Dodaj do ulubionych

czytający płynnie czterolatek

IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.01.05, 20:22
Mój syn w wieku 2,5 roku znal wszystkie litery, jako czteroletek płynnie czyta
każdy tekst. Oczywiście nigdy nie byl zmuszany do nauki. Traktuje czytanie
jako zabawę.
Ciekawa jestem czy obecnie jest to częsty przypadek wśród dzieci w jego wieku
i ewentualnie jak takiemu dziecku dobrze organizować czas.
Obserwuj wątek
    • Gość: Iwa01 Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 01:42
      czytajacy czterolatek oczywiscie nie jest normą, choć znam przypadek chłopca
      (późne dziecko dojrzałych rodziców), który mając niespelna 1,5 roku znał juz
      wszystkie litery i umiał odczytywać proste słowa, w wieku 2,5 lat liczył ile
      sekund ma jedna, dwie, trzy itd minuty, płynnie nie tylko dodawał ale i mnożył.
      Niestety pojawiły sie problemu natury spełeczno-emocjonalnej, dziecko w
      przedszkolu było zbyt inteligentne, miało problem z nawiżaniem kontaktu z
      nauczycielką, której przeszkadzało w prowadzeniu zajęć, zadawało zbyt trudne
      pytania, odpowiedż na ktore była zbyt trudna dla kolegów z grupy.

      W sumie to należy się cieszyć, ze dziecko czyta i starać sie umiejętnie
      kierowac jego rozwojem. Podsuwac odpowiednie teksty do czytania. Jedna cały
      czas czujnie obserwować jak sobie radzi z kolegami rówieśnikami.

      Mozesz też poszukać dla niego zajęc "dla dzieci zdolnych", w Warszawie np takie
      zajęcia odbywają sie w poradni przy ulicy Raszyńskiej na tyłach hotelu Sobieski

      Teraz to jeszcze nie jest problem, problem będzie gdy Twoje dziecko w zerówce
      czy pierwszej klasie będzie musiało uczyc sie tego co już umie. Myślę, ze w tej
      sprawie powinnas sie skonsultowac z psychologiem

      A dziecka gratuluje i byc może, czego Ci życzę, kiedyś bedzie słąwnym
      człowiekiem, jesli tylko jego potencjał zostanie dobrze wykorzystany.

      W takich przypadkach zawsze zazdroszce Amerykanom, oni potrafią wyłapywac
      talenty, inwestowac w nie, otaczac opieką, stwarzać warunki do rozwoju a
      potem ... wykorzytsac dla dobra swojego karju

      dla Ciebie i synka polecam lekture, książke dla dzieci pt"Matylda" autorstwa
      Roalda Dahla, to historia dziewczynki równie zdolnej jak Twój syn, która sama
      nauczyła się czytac itd, polecam

      pozdrawiam
      • Gość: maria Re: czytający płynnie czterolatek IP: 5.2.* / *.chello.pl 06.01.05, 07:15
        Tak wczesne czytanie o niczym nie świadczy.Syn znajomych podobnie, czytał już w
        tym wieku a w wieku 6 lat dodawał w pamięci i to bardzo szybko liczby
        trzycyfrowe. Nauczyciele w klasie I byli zachwyceni i mówili o szczególnych
        uzdolnieniach. Niestety bardzo szybko to się zmieniło. W tej chwili jest w
        gimnazjum i ledwie przechodzi/ teraz ma na semestr 4 dwóje. Inne dzieci szybko
        go przegoniły.Tak więc wczesne czytanie o niczym nie świadczy a może okazać się
        dla dziecka wręcz szkodliwe.Znam więcej takich przypadków. Jestem
        nauczycielką.Oczywiście nie jest to regułą, są wyjątki.
        • Gość: zuza czy ty wiesz, o czym tu się mówi? IP: *.chello.pl 06.01.05, 10:30
          przepraszam, ale bredzisz; oczywiście tak wczesne czytanie o czymś jednak
          świadczy, np. o dobrej pamięci, umiejętności analizy i syntezy, wysokiej
          inteligencji poznawczej etc., twoje informacje nt rzekomego syna znajomych też
          wkładam między bajki - co z tego, że na półrocze ma cztery dwóje? z dwójami się
          przechodzi do następnej klasy; matce czterolatka polecam kontakt z najbliższą
          poradnię psych.-ped., nawiązanie stałego kontaktu z dobrym psychologiem, bo
          naprawdę trudno jest wychowywać takie dziecko, aby z jednej strony nie
          zniszczyć tego zapału, zaś z drugiej zapewnić mu normalne dzieciństwo, kontakty
          rówieśnicze, rozwój emocjonalny; ubolewam, że nie ma w naszym systemie oświaty
          żadnej oferty dla tego typu dzieciaków, w końcu one w zwykłej szkole naprawdę
          cierpią. pozdrawiam i życzę powodzenia
          • kocia_noga Re: czy ty wiesz, o czym tu się mówi? 23.01.05, 20:07
            Ja sama taka byłam , a potem mój syn .Pamietam szkołę jako nudy .Do matury nie
            uczyłam się, bo zawsze mogłam nadrobic elokwencją .Potem w klasie maturalnej
            przyszedł nowy nauczyciel i dal mi w kość - okazało się,że nie potrafię się uczyć.
            Z wielkim trudem udalo mi się nadrobić zaległości. Mój syn w wieku 3 lat czytał,
            pisał , liczył.Nie miał żadnych trudności w przedszkolu - to widac zależy i od
            nauczycieli i od dziecka , a on jest bardzo towarzyski - w przedszkolu
            nauczył pisać swojego kolegę .Od przedszkola próbowałam jakoś wspomóc jego
            zdolności ,żeby się nie nauczył leserstwa , ale nadaremnie. Nauczył się radzić
            sobie ze szkołą - nie uczy sie, zbiera jedynki , a jak już sytuacja jest
            groźna, uczy się przez 2-3 tygodnie i ma sprawę z głowy. Jedyną dobrą rzeczą
            jest to , że ma zajęcie - interesuje się kilkoma dziedzinami pozaszkolnymi i
            wkłada w to sporo pracy i czasu. Teraz jest w liceum - na koniec semestru miał 8
            jedynek... pomagam mu organizowac czas i uczyć się uczenia .
            Szkoda ,że nie ma u nas systemu nauki dla zdolnych dzieci .Jest ich wiele.Muszą
            równać w dół , albo wcześnie się uczą olewac szkołę , a mogłyby maksymalnie
            wykorzystywac swoje mozliwości.
        • Gość: age Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.icpnet.pl 06.01.05, 10:41
          Przypadek tego gimnazjalisty jest w pewnym sensie typowy. Dziecko szczególnie
          uzdolnione nudzi się w szkole, więc zaczyna zaniedbywać naukę. To jest
          prawidłowość znana od kilkudziesięciu lat i nie świadczy najlepiej o stanie
          naszej oświaty. Nasze szkoły są całkowicie nieprzyzwyczajone do radzenia sobie z
          problemem dzieci szczególnie uzdolnionych. Ktoś opisywał problemy przedszkolaka,
          który był za mądry na przedszkole - potem może być już tylko gorzej.
          • Gość: maria Re: czytający płynnie czterolatek IP: 5.2.* / *.chello.pl 06.01.05, 11:22
            Samo czytanie w tym wieku o niczym nie świadczy. Liczy się wszechstronny rozwój
            dziecka, inteligencja, umiejętność logicznego myślenia, wyciąganie wniosków a z
            tym już niestety jest gorzej. Wiele dzieci w tym wieku czyta i nie widzę w tym
            nic sensacyjnego.A ten gimnazjalista nie dał sobie rady w państwowym gimnazjum,
            nauczyciele radzili prywatne i tu ma te dwóje. W państwowym było jeszcze
            gorzej.Pamiętam, że sama byłam zdumiona tym jego liczeniem jak kalkulator w
            wieku 6 lat, ale testy psychologiczne wcale nie potwierdziły wysokiej
            inteligencji czy logicznego myślenia a wręcz przeciwnie
            • Gość: age Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.icpnet.pl 06.01.05, 14:36
              Nie dał sobie rady w państwowym gimnazjum? Państwowe gimnazjum jest obowiązkowe
              dla wszystkich. Czy sobie radzi, czy nie ma obowiązek uczęszcz.. do 18. roku
              życia i szkoła nie ma prawa go odesłać.

              Dzieci szczególnie uzdolnione to poważny problem, z którym szkoły często sobie
              nie radzą. Wybitne uzdolnienia w jednej dziedzinie nie świadczą o tym, że uczeń
              będzie dobry ze wszystkiego innego. Rozwój takiego dziecka jest bardzo często
              nierównomierny, wyjątkowym zdolnościom w konkretnej dziedzinie bardzo często
              towarzyszy nieumiejętność nawiązywania kontaktów w grupie rówieśniczej, wybitny
              matematyk może być beznadziejnym humanistą itd. itd. Jeżeli w wieku 6 lat miał
              wybitne zdolności arytmetyczne, a teraz nie jest z niczego dobry, to
              przepraszam, ale albo jest to dziecko autystyczne, albo na jakimś etapie
              edukacji ktoś po prostu pokpił sprawę. Radziłabym przede wszystkim poważnie
              zainteresować się samooceną tego dziecka, bo do wszystkiego innego mogły jeszcze
              dojść problemy emocjonalne.
              • Gość: J. Re: czytający trzylatek - dziś student informatyki IP: *.icpnet.pl 07.01.05, 13:25
                Ponadprzeciętne zdolności dziecka - to problem nie tylko dla niego samego. Jest to problem głównie
                dla nauczycieli, także w szkołach społecznych, z klasami 16. osobowymi, ze świadomymi pedagogami,
                ponieważ trzeba wyrównywać poziom grupy. Takie dziecko wymaga wzmożonego wysiłku i wiedzy
                pedagogicznej zwłaszcza rodziców. Ważny jest całościowy rozwój emocjonalny, rozwijanie wyobraźni,
                zdolności wyrażania ekspresji odpowiadającej poziomowi rozwoju dziecka - poprzez zabawy słowem,
                rysowanie, malowanie, majsterkowanie, ruch, śpiew, itd.
                Rodzice nie zawsze mogą poświęcić uzdolnionemu dziecku tyle czasu, by się nie nudziło w domu, a co
                dopiero nauczyciel w szkole. Nasz syn miał okazję uczestniczyć w życiu zawodowym rodziców od
                urodzenia. Był obserwatorem działalności zawodowej rodziców, realizowanej w domu. W wieku lat
                siedmiu miał możliwość - stojąc za plecami starszego o15. lat brata - przez rok obserwować pracę na
                komputerze, by po tym czasie samodzielnie posługiwać się profesjonalnym programem obróbki
                fotografii. Ponieważ programy były w języku angielskim, musiał uczyć się tego języka. Tą drogą w
                klasie maturalnej, towarzysząc koledze, który pobierał lekcje angielskiego, przy staraniach o certyfikat
                University of Cambridge, okazało się, że jego umiejętności posługiwania się językiem oceniono na
                najwyższy stopień A. Pomimo udziału w wielu konkursach informatycznych i wywalczeniu wstępu na
                studia, dopiero przy trzecim podejściu udało się mu dostać na informatykę na Uniwersytecie
                wymarzonym. I choć chodził do szkoły społecznej, którą wspóltworzyliśmy - był piątym dzieckiem w
                grupie rozpoczynającej naukę w grupie przygotowawczej, nie wspomina szkoły najlepiej.
            • Gość: mama Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.chello.pl 24.01.05, 19:49
              Boże, co za nauczycieli beznadziejnych mamy w naszym pięknym kraju ...
              Niestety tylko takich spotkałam na drodze edukacji - zarówno swojej jak i
              mojego dziecka, niestety, nic w oświacie nie drgnęło.
              Biedne te nasze dzieci ze szkół i przedszkoli publicznych, zacofanie i głupota
              nauczycieli są wielkie. O braku wyrozumiałości dla inności (jakże w tym wypadku
              pozytywnej) miłości do dzieci i w ogóle ludzi nie wspomnę.....
        • anikwaw Re: czytający płynnie czterolatek 08.01.05, 01:45
          Spostrzegawcza, Błyskotliwa Marysia,
          typowy, krajowy, prowincjonalny pegadog.....wszystko co powyżej średniej
          zamiast imponowac SZKODZI!!!!!!!! Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że twój
          post jest przepełniony jakąś chorą zawiścią! Zamiast dociekać co spowodowały
          tak imponujące osiągnięcia z góry się zakłada, ze to JEST SZKODLIWE!!?!? Nie
          dziwne,ze maluchowi, który czyta i liczy w wielu 6 lat raptem "przytrafia" się
          regres ....??skoro większość pedagogów ( czytaj nauczycielka podpisana pod post-
          em) okresla jego umiejętności jako SZKODLIWE społecznie i godne potępienia!

          Nie pozdrawiam nikogo podzielającego zdanie sierotki marysi-nauczycielki.
          Ania
          • Gość: mama Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.chello.pl 24.01.05, 19:52
            Ja również mówię nie powszechnemu zacofaniu nauczycielskiemu ! ! !
      • sekan4 Re: Takie dzieci są zdolen nie to co REKLAMA na GG 24.01.05, 10:05
        " PODUSKUTUJ " tak brzmi tekst na GG nie "fiem" czy to specejalnie czy też nie
        ale ten kto to pisał powinien iśc na korepetycje do tego 4-latka może się
        czegoś nauczy !!!!!!!!!!
        Bo to jest straszne co sie zanjduje na stronkach MIODEK by dostał zawału :)
        błedy moje w tym TXT są oczywiście spjelanie dla autorów reklamy na GG
        nieh!!! :)
        zobaczą co piszą :)

        • Gość: Kosmitek Re: Takie dzieci są zdolen nie to co REKLAMA na G IP: *.c4.komnet.com.pl 24.01.05, 14:39
          Co racja to racja. Lepiej, żeby ten czterolatek napisał tą reklamę, a nie jakiś
          dyslektyk (nie mam nic do dyslektyków) :-P
      • Gość: olaso Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.osb.edu.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 14:51
        Zgadzam sie z tobą, że problem pojawi się, gdy dziecko pójdzie do szkoły. Ja
        jestem takim dzieckiem - umiałam czytać, kiedy miałam 3 lata i tak dalej. W
        zerówce i pierwszej klasie nudziłam sie śmiertelnie, uczyli mnie tego, co juz
        dawno znałam. Podobnie w klasie drugiej i trzeciej, co przyzwyczaiło mnie do
        sytuacji, że wszstko umiem i wiem i niczego nie muszę się uczyć. I w ogóle że
        jestem taka strasznie mądra. Problem pojawił sie w klasie czwartej, kiedy
        zamiast piątek zaczęłam dostawać tróje, bo z przyzwyczajenia dalej się nie
        uczyłam. Szybka interwencja rodziców dała efekty, ale nie było mi łatwo.
        A teraz mój syn ma dwa lata i pięć miesięcy i zna już prawie wszystkie litery i
        zaczyna składać wyrazy:)
        Specjalnie go tego nie uczymy, sam podpatruje i dużo pyta: "mamo, a ta?". I
        zapamiętuje juz na zawsze, odróznie s od ś i tak dalej.
        I co mam zrobić?
        • Gość: nika Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.05, 09:48
          licz na siebie...
      • giannina Re: czytający płynnie czterolatek 24.01.05, 20:00
        "Matylda" to świetna książka, to po pierwsze :D
        co do 4latka to fakt, moze miec potem problemy, z takich, które być może nie są
        dostrzegane, to - paradoksalnie lenistwo. Dziecko, które idzie do pierwszej
        klasy, a potrafi wszystko, co jest zawarte w programie do klasy trzeciej
        (starego systemu, teraz nowy jest jeszcze gorszy), popada w takie nic-nie-
        robienie i może się kiedyś obudzić za przeproszeniem z ręką w nocniku, kiedy
        się okaże, że nie wykorzystał swoich możliwości i go rówieśnicy przegonili...
    • mika_p Re: czytający płynnie czterolatek 08.01.05, 02:50
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=19170785&a=19178663
      Pod powyższym linkiem, gdzieś od trzeciego akapitu, znajdziesz inspirację, jak
      NIE postępować. A dyskusja tamtejsza jest o wczesnej nauce - dwu-, trzylatków,
      metodami różnymi.

      Link do całości:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=19170785&v=2&s=0
      • Gość: do anikwaw Re: czytający płynnie czterolatek IP: 5.2.* / *.chello.pl 08.01.05, 10:09
        Lubisz obrażać ludzi, ale to Twoja sprawa . Nie uczyłam tego chłopca, znam
        jego rodziców,a on czasem przychodzi do mojego syna.Prowincjonalną nauczycielką
        też nie jestem ,pracuję w dużym mieście w poradni psychologiczno-
        pedagogicznej.Jestem z wykształcenia psychologiem i nauczycielem biologii. Znam
        takie przypadki i uważam że samo czytanie nie zawsze świadczy o ogólnym rozwoju
        dziecka i należy zwrócić uwagę również na inne sprawy.Zresztą przytoczony post
        powyżej to potwierdza.Moim zamiarem nie było mądrzenie się ale zwrócenie uwagi
        aby zbadać ogólny rozwój dziecka i niczego nie zaniedbać.
        • Gość: maria do anikwaw IP: 5.2.* / *.chello.pl 08.01.05, 10:12
          Przepraszam źle wpisałam , wypowieź autora "do anikaw" jest moja
          • tiny do Marii 08.01.05, 11:56
            Mario, próbuję cię zrozumieć - ale... mam wrażenie, że psychologowie i pedagodzy z poradni bardzo często patrzą poprzez skostniałe zasady, mają bardzo zachowawcze podejście.

            Mój syn poszedł do przedszkola w wielu 2 lat i 3 miesięcy. Waspaniale się zaaklimatyzował, a z czasem okazało się, że w wieku 4 lat jest na poziomie zerówkowiczów. Gdy miał lat 5, panie z przedszkola dla Mikołaja organizowały inne zajęcia - żeby się nie nudził i nie przeszkadzał. Bo nie da sie ukryć - dziecko, które "już wie" i "już umie" - będzie to podkreślało i z nudów "zburzy" zajęcia.

            Zdecydowaliśmy więc, że pójdzie rok prędzej do szkoły, zakładając, że skoro znakomicie czyta, liczy, wypowiada się - to będzie musiał wiecej czasu poświęcić pracom manualnym i nauce pisania (naturalna dojrzałość rączki), a to pozwoli jakoś wyważyć całą sytuację.

            konsultowałam się z wieloma nauczycielami, z dyrekcją szkoły - polecono mi klasę integracyjną. tam są dwie nauczycielki przygotowane do pracy z różnymi dziećmi. Jeśli np. Jasiowi czy Kasi będą musiały poświęcić więcej czasu aby ta zrozumiała zadanie, to mojemu Mikołajowi będą potrafiły też zorganizować pracę tak, aby radził sobie z dziecięcymi emocjami i ewentualnym nadmiarem energii.

            Wszystko było ok do czasu wizyty w poradni (potrzebny świstek). Panie uznały, że owszem dziecko ponadprzeciętnie inteligentne itp. ale... niedojrzałe. "naruszył moją przestrzeń!!!" - grzmiała pani, do której mikołaj podszedł z gotowym zadaniem. "wczesniejsze posłanie dziecka do szkoły grozi mu... chorobą psychiczną! Miałam taki przypadek w rodzinie!" - i tutaj odpadliśmy. Bo to już nie argument, ale.. no właśnie, co?

            Pomimo opinii "nie zaleca się" - dyrektorka przyjęła Mikołaja do szkoły, twierdząc, że wszystko zależy od dobrych nauczycieli. i wiecie co? I on i panie są zadowolone. Owszem - dużo gada, ale zazwyczaj na temat :) jest wzorowym uczniem bez taryfy ulgowej. Czyta grube książki z biblioteki. Lubi szkołę. Koledzy lubią jego.

            Nie żałujemy decyzji. Może kiedyś będzie miał problemy w szkole - ale kto to może przewidzieć? za rok pewnie po prostu byłby już znudzony - a gwarancji na powodzenie i tak by nie było. Bo nikt jej dać nie może.

            Przepraszam, że tak długo - ale to temat, który zawsze mnie "rusza" :))))
            • Gość: maria do Tiny IP: 5.2.* / *.chello.pl 08.01.05, 12:51
              Zgadzam sie z Tobą . Oczywiście każde dziecko jest inne i nawet najlepszy
              rodzic, nauczyciel czy psycholog nie są w stanie przewidzieć jak dziecko będzie
              rozwijało się za parę lat.Często przychodzą do mnie rodzice z tzw. genialnymi
              wg. nich dziećmi. Nigdy żaden psycholog nie powie ci że dziecko takie nie jest,
              a będzie starał się pomóc, bo kieruje się wyłącznie dobrem dziecka.Czasem myli
              się psycholog , czasem rodzice. Psycholog czy pedagog ma jednak tę przewagę ,
              że oprócz wiedzy i w miarę dostosownych testów spotyka się na codzień z takimi
              przypadkami i wie jak różnie się kończą. Niektóre dzieci rozwijają się wolniej
              ale w krótkim czasie doganiają te genialne i często je prześcigają w każdej
              dziedzinie
              • tiny Re: do Tiny 08.01.05, 13:43
                Mam tę świadomość. Ale nie znaczy to, że dla świętego spokoju najlepiej nie zauważać że dziecko tak czy inaczej odstaje od rówieśników, tylko cos z tym robić.
                Jeśli Mikołaj będzie przeciętny - to przynajmniej nie znudzony od pierwszego dnia w szkole. Teraz coraz więcej dzieci okazuje się być zdolnymi - bo mają możliwości do rozwoju. I tych możliwości nie można im odbierać ani ograniczać.

                Może źle trafiliśmy, ale sztampa z jaką panie z poradni podeszły do swojej pracy, niemożność wymiany argumentów ("bo my, proszę państwa, tak ogólnie jesteśmy przeciwko posyłaniu dziecka do szkoły wcześniej...") i te ogólniki, którymi nas raczono, po prostu mnie przeraziły. Nie poszliśmy tam po certyfitkat dla geniusza, ale po radę, jak pomóc dziecku, które ma inne potrzeby, potrzebuje dodatkowych bodźców itp. Usłyszałam np. że mam przytulać dziecko... i poczułam się jak dopasowana do szablonu rodzica z przerostem ambicji. To tyle o różnym pojmowaniu "dobra dziecka".
                Jestesmy przekonani, że na tę chwilę i te potrzeby Mikołaja, dokonaliśmy słusznego wyboru. O gwarancjach na przyszłość - a raczej ich braku - już pisałam. Wiem tylko, że będziemy uwaznie obserwować synka i w miarę możliwości stwarzać mu jak najlepsze warunki do rozwoju. A przede wszystkim - niezależnie od osiaganych sukcesów czy porażek - bo nie one są najistotniejsze - kochać. I przytulać, o czym pani z poradni nie musi nam przypominać ;)


                ---
                noidobrze.ownlog.com
            • kocia_noga Re: do Marii 23.01.05, 20:23
              Odświeżyłas wspomnienia...tez chodziłam do poradni w sprawie mojego syna .
              Panie traktowały moją sprawę dość lekceważąco , starały mi się przede wszystkim
              wytłumaczyć,że każdemu rodzicowi wydaje się,że ma genialne dziecko. Moich
              wyjasnień, że nie uważam go za geniusza a martwię się o jego funkcjonowanie w
              szkole wcale nie słychały .Odradzały mi posłanie go wcześniejsze do szkoły.
    • randybvain A potem, co dalej? 08.01.05, 12:59
      Mialem trzy lata, gdy zaczalem czytac, poszedlem szybciej do szkoly, prze
      pierwsze lata podstawowki sie okropnie nudzilem, no i oczywiscie, jako prymus
      mialem przechlapane ze strony zawistnej grupy przecietnych dzieci, dla ktorych,
      wszystko co lepsze, bylo szkodliwe (BTW bylem zarozumialy, wiec nie jest to tak
      do konca wina dzieciakow). Moi poprzednicy pisali o tym, by takie dziecko
      ponadprzecietnie uzdolnione wlasciwie edukowac. Jest to wazne, ale musi ono byc
      edukowane w odpowiedniej grupie i klimacie. W zwyklej szkole jest narazone na
      ataki mniej zdolnych kolegow, ktorzy od dziecka uczeni sa, ze jak Kowalskiego
      nie mozna przescignac, to trzeba mu podstawic noge. Poniewaz bardzo rzadko
      zdarzaja sie dzieci jednoczesnie dobrze chlonace wiedze i majace wysokie
      zdolnosci fizyczne, wiec najczesciej prymusi sa gromieni na zajeciach
      fizycznych - jest to na tyle stereotypowe, ze wiekszosc z was juz wyobrazilo
      sobie takiego przemadrzalego dzieciaka, ktory siedzi wiecznie w ksiazkach albo
      w komputerach, nosi okulary, nikt go nie lubi, a na wfie nie potrafi przebiec
      10 metrow bez zadyszki. Szybkie chloniecie wiedzy wiec nie oznacza
      jednoczesnie, ze dziecko takie posiada inne rodzaje inteligencji: fizyczna,
      manualna, emocjonalna, wiec powinno sie dbac o rozwiniecie pozostalych, a wiec
      o dobre relacje w grupie czy dbanie o kulture fizyczna dziecka.

      Poza tym jest jeszcze kwestia rodziny. W jednej rodzinie bedzie sie dbalo o
      rozwoj dziecka, bedzie moglo ono uczyc sie jezyka, obslugi komputerow, czy
      grania na skrzypcach, a w innej nie, co wiecej mkoze sie zdarzyc, ze dziecko
      zamiast zdobywania wiedzy bedzie musialo zajac sie rodzenstwem, praca, domem i
      nie wykorzysta tego potencjalu, ktory w nim tkwi.
      • Gość: maria Re: A potem, co dalej? IP: 5.2.* / *.chello.pl 08.01.05, 13:58
        W pełni się zgadzam z poprzednikiem ,tylko w obecnej sytuacji w polskiej
        oświacie nie jest to możliwe/ może jakaś dobra szkoła prywatna,warunek
        konieczny- dobra/.Dam państwu prykład na to jak różnie tocza się losy dzieci.
        Otóż kilka lat temu była u mnie mama z synem/wtedy I klasa szkoły podstawowej-
        problemy z nauką/Uczeń ten dopiero w 4 klasie dogonił pozostałe dzieci, w tym
        roku zdał najlepiej w szkole test gimnazjalny/94 punkty/ , jest świetnym
        uczniem w najlepszym liceum w Polsce,w gimnazjum był finalistą i laureatem
        konkursów z różnych przedmiotów, wielokrotnie reprezentował szkołę w
        międzyszkolnych konkursach, a badanie potwiedziło bardzo wysoki współczynnik
        inteligencji.dlatego trzeba bacznie obserwowac dziecko aby czegoś nie
        przeoczyć
    • Gość: Madzia Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.pl / 213.155.191.* 08.01.05, 13:45
      czy to o czymś świadczy? Na podstawie tylko tej jednej rzeczy nie da się tego
      stwierdzić, trzeba przyjżeć się ogólnemu rozwojowi dziecka. Bratanek mojej
      koleżanki obecnie ma 4 lata.Od dwóch czyta potrafi także liczyc (nie znam
      szczegółów). Ale oprócz tego, z opowiadań koleżanki wywnioskowałam,ze jest
      bardzoi spostrzegawczym dzieckiem.
      Ponoć kiedys bawił się ze swoim rówieśnikiem. Tamtem powiedział " uwaga,
      tramwaj numer 410 odjedzie do Gdańska". Na co jej bratanek skrytykował kolegę
      mówiąc: "tramwaje nie jeżdzą do innego miasta, do innych miast mozesz jechac
      pociągiem". Wtedy kolega poprawił się i mówi:"jedziemy tramwajem 103 na
      Krzekowo". To również nie spodobało się bratankowi koleżanki i powiedział : "na
      Krzekowo jedzie tramwaj nr 7, nie ma u nas tramwaju 103 sa tylko:
      1,2,3,4,,6,7,8,9,11,12 Z tego co opowiadała znajoma, dziecko jak na swój wiek
      ma sporą wiedze, szybko zapamiętuje informacje, chodzi za nią i sam z własnej
      inicjatywy się dopytuje jak się mówi po angielsku określone słowa.
      Czy jenak jest to zdolne dziecko? Tego na razie nie wiadomo... wszystko pokaże
      czas..
      • Gość: gosc czytający czterolatek....dziś student prawa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.05, 16:47
        kilkanaście lat temu
        w prowincjonalnym małym miasteczku
        przeszłam z synem strszliwą drogę
        przedszkole,szkoła podstawowa i średnia
        był wyjątek pani od języka polskiego
        ale pojawiła się dopiero w VII klasie
        syn jest dyslektykiem
        są to dzieci bardzo wrażliwe i inteligentne
        życzę spotkania dobrych pedagogów
        pozdrawiam
    • Gość: Asia Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 08.01.05, 22:36
      Tiny: przeczytałam Twoją wypowiedź z ogromnym zainteresowaniem - a jednocześnie
      z pewnym przerażeniem, bo miałam cichą nadzieję, że od czasu, gdy byłam w wieku
      Twojego syna, parę spraw się już zmieniło.

      Ja nauczyłam się czytać wcześnie, w wieku ok. 3,5 roku - dzięki rodzicom. Kiedy
      miałam 5 lat moja mama (nauczycielka nauczania początkowego) uczyła akurat
      pierwszą klasę i od czasu do czasu zabierała mnie do siebie na zajęcia. Szybko
      okazało się, że radzę sobie bez problemów; bardzo zresztą było mi śpieszno do
      szkoły ;). W końcu moi rodzice podjęli decyzję o wcześniejszym wysłaniu mnie
      tam (w wieku 6 lat do drugiej klasy). Poradnia była przeciwna, musiałam też
      pisać specjalny egzamin w szkole. Z perspektywy tych "kilku" lat wydaje mi się
      to co najmniej dziwne - z jednej strony obawa o dojrzałość dziecka, jego
      psychikę itd., z drugiej - stawianie go w sytuacji ewidentnie stresowej i
      wymagającej dojrzałości większej niż drugoklasisty. Egzamin napisałam
      (zapamiętałam go jako bardzo prosty) i od września rozpoczęłam naukę w drugiej
      klasie. Myślę, że rodzice nie zdecydowaliby się tak łatwo na ten krok, gdyby
      nie to, że mogli mieć mnie pod swoją opieką. Nie miałam problemów
      interpersonalnych, jestem typem osoby kontaktowej (przypuszczam, że dla dziecka
      nieśmiałego cała sytuacja byłaby dużo trudniejsza). Rodzice nie otrzymywali
      żadnej pomocy z poradni. Za to - już jako uczennica klasy trzeciej! - dostałam
      oficjalne wezwanie do pierwszej klasy...

      A jednak czekały na mnie dużo większe absurdy... Koniec podstawówki - będąc
      jedną z najlepszych uczennic w szkole, laureatką i finalistką olimpiad
      dowiedziałam się, że mam się zgłosić do poradni psychologiczno-pedagogicznej na
      badanie mające potwierdzić dojrzałość emocjonalną itd. potrzebną do rozpoczęcia
      nauki w liceum! Wydaje mi się to jakąś kompletną paranoją - przez siedem lat
      nikt się dzieckiem nie interesuje, a potem nagle mam wziąć udział w badaniu,
      które ma mi umożliwić dalszą naukę. To dobre oceny, wyniki testów na koniec
      szkoły, olimpiady, o dobrych kontaktach z osobami z klasy już nie wspominając,
      nie są wystarczającym potwierdzeniem? A jeśli jakaś Bardzo Mądra Pani Psycholog
      powie, że się do liceum nie nadaję, to co miałabym niby zrobić (obowiązek nauki
      szkolnej trwa) - iść do zawodówki? powtarzać ósmą klasę?

      Na szczęście rodzice, już doświadczeni, nie dali się zagadać szkolnym pedagogom
      (martwiącym się o moją przyszłość, heh ;)). Do liceum poszłam, skończyłam je z
      bardzo dobrymi wynikami, dostałam się na studia. Tu nikt już mojej dojrzałości
      emocjonalnej nie neguje.
      • mirka18 Re: czytający płynnie czterolatek 09.01.05, 12:22
        Czytający czterolatek to żadna rewelacja, w tym wieku czyta już dużo dzieci. A
        co do pań czy panów psycholog to mam dobrą opinię . Córka jest pod kontrolą
        takiego ośrodka, prowadzą zajęcia wyrównawcze, przypominają o terminch wizyt i
        nie jest prawdą że się nie interesują. A poza tym patrzą na dziecko obiektywnie
        a nie przez pryzmat często fałszywych ambicji rodziców.No cóż dla każdego
        rodzica jego dziecko jest genialne.
        • mirka18 do Asi 09.01.05, 12:27
          Miałaś to szczęście że jesteś córką nauczycielki . Oni zawsze są faworyzowani,
          biorą udział w konkursach,choć na to nie zasługują , mają podwyższane oceny
          niesprawiedliwie i wogóle mają lepiej/tak jest w większości szkół/A pewnie i
          Twoja mamusia nie była zainteresowana aby się zgłosić wcześnie do poradni, bo
          nie wypada córce nauczycielki.
          • Gość: nutka Re: do Asi IP: *.chello.pl 09.01.05, 12:53
            syn przyjaciół ( obecnie ośmiolatek) również od zawsze przejawiał nadzwyczajne
            zdolności ( wczesne czytanie, liczenie, "dorosłe" zainteresowania itp. ). Moja
            córka - jego rówieśnica - oceniana w przedszkolu i szkole jako dziecko
            elokwentne, bystre, zdecydowanie później nauczyła się czytać i liczyć. Zawsze
            uważaliśmy syna naszych znajomych za geniusza i w zasadzie zastnawiało nast
            dlaczego rodzice nie rozwijają jego zainteresowań. Okazuje się że chłopiec
            jest b. nieśmiały ma ogromne problemy z aklimatyzacją w nowym środowisku, z
            trudem nawiązuje kontakty z rówieśnikami. Przyjaciółka nie może wysyłać go na
            żadne zjęcia w grupie bo chłopiec nie chce w nich uczestniczyć - nikogo nie zna
            i całe zjęcia np. chowa sie pod ławkę. Nie jestem specjalistką , ale przypadek
            ten potwoierdza, że dzici nadzwyczaj uzdolnione wymagają szczególnej opieki
            specjalisty. Pozdr,
          • Gość: Asia Do Mirki18 IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.05, 17:21
            Do Mirki18

            Nie mam pojęcia, skąd w Twojej wypowiedzi tyle ironii i złośliwości. Tak,
            miałam szczęście, że jestem córką nauczycielki (a właściwie - nauczycieli) - bo
            moi rodzice mieli świadomość, jak ważna jest moja edukacja, i umieli
            zainteresować mnie otaczającym światem, jednocześnie bez fałszywych ambicji,
            kilkudziesięciu zajęć dodatkowych i zabierania mi dzieciństwa.

            Nie wiem, skąd wysnuwasz wniosek, że byłam faworyzowana. Nie byłam. Brałam
            udział tylko w tych konkursach, na udział w których zasługiwałam. Nie miałam
            niesprawiedliwie podwyższanych ocen. Wręcz przeciwnie - niektórzy nauczyciele w
            mojej pierwszej szkole (tej, gdzie pracowali moi rodzice) przenosili na mnie
            ew. negatywne uczucia, jakie żywili w stosunku do moich rodziców. Aby nie
            być "córką nauczycieli" pod koniec podstawówki zdecydowałam się na zmianę
            szkoły. A potem było liceum. i studia, gdzie nikt już nie wie, gdzie pracują
            moi rodzice...

            > Czytający czterolatek to żadna rewelacja, w tym wieku czyta
            > już dużo dzieci
            Być może. Nie wiem, jak wygląda sytuacja obecnie. Na pewno sam fakt czytania w
            wieku czterech lat nie jest rewelacją, ale z drugiej strony - na pewno też nie
            jest standardem.

            > A co do pań czy panów psycholog to mam dobrą opinię . Córka
            > jest pod kontrolą takiego ośrodka, prowadzą zajęcia
            > wyrównawcze, przypominają o terminch wizyt i
            > nie jest prawdą że się nie interesują.

            Tak jak są dobrzy i źli nauczyciele, tak i są dobrzy i źli psycholodzy i
            pedagodzy. Twoja córka miała szczęście, że trafiłam pod opiekę takiego ośrodka,
            który dobrze wypełnia swoją "misję":) i interesuje się dziećmi. Ale nie znaczy
            to, że tak jest w każdym ośrodku w całym kraju.
        • Gość: jot Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.amsnet.pl 09.01.05, 12:48
          To prawda. Zupełnie nie rozumiem tych ataków na Marię. Przecież nie stwierdza,
          że dziecko, o którym mowa na pewno będzie zupełnie przeciętne. Ona tylko
          napisała, że zdarzają się i takie przypadki. Ja także chodziłam do szkoły
          podstawowej z takim niby geniuszem. W trzeciej klasie przeniesiono go do
          piątej, bo się po prostu nudził na lekcjach. W pamięci obliczał iloczyn liczb
          trzycyfrowych i w ogóle był inteligentny. Niestety, później jego szybka kariera
          załamała się i rówieśnicy dogonili go we wszystkim. Jest całkiem przeciętnym
          człowiekiem, jakich wielu. Dodam, że był synem nauczycielki i ona dbała o jego
          rozwój. Nie można więc powiedzieć, że jego zdolności zostały zmarnowane. Jest
          więc w życiu różnie, a Maria, z racji swego zawodu, zna pewnie wiele
          przeróżnych przypadków. Tak, że zamiast atakować, poradźcie Tinie, jak ma
          postępować. To, jakie później będzie jej dziecko, czas pokaże.
          • Gość: jot Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.amsnet.pl 09.01.05, 12:59
            Oczywiście, chodziło mi o dziecko Beaty, a nie Tiny. Przepraszam.
            • tiny do jot ;) 10.01.05, 15:06
              Nie mam nic przeciwko przyszłej przeciętności Mikołaja :)
              Nie chcę tylko, aby na wstępnie już się zniechęcił i powielił drogę chłopca z przytoczonego przez Marię przykładu (bo to zdecydowanie już nie są przeciętne problemy). Problemy z nauką i niechęć do niej zaczynają się wtedy, gdy szkoła przestaje być dla dziecka przygodą, wyzwaniem. Tak mi się zdaje. Ale jestem tylko (aż???) mamą, a nie fachowcem ;)
              • Gość: jot Re: do jot ;) IP: *.amsnet.pl 10.01.05, 18:19
                Ależ Tiny, nie zamierzałam oceniać Twojego ani niczyjego dziecka. Oczywiście,
                że musisz wspierać jego rozwój. To Twój obowiązek i prawo, by zapewnić mu jak
                najlepsze ku temu warunki. Nie twierdziłam również, że Twój Mikołajek będzie
                przeciętny, oby był jak najdoskonalszy. Czego Ci szczerze życzę. Mó post miał
                tylko potwierdzić obserwacje, że różnie w życiu bywa i nie zawsze dziecko
                zapowiadające się na geniusza, na pewno nim zostanie. Nic więcej:)
              • Gość: Joanna Re: do jot ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 20:03
                Problemy z nauką i niechęć do niej zaczynają się wtedy, gdy szkoła prz
                > estaje być dla dziecka przygodą, wyzwaniem.-napisała tiny
                Dla ogromnej większości dzieci szkoła przestaje być przygodą już w pierwszych
                dniach...
                Może napiszę jak było w moim przypadku. Nie nauczyłam się czytać w wieku 4 lat,
                ale póżniej, w zerówce przegoniłam inne dzieci i był pomysł, by wysłać mnie do
                klasy drugiej, co ostatecznie nie zostało zrealizowane....uważam, ze rodzice
                postąpili słusznie. Myślę, że wiele dzieci chce bardzo szybko iść do szkoły, bo
                nie zdaje sobie sprawy z tego, czym naprawdę jest...a jest miejscem, gdzie
                dziecko uświadamia sobie, że jego poglądy, jego zdanie, on samo jako jednostka
                nikogo nie obchodzą. Pamiętam jak dużym rozczarowaniem - i to nie tylko ze
                względu na nudę - była dla mnie szkoła. Byłam bardzo wrażliwym dzieckiem z
                silnie rozwiniętym poczuciem indywidualności. Wyrażałam ją jak umiałam, jak
                dziecko - malując w inny sposób, nie nosząc piórnika, zwracając uwagę
                nauczycielce, gdy postąpiła nieuczciwie...Tiny, zanim poślesz swoje dziecko do
                szkoły, zanim się na to zdecydujesz - zastanów się czy nie jest ono takim
                "odmieńcem"-dla indywidualistów szkoła jest ogromnym stresem...i nie chodzi
                tutaj tylko o inteligencję, chodzi przede wszystkim o przystosowanie społeczne,
                o umiejętność radzenia sobie z nauczycielami( którzy wcale nie są dla
                wyróżniających się dzieci przyjażni, bo są dla nich problemem). Wiem, że każdy
                chce dla swojego dziecka najlepiej, ale szkoła- oczywiscie nie zawsze- zabija
                dziecieca wiare w świat i to, ze świat zyje po to, by je uwielbiac...
                P.S. teraz mam 20 lat, zajmuję się architekturą, a pójście do szkoły w wieku 7
                lat zapewne nie wpłynęło negatywnie na rozwój mojej inteligencji
                • Gość: wiedzma Re: do jot ;) IP: *.3web.net 25.01.05, 02:29
                  Nie bede sie tutaj wymadrzac, ale napisze o sobie...
                  Pamietam, ze umialam juz czytac ("atrakcja" bylo, gdy czytalam gazety... Ja
                  taka mala a gazeta ogromna.. ) i liczyc (tabliczka mnozenia, dzialania w
                  slupkach, rownania z niewiadoma), gdy poszlam do przedszkola i okrropnie sie
                  tam nudzilam. Podobnie bylo na poczatku podstawowki. Pamietam, jak bedac w I
                  klasie, czytalysmy dziecom, na zmiane z nauczycielka, na glos ksiazki...
                  Nigdy nie mialam problemow z nauka. Nigdy - bedac w szkole podstawowej czy
                  sreniej, nie uczylam sie w domu. Wystarczaly notatki z lekcji i przegladniecie
                  przed lekcja podrecznika. Zawsze bylam jedna z najlepszych uczennic.
                  Uczeszczalam na kolka zaintersowan - musze przyznac, ze dosc skrajne..
                  matematyka, historia, jez. obce, ale to dlatego, ze interesuje sie wieloma
                  dziedzinami.
                  Musze dodac, ze pochlanialam "tony" ksiazek... Do biblioteki bylam zapisana od
                  5 roku zycia.
                  Studia filologiczne (fil. obca za granica) skonczylam bez zadnych problemow i
                  bez zadnego wysilku, ze srednia powyzej 4.

                  Mam dobra pamiec wzrokowa, latwo zapamietuje. A do tego jestem bardzo
                  spostrzegawcza. Mam zdolnosci plastyczne i muzyczne.
                  Uwazam sie za "normalna", a nie jakas ponad.....


      • tiny do Asi 10.01.05, 15:03
        Asiu, niestety, do wielu sytuacji nasz system oświaty nie dorasta.
        Moja ciocia ma inny problem - jej synek (obecnie 8 lat) ma kłopoty z nauką, nie potrafi się skupić, zapomina przeczytany początek zdania zanim dojdzie do końca. za to jest świetnym "mechanikiem" i "manualnym kombinatorem". To na pewno nie jest "głupie" dziecko. Ale dla dzieci z problemami w nauce jakoś łatwiej znaleźć pomoc w poradniach (niebawem ten chłopiec ma wizytę w poradni) - bo słyszy isę o spektakularnych osiągnięciach w tej dziedzinie - trzeba znaleźć "otwieracz" do dziecka...
        Jeśli rodzice dziecka zdolniejszego idą do poradni to nie po to, aby podbudować swoje ego, ale po to, aby ktoś poradził im jak "nie zepsuć czegoś co może być całkiem fajne", jak dziecka nie zniechęcić (nuda - wiadomo pierwszy zabójca dziecięcego zapału). A tutaj często czeka ich zimny prysznic. I to jest smutne.

        ps. Dziś, gdy odbierałam Mikołaja ze szkoły, był trochę przygaszony. Powiedział, że pani z biblioteki uznała, że nie wypożyczy mu "Harrego Pottera" bo to nie dla pierwszaków. Poszłam więc z nim do biblioteki, aby zapytał, czy dostanie tę ksiażkę na ferie, bo wtedy będzie miał dużo czasu. I wiecie co? Pani z uśmiechem odparła, że oczywiście, jesli mama zgadza się na tak poważną lekturę (duchy, strachy i inne mary), to dostanie Harrego już dziś z przedłużeniem do końca ferii. Miki był przeszczęśliwy :)))) I wie, że jeśli nie zdoła przeczytać Harrego to nic się nie stanie, bo każdemu książka może "nie podejść". Wydaje mi się, że po raz kolejny udało się młodego nie zniechęcić do czegoś (widziałam, ze był zrezygnowany i pewnie długo nie poprosiłby o tę ksiażkę ;)))
        Pozdrawiam, tiny.
    • grrrrw Re: czytający płynnie czterolatek 09.01.05, 17:42
      Coraz czestszy.
      Po prostu dziecko ma okazje cwiczyc czytanie w rozmaitych sytuacjach, których
      dawniej nie było, chocby na nazwach produktów w supermarketach, ulotkach
      reklamowych, na reklamach ulicznych itd.

      A cyferki w windzie i w oczekiwaniu na "tlujke".

      Jesli do tego znajdzie sie w otoczeniu dziecka ktos, kto ma czas i checi
      dziecko stymulowac, podsunie mu tekst, którego tresc zainteresuje,a robi to
      umiejetnie i dziecko sie nie zniecheci do tej nauki, to nawet trzylatek
      osiagnie sukces w czytaniu, jakiego czasem prózno oczekiwac od gimnazjalisty.

      Rodzice Marii Skłodowskiej, późniejszej Curie, gdy zauwazyli, ze dziewczynka
      (najmłodsza z piatki rodzenstwa) przez zazdrosc, towarzyszac starszym w
      odrabianiu lekcji nauczyła sie nie majac ukonczonych czterech lat, czytac;
      ilekroć zauwazali ja z ksiazka w reku, odbierali jej ksiazke i wysyłali na
      powietrze, "zeby sobie pobiegała".

      Ten sam system stosowała Maria w stosunku do swoich dwóch wybitnie zdolnych
      córek. Dodam, ze małzonkowie Curie własnych córek do szkoły nie posyłali,
      kształcili je sami w domu, stworzyli mała grupe edukacji domowej dla dzieci
      własnych i przyjaciół - naukowców.

      Zródło: "Maria Curie" by Ewa Curie
      • Gość: gość Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.05, 19:39
        Nikogo nie atakuje ale jest prawdą,że dzieci
        nauczycieli są faworyzowane,
        mam dwóch synów i byłam zaangażowana w ich
        edukację byłam blisko szkoły stąd moje spostrzeżenia
        najgorzej mają dzieci,których rodzice prowadzą
        własną działalność tu żle są oceniani i rodzice
        i ich dzieci
        pozdrawiam
        • Gość: Master Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 00:55
          Czytanie to zdolnoc,ale bardzo ograniczona i wybiórcza,oby nie mechaniczna bo
          to może byc nudne.Nauka odbywa się z udziałem stresu i wymaga wiele
          zangażowania.W moim przypadku studiowanie przychodziło o wiele łatwiej niż
          nauka w liceum,bo dotyczyło głównie przedmiotów technicznych a nie wszystkich i
          odbywało się w sposób mniej schematyczny,co nie znaczy,że nie
          było "mordercze".Ale każdy ma swoje preferencje.
    • Gość: blus Einstein jak miał 4 lata to jeszcze nie mówił IP: *.imp.gda.pl 23.01.05, 21:41
      A co dopiero mówić o czytaniu. Popieram zdanie marii. Takie dzieci niekoniecznie
      są zdolniejsze od innych . Po prostu na poczatku troche przyspieszyły potem
      trochę się opóźnią i wylądują w normie. Rozwój dzieci przebiega szalenie
      niejednorodnie.
      Ten kto w pierwszej klasie szkoły podstawowej jest najwiekszy na ogól zostaje
      przerośnięty później przez innych. Niestety w pierwszych miesiącach życia
      niemowle małpy znacznie wyprzedza niemowle ludzkie , rozwojem inteligencją itp.
      Później sie to zmienia . Tak więc te rzekomo zdolne przedszkolaki różnie końcżą
      nie ma co piac z zachwytu i tworzyć szkoły dla nieprzeciętnych.
      • kocia_noga Re: Einstein jak miał 4 lata to jeszcze nie mówił 23.01.05, 23:55
        "Piać z zachwytu"? Przecież nie o to chodzi .Takie dzieci mają różne problemy -
        jedne nudzą się w szkole i uczą się olewania nauki , inne sa sekowane przez
        inne dzieci , które im zazdroszczą , a jesli nie dzieci , to przez zazdrosnych
        dorosłych .Warto się takimi dziećmi zająć , tak jak sie otacza opieką dzieci
        wolniej uczące się , np dawać im trudniejsze zadania do wykonania ,stawiać
        wyższe wymagania .Jesli dogonią ich rówieśnicy - nic złego się nie stanie ,a
        będą przygotowane do pracy i współpracy.
    • Gość: bo... Re: czytający płynnie czterolatek IP: 195.205.141.* 24.01.05, 07:58
      Ja sam czytałem w wieku 5-ciu lat. Nauczułem się praktycznie sam. W tym samym
      wieku umiałem tabliczkę mnożenia i dodawać na wyścigi pisemnie z dużo wtedy
      starszymi. Ale w szkole było nudno bo do piątej klasy uczą tego co ja umiałem
      na starcie. Gdy wujek zapytał mnie pewnego razu czego nauczyłem sie w szkole,
      odpowiedziałem "jeszcze nic". Chociaż dzisiej jestem mgr inż. to nigdy nie
      umiałem się uczyc chociaż srednią zawsze miałem w czołówce grupy. Jedno mnie
      jeszcze "męczy" gdy inni cieszyli się z byle drobnostki bo zdobyli to z wielkim
      wysiłkiem dla mnie to nie było niczym znaczącym i dlatego nie umiem się cieszyć
      z rzeczy którymi cieszą się ludzie mnie otaczający.....bycie mądrzejszsym daje
      duże szanse ale nie jest łatwiejsze niż życie "przeciętniaka"
      • Gość: krysiula Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 11:33
        ja umiałam czytać w wieku 4 lat,ale jakos specjalnie zdolna nie jestem, to
        wcale nie musi swiadczyc o wybitnej inteligencji dzieciaka
        • Gość: nika Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 13:52
          Uwaga- wywód bedzie długi. Jestem mamą "nieprzeciętniaka". Typ czytającego i
          liczacego trzylatka. Zachwyt rodziny i ... problemy dla pedagogów. Gdyby tylko
          na czytaniu się kończyło, to nie byłoby kłopotu - świadomie piszę o KŁOPCIE!
          Syn jest ogólnie uzdolniony: szeroki zakres wiedzy- również ścisłej, zdolności
          muzyczne, sportowe, aktoskie, językowe. Jest towarzyski- świetny organizator.
          Nie jest to wyssane z palca, czytaj: wybujałych ambicji rodziców, ale
          potwierdzone wynikami w szkole i pozaszkolnych konkursach, zawodach... W
          przedszkolu nie szaleliśmy nad "cud-dzieckiem", wiedząc, że to się zdarza i
          niekoniecznie pozostaje. Przed 1-szą klasą zostaliśmy skierowani do poradni.
          Tam określono IQ i złożono mam gratulacje rozwodząc się nad jego geniuszem...
          Zapytałam, co dalej- zaproponowano od razu 3-cią klasę i nic więcj, bo nasz
          system nauczania nie przewiduje "takich" dzieci. Nie zgodziliśmy się- wolę
          uczyć go więcej a nie szybciej! Po co mu przeskakianie klas zamiast szerszego
          programu?! Teraz skończył 10 lat a my, rodzice, ciągle jesteśmy w rozterce. On
          z łatwością odnosi sukcesy na różnych polach (przedwczoraj Grand Prix w
          poważnym konkursie interpretacji wiersza) a my do tej pory nie znależliśmy
          oparcia w kadrze pedagogicznej, choć mieszkamy w dużym mieście- na zachwycie
          się kończy. RATUNKU! nie chcę kiedyś usłyszeć, że został zmarnowany. Po
          sukcesie akcji "Rodzić po ludzku" proponuję Gazecie akcję wyszukiwania dzieci
          autentycznie zdolnych oraz opracowania systemu określania i wykorzystania ich
          potencjału, bo na działania odgórne nie ma co liczyć. Reasumując: rozsądnie
          podchodźmy do zdolności naszych dzieci, ale "w razie" prawdziwego talentu
          miejmy wparcie!!!
        • Gość: anna To widać nie każdy:/ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 13:54
          No ja czytałam troszke później, bo w wieku 5 lat, ale jako jedyna spośród
          swoich rówieśników. Tu chyba nie wydaje mi się, że chodzi o zdolność, znam
          wiele osób bardzo zdolnych, które czytać się nauczyły w VI klasie podstawówki.
          Samo czytanie nie świadczy o jakiejś zdolności... Tu chyba nie o to chodzi... :/
      • el_triste Re: czytający płynnie czterolatek 25.01.05, 10:10
        A żebyś wiedział, że mam podobne doświadczenia. Czytać zacząłem jako 3latek, a
        dalej szło samo. Teraz kończę studia. Nigdy się nie przemęczałem, nie kułem po
        nocach ani nic z tych klimatów, co nie przeszkadzało mi regularnie pobierać
        stypendiów za wyniki i nagród dziekana dla najlepszego studenta. A ile razy
        wywieszali wyniki egzaminów na które ludzie kuli dziesiątki godzin, żeby dostać
        te 3,5 albo 4 to ja dostawałem 5 ot tak. Tam wybuchy radości a u mnie krótkie
        skwitowanie "o, znowu". Nie umiem się cieszyć sukcesami, zawsze miałem i ciągle
        mam poczucie winy, że tak samo z siebie mi przychodzi, że powinienem ciężej
        pracować...
    • Gość: Joanna Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 12:18
      Mój syn w wieku 2 lat znał wszystkie litery
      Wydawało się nam że wyrośnie na geniusza
      W szkole nie miał kłopotów ale trudno mu było podporządkować się regułom
      szkolnym
    • Gość: ama-nieduża =P Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.zgora.sdi.tpnet.pl 24.01.05, 12:20
      Ja kiedy mialam 4 lata tez umialam juz czytac...czy cos w tym zlego?? Teraz
      przynajmniej nie mam problemow z czytaniem tak jak niektorzy moi rowiesnicy :)
    • Gość: CC Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 13:04
      Jestem pedagogiem wczesnej edukacji, od kilku lat uczę w przedszkolu czytac
      małe dzieci (0d 3 lat), naturalną metodą dr I. Majchrzak. Wyniki są
      rewelacyjne, dzieci szczęśliwe, rodzice zadowoleni, a nauczyciele w podstawówce
      powoli godzą się z faktem, że nauka czytania w I klasie od "głoski a" to
      bzdura. Umiejetność czytania to okno na świat. Nigdy nikomu nie zaszkodzi. A
      to, czy dziecko nie nabierze "leserskich" nawyków, zależy od wielu czynników,
      m.in. od tego, czy rodzice potrafią umiejętnie pokierować rozwojem dziecka i
      wspierać je. A tobie, Beatko i twojemu synowi życzę niesamowitych przeżyć w
      fantastycznym świecie literatury.
      • Gość: Alian Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 13:45
        Myślę ze to bardzo dobrze ze male dzieci uczą się poprzez zabawe czytać. Moja
        córka uczy się czytania globalnego od momentu gdy skończyła 6 miesięcy zycia.
        Jest to dla niej wspaniała zabawa. Rozpoczynała od prostych wyrazów z jej
        otoczenia poprzez wyrażenia dwuwyrazowe do całych zdań. Wiem że szybko nauczy
        się czytać całymi zdaniami. Dla niej jest to zupelnie naturalny proces gdyż
        jest w wieku w ktorym dosłownie pochłania wiedze,posiada łatwość uczenia tak
        naturalną że do niczego jak narazie nie trzeba jej zmuszać.Jest to pęd życia
        którego nie sposob powstrzymać , można go jedynie wykorzystać. Pamiętam jak
        sama w wieku 6-ściu, 7-miu lat usilnie starałam nauczyć się alfabetu...uff
        koszmar. Alfabet jest tak abstrakcyjny że należaloby go wprowadzać raczej na
        koniec nauki czytania. Na rozpoczynanie nauki czytania w wieku 6 lat jest
        stanowczo za późno. Wiem żę moja córka będzie miała dostęp do cudownego świata
        przeróżnych ksiązek a dzięki temu do ogólnej wiedzy. Nie chodzi mi o to by
        stała się geniuszem, bardziej o to by nie odczuwała przymusu i monotonii w
        dlużącej się nauce czytania począwszy od liter, poprzez sylaby i dalej...
        • Gość: Ela Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 14:34
          To,ze dziecko wczseśnie umie czytać wcale nie musi przekładać się na ilość
          przeczytanych książek. Mój syn takze umiał czytać w wieku 4 lat, teraz ma 15 i
          jego czytanie ogranicza się do lektur szkolnych (większość czasu spędza przy
          komputerze), natomiast córka czytała płynnie w wieku 6 lat, ale teraz (11 lat)
          pochłania mnóstwo książek i ma o wiele bardziej urozmaicone zainteresowania.
          Obydwoje bardzo dobrze się uczą i naprawdę nie widzę żadnej realnej korzyści z
          tego ,że syn umiał czytać wcześniej. Pozdrawiam.
      • kocia_noga Re: czytający płynnie czterolatek 24.01.05, 20:23
        Gość portalu: CC napisał(a):


        > to, czy dziecko nie nabierze "leserskich" nawyków, zależy od wielu czynników,
        > m.in. od tego, czy rodzice potrafią umiejętnie pokierować rozwojem dziecka i
        > wspierać je.
        Łatwo napisac o tym pokierowaniu, trudniej pokierować.
    • p.hadam Re: czytający płynnie czterolatek 24.01.05, 14:33
      > Ciekawa jestem czy obecnie jest to częsty przypadek wśród dzieci w jego wieku

      Nie wiem jak jest obecnie, ale ja sie nauczylem czytac razem w mowieniem. Jakos
      kolo 3-cich urodzin. No ale to bylo prawie 2 lata temu, wiec tak jak mowie, nie
      wiem jak jest teraz.

      > i ewentualnie jak takiemu dziecku dobrze organizować czas.

      Ja na 4 urodziny dostalem MS Project. Bardzo dobry do planowania wszelkich zadan
      i zajec, do organizacji czasu. Jednak to zajmuje troche czasu, wiec lepiej to
      zlecic komus. Rodzice znalezli firme, ktora zajmuje sie organizowaniem czasu
      dzieciom w wieku do lat 7 i jest gites.

      Pozdrowka
      Hadzio

      :):):):):):)
    • Gość: Kaśka Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 18:55
      Synek mojego brata ma 4,5 roku i czyta bajki, gazety. Dostał książkę o ptakach
      (nie chodzi o taką z obrazkiem i podpisem, to każdego gatunku jest szeroki
      opis), to jego ulubiona lektura. Kiedy jego starsza siostra (I klasa) uczy się
      angielskiego on łapie słówka szybciej od niej. Nikt go specjalnie nie uczył, on
      po prostu pamięta to co usłyszał. Zastanawiamy się czy dobrym pomysłem jest
      posłać go szybciej do szkoły, jakie są warunki żeby tak zrobić. Czy trzeba
      przejść jakieś testy?
      • Gość: "gienius" Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.pil.vectranet.pl / 213.17.223.* 24.01.05, 21:05
        nie chce mi sie czytac wszystkich postow, powiem tylko tyle: czytalam, w miare
        plynnie w wieku 3 lat, takze gazety. Nie widze w tym nic dziwnego, nie jestem
        nadzywaczajnie uzdolniona. mam 30 lat, wiec to nic zwiazanego z "dzisiejszymi
        czasami". Proponuje sie nie podniecac - to naprawde nic az tak niespotykanego.
        • Gość: Hadzio Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.imag.fr 25.01.05, 13:11
          > nie chce mi sie czytac wszystkich postow, powiem tylko tyle: czytalam, w miare
          > plynnie w wieku 3 lat, takze gazety. Nie widze w tym nic dziwnego, nie jestem
          > nadzywaczajnie uzdolniona. mam 30 lat, wiec to nic zwiazanego z "dzisiejszymi
          > czasami". Proponuje sie nie podniecac - to naprawde nic az tak niespotykanego.

          Zgadzam sie z tym. Mam sporo znajomych (starszych ode mnie, a sam mam 27l.),
          ktorzy tak samo "wczesnie" nauczyli sie czytac. Wiec moze nie ma co sie
          podniecac czytaniem w wieku 3 lat. Moze to norma. A moze Ci co zaczynaja pozniej
          powinni sie zastanowic nad soba.

          Pozdrowka
          Hadzio
      • Gość: Hadzio Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.imag.fr 25.01.05, 13:09
        > Zastanawiamy się czy dobrym pomysłem jest
        > posłać go szybciej do szkoły, jakie są warunki żeby tak zrobić. Czy trzeba
        > przejść jakieś testy?

        Ja przechodzilem takie testy w poradni wychowaczo-pedagogicznej. Ale to bylo w
        1984, wiec nie wiem jak teraz. Do dzis nie jestem przekonany czy to byl dobry
        pomysl.

        Przyklad z czytaniem jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Ja do dzis nie umie
        i nie lubie czytac. A to czemu? Bo NIGDY sie nie uczylem czytac. Wtedy kiedy
        wszyscy rowiesnicy uczyli sie czytac, ja juz czytalem, wiec ja sie nie uczylem.

        Pozdrowka
        Hadzio
    • Gość: Slotna Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.dsl.pipex.com 24.01.05, 21:11
      Czytac umialam wczesnie, w I kl podstawowki nie mialam co robic, przeniesiono
      mnie wiec po egzaminie do II. I co? W podstawowce nie spadlam ponizej sredniej
      4.5, ale w liceum zjechalam z ocenami juz strasznie. Nie mam nawyku uczenia
      sie - zawsze jakos wybrnelam dzieki wiadomosciom ogolnym i erudycji (ksiazki).
      Studia przerwalam w polowie pierwszego roku. Malo osob wie, jakie problemy mam
      z nauka. Nie potrafie sie skupic, nie potrafie sie zmusic, nigdy nie odrabialam
      lekcji, nie kulam - po co? Typ: zdolny len, ale moze nie az tak zdolny, a moze
      juz za bardzo leniwy?
      Apeluje wiec: pilnujcie dzieci, nawet tych genialnych, wdrazajcie je do
      dyscypliny. Mnie jej braklo.
      pozdrawiam
      • Gość: a..... Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 21:35
        Slotna, u mnie było to samo, ja na studiach wytrzymałam 3 semestry, ja też nie
        potrafiła się uczyć. Wpodstawówce nie uczyłąm się wogóle, bo wszystko
        pamiętałam z lekcji, w liceum było znacznie trudniej, bo wiadomości musiały
        być uzupełniane książkami, nad którymi nie potrafiłam przysiedzieć. Maturę
        zdałam z dobrymi wynikami, tylko dzięki fgakultetom i zajęciom dodatkowym. A na
        studiach to już wogóle porażka.
        Więc pamiętajcie ze zdolnymi dziećmi trzeba pracować! Bo inaczej się zmarnują
        A.
        • Gość: a..... Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 21:37
          Przepraszam za literówki, pisałam z synkiem siedzącym na kolanie :)
          • Gość: anha Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.lubin.dialog.net.pl 24.01.05, 23:36
            Mój starszy, obecnie 8 - letni syn zaczął czytać mając trochę ponad 3,5
            roku.Nie uczyliśmy go! Znał się już wtedy na zegarze, datach, liczył swobodnie
            w zakresie 100 (nie wiadomo kiedy dotarł do 1000 i jeszcze dalej). Pani w
            przedszkolu najbardziej przeszkadzało w pierwszych dniach, że ciągle
            pytał "która godzina?". Byłam tak zaskoczona jej pretensjami, że jedyne, co
            przyszło mi do głowy, to prośba, żeby pokazała mu wiszący na ścianie zegar.
            (Trafił do grupy 3 - latków w maju; nie przejmowano się, że on też potrzebuje
            czasu na "aklimatyzację"). Kusiło nas wcześniejsze posłanie syna do szkoły,
            zrezygnowaliśmy, bo wydawał się nam niewystarczająco dojrzały społecznie i
            emocjonalnie.W zerówce rozwiązywał zadania matematyczne z klasy 3, ale poziom
            myślenia okazał się jeszcze przedoperacyjny. Rzadko mówił o tym wprost, ale
            często czuł sie nierozumiany przez rówieśników. W szkole zaczął się
            uwsteczniać: wmawiał sobie i nam, że musi czegoś tam uczyć się, bo tego nie
            umie (równał w dół - jednym słowem). Na początku 1 klasy wręczyłam nauczycielce
            opinię z poradni; odpowiedziała, że przekaże pedagogowi szkolnemu. I już! Nic
            sie nie dzieje. Synek w domu nie uczy się w ogóle, sporo czyta, interesuje sie
            sportem i geografią, lubi szaleć z kolegami na podwórku. A w szkole ... chyba
            często nudzi się.
            Nikt o tym nie napisał, ale to, czasami, bardzo przyjemnie być rodzicem takiego
            czytającego malucha: te zachwyty w sklepie, w pociągu itp. (albo, dla odmiany,
            spojrzenia współczujące w stronę dziecka lub kąśliwe uwagi do rodziców nt.
            tresury itp.).
            I o tym też nie było: młodsze dziecko w rodzinie, które mając 4 lata jeszcze
            nie czyta! To przekleństwo porównań! Pozdrawiam!
            • Gość: nika Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.05, 10:03
              oj przyjemnie, przyjemnie... :)) Ale radzę brać się z nim do pracy- tak jak
              wcześniej ktoś napisał: plan pracy i dyscyplina, bo zdolniacha się pogubi. My
              się bardzo staramy, odrobinkę działa szkoła (wysyła na konkursy, ale nie uczy
              dodatkowo). Jednak największym dla nas sukcesem jest zadbanie, żeby nie był
              wywyzszającym się kujonem. Z lenistwem jeszcze nie możemy sobie do końca
              poradzić. Pozdrawiam rodziców z "trudnymi" dziećmi!
            • Gość: Hadzio Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.imag.fr 25.01.05, 13:19
              > Nikt o tym nie napisał, ale to, czasami, bardzo przyjemnie być rodzicem takiego
              > czytającego malucha: te zachwyty w sklepie, w pociągu itp. (albo, dla odmiany,
              > spojrzenia współczujące w stronę dziecka lub kąśliwe uwagi do rodziców nt.
              > tresury itp.).

              Ta... ale uwazajcie na to zeby swoja przyjemnoscia nie pograzyc syna.
              Ja poszedlem do szkoly rok wczesniej i nie jestem przekonany ze to byl dobry
              pomysl. W 4 klasie szkola wpadla na pomysl, zeby mnie przeniesc od razu do 6
              klasy. Wtedy juz byl moj oficjalny sprzeciw i do tego nie doszlo. I ciesze sie z
              tego bardzo.

              Hadzio
        • Gość: Slotna Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.dsl.pipex.com 24.01.05, 23:04
          Wiec wlasnie. Regularnie mialam obnizane zachowanie za 'olewke', zawsze w
          dzienniku byl wpis 'oceny ponizej mozliwosci'.
          Szczytem byl konkurs matematyczny w LO, typu Kangur - mialam jakis kosmiczny
          wynik, duzo lepszy od tych piatkowych - i to wcale nie kujonow, u nas matma
          byla na poziomie, trzeba bylo naprawde rozumiec, miec smykalke. A ja przez trzy
          lata mialam dwoje.
          Generalnie zawsze meczylam sie na lekcjach, nie moglam sie skupic, bolala mnie
          glowa. Mam 19 lat i wiem, ze powinnam sie wziac za siebie, wrocic do Polski i
          zaczac sie uczyc, zamierzam to zrobic, ale co z tego wyjdzie? Pojecia nie mam.
          Chodze trzy razy w tyg do collegu, i glupich dwoch godzin nie moge wysiedziec.
          A lubie czytac i lubie wiedziec. Kocham wszelkie quizy, znam na pamiec mnostwo
          wierszy, cytatow, mam wiedze z wielu dziedzin z ktorymi nie mialam
          stycznosci 'profesjonalnie' - ale co z tego jesli mam podstawowe braki?
          • Gość: jmz Re: czytający płynnie czterolatek IP: 217.79.151.* 25.01.05, 02:17
            Przeczytałam (trochę pobieżnie) wszystkie posty. Wynika z nich, że czytające
            przedszkolaki i ich rodzice będą mieli w szkole kłopoty i nie ma na to rady. Coś
            w tym jest - grupa w wieku wczesnoszkolnym zdecydowanie nie toleruje odmieńców w
            obie strony i nie bardzo jest jak w to ingerować poza pilnowaniem, żeby
            dzieciaki nie zrobiły sobie nawzajem za dużej krzywdy. A panie nauczycielki...
            zależy na kogo się trafi. Mój syn ( nie geniusz, bo jest już całkiem duży i
            wyrósł z niego normalny młody człowiek)płynnie czytał na długo przed pójściem do
            szkoły i zdążył przeczytać samodzielnie za dużo całkiem poważnych książek. Po
            pierwszym dniu w szkole pani wezwała mnie i zaproponowała przeniesienie do II
            klasy, bo jest za mądry, zamiast odpowiadać na pytania jednym słowem, co było
            podobno typowe dla 7-latka, odpowiadał czterema zdaniami i w ogóle rozbijał jej
            tok lekcji i zamierzenia wychowawcze. Po tygodniu syn stwierdził, że to
            nieprawda, że w szkole trzeba się czegoś uczyć i coś umieć, przeciwnie: im mniej
            się umie, tym lepiej, a najlepiej w ogóle się nie odzywać. Po dwóch tygodniach
            odmówił chodzenia do szkoły. Nie mogłam go przenieść do II klasy, bo bardzo
            długo miał kłopoty z prawidłową wymową niektórych spółgłosek, jeszcze w wieku 7
            lat ćwiczyliśmy u logopedy, do tego nawet wśród rówieśników był zawsze
            najmniejszy w grupie a dla chłopaka to duży problem; aby musiał w szkole czegoś
            się uczyć, świadomie nie nauczyłam go pisać pisanymi literami (choć się tym
            interesował).
            Pani bardzo ubolewała nad tym faktem -"nie można go przenieść do II klasy bo
            wykazuje deficyt graficzny". Skończyło się na zmianie klasy na równoległą,żeby
            zmienić panią. Aby się nie nudził za bardzo i nie wpadł w samozachwyt po
            lekcjach chodził na angielski, na plastykę, na gimnastykę korekcyjną a potem na
            zajęcia sportowe i na basen, uczył się grać na instrumencie, potem doszły kółka
            przedmiotowe w szkole i zajęcia z informatyki. Chodziłam z nim do kina, na
            przedstawienia teatralne i koncerty, zajęcia dla dzieci z Festiwalu Nauki.
            Pilnowałam, żeby nie opuszczał żadnych zajęć, żeby odrabiał wszystkie lekcje i
            ćwiczenia. W okolicach piątej klasy podstawówki doszłam do wniosku, że mogę już
            wyluzować: sam sobie poradzi w szkole i w życiu - i rzeczywiście tak jest (jak
            dotąd).
      • Gość: Hadzio Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.imag.fr 25.01.05, 13:14
        Zgadzam sie z tym. I to samo slyszalem od wielu swoich nauczycieli. Trzeba
        uwazac z uczeniem sie na wyrost (do przodu) bo potem latwo wypasc z toku nauki.
        Ja tez sie nieraz w szkole nudzilem bo "wszystko juz wiedzialem" - zazwyczaj
        odbijalo mi sie to negatywnie gdzies pozniej. Taki wlasnie "zdolny len" moze nie
        az tak zdolny, a moze juz za bardzo leniwy.

        Pozdrowka
        Hadzio
    • basoni Re: czytający płynnie czterolatek 25.01.05, 11:03
      Kiedy skończyłam roczek mówiłam pełnymi zdaniami po rosyjsku (mama Rosjanka). W
      wieku 2 lat poszłam do przedszkola i nauczyłam się polskiego, kiedy miałam 4
      latka starsze koleżanki nauczyły mnie czytać. Od tego czasu pochłaniałam dużo
      książek. W wieku 5 lat poszłam do zerówki, bo w przedszkolu nie było miejsca.
      Wynudziłam się rok, ale zostać na kolejny rok nie chciałam. Przeszłam testy w
      poradni i poszłam do szkoły. Kiedy inne dzieci dukały czytanki, sama nauczyłam
      się cyrylicy i czytałam po rosyjsku. I na tym koniec. Oczywiście nie byłam
      geniuszem ale wystawałam ponad średnią.
      Po za tym że zawsze byłam o rok młodsza od reszty klasy, nigdy od nich nie
      odstawałam, nie miałam problemów z nauką, byłam pilna i odpowiedzialna, nigdy
      nikt nie sprawdzał mi zeszytów. Byłam w 100% normalnym dzieckiem. Ani geniusz,
      ani leser.
      Myślę że nie zawsze muszą być problemy, dużo zależy od charakteru i specyfiki
      uzdolnień. W końcu w szkoła to nie tylko czytanie czy liczenie, jest biologia,
      historia, fizyka itd.
      Znam też chłopaka, który nauczył się mówić w wieku lat 5, z nauką czytania i
      pisania miał duże problemy. Teraz jest jednym z lepszych studentów, bardzo
      wrażliwy, sympatyczny, zaangażowany w wolontariat, pomaga takim dzieciom jak on.
      Z tego wyciągam taki wniosek. Gdyby moje dziecko wykazywało ponadprzeciętne
      uzdolnienia artystyczne rozwijałabym je, ale uzdolnienia intelektualne
      pozostawiłabym naturalnemu rozwojowi. Natomiast w obu przypadkach zwróciłabym
      uwagę na bardziej wszechstronny rozwój dziecka, tak by rozwój emocjonalny,
      ruchowy, społeczny nie pozostał w tyle.
    • Gość: kiwi Re: czytający płynnie czterolatek IP: *.chello.pl 25.01.05, 13:06
      W naszej rodzinie od wielu pokoleń dzieci umieją czytać i troche liczyc w wieku
      4 lat. Bez nauk, przymusów itp. Ten typ tak ma. Fakt, ze są na ogól bardzo
      zdolne, z wybitnymi ilorazami inteligencji co nie zawsze przekłąda się na
      błyskotliwe kariery i zasobne portfele. Ale mam wrażenie, ze wyrastają na
      pasjonujacych, ciekawych choc różnych ludzi. Nie zawsze dogaduja się między
      soba w układach dalszych, cioteczno - stryjecznych. Wszystkie te dzieci maja
      skłonności z lekka dyktatorsko - apodyktyczne ale śmiało mogę powiedzieć, że
      lubia ludzi i to z wzajemnoscią.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka