Dodaj do ulubionych

Kosmiczne milczenie

IP: *.ifpan.edu.pl 02.11.05, 20:24
"Program SSETI (Student Space Exploration and Technology Initiative)
składa się z kilku etapów i za kilkanaście lat ma doprowadzić do
lądowania studenckiego łazika na Księżycu."

Na pewno doprowadzi, jeśli tylko w każdym z tych etapów coś nawali.
Inaczej nic z tego.

Aha. Najpierw czytaliśmy, że celem miała być integracja, teraz
- że były cele edukacyjne i że zostały osiągnięte. Gdzieś po drodze
ktoś coś gaworzył o jakichś zdobywcach.

Czy to wszystko razem nie przypomina Ci Czytelniku pewnej
żydowskiej opowiastki sprzed lat:
Na drewnianych ścianach karczmy strudzony podróżny zauważył
mnóstwo pięknie wyrysowanych kredą tarcz strzelniczych i w
środku każdej z nich tkwiła strzała (z łuku, bo to stary kawałek).
- A któż to, karczmarzu, jest tak świetnym łucznikiem?
- A to mój syn panocku. Tylko, że on wcale nie jest świetny;
on po prostu najpierw strzela, a potem dorysowuje tarczę.
Obserwuj wątek
    • truten.zenobi Re: Kosmiczne milczenie 03.11.05, 07:48
      a może zawinił system łączności w końcu made in Poland ;)
      • Gość: s Re: Kosmiczne milczenie IP: 24.32.82.* 03.11.05, 08:31
        jesli system lacznosci byl Polski to nalezy szukac przyczyny gdzies indziej.
        nasze systemy nie zawodza.
      • Gość: neeki Re: Kosmiczne milczenie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.11.05, 23:13
        Nie, system lacznosci byl sprawny, bo byla lacznosc.
    • Gość: arek Warszawiaki IP: *.altec.pl / *.altec.pl 03.11.05, 08:38
      Pewnie oni zawalili bo to oni przejęli kontrolę nad lotem.
    • Gość: InżynieR Milczenie też może być złotem IP: 65.121.44.* 03.11.05, 15:53
      Nie zgadzam się z opinią R39. Właśnie najwięcej uczymy się - na błędach.
      Oczywiście jeśli nie załamiemy się po kilku niepowodzeniach, albo nie ulegniemy
      wszechobecnej (zwłaszcza w Europie) życzliwej krytyce. Paradoksalnie - kiedy
      nam coś wyjdzie za pierwszym razem - to po pierwsze, nie poznamy limitów
      konstrukcji, a po drugie - stajemy się zbyt pewni swego geniuszu i narażamy tym
      samym na szwank nasze przyszłe projekty.

      Podstawowa różnica jaka istnieje między przedsiębiorstwami europejskimi i
      amerykańskimi to ta, że w firmach amerykańskich nikt nikogo za niepowodzenia
      nie krytykuje. Jest dla wszystkich oczywiste, że w rozwoju produktów istnieje
      tyle nieprzewidywalnych rzeczy, że przejściowe niepowodzenia są normą.
      Krytykuje się jedynie tych, którzy nie angażują się w poprawienie wadliwego
      produktu, w jego rozwój - aż do ostatecznego sukcesu. I to jest moim zdaniem ta
      podstawowa różnica.

      A co do studenckiego satelity? Pamiętacie rozwój amerykańskiego programu
      kosmicznego? Pamiętacie jak jedna rakieta za drugą zmieniała się w wielkie
      fajerwerki? Jednak konsekwencja, wyciąganie wniosków z niepowodzeń (i von
      Braun) zwyciężyły. Osobiście nie dawałem złamanego pensa że wogóle usłyszymy
      jakikolwiek sygnał od tego satelity. A jednak coś przesłał.

      A studenci? Nauczyli się więcej niż mogły ich nauczyć najlepsze uczelnie.
      Nauczyli się również czegoś zupełnie nowego, z czym nawet międzynarodowe
      korporacje mają ogromne kłopoty - równoczesnego projektowania przez wiele
      zespołów, bez bezpośredniego fizycznego kontaktu ze sobą. To jest naprawdę
      wielka sztuka.
      Nauczyli się też jeszcze jednej rzeczy - pokory. Młode rozgrzane głowy
      doświadczyły na własnej skórze, że w świecie inżynierii NIC NIE JEST PROSTE,
      jeśli ma być zrobione dobrze i niezawodnie działać. Na pewno rozumieją teraz co
      oznacza powiedzenie starych inżynierów, że "diabeł siedzi w detalach" - bo
      jestem pewien, że to właśnie zawiodła malutka, najmniej spodziewana część.

      Teraz czas pozbierać klocki i zacząć zabawę od nowa, przykładając większą
      staranność do szczegułów. Trzeci satelita którego wyślą będzie działał jak
      szwajcarski zegarek. Ostatnia rzecz której w tej chwili potrzebują to krytyka i
      głosy tych którzy "od początku wiedzieli że się nie uda"...
      • Gość: J_P Re: Milczenie też może być złotem IP: *.ibch.poznan.pl 03.11.05, 22:51
        tak, ale twierdzic ze misja osiagnela cele jak tylko stracono lacznosc z
        satelita to ... przesada. a moze wogole nie bylo w planie zadnej lacznosci i
        dlatego fakt ze sie przez 1 dzien udawalo komunikowac z sat. jest gigantycznym
        sukcesem !!! :)
        • Gość: mial Re: Milczenie też może być złotem IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 03.11.05, 23:17
          Wejdz na strone projektu i zobacz sobie jakie byly cele i czy je osiagnieto.
          • Gość: InżynieR Re: Milczenie też może być złotem IP: 65.121.44.* 04.11.05, 01:04
            Dla tych co znają angielski, poniżej kopia tego co osiągnięto w programie
            SSETI. Jak by na to nie patrzeć, jest to więcej niż przyzwoicie. Oryginał na
            stronie: sseti.gte.tuwien.ac.at/express/mop/index.php?uri=news.html

            Tak sobie to porównuję z osiągnięciami zespołów z uczelni amerykańskich w
            budowie "komercyjnych" pojazdów z napędem elektrycznym, albo z ostatnimi
            zawodami organizowanymi przez Armię USA (DARPA) na bezzałogowy samochód który
            sam przejedzie przez pustynię. Pomimo startu zespołów z najbardziej
            renomowanych uczelni, jak również z prywatnych firm, w pierwszym roku ŻADEN
            pojazd nie przejechał więcej niż kilka kilometrów. Ale już rok później (w tym
            roku) - nie jeden a kilka ukończyło trasę. Nie od razu Kraków zbudowano.


            The SSETI Express student microsatellite mission has been a remarkable success,
            achieving its two first mission objectives and a number of important
            milestones. Due to a failure in the electrical power system on board the
            spacecraft is inoperable and mission control is on "standby". There is a small
            but significant possibility of recovery, the likelihood of which is being
            ascertained by ongoing testing. The educational goals of the project continue
            to be met by the student teams who are still working hard to analyse and
            understand all available data, such that the lessons learned can be applied to
            future missions.

            Detailed statement:

            Despite the brevity of the initial mission a number of important milestones
            were achieved:

            1) Objective 1 is fulfilled: Reaching the launch pad after progressing through
            the challenging and rigorous acceptance process is a major milestone
            demonstrating the capability and applicability of the SSETI Programme itself
            and all of the student teams involved.

            2) Objective 2 is fulfilled: All evidence suggests that the three Cubesat
            passengers were successfully deployed into orbit by SSETI Express, and were
            hence able to begin their own independent missions. The Cubesats Xi-V and UWE-1
            are alive and well, the status of NCube-2 has yet to be confirmed.

            3) SSETI Express booted up in orbit and transmitted its first data back to
            earth precisely on schedule. This data was received and decoded by the primary
            groundstation and several others. This confirmed that SSETI Express survived
            its journey into space and was successfully separated from the launcher.

            4) The primary groundstation established reliable two-way communication with
            SSETI Express. This was a remarkable achievement further demonstrating the
            capability of the SSETI Programme and all the students involved.

            5) A significant amount of house-keeping data was downloaded from the
            spacecraft, allowing for a detailed analysis of the situation on board. This
            also involved the global network of radio amateurs, who have given us
            invaluable support and additional data during this mission.

            The problem:

            6) In order to ensure the safety of the other spacecraft on the same launch
            vehicle, SSETI Express remained inactive and coasted for 65 minutes before
            deploying the three Cubesat passengers.

            7) During this time all the energy gathered by the solar panels was to be
            dissipated within the spacecraft. Evidence strongly suggests that this
            dissipation system failed by fusing on, therefore not allowing any energy to
            charge the spacecraft batteries.

            8) The battery charge steadily declined during the mission, causing the
            spacecraft to enter safe mode after approximately 6.5 hours, and eventually
            shutting it down altogether.

            The outlook:

            9) Careful analysis of the data received, coupled with ground-based computer
            simulations and hardware tests, strongly support the proposed theory of a
            specific component failure in the excess power dissipation system.

            10) Ground-based hardware tests confirm the possibility of a further failure
            mode of the specific component, which would allow the batteries to charge and
            the spacecraft to operate once again.

            11) Testing is ongoing to ascertain the specific likelihood of (10), and to
            investigate other possible alternative explanations.

            12) Given that the spacecraft is currently inoperable, the mission cannot
            continue as planned. It is therefore on indefinite "standby", pending the
            technical possibility of re-activation of the spacecraft, as in (10).

            13) The team remain hopeful and vigilant. The primary groundstation and mission
            control centre are being configured for autonomous monitoring of the
            spacecraft, such that if it reactivates the team will be immediately alerted
            and ready to resume the mission.

            14) The educational goals of the mission continue to be met daily as we try to
            analyse and understand the events since the launch.

            Neil Melville - Project Manager
            • Gość: ASD Re: Milczenie też może być złotem IP: *.kom / *.kom-net.pl 04.11.05, 02:19
              No cóż, jedynym pocieszeniem jest fakt, że polskie ekipy wykonały swoje zadania ze 100% skutecznością.
      • Gość: r39 Re: Milczenie też może być złotem IP: *.ifpan.edu.pl 04.11.05, 11:27
        Drogi InzynieRze!

        Ależ oczywiście, że się ze mną zgadzasz! Czy może ja z Tobą,
        jak wolisz. O tym uczeniu się na błędach właśnie napisałem,
        a Ty to wziąłeś za niewczesne docinki - niesłusznie.
        Pewnie, jak mi się to często zdarza, wykonałem zbyt duży skrót
        myślowy.

        Kontynuując: jeśli rzeczywiście jesteś inżynierem i w ogóle
        osobą konsekwentną, to powinieneś się zgodzić z moją ironią
        wyrażoną w przytoczonej opowiastce. Nie śledziłem całej tej
        sprawy z zapartym tchem, odebrałem jedynie krótkie doniesienia
        GW. A były one takie, że pytanie co było najpierw: jajko czy kura,
        tj. tarcza czy strzała - samo się pchało do głowy. Sam przecież
        piszesz, że najpierw musi być cel, potem próby jego osiągnięcia,
        niekoniecznie same udane. Tymczasem mam nieodparte wrażenie, że
        studenci robili wcale nie to, co im (i nam - czytelnikom) się zdawało,
        że robią, a resztę ideologii dorabia się pośpiesznie post factum.

        I bardzo się cieszę, że wspomniałeś o lekcji pokory. Tego z całą
        pewnością nie było w żadnych planach, a kto wie, czy właśnie TO
        przypadkiem nie jest najważniejszym efektem ubocznym tego projektu.
        TEGO chyba faktycznie żadna uczelnia nie nauczy, w każdym razie nie
        tak skutecznie, jak bezpośrednie i osobiste (przykre) doświadczenie
        niepowodzenia, które "nie miało prawa" się zdarzyć. Posunę się
        nawet do stwierdzenia, że jest niezwykle nieprawdopodobne, aby został
        dobrym inżynierem ktoś, komu nigdy nic "nie nawaliło", czy to na skutek
        jego własnych błędów, albo (przejściowego) braku dostatecznej wiedzy,
        czy na skutek zbagatelizowania czynników będących poza kontrolą.
        Tu nie chodzi o podcinanie skrzydeł ani o gderanie w stylu "to nie
        może się udać".
        Wprost nie mogę się doczekać, kiedy jakiś biurokrata/financial manager
        od tego projektu zgłosi, żeby toto ubezpieczyć odpowiednio wysoko
        w odpowiednio renomowanej firmie. Bo jakby co, to ubezpieczyciel
        "zlikwiduje" straty (ha, pod warunkiem, że wykaże się niezbicie, że
        winna jest Al-Kaida).

    • norbertrabarbar Sudenci górą!!! 04.11.05, 22:27
      Czego byście sarkastycznego nie napisali to najważniejszą rzeczą w tym całym
      projekcie jest wiedza wyniesiona podczas budowy satelity. Ja tam im zazdroszczę,
      że mając konkretny cel na horyzoncie mogli pogadać o problemach jakie stawia
      takie przedsięwzięcie. Ci studenci kończąc studia będą mogli się pochwalić
      czymś co dla innych mogłoby być największą przygodą życia - coś co zbudowali
      poleciało w kosmos!!!

      EUROPO kosmos czeka na eksplorację!

      Nie dajmy się przegonić Chinom bo za "ileśtam" lat, żeby polecieć
      na wycieczkę po księżycu będziemy musieli mieć wizy :(
      • Gość: InżynieR Re: Studenci górą!!! IP: 69.216.96.* 05.11.05, 05:06
        Amen!

        PS. Nie tylko będą mogli się pochwalić - więcej, oni JUŻ POSIEDLI
        wiedzę/doświadczenie, jakiego mogą im pozazdrościć ich nauczyciele, lub koledzy
        z Japonii, Stanów, Australii. Miejmy nadzieję, że załapali bakcyla, i znajdą w
        naszym kraju miejsce dla siebie, gdzie będą mogli się realizować.

        Zabawne - po wynalezieniu sztucera, nazwano go "wielkim wyrównywaczem" (The Big
        Equilizer) bo dawał równe szanse wszystkim: silnym i słabym, małym i dużym.
        Wygląda na to, że Internet staje się współczesnym Wielkim Wyrównywaczem
        (paskudnie to brzmi, prawda?). Pozwala zespołom z Londynu, Katmandu i Koziej
        Wólki uczestniczyć w tych samych projektach. Liczy się jedynie jakość i poziom
        usług. Czyż to nie jest szansa dla Polski, dla naszych naprawdę dobrze
        wykształconych absolwentów uczelni?

        W pewnym rezerwacie indiańskim na północy Kanady, młodzi "indianie" postanowili
        zerwać z "tradycyjną pracą ojców" polegającą na pędzeniu bimbru, a później na
        jego konsumpcji. Wychowani już w epoce internetu, internetowe dzieci kwiaty
        (naprawdę zdolni programiści i hackerzy), otworzyli firmę internetową
        świadczącą usługi na cały świat. Zasługą rządu kanadyjskiego było to, że
        zapewnił im darmowy dostęp do szybkiego internetu. Reszta należała do nich.
        Dzisiaj są jedną z największych firm internetowych na świecie, obracającą
        setkami milionów dolarów. Pamiętajmy - zaczęło się od paru chłopaków w małej
        indiańskiej wsi.
        Jakoś dziwnie skojarzyło mi sie to z tym eksperymentem z wystrzeleniem
        satelity. Jeśli ci młodzi ludzie nie zostaną wchłonięci do wielkich
        korporacji, to mają przed sobą jeszcze lepszą perspektywę - oni JUŻ SĄ
        EKSPERTAMI z doświadczeniem, którzy mogą świadczyć usługi przez INTERNET! Nie
        mają wielkiej konkurencji! Reszta należy do nich...

        A jeśli uda im się stworzyć prosperujące firmy w swoich "wioskach" - cały
        projekt SSETI osiagnął więcej niż założony cel.
      • Gość: InżynieR Re: Sudenci górą!!! - sprostowanie IP: 69.216.96.* 05.11.05, 17:01
        Sprostowanie - nie "The Big Equilizer" jak napisałem wyżej, ale "The Great
        Equalizer". I nie sztucer, a rewolwer Colta. Myślałem że "wyrównywaczem" był
        Winchester, bo wydawało mi się że rewolwery Colta nazywano "Piecemakers",
        czyli "czyniącymi pokój".

        Tym niemniej sens pozostaje ten sam - o Samuelu Colcie mówiło się że swoim
        rewolwerem uczynił wszystkich ludzi równymi. A dosłownie, powiedzenie
        brzmi: "Bóg stworzył ludzi, Colt uczynił ich równymi" ("God made man, Colt made
        them equal") Myślę że Internet jeszcze bardziej...
        • stefan4 Re: sprostowanie 05.11.05, 18:26
          InżynieR:
          > wydawało mi się że rewolwery Colta nazywano "Piecemakers", czyli "czyniącymi
          > pokój".

          ,,Piecemaker'' to raczej ,,czyniący kawałki'', albo ,,rozwalający na sztuki''.
          Możesz sprawdzić pisownię angielskiego słowa ,,pokój'', ale może lepiej nie
          sprawdzaj, bo tak jak napisałeś, brzmi rzetelniej.

          InżynieR:
          > o Samuelu Colcie mówiło się że swoim rewolwerem uczynił wszystkich ludzi
          > równymi. A dosłownie, powiedzenie brzmi: "Bóg stworzył ludzi, Colt uczynił ich
          > równymi" ("God made man, Colt made them equal")

          Fakt, Ameryka już wtedy przodowała w hasłach reklamowych bez ładu i składu.

          InżynieR:
          > Myślę że Internet jeszcze bardziej...

          Tym razem masz rację...

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • Gość: InżynieR Re: sprostowanie IP: 69.216.96.* 06.11.05, 05:22
            Niesamowite Stefan, oczywicie masz rację, i ... angielski humor. Gratuluję.
            Poszukałem odrobinę. Wygląda na to, że Pacemakerem nazywano tylko jeden model
            Colta, a mianowicie Colt-45. Załączam link:
            www.armasdondiego.com/minofpaccol4.html

            PS. Odwiedziłem Twoją stronę internetową. Niezupełnie masz rację - otóż
            Amerykanie wiedzą o problemie który poruszasz na swoich stronach jeszcze mniej
            niż Polacy (są bardziej dezinformowani?). Ale to zbyt odbiega od satelity który
            jest tematem tego forum, więc pozostwię bez komentarza.
            • stefan4 Re: sprostowanie 06.11.05, 08:59
              InżynieR:
              > Wygląda na to, że Pacemakerem nazywano tylko jeden model Colta, a mianowicie
              > Colt-45. Załączam link: www.armasdondiego.com/minofpaccol4.html

              W pierwszej chwili myślałem, że znowu się rąbnąłeś w pisowni. Jednak pod
              podanym przez Ciebie odsyłaczem naprawdę piszą bez ,,e''! Pod ,,peacemaker'',
              czyli ,,czyniacy pokój'' Google znajduje jakieś witrynki religijne a ta Twoja
              giwera istotnie się nazywa ,,pacemaker'' czyli ,,nadający tempo'' ew.
              ,,stymulator serca''.

              To jest o tyle dziwne, że również w zakamarkach MOJEJ pamięci błąka się, że
              Amerykanie na spluwę mówili ,,czyniący pokój'', ale teraz nie potrafię tego
              potwierdzić.

              InżynieR:
              > PS. Odwiedziłem Twoją stronę internetową. Niezupełnie masz rację - otóż
              > Amerykanie wiedzą o problemie który poruszasz na swoich stronach jeszcze mniej
              > niż Polacy (są bardziej dezinformowani?).

              Napisałem ,,Wydaje się, że Polska jest wyspą niewiedzy w Europie''. No właśnie,
              w Europie. Że Amerykanie nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, to przyjąłem za
              oczywiste i nie wymagające osobnego podkreślania. Ale wyglada na to, że obecnie
              się budzą i zaczynają zadawać pytania, prawda?

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
              • Gość: InżynieR Co Peacemaker ma wspólnego z satelitą? IP: 65.121.44.* 07.11.05, 15:03
                Off, mogę w końcu odetchnąć z ulgą. Jednak The Peacemaker. Taki obrót mogą
                przybrać sprawy o których się wiele nie wie... a pisze. Mówię o sobie
                oczywiście. Użyłem tego słowa jedynie jako przenośnię, przykład, a zaprowadziło
                mnie to głęboko do lasu...

                Pierwsza pomyłka - mój błąd w pisowni.
                Druga pomyłka - nie mogłem znaleźć pod słowem "peacemaker", a znalazłem pod
                słowem "pacemaker". Był to dla mnie szok, niezrozumiałe zupełnie, bo słowo nie
                pasujące do przedmiotu. Poz tym, podobnie jak Waszmość, byłem absolutnie pewien
                że spluwa "pokój czyniła", a nie "nadawała tempo". I wymowa była inna... Ale z
                faktami się nie dyskutuje, więc sprostowałem, jeno bez komentarza i bez
                tłumaczenia.

                Po Waści komentarzu, znowu wziąłem się do szukania. Encyklopedie, Google i...
                nic. Dopiero dzisiaj rano znalazłem odpowiedź w "ask Jeeves"
                (www.ask.com/).
                A odpowiedź jest - jednak peacemaker - zobacz pod:
                discovery.coe.uh.edu/linkedf04/students/alanis_j/American%20Histories.htm
                Okazuje się, że źródło internetowe po którym zamieściłem pierwsze sprostowanie -
                nie ma racji. Ciężko to nazwać pomyłką, bo używają złej pisowni wszędzie, nie
                tylko w jednym miejscu. To mnie zmyliło za pierwszym razem. Nie sądziłem że
                ktoś kto poświęca stronę internetową konkretnemu przedmiotowi - nie wie jaka
                jest pisownia tego przedmiotu.


                Ale w całej tej historii jest też morał - nigdy nie wierz informacji z jednego
                tylko źródła, zaś informacje pochodzące z internetu zawsze sprawdź dwa razy. A
                wydawało mi się że tę maksymę stosuję, bo sam wciąż powtarzam (zwłaszcza przy
                projektowaniu): "Jeśli jesteś czegoś pewien - sprawdź; jeśli jesteś czegoś
                bardzo pewien - sprawdź DWA RAZY".
                Widać zaczynam się robić niedbały. Nie najlepsza cecha w moim zawodzie. I
                dziwić się chłopakom, że przeoczyli jakiś detal w zasilaniu swojego pierwszego
                satelity...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka