toja3003
15.05.08, 09:36
Twierdzenie "stężenie CO2 jest obecnie nieporównywalne z niczym, co
znamy z historii." jest nieprawdą.
Fundamentem hipotezy o ogrzewaniu klimatu przez człowieka i
wszystkich zaleceń Protokołu z Kioto jest założenie, że w atmosferze
przedprzemysłowej poziom CO2 był niski i wynosił około 290 ppmv.
Jest ono oparte na dwóch podstawach: odrzuceniu około 90 tys.
bezpośrednich pomiarów CO2 prowadzonych w atmosferze od r. 1812 do
połowy XX wieku (w tym przez kilku laureatów Nobla) doskonałymi
metodami analitycznymi oraz użyciu pośrednich pomiarów CO2 w
rdzeniach lodu polarnego.
Pośrednie pomiary atmosferycznego CO2 w lodzie prowadzono przy
założeniu, że lód polarny nie zawiera płynnej wody i stanowi układ
zamknięty, w którym schwytane bańki powietrza nie podlegają żadnym
zmianom chemicznym. Tymczasem nawet najzimniejszy lód antarktyczny
zawiera płynną wodę (w której CO2 jest ponad 70 razy bardziej
rozpuszczalny od azotu). Znajdujące się w lodzie polarnym gazy
ulegają frakcjonowaniu pod wpływem kilkudziesięciu różnych procesów
zachodzących w czapach lodowych oraz w rdzeniach. W ich wyniku
zawartość CO2 powietrzu pobranym z lodu jest mniejsza o 30-50 proc.
niż była w rzeczywistości w atmosferze. Tak więc rdzenie lodowe nie
nadają się do rekonstruowania składu chemicznego przedprzemysłowej i
dawnej atmosfery i nie można na nich zbudować fundamentu naukowego,
na podstawie którego zaleca się ograniczenie emisji CO2. Inne niż
lodowcowe pośrednie oceny zawartości CO2 w dawnej atmosferze, oparte
na badaniach aparatów szparkowych liści wskazują, że przed milionami
lat jego stężenie sięgało do 450 ppmv, a nawet do 3500 ppmv(!). W
ciągu ostatnich 10 tys. lat stężenie CO2 sięgało 328 ppmv, tj. o 26
proc. wyżej niż w tym samym czasie wskazywały pośrednie badania w
rdzeniach lodowych.
W 1873 R. Emil Godlewski (1847-1930), botanik, profesor Uniwersytetu
Jagiellońskiego, pierwszy wykazał, że cały węgiel, z którego
zbudowane są wszystkie organizmy żywe, nie pochodzi z humusu, jak
wtedy sądzono, lecz z atmosferycznego CO2 - jego niewyczerpalnym
źródłem jest wnętrze Ziemi. Dlatego gdy jest więcej CO2 w powietrzu
cała biosfera ma się lepiej. Dzieje się tak wskutek lepszego
nawożenia roślin przez CO2.
Jak wykazują pomiary satelitarne, pierwotna biologiczna produkcja
netto wzrosła w latach 1985-2003 w skali całego globu o 6 proc. (o
3,4 mld ton węgla pierwiastkowego) a największy przyrost masy
roślinnej wystąpił w lasach Amazonii, osiągając 42 proc. przyrostu
światowego. CO2 jest gazem życia a nie groźnym skażeniem.
W 2007 r. podważono prawdziwość twierdzenia NASA, że większość z 10
najgorętszych lat od chwili, gdy człowiek zaczął mierzyć temperaturę
powietrza, wystąpiła po 1990 r., oraz że najgorętszym rokiem miał
być 1998. Stało się ono jednym ze sztandarowych stwierdzeń raportu
IPCC. Okazało się jednak, że ta ocena jest wynikiem zafałszowania i
ukrywania prawdziwych wyników, dokonanego w publikacjach głównego
klimatologa IPCC, dr. P.C. Jonesa i jego współpracownika. Błędy
wykrył dr S. McIntyre z Uniwersytetu w Toronto i w połowie 2007 r.,
bez fanfar i konferencji prasowych, NASA skorygowała swoje
stanowisko.
W rzeczywistości najcieplejszy był 1934 r. a po nim (w malejącej
kolejności) lata 1998, 1921, 2006 i 1931. Spośród 10 najgorętszych
lat 4 przypadają na lata trzydzieste - 1934, 1931, 1938 i 1939 a
tylko 3: 1998, 2006, 1999 na ostatnią dekadę. Kilka ostatnich lat,
tj. 2000, 2002, 2003 i 2004 jako zimniejsze odpadają z tej listy
rekordów - niektóre miały temperaturę niższą nawet niż rok 1900, gdy
świat wychodził dopiero z Małej Epoki Lodowej.
W liście otwartym do sekretarza generalnego ONZ Ban Ki-Moona z 13
grudnia 2007 r., 100 naukowców skrytykowało restrykcje dotyczące
emisji CO2 i handel nimi, jak również główną podstawę histerii
klimatycznej jaką stały się raporty IPCC uznawane w Brukseli za
księgi święte, a od dawna krytykowane (m.in. przez redaktorów
renomowanego tygodnika naukowego „Nature") za stronniczość i
nierzetelność. W podobnym duchu wypowiadali się liczni naukowcy na
wymienionej konferencji w Nowym Jorku. Zaprezentowano na niej raport
NIPCC pt. „Nature, Not Human Activity, Rules the Climate - Sumary
for Policymakers" (Natura, nie człowiek, rządzi klimatem -
podsumowanie dla polityków), w którym omówiono liczne grzechy
raportów IPCC. Najważniejsze to:
Opieranie swoich prognoz na modelach komputerowych, które nie
pozwalają rzetelnie przewidywać przyszłości klimatu. Nigdy na ich
podstawienie nie można było odtworzyć dawnego klimatu ani nawet
obecnego.
Twierdzenie, że poziom morza podnosi się wskutek topnienia lodowców
pod wpływem gazów cieplarnianych. Na Malediwach, uznawanych przez
IPCC jako sztandarowy przykład zagrożonego archipelagu, ten poziom
nawet obniżył się nawet o 30 cm w ciągu minionych 30 lat.
Błędne przedstawienie historii stężeń CO2 w atmosferze oparte na
rdzeniach lodowych, a zwłaszcza roli oceanów jako źródła CO2.
Ignorowanie faktu, że podwyższona zawartość CO2 w atmosferze jest
korzystniejsza dla roślin, zwierząt i ludzi niż zawartość niska.
Znaczna część polityków uległa rozpowszechnionej przez IPCC
aberracji: chcą leczyć Ziemię z ciepłego naturalnego cyklu
klimatycznego, który, niestety, zbliża się ku końcowi. Uznali, że
naukowa dyskusja się skończyła, że o klimacie wiemy już wszystko, że
osiągnięto pełny konsens. Wniosek: jest źle, będzie jeszcze gorzej,
a winien temu jest człowiek. Każdy, kto ma inne zdanie i ośmiela się
to kwestionować, jest przekupiony albo kompletnie niemoralny, jak
niedawno stwierdziła Gro Harlem Brundtland, była premier Norwegii, a
obecnie reprezentant ds. zmiany klimatu sekretarza generalnego NZ.
Biurokracja ONZ i Brukseli z hipotezy ogrzewania klimatu przez
człowieka uczyniła tabu, któremu nie wolno się sprzeciwiać, a jego
prorokiem mianowała IPCC.
Pozostaje sceptykiem w tym względzie. Nie wiem czy klimat się
zmienia i w jakim kierunku. Reszta to spekulacje.