Dodaj do ulubionych

Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce?

IP: *.top.net.pl 26.01.05, 17:24
Ponieważ dziś w GW dominuje tematyka oświęcimska, to podam przykład "kariery
naukowej" doktora Ratajczaka i profesora Bendera. Ci zrobili karierę i zyskali
sławę.
Obserwuj wątek
    • Gość: antymarx MOŻNA ZROBIĆ KARIERĘ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 17:27
      Proponuję zacząć jej robienie od któregoś z pozostałych problemów.
      www.claymath.org/millennium/
      • Gość: wojtek Re: MOŻNA ZROBIĆ KARIERĘ IP: *.mat.univie.ac.at 01.02.05, 18:39
        Proponuje nie zaczynac od PC - podobno juz zrobione.
    • Gość: oko Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: 83.103.40.* 26.01.05, 17:45
      Na dobrą sprawę trudno się zorientować po co ów tekst został napisany.
      Stwierdzenie, że gdzie indziej też nie jest łatwo jest banalne. Czy wynika z
      tego jednak, że nie jest u nas źle, albo że wyrozumiałość szefa może coś
      zmnienić? Albo że należy otwierać zamiast zamykać ośrodki? Najpierw trzeba
      wiedzieć po co się chce te ośrodki otwierać i czy problemy są finansowe, czy też
      może związane z umysłowością naszej nauki, której mentalność jest mocno osadzone
      w komunizmie. Przerabianie dawnych WSP na uniwersytety i skutki tych działań są
      bodaj najlepszym tego przykładem.
      • Gość: AFidler Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.visp.energis.pl 26.01.05, 18:35
        Można, jeśli a) jest się w dużym, sprawnie prowadzonym ośrodku, z szefem
        prowadzącym szeroką współpracę międzynarodową, w grupie która wspólnie pracuje
        nad konkretnym zagadnieniem i wspólnie publikuje wyniki. Szef, który jest
        współautorem pierwszych prac powinien być częstym recenzentem bądź redaktorem w
        którymś z dobrych międzynarodowych pism b) dostanie się pieniądze z fundacji,
        KBN itd
        c) zna się perfekcyjnie język angielski d) jest się mężczyzną zwolnionym z
        opieki nad dziećmi od godziny 8 do 20, albo człowiekiem samotnym. Wtedy
        wystarczy już tylko średnia inteligencja, pracowitość i umiejętność dogadywania
        się z ludźmi oraz codzienna modlitwa, by ten dobry szef, który pewnie jest w
        konflikcie z innymi profesorami z danej dziedziny, nie umarł gwałtownie - bo
        wtedy już na pewno z karierą można się pożegnać.
        • Gość: Goldie Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: 139.124.3.* 27.01.05, 00:54
          Mam wrażenie, że Autorka nie spełnia przynajmniej jednego z postawionych przez Ciebie warunków...
        • Gość: pm Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.mpip / *.mpip-mainz.mpg.de 27.01.05, 17:20
          ad. a) - zaintrygowal mnie kolega, bo co prawda znam kilka 'duzych osrodkow',
          kilku Profesorow prowadzacych wspolprace miedzynarodowa, nawet kilku
          recenzentow, ale nigdy nie slyszalem o grupie spelniajacej wszystkie warunki?
          Przynajmniej w dziedzinach mi pokrewnych, czyli fizyka, chemia, fizyka
          materialowa i podobne.
          Moze kolega wskaze mi taka grupe?!
          Moze bym nawet mogl sie zastanowic nad powrotem do Polski (majac mozliwosc
          pracy w 'TAKIEJ grupie')
          ad. b) Przyznawanie pieniedzy z KBN nie ma nic wspolnego (z tego co pamietam)
          z 'sila naukowa' osrodka czy grupy. Tym bardziej nie zalezy od tematyki badan.
          Za to zalezalo to zawsze od 'ukladow' szefa/Profesora z ludzmi z KBN - czyli
          nalezalo by punkt b) przepisac:
          "b)" Pracuje sie w grupie Profesora nalezacego do 'kliki', co gwarantuje
          przyznanie ...
          ad. c) No to powinno byc niezbedne 'minimum', w sumie wstyd, ze sie ten temat
          porusza!
          ad. d) Zgadzam sie!

          Zapomnial kolega, ze trzeba miec jeszcze etat w 'osrodku', co w wypadku, kogos
          takiego jak ja (doktorat robiony za granica, zupelnie niezaleznie od
          macierzystego Uniwersytetu) jest niemozliwe - cytat mojego promotora (pytalem
          sie z czystej ciekawosci): "Etatow nie ma, a jesli sie pojawiaja, to sa
          dla 'naszych' a nie dla 'zdrajcy'".

          No coz, po uslyszeniu takiego komentarza, postanowilem jednak kontynuowac
          kariere 'na zachodzie', aczkolwiek zycze polskiej nauce wszystkiego najlepszego!
    • Gość: Pitum Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.ifht.RWTH-Aachen.DE 26.01.05, 17:58
      a kto to byli wogole?
      • gaia80 ciekawiej jest na NFA 26.01.05, 20:55
        Rzeczywiście tekst nieszczególny, znacznie ciekawiej jest na Niezaleznym Forum
        Akademickim
        www.nauka-edukacja.p4u.pl

    • khmara Czy ten tekst jest sponsorowany? 26.01.05, 21:49
      Jak dobrze w nauce pracować, jak się ma ludzkiego szefa... Może nie wszędzie tak
      jest, ale u nas pan dobry i ludzie życzliwi. Niech dobry pan żyje jak najdłużej.
      Czy ten panegiryk powstał na zamówienie? Ma pomóc przy habilitacji? Obłaskawić
      radę wydziału? A może chodzi o ważnego recenzenta albo superrecenzenta CK?
      • khmara Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? 26.01.05, 22:23
        Czy pisząc o dobrym szefie, szanowna autorka ma na myśli swojego kierownika
        zakładu czy dyrektora instytutu? A może chodzi o samego rektora Węgleńskiego,
        który przecież jest pracownikiem tego samego Wydziału Biologii UW? Czy szanowna
        autorka samodzielnie wpadła na pomysł napisania tej nadzwyczaj osobliwej pieśni
        pochwalnej, czy dostała polecenie służbowe?

        Warto tu przypomnieć opublikowaną przed Bożym Narodzeniem na łamach Gazety
        Wyborczej wypowiedź pana rektora Węgleńskiego pt. "Huzia na uczelnie" (tekst
        jest obecnie niedostępny w wersji elektronicznej, nie ma go nawet w archiwum
        portalu gazeta.pl, dyskusja wciąż dostępna pod adresem:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=18819650
        którą prof. Turski określił mianem skandalicznej na łamach tygodnika Wprost.
        www.wprost.pl/ar/?O=71867&C=57

        Mam jedno pytanie: Czy we wszystkich kwestiach związanych z nauką i projektem
        ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, nad którym obecnie pracuje komisja sejmowa,
        Gazeta Wyborcza tak naiwnie daje sobą manipulować, czy ma ambicje dorównania
        Trybunie Ludu z czasów największej poczytności?
      • Gość: emigrant Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? IP: 1.3.* / *.proxy.aol.com 27.01.05, 06:28
        Przez komentarze do tego artykulu przemawia zawisc, bo nie mozemy przezyc, ze
        komus jest dobrze. A dziewczyna jest na fali i ma naprawde fantastyczne
        publikacje, np. jak sprawdzilem ma prace w "Cell" i to calkiem niedawno. Teraz
        to rzeczywiscie potrzeba tylko dobrego szefa ktory nie przeszkadza i wszystko
        wyglada jak powinno wygladac: habilitacja, niezalezna pozycja, wlasna
        pracownia, profesura itd. Ja mialem inna sytuacje z bardzo zlym szefem ktory
        wrecz zmusil mnie do emigracji mimo ze wrocilem z zagranicy nawet z lepszym
        dorobkiem niz autorka tekstu. Patrzac z perspektywy, gdzie teraz jestem w
        swojej pozycji naukowej (6 lat po emigracji), uwazam mojego bylego "zlego"
        szefa za najlepsza rzecz jaka mogla mie sie przytrafic naukowcowi z moim
        potencjalem. Ta dziewczyna moglaby zrobic swietna kariere za granica.
        • khmara Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? 27.01.05, 13:07
          Gość portalu: emigrant napisał(a):

          > dziewczyna jest na fali i ma naprawde fantastyczne publikacje
          To akurat jest prawda.

          > Ja mialem inna sytuacje z bardzo zlym szefem ktory
          > wrecz zmusil mnie do emigracji mimo ze wrocilem z zagranicy nawet z lepszym
          > dorobkiem niz autorka tekstu.

          Jeżeli do kariery naukowej w Polsce wystarczy dobry szef, który:
          a. załatwi dobry staż za granicą
          b. nie będzie po stażu przeszkadzał
          to może reformy w polskiej nauce należy zacząć od codziennych modłów w intencji
          takich szefów? Bo jeżeli trafi się inaczej, to można przez rok żebrać o 300 zł
          na konferencję krajową lub dwie książki do biblioteki i nie dostać.

          Jeżeli po serii krytycznych artykułów, które wywoływały burzliwe dyskusje na
          forum GW, np.
          serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,1920228.html
          serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,1935133.html
          serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2294964.html
          nagle pojawia się panegiryk ("może gdzie indziej jest inaczej, ale u nas jest
          super") i to akurat w chwili, gdy w komisji sejmowej ważą się losy
          prezydenckiego projektu ustawy o szkolnictwie wyższym,
          orka.sejm.gov.pl/InformBKS.nsf
          (Komisja Edukacji, Nauki i Młodzieży, posiedzenie z 19 I 2005)
          to całkiem być może, że jest to przypadek. Tym bardziej, że rektor Węgleński,
          który przypadkiem jest pracownikiem tego samego wydziału co autorka artykułu,
          jest jednym z czołowych zwolenników tej ustawy.

          Może dla równowagi GW wydrukuje życiorys dr. Wieczorka, który też ma spory
          dorobek naukowy? I też przypadkiem nie miał szczęścia do szefów. A może życiorys
          naukowy dr Ewy Kostarczyk? Tekst dostępny pod adresem:
          www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=16
          Tytuł mówi sam za siebie: "Moje trzy powroty do kraju".
        • itd-gw Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? 29.01.05, 12:05
          do czytania tego tekstu potrzebna jest umiejetnosc czytania miedzy wierszami
          wyniesiona z "dawnych czasow" + dostep do web of science - wtedy raczej bedzie
          on wskazywal na patologie polskiego systemu

          1. ponad 6 lat spedzonych za granica bedac rownoczesnie pracownikiem UW - czy to
          nie jest blokowanie miejsc dla innych kandydatow?

          2. obciazenia dydaktyczne ograniczajace dostep do laboratorium - czy nie
          wynikaja one:
          a) z jednakowego/wiekszego! obciazania dydaktyka osob o wybitnych osiagnieciach
          naukowych jak i tych co wynikow naukowych nie maja
          b) potrzeby odpracowania zajec za tych co sa i beda jeszcze kilka lat za granica
          jak wczesniej autorka artykulu?

          3. Kompletny brak rozeznania autorki w rynku pracy w swojej dziedzinie w Polsce
          - doprawdy jej retoryczne pytanie o "oferty pracy" brzmi humorystycznie, gdyz
          takich ofert praktycznie nie ma i nie bedzie jezeli nowa ustawa nie wprowadzi
          obowiazku przeprowadzania otwartych konkursow o zasiegu ogolnopolskim,
          wylaniajacych zwyciezcow o najwiekszym dorobku i predyspozycjach do prowadzenia
          badan (tez ich organizowania i kierowania nimi). Doprawdy przyczyna tego nie
          jest "likwidowanie miejsc pracy" tylko kumoterstwo, nepotyzm i feudalizm.
          Autorka sie tutaj calkowicie osmiesza wskazujac, ze albo nie jest zdolna do
          krytycznej oceny (dosc dziwna cecha u "obiecujacego naukowca") lub jest to
          rzeczywiscie tekst inspirowany przez otoczenie feudala Weglenskiego, wspolautora
          skandalicznego projektu prezydenckiego.

          4. Wypowiedz autorki potwierdza feudalny sytem w Polsce - mlodzi zdolni boja sie
          wyjezdzac na/przedluzac staze z obawy o utrate miejsca pracy. Zwracam uwage, ze
          dotyczy to UW!!! Artykul ten miedzy slowami potwierdza brutalna prawde -
          samodzielnosc w tym kraju jest tepiona. Wyjazd/kariera naukowa bez
          blogoslawienstwa szefa w Polsce nie tylko zmniejsza wynagrodzenie (nie zalicza
          sie do stazu pracy lat pracy naukowej poza Polska gdy nie jest sie "on leave" z
          PL) lecz ZMNIEJSZA SZANSE NA KARIERE NAUKOWA w POLSCE. Im ktos wraca z lepszym
          dorobkiem tym jest niemilej widziany przez srodowisko; w przypadku autorki
          przedluzony staz = dokonczenie badan i opublikowanie wynikow. Dlaczego w
          przypadkach innych osob mialo by byc inaczej?

          5. odpowiadajac na poprzedni post
          > Teraz
          > to rzeczywiscie potrzeba tylko dobrego szefa ktory nie przeszkadza i wszystko
          > wyglada jak powinno wygladac: habilitacja, niezalezna pozycja, wlasna
          > pracownia, profesura itd

          oj naiwnosc, naiwnosc. Bezposrednim szefem autorki w zakladzie embriologii jest
          Marek Maleszewski. Habilitacja w 2000r. Na podstawie 6-ciu pyblikacji z lat
          1995-1999. I tutaj patologia systemu w pelni sie objawia! Autorka wyraznie pisze
          o koniecznosci wspolpracy, wspolnych badan, kontaktow i wymiany mysli - mialy
          one kluczowe znaczenie dla jej osiagniec. Tymczasem do habilitacji trzeba byc
          SAMODZIELNYM autorem publikacji. Do dorobku pana Maleszewskiego nie mam
          zastrzezen, habilitacja mu sie nalezala (cytowania) tyle, ze niewatpliwie pewne
          publikacje (akurat najmniej cytowane) byly wyraznie pisane pod katem habilitacji
          (samodzielne autorstwo).

          O ile nie mam zastrzezen do dorobku/cytowan Marka Maleszewskiego z lat 90-tych,
          to zastanawiajace jest, ze od momentu zlozenia/uzyskania habilitacji jego
          "aktywnosc naukowa/publikacyjna" zdecydowanie oslabla. Wiecej! Przyjmujac za
          kryterium "doskonalosci naukowej" swiatowe cytowania przez naukowcow z
          czolowych osrodkow analiza ostatnich 5 lat wskazuje, ze autorka artykulu ma za
          ten okres zdecydowanie lepsze notowania niz jej bezposredni szef. Jak dlugo
          idylla bedzie trwala? Rokuje, ze moze dlugo, bo wszystko wskazuje na to, ze
          autorka wlasnie zalozyla rodzine i moze miec troche inne priorytety, przy
          ktorych ciepla polska posadka bez ciaglego "anglosaskiego wyscigu szczurow" jest
          szalenie cenna... :-)

          Zreszta tutaj tez jest zawarta odpowiedz na temat "kariera naukowa w Polsce?".
          Wszystko wskazuje na to, ze Marek Maleszwski "przebywal" ostatnio w Pkraju, byc
          moze krotko w Australii (wspolpraca z Melbourne? - artykul z 2004r.), tymczasem
          autorka byla w Harvardzie. To natychmiast wyjasnia dlaczego ma lepszy dorobek
          naukowy z tego okresu i pokazuje roznice miedzy mozliwosciami rozwoju naukowego
          w kraju i poza nim.

          Generalnie oceniam artykul bardzo zle - wlasciwie jest niespojny, nielogiczny i
          nie wiem co autorka chciala przekazac czytelnikom, rzeczywiscie sprawia
          wrazenie pisanego na zamowienie - GW po "wpadce" z atykulem prof. Weglenskiego,
          dosadnie ocenionym przez prof. Turskiego, podjela sie bronienia tezy JEST NIEZLE
          a w innych krajach tez maja problemy. Tymczasem jest fatalnie i GW kolejny raz
          sie kompromituje!

          Artykul nie zawiera jednej podstawowej informacji, ze autorka jest LAUREATEM
          konkursu POLITYKI "Zostancie z nami".
          W Polityce wykazuje sie duzo wieksza odwaga cywilna:
          "(...)
          Satysfakcje to jeden biegun, drugim są niepokoje związane z kondycją środowiska
          naukowego. Z tym przede wszystkim, że dobre zakłady naukowe kurczą się,
          biednieją i coraz rzadziej zatrudniają młodych ludzi po doktoracie. A jeśli już
          to robią, ostrzegają: wyjedziesz na dłuższy staż naukowy – nie będziesz miał
          dokąd wrócić!
          (...)"

          "kariera naukowa w Polsce"?
          uzupelniam wypowiedz z Polityki
          polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1159258&MP=2
          "(...)
          Stypendyści „Polityki” w zdecydowanej większości spotykają się z uznaniem i
          życzliwością środowiska. Bywa, że wyniki konkursu zostają wywieszone wraz z
          gratulacjami w instytutowej gablotce. Otrzymaliśmy tylko dwa przygnębiające
          sygnały: jedna osoba odeszła z uczelni, ponieważ, jak pisze, po chwilowej sławie
          doznała „zderzenia z ciemną stroną polskiej nauki”, czyli zaproponowano jej
          warunki pracy równoznaczne z brakiem perspektyw rozwoju naukowego. Inną nazwano
          z przekąsem „łowcą nagród” (przed naszym stypendium dostała nagrodę FNP oraz
          nagrodę za doktorat) i odmówiono jej podwyżki wynagrodzenia w ramach powszechnej
          regulacji płac (dostała po interwencji, pracy nie straciła).
          (...)"

          Smaczku dodaje fakt, ze z polskich stron webowych w ogole nie mozna sie
          praktycznie nic dowiedziec o autorce.
          Strona zakladu embriologii praktycznie nie podaje jej ostatnich publikacji
          bedacych wynikiem 3-letniego stazu w Harvardzie.
          Baza bazy.opi.org.pl/ nie wykazuje ani jej doktoratu, ani jej konkretnych
          zainteresowan naukowych.


          Brawa dla Gazety Wyborczej - to jest obiektywnosc!!! A gdzie publikacja listu J.
          Wieczorka bedacego odpowiedzia na personalny atak prof. Weglenskeigo na jego
          osobe opublikowany na jej lamach.
          Doprawdy jest SWIETNIE
          • khmara Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? 29.01.05, 17:53
            itd-gw napisała:

            > do czytania tego tekstu potrzebna jest umiejetnosc czytania miedzy wierszami

            Dokładna analiza tego tekstu wykazuje, że autorka przede wszystkim opisuje, jak
            wygląda praca naukowa za granicą. O warunkach pracy w Polsce jest niewiele i
            nawet to niewiele sprawia wrażenie mocno ocenzurowanego (cenzura addytywna -
            cenzor zaproponował dopisanie pewnych wyrażeń). Mimo to, czytelnik ma wrażenie,
            że w jednostce autorki wszystko jest super i wciąż coraz lepiej. Prawdopodobnie
            było tak: rektor z dziekanem usiedli i dokonali gruntownego przeglądu kadry, by
            wytypować autora tak potrzebnego tekstu do mediów. Potem pozostało już tylko
            nakłonić wytypowanego autora do napisania pożądanego tekstu. Tutaj metody są
            różne - od przekupstwa (szef się odwdzięczy przy najbliższej okazji) po szantaż
            (no, jeżeli pani chce znowu wyjechać...). Rektor Węgleński wyjmuje kasztany z
            ognia cudzymi rękami. Jeżeli wyjdzie dobrze, z obietnic będzie można wywiązać
            się lub nie. Jeżeli wyjdzie źle, będzie okazja, żeby sobie to na pracowniku
            odbić. Pracownik jest postawiony pod ścianą i nie ma wyboru. Bezpośredniego
            przełożonego autorki prawdopodobnie w ogóle o niczym nie informowano. Takie są
            metody postępowania Grupy Trzymającej Władzę w polskiej nauce. A awans? W
            niewielkim stopniu zależy od tzw. potencjału naukowego, tzn. indywidualnych
            zdolności czy pracowitości. To Szef w większości przypadków decyduje, kto
            dostanie pieniądze na badania czy pojedzie na staż zagraniczny. I najczęściej
            nie jest to bezpośredni przełożony, tzn. kierownik zakładu. W skrajnych
            przypadkach jednostce wykazującej zbyt duże zdolności lub pracowitość można po
            prostu nie dać osławionego klucza do laboratorium. Chyba, że jest to osoba
            szykowana na następcę dyrektora instytutu... Autorka najprawdopodobniej została
            wmanewrowana w sytuację, która jej może nie odpowiadać, ale nie wydaje mi się,
            by miała jakikolwiek wybór. Takie są realia pracy w ośrodkach naukowych z tzw. I
            ligi w Polsce. Pozostaje jeszcze kwestia udziału GW w tych gierkach - ciekawe, w
            jaki sposób ten tekst trafił do Gazety? - i kwestia niezależności mediów w
            ogóle, ale to już zupełnie inna historia.
            • Gość: kontest Akceptacja sitwy jest nieodzowna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 18:51
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11028223&wv.x=2&a=20007181
            • itd-gw Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? 29.01.05, 21:38
              komentarz khmary moze idzie zbyt daleko - nie wierze w az tak spiskowa teorie
              swiata.

              Natomiast jestem absolutnie przekonany, ze w Polsce kariera naukowa tylko w 10%
              zalezy od predyspozycji kandyta. Sadze, ze oboje i M. Maleszewski i MA Ciemerych
              zawdzieczaja swoja zyciowa szanse prof. Andrzejowi Krzysztofowi Tarkowskiemu,
              jego miedzynarodowej pozycji i kontaktom. Dostali swoje 5 minut (tematyke i
              kontakty z ludzmi znajacymi "the state of the art" w dziedzinie) i je
              wykorzystali. Problemem jest, ze wiekszosc zdolnej mlodziezy tej szansy nie ma i
              nie dostanie bez gruntownej zmiany modelu kariery naukowej w Polsce.

              Pracy dla mlodych doktorow powracajacych ze znaczacym dorobkiem naukowym z
              zagranicy nie ma nie z powodow finansowych. Glowne przyczyny to:

              1. ustawowy wiek emerytalny dla profesorow (70 lat). Wyjasniam: nie mam nic
              przeciwko dalszej pracy wybitnych jednostek po ukonczeniu 65 lat, ale pod dwoma
              warunkami:
              a) finansowanie WYLACZNIE ze srodkow POZABUDZETOWYCH.
              b) uczestnictwo w badaniach z glosem doradczym a nie z pozycji kierownika

              2. Feudalowie bronia sie przed osobami, ktore nie beda/chca byc ich wasalami i
              ich obecnosc moze wykazac jak bardzo krol jest nagi.

              3. BRAK OTWARTCH KONKURSOW i zgubny model kariery od studenta po rektora w tym
              samym miejscu.

              i MA Ciemerych jest tego na pewno swiadoma!!!!

              Jeszcze raz podkreslam, ze zle oceniam artykul MA Ciemerych zarowno od strony
              merytorycznej (brak jasnosci i logiki wypowiedzi) jak i jego konformistycznych
              aspektow w kontekscie wczesniejszej wypowiedzi dla Polityki.

              Przypuscmy, ze zgodnie z teoria khmary autorka zostala postawiona "pod sciana"
              przez szefow. Jezeli w takim razie laureatka konkursu Polityki, z doswiadczeniem
              naukowym i kontaktami z wielu dobrych osrodkow naukowych "nie ma innego wyboru"
              jak KONFORMIZM i BELKOTLIWY ARTYKUL to stawiam proste pytanie:

              KTO Z MLODYCH NAUKOWCOW W TYM KRAJU MOZE SOBIE POZWOLIC NA OTWARTE GLOSZENIE
              SWOICH POGLADOW?

              Czy trzeba nie miec juz nic do stracenia jak Ewa Kostarczyk?

              Jeszcze raz ubolewania dla GW - oj brzydko, brzydko...
              • Gość: Carmen Sandiego Moj ulubiony cytat IP: *.lr.centurytel.net 29.01.05, 22:35
                Docent (grany przez Zapasiewicza):

                - Wiedza? Aaaa wiedza ! Wiedza TEZ sie liczy ale nie sama. W kontekscie.

                (ze starego filmu Zanussiego - Barwy Ochronne)

                Minelo 30 lat i co?
              • khmara Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? 29.01.05, 23:00
                Mój poprzedni post to hipoteza, postawiona na podstawie różnych doświadczeń.
                Piszę jak PRAWDOPODOBNIE było, ale być może się mylę co do szczegółów - może np.
                to nie był dziekan. Nie chcę, by posądzano mnie o snucie teorii spiskowych.
                Przedstawiam garść informacji zebranych z różnych stron internetowych - wnioski
                proszę wysnuć samodzielnie. Nie mam dostępu do ISI Web of Science, ale chętnie
                zapoznam się z dorobkiem Ciemerych, Tarkowskiego i Rychlewskiego.

                www.nauka-polska.pl/
                prof. zw. dr hab. czł. rzecz. PAN Andrzej Krzysztof Tarkowski
                - Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej - Wiceprzewodniczący Rady
                - Komitet Cytobiologii PAN - Członek
                - Wydział II - Nauk Biologicznych PAN - Członek krajowy rzeczywisty
                - Wydział Przyrodniczy PAU - Członek krajowy czynny

                www.naukowcy.republika.pl/instytut.html
                Cezary Wójcik

                PRYWATNY INSTYTUT NA CENZUROWANYM

                Nemo propheta acceptus est in patria sua (St. Luc. 4:24)

                Jest w postkomunistycznym żargonie pojęcie "jednostka badawczo-rozwojowa".
                Uzyskanie takiego statusu daje podmiotowi dzialającemu w nauce różne przywileje
                i korzyści, nic więc dziwnego, że takiego namaszczenia dostąpić jest trudno.
                Uzyskuje się je w taki sposób, że składa się odpowiednie papiery, zespół KBN
                wydaje opinię, po czym minister nauki zatwierdza ją (albo i nie). Jest to typowy
                mechanizm uznaniowy nadawania przywilejów.

                Po raz trzeci odmówiono statusu "jednostki badawczo-rozwojowej" polskiej grupie
                bioinformatyków pod kierunkiem Leszka Rychlewskiego zorganizowanej w spółkę
                BioInfoBank Institute z siedzibą w Poznaniu (www.bioinfo.pl). Leszek Rychlewski
                zamieścił na Polskim Serwerze Bioinformatycznym
                (www.bioinfo.pl/index.php?page=news.php&id=17&style=okno) następujący
                tekst, który cytuję w całości:

                P-04 o nas 2003-10-21

                P-04 uważa że nie potrafimy prowadzić badań naukowych

                Zespół P-04 już po raz trzeci negatywnie ocenił działalność naszej jednostki
                pisząc "W chwili obecnej spółka posiada bardzo ograniczone warunki materialne i
                techniczne do prowadzenia działalności badawczej i rozwojowej, nie zatrudnia
                stałych pracowników naukowych, nie posiada odpowiednio wyposażonych stanowisk
                pracy i nie wypracowuje zysków. Wszystko to powoduje, że jednostka nie jest
                obecnie w stanie samodzielnie prowadzić większości zadań naukowych i prac
                rozwojowych ujętych w planie zadań" i w ten sposób ponownie uniemożliwił nam
                staranie się o status jednostki badawczo rozwojowej.

                Myślę że to jeszcze trochę potrwa zanim polscy naukowcy (tacy jak my) zaczną
                wypracowywać zyski. Mimo tego nasze osiągnięcia w formie serwisów naukowych,
                publikacji i w "zawodach" przewidywania struktury bialek mówią chyba za siebie.
                Chcielibyśmy jednak przestrzec wszystkich polskich użytkowników naszych
                serwisów, że kontakty z nami mogą doprowadzić do tragicznej w skutkach niełaski
                wszechmogącego Zespołu Nauk Biologicznych, Nauk o Ziemi i Ochrony Środowiska (P-04).

                aktualny zespół P-04 to:

                Prof. Maciej Zylicz (Przewodniczący Zespołu)
                zylicz@iimcb.gov.pl;
                dna.iimcb.gov.pl/iimcb/default.php?func=cv_zylicz
                Prof. Andrzej Kostrzewski
                anko@amu.edu.pl;
                hum.amu.edu.pl/~anko/welcome.html
                Prof. Ewa Symonides
                Sasanka@bot.uw.edu.pl;
                www.mos.gov.pl/1ministerstwo/podsekretarz_stanu_gkp/index.shtml
                Prof. Andrzej Krzysztof Tarkowski
                akt@biol.uw.edu.pl;
                www.biol.uw.edu.pl/php/index_baza.php?opcja=1&poziom=3&id=58&newsy=tak&id_menu=10
                Prof. January Weiner
                weine@eko.eko.uj.edu.pl;
                www.eko.uj.edu.pl/weiner/
                Dr. Maciej Górski
                maciej.gorski@geofizyka.pl;
                www.geofizyka.pl/main/52pub/_pubGOMA.html
                Dla uzupełnienia dodam, że spółka dr Rychlewskiego widnieje w 61 publikacjach w
                czasopismach z listy filadelfijskiej - są tam czasopisma takie jak "Cell",
                "Gene" oraz "Trends in Biochemical Sciences". Spółka ta wchodzi w skład czterech
                konsorcjów badawczych zatwierdzonych do realizowania w ramach 6 Programu
                Ramowego Unii Europejskiej (DataGenome, MicrobeArray, GeneFun i BioSapiens).
                Ponadto Leszek Rychlewski negocjował bezpośrednio z koncernem Martin Lockhead
                uzyskanie środków na badania w ramach programu offsetowego przy zakupie
                myśliwców F-16, o czym informowalo czasopismo "Science" w kwietniu br.

                Trudno się dziwić, że osiągnięcia te wywołały zawiść członków Zespołu P-04 KBN.
                Takimi wynikami można by obdarzyć kilkunastu belwederskich profesorów! Nadanie
                statusu "jednostki badawczo-rozwojowej" prywatnemu Instytutowi prowadzonemu
                przez dra Rychlewskiego mogłoby doprowadzić do tego, ze Instytuty PAN zyskałyby
                groźną konkurencję przy ubieganiu się o środki z KBNu. Nagle okazałoby się, że
                prywatny instytut prowadzony przez młodych zapaleńców jest lepszy od szacownych
                gerontokratycznych instytucji państwowych. Do normalizacji stosunków w polskiej
                nauce jest niestety równie daleko jak za czasów Gomułki.






                • khmara Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? 30.01.05, 00:15
                  Jeszcze o Wydziale Biologii UW.
                  www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=49
                  Wypowiedź młodego-zdolnego, który przejawiał zbyt wiele samodzielności.
                  Najciemniej jest zawsze pod latarnią.
              • Gość: zyx System przyjazny dla emerytów, wrogi dla młodych IP: *.chello.pl 30.01.05, 00:34
                itd-gw napisała:

                > Pracy dla mlodych doktorow powracajacych ze znaczacym dorobkiem naukowym z
                > zagranicy nie ma nie z powodow finansowych. Glowne przyczyny to:
                >
                > 1. ustawowy wiek emerytalny dla profesorow (70 lat). Wyjasniam: nie mam nic
                > przeciwko dalszej pracy wybitnych jednostek po ukonczeniu 65 lat,
                > ale pod dwoma warunkami:
                > a) finansowanie WYLACZNIE ze srodkow POZABUDZETOWYCH.

                Jest to sprawa o absolutnie podstawowym znaczeniu. Powinien być, tak jak na
                Zachodzie, automat: osiągasz wiek emerytalny (oczywiście w państwie
                demokratycznym - taki jak dla wszystkich obywateli), zwalniasz pokój i do
                widzenia z uczelni państwowej /instututu. Te pokoje bywają używane raz na
                tydzień, a w ferie i wakacje wcale, a tymczasem młodzi się cisną.
                Na uczelniach prywatnych można pracować bez ograniczeń, jak ktoś jest sprawny
                intelektualnie, to go chętnie wezmą. Ale naprawdę nie widzę powodu, żeby z
                budżetu dawać prawie za nic drugą wysoką emeryturę, albo i trzecią, jeśli ktoś
                jest członkiem PAN. Znam wielu profesorów trzeciego wieku, ale nie znam nic
                wartościowego co napisali (większość nie napisała nic w ogóle).
                Państwo, szczególnie biedne, powinno finansować rozwój, a nie skostnienie.
                • khmara Re: System przyjazny dla emerytów, wrogi dla młod 30.01.05, 01:04
                  Gość portalu: zyx napisał(a):
                  > Jest to sprawa o absolutnie podstawowym znaczeniu. Powinien być, tak jak na
                  > Zachodzie, automat: osiągasz wiek emerytalny (oczywiście w państwie
                  > demokratycznym - taki jak dla wszystkich obywateli), zwalniasz pokój i do
                  > widzenia z uczelni państwowej /instututu.

                  To nawet nie w tym rzecz. W Polsce drabina awansu naukowego jest o wiele dłuższa
                  niż się wydaje:
                  dr
                  dr hab.
                  profesor
                  prof. czł. korespondent PAN
                  prof. czł. rzeczywisty PAN

                  Im kto wyżej, tym więcej może. Osoby z góry tej drabinki zajmują po kilka
                  stanowisk w różnych organach decyzyjnych, takich jak: Centralna Komisja, PKA,
                  KBN. Taka osobistość może każdego wypromować, albo wykończyć i nikt się nie
                  sprzeciwi, bo nikt takiej szyszce nie podskoczy. Taki osobnik może każdemu dać,
                  albo zabrać. Może utrącić każdy projekt i każdą inicjatywę. Wspomniany wyżej
                  Rychlewski też spędził kilka lat za granicą - w instytucjonalnej nauce polskiej
                  nie istnieje. To jest właśnie Grupa Trzymająca Władzę w polskiej nauce i bez jej
                  zgody nic się nie stanie. GTW ma dojścia do prezydenta i do ministrów i sprawnie
                  wykorzystuje wszelkie możliwości lobbingu, by przeforsować w parlamencie
                  korzystną dla siebie ustawę. "A wiedza? TEŻ się liczy, ale w kontekście".
                  • khmara Grupa trzymająca władzę w nauce 30.01.05, 01:18
                    tygodniksolidarnosc.com/2004/39/10d_gru.htm
                    Likwidację habilitacji, konkursy na stanowiska profesorskie, odmłodzenie kadry
                    akademickiej i zwiększenie nakładów na naukę - wszystkie te zmiany przewiduje
                    projekt ustawy o szkolnictwie wyższym przygotowany wspólnie przez Solidarność
                    oraz Prawo i Sprawiedliwość. Tej propozycji przeciwstawiono jednak odrębny
                    projekt forsowany przez prezydenta Kwaśniewskiego i grupę rektorów.

                    Konkurencyjnymi wersjami nowego prawa dotyczącego uczelni zajęli się posłowie.
                    Pierwszą konfrontację w podkomisji edukacji propozycja Solidarności i PiS-u
                    przegrała. Wybrano, głosami rządzącej większości, projekt prezydencko-rektorski
                    (przygotowany przez grono rektorów pod przewodnictwem profesora Jerzego
                    Woźnickiego, byłego rektora Politechniki Warszawskiej).
                • Gość: skk05 Re: System przyjazny dla emerytów, wrogi dla młod IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 14:46
                  www.forumakad.pl/archiwum/2005/01/13-za-co_stanowi_o_sile_naukowca.htm
              • itd-gw Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? miejsca pracy 30.01.05, 11:12
                Oj zapomnialem, ale to juz inna bajka.
                Prosze zagladnac do bazy.opi.org.pl
                i sprawdzic ilu "samodzielnych" jest wieloetatowcami

          • khmara Re: Czy ten tekst jest sponsorowany? 29.01.05, 23:38
            itd-gw napisała:
            > 5. odpowiadajac na poprzedni post
            > > Teraz to rzeczywiscie potrzeba tylko dobrego szefa ktory nie przeszkadza i
            > > wszystko wyglada jak powinno wygladac: habilitacja, niezalezna pozycja,
            > > wlasna pracownia, profesura itd
            >
            > oj naiwnosc, naiwnosc. Bezposrednim szefem autorki w zakladzie embriologii
            > jest Marek Maleszewski. Habilitacja w 2000r.

            Teoretycznie.
            www.biol.uw.edu.pl/php/index_baza.php?opcja=1&poziom=3&id=58&newsy=tak&id_menu=10
            ZAKŁAD EMBRIOLOGII

            Kierownik:
            Dr hab. Marek Maleszewski 5541210

            Pracownicy:
            -Prof. dr hab. Andrzej K. Tarkowski 5541208, 5541209
            -Dr Ewa Borsuk 5541213
            -Dr Maria A. Ciemerych 5541213
            -Dr Katarzyna Szczepańska 5541239
            -Dr Małgorzata Waksmundzka 5541213
            -Mgr Dariusz Maluchnik 5541217
            - Zofia Dubak 5541242

            Szeregowy pracownik zakładu ma dwa telefony służbowe, a kierownik tylko jeden?


            > Jak dlugo idylla bedzie trwala?

            Jak długo szef pozwoli. Ten rzeczywisty, nie ten oficjalny.

            Emigrant pisał o niezależnej pozycji, własnej pracowni itd. Naiwność.
            Maleszewski jest właśnie tej niezależności przykładem. Po habilitacji dorobek
            już słabszy. Następcę trzeba było odpowiednio wytresować? A może nie spełnił
            pokładanych oczekiwań? Może trzeba młodszą osobę promować, żeby się
            Maleszewskiego pozbyć? Jeden zakład i ludzie, których nazwiska nic mi nie mówią,
            a ile można się o finansowaniu nauki dowiedzieć...
          • Gość: ciekawy Re: Artykul w polityce Zostancie z nami IP: *.prz.rzeszow.pl 31.01.05, 16:13
            Artykul, fajny ale czesciowo banialukowaty. Nie odzywa sie we mnie zawisc ale
            wiem z doswiadczenia ze na uczelniach tworzy sie czasami swoich ´"genuszy" i
            tak jest np w przypadku pani Borowicz. Nie bardzo wiem jak wytlumaczc fakt 12
            publikacji eksperymentalnych w roku 2004 (jedna publikacja na miesiac) i w
            dodatku jako perwszy autor - kedy byl czas na badania i na pisanie arykulu.
            Powedzmy ze wyniki sie zrobily same w latach poprzednich, tak czy tak tempo
            jest zasraszajace - pisanie jednej publikacji w miesiac to raczej dziwne.
    • ekostar Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? 26.01.05, 21:51
      Autorka nie przemyślała do końca motywu swojej wypowiedzi.

      I co z tego?

      I co dalej?

      Niech będzie dalej tak źle jak jest, bo inni w Europie też sie mają kiepsko.

      Zdumiewające, że GW drukuje takie kawiarniane kawałki, a pomija publicystykę,
      która coś do problemu wnosi!

      www.nauka-edukacja.p4u.pl/
      Nowy portal internetowy poświęcony działaniom na rzecz nauki i edukacji w Polsce.
      Niezależne opinie o kondycji nauki i edukacji, o uwarunkowanych systemowo
      patologiach , o możliwościach zmiany obecnego, osobliwego systemu nauki i
      edukacji w Polsce.

      W portalu można zamieszczać swoje opinie na forach. Również forum dla
      doktorantów i studentów



    • Gość: coto Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.konst.silesianet.pl 27.01.05, 00:19
      Jaka jest definicja kariery w nauce? Toczy sie dyskusja, ale nie wiadomo o czym.
    • Gość: madlenia Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.annaberg.local / *.dip.t-dialin.net 27.01.05, 02:00
      tekst, rzeklabym , mierny. w ogole nie dotyka problemow, z ktorymi stykaja sie
      np. doktoranci. majac w perspektywnie studia dr bez stypendium, albo tez ze
      stypa w wysokosci 900 zl, to naprawde lepiej wyjechac. ja tak zrobulam, i nie
      zaluje. i nie wiem czy wroce. chyba ze zacznie cos sie zmieniac, ale takie
      teksty do tego na pewno sie nie przyczynia...
    • Gość: 0 Definicja kariery naukowej IP: *.Princeton.EDU 27.01.05, 06:39
      Mysle ze nalezy zaczac od zdefinjowania co to znaczy 'pozytywna
      keriera naukowa' ?

      To moze to oznaczac co innego dla wielu osob. Kilka mozliwosci :

      1. Pozilom wkladu naukowego w dana dziedine nauki.
      2. Ilosc publikacji naukowych.
      3. Zarobki/prestiz.
      4. ... moze ktos cos zaproponuje ?

      Co do (1.) Wydaje sie ze to nie jest najpopularniejsza definicja. Ale
      jezeli jest, to w wielu dziedzinach nie ma problemow z byciem na czele
      swiatowej czolowki. Mysle o naukach jak matematyka, informatyka,
      filozofia, literatura, etc. - to co nie wymaga (kosztownego)
      laboratorium. Wiec jezeli ktos mowi ze nie moze pracowac w Polsce i
      przyczyniac sie do postepu naukowego w takich dziedzinach, to
      najprawdopodobniej powodow trzeba szukac gdzie indziej, i wyjazd nic
      nie zmieni.

      Jezeli to jest definicja (2.) to jest juz tylko kwestja
      sportu. Publikowanie dla publikowania, co jest powszechnie czynione
      przez naukowcow wielu dziedzin, jedynie wymaga wycwiczenia. Jezeli
      ktos przyjmuje definicje (2.) to po prostu potrzebuje odpowiednio duzo
      cwiczyc, i odniesie sukces, gwarantowane. Czy masowe publikowanie z
      poza Polski jest latwiejsze ? Fakt jest taki ze niektore publikacje sa
      akceptowane na zasadach znajomosci, i 'chlopcy' decyduja kto bedzie
      opublikowany a kto nie, nie konicznie bioroac pod uwage tresc. Bendac
      poza Polska, byc moze mozna uzyskac leprze znajomosci, tzn. mozna po
      znajomosci publikowac na bardzie prestizowym forum. Fakt jest ze
      wiekszosc publikacji jest zalosna, no ale tak chyba musi byc. Byc moze
      czas na zalozenie kolorowych publikacji naukowych.

      Jezeli chodzu o definicje (3.) to wydaje sie ze to jest kwestja
      umiejetnosci poruszania sie na runku naukowym. Z definicj wiadomo ze
      nie kazdy (pseudo?) naukowiec moze zrobic karjere w tej formie. W tym
      wymiarze, anuka jest bardzo podobna do polityki czy biznesu. Tez
      trzeba znalezc sie w 'strodowisku', czyli tam gdzie 'chlopcy' pala
      cygara i decyduja kto dostanie jaki grant, i kto kim zostanie. Wiadomo
      ze wiecej cygar pali sie poza Polska, wiec tamtejsze znajomosci
      pomagaja.


      Mysle ze jezeli ktos mowi ze nie ma mozliwosci rozwoju naukowego w
      Polsce to ma na mysli jedna z dwoch rzeczy :

      1. Brak srodkow na sprzet.
      2. Brak kolegow do promowania sie.

      Czasami bez (1.) rzeczywiscie nie mozna.
      • wiraqocha Re: Definicja kariery naukowej 27.01.05, 07:40
        Oj, 0... To bardziej skomplikowane, mimo wszystko.

        Polska ma 2 zasadnicze problemy i bez jednego drugiego nie da sie rozwiązać:
        brak pieniędzy i brak nadzoru/polityki naukowej. Pierwsze wiadomo, drugie -
        nikt nie wyznacza kierunku badan, nikt nie pilnuje zeby to co robia naukowcy
        bylo pozyteczne dla kraju. Kazdy robi co chce i co mu akurat strzeli do glowy,
        a malutkie fundusze sa rowno rozproszone od archeologii i pedagogiki po
        biologie molekularna. Przy czym nikomu nie grozi odebranie funduszy, bo o
        wszystkim decyduja wylacznie koledzy. Brak jakiegokolwiek nadzoru ze strony
        rzadu. A skoro jest tak malo pieniedzy, to trzeba podjac meska decyzje i sie na
        czyms skoncentrowac!

        Rzeczywiscie kluczem do sukcesu niektorych dziedzin nauki jest umieszczenie
        swojego czlowieka w odpowiednim czasopismie. Zalosne. Najbardziej znany i
        szanowany czlowiek z mojego bylego instytutu opublikowal swoje kluczowe
        artykuly 30 lat temu (ale czasopisma nie z gornej polki - ot, dosc dobre) i
        nadal zyje tamtymi czasami. Od tego czasu walnal jeden artykul w powazniejszym
        czasopisimie. Ale wszyscy go bardzo szanuja.

        Tak wiec problemem chyba powazniejszym od braku pieniedzy jest to, ze nauka
        to "dzungla" gdzie kazdy walczy o stolek i dobro nauki jako takiej, zwykle
        wymuszane dlugoterminowo z gory przez rzad (przez odpowiednie ciecia i
        poszerzenia budzetu, powolywanie i rozwiazywanie instytutow) u nas nie
        istnieja. Po co robic wklad do swiatowej matematyki, jesli to nie pomaga w
        walke o stolek, jesli nikt mnie do tego nie zmusza?
        • Gość: 9ton Re: Definicja kariery naukowej IP: *.wil.pk.edu.pl 27.01.05, 09:31
          tu bym się nie zgodził do końca. koncentracja na jednej czy kilku dziedzinach
          powoduje, że inne zanikają. czy uważasz że np. filozofia czy archeologia są
          niepotrzebne? można wnioskować, że najważniejsze bedzie znalezienie lekarstwa
          na raka albo zaawansowane nanotechnologie. tam należy pchać pieniądze a reszta
          niech sobie da spokój.
          moim zdaniem jest to błędne myślenie. nie można odbierać komus funduszy tylko
          dlatego, ze uważamy jego pracę za niepotrzebną.
          z innej beczki
          mnie najbardziej denerwuje marnotrawstwo pieniędzy na uczelniach. nowe meble w
          rektoratach i dziekanatach, co 2 lata nowe komputery, batoniki i woda
          mineralna, klimatyzacja. to tak, żebyśmy przypadkiem nie pomyśleli, że oni
          powinni być tu dla nas...
          • ekostar Definicja kariery naukowej to nie temat dyskusji 27.01.05, 10:15
            Dopóki sprawy nauki będą w rekach osób nie do końca kompetentnych, a trzecia
            władza w postaci zależnych mediów będzie siać niezgodne z prawdą opinie, to nic
            sie nie zmieni.

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11028223&wv.x=2&a=19923884
        • Gość: Dr Socjolog Re: Definicja kariery naukowej IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 27.01.05, 21:09
          > Polska ma 2 zasadnicze problemy i bez jednego drugiego nie da sie rozwiązać:
          > brak pieniędzy i brak nadzoru/polityki naukowej. Pierwsze wiadomo, drugie -
          > nikt nie wyznacza kierunku badan, nikt nie pilnuje zeby to co robia naukowcy
          > bylo pozyteczne dla kraju.

          To mi się podoba. Wreszcie ktoś zwrócił uwagę (ja też się staram, ale pomysły
          moje tylko niektórzy akceptują), iż sensem nauki nie jest uprawianie jej dla
          samego uprawiania, lecz po to aby z badań, które zwykle finansuje społeczeństwo
          (podatki) ONO właśnie czerpało korzyści. Nauka ma wtedy sens, jeśli z wyników
          badań ktoś korzysta. Jeśli jest inaczej, nauka nie ma sensu - jest tylko
          intelektualną rozrywką i tyle. Prawdopodobnie już w niedalekiej przyszłości
          problem generalnie będzie inny - będziemy wiedzieć "coś", ale nie będziemy
          wiedzieć jak to "coś" wykorzystać. Taki mały "smog informacyjny"...

          Ja jestem socjologiem. Zrobiłem doktorat bez pomocy naszego państwa, czyli
          stypendium etc. Większość rzeczy sfinasowałem sam. I nie widzę w tym nic
          zdrożnego. Był kiedyś taki naukowiec (Franciszek Kotula), etnograf, a do dziś
          cytowany, który nie ogladając się na innych kupił sobie za swoje osczędności
          magnetofon szpulowy (!), który woził na rowerze (!) i nagrywał ludową twórczość
          w rzeszowskiem. Może to i anachronizm, ale ja tu widzę PASJĘ !!! Tego dziś
          brakuje !!! Może takich naukowców nam trzeba?

          Nauka według mnie to pasja. Bez niej, można nawet mieć dużo pieniędzy, na
          granty etc i... może nic z tego nie wynikać.

          Obserwując dyskusję mogę powiedzieć jedno - popadamy w znany w socjologii
          stereotyp, iż "gdzieś tam jest lepiej niz u nas", bardziej demokratycznie,
          sprawiedliwie. Tak jednak nie jest...

          Pisalem już kiedyś na forum, iż tak naprawdę na świecie nikt nie ma dobrego
          pomysłu, na coraz wiekszą liczbę osób dobrze wykształconych, w tym naukowców.

          Problem, jak mi się wydaje, jest w tym, iż tak naprawdę nikt nie kontroluje
          tego, co nauka ogólnoświatowa "stwarza" i czy jest akurat na to "coś"
          zapotrzebowanie.

          Czy piekarz byłby zadowolony z tego, iż jego chleba nikt nie je, nikomu nie
          jest potrzebny?
    • toja3003 szkoda pieniędzy na (państwową) polską naukę 27.01.05, 10:14
      znam wielu „naukowców”, którzy tego nie umieją (wstyd!) i wydają granty na
      robienie tłumaczeń jakiejś darowanej podczas „visiting profesor” makulatury z
      obcego na nasze a pocztę elektroniczną wysyła panna Krysia (po maturze tylko
      ale umie) no i wszędzie tylko chodzi taka znakomitość z zaufanym tłumaczem a
      jak w sekretariacie dzwoni telefon to taki naukowiec mówi: „jak po polsku to
      jestem”.

      nie zgadzam sie z diagnoza, ze
      glowna przyczyna zlego stanu naszej nauki
      sa niskie naklady na nia; twierdze, ze nie
      ma sensu pompowanie jeszcze wiekszych
      pieniedzy w socjalistyczny (panstwowy)
      a zatem nieefektywny worek bez dna.

      Najpierw trzeba wprowadzic motywacyjne
      i komercyjne mechanizmy motywacyjne na
      panstwowe jeszcze uczelnie; czegoz mozna
      sie spodziewac od od "naukowcow", ktorzy
      nie umieja obsluzyc komputera nie mowiac
      o jezykach obcych (wstyd!) a piastuja
      (piekne slowo, bo poza piastowaniem
      niewiele robia) przerozne stanowiska
      w polskiej nauce?
    • Gość: Horus O co tu chodzi??? IP: *.igf.fuw.edu.pl 27.01.05, 10:47
      Nie rozumiem o co chodzi w tym artykule? DObrze ze GW publikuje na temat
      mozliwosci pracy naukowej u nas, ale litosci!!!!! nie cos takiego. To sa mdlawe
      kawalki do rozmowy przy kawie a nie do publikacji. Przeczytalem to 2 razy i
      dalej nie wiem po co to opublikowano, nie ma tu zadnej glebszej mysli, tak
      jakby ktos poprosil ta Pania aby napisala cos na temat sytuacji mlodych
      naukowcow, a ona nie za bardzo umiala cokolwiek powiedziec. Szkoda ....
    • Gość: gosc Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.molgen.mpg.de 27.01.05, 13:12
      To, ze w innych krajach tez jest emigracja naukowcow - niestety nie oznacza, ze
      w Polsce jej nie ma.

      Grupka polskojezyczna w stolowce instytutu naukowego w Berlinie, w ktorym
      jestem, stale rosnie - ostatnio do 8 osob.
    • Gość: gacek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.nottingham.ac.uk / *.nottingham.ac.uk 27.01.05, 16:16
      jak sie jest dzieckiem profesora to mozna, reszta musi liczyc na lut szczescia,
      ktorego prawdopodobienstwo jest rowne trafieniu szostki w lotto
    • Gość: habilitantka Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.206.112.242.telsat.wroc.pl 27.01.05, 22:43
      Ja tylko tak na marginesie, wybaczcie, że z "własnego podwórka".
      Póki zbierałam po cichutku materiały do habilitacji i nikt nic nie wiedział, to
      było OK. Niestety, kiedyś nie dało się dłużej ukrywać, szef ogłosił publicznie
      na zebraniu katedry, że mam temat i piszę.
      I co? Nagle "niewidzialna ręka" zaczęła dbać o to, żebym nie miała zbyt wiele
      wolnego czasu, np. dołożono mi jakieś kretyńskie rozliczanie faktur, noszenie
      rzutników itd. itp. Nagle okazało się, że "tylko ja" nadaję się do kolejnej
      komisji, z której prac nic nie wynika... I również okazało się, że "nie ma
      pieniędzy" na mój wyjazd na wysoko notowaną konferencję naukową, gdzie przyjęto
      mi tekst... eh, takie małe zawiści, aż smutno.
      I pytanie za 100 punktów: czy moja praca nad habilitacją zwolniła czy
      przyspieszyła???
      • Gość: kontest Do habilitantki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.05, 08:32
        Wypowiedź jako przedstawiajaca rzeczywiste problemy środowiska naukowego została
        zamieszczona na stronie:

        www.nauka-edukacja.p4u.pl/comment.php?what=news&id=45
        pod tytułem: Habilitacja a środowisko
      • Gość: byl em/am glupi/ia Re: Do habilitantki? IP: *.prz.rzeszow.pl 30.01.05, 09:39
        To o czym szanowna Pani habilitantka pisze (czyli zachowanie sie w odpowiedzi
        na Pani chec "podniesienia" kwalifikacji naukowych poprzez robienie
        habilitacji) nazywa sie mobbinginem.

        A propos, znam odpowiedz na Pani pytanie - pani praca nad habilitajca
        przyspeiszyla sie, ale postepy sa wolnejsze - zgadlem ?

    • Gość: jw aktualne wspomnienia z przeszłości IP: *.autocom.pl 28.01.05, 11:11
      Bratkowski we Wprost 30.1 ' W minionym ustroju każde przedsiębiorstwo,m każda
      instytucja, ba każda szkola i uczelnia, często każdy wydział uczelni, miały
      swego 'opiekuna' z bezpieki....
      Całe wydziały wyższych uczelni rozkladali natomiast partyjni karierowicze,Jeden
      taki z UJ awansowal aż po Centralna Komisje Kwalifikacyjną, z pracami, nawet ta
      habilitacyjną, o zaiście humorystycznych tytułach. Nie bezpieka zapewniala
      kariery. I to młody naukowiewc, zresztą bardzo zdolny, organizowal jako
      sekretarz KW bojowki nachodzące zajęcia Towarzystwa Kursow Naukowych przed 1980
      r. w Warszawie. 'Opiekun' wizytował każdego szefa, w tym każdego kierownika
      katedry na wyższej uczelni... Wiekszośc wyjeżdżających służbowo, zwlaszcza
      naukowcow, podpisywała jakieś zobowiązania..."

      patrz także
      Historia w tajnych teczkach zabezpieczona.
      Odbezpieczyć nie tylko teczki bezpieki !
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=32&PHPSESSID=02311400a940e3fd85ef4adbbb25e8db

      Tajne teczki UJ
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?id=37&PHPSESSID=02311400a940e3fd85ef4adbbb25e8db

      Bez tych aktualnych do dnia dzisiejszych wspomnień nie da się zrozumiec
      robienia tzw. karier w tzw.nauce polskiej

    • itakdalej.itakdalej Autorka chyba nie za bardzo rozumie o co chodzi 30.01.05, 16:57
      Maria Anna Ciemerych-Litwinienko pisze:

      "Dobrze, gdy młody naukowiec, który zdobył doświadczenie za granicą, ma szansę
      na swobodną pracę pod skrzydłami dobrego szefa. Gorzej, jeżeli nie ma gdzie
      wrócić.
      Ja na szczęście nie miałam takiego problemu. Po stażu postdoktoranckim znowu
      jestem w zakładzie naukowym, gdzie pracowałam przed wyjazdem i gdzie moja
      działalność badawcza nie jest w żaden sposób ograniczana. Mój szef zadbał o to,
      żebym mogła przedłużyć pobyt za granicą do momentu ukończenia badań i
      opublikowania wyników."

      "Wiem jednak, że nie tylko polscy naukowcy mają problemy z powrotami. "Inni"
      też je mają, tyle że źródłem tych problemów w mniejszym stopniu są finanse.
      Podczas pobytu w USA poznałam Włochów, Hiszpanów, Francuzów, którzy również
      zmagali się z decyzją o powrocie do swoich krajów. "

      Jak ja rozumiem, ona ma takie układy na UW, że może z 13 lat aż 5,5 spędzić za
      granicą. Ale to nie był wyjazd na stałe, tylko będąc pracownikiem UW wyjeżdżała
      czy to na stypendium, czy to na staż. I to chyba było wszystko załatwione przez
      szefów. Więc ona była za granicą SŁUŻBOWO. To natomiast co dotyczy jej kolegów
      z Zachodniej Europy, to były najprawdopodobniej wyjazdy inne. Szkoda, że nie
      wymieniła w swoim artykule Niemców, bo mnie ten kraj najbardziej interesuje,
      jako że nasz system nauki był wzorowany na niemieckim z domieszką sowietskiej
      tytułomanii. W Niemczech jest zjawisko wyjazdów ludzi po doktoratach, których
      ten oparty na habilitacji i opóźnianiu usamodzielnienia się (w większości
      krajów człowiek po doktoracie jest na uczelni samodzielny i niezależny; uważa
      się że jest na tyle dojrzały, że nie potrzebuje już opieki niańki - czyli
      jakiegoś szefa-profesora) system nie potrzebował. Ale Niemcy doszli do wniosku,
      że to była dla ich kraju wielka strata i chcą tych najlepszych ściągnąć z
      powrotem.
      Jest temu poświęcony artykuł "Bringing the Brains Back Home" który znalazłem
      na anglojęzycznej stronie rozgłośni Deutsche Welle. Mowa jest w nim o dwóch
      programach RZĄDOWYCH w RFN - GAIN i GSO.
      Najciekawsze fragmenty:
      "Thousands of German scientists and academics are currently working abroad,
      many of them in the United States. The lopsided flow of Germany's "best and
      brightest" to academic institutions overseas has sent off alarm signals and
      prompted several new initiatives to lure them back.
      ...
      In a handy division of labor, GAIN has focused on distributing information and
      creating a forum for German scientists working abroad, while the GSO has taken
      a more practical approach and started an online job bank to match candidates
      with openings. Both have been complemented by new individual initiatives
    • Gość: Tchemik Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.localdomain / 217.98.107.* 30.01.05, 17:18
      ANie fo konca jest tak fajnie ze tutaj mamy juz wszytsko etc. Ja osobiscie
      pracuje nad interkalatorami (synteza), a w polsce tylko jeden instytut prowadzi
      badania biologiczne tego. Niestety nie ma na to kasy i pewnie badania komorkowe
      beda prowadzone z uzyciem moich preparatow w Centrum kwasow Nukleinowych w
      Uniwersytecie Poludniowej Danii. Coz... W polsce nie ma tak latwo... :(
    • khmara Podsumowanie 30.01.05, 23:05
      To sobie przeanalizowaliśmy, jak się w Polsce robi karierę w nauce przy poparciu
      dobrze ustawionego szefa. Tylko to nie tędy droga do prawdziwego
      usamodzielnienia młodego naukowca. Nie ma nic złego w tym, że mistrz kształci
      swoich następców. Zło obecnego systemu organizacyjnego polega na tym, że jest to
      obecnie jedyna możliwość zrobienia kariery naukowej w Polsce. Innych opcji nie ma.
      • itakdalej.itakdalej Re: Podsumowanie 30.01.05, 23:25
        khmara napisał:

        > To sobie przeanalizowaliśmy, jak się w Polsce robi karierę w nauce przy
        > poparciu dobrze ustawionego szefa.

        Warto to podkreślić. Warunek konieczny i wystarczający kariery naukowej w
        Polsce to POPARCIE DOBRZE USTAWIONEGO SZEFA. Reszta, w tym takie głupstwa jak
        osiągnięcia naukowe, dobre publikacje, tak naprawdę się nie liczy. Jak szef
        jest dobrze ustawiony, ale nas nie popiera, to też nic z tego nie będzie,
        podobnie jak popiera, ale nie należy do - jak to określają Niemcy - "old boys
        network".
        • Gość: kontest Jeszcze o szefach na Biologii, UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.05, 11:03
          Wypowiedź na temat szczegółów pracy biologa na UW:
          Tekst, pt. "Po studiach"
          www.nauka-edukacja.p4u.pl/comment.php?what=article&id=49&PHPSESSID=2b9f9aa1a37fdc549441f435b5a2dcee
    • khmara Na marginesie artykułu MA Ciemerych 31.01.05, 15:08
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/comment.php?what=news&id=43
      Dziennikarka "Rzeczpospolitej" Anna Paciorek została laureatką Nagrody Phil
      Epistémoni (Przyjacielowi Nauki), przyznawanej co dwa lata przez Kolegium
      Rektorów Szkół Wyższych Krakowa dziennikarzom wyróżniającym się w relacjonowaniu
      problemów życia akademickiego i nauki (Rzeczpospolita 27.01.2005). Jeśli
      zainteresujemy się bliżej jakie to problemy życia akademickiego i nauki
      relacjonowała Anna Paciorek, okazuje się, że przede wszystkich prowadziła
      wywiady z decydentami oraz pisała panegiryki na temat możliwości edukacyjnych
      jakie nasz kraj oferuje. A oto parę tytułów, które mówią same za siebie, jak
      cliche z innej epoki: Dobra szkoła wyrównuje szansę, Pożądane języki obce,
      Potrzebne wsparcie rządów: Jedna Europa, wspólne programy studiów, Europejska
      czołówka ( w której są Politechnika Warszawska i Wrocławska, Egzaminatorzy się
      uczą: Posłowie kontrolują przygotowania do nowej matury, Pedagogiem być!
      Najpopularniejsze kierunki na studiach dziennych na uczelniach państwowych,
      Kłopoty z kadrą, Komu pochwałę, komu naganę: Państwowa Komisja Akredytacyjna
      sprawdza jakość wyższych uczelni, W Polsce po angielsku, Nie trzeba wyjeżdżać:
      Bezpłatne kulturoznawstwo w Ośrodku Studiów Amerykańskich.

      Czy to nie zastanawiające, że Pani Anna Paciorek nie przeprowadziła w 2004 roku
      ani jednego wywiadu z naukowcem, nie napisała ani jednego artykułu oddającego
      problemy polskiej nauki oraz kadry naukowej i została wyróżniona nagrodą
      plasującą ja w gronie osób działających na rzecz polskiej nauki? A może nagroda
      wieńczy dzieło przemilczania przez wyróżnioną Redaktor tych wszystkich palących
      problemów szkolnictwa wyższego i nauki? [...]
      autor: ~Ewa Kostarczyk

      Z wypowiedzi Ewy Kostarczyk wynika, że Anna Paciorek została "Przyjacielem nauk"
      za trzy wybitne osiągnięcia:
      1. Zapewnienie rektorom możliwości głoszenia swoich poglądów w ogólnokrajowej
      prasie.
      2. Zamieszczanie w prasie informacji przekazywanych przez rektorów.
      3. Trzymanie się w bezpiecznej odległości od wszystkich niewygodnych dla
      rektorów problemów.
      Wniosek z tego można wyprowadzić następujący:
      Sposób sprawowania władzy w nauce i jego medialny obraz nie ma nic wspólnego z
      dobrem nauki jako takiej.
      Opisany tu mechanizm przyznawania nagrody pozwala także na uogólnienie, że w ten
      sam sposób załatwia się:
      1. głosy wyborców w "demokratycznych" wyborach akademickich,
      2. recenzje o pożądanej treści,
      3. wszelkie korzystne dla siebie decyzje.
      W tak zorganizowanej nauce nie chodzi o to, kto ma rację lub czyje rozwiązanie
      jest lepsze. Tu chodzi tylko o to, kto ile znaczy i co w związku z tym może.

      autor: khmara

      Czy redaktor naukowy GW również pragnie zostać "Przyjacielem nauki"?
      W nieco innej terminologii to się nazywa po prostu lobbing.
      Przedstawiciele jednej z najbardziej niedemokratycznie zorganizowanych dziedzin
      życia w naszym kraju, o strukturze i mechanizmach działania żywcem
      przeniesionych z PRL, lobbują na rzecz zachowania i poszerzenia własnych wpływów
      i przywilejów.
      Cóż, "Rzeczpospolita" przynajmniej obiektywnie informuje o pracach komisji
      sejmowej, "Wyborcza" od roku jest tubą obozu rektorskiego. Na inne poglądy nie
      ma już miejsca...
      • khmara Na marginesie artykułu Ciemerych-uzupełnienienie 31.01.05, 15:24
        Niewątpliwe osiągnięcie, jakim było ujawnienie ewidentnej patologii związanej z
        przyjęciami na studia na UG, nie zmienia mojego poglądu. Rektor Ceynowa to
        płotka w liczącej coś ok. 100 osób Konferencji Rektorów Akademickich Szkół
        Polski, "tylko " dr hab., nawet nie prawdziwy profesor, w dodatku uczelnia nie
        znowu taka duża. Do prac nad ustawą z całą pewnością nie był dopuszczony. Mimo
        to, proszę zwrócić uwagę, że KRASP zajęła w tej sprawie stanowisko dopiero po
        dwóch miesiącach od ujawnienia skandalu przez GW.

        W przypadku GW, "bitwę o media" rektorzy wygrali. Zainteresowanie tym artykułem,
        w porównaniu z wcześniejszymi artykułami red. Zagrodzkiej, mówi samo za siebie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka