Dodaj do ulubionych

Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności

IP: *.man.polbox.pl 09.06.02, 16:08
dzień 6.

pełna euforia. rozpiera mnie energia. schudłam!!! i to ile!!! nie muszę
walczyć z głodem, cały kurczak to dla mnie zbyt wiele. świetne samopoczu-
cie. idę spać. odczuwam tylko lekki niepokój... jak przeżyję dzień 7, czyli
sławne "obiad-nic". zasypiam zadowolona, nareszcie jakaś dieta na mnie działa.

dzień 7.

budzę się jak zwykle po 7 i idę do łazienki. nagle zaczynam odzyskiwać
przytomność. wokół pełno krwi, słyszę swój krzyk, rozcięte wargi, niekomplet-
ne zęby... rodzice ledwo donoszą mnie do łóżka.

nie wiem jaki jest dzień, jaka pora roku, co się stało i dlaczego. nigdy
wcześniej nie traciłam kontroli nad własnym ciałem. wpadam w panikę. szok.
nic nie pamiętam. proszę rodziców, żeby zadawali mi jakieś proste pytania.
pamięć powoli wraca. ból zaczyna się wzmagać. szpital, szycie, rentgen,
morfologia+glukoza (za niski poziom cukru we krwi), stomatolog zabezpiecza
resztki jakie mi pozostały z jedynki, dwójki i trójki. cały czas ten ból.
ale i wściekłość. i łzy, które same płyną mi z oczu. cały poranek pamiętam
jak przez mgłę.

chciałam być piękna. jestem oszpecona.

oczywiście, wargi się zrosną, zęby zostaną zrekonstruowane. siniaki zniką
z twarzy i kolan...po mału dochodzę do siebie. wrócą siły, których nadal mi
brakuje. jeszcze tylko boję się iść sama do łazienki, nie lubię patrzeć
na ten stopień, w który musiałam rąbnąć całym ciężarem ciała (mamę obudził
straszny huk, tzn. mój upadek...)

nie piszę tego, żeby kogoś postraszyć ani pouczyć. nie chciałabym również,
czytać postów od was wszystkich, zwłaszcza joggera i innych znawców, co mogłam
robić żle itd.

byłam bardzo zapalona do tej diety po tym, jak przeczytałam o niej na forum.
ale niestety zarbrakło mi czegoś o co chcę prosić was, którzy już jesteście
na tej diecie, a także tych, którzy chcieliby ją zacząć. Bądżcie bardziej
krytyczni wobec tej diety i właściwie oceńcie szanse swojego organizmu na
jej przetrwanie. ja mam 24 lata, około 5 kilo do zrzucenia, niejednokrotnie
stosowałam diety równie restrykcyjne, ale nigdy nie polegające na takim wy-
eliminowaniu węglowodanów. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się tracić przy-
tomności, jestem zdrowa i jak mi się wydawało, wystarczająco silna.
a za pieniądzę wydane na pomoc i opiekę medzyczną (na szczęście stać było
moich rodziców na prywtną klinikę, w której sprawny i miły zespół pomógł mi
i zajął się mną błyskawicznie), a także rekonstrukcję zębów (jeszcze nie wiem
ile...) mogłabym sobie zfundować np. pobyt na farmie piękności, który pomógł-
by mi skuteczniej niż ta dieta... to tylko gdybanie, a i pieniądze nie są
tu najważniejsze...

pozdrawiam was wszystkich.
życzę powodzenia w ochudzaniu i ZDROWIA !!! przede wszystkim ZDROWIA.
m.


Obserwuj wątek
    • Gość: zuza Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 09.06.02, 22:24
      No cóż, ja też kiedyś zastosowałam tę dietę, kiedy jeszcze nie miała
      nazwy "kopenhaska". Mówiło się o niej dwutygodniowa. Zasady były identyczne.
      Dwa tygodnie, utrata dobrych kilku kilogramów, a potem, mimo bardzo ostrożnej
      diety, błyskawiczny efekt jo-jo. Teraz jestem dużo starsza i bardziej
      doświadczona. Nigdy więcej takiej diety, bo jak wielkie jest potem
      rozczarowanie! Tyle wyrzeczeń na marne! Teraz wolę chudnąć te 2 kg na miesiąc.
      To można zrobić bez większego wysiłku, katowania się i takich przypadków jak
      Twój. Śmierć kopenhaskiej!
      • Gość: mung25 Re: Kopenhaska. 7.dzień, - pyt do Joggera IP: 213.17.165.* 10.06.02, 09:17
        Gość portalu: zuza napisał(a):

        > No cóż, ja też kiedyś zastosowałam tę dietę, kiedy jeszcze nie miała
        > nazwy "kopenhaska". Mówiło się o niej dwutygodniowa. Zasady były identyczne.
        > Dwa tygodnie, utrata dobrych kilku kilogramów, a potem, mimo bardzo ostrożnej
        > diety, błyskawiczny efekt jo-jo. Teraz jestem dużo starsza i bardziej
        > doświadczona. Nigdy więcej takiej diety, bo jak wielkie jest potem
        > rozczarowanie! Tyle wyrzeczeń na marne! Teraz wolę chudnąć te 2 kg na miesiąc.
        > To można zrobić bez większego wysiłku, katowania się i takich przypadków jak
        > Twój. Śmierć kopenhaskiej!


        Mam pytanie do Joggera, co z tym efektem jojo? Przecież ta dieta ma w założenia
        podkręcać metabolizm tłuszczów. Skąd więc efekt jojoPRZY BARDZO ZRÓŻNICOWANEJ
        DIECIE? pROSZĘ o odpowiedź bo jestem już 3 dzień na Kopen. i chce wiedzieć czy
        warto?
        • Gość: gAndzia Re: Kopenhaska. 7.dzień, - pyt do Joggera IP: *.se.com.pl 10.06.02, 11:39
          No cóż, bardzo ci współczuję, ta dieta jest dla zdrowych ludzi i oczywiscie na
          własne ryzyko. Ja czułam się na niej świetnie - ty zasłabłaś. Efekt jojo jak na
          razie się nie pojawił, dietę stosowałam jakos na poczatku kwietnia, z tym, że
          potem niemal od razu przeszłam na montiego. Nikt na tym forum nie namawia na
          kopenhaską, po prostu piszemy, jak nam idzie, wspieramy się itp. Wiekszość jest
          zachwycona, stąd entuzjastyczne posty. Jogger wielokrotnie pisał, że dla niego
          ta dieta nie jest dobra, bo nie może pić na czczo kawy - i jej osobiście nie
          stosował.
          • jogger Re: Kopenhaska. 7.dzień, - pyt do Joggera 10.06.02, 14:21
            Efekt jojo może wystąpić, jeśli nadwaga ma podłoże organiczne, tj. jest
            związana z konkretną niedomogą organizmu. Przykładem jest niedoczynność
            tarczycy, czy hiperinsulinemia, tj. nadczynność trzustki. Dieta - i to odnosi
            się do każdej diety - pomoże wtedy, gdy uda nam się trwale zmienić nawyki
            żywieniowe. Dlatego trzeba dobrać sobie taką dietę, którą będziemy w wersji
            mniej restrykcyjnej stosować na stałe. Dieta kopenhaska w większości przypadków
            daje bardzo dobre efekty, gdyż 'uczy' organizm obywać się bez dużej ilości
            kalorii, redukując jednocześnie uczucie głodu. Dlatego można ją uważać za
            początek drogi, a nie spocząć na laurach. Jeśli założy się z góry, że po
            sukcesie można nareszcie sobie podjeść, to również jojo jest gwarantowane -
            www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?
            dzial=0511&forum=342&wid=2072345&aut=+monika23&aid=2072345
          • Gość: mung25 Re: Kopenhaska. 7.dzień, - pyt do Joggera IP: 213.17.165.* 10.06.02, 15:10
            Gość portalu: gAndzia napisał(a):

            > No cóż, bardzo ci współczuję, ta dieta jest dla zdrowych ludzi i oczywiscie na
            > własne ryzyko. Ja czułam się na niej świetnie - ty zasłabłaś. Efekt jojo jak na
            >
            > razie się nie pojawił, dietę stosowałam jakos na poczatku kwietnia, z tym, że
            > potem niemal od razu przeszłam na montiego. Nikt na tym forum nie namawia na
            > kopenhaską, po prostu piszemy, jak nam idzie, wspieramy się itp. Wiekszość jest
            >
            > zachwycona, stąd entuzjastyczne posty. Jogger wielokrotnie pisał, że dla niego
            > ta dieta nie jest dobra, bo nie może pić na czczo kawy - i jej osobiście nie
            > stosował.

            Zgadzam się z Tobą, Gandzia. Ja jestem w trakcie 3 dnia i na razie czuję się
            dobre. Zreszta wszystkie zalecane produkty w tej diecie są moimi przysmakami (no
            może z wyjątkiem sałaty, ale na szczęście sa róźne jej gatunki;))

            Jogger niżej napisał o przyczynach tycia, m.inn. niedoczynność tarczycy. Ja mam
            niedoczynność tarczycy, ale przy odpowiednich dawkach leku nie ma ona absolutnie
            wpływu na moją wagę. To że mam tu i ówdzie troche sadła jest tylko moją winą,
            ponieważ uwielbiałam się obżerać na noc, szczegolnie pizza i słodyczami).
            Pozdrawiam
    • Gość: kama Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 09.06.02, 22:42
      Ale mnie przestraszyłaś, właśnie zamierzałam ją zacząć. Teraz mam pewne
      wątpliwości. Trzymaj się i szybko zdrowiej. Pozdrawiam. Kama.
      • donka_ Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności 13.06.02, 10:00
        Właśnie miałam przechodzić na tę dietę, bo naczytałam sie o niej na waszym
        portalu i się do niej zapaliłam. Powiedziałam o niej mojej kumpelce, która
        zastosowała ją z dobrym rezultatem minus 5,5kg... Teraz jednak mam wątpliwośći,
        bo ja potrzebuję stracić jakieś 3 kg. W zeszłym roku miałam jakieś incydenty
        hipoglikemii, dlatego zaczynam się wahać nie na żarty. Może ktoś ma pomysł, jak
        w tej sytuacji zadziałać. Pozdrawiam.
        • jogger Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności 13.06.02, 12:27
          Ja mam problemy z hiperinsulinemią, tj. czasem dostaję niskich cukrów, gdy po
          wysokowęglowodanowym posiłku mam kilkugodzinną przerwę przed następnym.
          Zwalczam to błonnikiem. Gumy i śluzy w płatkach i otrębach owsianych działają
          stabilizująco na poziom glukozy we krwi.
          www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=342&wid=2135252&aid=2146559
          • moniaag1 Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności 13.06.02, 17:07
            Ale po co sie tak katowac? Niedocukrzenie, przecukrzenie, omdlenia, utrata
            przytomnosci. Po co???? W imie czego?
            • jogger Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności 13.06.02, 18:11
              Takie rzeczy zdarzają się bez żadnej diety. Jak się ma problemy z metabolizmem
              węglowodanów, można z nich wyjść właśne przez dietę, ale trzeba być tych
              problemów świadomym. Czy nigdy nie chce Ci się spać jakiś czas po sutym
              obiedzie z deserem? Bo jeśli tak, to jest to właśnie niedocukrzenie.
              • moniaag1 Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności 14.06.02, 12:45
                Jogger, ale przeciez kazdemu sie chce spac po posilku, zwlaszcza sutym obiedzie
                (z ziemniakami). Nie znam osoby, ktora po jedzeniu nie chcialaby sie polozyc.
                Przeciez to zupelnie chyba normalne, ze organizm zaczyna zajmowac sie
                trawieniem i spada nam energia. Dzieci po obiedzie lezakuja, dorosli gdyby
                mogli tez by sie kladli. Moim zdaniem to jest zupelnie naturalne. Oczywiscie
                jezeli zastapimy ziemniaki makaronem i zjemy troszke mniej, to sennosc bedzie
                mniejsza, ale zawsze jednak bedzie.
                A omdlenia, wybijanie sobie zebow, bo sie zaslablo w lazience po ktoryms tam
                dniu kopenhaskiej to moim zdaniem troszeczke za wiele jak dla normalnego
                czlowieka. Przeciez z definicji zdrowe odzywianie sie, czy moze bardziej
                ogolnie - prowadzenie zdrowego trybu zycia, ma sluzyc zdrowiu, a nie prowadzic
                do utraty przytomnosci. Jakos nigdy nie zdarzylo mi sie spotkac z przypadkiem
                zaslabniecia przez osobe normalnie sie odzywiajaca, odnosze natomiast wrazenie,
                ze te wszystkie omdlenia, drzenia, niedocukrzenia itp. sa domena ludzi, ktorzy
                wiecznie sa na diecie. To po co sobie szkodzic?
                Naprawde nie mam nic przeciwko rozsadkowi, ale zeby dieta prowadzila do
                kompletnego wyczerpania organizmu? - cos mi sie tutaj nie zgadza.
                • Gość: Aga Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności IP: *.future-net.pl 14.06.02, 16:10
                  moniaag1 napisał(a):

                  > Jakos nigdy nie zdarzylo mi sie spotkac z przypadkiem
                  > zaslabniecia przez osobe normalnie sie odzywiajaca

                  chyba żartujesz???
                  • moniaag1 Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności 14.06.02, 17:28
                    Wlasciwie to tylko raz widzialam mdlejaca dziewczyne. Bylo to w paryskim
                    metrze, a dziewczyna byla ... chuda wyjatkowo.
              • Gość: donka_ Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności IP: *.ukie.gov.pl / 10.3.17.* 18.06.02, 09:15
                Piszesz Jogger, że z problemów z przemianami węglowodanów (czy także z napadów
                hiipoglikemii? ) można wyjść przez dietę. Jak i jaką, napisz coś więcej.
                • jogger Re: Kopenhaska. 7.dzień, utrata przytomności 18.06.02, 12:54
                  Wszystkie diety niskowęglowodanowe (Atkins, Montignac, Kwaśniewski i ich
                  mutacje) zapobiegają indukowaniu cukrzycy typu II. Nadmiar węglowodanów w
                  pozywieniu powoduje wydzielanie dużej ilości insuliny. Insulina usiłuje
                  wtłaczać glukozę do komórek organizmu powyżej potrzeb, a one bronią się przed
                  tym nadmiarem unieczynniając receptory insuliny. Przez to podwyższony poziom
                  glukozy we krwi utrzymuje się długo, powodując stałą produkcję insuliny.
                  Dlatego węglowodany zaczynają być składowane pod postacią tłuszczu. Jest to
                  coraz ciaśniejsza pętla. Jesteśmy zmęczeni i głodni, bo komórki przyswajają
                  coraz mniej glukozy, więc jemy coraz więcej węglowodanów, które zamieniają się
                  w tłuszcz. Nasz organizm zamienia się w fabrykę sadła. Ponieważ trzustka 'uczy
                  się' wytwarzać więcej insuliny niż potrzeba, każdy posiłek węglowodanowy może
                  spowodować hipoglikemię, gdyż nadmiar insuliny spowoduje spadek poziomu glukozy
                  we krwi poniżej poziomu fizjologicznego. Na w/w dietach 'odzwyczajamy' trzustkę
                  od generowania hiperinsulinemii, dostarczając limitowaną ilość węglowodanów, z
                  preferencją dla węglowodanów złoźonych, in. o niskim współczynniku glikemicznym.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka