Dodaj do ulubionych

smutno bajka na dobranoc

20.10.06, 23:27
www.do-gg.pl/zakochani/opowiadania-milosne.8.php
Obserwuj wątek
    • duschek Re: smutno bajka na dobranoc 20.10.06, 23:28
      Skineczko ,a czamu jestes smutno ?
      • duschek Re: smutno bajka na dobranoc 20.10.06, 23:30
        Sloneczko sorry mom cma w pokoju mialo byc Sloneczko a nie skineczko :)

        wybacz mi
      • sloneczko1 Re: smutno bajka na dobranoc 20.10.06, 23:32
        duschek napisał:

        > Skineczko ,a czamu jestes smutno ?

        bo niekiedy trudno ocenić czy to jest miłość ,czy to jest kochanie.......
        • sloneczko1 Re: smutno bajka na dobranoc 20.10.06, 23:34
          co Ty Duschku,każdymu moge sie zdarzyć przepalcowanie
        • duschek Re: smutno bajka na dobranoc 20.10.06, 23:36
          a milosc i kochanie to jest jedno
    • sloneczko1 Re: smutno bajka na dobranoc 20.10.06, 23:28
      Słowik i Róża


      Powiedziała, że będzie ze mną tańczyć, jeśli jej przyniosę czerwoną różę -
      mówił chłopak - a tu w całym ogrodzie nie ma ani jednej czerwonej róży.

      Z gniazdka swojego na dębie słowik usłyszał te słowa i wyjrzał spoza liści
      zdumiony.

      - Ani jednej czerwonej róży w całym ogrodzie! - biadał chłopak, a piękne jego
      oczy zaszły łzami.

      - Ach, od jakichże małych rzeczy zależne jest szczęście ludzkie! Czytałem
      wszystko, cokolwiek uczeni napisali, przyswoiłem sobie wszystkie tajemnice
      filozofii, a oto całe moje życie będzie złamane przez brak czerwonej róży.

      - Oto nareszcie prawdziwy kochanek - odezwał się słowik.

      - Noc po nocy śpiewałem o nim, jakkolwiek go nie znalem; noc po nocy mówiłem o
      nim gwiazdom, a oto go widzę. Włos ma ciemny jak kwiecie hiacyntu, a usta
      czerwone jak róża, której pragnie, ale namiętność okryła jego lica bladością
      kości słoniowej, a troska przyłożyła pieczęć swą na jego czole.

      - Książe wydaje bal jutro wieczorem - szeptał chłopak - a moja ukochana też tam
      będzie. Jeśli jej przyniosę czerwoną różę, będzie ze mną tańczyć aż do świtu.
      Jeśli jej przyniosę czerwoną różę, będę ją trzymał w swych objęciach, ona oprze
      główkę na mym ramieniu, a dłoń jej spocznie w mej dłoni. Ale w całym tym
      ogrodzie nie ma czerwonej róży, wiec będę siedział sam, i ona nie zwróci na
      mnie uwagi. Przejdzie obok mnie obojętna, i serce mi pęknie z żalu.

      - Oto istotnie prawdziwy kochanek - rzekł do siebie słowik. - On przeżywa
      boleśnie to, o czym ja śpiewam. Co dla mnie jest radością, jemu sprawia ból.
      Zaiste, miłość jest dziwna, przedziwna. Cenniejsza jest od szmaragdów i droższa
      od cudnych opali. Nie można jej nabyć za perły i granaty ani tez sprzedać na
      targu. Nie kupują jej kupcy, i niepodobna jej też wymienić za złoto.

      Muzykanci będą siedzieć na swym podwyższeniu - mówił dalej chłopak - i będą
      grać na świeżo nastrojonych instrumentach, a moja ukochana będzie tańczyć przy
      dźwięku harf i skrzypiec. Będzie tańczyć tak lekko, że stopy jej zaledwie
      dotkną ziemi, a dworzanie w świetnych ubiorach będą się cisnąć do niej. Ale ze
      mną tańczyć nie będzie, ponieważ nie mogę jej dać czerwonej róży. - Rzucił się
      na trawę i ukrywszy twarz w dłoniach gorzko zapłakał.

      - Czemu on płacze? - spytała jaszczurka przebiegając koło niego.

      - Tak, dlaczego? - powtórzył motyl, uganiający się za promieniem słońca.

      - No, czemu? - szepnęła stokrotka do swej sąsiadki ciągnąć, łagodnym głosem.

      - Płacze z powodu czerwonej róży - objaśnił słowik.

      -Z powodu czerwonej róży? - krzyknęli. - Jakież to śmieszne!

      Słowik jednak zrozumiał powód troski chłopaka i siedząc w swym gniazdku na
      dębie, w milczeniu rozważał tajemnice miłości. Nagle rozpiął do lotu ciemne
      skrzydełka i wzbił się w powietrze i poszybował w stronę ogrodu. W pośrodku
      zielonego gazonu rósł piękny krzew różany, a gdy słowik go ujrzał, przyfrunął
      ku niemu i usiadł na jednej z gałązek.

      - Daj mi czerwona różę - prosił - a zaśpiewam ci najpiękniejsza moja pieśń.

      Ale krzew przecząco potrząsnął głową - Moje róże są białe - odparł.

      - Idź jednak do mego brata, co rośnie koło starego słonecznego zegara, a może
      on ci da, czego potrzebujesz.

      Wiec słowik frunął w stronę różanego krzewu, który rósł w pobliżu starego
      zegara słonecznego.

      - Daj mi czerwona różę - prosił - a zaśpiewam ci najsłodsza moja pieśń.

      Krzew jednak potrząsnął głową. - Moje róże są żółte - odparł. Idź jednak do
      mego brata, rosnącego pod oknem chłopaka, a może on ci da, czego potrzebujesz.

      I słowik frunął w stronę krzewu, co rósł pod oknem studenta. - Daj mi czerwona
      różę - prosił - a zaśpiewam ci najsłodsza moja pieśń. Krzew jednak potrząsnął
      głową. - Moje róże są czerwone - odparł - tak czerwone. Ale zima zmroziła mi
      żyły, mróz zwarzył pączki, a burza połamała gałązki moje, i nie będę mieć róż
      tego roku.

      - Jednej tylko róży czerwonej potrzebuje - prosił słowik - tylko jednej
      czerwonej róży! Czy w żaden sposób nie mógłbym jej dostać?

      - Jest jeden sposób - odparł krzew - ale sposób tak straszny, że nie śmiem ci
      powiedzieć.

      - Powiedz - prosił słowik - ja się nie przerażę.

      - Jeśli potrzebujesz czerwonej róży - rzekł krzew - musisz ją wyczarować
      pieśnią przy świetle księżyca i zabarwić własną krwią serdeczną. Musisz mi
      śpiewać z piersią wbitą na cierń. Całą noc musisz mi śpiewać, cierń musi się
      wdzierać w twą pierś, a krew twoja musi wpłynąć w me żyły i stać się moją.

      - Życie za jedną czerwoną różę, cena to ogromnie wysoka - zawołał słowik - bo
      wszyscy bardzo kochają życie. Przyjemnie jest siedzieć wśród zieleni i
      spoglądać na słońce w rydwanie ze złota i księżyc w rydwanie z pereł. Słodka
      jest woń głogu i słodki zapach dzwonków, ukrytych w dolinie, i wrzosu, co
      kwitnie na wzgórzu. Ale miłość lepsza jest od życia, a czymże jest serce ptaka
      w porównaniu z sercem człowieka?

      Słowik rozpostarł do lotu swe ciemne skrzydełka i wzbił się w powietrze. Jak
      cień przemknął ponad ogrodem i jak cień przeleciał ponad gajem.

      Chłopak tymczasem ciągle jeszcze leżał na trawie, jak go był pozostawił, a łzy
      nie zaschły wcale w jego pięknych oczach.

      - Bądź dobrej myśli - zawołał słowik - bądź dobrej myśli, gdyż będziesz miał
      czerwona różę. Wyczaruje ją pieśnią przy świetle księżyca i zabarwię własną
      krwią. A w zamian żądam od ciebie tylko tego, abyś był prawdziwym kochankiem,
      albowiem miłość mędrsza jest od filozofii, pomimo że ta jest tak mądra, i
      silniejsza od potęgi, mimo że ta jest tak silna.

      Chłopak przestał wpatrywać się w trawę i słuchał nie rozumiejąc, co mu słowik
      mówi, gdyż rozumiał tylko to, co napisane w księgach. Dąb jednak zrozumiał i
      zasmucił się, będąc szczerze przywiązany do słowika, który usłał gniazdko w
      jego gałęziach.

      - Zaśpiewaj mi ostatnią pieśń - szepnął. - Będzie mi bardzo samotnie po twym
      odlocie.

      Więc słowik począł śpiewać dla dębu, a głos jego był tak piękny jak nigdy
      dotąd, może dlatego że śpiewał po raz ostatni swemu staremu przyjacielowi.

      Gdy skończył swą pieśń, student dźwignął się z trawy i wyjął z kieszeni notes i
      ołówek.

      - Formę opanował - mówił do siebie odchodząc z gaju - tego mu odmówić
      niepodobna, ale czy ma również uczucie? Obawiam się, że tego mu brak. Nie
      umiałby się poświęcić dla innych. Myśli tylko o śpiewie, a każdemu wiadomo, że
      sztuka jest egoistyczna.

      Gdy księżyc zaświecił na niebie, słowik przyfrunął do różanego krzewu i pierś
      przycisnął do cierna. Przez cała noc śpiewał z piersią opartą o cierń, a zimny
      kryształowy księżyc spłynął na skraj horyzontu i słuchał. Przez cała noc słowik
      śpiewał, a cierń coraz głębiej wbijał się w jego pierś, z której wraz z krwią
      uchodziło też życie.

      Śpiewał najpierw o narodzinach miłości w sercu młodzieńca i dziewczyny. A na
      najwyższej gałązeczce różanego krzewu rozkwitała cudowna róża, listek za
      listeczkiem, w miarę jak pieśń nowa następowała po pieśni przebrzmiałej. Róża
      była początkowo blada jak mgły wiszące nad rzeka - i srebrna jak skrzydła
      zmierzchu. Niby cień róży w srebrnym zwierciadle.

      Ale krzew nalegał na słowika, aby mocniej przytulił się do ciernia.

      - Mocniej się przytul, słowiczku, inaczej dzień nastanie, zanim róża się
      rozwinie.

      Więc słowik mocniej przytulił się do ciernia, a śpiew jego potężniał z każdą
      chwilą, gdyż śpiewał o narodzinach miłości w duszy mężczyzny i kobiety.

      Delikatny cień purpury zabarwił płatki róży. Ale cierń nie dotarł jeszcze do
      serca, więc i serce róży pozostało białe, bo tylko krew słowika zdolna jest
      zabarwić purpurą serce róży.

      A krzew nalegał na słowika, by się mocniej przytulił do ciernia.

      - Mocniej się przytul, słowiczku jeszcze mocniej.

      Więc słowik mocniej przytulił się do ciernia, aż cierń dotarł do serca,
      przeszywając je ostrym bólem. Gorzki, gorzki był ból słowika i coraz mocniejszy
      jego śpiew, śpiewał bowiem o miłości ukoronowanej śmiercią, o miłości
      sięgającej poza grób.

      I cudowna r
      • sloneczko1 Re: smutno bajka na dobranoc 20.10.06, 23:30
        Więc słowik mocniej przytulił się do ciernia, a śpiew jego potężniał z każdą
        chwilą, gdyż śpiewał o narodzinach miłości w duszy mężczyzny i kobiety.

        Delikatny cień purpury zabarwił płatki róży. Ale cierń nie dotarł jeszcze do
        serca, więc i serce róży pozostało białe, bo tylko krew słowika zdolna jest
        zabarwić purpurą serce róży.

        A krzew nalegał na słowika, by się mocniej przytulił do ciernia.

        - Mocniej się przytul, słowiczku jeszcze mocniej.

        Więc słowik mocniej przytulił się do ciernia, aż cierń dotarł do serca,
        przeszywając je ostrym bólem. Gorzki, gorzki był ból słowika i coraz mocniejszy
        jego śpiew, śpiewał bowiem o miłości ukoronowanej śmiercią, o miłości
        sięgającej poza grób.

        I cudowna róża stała się szkarłatna, jak purpura wschodzącego słońca.
        Szkarłatny był wianek płatków i szkarłatny rubin serca.

        Ale głos słowika słabł z każdą chwilą i skrzydełka poczęły trzepotać, a mgła
        przesłoniła mu oczy. Coraz słabiej brzmiał jego śpiew, a śpiewak coraz
        wyraźniej czuł, że go coś dusi w krtani.

        Wtedy wydobył z siebie melodię najgłębszą. Biały księżyc ją usłyszał i,
        zapominając o świecie, przystanął na niebie zasłuchany. Czerwona róża usłyszała
        i cała zadrżała dreszczem ekstazy rozchylając czerwone listeczki na chłód
        poranka. Echo poniosło pieśń ku swym purpurowym jaskiniom w górach, budząc
        śpiących pastuchów. Popłynęło ponad trzciny nadbrzeżne, a te poniosły jej zew
        ku morzu.

        - Patrz, patrz - krzyknął krzew - oto róża skończona. Słowik jednak nic już nie
        odpowiedział, bo leżał martwy w bujnej trawie, z przebitym sercem.

        A w południe chłopak otworzył okno i wyjrzał na ogród. - Cóż to! - krzyknął. -
        Jakiż szczęśliwy traf! Czerwona róża.

        Nigdy w życiu nie widziałem podobnej. Jest tak przecudna, Że najpewniej musi
        mieć długa łacińską nazwę. - I, wychyliwszy się z okna, zerwał kwiat.

        Następnie chwycił kapelusz i pobiegł do domu profesora trzymając w ręku
        czerwoną różę.

        Córka profesora siedziała przed domem, zwijając na szpulkę błękitny jedwab, a u
        nóg jej leżał mały piesek.

        - Przyniosłem ci czerwona róże - zawołał chłopak. - Oto róża tak czerwona jak
        żadna inna na całym świecie. Dziś wieczór będziesz ją nosić przy sercu. Ona ci
        powie, jak bardzo cię kocham. Czy zatańczysz ze mną?

        Ale dziewczyna zmarszczyła brew. - Zdaje mi się, że kolor ten nie będzie się
        zgadzał z moja toaleta - odparła - zresztą siostrzeniec szambelana przysłał mi
        prawdziwe klejnoty, a każdy przecież wie, że klejnoty są znacznie droższe od
        kwiatów.

        - Więc to tak! Zaprawdę, jesteś pani bardzo niewdzięczna! - wybuchnął oburzony
        chłopak. -I rzucił różę na ulice, aż potoczyła się do rynsztoku, gdzie ją
        zmiażdżyło koło przejeżdżającego właśnie wozu.

        - Niewdzięczną! - zawołała dziewczyna.

        - Co za brutalność! Zresztą, czym pan jesteś właściwie. Zwykłym studentem. Ba,
        wątpię nawet, czy masz srebrne sprzączki przy trzewikach jak siostrzeniec
        szambelana. - Rzekłszy to, zerwała się z krzesła i weszła do mieszkania.

        - Cóż za idiotyzm ta miłość - mówił do siebie chłopak wracając do domu.

        Oskar Wilde

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka