Prawa ucznia

17.01.03, 21:17
Uczeń nie ma żadnych praw .

Jak nauczyciel chce , może mu obniżyć ocenę o dwa albo
więcej i nie ma siły , by coś uczeń mógł zmienić .

To nauczyciel przedmiotu decyduje o ocenie na maturze ,
a nie są oceniane umiejętności ucznia . Komisja to zwyczajna
fikcja , bo może się zdarzyć , że na egzaminie z fizyki w komisji
znajdzie się nauczyciel w-f , polskiego i fizyki .

Michał z pisemnej matury z angielskiego dostał 4 . Okazało się ,
że błędy które popełnił to była błędna korekta nauczyciela .
( nauczyciel jakoś tego dnia kiedy sprawdzał , wszystkie
zwroty zaczynające się od "if" zaliczył sobie do trybów warunkowych
a zdania od "when" do zdań czasowych - może oceniał przy piwku? )
Nie było jednakże siły , by zmienić ocenę . Wkrótce potem Michał
podszedł do FC . Dostał A .
    • jotembi Re: Prawa ucznia 18.01.03, 11:03
      pomijając stronę merytoryczną, moim zdaniem trochę jednak spamujesz forum...
      a wymowę twoich oskarżeń nieco osłabia liczba twoich prześladowanych dzieci,
      człowiek się zaczyna zastanawiać, czy to nie z tobą przypadkiem jest coś nie
      tak
      a swoją drogą co do praktycznie nieistniejących praw ucznia, to masz sporo
      racji, niestety
      • unsatisfied6 Re: Prawa ucznia 18.01.03, 23:07
        Może coś ze mną nie tak .
        Cóż wiele przeżyłem w innym kraju , i nie potrafię przywyknąć do
        naszych warunków .

        Teraz np staram się wywalczyć prawa ucznia , bo chce sobie i innym udowodnić
        że możemy zyc w demokracji z jej dobrodziejstwami

        Czy dorośliśmy do demokracji , czy możemy polegać tylko
        na kompetenjach naszych polityków , czy wspólnie potrafimy
        wyjść z inicjatywą wprowadzającą rozwiązania systemowe , czy
        będziemy ciągle ograniczać się tylko do rozwiązań w ramach
        systemu ?

        Spróbujmy , może żyjemy w demokracji , ale żeby to sprawdzić
        musimy zadziałać .

        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=54&w=3747580&a=4316398
        • Gość: UFO Re: Prawa ucznia IP: morfeusz:* / 192.168.186.* 19.01.03, 00:37
          Człowieku, to o czym piszesz to nie demokracja tylko pajdokracja.Efektem jest
          dominacja w szkołach młodych bandziorów i degeneratów, bo to ich prawa są
          głównie egzekwowane, Gorzej z prawem reszty do bezpieczeństwa i spokojnej
          nauki...
          • unsatisfied6 Re: Prawa ucznia 19.01.03, 21:06
            Bo demokracja , to wspólna inicjatywa , a ile u nas incjatywy w tworzeniu ?
            Ogrniczamy się do wspólnych "marszy żałobnych" jak już jesteśmy na dnie .
        • Gość: n-l Re: Prawa ucznia IP: *.opole.dialup.inetia.pl 19.01.03, 20:16
          Na tamtym forum piszesz m.in. tak:

          > Partnerami w tworzeniu szkoły powinni być przede wszystkim rodzice ,
          > jako , że są bezpośrednimi pracodawcami pracowników szkoły i szkolnictwa .

          > Rada rodziców powinna mieć większe uprawnienia jako reprezentująca
          > pracodawców. Rada rodziców powinna mieć bezpośredni wpływ na nagradzanie
          > nauczycieli włącznie z możliwością wprowadzenia swoich środków własnych do
          > tego celu , by zwiększyć efektywność nauczania.

          Może znajdziesz mi w polskim prawie przepis, który mówi, że rodzice są
          pracodawcami nauczycieli... Bo szukam, szukam i nie mogę znaleźć ;-)

          Rozmawiałem kiedyś z polską stewardesą, która przez parę lat latała na Delta
          Airlines i mieszkała w Nowym Jorku. Kiedy syn był w wieku "do gimnazjum",
          zastanawiała się, czy nie wrócić do Warszawy. Obeszła szkoły społeczne, zadając
          m.in. pytanie: jaki wpływ na decyzje w szkole mają rodzice. Ponieważ przeważnie
          słyszała, że ok. 80-90%, zabrała manatki i będzie miszkać w Nowym Jorku.
          Bo tam, jak mówiła, demokracja polega na wyborze odpowiedniej dla rodzica
          szkoły i zaakceptowaniu panujących w niej zasad (podpisaniu statutu). Od tej
          chwili rodzic ma mało do gadania.

          U nas też słyszałem o takich szkołach (miepublicznych). Moim zdaniem świadczy
          to o fachowości kadry, która nie pozwoli sobą pomiatać na każdym kroku, ma
          swoje poglądy na wychowanie i ich broni. A w publicznych - szkoda gadać. Z
          jednej strony rodzice, których kompletnie nic nie obchodzi i wołami ich do
          szkoły nie zaciągniesz, z drugiej strony nadwrażliwi, nadopiekuńczy,
          roszczeniowi, pyskaci, pretensjonalni i przekonani o swej wyższości oraz władzy
          nad nauczycielami nowobogaccy.

          Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Może byście się, rodzice, trochę
          zmitygowali. Naprawdę nie musicie ciągle wtrącać się w życie swojego dziecka.
          Dajcie mu kiedyś od siebie odpocząć, pozwólcie mu samemu rozwiązać chociaż
          część jego problemów, w tym tych z nauczycielami. W życiu spotkają różnych
          ludzi, dużo gorszych czasem od tych "nauczycieli-krwiopijców", pójdą do pracy,
          muszą się ułożyć z szefem i współpracownikami.

          Co zrobią, jak od razu nie przybiegnie tatuś z mamusią, żeby biedne dzieciątko
          nakrywać pancernym kloszem i strzelać do "oprawców" jego dziecka?

          Uprawnienia rodziców i nauczycieli do wychowania dziecka mają równorzędną
          (ustawową) podstawę prawną. I tak, jak my musimy (i chcemy) współpracować z
          wami, rodzicami, tak wy macie obowiązek współpracować z nami. Rozkazywać sobie
          nie pozwolimy, nie jesteśmy guwernerami i chłopcami na posyłki.
          • unsatisfied6 Re: Prawa ucznia 19.01.03, 20:57
            Demokracja polega na tym , że wspólnie mamy możliwość dostosowania prawa
            do potrzeb społecznych .

            W prawie polskim tego nie znajdę . Demokracja polega również na społecznym
            wkladzie w tworzeniu prawa . Wspólnie możemy to wpisać karty prawa .
          • jotembi Re: Prawa ucznia 19.01.03, 21:13
            witaj nauczycielu
            po pierwsze: to, co mówi dyrektor szkoły prywatnej na temat udziału rodziców,
            to bardziej marketing niż cokolwiek innego
            po drugie: definicja demokracji podana przez stewardessę znacznie odbiega od
            ogólnie przyjętych definicji tego pojęcia. może spróbuj sprawdzić tą definicję
            jeszcze gdzie indziej...
          • unsatisfied6 Re: Prawa ucznia 20.01.03, 20:10
            >
            > Rozmawiałem kiedyś z polską stewardesą, która przez parę lat latała na Delta
            > Airlines i mieszkała w Nowym Jorku. Kiedy syn był w wieku "do gimnazjum",
            > zastanawiała się, czy nie wrócić do Warszawy. Obeszła szkoły społeczne,
            zadając
            >
            > m.in. pytanie: jaki wpływ na decyzje w szkole mają rodzice. Ponieważ
            przeważnie
            >
            > słyszała, że ok. 80-90%, zabrała manatki i będzie miszkać w Nowym Jorku.
            > Bo tam, jak mówiła, demokracja polega na wyborze odpowiedniej dla rodzica
            > szkoły i zaakceptowaniu panujących w niej zasad (podpisaniu statutu). Od tej
            > chwili rodzic ma mało do gadania.

            No więc ?

            > U nas też słyszałem o takich szkołach (miepublicznych). Moim zdaniem świadczy
            > to o fachowości kadry, która nie pozwoli sobą pomiatać na każdym kroku, ma
            > swoje poglądy na wychowanie i ich broni.

            Nie zbudujesz wykształconych kadr w oparciu o szkołę prywatną na
            potrzeby rozwiniętego społeczeństwa w żadnym kraju a tym bardziej
            w Polsce .

            Myśle , że są to Ci sami nauczyciele ale mają inne prawa
            niż w szkole publicznej .


            A w publicznych - szkoda gadać. Z
            > jednej strony rodzice, których kompletnie nic nie obchodzi i wołami ich do
            > szkoły nie zaciągniesz, z drugiej strony nadwrażliwi, nadopiekuńczy,
            > roszczeniowi, pyskaci, pretensjonalni i przekonani o swej wyższości oraz
            władzy
            >
            > nad nauczycielami nowobogaccy.
            >
            > Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Może byście się, rodzice, trochę
            > zmitygowali. Naprawdę nie musicie ciągle wtrącać się w życie swojego dziecka.
            > Dajcie mu kiedyś od siebie odpocząć, pozwólcie mu samemu rozwiązać chociaż
            > część jego problemów, w tym tych z nauczycielami. W życiu spotkają różnych
            > ludzi, dużo gorszych czasem od tych "nauczycieli-krwiopijców", pójdą do
            pracy,
            > muszą się ułożyć z szefem i współpracownikami.
            >
            > Co zrobią, jak od razu nie przybiegnie tatuś z mamusią, żeby biedne
            dzieciątko
            > nakrywać pancernym kloszem i strzelać do "oprawców" jego dziecka?

            Mówiłem o prawach ucznia . Nie chodzi o pancerzyk dla dzieci
            ale wyższy komfort psyhiczy i lepszy poziom świadczeń .
            Każdy wie np. że języka obcego w szkole się nie nauczy .
            Więc trzeba skończyć z fikcją - albo nie uczyć albo dobrze uczyć .


            > Uprawnienia rodziców i nauczycieli do wychowania dziecka mają równorzędną
            > (ustawową) podstawę prawną. I tak, jak my musimy (i chcemy) współpracować z
            > wami, rodzicami, tak wy macie obowiązek współpracować z nami. Rozkazywać
            sobie
            > nie pozwolimy, nie jesteśmy guwernerami i chłopcami na posyłki.

            Nikt nie chce z kogoś robić chłopców na posyłki . Wręcz przeciwnie .
            Chodzi o dobre wykonywanie obowiązków . To co teraz nauczyciel
            robi to "robota na posyłki" ale dla dyrekcji i wyższych instancji ,
            a nauczyciel powinien mieć większy zakres interpretacji nauczania
            przedmiotu . Tylko w ten sposób może mieć satysfakcję ze swojej
            pracy . Zdarza się , że nauczyciel nie może wybrać podręcznika ,
            program jest za sztywny i przeładowany co przekłada się na
            bylejakość nauczania i nieprzyjemną dla ucznia u i nauczyciela
            atmosferę w szkole .
Pełna wersja