mrzorba
29.02.08, 12:15
Zaczely sie one, gdy matematycy zaczeli traktowac zero nie jako
operator "wypelnienia pustych miejsc" ale jako liczbe. Zaklocilo to
symetrie w arytmetyce, jako iz kazda liczba ma swa odwrotnosc. Zero
jej nie ma, bowiem nie jest liczba, ale to sie niejako "rozmylo"
poprzez takie aksjomaty jak a*0=0, a+0=a, a-0=a, gdzie "a" to
dowolna liczba "rzeczywista", w tym i zero a '*' '+' i '-' to
operatory mnozenia, dodawania i odejmowania (definiowane poprzez
najbardziej elementarna operacje, jaka jest dodawanie). Usuniecie
tych aksjomatow to chyba jedyna droga z tego slepego zaulka do
ktorego doprowadzilo matemnatykow to bezkrytyczne i bezrefleksyjne
uznanie zera za liczbe, a nie za operatora.
Jesli zero jest operatorem, to nie mozna przez nie dzielic, tak samo
jak nie mozna dzielic przez znak dodawania, odejmowania, mnpozenia
czy dzielenia, ale tez i nie mozna mnozyc przez zero czy dodawac
albo odejmowac zera. Oczywiscie, zaraz mi tu dyzurni matematycy beda
sie starac udowodnic ignoracje w zakresie matematyki, ale ja ich
olewam, bowiem nikt z nich (matematykow) przez tyle lat nie poradzil
sobie z paradokasmi bedacymi konsekwnecjamo blednego
zakwalifikowania zera do liczb zamiast do operatorow...