Dodaj do ulubionych

Nauczyciele języków obcych

01.04.05, 17:58
Mam wielu uczniów którym udzielam koreptycji i zauważyłam że ich niewiedza
często (a nawet bardzo często) wynika z tego że nauczyciele nie chcą lub nie
potrafią przekazać im swojej wiedzy.
Jestem osobą, której naprawdę zależy na tym by ci młodzi ludzie mieli chęci
ale i możliwości kształcenia się.
Chciałabym móc uczyć w szkole i zarażać ich moją miłością do języka.
Niestety etaty zajmują osoby, którym tak naprawdę nie chce się uczyć innych
albo tego nie potrafią robić.
Dochodzi do sytuacji że zgłasza się do mnie osoba, która ma zdawać w
przyszłym roku maturę a po 1,5 roku nauki nie potrafi odmienić czasownika w
czasie teraźniejszym.
Przecież to jest chore.
Jak długo jeszcze będzie panować taka sytuacja? Dlaczego pani
nauczycielka,która nie potrafi lub nie chce uczyć zajmuje etaty w 4
okolicznych szkołach, a osoby młode i pełne potencjału są zmuszone do bycia
bezrobotnymi?
Proszę, napiszcie co o tym sądzicie.
Obserwuj wątek
    • wild.coffee Re: Nauczyciele języków obcych 01.04.05, 22:25
      Też kiedyś myślałam, że to winna wyłącznie nauczycieli....a potem zaczęłam uczyć w szkole.

      Na korepetycjach zawsze jest łatwiej bo cała twoja uwaga jest skupiona na jednej osobie, a uwaga tej jednej osoby MUSI być skupiona na tym co się dzieje.

      Zajrzyj też na te fora:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=28045
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=22449
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21006
    • cytryna76 Re: Nauczyciele języków obcych 01.04.05, 22:56
      No cóż - postaram się odpowiedzieć na Twoje wątpliwości,a przynajmniej
      naświetlić sprawę z mojego punktu widzenia.
      Co prawda z wykształcenia zasadniczo nie jestem anglistką, mam pełne
      kawalifikacje do nauczania języka obcego i z powodu braku godzin z mojego
      kierunkowego przedmiotu w tym roku pełna zapału rozpoczęłam pracę jako
      nauczycielka języka angielskiego w gimnazjum.

      Uwierz, naprawdę zależy mi na dobrym wykonywaniu moich obowiązków i chciałabym
      widzieć efekty mojego zaagazowania, ale z dnia na dzień jestem coraz bardziej
      zniechęcona. Kiedyś tez dziwiłam się, jak to mozliwe, że młodzież uczy się
      angielskiego przez kilka lat i kompletnie nic nie umie, zwalałam winę na
      leniwych nauczycieli, którzy "nie chcą lub nie potrafią". Teraz, gdy poznałam
      druga stronę medalu, przestałam się tak bardzo dziwić.

      Po pierwsze problem polega na tym, że w każdej klasie uczniowie reprezentują
      skrajnie rózne poziomy umiejętności. Nie chodzi tylko o uzdolnienia. Kryterium
      podziału jest: grupa dziewczynek i grupa chłopców, po to by plan pasował do w-
      f -u. Dobrze wiesz, że warunkiem efektywnego nauczaniaw przypadku języka
      obcego jest dostosowanie poziomu wyjsciwego do poziomu ucznia. Gdy zrobiłam
      placement test, okazało się, że w kazdej z grup parę osób zdobyło ponad 30
      punktów, kilka innych oscylowało w okolicach zera, a reszta zajmowała pozycje
      gdzieś w sródku na całej rozpiętosci skali. Powiedz mi, jak sensownie uczyć w
      takiej klasie? Ja w klasie jestem jedna, a potrzeb i oczekiwań tyle, ile
      uczniów. Gdy "wyśrodkowałam" poziom, ci słabsi skarżą się, ze nic nie
      rozumieją, bo oni włąsciwie musieliby zaczynac od podstaw. A co wtedy maja
      robić ci lepsi? Przy wyśrodkowanym poziomie najlepsi i tak się nudzą, bo oni z
      kolei już to umieją.

      Być może można by jakoś sensownie zróznicować poziom, ale w szkole nie ma
      absolutnie żadnego dostepu do ksera, by przygotowywac dodatkowe materiały.
      Nawet testy na sprawdzian kseruję na koszt własny, bo inaczej pozostałaby mi
      kreda i tablica. Muszę więc bazować wyłącznie na podręczniku, jednym dla
      wszystkich, a żeby zrobić jakikolwiek listening, magnetofon taszczę z domu, bo
      w szkole nie ma ani jednego na chodzie.

      Jest jeszcze jeden problem: "do tanga trzeba dwojga" i aby to zromumieć,
      nalezy się zatrudnić w szkole, najlepiej w gimnazjum. Większość uczniów nie
      jest zainteresowanych nauką czegokolwiek i nie sposób zmotywować ich do żadnej
      sensownej pracy. W większosci grupach, zwłaszcza w grupach chłopców,
      usilowanie przeprowadzenia zajęć to 45 minutowe zmaganie się,a właściwie walka
      o każdą chwilę ciszy i skupienia. Jeśli nawet trafi się kilku
      zainteresowanych nauką, pozostali skutecznie im to utrudniają. Zdarza się, że
      połowa nie przynosi książek, nie mówiąc już o ćwiczeniówkach. Chyba zgodzisz
      się ze mną, ze podręcznik to podstawowe narzedzie pracy językowca i każdy z
      uczniów powinien go miec przed nosem. Aha -jedynek za brak podręcznika w moje
      szkole stawiać nie wolno, by nie dyskryminować tych, których na ksiażkę nie
      stać. Większość uczniów bezczelnie wykorzystuje ten fakt,a jak wygląda praca,
      gdy jest jedna książka na trzech uczniów nie muszę dodawać.
      Próbowałam w tej sprawie interweniować na zebraniu rodziców - zero efektów.
      Niektórzy rodzice w dalszym ciągu uważają język obcy za zbędny dodatek.
      Książkę do polskiego czy matmy kupią, a do angielskiego już nie. Coż sie
      potem dziwić, że jeden z drugim nic nie umie.
      Być moze uznasz, ze jestem nieudolna, ale podobne problemy ma 90% moich
      koleżanek po fachu, nie tylko językowców zresztą. Wystarczy poczytać inne posty
      na temat warunków pracy w gimnazjum w ogóle. Problemy z dyscypliną bardzo
      często własciwie niemożliwiają pracę dydaktyczną,a zaległości uczniów
      narastają. COż z tego, ze umiem wytłumaczyć ( słyszałam to niejednokrotnie z
      ust moich uczniów) i że robię to z ochotą, skoro w niektórych klasach zaledwie
      kilku chce mnie słuchać,a reszta skutecznie mnie zagłusza lub rozprasza, bo
      bardziej interesuje ich wczorajszy mecz piłkarski, komórka, okładnie kolegi
      pięściami czy to, co za oknem.

      Gdy uczeń przychodzi do Ciebie na lekcje indywidualne po pierwsze jest
      najczęściej jakoś tam zmotywowany do nauki i chce Cię słuchać, po drugie możesz
      w pełni dostosować sie do jego poziomu i oczekiwań, po trzecie nie ma problemów
      z materiałem do zajęć w postaci książki lub kserówek, po czwarte jest aktywny
      przez cały czas trwania zajęć i nie roprasza go dajmy na to klasowy
      chuligan,który ma akurat ochotę wrzeszczeć lub rzucać kredą, a którego w
      warunkach szkolnych nie sposób pozbyć się z lekcji. Uwierz mi, że ja też ma
      sukcesy pracy w takich warunkach, gdy trafiają do mnie uczniowiem którzy
      chociażby z wyżej wymienionych powodów nie sa w stanie nauczyć się w klasie
      szkolnej.

      To, o czym piszesz, jest oczywiscie patologią, lecz jest jednocześnie
      zjawiskiem niestety dośc powszechnym. Nie powinno tak być, ze uczeń po kilku
      latach nauki języka w szkole nawet nie umie się przedstawić. Z drugiej jednak
      strony nie robi się nic, by zniwelować trudności i uciążliwości, o których
      piszę. Pewnie zdarzają sie nauczyciele leniwi i niezaangażowani, ale przynaję
      się bez bicia, że mimo mojego zapału do nauczania, mnie też powoli opadają
      ręce. Robię co mogę, ale czuję, że to ponad moje siły.
      Myślę o pracy w dobrym liceum. Może tam przynajmniej niektórzy docenią
      starajacego się nauczyciela. Inaczej pewnie odejdę z zawodu.

      No właśnie - powiem szczerze, że nie słyszałam jeszcze o bezrobotnym angliście.
      W szkołach jest wręcz deficyt nauczycieli tego przedmiotu. Sama miałam w
      sierpniu kilka ofert pracy,a więc nie ma mowy o "młodych, marnujących się
      językowcach" i tych nieudolnych, którzy blokują etaty. Wręcz przeciwnie -
      prawda jest taka, ze w żadnym przemiocie nie ma takiej rotacji, jak w
      przypadków języków obcych. Dlaczego? Otóż Ci młodzi, zapaleni po roku, dwóch
      najczęściej wypalają się i odchodzą, bo ze znajomością języka obcym mają
      szansę na znalezienie lepszych warunków pracy niż w takich, jakie oferuje im na
      przykład przciętne gimnazjum. Jako ciekawostkę podam, że jestem 4 nauczycielką
      angielskiego w jednej z trzecich klasy ( w podstawówce też co roku mieli inną
      panią,w sumie 7). Tak przy okazji te zmiany również nie wychodzą na dobre
      uczniom, bo każdy z nauczycieli miał inny styl nauczania, każdy wymagał od nich
      czegoś innego, a oni sami sa już tymi zmianami zmęczeni i zdegustowani, no i
      jak mi sami powiedzieli "zaczynają olewać".


      • kaczukao Re: Nauczyciele języków obcych 02.04.05, 10:34
        Cytryno76:
        Napisałaś że uczysz w gimnazjum, przyznam że na ten temat nie mogę za wiele
        powiedzieć.
        Ja odbywałam praktyki studenckie w naprawdę dobrym liceum, gdzie uczniowie aż
        palili się do nauki włoskiego.
        Niestety widziałam podejście nauczycielki, która sama niezbyt dobrze znała ten
        język i kiedy któryś z uczniów zadawał zbyt wiele pytań stawał sie dla niej
        niewygodny.
        Uczniowie woleli nie chodzić na lekcje ponieważ jeśli czegoś nie rozumieli to
        byli wyzywani od idiotów.
        Efektem było to że większość klasy miała mierne oceny z przedmiotu,który
        naprawdę nie jest trudny a do tego ciekawy.
        Kiedy prowadziłam z nimi zajęcia, widzialam że oni naprawdę lubią się uczyć, że
        chcą dowiedzieć się więcej.
        Niestey skutecznie im to uniemożliwiano.
        Z tego co wiem obecnie pani nauczycielka się zmieniła lecz niestety sytacja
        jest taka sama.Na miejsce dawnej pani przyszła jej bardzo dobra koleżanka z
        tym samym podejściem.
        Pozdrawiam
        Kaczukao
      • ameise86 Re: Nauczyciele języków obcych 02.04.05, 10:36
        Bardzo ciekawy post i niestety dużo w nim racji (pewnie wszystko niestety). sama
        chodziłam do gimnazjum (pierwszy rocznik reformy), teraz jestem w klasie
        maturalnej. W gimnazjum nie nauczyłam się w zasadzie nic jeśli chodzi o język
        niemeicki, cieszę się, ze rodzice to szybko zauważyli (na początku pierwszej
        klasy) i zapisali mnie na porządny kurs w szkole językowej. Tylko dzięki niemu
        (i własnej pracy w domu) myśle teraz poważnie o germanistyce :) W gimnazjum
        lekcje wyglądały tak jak opisuje Cytryna76 - zajęcia albo całą klasą (2 razy w
        tygodniu), albo w dwóch grupach (raz w tygodniu - podział: wg alfabetu) - swoją
        droga co za bezsens. Poziom wyśrodkowany, ja się nudziłam, niektórzy mieli
        problemy, a ci "w środku" i tak się niczego nie nauczyli. Jednak tu widzę mimo
        wszystko trochę (moze dużo) winy nauczyciela, który nie umiał zapanować nad
        klasą (w zasadzie każdy robił co chciał, latała kreda, a chłopak wychodził
        oknem, obiegał szkołę i wracał drzwiami). Co ciekawe ten sam chłopak na lekcji
        geografii siedział cichutko i miał u tej nauczycielki proponowana ocenę wzorowa
        z zachowania! Wszystko zależy od podejścia, nauczycielka geografii zareagowała
        na samym początku na przejawy (wtedy) nieodpowiedniego zachowania, wszyscy sie
        jej bali i byl na prawde spokój.
        Teraz chodzę do liceum (dobrego) z językiem jest duzo lepiej, po pierwsze mam go
        5 h w tygodniu, po drugie lepszy nauczyciel, po trzecie w klasie spokój, ludzie
        wiedzą czego chcą. Tylko poziom nauczania ciągle nie taki... Ponieważ nie bylo
        testów z języka po gimnazjum, do klasy więc trafili tacy jak ja (nie chwalę sie,
        ale mi na prawde bardzo zalezy an tym przedmiocie), tym razem nie jestem jedyna
        ;-) jak i tacy, którzy bazują tylko na wiedzy z gimanzjum (które najczęsciej
        wygląda tak jak opisywane). Reasumując, tylko uczniowie uczęszczający na
        dodatkowe kursy (korepetycje) prezentują jakiś poziom (wyj. potwierdza regułę).
        Niestety...
        • cytryna76 Re: Nauczyciele języków obcych 02.04.05, 14:33
          Zgadzam się z Tobą, że niektórzy nauczyciele radzą sobie jakoś z dyscypliną w
          gimnajzum, a od tego zalezy możlwość przeprowadzenia lekcji, ale śmiem
          twierdzić, że takich jest zdecydowana mniejszośc, a nawet garstka. To już moja
          druga szkoła gimnazjalna,a więc mam jakieś rozezanie.
          Wydaje mi się, że to kwestia osobowości, i niestety umiejętności zastarszenia
          uczniów. Problem w tym, że na przykład nie mam natury policjanta ani żołnierza
          i ciągła walka z uczniami po prostu bardzo mnie męczy i wyrąca z równowagi.
          Gdybym wiedziała, jak wygląda dziś praca w gimnazjum, pewnie w ogóle bym sie
          nie zdecydowała na zawód nauczyciela. W podobnej sytuacji jest wiele moich
          koleżanek, zwłaszcza tych młodych. Uczelnie zupełnie nie przygotowują to
          radzenia sobie z problemami wychowawczymi, a co gorsza z reguły w ogóle o tych
          trudnosciach nie mówią ,zresztą kiedyś już ten temat był poruszany. Szansę na
          w miarę spokojne przerwanie mają przede wszystkim kosy i jędze, a nie każdy
          przeciez taki jest. Wychodzi na to, że jesli ktoś potrafi zainteresować lekcją
          uczniów chętnych do nauki, dobrze tłumaczy i lubi uczyć, ale nie krzyczy i
          grozi od progu, nie nadaje się na nauczyciela.

          Oddałabym wszystko, by móc pracowac z takimi, co jak napisałaś: 'wiedzą, po co
          są w szkole". Z Twojego postu wynika jednak, że i wtedy trudno sprostać
          oczekiwaniom ze względu na zróznicowany poziom. Niestety zgadzam się - uczący
          się języka dodatkowo z reguły biją na głowę tych, co bazują wyłącznie na szkole.
          I to jest bardzo przykre.
      • testman Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 10:01
        cytryna76 napisała:

        > No cóż - postaram się odpowiedzieć na Twoje wątpliwości,a przynajmniej
        > naświetlić sprawę z mojego punktu widzenia.
        > Po pierwsze problem polega na tym, że w każdej klasie uczniowie reprezentują
        > skrajnie rózne poziomy umiejętności. Nie chodzi tylko o uzdolnienia.
        >Kryterium podziału jest: grupa dziewczynek i grupa chłopców, po to by plan
        >pasował do w- f -u. Dobrze wiesz, że warunkiem efektywnego nauczaniaw
        >przypadku języka
        > obcego jest dostosowanie poziomu wyjsciwego do poziomu ucznia. Gdy zrobiłam
        > placement test, okazało się, że w kazdej z grup parę osób zdobyło ponad 30
        > punktów, kilka innych oscylowało w okolicach zera, a reszta zajmowała pozycje
        > gdzieś w sródku na całej rozpiętosci skali. Powiedz mi, jak sensownie uczyć w
        > takiej klasie?

        takie klasy nazywają się "mixed-ability" i w jakiś cudowny sposób działają na
        całym świecie - tylko w Polsce jakoś nie można sobie z nimi poradzić!

        > Ja w klasie jestem jedna, a potrzeb i oczekiwań tyle, ile
        > uczniów. Gdy "wyśrodkowałam" poziom, ci słabsi skarżą się, ze nic nie
        > rozumieją, bo oni włąsciwie musieliby zaczynac od podstaw. A co wtedy maja
        > robić ci lepsi? Przy wyśrodkowanym poziomie najlepsi i tak się nudzą, bo oni
        z kolei już to umieją.

        No bo w przypadku takiej klasy nie chodzi o zadne wyśrodkowanie, ale
        jednoczesne przeprowadzenie kilka zadan na roznych poziomach - tak zeby kazdy
        nauczyl sie czegos innego.

        >W szkole nie ma absolutnie żadnego dostepu do ksera, by przygotowywac
        >dodatkowe materiały. Nawet testy na sprawdzian kseruję na koszt własny, bo
        >inaczej pozostałaby mi kreda i tablica. Muszę więc bazować wyłącznie na
        >podręczniku, jednym dla wszystkich, a żeby zrobić jakikolwiek listening,
        >magnetofon taszczę z domu, bo w szkole nie ma ani jednego na chodzie.

        Jeśli miejsce pracy nie zapewnia minimum warunków do pracy, radzę zmienić
        szkołę, a nie firmować to dalej swoim nazwiskiem.

        > Chyba zgodzisz
        > się ze mną, ze podręcznik to podstawowe narzedzie pracy językowca i każdy z
        > uczniów powinien go miec przed nosem.

        Ja się nie zgodzę - podręcznik (taki sam dla wszystkich) jest wymysłem wielkich
        międzynarodowych wydawnictw. Można uczyć ciekawie i bez podręcznika i bez
        ćwiczeniówki. Jeszcze kilka(naście) lat temu nikt nie używał xero, a języków
        uczono.

        > Gdy uczeń przychodzi do Ciebie na lekcje indywidualne po pierwsze jest
        > najczęściej jakoś tam zmotywowany do nauki i chce Cię słuchać,

        w przypadku gimnazjalistow/licealistow - zwykle wcale nie jest zmotywowany;
        zwykle ma zaleglosci, które trzeba nadrobić, nie lubi przedmiotu i swojej pani.
        przez ostatnie miesiace zwykle mowiono mu ze nic nie umie. Przekonanie go, ze
        moze (=potrafi) sie czegos nauczyc i/lub warto sie uczyc jezyka, tez nie jest
        latwym zadaniem.

        > To, o czym piszesz, jest oczywiscie patologią, lecz jest jednocześnie
        > zjawiskiem niestety dośc powszechnym.

        jest to wynikiem braku jakiejkolwiek kontroli nad praca i efektami pracy
        nauczyciela oraz przepychaniem uczniow do kolejnej klasy. jakby jeden z drugim
        nie zdali do kolejnej klasy, to moze czesc zainteresowalaby sie uczeniem

        testman
        • tawananna Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 11:34
          > takie klasy nazywają się "mixed-ability" i w jakiś cudowny sposób
          > działają na całym świecie - tylko w Polsce jakoś nie można sobie z > nimi
          poradzić!

          To teraz wytłumacz mi:
          a) dlaczego, skoro "mixed-ability" jest takim wspaniałym rozwiązaniem, we
          wszystkich szkołach językowych słuchacze są dzieleni według poziomu znajomości
          języka?
          b) jak wyobrażasz sobie poprowadzenie zajęć w trzydziestoosobowej klasie, w
          której są osoby na poziomie FCE+ i osoby mające problem z przekształceniem w
          pytanie zdania w Simple Present?

          "Mixed-ability" - owszem:
          a) w małej klasie,
          b) przy rozpiętości poziomów niebędącej jednocześnie przepaścią,
          c) moim zdaniem, raczej nie na zajęciach z języków obcych.

          > Jeśli miejsce pracy nie zapewnia minimum warunków do pracy,
          > radzę zmienić szkołę, a nie firmować to dalej swoim nazwiskiem.

          Śmieszne w dzisiejszej rzeczywistości - zarówno sytuacji z pracą (jeśli uczysz
          języka, to jeszcze, ale coa ma zrobić historyk, biolog czy matematyk? cieszy
          się, że w ogóle ma pracę) jak i sytuacji w szkolnictwie (w takim razie w
          połowie szkół nie mogą odbywać się żadne zajęcia).

          > Ja się nie zgodzę - podręcznik (taki sam dla wszystkich) jest
          > wymysłem wielkich międzynarodowych wydawnictw. Można uczyć
          > ciekawie i bez podręcznika i bez ćwiczeniówki

          Ile ja bym dała, żeby zobaczyć Twoje lekcje... Wiesz, bez podręcznika i bez
          kserowanych materiałów oczywiście, można uczyć, ale czy naprawdę uważasz, że to
          gra warta świeczki? I jak nauczysz np. czytania ze zrozumieniem: pisząc teksty
          na tablicy? A nauczyciel ma prawo wymagać od uczniów podręcznika na zajęcia...
          • testman Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 12:50
            > a) dlaczego, skoro "mixed-ability" jest takim wspaniałym rozwiązaniem, we
            > wszystkich szkołach językowych słuchacze są dzieleni według poziomu
            znajomości języka?

            Nie twierdziłem, że są wspaniałym rozwiązaniem, ale można sobie z nimi jakoś
            poradzić.
            Podział grup na sztywne poziomy też nie jest rozwiązaniem idealnym. Przede
            wszystkim zakłada, że
            (i) język da się podzielić na małe kawałki i "nakarmić" nimi ucznia (dzisiaj
            to, jutro tamto itd)
            (ii) uczniowie uczą się jezyka w jakiejś określonej kolejności
            (iii) uczniowie uczą się gdy my ich nauczamy.
            Wszystkie w/w załozenia sa falszywe. Uczenie się jezyka nie jest procesem
            linearnym. Coraz częściej mówi się np. o gramatyce jak o żywym organizmie -
            takim, który stopniowo rośnie i się rozwija (z pomoca nauczyciela w klasie ale
            i poza nia), ale nauczyciel właściwie nie ma wpływu na jego ostateczny kształt.

            A tak własciwie to kazda grupa jest mixed-ability - różny jest tylko przedział
            znajmosći jezyka.

            > b) jak wyobrażasz sobie poprowadzenie zajęć w trzydziestoosobowej klasie, w
            > której są osoby na poziomie FCE+ i osoby mające problem z przekształceniem w
            > pytanie zdania w Simple Present?

            po pierwsze, nigdy nie podjalbym sie pracy z taka grupa (głównie ze względu na
            ilość)
            po drugie, w takich warunkach w gre wchodzi tylko pozostawienie uczniom duzej
            autonomii - uczniowie powinni starac sie uczyc sami (i siebie nawzajem), a
            nauczyciel powinien im dyskretnie pomagac z problemi, gdyz nie ma fizycznej
            mozliwosci zeby nauczyciel uczył (tzw. przekazywał swoją wiedzę w tradycyjny
            sposob przed tablica).
            po trzecie, w gre wchodzi takze zmiana systemu oceniania: nie mozna oceniac
            wszystkich przy uzyciu jednej skali, ale porownujac ich wiedze/umiejetnosci na
            poczatku semestru i na koncu.

            > Śmieszne w dzisiejszej rzeczywistości - zarówno sytuacji z pracą (jeśli
            uczysz
            > języka, to jeszcze, ale coa ma zrobić historyk, biolog czy matematyk? cieszy
            > się, że w ogóle ma pracę) jak i sytuacji w szkolnictwie (w takim razie w
            > połowie szkół nie mogą odbywać się żadne zajęcia).

            Każdy bierze odpowiedzialność za swoja prace. Jesli nie potrafi jest wykonac,
            powinien zrezygnowac albo zostac wyrzuconym (malo realne w obecnym systemie, z
            Karta Nauczyciela).

            Niestety nie interesuje mnie los biednych biologów, historyków. Albo pracujemy
            dobrze albo wcale.

            Uważam, że rzeczywiście w niektórych szkołach nie powinny. Nauka nie może
            skupiać się na odsiedzeniu "roboczo-godzin" w szkole. Niezainteresowani nigdy
            sie nie nauczą (bo nauczyciele i tak ich przepchna) - a ci rokojący nadzieje na
            początku nowej szkoły, szybko zostają zniecheceni. Pierwsi tak czy inaczej
            nigdy nic nie wiedza, a ci drudzy nauczyliby sie wiecej w domu lub bibliotece.

            > Ile ja bym dała, żeby zobaczyć Twoje lekcje... Wiesz, bez podręcznika i bez
            > kserowanych materiałów oczywiście, można uczyć, ale czy naprawdę uważasz, że
            > to gra warta świeczki? I jak nauczysz np. czytania ze zrozumieniem: pisząc
            teksty na tablicy?

            Tak - Zajecia bez ksiazek i materiałów sa dosc kontrowersyjne.
            Wiele pomysłów i nieustajaca dyskusja o nauczaniu angielskiego jest dostepna
            pod adresem groups.yahoo.com/group/dogme/ - grupa dyskusyjna założona
            jakies 5 lat temu przez Scotta Thornbury'ego. Jednym z głównych tematów jest
            odejście od tradycyjnych ksiazek i tzw. "material-light teaching".

            Podstawę lekcji ma stanowić doświadczenie, zaintersowania i umiejętności
            uczniów (i nauczyciela). Uczymy słuchania słuchając kolegów - a nie kasety.
            Czytamy tylko krótkie teksty - często wyprodukowane przez innych uczniów w
            czasie lekcji.

            Tzw. Czytanie ze zrozumieniem w wydaniu dużych wydawnictw to zwykle TEST, który
            z czytaniem nie ma wiele wspólnego. Zwykle celem tekstów w książkach jest
            wprowadzenie słownictwa lub gramatyki (ew. zachęcenie do mówienia). Istnieje
            wiele innych skutecznym metod, zeby to zrobić. Nauczmy uczniów słownictwa i
            gramatyki bo z tym maja kłopoty. Czytac potrafią już po polsku, a po angielsku
            jest tak samo. A jeśli ktoś przygotowuje uczniów do jakiegoś egzaminu i
            potrzebuje tekstów, to niech sobie wybierze zestaw testów - bedzie wiecej
            pozytku.

            >A nauczyciel ma prawo wymagać od uczniów podręcznika na zajęcia...

            Jesli nauczyciel wybierze jeden podrecznik, to zgadzam sie z toba calkowicie,
            ma prawo go wymagac.
            • wild.coffee Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 13:05
              > Podstawę lekcji ma stanowić doświadczenie, zaintersowania i umiejętności
              > uczniów (i nauczyciela).

              Pod warunkiem, że mają te zainteresowania.

              > Nie twierdziłem, że są wspaniałym rozwiązaniem, ale można sobie z nimi jakoś
              > poradzić.

              Jedyna 'sytuacja' którą sobie przypominam i w której sobie nauczycielka radziła to Ania z Zielonego Wzgórza (w którejś z kolejnych części).
              Lektura postów nauczycieli na forach międzynarodowych raczej sugeruje, że sobie z tym problemem nie radzą lub radzą kiepsko.
              Z własnego doświadczenia wiem, że uczenie takiej grupy, nawet jeśli jest spokojna i w miarę pracowita - to dla nauczyciela horror. Wolę przeuczyć 3 godziny normalnie niż jedną tak.

              > po drugie, w takich warunkach w gre wchodzi tylko pozostawienie uczniom duzej
              > autonomii

              jak to sobie wyobrażasz w polskiej szkole?
              to raczej myślenie 'gdyby babcia miała wąsy...'

              > Każdy bierze odpowiedzialność za swoja prace. Jesli nie potrafi jest wykonac,
              > powinien zrezygnowac albo zostac wyrzuconym

              Niestety to tak nie działa.
              Nie tylko wśród nauczycieli. Wśród wszystkich zawodów.
            • tawananna Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 19:24
              "A tak własciwie to kazda grupa jest mixed-ability - różny jest
              tylko przedział znajmosći jezyka."

              Ależ oczywiście. Ale rolą szkoły powinno być zadbanie, by przedział znajomości
              języka był w miarę wąski. To się da zrobić - tak dałoby się zrobić w wypadku
              szkoły cytryny76. Zamiast dzielić dzieciaki na chłopców i dziewczynki, można
              podzielić je według znajomości języka (a nawet zrobić grupy międzyklasowe).
              cytryna76 pyta, jak sensownie uczyć w klasie o tak wielkiej rozpiętości, a Ty
              masz na to tylko odpowiedź - to mixed-ability! Na całym świecie sobie z tym
              radzą!

              "Przede wszystkim zakłada, że
              (i) język da się podzielić na małe kawałki i "nakarmić" nimi ucznia (dzisiaj
              to, jutro tamto itd)
              (ii) uczniowie uczą się jezyka w jakiejś określonej kolejności
              (iii) uczniowie uczą się gdy my ich nauczamy.
              Wszystkie w/w załozenia sa falszywe. Uczenie się jezyka nie jest procesem
              linearnym."

              Oczywiście, że uczenie się języka nie jest procesem absolutnie linearnym. Ale,
              by było efektywne, nie trzeba wcale zrezygnować całkowicie z wyżej wymienionych
              założeń. Czasami nawet - nie można. Czy tego chcemy, czy nie, pewne zagadnienia
              są wprowadzane w określonej kolejności. Absolutnym błędem byłoby ich sztywne
              oddzielanie od siebie i przeprowadzanie kolejnych, oderwanych lekcji
              poruszających różne kwestie gramatyczne czy leksykalne. Ale bez pewnej
              kolejności po prostu się nie da...

              "po pierwsze, nigdy nie podjalbym sie pracy z taka grupa (głównie ze względu na
              ilość)
              po drugie, w takich warunkach w gre wchodzi tylko pozostawienie uczniom duzej
              autonomii - uczniowie powinni starac sie uczyc sami (i siebie nawzajem), a
              nauczyciel powinien im dyskretnie pomagac z problemi, gdyz nie ma fizycznej
              mozliwosci zeby nauczyciel uczył (tzw. przekazywał swoją wiedzę w tradycyjny
              sposob przed tablica).
              po trzecie, w gre wchodzi takze zmiana systemu oceniania: nie mozna oceniac
              wszystkich przy uzyciu jednej skali, ale porownujac ich wiedze/umiejetnosci na
              poczatku semestru i na koncu."

              I jak Ty to wszystko sobie wyobrażasz w polskiej szkole? To piękna wizja, ale
              skrajnie utopijna. Już widzę oczyma wyobraźni tę dużą autonomię na lekcjach i
              uczenie siebie nawzajem (a kto nauczy tych, którzy są w klasie najlepsi?). I to
              ocenianie bez użycia jednej skali (a potem pobudka na ujednoliconej maturze.
              albo wręcz przeciwnie - najlepsi uczniowie mają najgorsze oceny, bo zrobili
              najmniejsze postępy...).

              "Każdy bierze odpowiedzialność za swoja prace. Jesli nie potrafi jest wykonac,
              powinien zrezygnowac albo zostac wyrzuconym (malo realne w obecnym systemie, z
              Karta Nauczyciela)."

              W takim razie z miejsca wszyscy nauczyciele idą na bezrobocie. Ci, którzy chcą
              mieć czyste sumienie, rezygnują sami, resztę wyrzucamy. A kto będzie uczył? Nie
              wiesz, jaka jest sytuacja w większości szkół? Nie wiesz, że kiepski dostęp do
              ksera i ogromne klasy to ponury standard polskiej oświaty?

              "Niestety nie interesuje mnie los biednych biologów, historyków. Albo pracujemy
              dobrze albo wcale."

              Czyli kończysz studia, szczęśliwie znajdujesz pracę, widzisz, że warunki pracy
              są beznadziejne... więc zwalniasz się i nie przejmujesz się tym, że masz
              rodzinę na utrzymaniu i rachunki do zapłacenia? I takiego postępowania wymagasz
              od innych?

              "Niezainteresowani nigdy sie nie nauczą (bo nauczyciele i tak ich przepchna) -
              a ci rokojący nadzieje na początku nowej szkoły, szybko zostają zniecheceni.
              Pierwsi tak czy inaczej nigdy nic nie wiedza, a ci drudzy nauczyliby sie wiecej
              w domu lub bibliotece."

              Niestety, jest jeszcze coś takiego jak obowiązek edukacji...

              "Podstawę lekcji ma stanowić doświadczenie, zaintersowania i umiejętności
              uczniów (i nauczyciela). Uczymy słuchania słuchając kolegów - a nie kasety.
              Czytamy tylko krótkie teksty - często wyprodukowane przez innych uczniów w
              czasie lekcji."

              I to jest Twoim zdaniem taka rewelacyjna metoda? Wiesz, to niesamowite, ale nie
              mam nigdy problemów ze zrozumieniem wypowiedzi moich kolegów, bardzo rzadko -
              ze zrozumieniem nauczyciela - a jednak zdarza się, że duże trudności sprawia mi
              rozumienie np. tekstów z kaset. Uczenie się rozumienia ze słuchu poprzez
              wsłuchiwanie się w wypowiedzi mówiących na Twoim poziomie (albo słabszym: mixed-
              ability) rodaków jest bardzo złudne - często tylko wydaje nam się, że rozumiemy
              dany język, i dopiero przy kontakcie z obcokrajowcem - albo, w jeszcze większym
              stopniu, słuchając rozmowy dwóch obcokrajowców - zdajemy sobie sprawę z tego,
              jak wiele nam jeszcze brakuje...

              "Zwykle celem tekstów w książkach jest wprowadzenie słownictwa lub gramatyki
              (ew. zachęcenie do mówienia). Istnieje wiele innych skutecznym metod, zeby to
              zrobić. Nauczmy uczniów słownictwa i
              gramatyki bo z tym maja kłopoty. Czytac potrafią już po polsku, a po angielsku
              jest tak samo."

              Nauczenie się słownictwa i opanowanie teoretycznie gramatyki nie równa się
              jeszcze umiejętności czytania ze zrozumieniem. Nie wspominając już o tym, jakim
              przeżytkiem według wielu jest - skoro już mówimy o tych wszystkich nowoczesnych
              metodach nauczania - nauczania słownictwa poza kontekstem. Masz rację, że celem
              tekstów w książkach jest często wprowadzenie słownictwa lub gramatyki - i nie
              bez powodu!
        • baba67 Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 15:04

          Mam pytanie ?
          Czy przeprowadziles SAMODZIELNIE jakakolwiek lekcje w przecietnej klasie w
          przecietnym gimnazjum ew w tzw spadowej klasie dobrego (w gimnazjach, gdzie sa
          klasy profilowane upycha sie reszte w 2-3 pozostalych klasach i to sa spady).
          Ja nie pisze o lekcji w obecnosci nauczyciela tylko samodzielnie.

          Jesli nie,to sie nie odzywaj, bo Twoj brak znajomosci realiow poraza...
          Podejrzewam, ze grzejesz szanowna sempiterne na cieplutkiej posadce w
          kuratorium (zwie takich u nas pierdzistolkami) albo robisz doktoracik z metodyki
          gdzie wszystko wyglada pieknie i rozowo tyle, ze na papierze.
          Na zachodzie Europy uczen nie jest bezkarny, sa bardzo skuteczne sposoby
          dyscyplinowania go.
          Jesli w Polsce uczen pobije nauczyciela, to nauczyciel musi zmienic prace
          (jesli ja znajdzie), a uczen, nawet z wyrokiem sadowym lub kilkoma, ma prawo
          chodzic do szkoly.
          Takie jest prawo stworzone przez pierdzistolkow.
          Osobiscie tez ucze, tyle, ze w dobrym gimnazjum, gdzie z profilowanymi klasami
          pracuje sie normalnie, a spadowki dzieli solidarnie miedzy siebie kilka osob.
          Ale i tak po zdobyciu licencjatu pokombinuje inaczej.
          Lepiej zejdz z oblokow i nie testuj nerwow innych.
          • baba67 Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 15:05
            to bylo do testmana a nie do cofee
          • wild.coffee Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 15:18
            > Podejrzewam, ze grzejesz szanowna sempiterne na cieplutkiej posadce w
            > kuratorium (zwie takich u nas pierdzistolkami) albo robisz doktoracik z metodyk

            Dla mnie testman brzmi jak naiwny student, który coś tam wie i myśli, że to ON zmieni świat, bo to co jest jest takie odkrywcze.
            Jeśli tak jest, to....nie przekonasz, babo:) Dopiero życie może przekonać.
            • baba67 Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 15:22

              A wiesz, ze moze rzeczywiscie :-)?
              Wlasnie wyciagam z pamieci moje studenckie pojecia o nauczaniu...moze nie byly
              AZ tak absurdalne, ale utopijne niewatpliwie byly...
              • wild.coffee Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 15:36
                No właśnie:)) Moje też.
                I gdybym w czasach studenckich na forach internetowych przesiadywała to pewnie też podobne rzeczy bym pisała:)

                Ehhhh....życie.....
          • cytryna76 Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 16:46
            Dziekuję za poparcie. Gdy czytam podobne bzdury, mam ciśnienie 200, tak więc
            dobrze, ze mnie ktoś wyręczył w sformułowaniu zręcznej riposty. Zyczę temu
            kogoś, aby się zatrudnił w polskim gimnazjum i udowodnił całemu światu, że
            JEDNAK SIĘ DA. Przy tak radykalnych poglądach (szkoła nie zapewnia warunków
            pracy, to ją zmień, tak jakby gdzie indziej było inaczej)pewnie i tak zwolniłby
            się 2.09. Włąsnie przez takich wolnomyślicieli - teoretyków w polskiej
            edukacji jest jak jest.
            • wild.coffee Re: Nauczyciele języków obcych 03.04.05, 16:52
              > się 2.09. Włąsnie przez takich wolnomyślicieli - teoretyków w polskiej
              > edukacji jest jak jest.

              Trafna uwaga.
              Niestety.
    • ja19761 Re: Nauczyciele języków obcych 01.04.05, 23:02
      Uczyć jedną lub dwie chętne osoby to nie to samo co trzydzieści pięć.
      Pozdrawiam.
      • velika Re: Nauczyciele języków obcych 02.04.05, 18:17
        Jestem z rocznika "eksperymentalnego", w klasie maturalnej. Jeśli chodzi o naukę
        języka, w gimnazjum chodziłam do jedynej klasy z językiem angielskim, do której
        można było sie dostać na podstawie wyniku testu. To spowodowało, że wszyscy
        mielismy jakieś pojęcie o tym języku i nie było ogromnych różnic między nami.
        Poza tym miałam fantastyczną, młodą nauczycielkę, która wtłoczyła w nasze głowy
        bardzo wiele. mieliśmy podział na nieduże grupy, więc nie było problemów z
        zapanowaniem nad klasą. Wszystko zmieniło się w liceum. Do grupy teoretycznie
        "zaawansowanej" trafiły osoby, które nie znały podstaw języka. Kilka z nich do
        dzisiaj, na miesiąc przed maturą, nie odróżnia czasu przeszłego od
        teraźniejszego, a strona bierna to czarna magia. Poziom w liceum mam dużo niższy
        niż w gimnazjum i szkoda mi trochę tych 3 straconych lat. Nauczycielka moze i
        się stara, ale niestety większości nic się nie chce. Niektóre osoby z grupy
        podstawowej mają większą wiedzę niż osoby z mojej "zaawansowanej". Gdyby nie to,
        że chodzę na korepetycje do mojej nauczycielki z gimnazjum, już dawno
        zapomniałabym rzeczy, których kiedyś się nauczyłam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka