chasyd_666
26.11.11, 21:10
Czy naukowcy w Polsce będąmieli odwagę wyjaśnić dlaczego przeleciało 110 metrów zamiast 12, dlaczego urwało się- mimo, że nie było kolizji ?...
www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111126&typ=po&id=po31.txt
Profesor Binienda przedstawił nowe wyniki związane z domniemanym uderzeniem skrzydła samolotu w brzozę. Już we wrześniu donosił on o prowadzonych przez siebie symulacjach komputerowych tego zdarzenia. W odpowiedzi na krytykę ze strony niektórych polskich komentatorów fizyk zaostrzył wskaźniki będące podstawą obliczeń. Zwiększył mianowicie twardość drewna brzozy i uwzględnił dodatkowo jej różną możliwą wilgotność. Jednak wciąż wynik jest taki sam: skrzydło ścina drzewo, ulega pewnemu uszkodzeniu, ale nie odrywa się.
Binienda wykonał też interesującą symulację, co stałoby się, gdyby 6 metrów skrzydła jednak odpadło po zderzeniu z brzozą. Otóż po uwzględnieniu oporu powierza i innych czynników bezwładnościowych i aerodynamicznych okazuje się, że kawałek skrzydła upadnie prawie natychmiast na ziemię, 12 metrów za brzozą, i to z prędkością powodującą znaczny ślad i zniszczenia w miejscu upadku. Tymczasem znaleziono go aż 109 metrów od brzozy.
Okazuje się jednak, że sposób upadku kawałka skrzydła, jaki pojawia się na końcu symulacji Biniendy, jest identyczny z ułożeniem tego fragmentu znalezionego po katastrofie, co uwidoczniono na licznych zdjęciach. To nasunęło uczonemu pomysł wykonania obliczenia odwrotnego - spróbowania odtworzenia miejsca oderwania części skrzydła na podstawie znanego miejsca jej upadku. W wyniku otrzymujemy punkt na wysokości 26 metrów i aż 69 metrów za brzozą. W tym miejscu nie ma jednak żadnych wysokich przeszkód, które mogłyby spowodować uszkodzenie samolotu. Zatem jeżeli symulacje komputerowe są słuszne, przyczyna destrukcji tupolewa w powietrzu nie jest znana. Oderwanie fragmentu skrzydła nastąpiło więc w wyniku nieznanego dotąd czynnika. Dodajmy, że punkt zrekonstruowany przez Biniendę niemal pokrywa się z miejscem silnego a krótkiego znacznego przeciążenia, które odkryli inni specjaliści.
Amerykańscy współpracownicy zespołu zwracają też uwagę, że niektóre kwestie z ich ustaleń częściowo pojawiają się w polskich uwagach przekazanych Rosjanom w listopadzie 2010 roku, ale nie znalazły się w raporcie ogłoszonym ostatecznie w lipcu 2011 roku.