unsatisfied6
30.10.07, 19:23
nie nazwę szkół znajdujących się na terenie Polski szkołami
polskimi , bo są zarządzane jakby nie należały do Polaków i nie
Polacy decydowali o kształcie tej szkoły .
w szkołach dzieje się coraz gorzej - stopniowo oczywiście , i tak by
nagłymi zmianami na ewidentnie gorsze skutki edukacji nie zrazić
obywateli tego kraju do dalszych zmian .
antagonizmy między nauczycielami a uczniami są coraz wyraźniejsze i
rola nauczyciela coraz częściej przypomina w zatłoczonych szkołach
rolę żandarma a ocena nie ma nic wspólnego z progresem ucznia i
motywacją do nauki a często nawet nie ma nic wspólnego z jego
wiedzą .
program , jak już sami nauczyciele zauważają , jest przeładowany .
nie da się dobrze przerobić lektur a i coraz więcej narzeka na dobór
tych lektur . czesto widać brak podstaw do nauczania niektórych
pojęć wdrażanych w szkołach jak i powierzchowność nauczania .
progrmatyzm jest wręczn na poziomie minium . w samych podręcznikach
piswanych przez wielu ekspertów znajdują się błędy mertytoryczne i
zastanawia kto i za co płaci "grupie ekspertów" , jak wydaje się , że
jeden dobrze wykształcony człowiek nie powinien mieć klopotów z
napisaniem lepszego podręcznika , a bynajmniej bez wielu
merytorycznych błędów ( te zauważyłem w podręcznikach do matematyki
i fizyki ) .
do szkół stopniowo ale sytematycznie wdraża się zapewne program
tworzenia w przyszłości państwa wzynaniowego . coraz ważniejszą rolę
w szkole odgrywa religia i coraz więcej katolicyzmu w innych
przedmiotach . coraz większą wagę przypisuje się przedmitom
kościelnym i coraz więcej czasu uczeń poświęca kościołowi i
przedmiotom kościoła kosztem oczywiście innych przemiotów szkolnych .
w szkołach coraz częściej spotyka się nową metodę odpytywania ,
którą nazwałbym "pytaniem na jedynkę" , bo nie ma innej opcji . otóż
wg tej metody nauczyciel zawsze może zapytać ucznia i w zależności
od jego widzimisię stawia lub nie stawia uczniowi jedynkę za "udział
w lekcji" . czy da się ucznia szkół zaszczuć i pozbawić poczucia
wartości własnej bardziej niż to robią w szkołach . czy da się
ucznia bradziej zniechęcać do nauki niż robią to w szkołach na
podstawie wytycznych MEN ? czy wysiłek MEN jest skierowany nie na to
by efektywnie uczyć , ale by skutecznie wykorzystywać inwentarz
ludzki w postaci źle wykształconych Polaków , który skutecznie
został pozbawiony poczucia wartości własnej , umiejętności oceny
sytuacji , braku krytycznego i analitycznego myślenia i boi się albo
nie potrafi zwerbalizować i wskazać przyczyn swojej coraz
nędzniejszej egzytencji zwyczajanego woła roboczego lub marginesu
społecznego ( nie wliczając w to nieliczną grupę biznesmanów - bo
tych siłą rzeczy nie może być wiele )