anti.dot.com
15.09.06, 22:27
Tylko się nie śmiejcie:)
dziś piątek. Chciałem spotkać się z kumplem, ale kumpel olał sprawę.
Zadzwoniłem do koleżanki - zajęta.
A ja miałem dziś ochotę po prostu z kims pogadać.
No to wsiadłem w samochód i fru na Paprocany. Pochodziłem, pogapiłem się
gwiazdy i na wodę, pomyślałem. Niby nic - pierdołki, ale...
Dla mnie miało to znaczenie duże, bo:
- jeszcze rok temu też tu przyjeżdżałem na rowerze, ale w zupełnie innym
nastroju (z różnych przyczyn).
- po prostu chciałem z kimś pogadać, gdzieś pojechać, coś - kurcze - zrobić.
Macie czasem tak? Chce Wam się wyjść z domu, a tu znajomi się wypięli. I co
wtedy?