nowey777
12.10.07, 21:31
Przypadkowo znalazłem na strychu starą "Wiedzę i życie". Przeglądając
czasopismo znalazłem świetny artykuł. Po jego analizie już nie odnosi się
oczywistego wrażenia, iż darwinowska ewo/ekologia głosząca przeżycie najlepiej
przystosowanego/zdrowego osobnika, który ponadto wydał dużo potomstwa, które
to przeżyło, ponieważ odziedziczyło po nim ową doskonałość już tak nie
przekonuje:)
Dziwne wydaje się też dawkinsowskie zapewnienie o ewolucyjnej konkurencji
pomiędzy organizmami na zasazdie wyścigu zbrojeń (gepard-antylopa).
Chciałbym aby każdy skomentował te ekologiczne ustalenia, oczywiście pod
kontem STE, dlatego oprócz linka wklejam cały artykuł. To moim zdaniem pomoże
uniknąć niepotrzebnych,poza tematycznym, dywagacjom.
archiwum.wiz.pl/1996/96061900.asp
Przywykliśmy sądzić, że drapieżniki są pożyteczne, gdyż eliminują zwierzęta
chore, słabe i kalekie, a trzebiąc populację swoich ofiar, nie zagrażają
jednak jej istnieniu. Wyniki badań przeprowadzonych na ptakach podają w
wątpliwość te przekonania.
Drapieżnik wyrusza na polowanie, by zdobyć pożywienie. Wybiera ofiarę, którą
najłatwiej schwytać. W gronie pechowców znajdą się więc nie tylko zwierzęta
chore, ale także nowo narodzone, ciężarne samice lub zajęte tokowaniem samce.
Łatwe do złapania są również ptaki lęgowe, które budują gniazdo lub, karmiąc
pisklęta, stale pojawiają się w tym samym miejscu. Wystarczy więc tylko na nie
zaczekać...
U niektórych gatunków ptaków śmiertelność bywa bardzo wysoka, tak samo jak
produkcja młodych. Na przykład wróble w trzech lęgach mogą wychować do 15
młodych, z których większość zjedzą jednak drapieżniki
Zwierzęta chore często są mniej ruchliwe i chowają się w zacisznej kryjówce.
Robią tak na przykład gryzonie i drobne ptaki. Dlatego właśnie łowca
posługujący się głównie wzrokiem (np. ptak) ma mniejsze szanse na zauważenie
ich. Dla "ochrony sanitarnej" środowiska bardzo pożyteczne byłoby usuwanie
martwych zwierząt, zwłaszcza jeżeli przyczyną ich śmierci były chorobotwórcze
mikroorganizmy. Jednak większość drapieżników interesuje się padliną tylko w
obliczu śmierci głodowej. A może niechęć do padliny wynika właśnie z ryzyka
zarażenia się?
DRAPIEŻNA SŁUŻBA SANITARNA
Drapieżniki, jak twierdzą uczeni, spostrzegają już najmniejsze oznaki słabości
- zmianę w wyglądzie, a także zachowaniu się potencjalnych ofiar i "wyciągają
odpowiednie wnioski". Dlatego zwierzęta osłabione chorobą są w szczególnie
trudnej sytuacji - niejako wystawione na atak łowców. Czasem bywa to nawet
korzystne dla populacji ofiar, gdyż pozwala utrzymać ją w optymalnej kondycji.
Często jednak choroba bywa wynikiem naturalnego zaszczepienia. Przechorowanie
jest bowiem sposobem nabycia immunologicznej odporności na pasożyty. Gdyby
więc nawet lekko osłabione chorobą zwierzęta ginęły w szponach drapieżników,
to po pewnym czasie z gatunku ofiary zniknęłyby osobniki, które zdobywają
odporność na pasożyty. W takiej sytuacji wszystkie byłyby na nie wrażliwe, co
stanowiłoby zagrożenie dla istnienia całej populacji. Kontakt z pasożytami
oznaczałby dla nich śmierć albo na skutek inwazji, albo apetytu drapieżników.
To znów byłoby ryzykowne również dla pasożytów. Chyba że potrafiłyby żyć także
w organizmie drapieżnika. Jaki wtedy "zysk" miałby drapieżnik z chwytania
zwierząt zarażonych pasożytem?
Ważnym składnikiem pokarmu krogulców są zięby, sikory i wróble
By rozwiązać ten problem ekolodzy postanowili sprawdzić, czy drapieżniki
rzeczywiście odławiają głównie najsłabsze osobniki danego gatunku. Zbadano w
tym celu pokarm łowców, koncentrując się w analizach na gromadzie ptaków.
Okazało się, że im dany gatunek ofiary jest trudniejszy do złowienia, tym
częściej posiłkiem drapieżnika będą kalecy lub chorzy jego przedstawiciele.
Oczywiście, to co łatwe dla jednego gatunku drapieżnika, nie musi być łatwe
dla drugiego. Na przykład złowienie myszy dla kobuza jest tak samo trudne, jak
schwytanie młodej jaskółki dla myszołowa. Wiele drapieżników wyspecjalizowało
się w chwytaniu określonego rodzaju ofiary. W naturalnym środowisku mamy do
czynienia z różnymi drapieżnikami polującymi w tym samym czasie i przestrzeni
oraz różnymi gatunkami ofiar. Losy tych ostatnich zależą nie tylko od łowców,
ale także od dostępności pokarmu i miejsc do budowy gniazd, czy pogody podczas
wędrówek. Wpływ na zachowanie drapieżnika mogą mieć również jego wcześniejsze
doświadczenia łowieckie. To tylko jedne z najbardziej oczywistych czynników
kształtujących zależność między łowiącym a łowionym.
Frank Götmark, szwedzki ornitolog twierdzi, że barwne upierzenie samców
niektórych ptaków jest informacją dla drapieżnika, że: "taki kolorowy to musi
być niezły cwaniak i pewnie trudno go złapać". Wynikałoby z tego, że
barwniejsze osobniki są rzadziej narażone na ataki drapieżnika niż ich mniej
kolorowi pobratymcy. Wspomniany badacz w swoich eksperymentach nad
muchołówkami i krogulcem udowodnił tę hipotezę, nazywaną "hipotezą
nieefektywnej zdobyczy". Doskonale pasuje ona do modnego ostatnio twierdzenia,
że intensywność ubarwienia samców jest świadectwem ich stanu zdrowia i
kondycji ("WiŻ", 4/1994). Jednak norwesko-polski zespół, badając naturalną
populację muchołówek zaobserwował prawidłowość odwrotną - bardziej kolorowe
samce ginęły wielokrotnie częściej niż ich mniej barwni konkurenci. A więc
ofiarami krogulca padały głównie bardziej wartościowe samce, podczas gdy "nie
lubiane" przez samice i stąd rzadziej przystępujące do lęgów samce brązowe
unikały niebezpiecznych spotkań z drapieżnikiem. Jak to się ma do twierdzenia,
że zjadane są zwłaszcza ofiary chore i słabe?
REGULATORZY?
Jak wiemy z podręczników biologii, rolą drapieżników w biocenozie jest m.in.
regulacja liczebności ofiar. Czyli im więcej drapieżników, tym mniejsza
liczebność potencjalnych ofiar. Zależność tę można także odwrócić - jeśli
populacja ofiar jest nieliczna, to odżywiających się nimi drapieżników także
nie będzie za dużo.
Takie mechanizmy wzajemnej regulacji liczebności obserwowano u drapieżnych
bezkręgowców specjalizujących się w określonym rodzaju pokarmu, a także u
kręgowców żyjących na dalekiej północy. W przypadku kręgowców naszej strefy
klimatycznej byłyby to zależności zbyt uproszczone. Różnorodność potencjalnych
ofiar jest tu bowiem znacznie większa i jeżeli drapieżnik ma trudności ze
złapaniem ofiary z gatunku A, to może próbować szczęścia z gatunkiem B itd.
Badania Iana Newtona z Wielkiej Brytanii, dotyczące drapieżnictwa krogulca
wykazały, że nie zmienia on w sposób znaczący liczebności populacji drobnych
ptaków, na które poluje. Pojawia się jednak pytanie: co rozumiemy pod pojęciem
liczebności populacji? Jest oczywiste, że inna jest liczba małych ptaków
śpiewających wiosną, a inna jesienią. Śmiertelność niektórych gatunków może
być bardzo wysoka, tak samo jak liczba potomstwa. Na przykład wróble w trzech
lęgach w ciągu roku mogą wychować do 15 piskląt. Ile z nich przeżyje do
następnego sezonu lęgowego zależy od czyhających na nie drapieżników,
pasożytów, panujących warunków klimatycznych i dostępności odpowiedniego
pokarmu. Aby zachować nie zmienioną liczebność populacji lęgowej wróbli,
wystarczy, by z owych teoretycznych 15 ptaków do następnej wiosny przeżyły
tylko 2. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż drapieżca wpływa na liczebność
populacji ofiary wtedy, kiedy zmienia wielkość populacji lęgowej.
Jesienne łowy są więc jedynie redukcją "nadwyżek", ptaków które i tak nie
przetrwałyby do wiosny, choćby z powodu niedostatków pożywienia. W pewnych
warunkach drapieżniki sprzyjają nawet populacji ofiary. Na przykład, jeżeli
ilość dostępnych nasion, którymi żywią się drobne ptaki zimujące w naszej
strefie klimatycznej, jest ograniczona, to zbyt duża liczebność tych ptaków
jesienią prowadzi do przedwczesnego wyczerpania zasobów pokarmowych. Redukcja
"nadwyżki ofiar" prz