thomasch
06.08.04, 01:15
Jako że (jak się okazało) ponad tydzień czasu jestem w Warszawie, świeżym
okiem, po ponad miesiącu nieobecności popatrzyłem na ludzkie zachowania w
środkach komunikacji miejskiej. Nie będę tu prawił żadnych socjologicznych
teorii, ograniczę się do kilku spostrzeżeń.
1. Wracam z umówionej wizyty na Saskiej Kępie - wsiadam na przystanku "Stacja
Krwiodawstwa" w linię 151 w kierunku Centrum. Ze mną wsiada tylko jakiś
dziadek z torbą z pomidorami, zakupionymi zapewne na bazarku przy Zwycięzców.
Dziadek zajmuje miejsce (a było w czym wybierać), po czym zaczyna konsumpcję
owych pomidorów. Przy każdym ugryzieniu sok pomidorowy bryzga we wszystkie
strony - na podłogę, na sąsiednie miejsce siedzące. To się nazywa "kultura"
ludzi starszych, którzy na każdym kroku siebie uważają za wzór,
przeciwstawiając sobie każdego, kto jest młody (zazdrość, że było i minęło?)
2. Przesiadam się na pl. Na Rozdrożu w linię 122 w stronę pl. Unii
Lubelskiej. Tym razem trafiam na panią, która siaty z zakupami, z których coś
ciekło ustawiła na miejscu siedzącym (sama stała). Pani w wieku ok. 45 lat.
3. Dziś z kolei jechałem autobusem (195), w którym bardzo było czuć...
sikami.
Pomijając fakt, iż natrafiam ostatnio na same autobusowe złomy, brud i smród
jest coraz większy. Po częsci wynika to z zachowań pasażerów (np. takich,
jakie tu przytoczyłem) ale także z tego, że autobusów chyba nikt nie sprząta,
a jeśli już to bardzo pobieżnie. Prym wśród złomów wiedzie linia 151 ("Ostra"
daje chyba na tę linię najstarsze i najbardziej wysłużone Ikary), ale na 122
też robi się coraz gorzej.