1fatum
18.09.11, 23:34
Zmęczony jazdą "Gierkówką w budowie" i zasmucony wielce. Sanktuarium i dożynkowe korony wspaniale, choć z sanktuarium wyłazi komercja.
Św. Anka okazała się dla mnie łaskawa i za pokutę nakazała obejść w koło wulkaniczny krater.
Chyba wiedziała co czyni, bo miałem okazje zobaczyć pomnik za przeproszeniem czynu powstańczego. Jak na nowych właścicieli przystało, wszystko popada w ruinę. Schody się rozpadają, obmurówka pomnika zieje dziurą, a jedynie dawne element pozostają niewzruszone. Nawet piece do wypalania wapienia przypominające dawne wieże wytrzymały próbę czasu.
Kiedy zziajany wróciłem do sanktuarium i opadłem na ławkę, dotarło do mnie, że zobaczyłem dwa światy - dawny trwały i niewzruszony w swojej doskonałości jak droga z granitowej kostki ułożonej pod karem, aby strudzony wędrowiec się nie poślizgnął i obecny, tymczasowy, niczym teatralna zakurzona i podarta kurtyna.
Zwracałem uwagę na ludzi - jak mówią. Śląskiej gadki niewiele, niemieckiej mowy też mało. Przeważała polszczyzna, choć trafił się język słowacki.
Mimo wszystko, Anaberg jest wspaniały i może kiedyś Anka się wkurzy i wyrzuci płynna lawę na niegospodarnych obecnych właścicieli. Przecież jak na świętą, 700 metrów do płynnej lawy to tak jak splunąć.
Na dowód, iż Anka darzy mnie specjalnymi względami mogę uznać niespodziewany dar "w intencji nawrócenia" otrzymany od nieznanej mi osoby, w postaci grafiki z wizerunkiem sanktuarium i samej św. Anny. Moje zaskoczenie było ogromne i chcąc podziękować darczyńcy nie dostrzegłem nigdzie tej niewiasty, choć jej usilnie poszukiwałem. Ktoś mi powiedział, że czasami sama święta potrafi tak postąpić.