Dodaj do ulubionych

Dzieci o naukowcach

31.05.06, 16:07
Obawiam sie, ze w epoce spektaklu masowych mediow naukowcy beda mieli
coraz mniej do powiedzenia. Chyba, ze naucza sie, jak zainteresowac ludzi
swoja praca i szantazowac politykow, w celu uzyskania pieniedzy. Do tego
czasu bedzie tylko gorzej.

Oczywiscie jest alternatywa - moga sie skomercjalizowac i zaczac pracowac
dla koncernow.

p.s
Spoleczenstwo o politykach:
"To prawdziwe bezmozgi, ich praca jest wazna, ale sami nie mysla"
Obserwuj wątek
    • Gość: mfs Re: Dzieci o naukowcach IP: 217.111.48.* 31.05.06, 16:17
      Można zdawać maturę z wiedzy o społeczeństwie, zamiast matematyki, to czemu się
      dziwić? Za moich czasów WOS był do spożywania kanapek, a nie do przygotowania
      do matury.
      • Gość: Marek Zmeczeni .... IP: 193.0.122.* 01.06.06, 00:47


        ... nic dziwnego skoro dorabiaja w kilku uczelniach ...

        Albo sprezaja sie z dydaktyka by wyjechac na krotko na Zachod i nieco
        odlozyc ...

        Do tego masa miernot marnuje kase ktora powinna isc do zdolniejszych ...

        Po co nam nauka ktora jest 100 lat za murzynami ?
        • Gość: XXX Re: Zmeczeni .... IP: *.com / *.mybigcity.net 01.06.06, 09:56
          to ze sie szmal marnuje, to prawda, byłem kilka lat zwiazany z jednym z
          czolowych uniwersytetow w kraju, powiem Wam, jaka tam kasa jest puszczana na
          bzdety, to sie w pale nie miesci.... ludzie, oni nawet ołówków nie kupawli,
          tylko trzeba było przetarg na firmę rozpisać wtedy można było zamawiać za 50
          gr. na fakturce... A z tymi marnymi zarobkami, to nie przesadzajmy, jesli jakis
          naukowiec pracuje na kilku uczelniach, to wynika to raczej z chciwosci, a nie z
          biedy. Moze goła pensja doktora dla niektórych to mało, ale zapewniam Was, że
          oprocz tego dochodzą delegacje, konferencje (na których się zarabia aż miło,
          szczegolnie na zagranicznych) recenzje, obrony, komisje przeróżne, nie mówiąc
          już o pieniądzach na tzw. badania własne, granty uczelniane, uniwerysteckie,
          czy z KBNu.
          • Gość: tom ciekawe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.06, 10:38
            skoro taka kasa mierna dla dr...gdzies zyjesz chyba winnym kraju...obecnie moga i co ciekawsze w wielu wypadkach tak wlasnie robia uczelnei ze zatrudniaja po dr juz nie jako adiunktow - toc imarzenie - czy tez wykladowcow ale z powrotem jako asystentow...co to oznacza??? ano od 900 do 1400 do reki...widelki sa waskie...to ma byc kasa za zalozmy 20-25 lat nauki? i motywacja do przekazywania wiedzy dalej?za tekie pieniadze osobiscie moga studentom powiedziec do ktorej biblioteki maja sie udac aby sobie znalezc odpowiednie ksiazki.KROPKA
            • bielinka Bolesne realia :-) 01.06.06, 10:56
              A ja sobie mysle że obraz zaganianego naukowca, ktoremu wali sie rodzina i na
              nic nie starcza promuje kino :-) NIe pytajcie mnie o konkretne przyklady ale
              mam wrazenie ze naukowcy w filmach to szalency ratujacy swiat poswiecajacy
              rodziny i nigdy nie majacy wystarczajacych funduszy na badania, o zyciu nie
              wspominajac.WIec skoro ja mam takie wrazenie to dzieci?
              A z drugiej strony wskrzeszenie SONDY w nowym wydaniu w porze ogladalnosci dla
              dzieci mogloby w tym pomóc. Tylko czy mamy prawo wpuszczac dzieci w maliny ;-)
              I wiecie - jestem z malej miesciny, nigdy ani w podstawówce ani w liceum nie
              mialam ciekawych doświadczeń na chemii. Z fizyki pamietam tylko naładowanie
              bakielitowej laski przez pocieranie jakimś materiałem, ale tylko z tego powodu,
              ze (podstawówka) wzbudziło to mnóstwo skojarzen (nie fizycznych) i smiechu :-
              ))))
              • Gość: no name Re: Bolesne realia :-) IP: *.4web.pl 01.06.06, 12:44
                No i jest to też kwestia uczenia - o wiele łatwiej trafic na dobrego
                nauczyciela języka, historii czy nawet biologii niż na fajnego chemika,
                fizyka, czy metematyka . Fajnego tzn. takiego, który umie zainteresować
                przedmiotem i pokazać " po co nam ta laska bakelitowa" i "jak zbudować
                piorunochron i po co" , a wresszcie i tłumaczyć zadania , nie wyjagać od razu 5
                lat matmy , które sam ma w głowie . W sumie to nei jest tak, ze mało ludzi ma
                uzdolnienia ścisłe - raczej w szkole nie ma pomysłu na to, jak uczyć
                przedmiotów ścisłych - metoda, podyktuję, raz wytłumaczę, macie zrobić to i to
                zadanie i nastepnego dnia odpytywanie na ocenę z rozwiązania - to zniechęca
                kazdego - połowa ludzi po prostu nei rozumie, jakim cudem wyszło im to
                rozwiązanie, bo przepisali od kumpla, a druga połowa - nie widzi w ogóle sensu
                w jakimś zadaniu o ruchu jednostajnym pzredmiotu na terenie płaskim , bo nikt
                nie pokazał jakie ma to zastosowanie w praktyce.Zrobią na odczep sie i tyle .

                Miałem zajebistą chemiczkę w podstwówce - obudziła z letargu największe tepoty
                chemiczne. Niestety, ta sama chemiczka w liceum spowodowała raczej parę nerwic
                niż cokolwiek zaciekawiła chemią;/
                • Gość: no name Re: Bolesne realia :-) IP: *.4web.pl 01.06.06, 12:46
                  tzn. chemiczka w liceum, ale nie ta sama co w podstawówce:)
                  • zupa_wolowa W nauce jest źle, bo politycy o to dbają 01.06.06, 17:18
                    Głupszymi łatwiej sterować.
                    Do wszystkiego dołącza się jeszcze fakt, że jak już jakiś naukowiec przebija się
                    do polityki, niemal zawsze jest to przedstawiciel "nauk" humanistycznych. Temu
                    zaś nie po drodze z niebełkotliwymi gałęziami wiedzy, takimi jak biologia czy
                    fizyka: lysakowski.blox.pl/2006/04/Strach-przed-nauka-a-sprawa-polska.html
                    • frant3 Re: W nauce jest źle, bo politycy o to dbają 01.06.06, 18:32
                      Na szczęście ministrem zdrowia jest lekarz.

                      --
                      Frant - humor, satyra, krytyka
              • Gość: Lucusia Re: Bolesne realia :-) IP: 212.244.186.* 01.06.06, 14:16
                Otóż to, Sonda była doskonała, niestety u nas lepiej dać czas na Ziarno czy radosne wystepy polityków, niz na naukę.Przecież publiczna telewizja ma misję - popularyzacji i promocji aktualnie rządzących ugrupowań, oraz ich aktualnej ideologii. Za granica popularne programy o nauce są na komercyjnych stacjach, a dzieci bardzo chętnie je oglądają. Przykładem może być "Pogromcy mitów", gdzie w zupełnie lekkej i ekscytującej formie poznaje się fizykę, chemię, mechanikę, biologię, tylko że to oglądając dzieci nie do końca sie orientują, że są uczone.
                To jest myślę problem, w większości szkół nauczanie jest potwornie NUDNE i z nudą nauka jest kojarzona,a gdy cos nie jest nudne, to wydaje sie niemożliwe, że to edukacja.
              • Gość: lexie Re: Bolesne realia :-) IP: *.unizh.ch 01.06.06, 15:09
                realia nie sa takie bolesne!!! moze naukowcem jeszcze nie jestem i dopiero
                stawiam pierwsze kroki, ale praca naukowca to nie samotne siedzenie po nocach
                ale praca w zespole. a jak sie pracuje razem nad projektem moze byc naprawde
                wesolo :)
          • Gość: Piotrrr Re: Zmeczeni .... IP: *.ch.uj.edu.pl 01.06.06, 14:46
            Na marginesie - KBN to był parę lat temu... :-)
            W większości to prawda co piszesz ale nie zawsze. Jeśli jadę na delegację to
            jadę naprawdę a nie na papierze. Dostaję dietę żeby przeżyć a nie pohulać. Kasę
            w labie wydajemy na sprzęt i bieżącą działalność (tak, sprzęt zużywalny kosztuje
            pod warunkiem, że coś się robi) a nie na bzdety - idzie na to większość BW i DS.
            Mamy dodatkowo działalność usługową (analizy zlecone), teoretycznie płatne 10%
            dla wykonującego ale kasa jest na tyle mała (trzeba to podzielić na kilka osób,
            odprowadzić ZUS, podatek dochodowy itp.), że daliśmy sobie spokój jeśli chodzi o
            wynagradzanie siebie.
            Jeśli chodzi o recenzje prac itp. - ja nie robię, robi szef ale on, pasjonat za
            kasę z zeszłorocznej nagrody za kilkanaście publikacji (biochemia) wydał na nowe
            okna do labu (dołożył z recenzji).
            Mamy wynikii, jesteśmy rozpoznawalni, piszemy dla Wiley'a, piszemy skrypty,
            publikujemy itp. itd.
            Nie mam czasu na dorabianie gdzieś ekstra - to chyba mogę sobie troszkę
            ponarzekać na "gołą pensyjkę adiunkta", co?
        • Gość: greg0,75 Re: Zmeczeni .... IP: *.ceramika.agh.edu.pl 01.06.06, 15:43
          Chyba pomyliłeś naukę z dydaktyką...
          A szerokiemu społeczeństwu rzeczywiście potrzebni nie jesteśmy - jak ktoś ma interes to sam przychodzi z forsą.
          • Gość: no name Re: Zmeczeni .... IP: *.4web.pl 01.06.06, 16:23
            Zeby nauka w ogóle zaistniała potrzebna jest dydaktyka. O tym, czy gość pójdzie
            na chemię czy biologię z naciskeim na mikrobiologię i potem będzie chciał sie w
            to bawić , nie decyduje pan Bóg, ale zazwyczaj wlasnie nauczyciel w gimnazjum-
            liceum, który obudzi w kimś zainteresowanie, a nie zniechęci typowym podejsciem
            jak do kloca drewna. Nie będzie takich nauczycieli, nie bedzie komu zdawać na
            chemię, fizykę itp.
      • aistionnelle Re: Dzieci o naukowcach 04.06.06, 19:56
        Istnieje wiesz obawiam się związek między spożywaniem kanapek na zajęciach z
        WOS-u a następnie kompletnym brakiem świadomości społecznej , która wyraża się
        w nieumiejętności odróżnienia realnego programu politycznego od obiecanek
        cacanek i manipulacji wyborczych(tzw kiełbasy ) czego skutkiem obecny cyrk na
        arenie politycznej w naszym kraju .Poza tym maturę z matematyki można ściągnąć
        z WOS u raczej nie.Ponadto nieznajomość matematyki poza wstydem nakazuje kupić
        kalkulator , podstawowych praw społecznych - emigrować lub się powiesić do
        wyboru .
    • yoric Re: Dzieci o naukowcach 31.05.06, 16:44
      Nauce potrzebny jest PR.
      Uniwersytety, a najlepiej poszczególne jednostki (nie np. wydziały, ale jakieś
      grupy badawcze) powinny zatrudniać speców od PR.
      Pozdr
      • Gość: ferrment Re: Dzieci o naukowcach IP: *.cofund.org.pl 31.05.06, 16:48
        A skąd mają wziąć pieniądze na PR? Dobrze jak mają na komputery.
      • theworst Re: Dzieci o naukowcach 31.05.06, 17:37
        UJ, Wydział Biotechnologii, jeden z najlepiej wyposarzonych na uniwersytecie.
        I co?
        nie mamy pieniędzy na nic, oszczędzamy np. na rękawiczkach jednorazowych po to,
        żeby móc robić badania.
        Ty chcesz, żaby zatrudniać speców od public relations?

        BTW póbówki ependorfa trzymamy w pudełkach po kawie, żeby nie wydawać na to
        kasy. Przychodzi urzędas z komisji BHP, czy podobnej, który nie zna się na
        niczym i wmawia nam, że powinniśmy miec specjalne opakowania (które będą się
        różnić tylko wygladem i ceną oczywiście, nie funkcjonalnością) bo ktoś się może
        pomylić i zaparzyć sobie kawę z próbówek...

        Z innych ciekawszych historii żele po elektroforezie białek (studenci kierunków
        przyrodniczych będą wiedziec, o co chodzi) wywołujemy w pudełkach po serkach bo
        nie ma kasy na nic innego. Doktorant na naszym wydziale zarabia bodajże 1020 zł
        na miesiąc, wykonując naprawdę cholernie ciężką i sresującą pracę.

        Starczy, czy mam coś jeszcze dopisać???
        • Gość: titta Re: Dzieci o naukowcach IP: *.botany.gu.se 31.05.06, 22:13
          Pociesze cie: moj instytut stac na wiecej (wiadomo, nie ma wystarczajaco
          pieniedzy ale na rekawiczkach nikomu by do glowy nie przyszlo oszczedzac) a
          zele tez sie mocza w pudelkach po serkach ;)
          • Gość: konishiko Re: Dzieci o naukowcach IP: 134.76.70.* 01.06.06, 13:57
            A co jest zlego w pudelkach po serku? I to plastik, i tamto. Na wielu
            uniwersytetach mnostwo kasy wydaje sie na wyposazenie, ktorego glownym zadaniem
            jest wygladanie fajnie.

            Problem w tym, zeby robic oszczedniosci tam, gdzie mozna bez szkody dla jakosci
            badan. A na wspomnianym wyzej wydziale biotechnologii UJ (wtedy jeszcze
            instytucie biologii molekularnej) najwiekszym problelem jak pamietam nie byl
            brak pieniedzy, ale nieumiejetnosc wykorzystania posiadanych zasobow i sprzetu.
            Zero wspolpracy miedzy grupami badawczymi, sprzet za tysiace dolarow stoi i
            marnieje, bo jeden profesor drugiemu nie pozwoli go uzyc...
            • theworst Re: Dzieci o naukowcach 01.06.06, 18:33
              Gość portalu: konishiko napisał(a):
              > A na wspomnianym wyzej wydziale biotechnologii UJ (wtedy jeszcze
              > instytucie biologii molekularnej) najwiekszym problelem jak pamietam nie byl
              > brak pieniedzy, ale nieumiejetnosc wykorzystania posiadanych zasobow i sprzetu.
              > Zero wspolpracy miedzy grupami badawczymi, sprzet za tysiace dolarow stoi i
              > marnieje, bo jeden profesor drugiemu nie pozwoli go uzyc...

              z tym się częściowo muszę zgodzić, bo są pracownicy naukowi, którzy nie
              pozwalają korzystać ze "swojego" sprzętu, "bo nie" (dr Rokita np.). Ale czesto
              jest to 'obchodzone" przez doktorantów i magistrantów ;).

              Ale nie uważam za normę tego, że odpowiednią, potrzebną mi restryktazę, znajduje
              nie w swoim labie w lodówce, ale w którymśtam z kolei po prawie godzinie
              poszukiwań. Dlaczego? Bo nie mieliśmy kasy na jej zakup.

              Co do pudełek po serkach to wiem, że nie róznią się niczym od jakichś
              specjalnych, ale niestety komisja BHP twierdzi, że "ktos się moze pomylić i
              pomyśleć, że w pudełku jest nie żel, tylko serek i do zjeść". No, lol
              Najgorsze jest to, że za takie pudełko po serku grozi kilka tysięcy kary podobno.

              No i oszczędzanie na wszystkim jest spowodowane m.in. próbami spełnienia durnych
              zaleceń takich komisji. Problem w tym, że są to ludzie, którzy się nie znają
              kompletnie na tym, co robimy. Słyszałem o przypadku, gdy jakaś magistrantka
              pracowała z zotopem bez uprawnień i w normalnym labie, a nie "izotopowej", co
              jest prawdziwym zagrożeniem dla zdrowia współpracowników. Wpadła komisja i co
              zrobili? Nic. Bo nie mieli pojęcia, co ona robi.
        • Gość: Kuba Re: Dzieci o naukowcach IP: *.ghnet.pl 01.06.06, 13:01
          hehe..nie zapomne jak w Inst. Fizyki UJ, tlukac lod do "eksperymentu" polamalem pudelko po margarynie w ktorym go trzymali i ..kazali mi je odkupic:)) No i dziur na kalamarze w lawkach u matematykow:))
          • Gość: krtek_nc Re: Dzieci o naukowcach IP: *.pracuj24.com / 195.205.24.* 01.06.06, 18:42
            cechowanie termopary??
        • arsen44 Re: Dzieci o naukowcach 01.06.06, 14:38
          ..wyposarzonych...., ..próbówki.. Spadaj nieuku!
          • Gość: titta Re: Dzieci o naukowcach IP: *.botany.gu.se 01.06.06, 16:11
            Zdziwil bys sie jak wielu ludzi z nauk scislych nie umie pisac ...i w niczym to
            nie przeszkadza, bo nie o to chodzi. NIGDY nie nazywaj nieukiem kogos kto robi
            bledy, bo moze nad ksiazkami spedzil wiecej czasu niz ty (a nawet napewno).
    • nessie-jp Re: Dzieci o naukowcach 31.05.06, 17:01
      > w epoce spektaklu masowych mediow

      E tam, marudzisz. Masowe media właśnie coraz chętniej sięgają po wizerunek
      fascynującego "geeka"
    • Gość: Demonik. Re: Dzieci o naukowcach IP: *.gsfc.nasa.gov 31.05.06, 17:03
      Jak by w USA zrobic konkurs plastyczny to okazalo by sie, ze nauka zajmuja sie
      sami skosnoocy naukowcy ;-)
      • Gość: agata Re: Dzieci o naukowcach IP: *.ghnet.pl 31.05.06, 20:39
        Cóż wyzwanie stoi przed ludźmi świadomymi:) Aby uczyć dzieciaki świata z troche
        szerszego punktu widzenia, niż praca bankowca, policjanta itp.. Swoją drogą jak
        byłam mała to jednym z wymarzonych zawodów był astronauta, może to nie od razu
        naukowiec ale dla takiego dziecka to może być wstęp do zainteresowań trochę
        dalszych niż "zabawa w sklep"

        Pozdrawiam

        ap
    • Gość: titta Re: Dzieci o naukowcach IP: *.botany.gu.se 31.05.06, 22:07
      Pamietam jak z kolezanka w liceum skladalysmy sobie zyczenia (ona marzyla o
      fizyce teoretycznej, ja - biologi): bogatego meza albo zeby naukowca wreszcie
      zaczeli dobrze placic. I w tym jest sek: trudno znalezc bogatego partnera ;)
    • Gość: cam17 Re: Dzieci o naukowcach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.06, 23:46
      Przez podstawowke wychowywalem na programie "Sonda"
      (szacunek dla sp autorow - Kurka i Kaminskiego).
      To byl program ktory potrafil zainteresowac (przystepny jezyk, ciekawa forma)
      i byl w porze dla dzieci ok 18 w jedynce.
      I wydaje mi sie, ze to byla jedna z lepszych form promocji nauk scislych.

      • Gość: gagolek Re: Dzieci o naukowcach IP: *.bumc.bu.edu 01.06.06, 01:21
        Min. dzieki Sondzie ogladanej w podstawowce teraz siedze w labie. Czasami jest
        steresujaco, ale ogolnie to niezla zabawa, nawet jesli o duzej kasie mozna zapomniec
        • Gość: FreakyMisfit Re: Dzieci o naukowcach IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl 01.06.06, 14:50
          Jeżeli chcecie sobie przypomnieć odcinki Sondy, to zainteresujcie się sieciami p2p.
      • Gość: Lukasz Re: Dzieci o naukowcach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.06, 19:07
        Obecnie w telewizji jest program "Symulator faktu" prowadzony przez doktora
        Bajtlika z Centrum Astronomicznego PAN i jeszcze kogos (nie pamietam niestety
        nazwiska). Program ma wlasnie na celu popularyzacje nauki. Niestety emitowany
        jest w jakichs niezbyt atrakcyjnych godzinach (przynajmniej dla mnie) - o ile
        sie nie myle to w soboty kolo poludnia. Ja osobiscie ten program widzialem moze
        ze 2 razy, ale jego forma powinna byc atrakcyjna dla gimnazjalistow i licealistow.

        Ponadto w Warszawie powstanie wkrotce Centrum Nauki KOPERNIK - instytucja,
        ktorej glownym celem nie bedzie prowadzenie badan naukowych, tylko wlasnie
        popularyzacja nauki. Jesli dziecko tam przyjdzie i zobaczy nie zakurzone
        eksponaty w gablotach, a dzialajace urzadzenia, ktore bedzie moglo samo
        wyprobowac i dowiedziec sie jak dzialaja, to moze latwiej bedzie je przekonac,
        ze nauki scisle nie sa czyms strasznym. Moze to bedzie szansa na wychowanie
        nowego pokolenia naukowcow.

        Pozdrawiam
    • Gość: Ktoś Głupie szczeniaki... IP: *.toya.net.pl 01.06.06, 01:16
      Nigdy nie odpalały własnoręcznie zaprojektowanego i wykonanego "syfa" w szkole,
      nie majstrowały radionadajnika do ułatwiania ściągania itp. To i nie wiedzą, że
      TO jest prawdziwa nauka (na późniejszym etapie nieco tylko bardziej wysublimowana).
      • bielinka Re: Głupie szczeniaki... 01.06.06, 10:59
        Gość portalu: Ktoś napisał(a):
        > Nigdy nie odpalały własnoręcznie zaprojektowanego i wykonanego "syfa" w
        szkole,
        > nie majstrowały radionadajnika do ułatwiania ściągania itp. To i nie wiedzą,
        że
        > TO jest prawdziwa nauka (na późniejszym etapie nieco tylko bardziej
        wysublimowa
        > na).
        NIe obrazaj dzieci, one nie są głupie tylko bardziej praktyczne. Po co mają
        konstruować coś co jest juz dawno przestarzale? Pozatym skoro tego nie robią to
        nikt ich tym nie zainteresowal. A tu to juz chyba pretensje do nas - doroslych?
        Moze z okazji Dnia Dziecka - zestaw "mały chemik" zamiast telefonu
        komórkowego? :-)
        • Gość: Ktoś Re: Głupie szczeniaki... IP: *.toya.net.pl 02.06.06, 00:18
          > Moze z okazji Dnia Dziecka - zestaw "mały chemik" zamiast telefonu
          > komórkowego? :-)

          Gorąco popieram. Ja miałem kiedyś taki produkcji radzieckiej. Na pierwszy ogień
          (ale mi się bon mot udał!) poszedł z niego magnez i nadmanganian potasu. Pora
          wyprodukować coś takiego u nas. W skład powinien wejść: kwas azotowy, kwas
          siarkowy, fenol, amoniak, formalina, azotan srebra... Czy coś ważnego pominąłem? :)
          • bielinka Re: Głupie szczeniaki... 02.06.06, 09:36
            Gość portalu: Ktoś napisał(a):
            > wyprodukować coś takiego u nas. W skład powinien wejść: kwas azotowy, kwas
            > siarkowy, fenol, amoniak, formalina, azotan srebra... Czy coś ważnego
            pominąłem
            > ? :)

            Zielonego pojecia nie mam :-) Ale brzmi niezle. Sama bym sie takim czyms
            pobawila. Niestety obawiam sie ze taki produkt nie zyskal by atestow
            bezpieczeństwa UE :( dlatego nie ma sznas na produkcje :-( ale moze tak...
            czarny rynek?
    • Gość: asdf Re: Dzieci o naukowcach IP: *.icpnet.pl 01.06.06, 07:36
      puścić w telewizorni ReGenesis i po sprawie. albo ogólnie rzecz biorąc, zacząć
      promować innych wizerunek naukowca w mediach masowych - pomoże na pewno.
    • Gość: :) Re: Dzieci o naukowcach IP: *.sshn.net 01.06.06, 09:10
      W liceum mi się odmieniło z chęci zostania ekonomistą w chęć bycia naukowcem -
      chemikiem. Teraz siedzę w labie w Holandii i o niczym innym marzyć nie mogłam.
      Holendrzy chyba nie mają co zrobić z kasą - tu można mieć wszystko ;)
      Niedobrze mi się robi jak pomyślę o powrocie do Polski i naszym dzielnym
      Ministrze Edukacji!

      www.agagis.com/~regis/rebus.jpg
      Teraz już wiem, ze jak doktorat, to tylko za granicą! W Polsce nie mamy czego
      szukać! :( Dlatego jeśli idzie o sondaże w Polsce, to mnie wcale nie dziwi
      wizerunek naukowca, młodzi wyjeżdżają, a starzy nadal okupują ciepłe posadki
      udając, że robią coś naprawdę ważnego; vide: Uniwersytet Warszawski
    • Gość: Asia Re: Dzieci o naukowcach IP: *.idzik.pl / *.idzik.pl 01.06.06, 09:21
      Ale mi odkrycie Ameryki. Nie od dziś wiadomo, że prawdziwy naukowiec musi być nie teges :-) Musi mieć
      wyobraźnię bez dna, być nadmiernie pobudliwy, okropnie ciekawski, a przy tym naiwny jak dziecko we
      mgle. Dlatego chyba więcej jest naukowców niż naukowczyń (?). Co za odkrywczy wniosenk ;-O
      • Gość: Asia Re: Dzieci o naukowcach IP: *.idzik.pl / *.idzik.pl 01.06.06, 09:39
        Oczywiście wniosek a nie wniosenk. Sorki.
      • Gość: mik Re: Dzieci o naukowcach IP: *.sci.kun.nl 01.06.06, 11:04
        W takim razie chyba nie znasz zadnego naukowca...
      • Gość: titta Re: Dzieci o naukowcach IP: *.botany.gu.se 01.06.06, 16:20
        Straszny stereotyp (na podstawie filmow rysunkowych ? :) Jak ktos pobudliwy ma
        wytrzymac w labie?
    • unihorn Bzdura 01.06.06, 11:07
      Bzdura, przecież dzieci przestały mówić "cool" jakiś 10 lat temu... Gdzie wy
      żyjecie? Teraz jest "lans", "jazzy", itd...

      ------------------------------------------------
      s3.bitefight.pl/c.php?uid=83988
    • Gość: kmmmm w swiecie britney i shakiry IP: 81.19.200.* 01.06.06, 12:40
      wszystkie nieco glupsze (czyli wiekszosc panienek) wolalyby miec pol dupska na
      wierzchu i facetow na kazdym kroku.
    • stanid Re: Dzieci o naukowcach 01.06.06, 14:01
      Kochani piszecie bzdury i w artykule i na forum.
      W naszej kochanej Europie po prostu nauczanie jest na tak niskim poziomie że
      dzieci nie mają szans na poznanie chemii, fizyki i innych nauk ścisłych. W
      Niemczech można chodzić do liceum i w ciągu dziewięciu lat nauki zaliczyć tylko
      rok chemii. Podobnie jest w innych “zachodnich” krajach UE. Dzieci uczą się
      oderwanych od siebie faktów i nie potrafią ich “skleić” razem. Nie istnieje nic
      co jest związane z rywalizacją, z odmiennym traktowaniem dzieci zdolniejszych i
      mniej zdolnych. Więzi w klasach między uczniami są w zalążku likwidowane bo
      stosuje się cichą “rotacje” uczniów między klasami. Nauczyciele nie znają swoich
      uczniów bo co roku uczą inne klasy. Na końcu dochodzi do matury której nie zdaje
      (lub nie jest dopuszczona) ok 30 procent uczniów. A w ciągu całej nauki w liceum
      tłumaczy się dzieciom, że lepiej jest jak rozpoczną naukę zawodu w jakimś
      zakładzie pracy. Dlatego też nie ma studentów nauk ścisłych i przy takim
      podejściu nie będzie a nasi chemicy, fizycy, matematycy będą rozchwytywanym
      “materiałem” ludzkim ( i to dobrze ).
      • Gość: maciek Re: Dzieci o naukowcach IP: *.zax.pl 01.06.06, 14:31
        a ja mysle ze problem lezy gdzies indziej.
        co teraz da sie zrobic rewolucyjnego? jakiegoz to odkrycia dokonal pojedynczy
        czlowiek w ostatnich lata zeby sie nam wrylo w pamiec jego nazwisko?? ja nie
        pamietam. pamietam za to teorie wzglednosci i jej tworce einsteina. ale ostatnie
        noble z fizyki czy chemii tak naprawde sa przyznawane za odkrycia bardzo
        ograniczone, nierewolucyjne, niewbijajace sie w pamiec. dlatego o naukowcach w
        spoleczenstwie sie nie mowi, bo ich po prostu nie widac.
        pewnie jesli za pare lat jeden czlowiek(ale jeden, a nie zespol) wyprowadzi
        kwantowa teorie grawitacji a za kolejnych pare lat ten sam facio stworzy
        zunifikowana 'teorie wszystkiego' to sie nam wryje w pamiec. ale do tego czasu
        bedzie pewnie posucha - chyba ze ktos odkryje zycie pozaziemskie ;)
        odkryc jest teraz sporo, ale zadne ani rewolucyjne, ani nie stworzone przez
        silne indywidualne jednostki. nauka sie zbyt wyspecjalizowala by mogla byc
        interesujaca. sztuka biznes czy tez politka takie nie sa. a nauka niestety tak.
        kiedys zeby odkryc cos nowego w fizyce trzeba bylo poznac stan owczesnej wiedzy
        - kilka lat. teraz aby poznac stan owczesnej wiedzy z fizyki trzeba by lat
        kilkunastu. dalsza specjalizacja to pod wzgledem spolecznym droga do nikad...
        choc pewnie jej nie unikniemy.
        maciej - scislowiec, elektronik
        • stanid A może prawdziwe są obie “teorie” 01.06.06, 14:38
          Zeby być naukowcem trzeba nie tylko chcieć ale też mieć ku temu podstawy, bazę
          na której można dalej budować wiedzę.
    • Gość: FreakyMisfit Re: Dzieci o naukowcach IP: *.dialog.net.pl / *.dialog.net.pl 01.06.06, 14:43
      "To nie są normalni ludzie, jak my" - smutne to w sumie, ale dzieci mają rację.
      • Gość: hh Re: Dzieci o naukowcach IP: *.toya.net.pl 01.06.06, 18:43
        "Na liście zabrakło np. Iana Wilmuta, który sklonował owcę Dolly, czy Colina
        Pillingera kierującego misją sondy Beagle 2 na Marsa."

        Ludzie poszaleli już do cna!
        Kto by pamietał jakies tam śmieszne nazwiska.

        Hmm, w Polsce mamy zbyt duzo przemądrzałych naukowcow!
    • Gość: atarynka Re: Dzieci o naukowcach IP: *.ccf.swri.edu / *.ccf.swri.edu 01.06.06, 16:02
      A oto sa uwagi dzieci, ktore spotkaly sie z naukowcami w Farmilab. Polecam.
      www-ed.fnal.gov/projects/scientists/frames.html
      • cyntia5 Ecce principium. 01.06.06, 18:46
        Wy wszyscy omijacie problem a nie wnikacie w jego sedno. Sedno jest takie:

        W szkole dzieci są przeciążone "naukami" humanistycznymi i niepoważnym
        traktowaniem. Dla przykładu:
        - mają 6 godzin polskiego w tygodniu. Muszą się na mim uczyć wierszyków i na
        okrągło czytać niepoważne książki (po co?).
        - mają dodatkowy język oprócz angielskiego (po co?)
        - na biologii i geografii muszą uczyć się na pamięć olbrzymiej ilości nazw (po
        co? tego nie robi żaden poważny naukowiec!) KAŻDY po tygodniu to zapomina!!!

        Te przykłady wystarczją żeby w 100% zniszczyć czas dziecka. I kiedy ono ma
        poświęcić czas na rzeczywistą naukę? Kiedy ma się nauczyć matematyki???

        Jaja sobie robicie, drodzy nauczyciele?
        • hermina5 Re: Ecce principium. 01.06.06, 21:06
          Mają tez 5 godzin matematyi, wiec nie wiem z czym do ludzi:P
          • cyntia5 Re: Ecce principium. 02.06.06, 10:31
            Jak to z czym? Czasu dziecka nie można rozciągać w nieskończoność i twierdzić,
            że dokładając więcej przedmiotów więcej się nauczy. Chyba chodziłaś do szkoły i
            pamiętasz ile czasu trzeba marnować na lektury z polskiego, wkówanie słówek z
            drugiego obcego języka, wkówanie dopływów Wisły, dat z historii,...

            Ograniczmy naukę tylko do tego co nią rzeczywiście jest. Dzieci będą wtedy
            mniej rozkojarzone i bardziej będą na nią zwracać uwagę. Nie muszę chyba ci
            chyba tłumaczyć, że zrozumienie nauk ścisłych jest wśród ludzi prawie żadne.
            Prawie nikt nie rozróżnia równoważności od implikacji (co jest konieczne do
            zrozumienia nauk ścisłych) ale zatoki w Bałtyku i datę jakichś tam bitew musi
            umieć. Nie przekreślam historii, ale samo powiedzenie że było jakieś wydarzenie
            i wytłumaczenie jego znaczenia wystarczy. A część przedmiotów można spokojnie
            wykreślić.

            Tak się nie buduje cywilizacji technicznej, to znaczy buduje ale dyskutujemy
            jak zwiększyć efektywność.




            • europitek Re: Ecce principium. 02.06.06, 13:51
              "Budowa cywilizacji technicznej naczelnym zadaniem narodu!"
              "Niedostatek wiedzy matematycznej przyczyną wszelkich nieszczęść ludzkości!"
              • cyntia5 Re: Ecce principium. 02.06.06, 14:36
                Ja mam rację. To jasne. A ty błaznujesz i powodujesz że błazeństwo staje się
                argumentem przeciw rozumowi.
          • Gość: Piotr [...] IP: *.class147.petrotel.pl 02.06.06, 15:28
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • stanislaw32 dzieci maja racje 11.06.06, 22:23
      Widze ze dyskusja pod tymze rowniez artykulem znowu zamienila sie w krytyke
      polskiej nauki.
      Nie zamierzam jej bynajmniej bronic.
      Powiedzialbym jednak patrzac przez pryzmat doswiadczen miedzynarodowych ze
      brytyjskie dzieci wykazaly sie nie lada przenikliwoscia.
      Stereotypy sa niestety prawdziwe i wiekszosc ludzi nauki nie ma udanych
      malzenstw, ani zadnego hobby i spedza w pracy zdecydowana wiekszosc czasu. Ci
      ktorzy probuja robic cos poza praca sa tepieni przez szefow ktorzy chca z nich
      wycisnac ostatnie soki (wiem z doswiadczenia). Jesli ktos chce byc dobry w nauce
      musi zapomniec o calym swiecie i skupic sie tylko na pracy. Szczerze mowiac jest
      to praca dla fanatykow (wiem o czym mowie).
      Male zarobki na calym swiecie, ogromna konkurencja, ciagly stres, a uznanie czy
      wyniki w duzej mierze zalezne od przypadku.
      Przykladowo kariera naukowca w US (miejsce gdzie znajomosci odgrywaja
      najmniejsza role na swiecie) wyglada mniej wiecej tak: studia (czas szczegolnie
      intensywnej pracy, kiedy oczywiscie trzeba sie poswiecic wylacznie pracy),
      doktorat (czas jeszcze bardziej szczegolnie wytezonej pracy -bo od niego zalezy
      przyszlosc naukowa, czas bycia szczegolnie wykorzystywanym przez opiekuna),
      postdoc lub dwa (czas szczegolnie wytezonej pracy bo trzeba zdobyc wiecej
      doswiadczenia i publikacji, bez nich kolejny etap nie ma szans na powodzenie, a
      wiec w tym czasie zapomniec trzeba o reszcie zycia), tenure track position jako
      assistant professor (6 lat szczegolnie intensywnej pracy od ktorych zalezy
      wszystko tzn czy dostanie sie umowe stala z uniwerkiem czy nie, jesli jej nie
      dostaniesz ladujesz na bruku, musisz sie wiec wykazac i zdobyc nie tylko tenure
      ale i pieniadze na badania, czas w ktorym musisz zapomniec o swiecie dokola), i
      juz! Potem mozesz juz badac co chcesz i korzystac z zycia. Jesli masz szcescie
      to wyrobisz sie na czterdziestke!
      Tylko czy wtedy wiesz co to znaczy korzystac z zycia, i czy umiesz zyc inaczej
      niz w laboratorium?...
      Mam nadzieje ze zachecilem Was drogie dzieci.
      Ja pluje sobie w brode.
      S
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka