Dodaj do ulubionych

Internet w czasach sesji

    • Gość: Wookie Re: Internet w czasach sesji IP: *.acn.waw.pl 06.02.08, 11:56
      @Konstanty 52
      Z Pańskiej wypowiedzi wyłania się niestety dość kategoryczne przekonanie o własnej racji i chyba odrobina żalu. Przynajmniej ja to tak odbieram.

      Stwierdzenie, że młodzi ludzie przychodzą po dyplom, a nie po wiedzę jest koszmarnym uogólnieniem niegodnym żadnego pracownika naukowego. Myślę, że na tym poziomie wymaga się już szerszego spojrzenia na problem i powstrzymywania tendencji do prostych kategoryzacji. Proszę pamiętać, że mówi Pan wyłącznie o własnych doświadczeniach.

      Moje doświadczenia ze studentami są zupełnie inne. Właśnie zakończyłem pracę z kilkoma grupami, w sumie 100 osób. Najgorszy jest początek. Trzeba przełamać fatalne przyzwyczajenia. Dla wielu z nich, szczególnie jeśli dopiero kończą liceum, nauka była prostym powtarzaniem i zapamiętywaniem słów "profesora"; jeśli dobrze się zapamięta, to można uniknąć kary w postaci złej oceny.

      Gdy przejdzie się ten etap, przełamie blokadę i większość sama zaczyna generować pomysły (na początku często nieudolnie i bez użycia specjalistycznego słownictwa), to nie ma absolutnie żadnego problemu z plagiatami. Po prostu czerpią przyjemność z dobrze wykonanej pracy.

      Jest jednak jeden warunek - muszą dokładnie wiedzieć czego się od nich oczekuje.

      Ktoś powyżej pisał, że bulwersuje go pytanie się studentów "na ile stron praca". Czy szanowny wykładowca nie załapał, że może niektórym po prostu chodzi o wybadanie wymagań prowadzącego? Jeśli szanowny wykładowca byłby architektem, to nie chciałby się dowiedzieć jak wysoki ma być budynek, który ma zaprojektować? Odpowiedź "to zależy, po prostu ma być ładny i funkcjonalny" raczej nie będzie satysfakcjonująca.

      Będąc prowadzącym bardzo szybko zapomina się, że kiedyś samemu było się uczniem.


    • Gość: bingo Re: Internet w czasach sesji IP: *.4web.pl 06.02.08, 12:45
      A z mojej praktyki wynika, że najlepsze efekty daje zawstydzenie plagiatora, tj. prywatna rozmowa z nim, w której wyjaśnia mu się, że robienie takiego czegoś to oszukiwanie samego siebie i totalny obciach.
    • Gość: Tamarta Re: Internet w czasach sesji IP: *.man.olsztyn.pl 06.02.08, 13:09
      Jestem na studiach humanistycznych.Pisanie jest dla mnie przyjemnością,naprawdę tysiąc razy wolę to niż te wszystkie "wypisz, zdefiniuj" itp. Lecz cóż z tego jeśli wykładowca przegląda moją pracę w 5 s.? Słyszałam ostatnio od pewnego magistra(robiącego doktorat)w jaki sposób sprawdza prace.Żenada.Zero komentarza, co jest źle, gdzie są błędy itp. Nie chodzi to o ocenę, bo ona wg mnie ani trochę nie oddaje stanu wiedzy studenta,ale o podejście.Później taka osoba MA PRAWO wymagać ode mnie? Toż to jakiś absurd.
      Sprawiedliwa, rzetelna ocena + komentarz do pracy pewnie brzmi dla wykładowców, którzy mają po 100 studentów na roku jak jakiś kosmos i harówka, ale przepraszam bardzo, na tym ta praca polega.
      Pozdrawiam wszystkich sprawdzających oraz piszących w sesji ;)
    • Gość: k1 Re: Internet w czasach sesji IP: *.chello.pl 06.02.08, 13:34
      1. Proszę wybaczyć, ale co dziwnego jest w zapytaniu, na ile stron? jak to ma wyglądać? jak czasami sprawdzenie pracy trwa minutę - no ogólnie dobrze tylko trochę na wyższą ocenę powinno być więcej, praca na zaliczenie praktyk została jedynie przeglądnięta w ok 15sekund - dłużej zajęło mi drukowanie jej...
      2. Ludzie przychodzą po papierek? co się dziwić jak uczelnie równają do takiego poziomu? Przepuszcza się praktycznie każdego i to nie na zasadzie, że daje się kilka prób i wymagania są takie same, albo rosną - po prostu daje się ściągnąć, obniża liczbę punktów potrzebną do zaliczenia, itd., uczy się i robi całą resztę tylko dla siebie - fajnie, tylko ile razy można się denerwować, że człowiek wkłada w coś masę pracy, a lepiej i tak wychodzą ci co ściągają?
      3. Większość prac, które były do zdania na studiach była w stylu - produkcja xxx - przedstawić schemat, zasady, wymagania itd. - gdzie często jest to zawartość 1 rozdziału w proponowanym podręczniku, gdzie za przepisanie go w lekkim skrócie i przeczytanie tego dostaje się 4-5, a część osób w zespole widzi pierwszy raz na oczy pracę gdy przychodzi ją im przeczytać?!
      Widać to nawet po komentarzach tutaj, że równa się w dół, nie ma sensu robić czegoś bardziej wymagającego, bo studenci nie będą chcieli/potrafili tego zrobić... ja osobiście widziałem sens tylko w pytaniu na zajęciach - zazwyczaj nie wystarczyło wykuć, a trzeba było coś rozumieć, a także w różnego typu projektach, gdzie można było coś zrobić samemu i choćby spróbować użyć wiedzy w praktyce.
      Niestety prowadzących, którzy potrafili powiedzieć "jak się nie chce uczyć, to trudno, nie każdy musi zostać mgr" nie widziałem wielu.
    • Gość: Kot Re: Internet w czasach sesji IP: *.autocom.pl 06.02.08, 13:52
      Uczę w szkole policealnej zaocznej. Praca semestralna [oddana, zaliczona] to w tej szkole podstawowy warunek dopuszczenia do egzaminu. Większość z moich słuchaczy dostaje ode mnie temat dość.. prosty - mają napisać esej o sobie. Ręcznie - nie na komputerze, zaznaczę:)
      W ostatnim semestrze w jednej z grup doszło do kuriozalnej sytuacji. O ile większość z osób napisała prace niezwykle ciekawe, kilka pań postanowiło skorzystać z pomocy stron internetowych. Po przeczytaniu wszystkich prac zauważyłam, że pewne zwroty i sformułowania powtarzają się w paru pracach. Wzięłam panie na rozmowę. Efekt..? Upierały się, że to ich dzieło; w końcu napisały kolejne prace - tym razem korzystając z innych gotowców...
      Prace zaliczyłam - ale z adnotacją o plagiacie i podanym źródłem, z którego korzystały, obniżyłam przy tym oceny. Pogratulowałam paniom także umiejętności podstawienia danych do wzorca na forum całej grupy... oraz wyjaśniłam, czemu nie należy tolerować plagiatów.
      Obawiałam się trochę skargi [sa one zazwyczaj bardzo poważnie traktowane przez Dyrekcję szkoły] - ale z drugiej strony, zauważyłam, że inni nauczyciele też zaczynają z plagiatami walczyć. Nie wiem, jakie tego będą efekty; podejrzewam jednak, że nie dojdzie do sytuacji, gdy słuchacz/student byłby relegowany ze szkoły za plagiat - najwyżej nie zostanie mu zaliczona praca kontrolna i tym samym - nie zostanie dopuszczony do egzaminu.

      Co do treści wykładów i konspektów, czy rysunków - zawsze podaję źródło; nigdy nie wiadomo, czy ktoś ze słuchaczy nie będzie jednak chciał dowiedzieć się czegoś więcej na dany temat;)
    • socin Re: Internet w czasach sesji 06.02.08, 14:00
      @Kot - zaintrygowało mnie bardzo, dlaczego prace mają być pisane ręcznie, a nie na komputerze, to szkoła dla przyszłych lekarek/lekarzy?
    • Gość: mili Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.08, 15:35
      mam podobne spostrzeżenia: została przez szkołę narzucona praca zaliczeniowa (ja jako wykładowca wybrałam temat), dałam do zrozumienia, że będę sprawdzała oryginalnośc prac, a mimo tego 70% prac w mniejszej lub większej części były plagiatem. Było kilka prac identycznych (!!!), rózniących się tylko długością o kilka zdań - a co najgorsze, były niezgodne z omawianym zagadnieniem! I tak robią ludzie po maturze! :/
    • Gość: naukowiec Re: Internet w czasach sesji IP: *.upc-g.chello.nl 06.02.08, 16:27
      feministki sa strasznie glupie.
    • Gość: Wiedźmin Re: Internet w czasach sesji IP: *.adsl.inetia.pl 06.02.08, 16:30
      Do: Konstantego 52, Wookie i K1.
      Konstanty, dzięki za uznanie, ale tu podobnie, jak Wookie nie zgadzam się, że "młodzi ludzi przychodzą tylko po dyplom". Części z nich naprawdę na czymś zależy, a dowodem na to były ich oceny ( tym razem z badań marketingowych ): ze 100 osób ( 4 grupy ) 28 zaliczyło przedmiot na "5" i "5,5". Co do pytania o liczbę stron to proszę zwrócić uwagę na moją odpowiedź: "nie oceniam wg liczby stron, tylko wg zawartości pracy". Oczywiście, że jest to badanie wymagań,ale też je na pierwszych zajęciach przedstawiłem nie tylko omawiając, ale każdy dostał do łapki spis tematów, podstawowe wymagania i spis literatury. Omawiałem też, jak ma wyglądać praca zaliczeniowa i pokazywałem przykłady takich prac. Prace studentów czytałem bardzo uważnie - dłużej niż 5 sekund, nanosiłem uwagi, ( również językowe, ku ich przerażeniu ) proponowałem zmiany. I znowu - każdy dostał te uwagi na piśmie. Jeszcze jedno - nie zapomniałem jak byłem uczniem i studentem, nie byłem też wspaniały i święty. W tym wszystkim przeraża mnie nawet nie skala tego zjawiska, co podejście studentów - jest zupełnie normalną rzeczą zwalić coś z internetu i przedstawić jako swoje. A ja studia kończyłem jeszcze w czasach "przedinternetowych" ( w połowie lat 80 ).
    • Gość: Kot Re: Internet w czasach sesji IP: *.autocom.pl 06.02.08, 17:18
      @socin: w większości prac, jakie dostałam w formie wydrukowanej w zeszłym roku, znalazłam spora ilość cytatów [niekiedy bardzo obszernych] zaczerpniętych z netu. Pisanie pracy ręcznie miało odstraszać potencjalnych plagiatorów od plagiatów właśnie [w dużej mierze odstraszyło - jesli ktoś ma przepisywać tekst z netu ręcznie.. to zwykle woli napisać coś sam, zwłaszcza, jesli tematem pracy jest opis siebie]. A poza tym - mi pismo odręczne straszne nie jest, sama piszę jak lekarz [tzw. dysgrafia..:)] - nie mam zazwyczaj żadnych problemów z odcyfrowaniem nawet dość nieczytelnego pisma.
    • flamengista Re: Internet w czasach sesji 06.02.08, 17:26
      No więc ja jestem jedną z tych osób, które na forum doktorantów ogłosiły że nie ma sensu zadawać studentom prac do napisania.

      Przeglądając wpisy dyskutantów z przerażeniem zauważam, że większość nie rozumie skali problemu.

      Otóż u mnie, na elitarnym kierunku, na studiach dziennych w dobrej uczelni państwowej w Krakowie odsetek plagiatów w nadsyłanych pracach oscylował między 40 a 50%.

      A tylko tyle wykryłem, bo uczelnia nie wykupiła plagiatu.pl. Przez "plagiat" rozumiem żywcem wycięte z internetu teksty, które znajduję po 10-minutowej kwerendzie wpisując dwa słowa na krzyż w googlu.

      Na pewno problemu nie rozwiązały by "ciekawsze tematy". Bo ja zadawałem oryginalne, ciekawe tematy (przynajmniej dla mnie) - i efekt był jaki był.

      Oczywiście młodym ludziom często brak świadomości co do tego, co to jest praca autorska czy jak się robi przypisy. Ale nikt mi nie wmówi, że student ściągający w 100% pracę z wikipedii nie wie, że robi źle.

      Nie wiem, jakie są przyczyny plagi plagiatowej, o które pyta Pani Klimowicz ale wiem doskonale jak z nią walczyć. Sposób jest jeden - surowo karać.

      Plagiat.pl powinien być obowiązkowo wykupiony przez wszystkie uczelnie, co więcej powinny one wziąć aktywny udział w udoskonalaniu systemu (wrzucając do bazy elektroniczne wersje prac magisterskich!).

      Kara za plagiat - prosta.
      Za pierwszy przypadek - dwója, obowiązkowe wszczęcie postępowania dyscyplinarnego i nagana (połączona najelpiej z utratą stypendium za wyniki w nauce).
      Za drugi - wyrzucenie ze studiów.

      Gwarantuję, że liczba plagiatorów radykalnie się zmniejszy.

      Na moich kolokwiach praktycznie nie ma już ściągania, bo za ściąganie wyrzucam z sali i wplepiam dwóję. Nie lubię tego, bo bawię się z dorosłymi ludźmi w policjanta i złodzieja, ale jest to skuteczne...

      Z plagiatami może być podobnie, ale tu musi być wyraźne wsparcie ze strony władz uczelni.
    • Gość: akademik2003 Re: Internet w czasach sesji IP: *.lochowo.com 06.02.08, 17:27
      Mimo wszystko wina zawsze leży po stronie tego, który plagiatuje. Jeżeli taka osoba tego nie rozumie, to ja jej tylko bardzo żałuję...

      Niestety nie widzę światełka w tunelu, co mnie jako wykładowcę bardzo smuci. Miałem nadzieję, że jedno pokomunistyczne pokolenie zmieni mentalność przeciętnego Kowalskiego, ale chyba się nie udało. Wciąż ?wolę? młodego człowieka kształtuje tak wiele czynników przejawiających cechy patologiczne, że nie sposób nad tym zapanować. Cóż z tego, że wymyślę 200 nowych tematów dla każdego rocznika, jak katalogi Google przyrastają w tempie całkowicie niewyobrażalnym i nie mam z nimi szans.

      Na początku też tak cudowałem ? inne ćwiczenia, dla każdego inne zadanie. Ale zawsze fascynowały mnie syllabusy kursów na amerykańskich uczelniach, które przez lata się nie zmieniały. Mało tego zadania są powszechnie dostępne przez WWW. Zrobiłem zatem tak samo. Od kilku moje ćwiczenia wyglądają bardzo podobnie. Dane są praktycznie te same. Wcale się z tym nie kryję i studenci wiedzą to od pierwszych zajęć. Mają wybór ? robią sami, albo kradną. Lubię czasem, tak między wierszami wykładu, powiedzieć co tej drugiej grupie myślę - tak teoretycznie oczywiście :-)
      • Gość: Ja_Chcę_Pisać Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.08, 10:25
        A ja mam prośbę do prowadzących. Nie ryzygnujcie tak całkowicie z
        prac pisemnych.

        Rozumiem, że nie macie ochoty sprawdzać po kilkaset prac, z czego
        spora część to plagiat.

        Ale są studenci, którzy przyszli na studia nie tylko po papierek.
        Oni chcą mieć możliwość wykazania się. Zrobienia czegoś więcej. Chcą
        sami dochodzić do pewnych wniosków. Chcą mieć satysfakcję z nauki.
        Chcą dociekać dlaczego tak, a nie inaczej. Rezygnując z prac
        pisemnych odbieracie im taką możliwość. Zostają oni wtłoczeni w masę
        studentów, któzy na studia przyszli po papierek. Sądzę, że nie o to
        chodzi...

        Jeżeli nawet nie macie ochoty sprawdzać po kilkaset prac, to
        wprowadźcie prace pisemne jako dodatkowe, dla chętnych.

        Dajcie szanse tym, którzy naprawde chcą.


        p.s. Mnie też wyporowadza z rónowagi to, gdy studenci, którzy kupili
        swoją pracę zostają ocenieni tak jak osoby, które prace napisały
        same. Z plagiatem trzeba walczyć...
    • Gość: miang Re: Internet w czasach sesji IP: 91.194.210.* 07.02.08, 12:06
      Wiedźmin dobrze pisze - student to pieniądz, więc nic mu się nie zrobi, co najwyżej ochrzan dostanie prowadzący że prześladuje studentów i za kompletnie niesamodzielną pracę nie chce postawić 5....
    • Gość: Wiedźmin Re: Internet w czasach sesji IP: *.adsl.inetia.pl 07.02.08, 18:53
      Chciałem jeszcze co nieco dorzucić w tej materii. Sprawa konsultacji - szkoła ( prywatna ) do przedmiotów, które prowadziłem nie przewidziała konsultacji, więc sam zaproponowałem je studentom, głownie po to, by mieli szansę przyjść z pracami i wyjaśnić wątpliwości. Jak myślicie, ile osób skorzystało z tego w ciągu semestru ? Może 15 do 20. Pozostali wyobrazili sobie, że gdy przyniosą mi prace po ostatnich zajęciach, to im coś wpiszę do indeksów. Bardzo się rozczarowali, bo zapowiedziałem, że procedura będzie normalna: czyli ja przeczytam, spiszę uwagi, oni się zastosują i dopiero wtedy możemy rozmawiać o zaliczeniu. I chcieli czy nie, ale dodatkowo musieli chodzić do mnie. Nztomiast co do gotowców - znacie zapewne ściągę.pl i studenci.pl, ale na jesieni pojawił się się nowy portal tego typu - wymiennik.pl. Jeden przykład co wartości materiałów z marketingu z AE Wrocław - niektóre mają swoje lata, bo gdy robiłem podyplomowe studium marketingu 1996/97 właśnie tam, to niektóre z nich już nam wtedy prezentowano.
    • Gość: mich Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.08, 11:25
      Jeśli z pojedyńczym dr katedry załatwiają sprawy w "białych rękawiczkach" to... może byście się skrzykneli w kilku? Wszystkim zależy, a nic się w tym temacie nie zmienia.

      Kadra uczelni odpowiada za jakośc kształcenia na wydziale. Można usprawiedliwiac sie mentalnoscia studentów, ale w tym temacie nic to nie zmienia.

      "Wyrozumiali panowie" potem zostaną ze swoimi nieprzygotowanymi kolegami, którzy będą "wzorowali się" na ich pracach. A wolny rynek w znacznym stopniu zweryfikuje oceny (i samych studentów), status uczelni na której wykładają a przez to i samych dr/prof.

      "Zaczynają walczyc" z plagiatami? Przez "obniżanie ocen"? To nawet nie jest śmieszne.
    • Gość: krisbaum Re: Internet w czasach sesji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.08, 14:41
      A może pomógłby na to jakiś paragraf? Dla mnie plagiat jest takim samym oszustwem jak kupienie dyplomu na bazarze.
    • Gość: Mossak Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.08, 16:04
      A ja napisze od siebie, z punktu widzenia studenta, ktory sciagnac gotowca z internetu... nie umie, bo to sa gnioty w znakomitej wiekszozsci (czasem cos kombinowalem, gdy juz mnie czas cisnal, ale nigdy to nie bylo ordynarne kopiuj/wklej
    • Gość: studentka Internet w czasach sesji IP: *.centertel.pl 12.02.08, 19:08
      Jestem studentką prywatnej uczelni, którą wybrałam dlatego, że interesowała mnie
      specjalizacja, jakiej w państwowej konkurencji nie było. Cierpię troszkę z
      powodu, że będę miała taki dyplom (stereotyp prywatnej uczelni pokutuje), ale
      uczę się dla siebie i na pewno przekonam o tym potencjalnych pracodawców. Bardzo
      mi jednak zależy, aby uczelnia ta cieszyła się dobrą opinią, bo założenie
      kanclerza jest dobre - twórczy rozwój studentów. Niestety masa matołów będzie
      ten dyplom również posiadać, chociaż nie jest tak prosto jednak zaliczają. Nigdy
      nie bratam się z tymi ściągającymi, ale mam okazję ich czasem obserwować.
      Apeluję więc, aby wykładowcy i promotorzy eliminowali nieuczciwych, jak tylko
      potrafią. Jednakowoż uważam, że każdy będzie miał w życiu to, na co:
      1. zasługuje
      2. potrafi sobie wywalczyć
      3. inne czynniki, jak szczęście itp
      Sądzę, że gdyby kanclerz: biznesmen i naukowiec, wywalał na przedmówców
      opisanych zasadach z uczelni, mógłby zyskać jej renomę. Ja studiuję bo mnie to
      sprawia satysfakcję, nie mam na szczęście wielu bzdurnych przedmiotów. I to jest
      moja sprawa czy się rozwijam, czy nie. Nie mam nic przeciw drobnym pomocom, ale
      plagiaty to przegięcie. Może zatem rozmawiać z władzami uczelni na ten temat?
      Jeśli tak ma wyglądać świat nauki, jak opisał wykładowca z powołaniem , to
      polski dyplom będzie jedynie świadczył o tym jak kto potrafi dać sobie radę w
      różnych warunkach, a nie o wiedzy!!!
      Pisać prace trzeba, nie tylko po żeby ktoś to czytał, ale żeby zmierzyć się ze
      sobą. Wykładowcy bądźcie jednak bardziej sprawiedliwi!
    • Gość: ciamej Re: Internet w czasach sesji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.02.08, 21:44
      Studiuję na jednej z najlepszych państwowych uczelni technicznych w kraju, na kierunku któremu regularnie przyznawane są nagrody, w trybie dziennym rzecz jasna, praktycznie wszyscy ludzie studiujący razem ze mną nie przyszli wyłącznie po papier (chociaż po to też), ale przede wszystkim chcą się czegoś nauczyć, zdobyć wiedzę która pozwoli im wykonywać swój zawód i rozwijać swoją karierę

      niestety, mimo to, sytuacja na uczelni jest godna pożałowania (często się zastanawiam jak jest na podobnych kierunkach innych uczelni, które są niżej w rankingach - aż strach pomyśleć), powodów ku temu jest kilka:

      1. bezsensowne przedmioty - niektóre, wydaje się, że istnieją tylko po to by zapewnić komuś stołek, mam nieco doświadczenia zawodowego i wiem, że zdecydowana większość (sic!) wiedzy nauczanej na uczelni jest całkowicie nieprzydatna! do tego dochodzą przedmioty, które nie są bezsensowne, ale w bezsensowny sposób są nauczane
      2. nadmiar przedmiotów i wymagań - przy takiej ilości projektów/sprawozdań/raportów/zadań/zaliczeń/kół/egzaminów nie sposób się rzetelnie przygotować do wszystkiego, z każdego przedmiotu, nie sposób zrozumieć wszystkich tematów, więc pozostaje kucie na blachę i ściąganie, przerabianie gotowców np sprawozdań itp. o tym żeby mieć czas, by rozwijać swoje zainteresowania, by nauczyć się czegoś poza tym co jest obowiązkowe na uczelni to już w ogóle nie marzę :(
      3. nieprzygotowanie wykładowców - jak pisałem niektóre przedmioty są prowadzone bezsensownie i dlatego całkowicie tracą sens, wykładowcy wcale się nie przykładają do swojej pracy, większość na wykładach czyta slajdy które wyświetla, do tego slajdów tych przeważnie sami nie przygotowują, niektórzy to nawet mają slajdy w wielu językach! po polsku, angielsku i niemiecku, na przemian, co im się akurat udało ściągnąć z neta to sklejają i na podstawie tego prowadzą wykład!!! wiedza jaką nam prezentują zazwyczaj jest przestarzała, nieaktulna, bardzo często zawiera wiele błędów, o tym żeby zaciekawić tematem studentów to zupełnie nie myślą, najważniejsze są suche definicje przepisane z książki, albo z netu, tak nauczany przedmiot traci całkowicie sens, a student z takiej nauki nic nie wynosi! większości wykładowców nie interesuje własny rozwój i doskonalenie warsztatu, nie starają się nic, a nic, studenci to dla nich smutny obowiązek, co więcej, już nie raz zdarzyło mi się poprawiać własnych wykładowców, niektórzy nie chcieli uwierzyć, że nie mają racji, dopiero po pół godziny tłumaczenia im, niechętnie przyznawali rację, zasłaniając się, że "to nie oni to pisali", tylko jakiś ich podwładny doktorant lub coś w tym stylu ;(
      4. brak szacunku - większość wykładowców to aroganckie buce, którym się wydaje, że są najważniejsi i wszyscy powinni im ukłony składać, student się męczy, wiele godzin przygotowuje projekt, a buc jeden sprawdza go w 2 minuty, sami nic nie potrafią wytłumaczyć, a od swoich podopiecznych (dziwne słowo w kontekście polskiej nauki wyższej) wymagają nie wiadomo czego, no i oczywiście wszystko bezosobowo, odzywki typu "pan pisze" to codzienność, rzadko się zdarza ktoś, komu naprawdę zależy, kto się stara być pomocnym, wytłumaczyć coś studentowi, większość to niemal jest zdziwiona jak ktoś do nich podchodzi i próbuję się czegoś dowiedzieć, a jak się pyta o zbyt proste (w ich mniemaniu) sprawy to się dostaje zjebę ;/ egzaminy to czasem tygodniami trzymają, bo "nie mają czasu ich poprawić", rekord to był ponad 100 dni (sic!), jak im się napisze maila to czasami wcale nie odpowiadają, całkowita olewka, w dupie mają studenta ;(
      5. brak jasnych kryteriów - wykładowcy wymagają, a często nawet nie podają kryteriów, nie wiadomo potem czego się uczyć, jak przygotować projekt czy napisać sprawozdanie, na szczęście to się zdarza coraz rzadziej, takie coś to naprawdę obrzydza studiowanie, większość czasu zajmuje rozkminianie o co chodziło wykładowcy niż prawdziwa nauka lub robienie projektu, a to jest przecież ich obowiązek by wszystko wyjaśnić, a nie żebym ja się musiał domyślać i zgadywać!
      6. przymykanie oczy na ściąganie - niektórych przedmiotów to praktycznie nie da się zdać bez ściągania lub kopiowania sprawozdań, co ciekawe prowadzącym to nie przeszkadza (za bardzo), nie raz tak miałem, że starałem się nauczyć materiału i go zrozumieć, po czym na egzaminie dostawałem ledwo 3.0, a kolega, który wszystko zrzynał dostawał np 4.5, i trudno się dziwić studentom że nie zrzynają w takiej sytuacji, skoro uczą się w zupełności nikomu do szczęścia niepotrzebnego przedmiotu, nauczanego w sposób beznadziejny, którego porządna nauka (z uwzględnieniem tego że nie wiadomo nawet czego dokładnie się uczyć) zajęła by kilka dni, podczas gdy zupełnie swobodnie można sobie ściągnąć wszystko i prawie nic się nie uczyć, a do tego dostać dużo lepszą ocenę! czy to wina studentów że tak robią? raczej nie, to wina wykładowców, którzy chyba tylko o to się proszą, którzy mogli by porządnie prowadzić swoje wykłady, wytłumaczyć solidnie cały materiał, jasno zdefiniować wymagania, ułożyć pytania sprawdzające rozumienie materiału, a nie polegające na cytowaniu skryptu i ustalić jasne reguły gry w czasie egzaminu - rzeczywiście pilnować by nikt nie ściągał i karać złapanych, są tacy wykładowcy, o których wiadomo, że nie wolno u nich ściągać, bo wiąże się to ze zbyt dużym ryzykiem i w razie czego można mieć nieprzyjemności - i nikt u nich nie ściąga!!! ale to są nieliczne wyjątki

      może trochę przesadzam, ale nie aż tak bardzo, takich porządnych wykładowców, po których byłoby widać, że naprawdę im zależy jest niewielu, stanowczo zbyt niewielu... jak podniesie się poziom wykładowców to i studenci się poprawią, trudno wymagać od nich by się zachowywali inaczej jeśli wykładowcy sami ich do tego zachęcają, a wręcz zmuszają - bo jak się ma nawał roboty, to nawet jak człowiek chce się sam dla siebie nauczyć to nie może, bo nie ma czasu i by ulał zaraz parę przedmiotów ;( to jest chore ;/

      pozdrawiam!

      PS. ktoś wie co robią ci ludzie na zdjęciu? ;] wygląda jakby się modlili przed egzaminem...
    • Gość: divak2 Re: Internet w czasach sesji IP: 89.174.178.* 07.10.09, 10:46
      Tak to jest z pracą na studiach. Niby się chwali, ale jak ktoś ciągnie pełen etat to nie ma czasu na robienie projektów, kupuje je więc albo kopiuje i ma z bańki, a dyplom wymienia w CV i ma większe żądania finansowe.
      Kiedyś dwóch typów ode mnie z roku (polibuda wr, informatyka) wydębiło od innych dwóch typów projekt z FTC, bo niby chcą porównać, po czym zmieniło nazwiska na swoje i oddało wykładowcy, który był nb. dziekanem.
      Opr jaki dostali przy całym roku był długi, a wynikało z niego, że nie wiadomo czy skończą studia. Ja nie wiem na co oni liczyli.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka