Gość: egoista22
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.09.05, 11:30
W mózgu osób przeżywających stan miłosnego uniesienia zachodzą bowiem podobne
zmiany, jak u neurotyków.
Zajmująca się tym zagadnieniem włoska badaczka, psycholog Donatella Marazziti
z Uniwersytetu w Pizie, zwróciła uwagę, że zachowanie osób świeżo zakochanych
oraz cierpiących na tak zwane zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (między innymi
nałogowi hazardziści, pracoholicy, notoryczni złodzieje i nieuleczalni
mitomani, czyli osoby z utratą równowagi psychicznej) jest do siebie
uderzająco podobne.
Otóż i jedni, i drudzy doświadczają natręctwa myśli, zmienności nastrojów -
od skrajnej euforii do niepewności - lęków z powodu utraty przedmiotu
zainteresowania oraz idealizacji obiektu pożądania.
Co ciekawe, okazuje się, że również neurochemiczne podłoże zakochania i
zaburzeń neurotycznych jest podobne. Potwierdziły to badania, w których
stwierdzono u obu grup około 40-procentowy ubytek zawartości we krwi
serotoniny - jednego z hormonów wydzielanych przez mózg. Marazzati ostrożnie
interpretuje te wyniki: "Mówi się często, że zakochani szaleją na swoim
punkcie. Być może coś w tym jest".
Odkrycie włoskiej badaczki, opublikowane w magazynie Psychological Medicine,
sprawiło, że w wielu ośrodkach naukowych na całym świecie uruchomiono serię
badań nad biochemią pozytywnych emocji. Dzięki temu wiele miłosnych tajemnic
zostało już wyjaśnionych. Wiadomo, że wczesnej fazie zakochania towarzyszy
intensywne wydzielanie się w mózgu dwóch substancji: PEA (phenylethylaminy)
oraz dopaminy. Ta pierwsza, określana też często mianem naturalnej
amfetaminy, działa pobudzająco, energizująco i uzależniająco. Ta druga zaś
wywołuje euforię i rozkosz taką samą, jaką człowiek odczuwa podczas
wszystkich podniecających i sprawiających mu przyjemność czynności.
Trudno się więc dziwić, że zawód miłosny rodzi odczucia podobne do typowego
głodu narkotycznego: cierpienie, depresję, utratę energii, a czasem nawet
myśli samobójcze. Burza biochemiczna szalejąca w organizmie osoby zakochanej
sprawia, że jest ona zupełnie zaślepiona i fizjologicznie uzależniona od
obiektu swojego zainteresowania.
Na marginesie warto wspomnieć, iż niektórzy uczeni - jak chociażby doktor
Angelique Pas-Vraiment ze szwajcarskiego Institute de Therapie Emotionnelle -
twierdzą, że zakochanie wykryte na wczesnym etapie, czyli wówczas, gdy
naszego organizmu nie ogarnia jeszcze biochemiczne zauroczenie, jest w pełni
wyleczalne (jeśli, oczywiście, założymy, że rację mają ci, którzy miłość
uznali za chorobę i zarejestrowali ją na liście WHO jako pozycja F63.9).