Dodaj do ulubionych

Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.05, 11:30
W mózgu osób przeżywających stan miłosnego uniesienia zachodzą bowiem podobne
zmiany, jak u neurotyków.
Zajmująca się tym zagadnieniem włoska badaczka, psycholog Donatella Marazziti
z Uniwersytetu w Pizie, zwróciła uwagę, że zachowanie osób świeżo zakochanych
oraz cierpiących na tak zwane zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (między innymi
nałogowi hazardziści, pracoholicy, notoryczni złodzieje i nieuleczalni
mitomani, czyli osoby z utratą równowagi psychicznej) jest do siebie
uderzająco podobne.
Otóż i jedni, i drudzy doświadczają natręctwa myśli, zmienności nastrojów -
od skrajnej euforii do niepewności - lęków z powodu utraty przedmiotu
zainteresowania oraz idealizacji obiektu pożądania.
Co ciekawe, okazuje się, że również neurochemiczne podłoże zakochania i
zaburzeń neurotycznych jest podobne. Potwierdziły to badania, w których
stwierdzono u obu grup około 40-procentowy ubytek zawartości we krwi
serotoniny - jednego z hormonów wydzielanych przez mózg. Marazzati ostrożnie
interpretuje te wyniki: "Mówi się często, że zakochani szaleją na swoim
punkcie. Być może coś w tym jest".
Odkrycie włoskiej badaczki, opublikowane w magazynie Psychological Medicine,
sprawiło, że w wielu ośrodkach naukowych na całym świecie uruchomiono serię
badań nad biochemią pozytywnych emocji. Dzięki temu wiele miłosnych tajemnic
zostało już wyjaśnionych. Wiadomo, że wczesnej fazie zakochania towarzyszy
intensywne wydzielanie się w mózgu dwóch substancji: PEA (phenylethylaminy)
oraz dopaminy. Ta pierwsza, określana też często mianem naturalnej
amfetaminy, działa pobudzająco, energizująco i uzależniająco. Ta druga zaś
wywołuje euforię i rozkosz taką samą, jaką człowiek odczuwa podczas
wszystkich podniecających i sprawiających mu przyjemność czynności.
Trudno się więc dziwić, że zawód miłosny rodzi odczucia podobne do typowego
głodu narkotycznego: cierpienie, depresję, utratę energii, a czasem nawet
myśli samobójcze. Burza biochemiczna szalejąca w organizmie osoby zakochanej
sprawia, że jest ona zupełnie zaślepiona i fizjologicznie uzależniona od
obiektu swojego zainteresowania.
Na marginesie warto wspomnieć, iż niektórzy uczeni - jak chociażby doktor
Angelique Pas-Vraiment ze szwajcarskiego Institute de Therapie Emotionnelle -
twierdzą, że zakochanie wykryte na wczesnym etapie, czyli wówczas, gdy
naszego organizmu nie ogarnia jeszcze biochemiczne zauroczenie, jest w pełni
wyleczalne (jeśli, oczywiście, założymy, że rację mają ci, którzy miłość
uznali za chorobę i zarejestrowali ją na liście WHO jako pozycja F63.9).
Obserwuj wątek
    • Gość: Karol Sabath Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.05, 12:00
      To "urban legend". W miedzynarodowej klasyfikacji chorób ICD-10 przyjętej przez
      WHO (www3.who.int/icd/vol1htm2003/fr-icd.htm?gf60.htm+) poz. F63.9
      oznacza "nieokreślone zaburzenie zachowań i popędów" (jest jeszcze F63.10 -
      "Inne zaburzenia zachowań i popędów") i jest to "worek" do którego można
      wrzucić wszystko, co się nie miesci w innych kategorach. Nie ma żadnych
      konkretnych objawów charakterystycznych dla tej pozycji wykazu, więc nie można
      mówić, że jako F63.9 wpisano akurat "zakochanie" jako zespół chorobowy.
    • Gość: dociekliwy Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F66.1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.05, 12:10
      Znalazłem w ICD-10 jeszcze jedną ciekawą pozycję - F66.1 (egodystonic sxual
      orientation): kiedy ktoś ma określoną orientację seksualną (np. homoseksualną),
      ale jej nie akceptuje, ale szuka terapii, żeby jej zmienić. Zdaje się, że u nas
      wielu działaczy LPR, Wszechpolaków i PiSowców chciałoby właśnie tę chorobę
      wmówić homoseksualistom jako normę...:-)
    • ewa8a Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 11.09.05, 20:46
      Gość portalu: egoista22 napisał(a):

      > Na marginesie warto wspomnieć, iż niektórzy uczeni - jak chociażby doktor
      Angelique Pas-Vraiment ze szwajcarskiego Institute de Therapie Emotionnelle -
      twierdzą, że zakochanie wykryte na wczesnym etapie, czyli wówczas, gdy
      naszego organizmu nie ogarnia jeszcze biochemiczne zauroczenie, jest w pełni
      wyleczalne (jeśli, oczywiście, założymy, że rację mają ci, którzy miłość
      uznali za chorobę i zarejestrowali ją na liście WHO jako pozycja F63.9).

      Ciekawe jak to się leczy. A gdy już ogarnie człowieka to ,,biochemiczne
      zauroczenie’’, czy można coś zrobić, czy trzeba wziąć na przeczekanie ?
      • Gość: max Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.05, 14:42
        potrzebujesz lekarstwa ?
        • ewa8a Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 18.09.05, 09:12
          Nie. Pytam ze zwykłej ciekawości.
    • obserwator55 Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 15.09.05, 22:47

      > Na marginesie warto wspomnieć, iż niektórzy uczeni - jak chociażby doktor
      > Angelique Pas-Vraiment ze szwajcarskiego Institute de Therapie Emotionnelle -
      > twierdzą, że zakochanie wykryte na wczesnym etapie, czyli wówczas, gdy
      > naszego organizmu nie ogarnia jeszcze biochemiczne zauroczenie, jest w pełni
      > wyleczalne (jeśli, oczywiście, założymy, że rację mają ci, którzy miłość
      > uznali za chorobę i zarejestrowali ją na liście WHO jako pozycja F63.9)

      można się wyleczyć zanim się utonie w chorobie miłości . człowiek ma takiego
      firewalla , który pozwala się uchronić np; przed zakochaniem się w
      nieodpowiedniej osobie . niestety chemia często jest też lekarstwem na inne
      nasze bóle . tyle , że po czasie miłość miłość bywa większą bolączką do
      wyleczenia . naukowo firewalla nie opiszę , bo nie znam zachodzących procesów .
      będę rad , jeśli tę ochronę ktoś naukowo tu opisze .
      • ewa8a Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 18.09.05, 07:38
        obserwator55 napisał:

        > można się wyleczyć zanim się utonie w chorobie miłości . człowiek ma takiego
        firewalla , który pozwala się uchronić np; przed zakochaniem się w
        nieodpowiedniej osobie .

        Życie pokazuje, że jeden ma, a drugi nie ma i nie tylko nie potrafi ustrzec
        się przed zakochaniem, ale daje się ponieść toksycznym uczuciom.

        .> naukowo firewalla nie opiszę , bo nie znam zachodzących procesów .
        będę rad , jeśli tę ochronę ktoś naukowo tu opisze .

        Przypuszczam, ze nikt nie potrafi tego zrobić. Ten artykuł to najlepszy
        przykład na to, jak pięknie można teoretyzować, klasyfikować, rozprawiać o
        poziomie fenyloetylaminy i dopaminy oraz nadawać naukowe określenia uczuciom,
        które tak naprawdę są trudne do zdefiniowania i często nieobliczalne.
        • europitek Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 18.09.05, 19:50
          Moze nalezy zaczac od uzupelnienia niedoboru serotoniny i powstrzymannia
          nadmiernej produkcji dopaminy.
          A co do "firewalla", to on chyba jest, lecz jego dzialanie ma znaczenie jedynie
          w etapie poczatkowym "choroby". Na moj "wzrost i zarost", to ma on pochodzenie
          kulturowe i mozna go okreslic jako zespol wymagan
          stawianych "wybrance/wybrancowi". Jesli "kandydat/kandydatka" spelnia te
          wymagania, to blokada zastaje zdjeta i dochodzi do "infekcji". "Firewall" nie
          wylacza sie, lecz nieustannie kontroluje poziom "spelniania wymagan" i
          krytycznych sytuacjach moze uruchomic mechanizmy obronne zalatwiajace "wirusa".
          • obserwator55 Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 18.09.05, 20:12
            ująłeś to idealnie . szkoda , że firewalla nie wszyscy mają . albo manipulacja
            niweczy jego działanie .
          • ewa8a Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 18.09.05, 22:24
            Nieźle to wykombinowałeś Europiteku. Twój firewall pracuje w organizmie jak
            makrofagi. Jeśli w porę wykryje wroga, to być może jest to właśnie ten
            pierwszy, uleczalny etap, o którym pisze autor artykułu.Te podstępne wirusy
            potrafią się jednak przymaskować i uśpić czujność, a potem gdy już cały
            organizm jest zainfekowany trzeba użyć innej broni, w postaci np zdecydowanej
            woli.
            • europitek Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 19.09.05, 01:06
              Zawsze bylem niezlym "kombinatorem", to cecha gatunkowa.
              A mowiac powaznie, to jest to jedynie opis realnie istniejacego mechanizmu,
              ktory jest widoczny golym okiem. "Milosny firewall" i makrofagi korzystaja z
              tego samego schematu ogolnego, ktory mozna latwo wyfilozofowac - ja jedynie
              skonkretyzowalem go dla danej "sytuacji".
              W tym wypadku tez maja miejsce manipulacje i oszustwa. To taka partia szachow,
              a moze raczej warcabow, w ktorej kamieniami sa wyuczone (narzucone kulturowo) i
              nauczone (samodzielnie) wzorce. To sa narzedzia, ktorymi ewentualni zakochani
              sonduja sie nawzajem probujac odkryc "prawde" o drugiej stronie, by jak
              najszybciej podjac trafna decyzje i skuteczne dzialania wcielajace ja w zycie.
              • adasswg Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 20.04.13, 15:20
                Wyczerpujące odpowiedzi, ale nie zgodzę się z żadną z nich.
                Firewall? Logiczne oraz filozoficzne podstawy są, lecz życie jest jak morze, a nauka jest malutką rzeką, która w nie wpływa nie mając przy tym większego wpływu na jego wygląd.
                • dum10 Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 20.04.13, 16:04
                  adasswg napisał:

                  >Logiczne oraz filozoficzne podstawy są, lecz życie jest jak morze, a
                  > nauka jest malutką rzeką, która w nie wpływa nie mając przy tym większego wpływ
                  > u na jego wygląd.

                  To prawda,ze milosc przychodzi kiedy chce i kiedy chce odchodzi.
                  Nauka jest wobec niej bezradna,bo sama z niej korzysta.Nasze tzw. logiczne myslenie
                  to iluzja za ktora kryje sie zwykle uczucie.Ci,ktorzy maja tylko wiedze sa jak maszyny
                  a ci co kochaja te wiedze tworza.
          • jack79 Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 20.04.13, 17:20
            można sobie firewalla zrobić świadomie
            jeśli następuje "infekcja" to zanim stracimy resztki świadomosci i rozsądku możemy po prostu każdą myśl na temat osoby która nas "zaatakowała" zamieniac w nieprzyjemne wizje w których np: leży zażygana, wysmarowana odchodami i nimi "pachnąca" że przytocze tylko mniej drastyczne pomysły
            sam tego nie przetestowałem, ale znam osoby które tak sobie poradziły
            • dum10 Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 20.04.13, 20:44
              No tak,kobiety to nie anioly,tez chodza do ubikacji.
              • adasswg Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 01.05.13, 18:34
                Niektorzy ludzie sa oblesni. Rozumiem batalie jaka prowadza naukowcy z uczuciowcami takimi jak ja. Gosc opowiadajacy o wyobrazaniu sobie na mój przyklad kobiety zazyganej itp. jest chyba niespelna rozumu. Jak moglbym sobie ukochana osobe tak wyobrazic ludzie ogarnijcie się. Milosc, zakochanie i wszystkie towarzyszace temu zjawisku uczucia sa piekne. Rozumiem nie zawsze sa przyjemne np. tesknota, bo kto lubi tesknic kazdy wolalby miec ukochana zawsze przy sobie. Lub gdy zakochujemy się w osobie u ktorej nie mamy szans, tzw. milosc platoniczna jest bardzo bolesna zwlaszcza gdy obiekt naszego pozadania jest blisko widzimy go codziennie. Lecz kto z nas tego nie przezyl. Jest wiele argumentow przeciw milosci, ale nawet gdyby sytuacja oblesnego goscia wystapila i zobaczyl bym ukochana w takim stanie to bym pomogl, bylby to ogromny dowod milosci i na pewno gdyby to byla platoniczna milosc to osoba ktora otrzymuje taka pomoc zaczyna cie inaczej postrzegac.
                • dum10 Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 01.05.13, 18:46
                  adasswg napisał:

                  >Jest wiele argumentow przeciw milosc
                  > i, ale nawet gdyby sytuacja oblesnego goscia wystapila i zobaczyl bym ukochana
                  > w takim stanie to bym pomogl, bylby to ogromny dowod milosci i na pewno gdyby t
                  > o byla platoniczna milosc to osoba ktora otrzymuje taka pomoc zaczyna cie inacz
                  > ej postrzegac.

                  Ogromny dowod milosci?
                  Wyobraz sobie,ze sa ludzie ktorzy to robia na codzien za marne grosze lub nawet za darmo.
                  • adasswg Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 01.05.13, 19:19
                    To byl przyklad. Ale do Twojej wypowiedzi - jeżeli robia to za pieniadze to się tym trudnia w zyciu. Jeżeli pomagala bo chca czuc się potrzebni swiatu to sa na pewno swietnymi ludzmi. Szanuje ludzi ktorzy bezinteresownie pomagaja innym, gdyby kazdy z nas pomagal drugiemu zyli bysmy na pieknej planecie. Wracajac do tematu: chodzi mi o to że nie wazne w jakim stanie jest osoba w ktorej się zakochasz uczucia tego nie zagluszy jednorazowy wybryk tego typu. Jeżeli zdazalo by się to ciagle na pewno bysmy stracili ochote do spedzenia zycia z taka osoba, wyjatkiem jest oczywiscie choroba. Wszystko to nie zmienia faktu że nie potrafilbym sobie wyobrazac celowo ukochanej w takich sytuacjach. Jest to dla mnie patologiczne zachowanie, z reszta jak uznanie milosci za chorobe
                    • dum10 Re: Biochemia uczuć - WHO poz. F63.9 02.05.13, 18:55
                      adasswg napisał:

                      > Szanuje ludzi ktorzy bezinteresownie pomagaja innym,
                      > gdyby kazdy z nas pomagal drugiemu zyli bysmy na pieknej planecie.

                      Wystraczyloby zeby nikt nie oszukiwal czyli nie przeszkadzal drugiemu.

                      >Wracajac do
                      > tematu: chodzi mi o to że nie wazne w jakim stanie jest osoba w ktorej się zako
                      > chasz uczucia tego nie zagluszy jednorazowy wybryk tego typu.

                      Oczywiscie,ja odpowiedzialem na to ironia ze ludzie to nie anioly i tez maja swe potrzeby
                      fizjologiczne

                      >Jeżeli zdazalo by
                      > się to ciagle na pewno bysmy stracili ochote do spedzenia zycia z taka osoba,
                      > wyjatkiem jest oczywiscie choroba. Wszystko to nie zmienia faktu że nie potrafi
                      > lbym sobie wyobrazac celowo ukochanej w takich sytuacjach.

                      Bo jestes normalny,a ten Jack79 chyba tez,tylko mial chwile slabosci.

                      >Jest to dla mnie patologiczne zachowanie, z reszta jak uznanie milosci za chorobe

                      Tak,masz racje jego zachowanie bylo moze nie tyle patologiczne co niekulturalne.
                      Uznanie milosci za chorobe tez nie jest patologia,lecz brakiem doswiadczenia i nieracjonalnej
                      oceny zachowan.
                      A tak powaznie mowiac to ja uwazam,ze czlowiek ktory nie lubi ludzi nie moze sie zakochac,
                      a poniewaz rzadko mozna spotkac czlowieka ktory by lubil nawet obcych to i tzw. milosc
                      jest rzadkoscia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka