujaca pseudonaukowa otoczke!
                          - Dziwi mnie to, ze czuje sie pan zle wsrod chrzescijan, ktorzy wedlug mnie
                          powinni byc tolerancyjni jezeli chodzi o wyznanie, lub niewiare w ogole.
                          K: Patrz: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=762646
                          Pewien mlody ksiadz w latach 1970tych w kosciele na Pl. Szembeka w W-wie, kiedy
                          mu powiedzialem, ze chce brac slub koscielny jako niewierzacy (rodzina zony tak
                          bardzo chciala, aby byl slub koscielny), obrazil mnie nazywajac mnie publicznie
                          tepym poganinem - oto przyklad na owa tolerancje katolikow... :(
                          - Oczywiscie ta tolerancja ma swoje granice, dopoki jeden drugiemu za bardzo w
                          droge nie w chodzi miedzy innymi narzucajac swoje poglady. Chyba nie ma miejsca
                          na ziemi gdzie ludzie nie byliby zwiazani z wiara, pozostaje jeszcze zycie
                          pustelnika, jezeli tak bardzo przeszkadza zycie wsrod ludzi wierzacych. W zyciu
                          czlowieka raczej nie ma takiej mozliwosci zeby nie zetknac sie z wiara, wiec w
                          waszym (ateistow) przypadku jest to dobrowolne odrzucenie wiary w Boga.
                          K: Zauwaz ze w pobliskich Czechach, a takze w Estonii i Skandynawii ateisci,
                          agnostycy i osoby areligijne stanowia WIEKSZOSC spoleczenstwa, i podobny trend
                          notujemy w Niemczech, Francji czy Anglii!
                          - Prosze mi powiedziec co tak naprawde sklonilo do tej niewiary?
                          K: Samodzielne myslenie, samodzielna a krytyczna lektura i analiza Biblii oraz
                          postepy nauki...
                        • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 11.05.04, 23:08
                          Wsrod ludzi nauki moze byc wiekszy % ateistow, gdyz przez swoja proznosc doszli
                          oni do wniosku ze nie potrzebuja Boga. Czlowiek potrafi umiejetnie wykorzystac
                          swoj rozum, ale w pewnych przypadkach moze to go zgubic, lecz wtedy bedzie za
                          pozno na jakiekolwiek ratowanie. Mowiac o tolerancyjnosci mowilem ze
                          chrzescijanie "powinni byc tolerancyjni" co nie oznacza ze wszyscy sa. Nie
                          przedstawiles tej historii bardziej szczegolowo, nie potrafie ocenic tego
                          ksiedza, byc moze trafiles na jakis trudny przypadek, nie bede nad tym
                          polemizowal jak nie znam szczegolow i wiecej faktow na ten temat. Dalej to
                          ateizm, agnostycyzm i areligijnosc w podanych przez ciebie krajach. W tym
                          wypadku sie z toba nie zgodze, z tego co wiem to procent ludzi wierzacych w
                          tych krajach jest wiekszy od tej drugiej grupy, choc procent ateistow i im
                          podobnych jest znaczny. I ostatnia rzecz, czy uwierzylbys mi ze te same rzeczy
                          ktore ciebie sklonily do niewiary, mnie sklonily do wiary? Wczesniej wlasnie
                          mialem taka chustawke z moja wiara. Wychowany bylem w katlickiej rodzinie, ale
                          rodzice ani nikt z otoczenia nie mieli na mnie wplywu. Dopiero wlasne
                          przemyslenia i analizy zmienily to...
                          • reichman Re: Ale zeby odrazu to glosic? 12.05.04, 11:17
                            Gość portalu: Jarek napisał(a):
                            Wsrod ludzi nauki moze byc wiekszy % ateistow, gdyz przez swoja proznosc doszli
                            oni do wniosku ze nie potrzebuja Boga.
                            K: Nie proznosc, ale dzieki temu ze zaczeli samodzielnie myslec, wiec doszli do
                            jedynie mozliwego logicznegoi wniosku, ze religia to zabobon i zbior
                            nielogicznych i nieracjonalnych przesadow (w przypadku chrzescijanstwa -
                            zydowskich)...

                            - Czlowiek potrafi umiejetnie wykorzystac swoj rozum, ale w pewnych przypadkach
                            moze to go zgubic, lecz wtedy bedzie za pozno na jakiekolwiek ratowanie.
                            K: Ciekawa logika: rozum gubi, glupota, przesady i zabobony ratuja... :(

                            - Mowiac o tolerancyjnosci mowilem ze chrzescijanie "powinni byc tolerancyjni"
                            co nie oznacza ze wszyscy sa. Nie przedstawiles tej historii bardziej
                            szczegolowo, nie potrafie ocenic tego ksiedza, byc moze trafiles na jakis
                            trudny przypadek, nie bede nad tym polemizowal jak nie znam szczegolow i wiecej
                            faktow na ten temat.
                            K: To bynajmniej nie byl przypadek odosobniony w owym "triumfujacym" polskim
                            kosciele, pelnym pychy kleszej... :(

                            - Dalej to ateizm, agnostycyzm i areligijnosc w podanych przez ciebie krajach.
                            W tym wypadku sie z toba nie zgodze, z tego co wiem to procent ludzi wierzacych
                            w tych krajach jest wiekszy od tej drugiej grupy, choc procent ateistow i im
                            podobnych jest znaczny.
                            K: Nie bedziemy sie spierac o szczegoly: wystarczy popatrzec na puste i
                            opuszczone koscioly tamze, upadajace w ruine albo zamieniane na cele swieckie...
                            Sporo podrozuje, i to widze, oraz czytam statystyki...

                            - I ostatnia rzecz, czy uwierzylbys mi ze te same rzeczy ktore ciebie sklonily
                            do niewiary, mnie sklonily do wiary? Wczesniej wlasnie mialem taka chustawke z
                            moja wiara. Wychowany bylem w katlickiej rodzinie, ale rodzice ani nikt z
                            otoczenia nie mieli na mnie wplywu. Dopiero wlasne przemyslenia i analizy
                            zmienily to...
                            K: Jestes wyjatkiem potwierdzajacym regule: w spoleczenstwie rzadza prawa
                            statystyczne: na 1000 porzucajacych wiare zwasze sie znajdzie 1-2 osoby do niej
                            powracajace... Ale liczy sie ogolny trend, a ten jest ku laicyzacji,
                            przynajmniej w Europie i Australii-NZ!
                            Pozdr.
                            • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 12.05.04, 14:19
                              Nie zrozumiales najwidoczniej do konca mojej mysli. Podam ci przyklad,
                              genetyka, duzo trabia o tym ze badania na genach moga byc korzystne dla nas ale
                              moga tez doprowadzic do pewnej katastrofy, podobnie jest z wykorzystywaniem
                              pierwiastkow promieniotworczych. A cofajac sie o zdanie wstecz to mysle ze
                              naukowcy sa bardziej ograniczeni jezeli chodzi o myslenie niz przecietny
                              czlowiek. Ich mozgi skoncentrowane sa wylacznie na badaniach, w zyciu
                              codziennym to gdyby nie najblizsi to zapewne by zgineli, tymbardziej ze co oni
                              maja z tego zycia poza praca, skoro wiekszosc wlasnie tego czasu to spedzaja
                              pracujac. Nie moga przeciez tak poprostu zostawic niedokonczonej pracy, nie
                              moga ot tak poprostu zostawic na jutro jakiegos pomyslu, musza dokonczyc to co
                              juz zaczeli. Zboczenie zawodowe calkowicie lasuje im mozgi jezeli chodzi o
                              swiat inny jak ten w ktorym oni przebywaja wiekszosc czasu, czyli labolatoria.
                              Dalej wracajac do zdania do przodu, nie wiem co masz na mysli poprzez przesady
                              i zabobony, bylbym ci wdzieczny gdybys troche bardziej rozwijal swoje mysli a
                              nie szedl na latwizne i wcinal tylko krotkie bezsensowne odpowiedzi. I na
                              koniec, chcialbym zobaczyc te tysiac porzucajacych wiare, moze bys napisal w
                              jakim okresie czasu? bo chyba nie z dnia na dzien, bo zapewne mielibysmy
                              przynajmniej rownowage ateistow i teistow, a z tego co ja wiem to raczej ludzi
                              wierzacych przybywa...
                              • Gość: Kagan Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.04, 14:30
                                Gość portalu: Jarek napisał(a):
                                Nie zrozumiales najwidoczniej do konca mojej mysli. Podam ci przyklad,
                                genetyka, duzo trabia o tym ze badania na genach moga byc korzystne dla nas ale
                                moga tez doprowadzic do pewnej katastrofy, podobnie jest z wykorzystywaniem
                                pierwiastkow promieniotworczych.
                                K: OK, tez jestem przeciwko nieopowiedzialnym mainpulowaniem na genach ("uczen
                                czarnoxieznika") ale z innych powodow, mianowicie nie mozna prowadzic takich
                                badan, dopoki sie nie pozna mechanizmu dzialania owych genow w takim stopniu,
                                jak np. inzynier zna dzialanie reaktora jadrowego (awaria w Czarnobylu byla
                                znacznie mniej straszna niz wiele innych i wynikla nie z braku wiedzy, ale
                                braku odpowiedzialnosci konkretnych technikow)...

                                - A cofajac sie o zdanie wstecz to mysle ze naukowcy sa bardziej ograniczeni
                                jezeli chodzi o myslenie niz przecietny czlowiek. Ich mozgi skoncentrowane sa
                                wylacznie na badaniach, w zyciu codziennym to gdyby nie najblizsi to zapewne by
                                zgineli, tymbardziej ze co oni maja z tego zycia poza praca, skoro wiekszosc
                                wlasnie tego czasu to spedzaja pracujac. Nie moga przeciez tak poprostu
                                zostawic niedokonczonej pracy, nie moga ot tak poprostu zostawic na jutro
                                jakiegos pomyslu, musza dokonczyc to co juz zaczeli. Zboczenie zawodowe
                                calkowicie lasuje im mozgi jezeli chodzi o swiat inny jak ten w ktorym oni
                                przebywaja wiekszosc czasu, czyli labolatoria.
                                K: Masz na mysli uczonych laboratoryjnych, ale dla mnie, przedstawiciela nauk
                                spolecznych laboratorium to cale spoleczenstwo, wiec nie mozesz mi zarzucic, ze
                                nie znam rzeczywistosci codziennej...

                                - Dalej wracajac do zdania do przodu, nie wiem co masz na mysli poprzez
                                przesady i zabobony, bylbym ci wdzieczny gdybys troche bardziej rozwijal swoje
                                mysli a nie szedl na latwizne i wcinal tylko krotkie bezsensowne odpowiedzi.
                                K: To proste: niepokalane poczecie, Bog-czlowiek, Syn Bozy, Matka Boska itp. -
                                przeciez to nie ma najmniejszego sensu, nawet z pozycji deizmu!

                                - I na koniec, chcialbym zobaczyc te tysiac porzucajacych wiare, moze bys
                                napisal w jakim okresie czasu? bo chyba nie z dnia na dzien, bo zapewne
                                mielibysmy przynajmniej rownowage ateistow i teistow, a z tego co ja wiem to
                                raczej ludzi wierzacych przybywa...
                                K: Przybywa? Chyba nie w Europie, moze w III swiecie, gdzie kosciol moze
                                wlaczac do statystyk ile chce "duszyczek", bo tego i tak nikt nie sprawdzi. Zas
                                w Europie tysiace ludzie codziennie porzucaja wiare - sprawdz np. w oficjalnych
                                niemieckich statystykach... I liczy sie zreszta jakosc ludzi, co porzucjaja
                                kosciol i wiare, nie tylko ich ilosc...

                    • kamila_z_nz Re: Ale zeby odrazu to glosic? 11.05.04, 19:06
                      Jarek: Moja mysla bylo to, ze czujesz sie pokrzywdzony poprzez "ataki" na twoja
                      osobe, a sam atakujesz. Druga sprawa, to mowisz, ze w nic nie wierzysz, to
                      czemu sie tym tak rzucasz? Jezeli jest ci z tym dobrze, to zostaw to dla siebie
                      a nie rozglaszasz dookola jaki to niewierzacy jestes. Jak dla ciebie Bog nie
                      istnieje, to Go poprostu nie ma i basta. W ogole w twoim przypadku nie
                      rozumiem twoich rozwodow na ten temat. Ludzie twojego pokroju, ktorzy nie
                      wierza, nie chodza w ogole do kosciola, nie praktykuja wiary, ale zyja jak
                      wszyscy inni normalni ludzie. Roznia sie tylko tym ze uwazaja, ze nie ma nikogo
                      takiego jak Bog. Ale zeby odrazu to glosic? Wiesz, ze i tak nic nie zmienisz
                      swoimi pogladami i swoimi wystapieniami w ludziach ktorzy naprawde wierza, lub
                      nawet w tych ktorzy wierza bo tak zostali wychowani. My mozemy gadac na ksiezy,
                      narzekac na nich, jak to oni z nami postepuja, jacy to oni sa w ogole, ale
                      to nie o to chodzi, bo my wierzacy potrzebujemy byc blizej Boga i zblizamy sie
                      do niego i czujemy Jego obecnosc przy modlitwie, jak rowniez w ogole w zyciu
                      codziennym. Tylko ty i tobie podobni tego nie zrozumiecie. Uznajecie nas za
                      glupkow, bo jak mozna "naiwnie" wierzyc w kogos kto "nie isnieje" i to nie
                      wazne, ze jest nas znaczna wiekszosc na ziemi, bez wzgledu na wyznanie, ze
                      was jest tylko garstka. Dla was jestesmy poprostu rzesza baranow. Ale ja w tak
                      im przypadku moge powiedziec tylko jedna rzecz... jezeli wam sie to nie podoba,
                      to wyprowadzcie sie na ksiezyc czy na Marsa, a jak juz potrzebujecie sie
                      wygadac miedzy soba to zalozcie sobie fora na stronach stworzonych przez
                      siebie, zeby sluzyly one tylko wam, a nie wprowadzacie zamet w miejscach
                      ogolnie dostepnych.
                      K: Chcialbys mi zamknac usta, a jednoczesnie prowadzic oglupiajaca
                      indoktrynacje religijna dzieci, na dodatek za moje pieniadze (konkordat)... :(
                      Oto typowa katolicka podwojna moralnosc, i brak poszanowania dla wolnosci slowa
                      i sumienia... :(

                      - Z wielu przeprowadzonych dyskusji na tym forum, ktore zdazylem przeczytac
                      to doszedlem do wniostku, ze dyskusje te nie maja sensu, gdyz w zadnym wypadku
                      nie dochodzi do jakiegos wspolnego punktu. Predzej Katolik z Protestantem sie
                      dogada, jak w ogole teista z ateista.
                      K: Ska wiesz? Ludzie mysla, w odroznieniu od ciebie, i po pewnym czasie moga
                      dojsc samodzielnie do pwenych wanioskow, i tak obesrwujemy wzrost piostwa
                      laickich w Polsce, a w taklich Czechach ateisci to juz wiekszosc, czemu wiec
                      wysylasz mnie na ksiezyc albo do pustelni a nie do Pragi Ceskiej? Milosc
                      blizniego?

                      - Jeszcze tylko kwestia nauki... jest ona po to zeby nam ludziom sluzyc,
                      zebysmy mogli poznawac namacalne zjawiska (choc nie tylko), ale uwazam ze
                      bezmyslnym jest, jezeli opierasz sie wylacznie na nauce, lub wylacznie na
                      religii, bo to juz sa wtedy obsesje. Mysle, ze nauke i wiare mozna pogodzic,
                      tylko trzeba tego chciec i glebiej nad tym pomyslec.
                      K: Chciejstwo? Mieszanie religii do nauki zaowocowalo tylko paleniem uczonych
                      na stosach... :(

                      • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: *.dyn.optonline.net 12.05.04, 01:32
                        Uwazam ze twoje wypowiedzi budza kontrowersje i mijaja sie z prawda. Jezeli
                        chodzi o prowadzenie nauk religijnych dla dzieci to niestety piszesz pod zly
                        adres, nie jestem typem nauczyciela i nie zamierzam nikogo pouczac ani nikomu
                        czegokolwiek narzucac. Pisze to co mysle starajac sie nikomu nic nie narzucac,
                        kazdy kieruje sie wlasnym rozumem i wlasnym sumieniem. Zabieram glos na tym
                        forum zeby przedstawic swoj punkt widzenia i rownoczenie nie zgodzic sie z
                        toba, gdyz wypowiedzi twoje mnie bulwersuja. Uwazam tez ze rowniez tolerancja
                        ma swoje granice. Zarowno ja jak i ty nie bedziemy tolerowac roznych zboczen,
                        przemocy, pewnych zachowan, to moze sie wydawac dla ciebie oczywiste jezeli
                        jestes normalny i w pelni zdrowy psychicznie, ale jezeli chodzi o tolerancje to
                        pewne rzeczy beda ja tolerowac a ty nie i odwrotnie. I nie rozumiem dlaczego
                        tak daleko cofasz sie w czasie jezeli chodzi o stosunki Kosciola i nauki. W
                        tamtych czasach ludzie mysleli zupelnie innym kategoriami i porownywanie
                        tamtych czasow do tych jest wedlug mnie nie namiejscu.
                        • reichman Re: Ale zeby odrazu to glosic? 12.05.04, 11:09
                          Gość portalu: Jarek napisał(a): Uwazam ze twoje wypowiedzi budza kontrowersje
                          i mijaja sie z prawda.
                          K: Maja budzic kontrowersje, ale z prawda sie nie rozmijaja!

                          - Jezeli chodzi o prowadzenie nauk religijnych dla dzieci to niestety piszesz
                          pod zly adres, nie jestem typem nauczyciela i nie zamierzam nikogo pouczac ani
                          nikomu czegokolwiek narzucac. Pisze to co mysle starajac sie nikomu nic nie
                          narzucac, kazdy kieruje sie wlasnym rozumem i wlasnym sumieniem. Zabieram glos
                          na tym forum zeby przedstawic swoj punkt widzenia i rownoczenie nie zgodzic sie
                          z toba, gdyz wypowiedzi twoje mnie bulwersuja. Uwazam tez ze rowniez tolerancja
                          ma swoje granice. Zarowno ja jak i ty nie bedziemy tolerowac roznych zboczen,
                          przemocy, pewnych zachowan, to moze sie wydawac dla ciebie oczywiste jezeli
                          jestes normalny i w pelni zdrowy psychicznie, ale jezeli chodzi o tolerancje to
                          pewne rzeczy beda ja tolerowac a ty nie i odwrotnie. I nie rozumiem dlaczego
                          tak daleko cofasz sie w czasie jezeli chodzi o stosunki Kosciola i nauki. W
                          tamtych czasach ludzie mysleli zupelnie innym kategoriami i porownywanie
                          tamtych czasow do tych jest wedlug mnie nie namiejscu.
                          K: Uwazam po prostu, ze chrzczenie niemowlat czy posylanie dzieci na nauke
                          religii to gwalt na dzieciach. Jak dorosna, to moga sobie wybrac wiare albo ja
                          odrzucic, ale nie wolno dzieciom mowic tylko jednego (nauczac religii) a
                          pomijac drugie (nauke o tym, ze religia to zabobon i przesad) - to jest po
                          prostu nie uczciwe! I nie mozna zapomniec o historii!

                          • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 12.05.04, 14:24
                            Z jednym sie zgodze, nie powinno sie robic wody z mozgu, powinno sie
                            uswiadamiac. Wybor nalezy do czlowieka, ale pod warunkiem ze jest juz dorosly i
                            potrafi samodzielnie myslec i dawac sobie rade w zyciu, a w miedzy czasie
                            uwazam ze powinien poznac jak najwiecej.
                            • Gość: Kagan Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.04, 14:34
                              Czyli chrzest tylko dla doroslych i albo nauka religii od lat 18, albo
                              rownowaga w propagandzie pro i antyreligjnej? Zgoda?
                              • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 12.05.04, 14:51
                                No nie zupelnie. Wiesz co to jest tradycja? tylko nie mow ze kolejny zabobon,
                                bo strace sily :)
                                • Gość: Kagan Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.04, 15:42
                                  Tradycja nie jest zla - p. powodzenie partii konserwatywnych, ale np. w W.
                                  Brytanii konserwatysta to nie koniecznie klerykal!
                                  Pozdr. bo ide sobie cos zjesc!
                                  Kagan
                    • kamila_z_nz Re: Ale zeby odrazu to glosic? 11.05.04, 19:08
                      Amber: Panie Jarku, a dlaczego Pana tak oburza postawa Kagana? Dlaczego mu nie
                      wolno wyrazac swoich przekonan? Ja zyje w kraju wyznaniowym co mi sie wcale nie
                      podoba. Na kazdym kroku katolicy afiszuja sie swoja wiara, wrecz ja narzucaja
                      (przedszkole, szkoly, krzyze w instytucjach panstwowych). Niech pan sprobuje
                      zrozumiec co czuje dziecko, ktore jako nieliczne w klasie nie chodzi na
                      religie? Znam tez rodzicow ateistow, ktorzy posylaja na religie tylko dlatego
                      zeby dzieci nie doznaly przykrosci ze strony rowiesnikow czy nauczycieli. Sa
                      wartosci uniwersalne i je nalezy propagowac, dlaczego moje dziecko nie moglo
                      uczeszczac na etyke?, dlaczego nie ma przedmiotu religioznawstwo?, a jest
                      jedna "sluszna" etyka katolicka? a dlaczego my ateisci mamy siedziec cicho ?
                      pozdrawiam
                      Amber
                      K: Nic dodac, niz ujac - p. tez ma odp. Jarkowi...
                      Pozdr. cie, Amber! :)
                      • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: *.dyn.optonline.net 12.05.04, 01:42
                        Jaka moge miec pewnosc ze tego postu nie napisales ty Kagan pod ksywka Amber?
                        Obok imienia autora nie ma ip, imie napisane jest gruba czcionka tak jak ty to
                        stosujesz w innych swoich pseudonimach. Robisz sztuczny tlok na forum i
                        wciskasz innym kit, ze tak wielu podziela twoje zdanie. Ze mna ci sie akurat
                        nie udalo...
                        • reichman Re: Ale zeby odrazu to glosic? 12.05.04, 11:03
                          To jeszcze nie wiesz, ze ja, jak twoj Bog, jestem na raz w kilku miejscach i
                          jako rozne osoby? Nie slyszales o Wielkiej Tajemnicy Kagana?
                          • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 12.05.04, 14:29
                            Tak Kaganku, ale daj juz sobie na wstrzymanie, bo gadanie takich glupot moze
                            powaznie odbic sie na twojej psychice :)
                            • Gość: Kagan Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.04, 14:32
                              Znow ad personam? Poczytaj lepiej:
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11936540&a=11936540
                              • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 12.05.04, 14:53
                                A co ty taki przewrazliwiony jestes?, przeciez ci nie ublizylem...
                                • Gość: Kagan Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.04, 15:00
                                  Moze mi nie nabluzgales, ale... ;)
                                  • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 12.05.04, 15:07
                                    ale... nie musisz konczyc, wiem, musisz utrzymac postawe :)
                                    • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 12.05.04, 15:15
                                      Tutaj chcialbym jeszcze tylko dodac cos na temat twojego ulubionego kraju
                                      Czechy :)
                                      "Przegrały z Unią
                                      Prostytutki znikają
                                      Po wejściu Czech do Unii Europejskiej z parkingów TIR-ów przed granicami
                                      zniknęły prostytutki. Ubywa ich także na, nazywanym najdłuższym domem
                                      publicznym w Europie, 14-kilometrowym odcinku trasy E-55 z Dubi do czesko-
                                      niemieckiego przejścia granicznego Cinovec."

                                      Mysle ze to jest jeden z przykladow do czego doprowadza miedzy innymi ten twoj
                                      ateizm, agnostycyzm czy cokolwiek z tym zwiazane...
                                      • Gość: Kagan Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.04, 15:18
                                        Najwiecej prostytutek bylo w Londynie za panowania arcychrzescijanskiej Krolowej
                                        Wiktorii...
                                        • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 12.05.04, 15:29
                                          Oj Kagan Kagan, ja mowie o dzisiaj a ty znow wracasz do historii iles tam lat
                                          wstecz. Moze ty nie z tej epoki jestes?, mamy XXI wiek, liczy sie to co jest
                                          dzisiaj a nie to co bylo kiedys. To juz historia, mozna o niej sie tylko na
                                          lekcjach ku temu przeznaczonych uczyc. Dla mnie z odleglych czasow ma znaczenie
                                          tylko to co mialo wplyw na historie i ludzkosc, i ma wplyw az do dzis. To co
                                          bylo i minelo i specjalnie sie nawet o tym nie pamieta, nie ma wiekszego
                                          znaczenia.
                                          • Gość: Kagan Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.05.04, 15:33
                                            Mowisz dokladnie jak Niemcy, co chca koniecznie zapomniec o swych zbrodniach z
                                            okresu II Wojny Swiatowej...
                                            • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 12.05.04, 16:46
                                              No co ty, tu nie ma co porownywac, badz co badz ich zbrodnie i dzialania mialy
                                              ogromny wplyw na dzieje ludzkosci. O tym uczy na historii kazdy cywilizowany
                                              kraj, a czy o poczynaniach Wiktorii ucza na normalnych lekcjach historii?
                                              • rajchman Re: Ale zeby odrazu to glosic? 13.05.04, 10:37
                                                Gość portalu: Jarek napisał(a): No co ty, tu nie ma co porownywac, badz co
                                                badz ich zbrodnie i dzialania mialy ogromny wplyw na dzieje ludzkosci. O tym
                                                uczy na historii kazdy cywilizowany kraj, a czy o poczynaniach Wiktorii ucza na
                                                normalnych lekcjach historii?
                                                K: Nie znasz, jak widze historii: to wlasnie za panowania krolowej Wiktorii W.
                                                Brytania stala sie supermocarstwem w skali globalnej: od Kanady po Australie i
                                                Nowa Zelandie, i od polnocy Szkocji po poludnie Afryki... :(
                                                I tym samym zmienila swiat nie mniej niz Hitler czy Stalin, choc skala jej
                                                zbrodni byla oczywoscie znacznie mniejsza. Ale zostawila po sobie apartheid w
                                                RPA, konflikty religijno-etniczne w Indiach (Plus Pakistan i Bangladesz),
                                                holocaust australijskich aborygenow czy tez problem zydowski w Palestynie,
                                                bylej kolonii brytyjskiej, gdzie to wlasnie Brytyjczycy zaczeli sprowadzac
                                                zydow (zydzi rzadza tez W. Brytania - mieli nawet swych premierow, np. taki
                                                Disraeli)... :(
                                                Pozdr.
                                                Kagan
                                                • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 13.05.04, 14:05
                                                  A to ciekawe, bo ja naprawde nie uczylem sie o tym na historii. Ciekaw jestem
                                                  jak oni to ukryli, ze to sie tak nie odbilo na historii jak naprzyklad obie
                                                  wojny swiatowe, czy chociazby siegajac o wiele dalej wstecz imperium rzymskie?
                                                  • reichman Re: Ale zeby odrazu to glosic? 13.05.04, 14:13
                                                    Odbilo sie i na nas, bo w 1939 roku wierzylismy w potege Imperium Brytyjskiego,
                                                    tyle, ze byla ona wtedy raczej na morzu niz na ladzie... A Anglicy sie obecnie
                                                    nie chwala swa niezbyt chlubna przeszloscia...
                                                    Pozdr.

                                                    Gość portalu: Jarek napisał(a):
                                                    A to ciekawe, bo ja naprawde nie uczylem sie o tym na historii. Ciekaw jestem
                                                    jak oni to ukryli, ze to sie tak nie odbilo na historii jak naprzyklad obie
                                                    wojny swiatowe, czy chociazby siegajac o wiele dalej wstecz imperium rzymskie?
                                                  • Gość: Jarek Re: Ale zeby odrazu to glosic? IP: 67.131.131.* 13.05.04, 15:19
                                                    No, Niemcy tez sie nie chwala, wrecz graja pokrzywdzonych w calej tej szopce,
                                                    chcieliby to wymazac z pamieci milionow, no ale niestety sie nie da... ale to
                                                    nie o to chodzi, dla naszej wiary haniebne jest ze ktos prowadzi wojny i
                                                    interesy w imie Boga. Sam bardzo prosty przyklad religii islamskiej, bardzo
                                                    niedalekie czasy wstecz, Husajn, z tego co wiem jest on niewierzacy, a
                                                    wlasciwie to sam z siebie chcial ustanowic jakiegos boga, wszedobylski,
                                                    tajemniczy itp. Gdy Amerykanie zaatakowali Irak, nagle sobie przypomnial o
                                                    Allachu i zaczal prowadzic wojne w imie Jego. No ale niestety Bog go opuscil i
                                                    skonczyl on w "klatce pelnej lwow", ale stalo sie to na jego wlasne zyczenie.
                                                    Mam pytanie, dlaczego imperia upadaja? Dlaczego nie sa one pielegnowane przez
                                                    kolejnych wladcow, tylko z czasem pojawi sie oszolom ktory wszystko spieprzy i
                                                    imperium upada?
                                                  • kamila_z_nz Re: Ale zeby odrazu to glosic? 13.05.04, 16:14
                                                    Gość portalu: Jarek napisał(a):
                                                    No, Niemcy tez sie nie chwala, wrecz graja pokrzywdzonych w calej tej szopce,
                                                    chcieliby to wymazac z pamieci milionow, no ale niestety sie nie da... ale to
                                                    nie o to chodzi, dla naszej wiary haniebne jest ze ktos prowadzi wojny i
                                                    interesy w imie Boga. Sam bardzo prosty przyklad religii islamskiej, bardzo
                                                    niedalekie czasy wstecz, Husajn, z tego co wiem jest on niewierzacy, a
                                                    wlasciwie to sam z siebie chcial ustanowic jakiegos boga, wszedobylski,
                                                    tajemniczy itp. Gdy Amerykanie zaatakowali Irak, nagle sobie przypomnial o
                                                    Allachu i zaczal prowadzic wojne w imie Jego. No ale niestety Bog go opuscil i
                                                    skonczyl on w "klatce pelnej lwow", ale stalo sie to na jego wlasne zyczenie.
                                                    K: Ale USA tez nie wygraly w Iraku...

                                                    Mam pytanie, dlaczego imperia upadaja? Dlaczego nie sa one pielegnowane przez
                                                    kolejnych wladcow, tylko z czasem pojawi sie oszolom ktory wszystko spieprzy i
                                                    imperium upada?
                                                    K: To taka wewnetrzna dynamika imperiow, ze w pewnym momencie brakuje im
                                                    charyzmatycznego przywodcy typu G.J. Cezara, a z drugiej strony nie daja sie
                                                    one rzadzic demokratycznie. Bush to dobry przyklad przywodcy, ktory zainicjowal
                                                    rozpad potegi USA, ktore zarzucilo idealy demokracji, a z drugiej strony boi
                                                    sie prawdziwych rzadow mocnej reki - przypomina mi to niezdecydowanie bardzo
                                                    ZSRR za czasow Gorbaczowa, a Irak moze sie okazac amerykanskim Afganistanem...
                                                    Pozdr.

                        • amber1002 Ten post byl Amber 12.05.04, 16:56
                          Gość portalu: Jarek napisał(a):

                          > Jaka moge miec pewnosc ze tego postu nie napisales ty Kagan pod ksywka Amber?
                          > Obok imienia autora nie ma ip, imie napisane jest gruba czcionka tak jak ty
                          to
                          > stosujesz w innych swoich pseudonimach. Robisz sztuczny tlok na forum i
                          > wciskasz innym kit, ze tak wielu podziela twoje zdanie. Ze mna ci sie akurat
                          > nie udalo...

                          Nie jestem wrogiem religii, nawet powiem wiecej wrecz fascynuja mnie wierzenia
                          i religie swiata. Jestem przywiazany do tradycji, ktora wielokrotnie zwiazana
                          jest z tradycja katolicka ale jako tzw. "ateista naturalny" jestem przeciwny
                          jej narzucaniu. Chcialbym rozdzialu Panstwa i Kosciola. Nic wiecej. Sa
                          wartosci uniwersalne. Dlaczego moje dziecko nie mialo etyki w szkole ?
                          pozdrawiam Amber
                          • Gość: Jarek Re: Ten post byl Amber IP: 67.131.131.* 12.05.04, 20:29
                            Czyli jak dobrze rozumiem uznajesz tradycje a nawet je praktykujesz, gdyz
                            wedlug ciebie maja one jakas wartosc kulturowa? A w Boga nie wierzysz gdyz
                            twoja logika mowi ci, ze nie moze istniec ktos niematerialny- duchowy, kto mogl
                            stworzyc cos materialnego, z calymi prawami jakie panuja, iz wszystko jest
                            dzielem przypadku i wszystkim pokierowaly prawa fizyki ktore byly od zawsze,
                            tak? I tak dlugo moznaby sie rozpisywac, ale przeciez nie o to chodzi... Ja tez
                            swojego czasu uwazalem ze jezeli nie wszystko to wiele rzeczy moze byc dzielem
                            przypadku, ale po pewnym czasie wiele z nich nie dawalo mi spokoju, bo...
                            przypadkiem mozna wpasc pod tramwaj jak sie nie bedzie uwazalo, ale to moze byc
                            przypadek, ale jezeli chodzi o bardzo skomplikowane zjawiska, ktorych nawet
                            nauka nie potrafi wytlumaczyc? Ja bym tego tak poprostu nie pozostawial
                            przypadkowi. To sa tylko takie moje przemyslenie, nie musisz sie z nimi
                            zgadzac. A dlaczego twoje dziecko nie mialo etyki w szkole? No coz, ja moglbym
                            ci zadac inne pytanie. Czyz nie jest obowiazkiem rodzica nauczenia dziecka
                            czegos czego nie ma w szkole? a wiadomo jest ze moze to byc uzyteczne w
                            doroslym zyciu tego dziecka?
                            • amber1002 Re: Ten post byl Amber 13.05.04, 06:05
                              Gość portalu: Jarek napisał(a):

                              > Czyli jak dobrze rozumiem uznajesz tradycje a nawet je praktykujesz, gdyz
                              > wedlug ciebie maja one jakas wartosc kulturowa? A w Boga nie wierzysz gdyz
                              > twoja logika mowi ci, ze nie moze istniec ktos niematerialny- duchowy, kto
                              mogl
                              >
                              > stworzyc cos materialnego, z calymi prawami jakie panuja, iz wszystko jest
                              > dzielem przypadku i wszystkim pokierowaly prawa fizyki ktore byly od zawsze,
                              > tak? I tak dlugo moznaby sie rozpisywac, ale przeciez nie o to chodzi... Ja
                              tez
                              >
                              > swojego czasu uwazalem ze jezeli nie wszystko to wiele rzeczy moze byc
                              dzielem
                              > przypadku, ale po pewnym czasie wiele z nich nie dawalo mi spokoju, bo...
                              > przypadkiem mozna wpasc pod tramwaj jak sie nie bedzie uwazalo, ale to moze
                              byc
                              >
                              > przypadek, ale jezeli chodzi o bardzo skomplikowane zjawiska, ktorych nawet
                              > nauka nie potrafi wytlumaczyc? Ja bym tego tak poprostu nie pozostawial
                              > przypadkowi. To sa tylko takie moje przemyslenie, nie musisz sie z nimi
                              > zgadzac. A dlaczego twoje dziecko nie mialo etyki w szkole? No coz, ja
                              moglbym
                              > ci zadac inne pytanie. Czyz nie jest obowiazkiem rodzica nauczenia dziecka
                              > czegos czego nie ma w szkole? a wiadomo jest ze moze to byc uzyteczne w
                              > doroslym zyciu tego dziecka?

                              Moje dziecko nie uczeszczalo na etyke, ktora powinna byc jako alternatywny
                              przedmiot poniewaz bylo za malo chetnych dzieci w szkole. Taka byla oficjalna
                              odpowiedz dyrekcji. Nie wszyscy rodzice posiadaja wiedze i umiejetnosci zeby
                              uczyc. Po to mamy szkoly.
                              Ja tylko chcialbym rozdzialu panstwa i Kosciola bo na razie zyje w panstwie
                              wyznaniowym. Uwazam, ze szkola panstwowa powinna uczyc etyki i religioznawstwa
                              a nie jednej konkretnej religii katolickiej. To sa moje przemyslenia.


                              • rajchman Re: Ten post byl Amber 13.05.04, 10:31
                                amber1002 napisała:
                                Gość portalu: Jarek napisał(a): Czyli jak dobrze rozumiem uznajesz tradycje a
                                nawet je praktykujesz, gdyz wedlug ciebie maja one jakas wartosc kulturowa? A w
                                Boga nie wierzysz gdyz twoja logika mowi ci, ze nie moze istniec ktos
                                niematerialny- duchowy, kto mogl stworzyc cos materialnego, z calymi prawami
                                jakie panuja, iz wszystko jest dzielem przypadku i wszystkim pokierowaly prawa
                                fizyki ktore byly od zawsze, tak? I tak dlugo moznaby sie rozpisywac, ale
                                przeciez nie o to chodzi... Ja tez swojego czasu uwazalem ze jezeli nie
                                wszystko to wiele rzeczy moze byc dzielem przypadku, ale po pewnym czasie wiele
                                z nich nie dawalo mi spokoju, bo... przypadkiem mozna wpasc pod tramwaj jak
                                sie nie bedzie uwazalo, ale to moze byc przypadek, ale jezeli chodzi o bardzo
                                skomplikowane zjawiska, ktorych nawet nauka nie potrafi wytlumaczyc? Ja bym
                                tego tak poprostu nie pozostawial przypadkowi. To sa tylko takie moje
                                przemyslenie, nie musisz sie z nimi zgadzac.
                                K: A nie pomyslisz, ze sam fakt, ze jestesmy tak niedoskonali fizycznie i
                                psychicznie wyklucza to, ze zostalismy stworzeni przez idealnego stworce, a
                                raczej przez slepy przypadek, stad te pozostalosci ewolucyjne po naszych
                                zwierzecych przodkach, ktore m. in. powoduja, ze czlowiek nie jest istota w
                                pelni racjonalna, ale przesadna, w tym tez religijna?

                                - A dlaczego twoje dziecko nie mialo etyki w szkole? No coz, ja moglbym ci
                                zadac inne pytanie. Czyz nie jest obowiazkiem rodzica nauczenia dziecka
                                czegos czego nie ma w szkole? a wiadomo jest ze moze to byc uzyteczne w
                                doroslym zyciu tego dziecka?
                                K: Nieladnie! Jesli panstwo daje nauke religii, to powinno tez dawac nauke
                                etyki swieckiej, jako rownowage! Rownie dobrze mozna by powiedziec, ze religii
                                maja uczyc rodzice!

                                = Moje dziecko nie uczeszczalo na etyke, ktora powinna byc jako alternatywny
                                przedmiot poniewaz bylo za malo chetnych dzieci w szkole. Taka byla oficjalna
                                odpowiedz dyrekcji. Nie wszyscy rodzice posiadaja wiedze i umiejetnosci zeby
                                uczyc. Po to mamy szkoly.
                                K: Racja! Ilosc uczniow nie swiadczy o waznosci przedmiotu!

                                = Ja tylko chcialbym rozdzialu panstwa i Kosciola bo na razie zyje w panstwie
                                wyznaniowym. Uwazam, ze szkola panstwowa powinna uczyc etyki i religioznawstwa
                                a nie jednej konkretnej religii katolickiej. To sa moje przemyslenia.
                                K: Moje tez!

                                • Gość: Jarek Re: Ten post byl Amber IP: 67.131.131.* 13.05.04, 14:28
                                  A wiesz? myslalem nad tym i uwazam ze my sami robimy siebie niedoskonalymi,
                                  poprzez swoje zgubne dzialania, sami sobie szkodzimy, do nikogo nie powinnismy
                                  miec o to pretensji. Gdyby wyeliminowac zlo, to mysle ze sam bys zauwazyl jak
                                  doskonaly moze byc czlowiek. Jezeli chodzi o lekcje religii, to ja juz nawet
                                  nie pamietam tych czasow, pamietam tylko ze chodzilem i pamietam tylko ze
                                  praktycznie nic stamtad nie wynioslem. Najwidoczniej panowie ksiezulkowie nie
                                  potrafili zainteresowac nas tematami. Pamietam lekcje jak katechetka mowila nam
                                  o stworzeniu swiata i Adamie i Ewie i ja w pewnej chwili spytalem sie a kiedy
                                  byly w takim razie dinozaury. Zamurowalem ja tym pytaniem :)(jednak cos
                                  pamietam :)) ale to przeszlosc, dla mnie liczy sie dzis i liczy sie sposob jak
                                  poznawac prawde o Bogu. Inaczej bedzie to tlumaczone dzieciom a inaczej
                                  doroslemu poszukujacemu Boga. Uwazam rowniez mimo wszystko, ze to co nie daje
                                  szkola powinien dac rodzic. Czy wy nigdy nie byliscie w klasach gdzie
                                  nauczyciel szedl na latwizne i zadal wam cos i wy mieliscie te zadania wypelnic
                                  a on w tym czasie pierdzial w krzeslo, ogladal sobie dziennik, lub robil sobie
                                  cos innego? Dlatego miedzy innymi uwazam ze rodzice powinni uzupelniac pewne
                                  partie, ktorych szkola moze nie dac... to sie nazywa wychowywanie, nie
                                  uwazacie? Dalej jezeli chodzi o te etyke o ktorej wciaz wspominasz... jezeli
                                  dyrekcja doszla do takiego wniosku, to miala w tym napewno jeden konkretny
                                  powod, nauczyciel, oplacenie go, co z tymi paroma osobami nie byloby oplacalne.
                                  Czy wy naprzyklad zaproponowaliscie ze bedziecie oplacac nauczyciela wzamian za
                                  nauki? Szkola w takich sytuacjach nie ma obowiazku zapewnienia waszym dzieciom
                                  lekcji, na ktora bedzie zbyt malo chetnych...
                                  • kamila_z_nz Re: Ten post byl Amber 13.05.04, 16:17
                                    Gość portalu: Jarek napisał(a):
                                    A wiesz? myslalem nad tym i uwazam ze my sami robimy siebie niedoskonalymi,
                                    poprzez swoje zgubne dzialania, sami sobie szkodzimy, do nikogo nie powinnismy
                                    miec o to pretensji. Gdyby wyeliminowac zlo, to mysle ze sam bys zauwazyl jak
                                    doskonaly moze byc czlowiek. Jezeli chodzi o lekcje religii, to ja juz nawet
                                    nie pamietam tych czasow, pamietam tylko ze chodzilem i pamietam tylko ze
                                    praktycznie nic stamtad nie wynioslem. Najwidoczniej panowie ksiezulkowie nie
                                    potrafili zainteresowac nas tematami. Pamietam lekcje jak katechetka mowila nam
                                    o stworzeniu swiata i Adamie i Ewie i ja w pewnej chwili spytalem sie a kiedy
                                    byly w takim razie dinozaury. Zamurowalem ja tym pytaniem :)(jednak cos
                                    pamietam :)) ale to przeszlosc, dla mnie liczy sie dzis i liczy sie sposob jak
                                    poznawac prawde o Bogu. Inaczej bedzie to tlumaczone dzieciom a inaczej
                                    doroslemu poszukujacemu Boga. Uwazam rowniez mimo wszystko, ze to co nie daje
                                    szkola powinien dac rodzic. Czy wy nigdy nie byliscie w klasach gdzie
                                    nauczyciel szedl na latwizne i zadal wam cos i wy mieliscie te zadania wypelnic
                                    a on w tym czasie pierdzial w krzeslo, ogladal sobie dziennik, lub robil sobie
                                    cos innego? Dlatego miedzy innymi uwazam ze rodzice powinni uzupelniac pewne
                                    partie, ktorych szkola moze nie dac... to sie nazywa wychowywanie, nie
                                    uwazacie? Dalej jezeli chodzi o te etyke o ktorej wciaz wspominasz... jezeli
                                    dyrekcja doszla do takiego wniosku, to miala w tym napewno jeden konkretny
                                    powod, nauczyciel, oplacenie go, co z tymi paroma osobami nie byloby oplacalne.
                                    K: Nie wszystko mozna mierzyc ekonomiczna oplacalnoscia...

                                    Czy wy naprzyklad zaproponowaliscie ze bedziecie oplacac nauczyciela wzamian za
                                    nauki? Szkola w takich sytuacjach nie ma obowiazku zapewnienia waszym dzieciom
                                    lekcji, na ktora bedzie zbyt malo chetnych...
                                    K: Czemu ateisci mieli by oplacac nauczyciela, a katolicy miec nauke religii za
                                    darmo?

                                    • Gość: Ja Re: Ten post byl Amber IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.04, 17:38
                                      kamila_z_nz napisała:

                                      > K: Czemu ateisci mieli by oplacac nauczyciela, a katolicy miec nauke religii
                                      > za darmo?

                                      Ja: Płacili przez 45 lat, a ty 5 minut nie mozesz wytrzymać? -:)))))
                                      • amber1002 Re: Ten post byl Amber 13.05.04, 17:50
                                        Gość portalu: Ja napisał(a):

                                        > kamila_z_nz napisała:
                                        >
                                        > > K: Czemu ateisci mieli by oplacac nauczyciela, a katolicy miec nauke relig
                                        > ii
                                        > > za darmo?
                                        A dla pana fragment wywiadu z prof Barbara Skarga. Prosze sie od niej uczyc
                                        pozdrawiam
                                        Amber
                                        >
                                        > Ja: Płacili przez 45 lat, a ty 5 minut nie mozesz wytrzymać? -:)))))
                                      • amber1002 Re: Ten post byl Amber 13.05.04, 17:55
                                        Gość portalu: Ja napisał(a):

                                        > kamila_z_nz napisała:
                                        >
                                        > > K: Czemu ateisci mieli by oplacac nauczyciela, a katolicy miec nauke relig
                                        > ii
                                        > > za darmo?

                                        > Dla Pana JA obiecany fragment

                                        Jest Pani świadkiem XX wieku, wieku totalitaryzmu i ludzkiej nędzy, wieku, w
                                        którym "ludzie ludziom zgotowali ten los". Czy Pani nie zwątpiła w człowieka?

                                        - Człowiek jest, jaki jest. Niewiele różnimy się od rzymskiego dyktatora Sulli,
                                        który zgromadził 3 tys. ludzi na rynku i kazał ich wymordować. Człowiek to nie
                                        jest piękne zwierzę. Jedyne, co go ratuje, to jego myśli, dzieła sztuki, jego
                                        twórczość. Ale przecież zło jest z nas. Nie z kogoś innego. Dlatego tak ważny
                                        jest mały gest dobroci. Tu nie chodzi o wiarę w człowieka i niewiarę. Trzeba
                                        sobie po prostu zdać sprawę z tego, jakim człowiek jest. Nie myślę, aby się
                                        zmienił.

                                        > Ja: Płacili przez 45 lat, a ty 5 minut nie mozesz wytrzymać? -:)))))
                                    • Gość: Jarek Re: Ten post byl Amber IP: 67.131.131.* 13.05.04, 18:43
                                      A co powiesz o prawie wiekszosci, czyz to nie demokracja jest przyczyna tego?
                                      Wolnych wyborach beda sie czuli tez pokrzywdzonymi ci ktorzy glosowali na tych
                                      kandydatow ktorzy otrzymali mniejsza ilosc glosow, bo w ich mniemaniu kandydaci
                                      na ktorych oni glosowali lepiej by nadawali sie na dane stanowisko, no ale
                                      wiekszosc glosowala na kogos innego, ktory z wiekszosci zdaniem byl najlepsza
                                      partia na stanowisko, reszta musi sie pogodzic, ma inne wyjscie? Jakie to ma
                                      powiazanie z waszym problemem? to chyba proste, wiekszosc woli nauki religii i
                                      chyba nie jest to narzucane skoro znaczna wiekszosc sie na to zgadza i nie ma
                                      protestow przeciwko temu. Tu jest rowniez mysle odpowiedz na twoje
                                      pytanie "czemu ateisci mieliby oplacac nauczyciela..." Wiekszosc ludzi mniej
                                      lub wiecej zyje w Bogu, totez tak jest...
                                      • amber1002 Re: Ten post byl Amber 13.05.04, 22:11
                                        W mojej klasie w LO moze z 5 osob lubilo sie uczyc fizyki i matmy, a uczyli sie
                                        wszyscy. Szkola powinna byc swiecka tak jak to jest w cywilizowanych krajach.
                                        Co to znaczy ..." Wiekszosc ludzi mniej
                                        > lub wiecej zyje w Bogu, totez tak jest..?
                                        Idac dalej pana logika po co w takim razie sa instytucje panstwowe np. Urzedy
                                        Stanu Cywilnego czy nie wystarczy administracja koscielna ? Zlikwidowac sluby
                                        cywilne, rejestracje narodzin. Przeciez wiekszosc bierze sluby koscielne i
                                        chrzci dzieci.
                                        Dziekuje za mila pogawedke
                                        pozdrawiam



                                  • amber1002 Re: Ten post byl Amber 13.05.04, 17:39
                                    Gość portalu: Jarek napisał(a):

                                    > A wiesz? myslalem nad tym i uwazam ze my sami robimy siebie niedoskonalymi,
                                    > poprzez swoje zgubne dzialania, sami sobie szkodzimy, do nikogo nie
                                    powinnismy
                                    > miec o to pretensji. Gdyby wyeliminowac zlo, to mysle ze sam bys zauwazyl jak
                                    > doskonaly moze byc czlowiek. Jezeli chodzi o lekcje religii, to ja juz nawet
                                    > nie pamietam tych czasow, pamietam tylko ze chodzilem i pamietam tylko ze
                                    > praktycznie nic stamtad nie wynioslem. Najwidoczniej panowie ksiezulkowie nie
                                    > potrafili zainteresowac nas tematami. Pamietam lekcje jak katechetka mowila
                                    nam
                                    >
                                    > o stworzeniu swiata i Adamie i Ewie i ja w pewnej chwili spytalem sie a kiedy
                                    > byly w takim razie dinozaury. Zamurowalem ja tym pytaniem :)(jednak cos
                                    > pamietam :)) ale to przeszlosc, dla mnie liczy sie dzis i liczy sie sposob
                                    jak
                                    > poznawac prawde o Bogu. Inaczej bedzie to tlumaczone dzieciom a inaczej
                                    > doroslemu poszukujacemu Boga. Uwazam rowniez mimo wszystko, ze to co nie
                                    daje
                                    > szkola powinien dac rodzic. Czy wy nigdy nie byliscie w klasach gdzie
                                    > nauczyciel szedl na latwizne i zadal wam cos i wy mieliscie te zadania
                                    wypelnic
                                    >
                                    > a on w tym czasie pierdzial w krzeslo, ogladal sobie dziennik, lub robil
                                    sobie
                                    > cos innego? Dlatego miedzy innymi uwazam ze rodzice powinni uzupelniac pewne
                                    > partie, ktorych szkola moze nie dac... to sie nazywa wychowywanie, nie
                                    > uwazacie? Dalej jezeli chodzi o te etyke o ktorej wciaz wspominasz... jezeli
                                    > dyrekcja doszla do takiego wniosku, to miala w tym napewno jeden konkretny
                                    > powod, nauczyciel, oplacenie go, co z tymi paroma osobami nie byloby
                                    oplacalne.
                                    >
                                    > Czy wy naprzyklad zaproponowaliscie ze bedziecie oplacac nauczyciela wzamian
                                    za
                                    >
                                    > nauki? Szkola w takich sytuacjach nie ma obowiazku zapewnienia waszym
                                    dzieciom
                                    > lekcji, na ktora bedzie zbyt malo chetnych...


                                    Czlowiek jest czescia natury i nigdy nie bedzie doskonaly. Kieruja nim rowniez
                                    popedy nie tylko rozum. My po prostu jestesmy niedoskonali, tak nas stworzyla
                                    natura.
                                    Sa wartosci uniwersalne, jest etyka swiecka, dlaczego jest jako przedmiot
                                    nauczania tylko teoretycznie? Ktos widzial potrzebe umieszczenia takiego
                                    przedmiotu w programie nauczania. Niestety w przypadku mojego dziecka to byla
                                    tylko teoria. Ja place podatki i dziecko chodzi do panstwowej szkoly, dlaczego
                                    mam mu sam organizowac lekcje etyki i szukac nauczyciela? To wedlug mnie rola
                                    szkoly.
                                    Dlaczego ateizm czy swieckosc to taki problem dla ludzi wierzacych, ze nawet
                                    nie mozna o nim dyskutowac?
                                    serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2026245.html
                                    To wywiad z prof. pt. "Czlowiek to niezbyt piekne zwierze"-ateistka.




    • arcykr Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 13.05.04, 20:13
      Gość portalu: Kagan napisał(a):

      > - Dlaczego istnieje wszechswiat?
      > Poniewaz takie sa prawa fizyki, ze dopuscily jego powstanie, podobnie jak
      > spowoduja (najprawdopodobniej) jego zaglade...
      I slowo "najprawdopodobniej" nalezaloby postawic przy wszystkich tych
      odpowiedziach... Poglady Karla Poppera sie klaniaja. :-)
      • Gość: Kagan Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: *.tera.pl / 81.21.194.* 13.05.04, 21:20
        Masz na mysli, zapewne, Harrego Pottera? ;)
        • arcykr Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 14.05.04, 07:56
          Naprawde nie slyszales o tym filozofie?
          • Gość: Kagan Re: Pytania religianta zadane ateiscie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.05.04, 10:40
            Jakim? Dla mnie poza Russellem i Marxem nie bylo wlasciwie innych godnych uwagi
            filozofow...
            • arcykr Re: Pytania religianta zadane ateiscie... 16.05.04, 14:45
              Gość portalu: Kagan napisał(a):

              > Jakim?
              O Popperze.

              Dla mnie poza Russellem i Marxem nie bylo wlasciwie innych godnych uwagi
              filozofow...
              Twoje zdanie jest malo wazne - przeciez nie jestes fzykiem. :-)
    • Gość: Kasyx Nie do końca się zgadzam IP: 213.25.168.* 15.05.04, 15:04
      Też jestem ateistą, ale trochę dziwne te niektóre twoje odpowiedzi.
      Mówisz, że istniejemy po to by przekazać DNA następnemu pokoleniu. Czyli, że to
      następne pokolenie już istnieje przed przekazaniem mu DNA??? A jak ktoś nie
      chce mieć dzieci i wcale nie musi być jakimś księdzem, to co, jest pełno
      małżeństw, które nie chcą mieć dzieci i już. Jaki jest sens ich istnienia?
      Musisz odróżnić sens istnienia ludzi jako gatunku od sensu istnienia
      pojedynczego człowieka. A sensu życia oczywiście nie ma, może być tylko cel
      życia jaki sobie sam założę, np. kariera polityczna.

      Altruizm nie jest zawsze pozorny, jeśli ktoś ryzykuje swoje życie żeby uratować
      np. obcego sobie człowieka z pożaru i nie jest strażakiem, to co wtedy? Chodzi
      mu tylko o dobre samopoczucie? Rozsądniej przecież jest nie wskakiwać w ogień.
      I nie pisz mi o jakichś "samolubnych genach" co to chcą się tylko replikować,
      bo ta teoria jest do kitu , jak każda gdzie skomplikowaną rzeczywistość
      społeczną wyjaśnia się wg jednej prostej i efektownej zasady.

      Taki prymitywny naukowy redukcjonizm to tak jak mówienie, że utwór muzyczny nie
      istnieje, bo to tylko szereg czysto fizycznych zjawisk akustycznych, więc czym
      się tak zachwycają.
      A z resztą poglądów mniej więcej się zgadzam.
      • Gość: Kagan Re: Nie do końca się zgadzam IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.05.04, 10:39
        Gość portalu: Kasyx napisał(a): Też jestem ateistą, ale trochę dziwne te
        niektóre twoje odpowiedzi. Mówisz, że istniejemy po to by przekazać DNA
        następnemu pokoleniu. Czyli, że to następne pokolenie już istnieje przed
        przekazaniem mu DNA???
        K: Tylko potencjalnie! Zauwaz, jaki silny mamy poped plciowy, poniewaz
        przedluzanie gatunku musi byc tak mocno nagradzane - bez prokteacji mozna
        przeciez zyc, a nie da sie zyc bez jedzenia, picia czy odychania, stad sex daje
        tak duza przyjemnosc, wieksza niz zarcie czy picie...

        - A jak ktoś nie chce mieć dzieci i wcale nie musi być jakimś księdzem, to co,
        jest pełno małżeństw, które nie chcą mieć dzieci i już. Jaki jest sens ich
        istnienia?
        K: Z punktu widzenia gatunku zaden, ale teraz kultura (nauka) umozliwila
        oddzielenie sexu od prokreacji, stad mozna przyjac, ze jestesmy swiadkami
        poczatku konca ludzkosci, jako gatunku biologicznego...

        - Musisz odróżnić sens istnienia ludzi jako gatunku od sensu istnienia
        pojedynczego człowieka. A sensu życia oczywiście nie ma, może być tylko cel
        życia jaki sobie sam założę, np. kariera polityczna.
        K: To sa sztuczne cele, stworzone przez kulture, ktora jest wyraznie
        schylkowa... Jedynym sensem zycia jednostki jest kontynuacja gatunku, reszta to
        tzw. nadbudowa, ktora sie obecnie sypie (pedalstwo, religianctwo itp.
        zboczenia)... :(

        - Altruizm nie jest zawsze pozorny, jeśli ktoś ryzykuje swoje życie żeby
        uratować np. obcego sobie człowieka z pożaru i nie jest strażakiem, to co
        wtedy? Chodzi mu tylko o dobre samopoczucie? Rozsądniej przecież jest nie
        wskakiwać w ogień.
        K: Chodzi o zachowanie gatunku przez pomoc innym homo (podobno) sapiens!
        To jest tylko pozorny altruizm, a naprawde egoizm z p. widzenia gatunku!

        - I nie pisz mi o jakichś "samolubnych genach" co to chcą się tylko replikować,
        bo ta teoria jest do kitu , jak każda gdzie skomplikowaną rzeczywistość
        społeczną wyjaśnia się wg jednej prostej i efektownej zasady.
        K: A ja uwazam, ze to jest b. dobra teoria, logiczne rozwiniecie Darwinizmu!
        Nie jest ona nam moze mila, ale prawdziwa! :)

        - Taki prymitywny naukowy redukcjonizm to tak jak mówienie, że utwór muzyczny
        nie istnieje, bo to tylko szereg czysto fizycznych zjawisk akustycznych, więc
        czym się tak zachwycają.
        K: Wszystko jest zjawiskiem (procesem) - rzeczy nie ma tak naprawde: poczytaj
        Bertranda Russella (British analytical school in philosphy)... ;)

        - A z resztą poglądów mniej więcej się zgadzam.
        OK: Nie jestesmy religiantami, wiec nie boimy sie miec innych zdan! :)
        Pozdr.
        Kagan
        • Gość: Jarek Re: Nie do końca się zgadzam IP: 67.131.131.* 17.05.04, 15:20
          Jakiez sztuczne musi byc twoje zycie Kagan skoro ty na wszystko patrzysz jako
          na proces? Moze ty cyborgiem jestes? normalny czlowiek na zycie tak nie
          patrzy...
          • kamila_z_nz Re: Nie do końca się zgadzam 17.05.04, 17:12
            Gość portalu: Jarek napisał(a): Jakiez sztuczne musi byc twoje zycie Kagan
            skoro ty na wszystko patrzysz jako na proces? Moze ty cyborgiem jestes?
            normalny czlowiek na zycie tak nie patrzy...
            K: To dla ciebie zycie jest rzecza? Czyzbys byl skrajnym, prymitywnym
            materialista (reista)? ;)
            • Gość: Jarek Re: Nie do końca się zgadzam IP: 67.131.131.* 17.05.04, 17:29
              Musze ci przyznac ze zawsze znajdziesz beznadziejna odpowiedz na jakikolwiek
              punkt :) Albo tak probujesz rozumiec dyskutantow.... Jaka rzecza moze byc
              naprzyklad szczescie? Dla ciebie to proces, dla mnie to jest poprostu
              szczescie, piekne uczucie, nie sprowadzam sie do sztucznych okreslen nazywanych
              przez ciebie procesami, nie jezeli chodzi o tego czy podobnego typu sprawy...
              • Gość: Kagan Re: Nie do końca się zgadzam IP: *.e-loko.pl 22.05.04, 13:32
                Poczytaj "Zarys ideologii chrzescijanskiej" ks. prof. (KUL) Kowalczyka, a tam
                dopiero znajdziesz prawdziwie beznadziejnie odp. Uczucia to zas wyniki procesow
                zachodzacych w naszych mozgach...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka