iksis
02.05.18, 08:28
Polaków nie da się ujarzmić!
Apuchtin: matka Polka zawodzić będzie nad kołyską dziecka rosyjską piosenką
Aleksander Apuchtin, warszawski kurator szkolny, stał się dla Polaków symbolem tępej rusyfikacji. Irytował zresztą również Rosjan - a jeden z nich dał mu nawet w gębę.
Car Aleksander II, mianując go kuratorem szkolnym okręgu warszawskiego, dał mu podobno taką przestrogę: „Pamiętaj, że nigdy nie przerobisz Polaka na Rosjanina. Wystarczy, jeżeli w gimnazjum uczynisz z nich moich wiernych poddanych”.
Apuchtin w swej gorliwości wykraczał jednak daleko poza to polecenie. Rozpoczął urzędowanie od czystki wśród nauczycieli. Zwolnił wszystkich, obojętnie, czy Rosjan, czy Polaków, podejrzanych o politykowanie i sympatie dla sprawy polskiej. Aby kontrolować uczniów również poza szkołą, zakazał im wynajmowania pokoików na prywatnych stancjach. Wszyscy zamiejscowi mieli nocować w bursach doglądanych przez urzędników. Nadzór inspektorów rozciągnięto na całe życie uczniów, także tych, którzy mieszkali u rodziców. Za sprawą Apuchtina na porządku dziennym były domowe wizyty inspektorów lub dyrektorów szkół składane pod byle pretekstem. Sprawdzali, czy w domach nie znajdują się „niewłaściwe”, czyli polskie, książki. Narazić się można było portretem Mickiewicza na ścianie albo prowadzonymi po polsku rozmowami.
Kraushar wspominał: System apuchtinowski polegał nie tylko na przymusowym rugowaniu polskości z przedmiotów szkolnych, na wtłaczaniu w mózgi młodzieży prawideł językowych poprawnego wysławiania się i pisania po rosyjsku, lecz zmierzał przede wszystkim do zaszczepienia moskiewszczyzny na gruncie duchowym i moralnym, do nadania umysłom młodzieży kierunku niezgodnego z poglądem starszego pokolenia na zadania obywatelskie i narodowe.
Apuchtin chciał mieć uczniów zawsze na oku, więc wymagał, żeby w miejscach publicznych chodzili w mundurkach. Do wyegzekwowania tego obowiązku zamierzał nawet wykorzystać wojsko, ale oficerowie ostentacyjnie go lekceważyli, bo mu nie podlegali.
Wszyscy kuratorowi życzyli jak najgorzej, a każdy jego wyjazd do Petersburga był powodem do pełnych nadziei spekulacji o dymisji. Nic takiego jednak się nie stało. Co więcej, gdy w 1881 r. car reformator Aleksander II padł ofiarą zamachu, akcje Apuchtina poszły w górę, bo nowy władca imperium Aleksander III przykręcił śrubę. Józef Hurko, od 1883 r. carski generał-gubernator w Warszawie, precyzował: obowiązkiem resortu oświaty jest wychowanie młodego pokolenia w duchu bezwzględnej wierności wobec monarchy i interesów Rosji, rozbudzenie w nim głębokiego przeświadczenia o konieczności całkowitego, we wszystkich dziedzinach, zjednoczenia kresów z całą ojczyzną.
Apuchtin świetnie się do wykonania takich zadań nadawał. Z iście azjatycką zaciekłością postawił sobie za zadanie życia wytępienie żywiołu polskiego w Królestwie Polskim – opisywał korespondent „Gońca Wielkopolskiego”. Jego postępowanie nazwał kacapskimi wybrykami, które ubliżały akademikom – obywatelom. Oczywiście w żadnej gazecie w zaborze rosyjskim takie zdanie nie mogłoby się ukazać ze względu na cenzurę.
Tymczasem nawet znienawidzony przez Polaków Hurko przyznawał w raporcie do cara, że metody Apuchtina zawiodły: między rodziną i szkołą istnieje głęboka przepaść, która powoduje znacznie poważniejsze skutki niż w rdzennej Rosji, gdzie nie ma takiej zawziętej nienawiści, nieufności i pogardy, którą wyraźnie odczuwa się w Królestwie Polskim.
A jednak niszczycielska działalność Apuchtina skończyła się sromotnym fiaskiem – konkludował autor opublikowanego w 1914 r. biogramu: Rusyfikacja nie dała żadnych wyników pozytywnych; wynarodowienie Polaków było jedynie mrzonką, a szkoła rosyjska nie zruszczyła ani jednego Polaka. Wszyscy, którzy z niej wyszli, wynieśli jednocześnie odrazę do wszystkiego, co rosyjskie.