erg2
23.10.08, 13:26
wiadomosci.onet.pl/1513973,242,1,smieszny_umysl,kioskart.html
Śmieszny umysł
Uroczystość wręczania słynnych już Ig Nobli obfituje w niezwykłe
wydarzenia
Nasz wysłannik przy tym był.
W Sanders Theatre, jednej z najbardziej reprezentacyjnych budowli
słynnego Harvard University w Cambridge, jak co roku wręczono Ig
Noble (gra słów, angielskie słowo ignoble znaczy haniebny, nędzny).
Grono wybitnych naukowców, także prawdziwych noblistów, przyznaje je
za osiągnięcia, które "nie mogą lub nie powinny być powtarzane”, ale
też takie, które "w pierwszej chwili śmieszą, ale potem zmuszają do
myślenia". Wyróżnione prace często są publikowane w najbardziej
prestiżowych pismach naukowych, takich jak "Science" i "Nature".
Ig Noble ustanowiło w 1968 r. czasopismo "Journal of Irreproducible
Results", ale nazwiska pierwszych laureatów nie zostały wówczas
ujawnione. Pierwsza publiczna ceremonia rozdania tej niezwykłej
nagrody odbyła się w 1991 r. Ignobliści przyjeżdżają na tę
uroczystość na własny koszt. W tym roku pojawiło się siedmioro
spośród 10 laureatów.
To impreza jedyna w swoim rodzaju. Ig Noble są bowiem kpiną i
szyderstwem, ale nie tylko. Uhonorowani zostają wprawdzie
autentyczni naukowcy, ale ich prace – przynajmniej na pierwszy rzut
oka – wydają się marnowaniem czasu i pieniędzy. Dlatego uroczystość
przypomina kabaretowy show. W tym roku uświetniła ją miniopera w
trzech aktach zatytułowana "Redundancy, Again" (takie też było hasło
przewodnie tegorocznej imprezy i za każdym razem, gdy słowo
redundancy padało ze sceny, widownia reagowała aplauzem). Angielskie
słowo redundancy, czyli redundancja, oznacza "nadmiar; w teorii
informacji – pojęcie określające, o ile można skrócić zakodowaną
wiadomość (np. w postaci słów z liter alfabetu polskiego) przy
przejściu do najekonomiczniejszego sposobu zapisu" (za słownikiem
Kopalińskiego).
W antraktach na widowni pojawiali się nagrodzeni naukowcy – każdy
miał minutę na wystąpienie. Przestrzegania tej reguły pilnował
sędzia piłkarski, a pomagała mu mała dziewczynka, która podchodziła
do każdego ględzącego laureata i głośno powtarzała piskliwym tonem:
Proszę przestań, jestem już znudzona! Organizatorzy uroczystości
wychodzą bowiem z założenia, że nie należy zamęczać widzów długimi
wywodami – jeśli jednak ktoś czuł niedosyt, mógł dwa dni później
pofatygować się do pobliskiego Massachusetts Institute of
Technology, by wysłuchać pięciominutowych (sic!) wykładów laureatów.
W pamięć zapadły dwa inne punkty tego wieczoru: pierwszy to
loteria "Randka ze słynnym naukowcem", w której można było wygrać
spotkanie tęte-ŕ-tęte z Benoitem Mandelbrotem, wybitnym matematykiem
i odkrywcą tzw. fraktali, oraz Williamem Lipscombem, laureatem
prawdziwego Nobla w dziedzinie chemii w 1976 r. Drugi to trzy
wykłady z serii "24/7". Uczeni w ciągu 24 sekund (czego skrupulatnie
pilnuje pomocnica sędziego) muszą zrozumiale wyjaśnić jakieś
pojęcie, a następnie streścić je w siedmiu słowach. W tym roku Dany
Adams z The Forsyth Center for Regenerative and Developmental
Biology zmierzył się z hasłem "biologia", William Lipscomb próbował
przybliżyć "redundancję", a Anna Lysyanskaya z Brown
University "kryptografię".
Trudno powiedzieć, co wzbudziło większy aplauz – ogłoszenie listy
tegorocznych laureatów czy też prezentacje ignoblistów z lat
poprzednich. Niekłamany podziw wywołał Dan Meyer, współautor
nagrodzonej rok temu pracy o ubocznych skutkach (nieraz
śmiertelnych) połykania mieczy, demonstrując na scenie włożenie
półmetrowego ostrza do gardła.
Mury Sanders Theatre zatrzęsły się od gromkiego śmiechu podczas
wystąpień Keesa Moelikera z Natuurhistorisch Museum w Rotterdamie
oraz dr. Francisa Fesmire’a z University of Tennessee. Holender
opisał kilka lat temu pierwszy przypadek homoseksualnej nekrofilii
wśród kaczek. Oddał jednak sprawiedliwość poprzednikom, gdyż
pierwszy sygnał o takowych zachowaniach pojawił się w latach 50. i
dotyczył kalifornijskiej wiewiórki ziemnej (doniesienie to przeszło
bez echa). Natomiast już po publikacji Moelikera pojawiły się prace
dokumentujące homoseksualną nekrofilię wśród kilku innych gatunków
ptaków na Tajwanie i w Kanadzie. Na koniec holenderski uczony
zaprezentował zdjęcie, na którym było widać zachowanie niepoddające
się żadnej dotychczasowej klasyfikacji – amerykański łoś podejmował
próbę kopulacji z pomnikiem bizona (samca) odlanym w brązie. Z
wystąpieniem Moelikera konkurował jedynie minutowy wykład dr.
Fresmire’a, który zasłynął artykułem donoszącym o zbawiennych
skutkach doodbytniczego masażu palcem, potrafiącego przerwać nawet
najbardziej uporczywą czkawkę.
Porównywalną wrzawę wzbudziły na sali tylko dwie prezentacje
tegorocznych ignoblistów. Deborah Anderson z Harvard Medical School
wraz z zespołem wykazała, że coca-cola może być skutecznym środkiem
plemnikobójczym, a Chuan-Ye Hong z tajwańskiego Taipei Medical
University, że jest wręcz przeciwnie. Później, w trakcie dodatkowego
wykładu w MIT, Anderson wyjaśniła, że sprzeczność rezultatów może
wynikać z innych proporcji mieszaniny spermy i coca-coli w
eksperymentach. Ponadto okazało się, że pepsi-cola nie ma tak
zabójczego działania na męskie nasienie jak jej wielka konkurentka.
Koncern Coca-Cola odmówił skomentowania wyników tych prac.
Równie wielką radość publiczności wywołała informacja, że Ig Nobel w
dziedzinie biologii trafi tym razem w ręce francuskich weterynarzy z
École Nationale Veterinaire de Tulouse, którzy wykazali, iż pchły
żerujące na psach potrafią skakać wyżej niż pasożytujące na kotach.
Niestety, przedstawiciel francuskich uczonych nie pofatygował się
odebrać nagrody.
Ig Noble to jednak nie tylko gromki śmiech. Wiele prac jest
przykładem pierwszorzędnej nauki. Tak jak nagrodzone w tym roku
badania Geoffreya Millera z University of New Mexico (autora
przetłumaczonej również na polski książki "Umysł w zalotach"), który
wykazał, że striptizerki dostają znacznie więcej napiwków, gdy
znajdują się w płodnej fazie cyklu. To kolejne potwierdzenie teorii,
że kobiety, gdy są płodne, nieświadomie starają się wyglądać
bardziej atrakcyjnie, a być może też wysyłają feromonowe sygnały
odbierane przez mężczyzn.
Nie wywołały aż tak gromkiego śmiechu także wyniki badań japońskich
naukowców, którzy odkryli przejawy "inteligencji" w zachowaniu
śluzorośli – dziwnych stworzeń przypominających pleśń, ale będących
raczej dużymi jednokomórkowymi pierwotniakami, potrafiącymi pełzać
za pomocą nibynóżek (uczeni spierają się, jak dokładnie
sklasyfikować te organizmy). Otóż jeśli śluzoroślę zamknie się w
labiryncie mającym dwa wyjścia po przeciwległych stronach i umieści
się przy nich ulubione pożywienie tego pierwotniaka, wypełni on
swoim ciałem cały labirynt. Ponadto części organizmu, położone przy
obydwu wyjściach z labiryntu, połączą się strukturami
przypominającymi rurki. I, co ciekawe, owe rurki utworzą najkrótszą
możliwą drogę. Szukanie najkrótszej drogi, np. między dwoma punktami
w labiryncie, to jedno z najtrudniejszych zadań matematycznych.
Dlatego Japończyków tak interesuje, jak potrafi to zrobić pozbawiony
układu nerwowego pierwotniak.
Kapituła Ig Nobli zwróciła też w tym roku uwagę na pracę zespołu
Dana Ariely’ego z Duke University. Spędził on w młodości wiele
miesięcy w szpitalu, lecząc poparzenie. Zainteresowało go, że
pielęgniarki, by nie przekroczyć dozwolonej dawki środków
przeciwbólowych, podawały pacjentom placebo. I przynosiło ono kojący
efekt. Dlatego Ariely postanowił przeprowadzić badanie, w którym
sprawdzał, czy na ludzi silniej działa placebo, gdy są
poinformowani, że połykają drogi lek. Jedną grupę ochotników
przekonywał, że do