Oceny w szkole

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.04, 11:28
Nauczyciele za co stawiacie oceny na koniec roku szkolnego?
Czy ocena jest odzwierciedleniem wiedzy jaką uczeń posiadł w tym roku,
nieważne, czy systematycznie przez cały rok szkolny, czy też w ciągu
ostatnich dwóch tygodni przed końcem. Czy może oceniacie całoroczną pracę i
starania?
    • Gość: myslak Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.08.04, 12:39
      W dzienniku jest wyraźnie napisane: ocena końcoworoczna (a nie za II semestr).
      • Gość: n-l Re: Oceny w szkole IP: *.it / 62.233.189.* 28.08.04, 14:44
        Hehe, myślisz że którys nauczyciel napisze, że stawia oceny za ostatni tydzień
        żebrania i pisania referatów. Wszyscy powiedzą, że oceniają pracę całoroczną.
        Na szczęście mnie to nie dotyczy- oceniam opisowo.
        Oczywiście jest wielu takich, którzy biorą pod uwagę rzetelną pracę na codzień.
        • Gość: asialub Re: Oceny w szkole IP: *.slp.vectranet.pl / *.slp.vectranet.pl 28.08.04, 19:19
          Ja stawiam za prace całoroczną, nie ma ze zalicza uczen jak student w ostatnim
          tygodniu, szczególnie gdy wagarował.Jednak spora grupa nauczycieli wystawia
          oceny po takich zaliczeniach, jednego dnia uczen nie miał ani jednego stopnia
          bo nie chodzil w ogole na zajęcia na drugi dzien ma nagle trzy oceny i
          dopuszczajacy na koniec roku. Jest to niesprawiedliwe wobec dzieci które ucza
          sie słabo ale przez cały rok i tez maja ocene dopuszczającą.
          • Gość: niezalogowana Re: Oceny w szkole IP: *.arkonskie.v.pl 31.08.04, 13:27
            To nieistotne, czy ucza sie z mozolem caLY ROK czy mobilizuja dopiero pod
            koniec semestru. Ocena powinna byc odzwierciedleniem posiadanej wiedzy, a nie
            rezultatem wizji sprawiedliwosci spolecznej nauczyciela.
            Na studiach jest o wiele zdrowszy uklad. Mozna nic nie robic caly rok, nauczyc
            sie w czasie sesji i miec piatki i stypendium, czego piszaca te slowa jest
            zywym dowodem.
            • Gość: Kazek Re: Oceny w szkole IP: *.p-s-inter.net 02.09.04, 21:34
              Niekoniecznie.Nie uważasz, że należy dowartościować dziecko, które jest mało
              zdolne i zasób wiedzy ma taki a nie inny, ale przez cały rok dokładało
              wszelkich starań? ja sądzę, że należy.
              Naprawdę porównywanie sposobu pracy studenta i dziesięciolatka to dość
              karkołomny pomysł :-))
              • Gość: D Re: Oceny w szkole IP: 195.136.112.* 08.09.04, 13:59
                Gość portalu: Kazek napisał(a):

                > Niekoniecznie.Nie uważasz, że należy dowartościować dziecko, które jest mało
                > zdolne i zasób wiedzy ma taki a nie inny, ale przez cały rok dokładało
                > wszelkich starań? ja sądzę, że należy.

                Jasne. Dlatego uważam, że na olimpiadzie powinny być dwa złote medale: dla tego
                który dobiegł pierwszy oraz dla ostatniego, który "bardzo się starał" :)))
            • Gość: hehe Re: Oceny w szkole IP: *.acn.pl 02.09.04, 23:47
              Na studiach można nic nie robić cały rok? Może w jakiejś prywatnej szkółce
              wyższej. Na poważnych kierunkach z trudnymi ćwiczeniami taka fuszerka nie
              wchodzi w rachubę Kochanie :-)))
            • Gość: belfer Re: Oceny w szkole IP: 212.14.2.* 05.09.04, 00:24
              No tak, ale na studia sprawdza sie głównie wiadomości, a co ze złozonymi
              umiejetnosciami? To, niestety, weryfikuje życie. I wtedy trzeba znowu zakasac
              rekawy!
        • Gość: Belferka Re: Oceny w szkole IP: *.chello.pl 30.08.04, 16:55
          Pod koniec roku szkolnego pewien,4-5 uczeń, zapragnął mieć 6. Chodził, błagał,
          prosił, żebrał i.........prawie wszyscy koledzy ulegli. Chłopiec miał bardzo
          wysoką, ale nie najwyżsżą średnią w klasie, i na zakończenie roku z oczu
          popłynęła fontanna łez( bo nie miał średniej 6,0 m.in. za sprawą piszącej te
          słowa) i słowa agresji wobec kolegów o nieco wyższej sredniej ocen. Zabawne-
          nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • meth.p Re: Oceny w szkole 03.09.04, 16:15
        Gość portalu: myslak napisał(a):

        > W dzienniku jest wyraźnie napisane: ocena końcoworoczna (a nie za II semestr).
        Koniec roku = koniec 2. semstru.
        Ocena wyraza wiedze, jaka uczen posiadl. Wylacznei stan koncowy jest istotny,
        jezeli uczen czegos 2 miesiace wczesniej nie umial, nei zmienai to tego, ze w
        danym momencie juz umie.
        • Gość: Mezon Re: Oceny w szkole IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.04, 21:39
          Jest jeszcze jeden apekt omawianego problemu - trwałość nabytej wiedzy. Nikt mi
          nie wmówi, że wiedza nabyta w ciągu tygodnia przed egzaminem będzie równie
          trwała, jak ta sama wiedza ugruntowana w toku całorocznej, systematycznej nauki.
    • Gość: Pulpetowski Re: Oceny w szkole IP: *.zory.msk.pl 28.08.04, 22:08
      Oceny zawsze będą subiektywne. Im ich więcej tym gorzej. Według mnie oczywiście.
      Lepiej byłoby tak: zdał lub nie zdał.
    • Gość: Matamatyk Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.04, 15:50
      Czyli oceniacie pracę, a nie efekt końcowy.
      Lepiej mają ci sumienni.
      To końcowa ocena nie jest wyznacznikiem tego CO UCZEŃ UMIE, LECZ JAK SIE STARAŁ.
      Czyli może być taka sytuacja,że uczeń który przysfajał sobie materiał
      systematycznie, lecz z miernym efektem ma lepszą ocenę od tego który opanował
      materiał lepiej, lecz rzutem na taśmę?
      • Gość: myslak Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.04, 16:34
        Ten, co "rzutem na taśmę" , w przypadku niezadowolenia ma prawo wystąpić o
        egzamin sprawdzający.
        Gwarantuje mu to rozporządzenie o ocenianiu i klasyfikowaniu :)
        • Gość: Matematyk Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.04, 21:17
          Ma prawo, ale różnie to bywa. Więc ocena na koniec mówi nam, czy dzieciak jest
          pracowity, czy nie, a nie ile się nauczył.
          Dziwne to, kiedyś kilka dni pracowałem indywidualnie nad uczniem by zrozumiał
          na czym polega dzielenie. Nie zrozumiał, ale bardzo się starał. Szkoda,że nie
          postawiłem mu 6. Był bardzo pilny.
          • zebra12 Re: Oceny w szkole 31.08.04, 12:29
            Nie uczę wprawdzie w szkole matematyki , ale na moim przedmiocie (języku
            polskim) nie stawiam ocen za staranie się lecz za przyswojoną wiedzę. Piszę tu
            o ocenach cząstkowych. Ocena końcoworoczna jest owocem całorocznych EFEKTÓW
            pracy! Nie mogłeś więc dać 6 ani nawet 5 uczniowi, który nie opanował
            przewidzianego programem nauczania materiału. Nie macie wymagań edukacyjnych na
            daną ocenę z poszczególnych przedmiotów? Jeśli sam ich nie opracowałeś, to
            mozna kupić gotowe. Polecam. A tak wogóle, może on cierpi na dyskalkulię? Warto
            zrobić odpowiednie badania.
            • Gość: niezalogowana Re: Oceny w szkole IP: *.arkonskie.v.pl 31.08.04, 13:23
              Chyba nie dostrzeglas ironii w poscie matematyka.
            • trzewiki Re: Oceny w szkole 31.08.04, 18:50
              Pani polonistka a pisze z błędami...i jak tu ocenić?(...)
    • Gość: Matematyk Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 14:44
      A co jeśli w jednej z klas pojawi się geniusz z Waszego przedmiotu? Np. mówi
      płynnie po angielsku, lub jego zainteresowania matematyką lub biologią są już
      na dużo wyższym poziomie? Musi siedzieć na Waszych lekcjach i tracić czas?
      • Gość: age Re: Oceny w szkole IP: *.icpnet.pl 31.08.04, 20:03
        Prowokujesz... To się nie zdarza - każdemu można udowodnić, że czegoś nie
        umie... A jak się nudzi na lekcji, to trudno go polubić...

        A poważnie, to miałam takiego chłopaka parę lat temu. Przewyższał pozostałych o
        kilka poziomów. Prawdziwa perła wśród szarych kamyczków polnych. A do tego
        dobrze wychowany, kulturalny, pracowity. Musiałam coś wymyślić, bo rozwalał mi
        każde zajęcia z tej prostej przyczyny, że na każde pytanie odpowiadał pierwszy,
        nie dopuszczając nikogo do głosu. Jak raz przysnął i nie dosłyszał banalnego
        pytania, to nikt inny nie ważył się odpowiedzieć - wszyscy kombinowali, że skoro
        K. nie wie, to pytanie musi być podchwytliwe. Jedyne, co w takiej sytuacji można
        zrobić, to prowadzić dwie lekcje w jednej - inne zadania dla klasy, inne dla
        tego rodzynka. I to zupełnie inne. To było wyzwanie, ale też trzy razy więcej
        pracy dla nauczyciela.
        • Gość: MB Ja też takiego miałem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 11:09
          Zwolniłem go z pisania wszystkich klasówek. Na lekcji nie odpowiadał przy
          tablicy. Siedział w pierwszej ławce i rozwiązywał zadania, które ja mu dałem.
          Praca domowa też nie obowiązywała go, gdyż dostawł inne zadania, które jak
          chciał to rozwiązywał w domu, najczęściej to robił. Teraz jest w klasie
          maturalnej w najlepszym Gimnazjum i Liceum Akademickim w Toruniu, przy
          Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Więc i Ty możesz go zwolnić z bieżących
          lekcji, jeśli to już umie.
    • slotna Re: Oceny w szkole 31.08.04, 16:19
      Dla mnie oczywista bzdura jest stawianie ocen 'za pilnosc'. Zawsze wyklocalam
      sie o to. Za wagarowanie, brak pilnosci itp. moge miec obnizona ocene z
      zachowania, ale nie z przedmiotu! Kilka razy musialam oswiadczyc nauczycielowi,
      ze 'w takim razie' - to znaczy w wypadku, gdy nie postawi mi oceny adekwatnej
      do mojej WIEDZY, przystapie do egzaminu komisyjnego. I jakos nigdy do tego nie
      doszlo.
      Dodam, ze nie jestem kujonem, nie zalezy mi na stopniach jako stopniach, ale na
      sprawiedliwej ocenie mojej wiedzy. Z wielu przedmiotow oceny mialam fatalne, na
      swiadectwie maturalnym mialam cztery (!!!) dwoje, ale doskonale wiedzialam - i
      ja, i nauczyciele tych przedmiotow - ze po prostu nie umiem na zaden wyzszy
      stopien, i tyle. A obok tych dwoj mialam i kilka piatek, i dwie celujace.

      Prosze sie zastanowic. Czy pracodawca zatrudni pracownika, ktory bardzo sie
      stara, duzo pracuje, przesiaduje po godzinach, ale efekty jego pracy sa mierne?
      Czy moze wybierze raczej kogos, kto wprawdzie sie spoznia, czmycha przed czasem
      itp, a mimo to przynosi firmie korzysci? Albo sport - czy liczy sie liczba
      treningow, silna wola, nastawienie psychiczne zawodnika, czy licza sie wyniki?
      Jeszcze nie slyszalam o tym, zeby ktos dostal medal za pracowitosc.

      pozdrawiam
      • roman.gawron Re: Oceny w szkole 31.08.04, 18:20
        slotna napisała:

        > Prosze sie zastanowic. Czy pracodawca zatrudni pracownika, ktory bardzo sie
        > stara, duzo pracuje, przesiaduje po godzinach, ale efekty jego pracy sa
        > mierne?
        > Czy moze wybierze raczej kogos, kto wprawdzie sie spoznia, czmycha przed
        > czasem itp, a mimo to przynosi firmie korzysci?

        Ja nie zatrudniłbym ani takiego, ani takiego. Nic mi po zdolnym, którego muszę
        upraszać, aby coś zrobił, albo go ciągle szukać, bo czmycha lub się spóźnia.
        • slotna Re: Oceny w szkole 01.09.04, 14:10
          Prosze czytac ze zrozumieniem. 'Przynosi firmie korzysci', napisalam. Czyli np.
          potrafi prace przewidziana na 8 godzin wykonac w 6, do tego znacznie lepiej niz
          inni pracownicy. Coz wiec z tego, ze sie spoznia i nie przyklada, czyli innymi
          slowy PRACUJE PONIZEJ SWOICH MOZLIWOSCI (bardzo czesto uzywane przez wychowawce
          w kontekscie moich 'osiagniec' naukowych), jezeli i tak jest OPLACALNY ?
      • Gość: MONA Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 20:47
        Twoje myslenie jest mi zupelnie obce.myślę że na świecie jest jeszcze garstka
        ludzi którzy uczciwie pracują na swój sukces i wierzą że tylko systematyczną
        pracą mozna osiągnąć jakiś sensowny efekt.Oczywiście sprawa pilności jest
        względna-jedni ją oceniają, inni może i nie, ale to też jest jakaś ocena.Może i
        nieprzeliczalna na cyfry, oceny w sensie doslownym, typu jedynka, dwója itd.,ale
        wolę pracować z kimś kto jest pewny niz jutro otworzyć oczy z zdumienia> POmyśl
        o tym. Bo mam wrazenie że jest w Tobie dużo myślenia yuppi.A propos sportu-od
        nastawienia psych.zawodnika zależy wiele!
        • Gość: Matematyk Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.04, 21:04
          Tak, tak praca od podstaw. Jest w tym jakiś kompleks. Są tacy którzy w lot
          chwytają i mają talent. Są geniuszami!
          Ale zawsze możemy sobie powiedzieć; za to ja jestem pracowity i mam dobry
          charakter.
          Co z tego? Oni bez wysiłku osiągną co chcą. W małym palcu mają to co my
          zdobywamy latami.Jakie to irytujące prawda MONO?
    • alyna Re: Oceny w szkole 31.08.04, 16:28
      Nie jestem nauczycielka, ale z wlasnych doswiadczen wiem ze ocena nie jest w
      zadnym wypadku odzwierciedleniem wiedzy. Z niektorych przedmiotow bylo po
      prostu latwo sciagac. Z tych wlasnie przedmiotow mialam 4 i 5, a zapytana nie
      wydukalabym ani slowa.
      Nie zauwazylam tez zeby nauczyciele (oczywiscie z mojego srodowiska) lepiej
      oceniali osoby wiecznie dziobiace i starajace sie, no chyba ze bylo to
      staranie "o wzgledy" nauczyciela (lizusostwo). Liczyla sie tylko "sucha" ocena
      w dzienniku albo wlasnie sympatia do ucznia.
    • elle.bellee Re: Oceny w szkole 31.08.04, 16:53
      za całoroczne starania
      • Gość: Matematyk Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 17:38
        Wynika z tego,że irytują Was uczniowie zdolni i nieprzykładający się do nauki.
        Dlatego stawiacie słabsze oceny.
        Czy zdajecie sobię sprawę dlaczego?
        • yoosh Re: Oceny w szkole 31.08.04, 19:40
          Mnie nie irytują uczniowie,lecz system zmuszający do uczenia wszystkich
          równo.Uczniowie są jacy sa-jak wszyscy ludzie-ambitniejsi i leniwi,ci b. zdolni
          i ci trochę inaczej;-).Nie sposób zadowolić wszystkich.Na sprawdzianach układam
          wprawdzie zadania trudniejsze,średnie i łatwiutkie,ale gdy zbierze się klasa o
          niskim poziomie,tych trudniejszych nikt nie ruszy i siła rzeczy obniżam
          wymagania.
          Ocena nigdy nie jest porównywalna-prawda wychodzi dpiero na testach np.
          gimnazjalnych,które są równe dla wszystkich uczniów i zasady ich oceniania
          również.
          Gdy pytam innych nauczycieli jakie maja procentowe wymagania np. na ocenę
          dop.,to wygląda to od 30% do minim.50%,wiec jak mówić tu o jakiejś
          porównywalności ocen?
          • Gość: Matematyk Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 08:48
            Tak, "perełkę" w szkole trzeba indywidualnie edukować, co wymaga od nas więcej
            pracy. Nie każdemu się chce, łatwiej gdy się nudzi i przeszkadza obciąć mu
            ocenę.
            Znam taki przypadek gdy dziecko język niemiecki na poziomie gimnazjum opanowało
            lepiej od nauczyciela. Podsumowało nauczycielkę krótko; Gramatykę to ona może
            jeszcze zna, ale akcent ma okropny.
            Czy jest sens by chodziło na lekcje?
            • Gość: age Re: Oceny w szkole IP: *.icpnet.pl 01.09.04, 12:43
              Jeżeli chodzi o języki, takie sytuacje są dość częste. Oczywiście, że nie ma
              sensu, żeby siedział - powinien mieć tok indywidualny. Ale szkoła jako
              instytucja generalnie boi się takich nowości. Do tego dodaj nauczyciela o
              niskich kwalifikacjach i zaniżonej samoocenie. A przecież ktoś musi w takim
              przypadku opracować indywidualny program nauczania, przeprowadzić egzamin
              klasyfikacyjny. I wreszcie przeszkoda nie do przejścia: a co on będzie w tym
              czasie robił, bo przecież niemiecki jest w środku dnia. Więc zamiast posłać
              dzieciaka do biblioteki na jedną lekcję, mnoży się przeszkody nie do pokonania.
            • Gość: myslak j. niemiecki ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 21:54
              Jeśli dziecko w gimnazjum zna język lepiej od magistra germanistyki (!), to
              czemu nie ma NI ? Przecież żaden problem to załatwić.

              Chyba że w szkole uczy jakieś zastępstwo z certyfikatem jeno....
              • Gość: Matematyk Re: j. niemiecki ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.04, 12:13
                Dziecko kilka lat mieszkało w Austri
    • Gość: dodo Re: Oceny w szkole IP: *.dyn.optonline.net 01.09.04, 01:22

      Nauczyciele to zwykle ludzie znacznie bardziej ograniczeni
      od uczniow,bo ci ostatni zdobywaja wiedze i jest to dla nich
      pierwszy raz,a zatem maja o wiele bardziej rozsadne spojrzenie
      na nia.Nauczyciele zas,grzmocac co roku to samo,sa juz tak oglupiali,
      ze sami nie wiedza co gadaja, ajescze do tego oceniaja tych ktorzy
      przewyzszaja ich zwykle inteligencja.

      "Nauczanie zadko okazuje sie skuteczne,z wyjatkiem tych szczesliwych
      jednostek w ktorych jest niemal zbedne".

      Arystoteles

      • Gość: belfer Re: Oceny w szkole IP: *.krynica.sdi.tpnet.pl 01.09.04, 15:24
        Siedź długo w szkole, bo jak Ci się nagle obniży IQ po jej opuszczeniu, będzie
        dramat.
        • amused.to.death Re: Oceny w szkole 02.09.04, 21:47
          > Siedź długo w szkole, bo jak Ci się nagle obniży IQ po jej opuszczeniu, będzie
          > dramat.

          dobre;)))
    • tigers28 Re: Oceny w szkole 01.09.04, 09:37
      Dla mnie ocena nigdy nie była wyznacznikiem wiedzy danego człowieka. Ponieważ
      kartkówki, sprawdziany, egzaminy są po to aby zdac i zapomnieć. A jeżeli do
      tego wszystkiego miałaś zły dzień to taki sprawdzian wiedzy na pewno poszedł ci
      źle. A do tego jak masz przykrą atmosferę w domu (awantury rodziców) to wtedy
      nauka każdego z przedmiotów przynosi mizerne skutki i od razu nauczyciele
      spychają takich uczniów to jednego worka pt. mizeroty bądź lenie.
      Ja do liceum chodziłam z zakonnicami i nasza pani dyrektor-nauczyciel fizyki
      zawsze stawiała im 5 a mi 3 - a rozwiązania miałyśmy indentyczne. Zawsze w
      każdej klasie są lizusy, a nie daj Boże jak są jacyś sportowcy to nawet wtedy
      nie muszą przychodzić na lekcje bo i tak na koniec roku mieli zwykle czwórki
      albo piątki. I gdzie tu sprawiedliwość.
      A na studiach obowiązuje zasada 3xZ - zakuć, zdać i zapomnieć.
      • Gość: anom Re: Oceny w szkole IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.04, 16:20
        Ja słyszałem ze 4xZ : zakuć,zdać,zapomnieć i zalać :) .
        Pozdr.
        • Gość: mary Re: Oceny w szkole IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.04, 18:03
          Rolą oceny jest nie tylko wartościowanie wiedzy i osiągnięć ucznia, ale także motywowanie do nauki. Jestem pewna, że gdyby nie było ocen, 90% uczniów nie robiłoby nic. Należy więc przypisać ocenie rolę wychowawczą, szczególnie na niższych etapach kształcenia.
          Problemem od dawna dyskutowanym jest obiektywizacja oceny: stawiać stopień tylko za poziom wiedzy i umiejetności, czy też wziąć poprawkę na możliwosci intelektualne ucznia, jego sytuację rodzinną, dom. Są zwolennicy jednego, jak i drugiego podejścia. Nie jest nauczycielowi łatwo oceniac, wierzcie mi.
          Wydaje się, że zwyciężyło ocenianie obiektywne, o czym świadczy egzamin zewnętrzny we wszystkich typach szkół - sprawdzian w klasie VI, egzamin gimnazjalny czy też nowa matura.
          Ocenianie "na bieżąco" ma tez spełniać rolę informacyjną - tyle już wiesz, a tyle jeszcze musisz się nauczyć. I nie jest to ocena za pilność, jak niektórzy niezorientowani próbują to twierdzić.
          • Gość: Matematyk Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 20:21
            Gość portalu: mary napisał(a):

            Jestem pewna, że gdyby nie było ocen, 90% uczniów nie robiłoby nic. Należy więc
            przypisać ocenie rolę wychowawczą, szczególnie na niższych etapach kształcenia.

            No proszę a w Belgii uczniowie nie dostają ocen cząstkowych w szkole
            podstawowej tylko zdają egzamin na koniec roku szkolnego. Więc jak to jest?
            • Gość: mary Re: Oceny w szkole IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.04, 00:22
              Nie wiem, jak to jest w Belgii czy jeszcze gdzie indziej. Wiemy, że gdzieś tam nie ściągają, bo uwazają to za przestepstwo. Nie porównujmy więc - sprawa moralności i praworzadnosci.
          • Gość: age Re: Oceny w szkole IP: *.icpnet.pl 01.09.04, 21:39
            To był bardzo ładny wykład z metodyki, a życie robi swoje.
            Naprawdę nie oceniasz za pilność?
            Naprawdę oceniasz wiedzę i umiejętności ucznia, a nie stopień, w jakim spełnia
            Twoje wymagania?
            Mnie się wydaje, że oceniam wiedzę i umiejętności. Przynajmniej się staram. Ale
            możliwe, że czasami mi się tylko tak wydaje.
            Łatwiej być pobłażliwym dla ucznia, który w Twoim przekonaniu jest solidny, niż
            tego, który Twoim zdaniem wszystko olewa i pracuje poniżej swoich możliwości.
            W końcu nauczyciel jest tylko człowiekiem, a nie linijką do pomiaru.
            • Gość: myslak zaraz, zaraz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 21:51
              Ocenę końcową wystawiam z ocen cząstkowych: za klasówki, odpowiedzi,
              prezentacje, testy, wypowiedzi w dyskusji. Czyli oceniam wiedzę i umiejętności -
              końcowa ocena jest podsumowaniem tego procesu.
              Czy jest wśród nich ocena za pilność??? Czy to jest ocena pilności?

              Jesli uczeń słabo pracujący w ciągu roku zda egzamin (bo o niego wystapi) z
              CAŁOŚCI materiału - może mieć i piątkę.
              Ale jeśli końcowe oceny (świetne) są z małej, cząstkowej partii - czemu mam
              uznać, że umie całość?
              • Gość: age Re: zaraz, zaraz IP: *.icpnet.pl 01.09.04, 22:06
                Staram się oceniać obiektywnie, ale może mi się tylko wydaje, że jestem obiektywna?
                ;-)

                Zawsze jest jakiś margines błędu. A skąd się biorą oceny cząstkowe? Jedyny
                całkowicie obiektywny sposób oceniania to test wyboru: A, B, C, D. Łatwiej dać
                wyższą ocenę za wypowiedź ustną, wypracowanie uczniowi, którego bardziej lubisz
                z jakiegoś względu. Łatwiej pochwalić na lekcji. Łatwiej dać celujący komuś, kto
                jest zawsze przygotowany niż uczniowi, który nawet nieświadomie okazuje Ci, że
                ma ważniejsze rzeczy niż Twój przedmiot. Łatwiej też dać jeszcze jedną szansę
                przed końcem roku...
                • Gość: Krystyna Re: zaraz, zaraz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.04, 23:37
                  Zdecydowanie łatwiej oceniać wiedzę z przedmiotów ścisłych niż humanistycznych.
                  Wolę pracować ze zdolnym leniem niż mało lotnym pracusiem, ale na ogół efekty są
                  podobne.Leń ma luki a pracuś nie podskoczy, chociaż widziałam takich co to w
                  dwie noce pokonali kwasy, zasady i sole na 5+. Nie należy lekceważyć
                  systematyczności w procesie zdobywania wiedzy i umiejętności. Przy takich
                  zrywach o tę drugą znacznie trudniej. Szanuję uczniów pracowitych, bo wiem że
                  rozwój dzici i młodzieży nie jest równomierny,często przychodzi nagle moment
                  olśnienia co jest uzasanione z biologicznego punktu widzenia. Staram się
                  zainteresować jednych i drugich, motywować rówież ocenami - to też istotne.
                  Uczniowie znakomicie sami się potrafią ocenić, jeśli są jasne kryteria.
                  Przyznaję, że wystawianie ocen całorocznych to dla mnie potworny stres, ale
                  liczą się umiejętności! Uczeń ma prawo spóbować poprawić swoją ocenę, ale musi
                  wykazać się konkretnymi umiejętnościami.Wymaga to niestety dodatkowej pracy.
              • meth.p Re: zaraz, zaraz 04.09.04, 01:30
                Gość portalu: myslak napisał(a):

                > Ocenę końcową wystawiam z ocen cząstkowych: za klasówki, odpowiedzi,
                > prezentacje, testy, wypowiedzi w dyskusji. Czyli oceniam wiedzę i
                umiejętności
                > -
                > końcowa ocena jest podsumowaniem tego procesu.
                > Czy jest wśród nich ocena za pilność??? Czy to jest ocena pilności?

                Czlowieku, piszesz ze uwzgledniasz oceny czastkowe, jaka ma wartosc ocena z
                przed miesiaca, na przyklad program matematyki klas 7-8 mozna opanowac w 2
                tygodnie...
            • Gość: mary Re: Oceny w szkole IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.04, 00:32
              Nie oceniam za pilność - mówię to z pełną swiadomością. Natomist zdarza mi się, i to często, postawić ocenę mimo wszystko pozytywną uczniowi, który nie daje rady z powodu niedostatku intelektu albo pokrzywdzonemu przez los czy po prostu z bardzo biednej rodziny. To mnie rusza. Oceniam więc społecznie. I większość nauczycieli tak robi, przynajmniej w szkole podstawowej.
    • fion_a Re: Oceny w szkole 01.09.04, 23:42
      Bardzo ciekawa dyskusja:))
      Widzę, że ilu nauczycieli, tyle metod oceniania;))

      Właśnie zaczynam kolejna praktyke w szkole i na wcześniejszych też każdy nauczyciel miał swoje metody oceniania.....

      Wykładowca dydaktyki zaś najbardziej przychylał się do zdania "matematyka", lecz mnie osobiście to się nie podoba........

      Ja osobiscie byłabym przychylniejsza dla ucznia, który się stara, chodzi na lekcje, próbuje odrabiac prace domowe , mimo ze mu nie wychodzi, niz dla takiego, ktory zaliczy "całość" na ostatnich zajeciach.

      A dlaczego??a to własnie w mysl zasady 3 czy 4 x z: zakuc, zdac, zalac, zapomniec...uwazam, ze jak ktos sie nauczy na ostatnie zajecia i zda calosc, zapytany o to nastepnego tygodnia nie bedzie juz nic pamietał....a ktos, kto systematycznie sie stara, przynajmniej zapamieta temat;))

      Podobnie, jeśli chodzi o "minimum programowe", spotkałam sie z nauczycielami, którzy pomimo, ze cała klasa nie zaliczy nie obnizaja wymagan, jak i z takimi, którzy "dostosowują" wymagania do pozomu uczniów.

      Szkoda tylko, ze studenckie praktyki w semestrze skonczyly sie w maju, bo miałam je w technikum, gdzie klasa ogolnie wszystko olewala i nic im sie nie chcialo (a uczylismy informatyki) i jeszcze najlepiej by bylo, zeby nauczyciel za nich pisal i klikal mycha, a na sprawdzianie byly 4 osoby z około 15, a na zajecia przewaznie chodzilo jakies 6( tylko, ze w róznych kombinacjach;))Bardzo mnie w sumie ciekawi, jak nauczyciel ocenił ta klase??

      I jak Wy byscie to zrobili??W jakich szkołach uczycie??
    • kawka74 Re: Oceny w szkole 02.09.04, 18:26
      U nas (w społecznej podstawówce) jest bardzo prosty system oceniania: dzieci dostają spis konkretnych wymagań i prac do zaliczenia pod kilkoma postaciami (odpowiedź, kartkówka, praca domowa itp) i dostają za to ocenę od 0 do 3 pkt. Potem punkty się podlicza, wylicza procenty i po sprawie. Takich 'list zaliczeniowych' jest pięć (trzy w pierwszym semestrze i dwie w drugim) z każdego przedmiotu, a ocenę końcową wylicza się z tych pięciu cząstkowych. Jeśli uczeń uważa, że zasługuje na wyższy stopień, może zaliczać semestr albo cały rok.

    • agapaz Re: Oceny w szkole 03.09.04, 22:24
      Wystawianie ocen końcowych to da mnie zawsze duży stres. Staram się być
      obiektywna, biorę pod uwagę oceny czastkowe, oczywiście nie wszystkie maja taka
      sama wage - czym innym jest ocena za sprawdzian, a czym innym za aktywność. Ale
      czasami wkurza mnie, kiedy uczen, który przez cały rok olewał moj przedmiot,
      nagle chce zdawać , bo ocena wydaje sie mu za niska. Jeżeli rzeczywiście ma
      wiedze, a ja wczesniej wahalam sie, co mu postawić, wowczas daje mu szanse.
      Bardziej jednak cenie pracowitość i cały rok starań. Oczywiscie, jesli te
      starania nie sa poparte wiedza i umiejetnosciami, raczej nie stawiam ocen na
      wyrost. Jednak zdarzaja sie wyjatki - kiedys postawilam ocene wyzsza, bo
      slabszy uczen wiele sie napracował i poradzil sobie z trudnym zadaniem. Prawei
      ponad jego możliwości i chcialam, by poczul sie doceniony i uwierzyl w siebie.
    • meth.p Re: Oceny w szkole 04.09.04, 01:05
      Cieszę się, czytając to co Pan pisze. Nauczyciele zawsze mnie gnębili za
      niesystematyczność, mimo ze efekty miałem przeważnie lepsze. I wcale nie
      musiałem mniej pracować, rónie dobrze mógłbym narzekać, jak wiele musiałem pod
      koniec semestru się uczyć i starać, gdy inni odpoczywali...
      • Gość: bart Re: Oceny w szkole IP: 195.136.30.* 04.09.04, 12:00
        ja jestem uczniem i mam nauczyciela od matematyki ktory ma niesamowicie dziwny
        (!!!) system nauczania. oceny z klasowki i kartkowki sa chyba takie jak w
        innych szkolach czyli zalozmy: 0-10pkt niedostateczny ; 11-16 dopuszczający
        itd.i teraz tak. Ide do mojego nauczyciela i mowie mu ze chce obstaic mecze (!
        tak to prawda!) podaje mu jakie mecze chcialbym obstawic i stawke* (zaraz
        wytlumacze czym jest stawka i mozliwa wygrana :D. jezeli wszystkie mecze ktore
        obstawilem sprawdza sie to mam np. do wykorzystania 5pkt na klasowce czy
        kartkowce.czyli jezeli zabraknie mi kiedys 2pkt do piatki to sobie dodam te 2
        pkt i jeszcze mi zostanie 3 pkt do wykorzystania.jezeli zaś przegram ten zaklad
        to mam do rozwiazania np 30zadan z matmy w domu.jezeli nie rozwiaze (to wole
        nawet nie myslec bo byloby strasznie przeje**** gdybym nie rozwiazal). i np
        umawiam sie z nauczycielem ze jezeli wygram to dostaje az 10pkt do
        wykorzystania a jezeli pzregram to zalozmy 80zadan do domu!moge tez sie zalozyc
        o 1pkt i 5zadan do domu.ja obstawiam na co dzień normalnie u bukamchera wiec
        mnie to bardzo wciaga na dodatek ze jest to bardzo eksytujace i dodajace wiele
        emocij zakladanie sie z nauczycielem.przewidywane wygrane sa uzaleznione od
        rodzaju meczu (trudny i lekki).jak wiecie bukmacherstwo to dobrze przemyslany
        interes (dla bukmachera :) ) wiec trzeba sie 10razy zastanowic przed
        przystapieniem do zakladu bo czasami na drugi dzien trzeba zrobic 20 zadan i
        siedze do 3 w nocy :).czasami wygrywam a czasami przegrywam. czy wygram czy
        przegram to i tak zawsze bede miec 5 z matmy :) bo jak rozwiaze multum zadan to
        i tak sie naucze. Ten sam nauczyciel ma jeszcze taki sposob: jak dostalem z
        kartkowek z danego dzialu 3 piatki to nie musze pisac klasowki bo od razu mam z
        niej 5 i ide sobie na cala godzina do sklepiku szkolnego albo na wf do innej
        klasy pograc w noge.to wszystko.jak wam sie to podoba? :D
        P.S. (najbardziej denerwujace jest jak zakladam sie o 1pkt i o 30zadan do domu
        bo mecz jest 'pewny' i przegrywam. brrrrr).POZDR dla Pana profesora Malczyka
    • Gość: aga Re: Oceny w szkole IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.04, 13:25
      ehh nauczyciel - kazdy czlowiek nie jest idealny, ale mnie naprawde wkurzalo w
      szkole podstawowej i w sredniej, fakt ze ludzie brali nauczycieli na lizustwo
      albo na placz. jak ja tego nienawidze !!!!!! i takim to sposobem mieli oceny
      lepsze i wcale nie adekwatne do swojej wiedzy, tylko i wylacznie dzieki temu ze
      je wyprosili i wyblagali. juz nie mowiac o blizniaczkach, dla ktorych zawsze
      stawia sie takie same oceny, "a zeby nie krzywdzic tej drugiej" mimo tego ze
      gorzej sie uczy. nigdy nie prosilam ani nie blagalam o wyzsza ocene, jak
      chcialam miec wyzsza poprawialam jakis sprawdzian, jak sie nie udalo - trudno,
      mialam taka ocene na jaka zasluzylam. ale uczylam sie w miare systematycznie.
      ocena powinna byc za wiedze, a nie za to czy ktos ja wyprosi czy tez podlize
      sie do nauczyciela. oczywiscie starania tez sie licza, ale nie na tyle zeby
      komus podnosic ocene o 1-2 stopnie.
    • Gość: Gaduła Re: Oceny w szkole IP: 212.14.2.* 05.09.04, 00:44
      Teraz inaczej niż w poprzednim systemie edukacyjnym, ocena szkolna ma służyć
      przede wszystkim uczniowi, a dopiero potem nauczycielowi. Każdy uczeń ma prawo
      wiedzieć, jaki jest poziom jego osiągnięć, jakie zrobił postępy, jakie są jego
      mocne i słabe strony i co powinien przedsięwziąć, aby usunąć istniejące braki.
      Zatem nauczyciel powinien dokładnie określić stawiane uczniom wymagania,
      starannie zaplanować pracę, przemyśleć, jakie sposoby oceniania będą służyły
      jemu i jego podopiecznym, dokładnie analizować zebrane informacje i decydować,
      które i kiedy musi przekazać uczniowi, a które jego rodzicom, bowiem rodzic
      jest nie tylko w stanie pomóc dziecku, ale także obiektywnie ocenić jego
      możliwości, zmotywować do dalszej nauki, pokierować jego kształceniem. Dlatego
      metody oceniania muszą opierać się na wspólnie uznawanych zasadach uczenia się.
      i
      Rzeczywistość szkolna jest jednak inna. Nadal w szkole nie potrafimy rozstać
      się z obrazem nauczyciela obliczającego przed końcem semestru osiągnięcia
      uczniów, bo często jeszcze ocenianie utożsamiane jest wyłącznie z wystawianiem
      stopni i prostymi operacjami statystycznymi – ustalaniem średniej.Dla jednego
      jak i drugiego uczestnika procesu dydaktycznego proces oceniania jest
      równoznaczny wyłącznie z wystawieniem stopni. Nie pamiętają o komentarzu
      kryjącym się za cyfrowym symbolem. Dodają i dzielą elementy umownej skali,
      które równie dobrze, bez szkody dla systemu oceniania, można by zastąpić
      literami czy ikonicznymi znakami. A czy da się obliczyć średnią np. z
      uśmiechniętych lub smutnych buziek? Zbyt często zapomina się, że stopień (ocena
      szkolna) to nie liczba będąca obiektem operacji matematycznych, ale informacja
      o wyniku kształcenia wraz z komentarzem dotyczącym tego wyniku, a ocenianie
      jest procesem ustalania i komunikowania ocen szkolnych wyrażających spełnienie
      określonych wymagań edukacyjnych. Bez tego komentarza znaczenie dydaktyczne
      stopnia jest niewielkie. Nauczyciel powinien więc poinformować ucznia o tym,
      co zostało ocenione, w jaki sposób dokonano oceny oraz w jaki sposób może on
      wykorzystać w procesie samokształcenia informacje o swoim aktualnym poziomie
      osiągnięć. Przy czym istotne jest nadanie odpowiednich rang poszczególnym
      ocenom. Bo czy jednakowo ważą w ocenianiu osiągnięć uczniów stopnie uzyskane za
      wykonanie ilustracji do tekstu i za napisanie twórczego opowiadania lub
      rozprawki wymagających złożonych umiejętności i określonych wiadomości?
      Słabość oceniania przejawia się także w niesystematyczności sprawdzania
      osiągnięć uczniów. Przed końcem semestru lub roku szkolnego zaobserwować można
      gwałtowny wzrost liczby stopni w dziennikach. Uczniowie częściej niż zazwyczaj
      poddawani są procesowi sprawdzania poziomu wiedzy i umiejętności, poprawiają
      stopnie, zaliczają przedmiot lub zdają na lepszą ocenę przy czym metody
      kontroli ograniczają się najczęściej do sprawdzianów czy wypowiedzi ustnych. Na
      dodatek w tym właśnie okresie nauczyciele zwykle zmieniają obowiązujące
      dotychczas reguły gry – stają się bardziej liberalni lub rygorystyczni w
      zależności od subiektywnego emocjonalnego stosunku do ucznia. Łatwiej też
      przymykają oczy na nieetyczne postawy uczniów, takie jak ściąganie czy
      przedstawianie cudzych prac jako swoje. Ważniejsze jest bowiem to, czy uczeń
      zaliczy semestr, niż to co wie i ile umie. Nijak się to ma do planowania
      procesu dydaktycznego, który w swojej istocie dotyczyć powinien również tego
      co, kiedy i w jaki sposób będzie oceniane.
      Ocenianie dotyka systemu wartości, naszych wewnętrznych przekonań i wyobrażeń.”
      Nie jest wartością samą w sobie, jest służebne wobec procesu kształcenia,
      zawsze więc powinno się dobierać takie metody, które służą jego ciągłemu
      ulepszaniu. Wnioskowanie o zmianie w uczniu, jaką spowodował cały proces
      edukacyjny powinno się odbywać tylko wtedy, gdy wykorzystane będą różne źródła
      informacji na temat jego osiągnięć. Nie wszystko, czego uczeń uczy się w
      szkole, musi kończyć się wystawieniem stopnia. Aby móc orzekać o wartości
      czegoś, trzeba dysponować możliwie największą ilością informacji zebranych
      również na podstawie obserwacji, wywiadu czy rozmowy. Jak bowiem wyrazić w
      skali stopni szkolnych poziom opanowania umiejętności komunikowania się lub
      efektywnego współdziałania w zespole?
      Ocenianie pilności zostawiam dla uczniów z orzeczeniami poradni - tutaj liczy
      sie przyrost wiedzy.
      czy z przedmiotów humanistycznych ponad 20 stopni (ocen z komentarzem) za
      wyważone formy aktywności ucznia to mało? Sprawdzenie wszystkich pisemnych
      prac - to pies? I co za jedno wypracowanie nawet najlepsze ocena odpowiadająca
      wymaganiom na b. dobry? Ocenia sie cały rok szkolny! Stopnie stawia dwa razy do
      roku! To symbole, a nie srednie! Może więc pomysleć o modalnych?
    • Gość: Andrzej.A Re: Oceny w szkole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.04, 09:22
      Nie jestem nauczycielem, ale kiedyś słyszałem o dosyć ciekawym systemie
      oceniania:
      1. Sprawdzamy wszystkie prace
      2. punktacja jest ustalona jako odwrotnie proporcjonalna do ilości prawidłowych
      rozwiązań danego zadania w klasie.
      Przykład:
      Są 2 zadania i zadania nr 1 zrobiło 80% uczniów a zadania 2 20%, to oznacza, że
      80% punktów jest za zadanie 2 a 20% za 1.
      Metoda ta ma jedną wadę (poza pracochłonnością dla sprawdzającego) daje się
      zastosować tylko w przedmiotach ścisłych oraz na testach.
      • fan_gazety Ufff. przecież to nonsens. 07.09.04, 09:39
        A dlatego że za tę samą pracę napisaną w innym zespole uczniów, o innym
        rozkładzie trafnych odpowiedzi, uzyskuje się zrónicowane oceny. To zupełna
        relatywizacja ocen, bo uzależnia ocenę od innych. A w przypadku testów wyboru,
        także od zwykłego "losowania", bo część uczniów odpowiada na "chybił-trafił".
    • Gość: nauczyciel informt Re: za to co w głowie IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.04, 12:19
      za nabytą wiedzę i umiejętności, ze szczególnym uwzględnieniem tych ostatnich.
      Jeżeli uczeń zna pojęcia, terminy, definicje, a nie potrafi lub umie tylko
      częściowo w praktyce zastosować wiedzę, może dostać max 4. Ocenę 5 dostaje ten,
      kto wie i potrafi swoje wiadomośći wykorzystać do wykonania ćwiczeń, zadań,
      przedsięwzięć. Szóstka jest dla uczniów, których wiedza i umiejętności
      wykraczają poza program przewidziany na danym etapie edukacji.
      • Gość: Matematyk Re: za to co w głowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.09.04, 12:37
        Nie o to chodzi. Co w przypadku, gdy uczeń zna pojęcia i umie wykorzystać je w
        praktyce, ale nie przychodzi na lekcje?
Pełna wersja