Dodaj do ulubionych

Co pomaga nauczycielom?

15.08.04, 22:37
Tak się dziś zastanawiałam nad tym, że dobrze jest, żeby nauczyciel, który uczył też się czegoś uczył. Ta obserwacja z drugiej strony bardzo pomaga - widać co nauczyciel robi źle, co powinien zrobić inaczej, jak powinien mówić, jak zacząć zajęcia z grupą/klasą. Ciekawe doświadczenie, zwłaszcza jeśli jest się na pozycji wcale nie najlepszego ucznia:))
Obserwuj wątek
    • Gość: myslak Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.08.04, 22:50
      Nie byłeś ostatnio na żadnym kursie, szkoleniu czy studiach podyplomowych?
      Jak ci się udało? :)))
      • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 15.08.04, 23:00
        Pracuję na uczelni więc żadnych kursów, szkoleń i studiów podyplomowych nie muszę robić.
        Zresztą na studia podyplomowe wybrałam takie które lubię i to z czego jestem dobra - więc się nie liczy.
        Jakiś tam kurs po drodze się trafił - ale to nie to samo.
        Niemieckiego i francuskiego się uczę, ale to się nie liczy, bo zajęcia prywatne i też lubię i dobrze mi idzie.

        Teraz za to chodzę na warsztaty tańca i widzę jak to wszystko wygląda z perspektywy takiego przeciętnego ucznia, któremu ciągle coś nie wychodzi, który się myli i który czegoś tam nie może zapamiętać. Kurcze, zupełnie inna perspektywa.
        :)
        • Gość: ion antos Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.wroclaw.mm.pl 16.08.04, 14:18
          Twoje pierwsze zdanie wprawiło mnie w przerażenie. Żeby uczyć w podstawówce,
          trzeba wciąż się szkolić. Żeby uczyć na wyższej uczelni, nic już nie trzeba. A
          wszyscy się dziwią , dlaczego młodzi ludzie po studiach niczego nie
          potrafią.Skończyłam studia niedawno i wiem , dlaczego. Po prostu zajęcia na
          uczelniach mają żenujący poziom.Prowadzący je właśnie nic nie muszą.Im wyższy
          stopień naukowy, tym gorzej. Dodam , że kończyłam jeden z lepszych
          uniwersytetów w tym kraju.
          • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 21.08.04, 01:20
            > Twoje pierwsze zdanie wprawiło mnie w przerażenie.

            Szkoda, że przeczytałaś tylko pierwsze zdanie.
          • mmaly Re: Co pomaga nauczycielom? 01.09.04, 21:27
            Gość portalu: ion antos napisał(a):

            > Twoje pierwsze zdanie wprawiło mnie w przerażenie.

            Mnie również.
            Ale z drugiej strony, gdy poszedłem ostatnio na podyplomówkę i popatrzyłem, co reprezentują sobą ludzie, którzy ją organizują, to zrobiło mi się słabo.
            A poza tym to te nasze kursy i podyplomówki są g... warte i to jest pic na wodę. Dużo więcej robię przygotowując się do hobbystycznego doktoratu z wolnej stopy, który nie ma nic wspólnego z moją praca zawodową, aniżeli dowiaduję się na tych wszystkich niewiele wartych szkoleniach i kursach, które musimy wszyscy ciągle robić w ramach produkowania papieru na awans zawodowy.
        • Gość: kazek Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.p-s-inter.net 16.08.04, 15:54
          Teraz chodzisz? W Poznaniu?
          • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 21.08.04, 01:20
            Tak:) Właśnie się kończą jutro. Szkoda, bo jest FANTASTYCZNIE:)
    • kociamama Re: Co pomaga nauczycielom? 22.08.04, 20:25
      Zgadzam sie z Toba, Amused. Dlatego wlasnie, (podswiadomie) choc zapowiadalam,
      ze jak skoncze studia nikt mnie tam juz nie ujrzy, zaczynam kolejne...
      Wazne jest, zeby nie stracic tej perspektywy ucznia. Wtedy ma sie wieksz
      wyrozumialosc dla uczniow, ale i dla nauczycieli, ale jednoczesnie wmozna latwo
      przejrzec triki jednych i drugich, i tez wiedziec ile mozna wymagac od ucznia i
      nauczyciela.

      Pozdrawiam,
      KOciamama.
      • Gość: Ola awans pomaga ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.04, 20:32
        W najnowszym projekcie na stopien dyplomowanego jedno z wymagań do wyboru to
        zaawansowana znajomość języka obcego (oczywiście nie dla językowców!);
        poświadczona certyfikatem lub egzaminem państwowym.
        Szkolić się będziemy jeszcze długo :))
        Oczywiście za certyfikat (po staremu) zapłacić trzeba z własnej kieszeni :)
        I to nie żadne FCE, kochani, tylko CAE :)
        • Gość: beta Re: awans pomaga ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.09.04, 19:49
          A skąd masz tak dokładne rewelacje dotyczące nazwy certyfikatu?Nigdzie w projektach zmian awansu nie ma takich informacji.
      • mmaly Re: Co pomaga nauczycielom? 01.09.04, 21:29
        kociamama napisała:

        > Zgadzam sie z Toba, Amused.

        I ja w zasadzie też, ale chciałem powiedzieć o jeszcze jednym aspekcie tej sprawy. Otóż dużo się można nauczyć od własnych uczniów. TRZeba ich umieć słuchać.
        • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 01.09.04, 22:44
          też prawda.
          :)
    • r.richelieu Re: Co pomaga nauczycielom? 23.08.04, 16:41
      a ja się zasnanawiam z czego żyją ci, którzy odbębniają kolejne studia.
      Nauczyciel zarabia akurat tyle żeby na czynsz starczyło i na jedzenie dla 1
      osoby
      • kociamama Re: Co pomaga nauczycielom? 23.08.04, 17:45
        OProcz pracy w szkole, mozna pracowac na kursach, udzielac korkow, lub pominac
        prace w szkole, jezeli kasa to prorytet, lub ograniczyc ja do potrzbenego
        minimum. Nauczyciele nie zarabiaja tak malo przyrownujac czas pracy do
        zarobkow. 18 godzin pensum tygodniowo + dluuugie wakacje i wszleki przerwy. Za
        taka ilosc pracy w firmie ile bys zarabial?

        Pozdrawiam,
        KOciamama.
        • nutta Re: Co pomaga nauczycielom? 25.08.04, 17:47
          Jeżeli ktoś tylko pracuje 18 godz i ma czas na dodatkową pracę, to znaczy, że
          nie przygotowuje się do zajęć z dziećmi/młodzieżą, że nie jest twórczy. Gdyby
          to robił, to nie miałby na nic dodatkowego czasu.
          • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 25.08.04, 19:48
            Może też znaczyć coś innego: umie sobie dobrze zorganizować czas.
            • nutta Re: Co pomaga nauczycielom? 26.08.04, 15:34
              Może to znaczyć, że umie kombinować jak się wymigać z pracy a zarobić. To nie
              jest kwestia zorganizowania czasu.Policz 18 pensum + 32praca własna, zebrania,
              prace zlecone przez dyrekcje(bezpłatnie w ramach tych 32 godz)+ dodatkowe
              zatrudnienie np 10 godz+ odpowiedni procent z owych 32 + życie prywatne +
              odpoczynek.
              • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 26.08.04, 15:41
                32 praca własna???????
                • Gość: Richelieu* Re: Co pomaga nauczycielom? IP: 217.98.107.* 26.08.04, 17:03
                  a coś Ty myślała, w końcu po raz pierwszy prowadząc lekcję jest się zielonym
                  jak wiosenna trawka z przedmiotu. Mój pierwszy scenariusz lkcji na praktyce
                  wymyślałam tak dłgo, że aż boję się przyznać jak długo. Że nauczycielem nigdy
                  nie byłam, poza tymi setkami godzin praktyk (fajnie brzmi, setkami ;) to nawet
                  nie zdaję sobie sptawy, ile nauczyciel musi się do lekcji przygotowywać. Każdy
                  przejaw innowacyjności odbierany jest przez nauczycieli jako wyczyn, bo w końcu
                  większość z nich raz wymyśli i 30 lat leci tym samym torem. A przecież są
                  zawody wymagające dużo większej pomysłowości, zatrudniające ludzi z
                  wykształceniem średnim i ci ludzie wspaniale dają sobie radę.

                  Mowa tu była o zajęciach pozaszkolnych. Nauczyciel kształcony jest systemem aby
                  wszelką przedsiębiorczość wykorzenić. Skończył studia i jeśli udało mu się
                  znaleźć pracę w szkole to już koniec z nim, utkwi w tym marazmie i trudno mu
                  będzie zmienić zawód. Że trzeba się dokształcać? A gdzie nie trzeba. Skończył
                  jakąś lipną podyplomówkę, wystawił teatrzyk i zbiórkę na dzieci w Etiopii i już
                  ma wpis do tych swoich akt. Straszną krzywdę zrobiono dzieciom przez ten
                  nauczycielski mus wymyślanai dupereli byle wpis do akt był. Bo nauczyciel chce
                  mieć ładne cv, uczeń chce mieć szóstkę za występ w czymś tam więc obie strony
                  chcą tego samego. A potem dzieją się rzeczy śmieszne wręcz, kiedy to średnia
                  5,0 u gimnazjalisty jest zbyt niska by dostać się do wymarzonego liceum.
                  Zabawne było oburzenie, że dyplomowany musi znać ile to języków? 2? łojezu,
                  mistrzostwo świata, nikt nie zna 2 języków biegle tylko biedny nauczyciel
                  chcący uzyskać jak na razie najwyższy stopień awansu. Jak widać niewielu
                  nauczycielom chce się uczyć, bo dyplomowanych jest zadziwiająco mało w
                  porównaniu do mianowanych. Za tępi czy za mało przedsiębiorczy

                  a 32h praca własna,chyba u stażysty i to na samym początku
                  • Gość: mary Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.04, 17:27
                    Richelieu, tępa to Ty się wydajesz być, skoro konspekt pisałas tyle godzin, że aż trudno policzyć;-)
                    Gdybyś została w tej szkole, co sie dzięki bogu nie stało, może nauczyłabyś się poprawnie pisać i mówić. Albo uczniowie szybciej by Cię wypinkowali niż myślisz.
                    Dziwisz się na oburzenie nauczycieli o 2 jezykach na dyplomowanego? Za 1500 pensji 2 języki + kierunek uniwersytecki???? To jakiś chory pomysł!Kto będzie uczył polskiego czy wf. znając 2 jezyki obce?
                    Bzdury pleciesz mówiąc, że nauczyciel 30 lat idzie tym samym torem. Nie słyszałaś o tym chyba, a dziwne, bo wszyscy wokół wiedzą i mówią, że wymusza sie na szkole i rodzicach ciągłe zmiany programów, podreczników i pomysłów dydaktycznych?
                    Dlaczego "lipną podyplomówkę"? Na uniwersytecie!
                    Oj, chyba Cię życie rzuciło do szkoły, a Ty sobie w niej nie radzisz ;-))
                    • Gość: Richelieu* Re: Co pomaga nauczycielom? IP: 195.117.90.* 27.08.04, 00:38
                      tak, strasznie długo to trwało, bo co zasiadłma do pisania to mi się
                      odechciewało, hehe. No, ale jakoś po kilkunastym perfekcjonizm mi przeszedł na
                      rzecz realności. Widzisz, zawsze wydaje mi się, że mogę lepiej, stąd odwlekam i
                      odwlekam i szukam coraz to nowych rozwiązań i nigdy nie jestem zadowolona. Ot,
                      to jakieś zboczenie

                      co chcesz do mojego pisania i mówienia? mnie tam się nie chce robić cegerieli z
                      każdym zdaniem kiedy piszę post za postem

                      1500 za 2 języki + kierunek uniw? to znajdź sobie pracę nie-szkolną za 1500. To
                      normalna stawka dla nierynkowego zawodu z zastrzeżeniem w miarę stałości
                      zatrudnienia, a przynajmniej gwarancji zatrudnienia w ciągu pół roku. Za taką
                      gwarancję też się płaci.

                      pomysły dydaktyczne. Podoba mi się to co napisała kociamama. Jak się lubi to co
                      się robi to nie pracuje się w ogóle. Bo ona potrafi czerpać zadowolenie z
                      pracy, ba, nie uważa tego za pracę i oto właśnie chodzi. Zawsze, w każdej
                      pracy.

                      Nie wiem jak radziłabym sobie w szkole, w liceum pół biedy, to w końcu prawie
                      tacy ludzie jak ci których uczę, ale w gimanzjum czy nie daj boże w podstwówce
                      przerosło by moje poczucie odpowoedzialności za umysły, które swoim głupim
                      jednym zdaniem mogłabym skrzywić, niesprawiedliwą oceną lub nudą na lekcji
                      zniechęcić do przedmiotu. Ze studentami jest sprawa prosta. Ja mam się mądrzyć,
                      nie uczyć, to znaczy może mnie w ogóle nie obchodzić ile student umie i czy to
                      moja wina że nic nie umie. Przejęłabym się gdyby raptem całe grupy nic nie
                      umiały, ale jednostki, phi. No i odpowiedzialność za bycie wzorem. Na studiach
                      można mieć mnóstwo zboczeń w miarę normalności społecznej, ale w gimnazjum czy
                      podstawówce mój duży dekolt może być już szeroko omówiony przez uczniów, a moim
                      obowiązkiem jest niedopuszczanie do tego.
                      I tyle co mojej nieprzydatności do zawodu nauczyciela. Za duży egoista jestem
                      by martwić się czy uczeń zda czy nie zda, mimo jego niechęci do zdania

                      2 języki na poziomie CAE to żadna rewelacja, zwłaszcza gdy chodzi o
                      dyplomowanego. W końcu nawet sekretarka musi dziś znać 2 języki biegle. To
                      przesada z tą sekretarką w ofertach pracy, ale jeśli żądają biegle to już taka
                      durna wola pracodawcy. A biegle to nie jest CAE a CPE. No, tyle, że najczęściej
                      chodzi po prostu o FCE, które jest znajomością zaledwie dobrą.

                      podyplomówka. Chodzi o to, że traktuje się podyplomówki nie jako źródło nowej
                      wiedzy, a tym bardziej zupełnie nowej, z całkiem innej dziedziny, a jako zło
                      konieczne. Dlatego polonistki robią podyplomówkę z edytorstwa, historyczki z
                      wosu. Nie mówiąc już o dziadoski, wynalazku nauczyciela dwuzawodowego,
                      powstałego w wyniku zaliczenia właśnie marnej podyplomówki z nauczania innego
                      przedmiotu. I tak historyk idzie na podypl z geografii i jasne ja słońce
                      będzie, że tej geografii się nie nauczy tyle co mgr geografii. No, ale 2 zawody
                      ma, umiejętności żadnych, ale wpis do akt jest, a co. Nadzieja, że będzie to
                      naprawdę świetny pedagog, bo wiedzy do uczenia w szkole, nawet w liceum
                      wystarczy niewiele.
                      Filolodzy, właśnie, widziałam nawet chemika z FCE uczącego angielskiego. Tyle,
                      że.. lubił bardzo uczyć, wiedział ile umie, miał bardzo dobry kontakt z
                      uczniami i więcej nauczył niż prawdziwa anglistka, wyjątkowo wredna baba, która
                      nie dała szansy na polubienie angielskiego.
                      • Gość: Richelieu* Re: Co pomaga nauczycielom? IP: 195.117.90.* 27.08.04, 00:59
                        o i jeszcze jedno a`propos nauczycielskiego życia i mnie. Nie zniosłabym pokoju
                        nauczycielskiego. Stado kwok. Albo stanę się jedną z nich albo przeciw nim. Co
                        wiąże się z tym, że wywleką czy twoje dziecko się dobrze uczy czy źle, czy mąż
                        dobrze zarabia i gdzie. Jakie masz mieszkanie i ile płacisz. Że ten nowy
                        praktykant taki milusi, a ta praktykantka ma strasznie zły gust. Jak już
                        obgadają wszystkich po kolei to się wezmą za wołowinę że droga, wyrostki
                        robaczkowe że coraz trudniejszymi są przypadkami, zęby do wyrwania i u jakiego
                        dentysty najlepiej, o nowej kiecce na wystawie jakiegoś tam wspaniałego sklepu
                        bardzo modnego i o nowym przepisie jak z gwoździa i kamieni ugpotować pyszny
                        obiad, co skutkuje znowu tym, że ceny drogie, że dzieci psocą, że mąż niedobry
                        i za babami lata, że kokkodak, kokkodak
                        osiwieć można

                        no i ładny film jest na jedynce Sveraka, a ja się poświęcam na tego posta,
                        widzisz jak się poświęcam, hihi
                        • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 27.08.04, 09:07
                          :)
                        • idajda Re: Co pomaga nauczycielom? 27.08.04, 20:49
                          Oj Richelieu ty chyba chodziłaś do jakiś kiepskich szkół. I nie obrażaj się
                          przypadkiem, bo tylko takie wnioski mi się nasuwają, jak czytam co tu
                          wypisujesz.
                          Naprawdę uważasz, że plotkują tylko nauczycielki? Zresztą o czymś trzeba
                          rozmawiać, a nauczyciel to też człowiek!
                          Ja jestem tegoroczną absolwentką i muszę ci powiedzieć, że jakoś braku
                          certyfikatów językowych u moich nauczycieli nie odczułam. Jak w każdej szkole,
                          jedni uczyli lepiej, inni gorzej, ale to nie wynikało ze znajomości (lub braku)
                          języka. Wskaż mi proszę, do czego tak na co dzień(bo język musi być używany,
                          inaczej bardzo szybko się go zapomina) nauczycielowi w liceum(bo o gimnazjum
                          czy podstawówce już nie wspomnę)może się przydać znajomość dwóch języków. W
                          jaki sposób może ją wykorzystać w pracy dydaktycznej?
                          • Gość: Richelieu* Re: Co pomaga nauczycielom? IP: 217.98.107.* 27.08.04, 21:20
                            szkoły do których chodziłam zdążyły dorobić się własnych nauczycieli z moicjego
                            rocznika. O to chodzi. Byłam jedynie na praktyce, która choć krótka stosunkowo
                            to jednak wystarczająco długa by te same historie wysłuchać po raz kolejny.
                            Mężczyźni? Pewnie, że gadają o duperelach. W ich wykonaniu wygląda to tak:
                            -Balcerowicz musi odejść,
                            -co ty k.. pier.. Lepper ciarach i lewant,
                            -dam ci po ryju będziesz miał Lepper ciarach ty sku..

                            albo wersja mniej hardcorowa za to oldboysowa

                            -obecna sytuacja polityczna wygląda bardzo niedobrze,
                            -tak, tak, bardzo niedobrze, gdybym mógł rozwiązałbym ten sejm i sam porządził,
                            tak rządzić to każdy potrafi
                            -racja, łupie mnie w kościach, pogodę źle przepowiedzieli, za moich czasów tego
                            nie było
                            -oo, i młodzież była grzeczniejsza nie teraz te seksy tylko im w głowie, a
                            słyszałeś, syn szwagra Ziutka się żeni
                            -niemożliwe, ten bajtel?
                            -jaki on tam bajtel, dzieciaka zrobił córce bufetowej z Nachlanego Zięcia to
                            się wziął i ożenił


                            2. nauczyciel to też człowiek, ale jakby zapomniał że 5 lat nabierał nawyków
                            człowieka inteligentnego i z powrotem zaczyna interesować się głupotami. Ja
                            rozumiem, że dzieci, mąż, obiad są bardzo ważne, ale po pierwsze tego czego nie
                            mówimy sami nie powinno interesować [postronnych, a po drugei tak na okrągło
                            jedną bajkę o drożyźnie i złu w papciach tego świata opowiadać? Nauczycielki to
                            nie znuży, niezmordowane baby są. Mężczyźni też plotkują, w takiej samej ilości
                            jak kobiety, ale nawet w liceum, gdzie jest stosunkowo największy odsetek
                            mężzyzn, stanowią oni mniejszość.

                            język? nigdzie nie powiedziałam że jest potrzebny nie-filologowi. Roześmiałam
                            się tylko z twierdzenia, że CAE to takie straszne wymaganie dla dyplomowanego
                            kiedy i sekretarki CAE mają.

                            a jakość szkoły, poziom uczenia, ostrość oceniania nijak się mają do charakteru
                            pokoju nauczycielskiego. Tak czy siak podobna gadka. Widzisz, chcący mieć
                            uprwnienai muszą przejść przez wszystkie 3 typy szkół co daje możliwość
                            posłuchania "ploteczek" (fuj za słowo) wszędzie. Co zdumiewające i zarazem
                            jakby oczywiste dla niektórych, w podstawówce w której miałma praktę
                            nauczycielki stanowiły ogromną większość, mężczyzn było tam chyba 2 (poza
                            konserwatorem i cieciem) z czego jeden był dyrektorem. No i masz tu
                            sprawiedliwość. Parytet jednak dobra rzecz
                            • Gość: mary Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.04, 22:25
                              Richelieu :-))
                              Ale bełkot :-0
                              Pierwszy akapit z 27.08. 00.38 powalił mnie na nogi! A potem:"perfekcjonizm mi przeszedł na rzecz realności" :-))i inne kwiatki. Koło uczelni to Ty nawet nie stałaś, a mówisz o studentach. Nie kompromituj się wiecej, o key?
                              To nie pośpiech powoduje błędy (gramatyka, styl, ortografia,..), ale brak podstawowych umiejętności korzystania z języka. Pa!
                              • kociamama Re: Co pomaga nauczycielom? 30.08.04, 14:17
                                Droga Mary,

                                nie czepiaj sie bledow ortograficznych, bo i Tobie mozna je wytknąć. (Patrz
                                okay;))

                                POzdrawiam,
                                KOciamama.

                                • Gość: mary Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 16:35
                                  Nie znam angielskiego, znam francuski.
                                  • kociamama Re: Co pomaga nauczycielom? 03.09.04, 18:41
                                    Widzisz MAry,

                                    dlatego wytykanie komus błedów stylistycznych i ortograficznych na forum jest
                                    troche nie fair. Ty jestes polonista, wiec jest to Twoj zywiol,
                                    Twoja "dzialka". (Z reszta na forum posty sa utrzymane w konwencji dosc luznej,
                                    typowej dla jezyka mowionego, stad bledy.)

                                    Zatem mozna sie tlumaczyc: nie jestem polonista, nie pisze stylistycznie
                                    poprawnie, bo jestem matematykiem, czy fizykiem, i te dzidzine znam.

                                    POzdrawiam,
                                    KOciamama.
                              • Gość: Richelieu* Re: Co pomaga nauczycielom? IP: 195.117.90.* 30.08.04, 15:38
                                oo, widzę że i wielbicielki zdobywam. Uff, całe szczęście, bo myślałam, że
                                tylko płcia męska ciągle mi coś zarzuca
                                Matyś, Ty mnie też powaliłaś na nogi, nie wiem co prawda jak to się powala na
                                nogi, ale niech tam. Może chodzi Ci o powalanie w sensie ubrudzenie
                              • fion_a Re: Co pomaga nauczycielom? 02.09.04, 00:09
                                a skąd się biorą błędy ortograficzne, gramatyczne i inne??z niedouczenia. a kto nie nauczył??Polonista/tka. Proste;))

                                Ja własnie jestem tego przykładem, skoro polonistka zwracała sie do nas podczas odpowiedzi: wybekaj to z siebie, to trudno liczyc, ze bede dobra z gramatyki..

                                Na studiach technicznych polskiego tez nikt nie uczy......
                                • Gość: mary Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 16:38
                                  To dlaczego bazujesz na tym, co mówiła twoja polonistka? Ucz się z literatury - czytaj książki. :-))
                              • traafka Re: Co pomaga nauczycielom? 03.09.04, 11:23
                                a właśnie że styl richelieu ma świetny, jeśli o to ci chodzi. Jeśli tego nie
                                widzisz, to uwierz komuś kto się na tym zna - jestem filologiem. Nie bądź
                                małostkowa.
                                • Gość: mary Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 16:40
                                  traafka, jaki sty richelieu ma , kazdy widzi ;-) - a Ty, jako filolog, powinnaś widzieć szczególnie ostro.
                      • traafka Re: Co pomaga nauczycielom? 03.09.04, 11:15
                        te studia podyplomowe to w większości przypadków jeśli nie zupełna fikcja, to
                        przynajmniej duży blef. Wiem bo sama, jak wielu innych nli, je robiłam i wiem
                        jak wygląda nauka na nich. Tzn. jeśli ktoś się uprze to się wszędzie przyłoży i
                        nauczy, ale generalnie to jest odbębnianie i robienie cv.
                        A co do późniejszych kompetencji... Znam szkołę, w której angielskiego
                        uczą "anglistki" po pedagogice dopiero uczące się na podyplomówce i na kursach
                        do FCE (!!!!). Wyobrażacie sobie?
                      • trzewiki Re: Co pomaga nauczycielom? 03.09.04, 22:46
                        w sprawie rozmówek w pokojach nauczycielskich->podobne dyskusje można usłyszeć
                        w gabinetach wydziałowych,dziekanatach itp.,poza tym,bardzo łatwo przerwać tego
                        typu debaty mając odwagę i w ogóle możliwości ,rozpoczynając nowy,ciekawszy
                        wątek rozmowy Droga Richelieu/z ułomnością innych można walczyć własnym
                        przykładem;
                        w sprawie wykładów,ćwiczeń,konsultacji->polecam przyjrzenie się pracy
                        wykładowców na renomowanych uczelniach prywatnych i ocenić efektywność i poziom
                        własnych zajęć, a propos, słowo"konsultacje" w żadnym języku obcym i potocznym
                        nie znaczy zaliczenie materiału ćwiczeniowego szanowni pracownicy naukowi(...);
                        w sprawie "upupiania" nauczycieli przez pracowników naukowych wszelkiej maści-
                        >sAma robię doktorat, a w szkole chcę i zostanę-prosty powód CZUJĘ OGROMNIE
                        DOWARTOŚCIOWANA
                        ps.nauczycielom w podstawówkach,gimnazjach i liceach nie muszę tłumaczyć
                        dlaczego
                • Gość: mary Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.04, 17:11
                  Praca dodatkowa, poza tymi 18 godzinami pensum. Jako polonistka: przygotowanie testów i przepisanie ich na komputerze, robienie ksero (trzeba wyjść z domu - w szkole brak zazwyczaj tuszu), sprawdzanie wypracowań, testów i dyktand oraz prac domowych i zeszytów ćwiczeń. Przygotowanie lekcji i pomocy dydaktycznych, gazetek w klasopracowni, czytanie lektur, pisanie kryteriów, standardów, planów wynikowych i konspektów. Prowadzenie dziennika i kart uczniów. Wypełnianie arkuszy ocen, swiadectw i cenzurek dla rodziców przed wywiadowkami. Zebrania rady pedagogicznej, zebrania z rodzicami, konsultacje comiesięczne. Wyjścia z uczniami do kina, teatru i innych przybytków kultury. Wycieczka + biwak 2-dniowy.Przygotowanie akademii i apeli, wiele godzin pracy indywidualnej z uczniem słabym (poprawa sprawdzianów, tłumaczenie trudnych zagadnień,..) Przygotowanie do konkursów i olimpiad przedmiotowych.

                  Długo tak jeszcze można by wymieniać.Ale właściwie po co? I tak powiecie, że nauczyciel pracuje 18 godzin.
                  • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 26.08.04, 17:33
                    Jeśli chodzi o przygotowywanie testów, sprawdzanie testów, przygotowywanie się do zajęć, czytanie lektur to... dobra organizacja czasu naprawdę pomaga. I to bardzo.
                    • Gość: myslak nie chodzi tylko o znajomość języka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.04, 17:49
                      Nauczyciel ubiegający się o awans ma dostarczyć któryś z wymienionych
                      certyfikatów. Czyli tak naprawdę staje sie w tym momencie dwuprzedmiotowcem, bo
                      owe certyfikaty dają prawo nauczania.
                      Drżyjcie językowcy, bo jak wejdzie ta formuła awansu, to chleb wam odbiorą
                      fizycy, poloniści, chemicy... Ministerstwo załatwia w ten sposób niedobór (i
                      kaprysy) nauczycieli języków obcych :))

                      Ze strony menis:
                      (2. Zaawansowana znajomość języka wymagana przy awansie na stopień
                      dyplomowanego :

                      1) Język angielski:

                      a) Certificate in Advanced English (CAE), Cambridge University, ocena A, B lub
                      C,

                      b) TOEFL - Test of English as a Foreign Language (z wynikiem 213-250 pkt -
                      dawne 550- 600 pkt z testu, najmniej 4,5 pkt z pracy pisemnej - TWE, i najmniej
                      50 pkt z egzaminu ustnego - TSE), Educational Testing Service, Princeton, USA.

                      2) Język niemiecki:

                      a) Das Kleine Deutsche Sprachdiplom (KDS), Goethe Institut,

                      b) Die Zentrale Oberstufenprüfung (DZO), Goethe Institut.

                      3) Język francuski:

                      a) Certificat d'acces au DALF, Commission Nationale du DELF/DALF, Sevres -
                      Francja,

                      b) Diplôme d'Etudes en Langue Française (DELF),

                      c) Diplôme Supérieur d'Etudes Françaises (DS) Alliance Française.

                      Lub egzamin państwowy.
                      • amused.to.death Re: nie chodzi tylko o znajomość języka 26.08.04, 17:51
                        > Drżyjcie językowcy, bo jak wejdzie ta formuła awansu, to chleb wam odbiorą
                        > fizycy, poloniści, chemicy...

                        Tak? Ja mam wrażenie, że wtedy po prostu fizycy, poloniści i chemicy będą mieli probley z kolejnym stopniem awansu.
                  • kociamama Re: Co pomaga nauczycielom? 26.08.04, 17:55
                    Droga Mary,

                    zeby prowadzic dziennik i cala te biorokracje trzeba miec wychowastwo, a za
                    wychowastwo jest dodatek. NIe kazdy nauczyciel ma wychowastwo. Przeciez mozna
                    sie nie podjac tego zadania, jezeli uwazasz to za nadmiar pracy.

                    ja akurat lubie uczyc, ale za wychowawce sie nie uwazam, z przyczyn
                    ideologicznych;)

                    Co do organizacji czasu to:
                    Ja pisze testy od razu na kompie, i tak zaoszczedzam czas, ktory Ty zuzywasz na
                    przepisywanie. Owszem soprawdzanie testow zajmuje troche czasu,ale sa okienka w
                    szkole i mozna to robic wtedy, no i wogole nie zajmuje to az tak wielu godzin.

                    Co do przygotowania sie do lekcji to wraz z doswiadczeniem zajmuje to coraz
                    mniej czasu. Ja np. nie stawiam az takiej granicy miedzy szperaniu w necie dla
                    przyjemnosci i szukaniu materialow na lekcje. CZytam sobie po angielsku
                    jakiesnowinki i mysle sobie: o, ten artykul jest ciekawy, ten jest zgodny z
                    tematem , ktory obecnie przerabiam z kims tam...

                    No i wreszcie, inaczej sie pracuje w domu, pijac kawke, sluchajac muzyczki, o
                    wyznaczonej przez siebie porze, a inaczej np. w biurze siedzac iles tam godzin
                    bez wzgledu na samopoczucie i pogode, bo trzeba wysiedziec od do.

                    Pozdrawiam,
                    KOciamama.
                    • Gość: mary Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.04, 19:11
                      Ja nie wyciagam z internetu "róznosci", ktore mi przypasują, lecz tworzę cykle z sensem i odpowiednimi materiałami. wypracowań nie sprawdzę w szkole w czasie okienek, bo nie jest to moment na własciwa ocenę pracy dziecka - zresztą okienko jest dodatkową godziną, poza tymi 18.
                      Za wychowawstwo mam kilkanascie zł miesięcznie, wiec nie mów o finansowej gratyfikacji.
                      Wychowawstwa nie można sobie ot tak odmówić, większość je ma, zwłaszcza nauczyciele z praktyką.
                      Zresztą po co te spory - nie da sie porównać nauczyciela polonisty z nauczycielem muzyki czy wf. a nawet historii.
                      Oczywiscie ORGANIZACJA pracy - jak wszędzie. Bez niej nauczyciel pracowałby przez 16 godzin na dobę, oczywiscie nauczyciel, który robi cos więcej niż chodzenie do pracy na lekcje.
                      Pracuje na kompie dość dobrze, ale sprawdziany komponuję siedząc przy biurku - to im gwarantuje jakość.
                      • kociamama Re: Co pomaga nauczycielom? 27.08.04, 09:14
                        Droga Mary,

                        ja akurat nauczam angielskiego i różńosci z netu są jak najbardziej na miejscu,
                        bo chodzi o aktualne i interesujące tematy do dyskusji, na ktore kazdy moze sie
                        wypowiedziec. Różności z netu akurat swietnie mozna w komponowac w program, i
                        trzeba, przynajmniej w tym przedmiocie dla urozmaicenia. Są specjalne strony
                        dla nauczycieli z materialami dydaktycznymi z sensem, jak mowisz, a i dobrze
                        jest uwzglednic materialy, ktore nie zostaly skonstruowane specjalne pod katem
                        nauczania, ale "genuine materials", czyli materialy przeznaczone dla native
                        speakerow, czyli artykuly z prasy codziennej, urywki wiadomosci.

                        Co do polskiego, przeciez to Twoja pasja, wiec rozumiem, ze czytanie lektur czy
                        ksiazek w ogole, to Twoje hobby, a nie tylko nieprzyjemny wymog roboty.


                        A co do sprawdzianow, to nie uwazam, zeby moje, komponowane od razu przy biurku
                        komputerowym na tym w jakikolwiek sposob ucierpialy pod wzgledem merytorycznym
                        i jakosciowym.


                        PO prostu eleastycznosc, w tym otwarcie na nowe metody pracy, bardzo sie w
                        zyciu (nauczyciela) przydaje.

                        Pozdrawiam,
                        KOciamama.
                      • Gość: historyk Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.com.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.09.04, 21:53
                        na to czekałam-nauczyciel języka polskiego taki sam jak każdy inny...osobiscie
                        miałam okazję obcować z paniami polonistkami na kilku kursach i szkoleniach-
                        moja opnia ->najbardziej zaszufladkowani,ograniczeni,bez polotu -wiedza ogólna-
                        zerowa,na gramatyce i ortografii znają się bardzo dobrze,literatura obowiązkowa
                        na studiach, pózniej obowiązkowy zestaw do gimnazjum czy liceum/poloniści -
                        humaniści????o zgrozo!!! "o sztuce Rubensa:dlaczego ten facet malował takie
                        brzydkie baby???" 0 zgrozo!!!!!!!!!!!!!!!
          • mmaly Re: Co pomaga nauczycielom? 01.09.04, 21:31
            nutta napisała:

            > Jeżeli ktoś tylko pracuje 18 godz i ma czas na dodatkową pracę, to znaczy, że
            > nie przygotowuje się do zajęć z dziećmi/młodzieżą, że nie jest twórczy.

            Nieprawda.
            Ja mam czas na sporo tłumaczeń, lekcji, fuch, robienie stron internetowych. Większość z tych fuch pomaga mi się przygotować do lekcji (!) w liceum.
            A jeśli ktoś z nauczycieli twierdzi, że poza tymi 18 godzinami spędza 22 godziny na przygotowywaniu do lekcji, to jest hipokrytą.
    • Gość: mary Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.04, 19:18
      Temat watku brzmi: co pomaga nauczycielowi - a my trochę go zmieniamy.
      Co mi by pomogło? Brak bzdurnych decyzji przełożonych, działań, które do niczego się nie przydadzą nigdy , papierzysk bes sensu, czynnej kserokopiarki w kazdej chwili,drukarki z tuszem, aktualnych lektur w bibliotece, rodziców, których stać na podręczniki i inne pomoce, MNIEJ LICZNYCH KLAS. Nie ma mozliwości osiagnięcia dobrych wyników w klasach 30-35 osobowych.
      Reasumując: nauczycielowi pomaga pieniądz.
      • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 26.08.04, 21:42
        Taaa... zawsze jakoś tak dziwnie wychodzi. Ja zaczęłam wątek dosyć optymistyczny, mówiący o tym co może pomóc zrozumieć jak czuje się uczeń na naszej lekcji, a skończyło się na narzekaniu i rozmowie o pieniądzach.

        Przypominają mi się dawne rozmowy z czasów kiedy się udzielałam w wolontariacie. I zawsze ktoś się znalazł, kto powiedział 'jezu, że ci się chce...a co ty z tego masz? to bez sensu...
        Widzę, że niewiele się zmieniło.
        • Gość: mary Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.08.04, 22:10
          Jezeli potrafisz czytac ze zrozumieniem, to chyba dotarło do Ciebie, że nie o swoich pieniądzach mowiłam?
          • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 26.08.04, 22:16
            > Jezeli potrafisz czytac ze zrozumieniem, to chyba dotarło do Ciebie
            Mój ulubiony argument...

            > że nie o swoich pieniądzach mowiłam?
            narzekasz, narzekasz, narzekasz...
            • Gość: Ola Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.08.04, 22:35
              (...)Pracuję na uczelni więc żadnych kursów, szkoleń i studiów podyplomowych
              nie muszę robić.
              Zresztą na studia podyplomowe wybrałam takie które lubię i to z czego jestem
              dobra - więc się nie liczy(...)

              Pracownik wyższej uczelni nie zrozumie belfra ze szkoły niższego szczebla :))
              Widziałam w praktyce: pani doktor z AE :wrzucona w wir licealny , zdumiona, że
              musi mieć oceny cząstkowe, wpisywać temat, sprawdzać klasówki, chodzić na
              dyżury, konferencje itd. Bardzo to było dla niej egzotyczne przeżycie :))))
              Lubimy ją, bo dzięki niej patrzymy na naszą "normalną" rzeczywistość z pewnym
              dystansem. I przyzwyczajeni do szkolnego getta nakazów odgórnych (i awansowych
              wymagań) -zaczynamy postrzegać dziwność niebywałą tego światka :)
              To też pomaga nauczycielom....

              • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 26.08.04, 23:02
                Pracowałam w liceum, w szkole policealnej, na uczelni.
                Robię dokładnie to co chciałam robić. I nie narzekam tyle.
              • Gość: brewka Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 09:44
                brawo ola brawo....tez to zauwazyłam ...ludzie z uczelni trafiajacy nawet na
                kilka godzin pracy do liceum nie maja zawsze kontaktu nalezytego z
                młodzież....okrutne to i prawdziwe....dla doktorkow :) dydaktyka
                to...przymus,to..zło konieczne...inaczej jest wsrod nauczycieli wiekszość-
                jeden przez drugiego -musi i chce wykazać się..przed soba ,przed
                kolezankami ,przed Dyrem....taka rzeczywistośc:)
    • Gość: chwilowo załamana Re: Co pomaga nauczycielom? IP: 82.177.98.* 29.08.04, 16:01
      Trochę odeszliśmy od tematu głównego,więc korzystam z okazji.Zgadzam się co do
      kwestii pokoju nauczycielskiego.Ja jestem młodym nauczycielem-we wrześniu
      zaczynam 3 rok pracy-ktorem na pewno nie pomaga atmosfera pokoju
      naucz.Rozgoryczone "kolezanki",wiecznie niezadowolone z
      wynagrodzenia,uczniów,dyrekcji,innych kolegów,koleżanek,powtarzające przy
      pierwszej nadazajacej się okazji;dziecko uciekaj ze szkoły,po co tu
      przyszłas,mloda jestes szukaj lepszej pracy itd. A ja nie chce szukac lepszej
      pracy,bo w szkole czuje sie dobrze.Lubie moja prace,lubie uczniow,lubie
      przygotowywac sie do lekcji,lubie,kiedy lekcje podobaja sie uczniom.PO PROSTU
      LUBIĘ!!!! I PRZESTAŃCIE MNIE ZNIECHĘCAĆ DO SZKOŁY,PRACY-DO ŻYCIA!!!!jESZCZE SĄ
      LUDZIE,DLA KTORYCH ICH ZAWOD TO PASJA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • Gość: Viki Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.tp1.net / *.crowley.pl 29.08.04, 21:28
        Kiedy zaczynałam pracę w szkole, nie mogłam zrozumieć dlaczego większość moich
        koleżanek jest..."zmęczona". Dziś po 7 latach zaczynam je trochę rozumieć.
        Poszłam do pracy w szkole, bo to było moje marzenie! Lubię swoja pracę!Ale...
        No właśnie, jest ale.Uczę biologii i chemii w LO... brakuje wszystkiego! Folie
        kupuję sama,nie wspomnę o materiałach ksero, czy... kolorowej kredzie. Mam 10
        mikroskopów na 35 uczniów! Jest fajnie, co?! Takie przyziemne rzeczy skutecznie
        utrudniają życie. No i jeszcze wieczne kursy...Lubię się uczyć, ale bez
        przesady! Teraz te awanse zawodowe, czyli biurokracja! O wynagrodzeniu nie
        wspomnę, bo każdy je zna. I tyle! Po prostu zniechęcenie dopada
        każdego...niestety! Ważne jest aby kochać swoją pracę... Inaczej wszystko nie
        ma sensu! Pozdrawiam i życzę powodzenia.
        • kociamama Re: Co pomaga nauczycielom? 30.08.04, 14:16
          Hej Viki,
          wiem, ze postep technologiczny i ekonomiczny rodzi coraz to nowe potrzeby i
          wymagania. Piszesz, ze jest 10 mikroskopow na 35 uczniow. Ja mysle, ze to
          calkiem duzo, bo pamietam jak przez mgle z podstawowki 1 mikroskop... W liceum
          to w ogole nie pamietam, zebysmy widzieli mikroskop z bliska... Uczniow mozna
          podzielic na grupy, co im sie spodoba.
          Jak to sie mowi, look on the bright side.

          Oczywiscie wiem, ze brak sprzetu moze byc meczacy i troche doskwierac, ale to
          tak jakbym sie awanturowala, ze w podrzednym gimnazjum nie ma laboratorium do
          nauki fonetyki. Wiadomo, ze panie w sekretariacie i odwieczny brak tuszu w
          ksero moze wk...wiac, no ale i bez tego mozna na przod, bo jeszcze 10 lat temu
          ksero w ogole nie bylo w uzytku w wiekszosci szkol.

          POzdrawiam,
          zycze nieustannego optymizmu,
          KOciamama.
      • venilia Re: Co pomaga nauczycielom? 30.08.04, 14:40
        Zgadzam sie z Chwilowo Załamaną:)Każdy temat dotyczący nauczycieli kończy
        się "a jak to strasznie mamy, tyle papierów, dzieci niegrzeczne", druga strona
        za to " macie wakacje, ferie, 18 godz tygodniowo", a znowu nauczyciele "bla
        bla", a druga strona " bla bla bla"itd. Ludzie! Można przecież podystkutować
        przytaczając inne argumenty! Bo myślę, że te już wszyscy znamy i tylko się
        zniechęcamy do pracy. A nam potrzeba motywacji, oprarcia, także w "nie-
        nauczycielach", a nie tylko wiecznego narzekania.
    • amused.to.death A wracając do tematu... 30.08.04, 00:15
      i nie narzekając przez chwilę.

      Czego uczycie się dla siebie? Nie tylko dlatego, że potrzebne do pracy...
      • mbmm Re: A wracając do tematu... 30.08.04, 15:13
        Zapisałam się na kurs w najbliższym ODN-ie. Kurs: podstawy ratownictwa wodnego
        i podstawy masażu klasycznego i sportowego. Nie wykorzystam tego w pracy.
        Zrobię to dla własnej przyjemności:)

      • venilia Re: A wracając do tematu... 30.08.04, 15:32
        amused.to.death napisała:

        > i nie narzekając przez chwilę.
        >
        > Czego uczycie się dla siebie? Nie tylko dlatego, że potrzebne do pracy...
        >
        Ja się "męczę" z angielskim, wśród moich koleżanek i kolegów jestem wyjątkiem
        (niewele z nich podejmuje się poszerzania wiedzy pozaszkolnej).
      • kociamama Re: A wracając do tematu... 30.08.04, 18:11
        A ja sie ucze francuskiego, i zrobilam tez kurs instruktora tenisa, jak juz sie
        chwalimy.
        • amused.to.death Re: A wracając do tematu... 30.08.04, 21:24
          A ja chyba w tym roku wracam do francuskiego.
          I po przyjemnych doświadczeniach z tegorocznych poznańskich warsztatów tańca, zapisuję się na zajęcia z tańca:)
          • Gość: librero Re: A wracając do tematu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 21:49
            Hm, bedac mlodą lektorką (bardziej z przymusu - praktyki zawodowe, niz z
            wyboru) zawsze czulam sie wyprowadzona z rownowagi przez "tepote" uczniow. Bo
            nie pamietali, o czym mowilismy na poprzednich zajeciach, nie potrafili
            przypomniec sobie slowek, ciagle cos dukali bez ladu i skladu ;) Have czy has,
            bought czy buyed, Me czy I itp itd. Kompletnie nie moglam tego przetrawic, bo
            ja angielskiego naczylam sie jakby mimochodem - nie wkuwajac w domu, nie
            rozwieszajac karteczek ze slowkami po mieszkaniu, nie ryjac gramatyki. (Tak na
            serio zaczelam sie uczyc dopiero na studiach, ale to juz bylo co innego, bo nie
            budowa fundamentow, tylko nadbudowa pieter :)
            Jednym slowem bylam gleboko zdegustowana. Az przyszla kryska na matyska i
            zapisalam sie na hiszpański :]
            No i na wlasnej skorze moglam doswiadczyc jak to jest ciagle zapominac -
            cuarto czy cuatro, ser czy estar, cuando czy cuanto? Widzialam, jak nauczyciel
            zgrzyta zebami i traci cierpliwosc. I wiecie co? To byla chyba pokuta :)
            Teraz patrze na uczniow z zupelnie innej perspektywy, wiem, jak trudno jest
            zaczynac nauke nowego jezyka bedac doroslym (czy nawet nastolatkiem), gdy kazde
            slowo brzmi jak po chinsku.

            Jak tylko bede mogla sobie na to pozwolic finansowo, póję na studia
            podypolomowe na CESLE (centrum studiow latynoamerykanskich), zapisuje sie tez
            na szwedzki :)

            Milego wieczoru
            • amused.to.death Re: A wracając do tematu... 02.09.04, 22:44
              > No i na wlasnej skorze moglam doswiadczyc jak to jest ciagle zapominac -
              > cuarto czy cuatro, ser czy estar, cuando czy cuanto? Widzialam, jak nauczyciel
              > zgrzyta zebami i traci cierpliwosc. I wiecie co? To byla chyba pokuta :)

              Eh, dokładnie to samo mam na niemieckim:)
              A już w ogóle mam ochotę się ze wstydu zapaść pod ziemię, jak czegoś zapominam, a moja nauczycielka mówi 'tak, to było w zeszłym tygodniu'.
    • Gość: lolo Re: Co pomaga nauczycielom? IP: 81.210.110.* 02.09.04, 20:47
      moim zdaniem nauczyciel nzuczycielowi pomaga asymilacja z otoczeniem
      uczniowskim a nie stawianie zawsze na swoim..
      • amused.to.death Re: Co pomaga nauczycielom? 02.09.04, 21:21
        asymilacja czy kooperacja?
      • Gość: luzak? Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 21:26
        A ja juz od lutego jestem dyplomowany ( zrobiłem to dla pieniędzy ), dziś
        przeprowadziłem pierwsze lekcje i wiecie co.... lubię to, co robię, lubię
        swoich gimnzazjalistów, wchodzę do klasy z uśmiechem, nie narzekam na zarobki (
        a co to by zmieniło?), mam gdzieś ( przepraszam ) teksty o 18 godzinach.
        Wybrałem ten zawód świadomie i wszelkie pretensje moge kierowac do siebie.
        A dziś zapisałem się - dla przyjemności!!!!- na angielski i niemiecki, bo
        trochę wywietrzało i jest OK. A propos pensum, w Grecji nauczyciel przed
        emeryturą ma 6-8 godzin, wierzyć się nie chce, nikt im tego nie wypomina, może
        w takim normalnym byłem środowisku? nikt nikomu do kieszeni nie zagląda.
        Robić trzeba to, się lubi. Pozdr.
    • Gość: liduszka Re: Co pomaga nauczycielom? IP: *.ists.pl / *.ists.pl 03.09.04, 18:23
      Bez urazy, ale te sądy (wrażenia) sa bardzo subiektywne. Wygląda na to, że
      każdy w wypowiedzi przedmówcy znajduje tylko to co chce znaleźć. Nie wierzę, by
      osoba ucząca, obojętnie w jakiej szkole, nie dokształcała się. Mam na uwadze
      takze samodokształcanie sie, a nie tylko studia podyplomowe, kursy, itp. Efekty
      są rózen, ale jest to wynik raczej zaangażowania sie tej osoby i jej
      swiadomości. Ci, którzy biora udział w studiach podyplomowych reprezentują
      bardzo zróżnicowany poziom wiedzy.Z róznych też powodów biora udział w takich
      zajeciach. Zetknęłam sie z nauczycielami, którzy nie orientują się nie tylko w
      najnowszej literaturze z ich dziedziny, ale nie radzą sobie nawet z napisaniem
      eseju. Są i tacy, którzy reprezentują wysoki poziom zaangażowania, duże
      umiejętności i wiedzę. Z pewnoscią podobnie rzecz sie ma z osobami prowadzacymi
      takie zajęcia. Jedni sa świetnie przygotowani, inni narzekaja, że maja zajęte
      weekendy.
      Jak to w życiu, między zwierzetami się zdarza.
    • Gość: nauczyciel POLECAM ARTYKUŁ IP: *.tele2.pl 09.09.04, 14:02
      www.tworzywo.org.pl/new
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka