Dodaj do ulubionych

St. Martin

05.11.06, 18:47
Über 1.600 Jahre Gedenken an den heiligen Martin von Tours
Der Heilige Martin von Tours, der das Reich der Franken und die von ihnen
besiedelten Gebiete geprägt hat, war in der lateinischen Kirche der erste,
der den Grad der Heiligkeit nicht durch seinen heldenhaften Tod als Märtyrer,
sondern durch sein heroisches Leben erreichte. Vor mehr als 1.600 Jahren, am
8.11.397, ist der dritte Bischof von Tours gestorben. Martin, personales
Bindeglied zwischen Rom und dem Frankenreich, verkörperte modellhaft für
Jahrhunderte das neue spätantike Priester- und Bischofsideal: Ein asketischer
Mönch, gebildet und tatkräftig zugleich, für den Kult und Kultur der gleichen
Quelle entsprangen, der lebte, was er predigte, der sich vor Christus beugte,
um ihn herrschen zu lassen. Am 11. November 1997 wurde zum
eintausendsechshundertsten Mal seines Todes gedacht. Papst Johannes Paul II.
hat bei seinem Pastoralbesuch in Frankreich am Grab des heiligen Martin von
Tours gebetet.

„Mein Herr, es ist ein harter Kampf, den wir in Deinem Dienste in diesem
Dasein führen. Nun aber habe ich genug gestritten. Wenn Du aber gebietest,
weiterhin für Deine Sache im Felde zu stehen, so soll die nachlassende Kraft
des Alters kein Hindernis sein. Ich werde die Mission, die Du mir
anvertraust, getreu erfüllen. Solange Du befiehlst, werde ich streiten. Und
so willkommen dem Veteranen nach erfüllter Dienstzeit die Entlassung ist, so
bleibt mein Geist doch Sieger über die Jahre, unnachgiebig gegenüber dem
Alter.” Die überlieferten letzten Worte des heiligen Martin klingen wie ein
Rapport. Sie lassen die innere Einstellung eines ehemaligen Soldaten
erkennen: Disziplin und Pflichterfüllung kennzeichnen diesen Mann, der sich
nicht blind einem Gott unterworfen, sondern sich Gottes Sache zu eigen
gemacht hat. Schwärmerisches, unkontrolliertes Gefühl müssen diesem Mann
fremd gewesen sein.

Gesprochen wurden diese Worte im Jahr 397, vor über 1.600 Jahren. Der diese
Worte gesprochen hat, hieß Martinus und war Bischof von Tours, schon zu
Lebzeiten eine Legende. Von Geburt ein Römer, stammte er aus einer Familie
mit militärischer Tradition. Schon sein Name war Programm: „Martinus” leitet
sich ab vom Kriegsgott Mars. Man könnte den Namen übersetzen als „zum
(Kriegsgott) Mars gehörend” oder „Kämpfer, Kriegerischer”. Durch Martin von
Tours wurde dieser martialische Name von den Christen übernommen. Er hatte
einen neuen Sinn erhalten: „Martin” war nicht mehr länger ein disziplinierter
Kämpfer unter dem römischen Kriegsgott, sondern ein Soldat Gottes, einer, der
sich mit Eifer und Disziplin in die Pflicht der Kirche nehmen ließ.

www.martin-von-tours.de/geschichte/index.html
Obserwuj wątek
    • betelka Re: sw. Marcin 05.11.06, 18:52
      Święty Marcin z Tours, biskup, urodził się pomiędzy rokiem 316 a 317 w Sarabii
      (dziś Szombathely) w Pannonii (dzisiejsze Węgry), zmarł w 397 r.; w kościele
      katolickim patron żołnierzy.


      Życie
      Jego ojciec, rzymski legionista, który doszedł do godności trybuna, nadał
      synowi imię pochodzące od boga wojny Marsa. Jako dziecko przeniósł się wraz z
      rodzicami do Pavii, miasta we Włoszech. Tam poznał chrześcijan i mając zaledwie
      10 lat wpisał się na listę katechumenów. Rodzina świętego nie chiała się
      zgodzić na jego chrzest, również miejscowy biskup był temu niechętny obawiając
      się gniewu ojca Marcina. Stąd też św. Marcin przyjął chrzest później.

      W wieku 15 lat św. Marcin obrał stan żołnierski i został rzymskim legionistą,
      przysięgę złożył jednak dopiero po osiągnięciu pełnoletności, tj. 17 lat.

      W roku 338 św. Marcin wraz ze swoim garnizonem został przeniesiony do Galii w
      okolice miasta Amiens. To tutaj miało miejsce znane zdarzenie z jego życia.
      Zimą gdy napotkał półnagiego żebraka, oddał mu połowę swojej żołnierskiej
      opończy. W nocy po tym zdarzeniu w swoim śnie zobaczył Chrystusa odzianego w
      jego płaszcz, który mówił do aniołów: "Patrzcie, jak mnie Marcin, katechumen,
      przyodział".

      Chrzest święty przyjął - jak to było wówczas w zwyczaju - w Wielkanoc 339 roku.
      Po przyjęciu chrztu św. Marcin postanowił zrezygnować ze służby wojskowej.
      Panowało wówczas przekonanie, iż chrześcijaninowi nie godzi się być żołnierzem,
      gdyż z tym zawodem związane jest przelewanie krwi. Nie było jeszcze wówczas dla
      chrześcijan formalnych zakazów, wprowadzili je poźniej papieże: św. Damazy I w
      370 i św. Syrycjusz w 386.


      Św. Marcin ma iść do walki uzbrojony w krzyżOkazja do wystąpienia z wojska
      nadarzyła się św. Marcinowi w 354 r. Wówczas to towarzyszył ariańskiemu
      cesarzowi Konstansowi w wyprawie nad Ren, przeciwko germańskim Allemanom. Był
      wówczas zwyczaj, że żołnierzom w przeddzień bitwy, dla zwiększenia morale,
      dawano podwójny żołd. Wówczas to Marcin poprosił zamiast żołdu o zwolnienie go
      ze służby w wojsku. Rozgniewany tym dowódca kazał go aresztować. Marcin
      poprosił wtedy, aby pozwolono mu do bitwy pójść bez broni w pierwszym szeregu,
      a on walczyć będzie jedynie znakiem krzyża. Tak też się stało, jednakże wróg
      poprosił wówczas o pokój i do bitwy nie doszło. Dla chrześcijan był to wyraźny
      znak Boży.

      Po powrocie z wojny Marcin uzyskał już łatwo zwolnienie z wojska. pojechał
      wówczas na Węgry do swoich rodziców. Zdołał ich przed śmiercią nawrócić na
      wiarę chrześcijańską. W drodze powrotnej do Galii zatrzymał się w Mediolanie.
      Okazało się, iż tamtejszy biskup jest arianinem, gdy Marcin zaczął występować
      przeciw arianom, ci wyrzucili go z miasta. Z Mediolanu Marcin udał się do
      Francji, do miasta Poitiers. Został tam serdecznie przyjęty przez tamtejszego
      biskupa św. Hilarego. Gdy wyznał biskupowi, iż jego pragnieniem jest poświęcić
      się Bogu, żyjąc życiem ascety, ten wydzielił mu w pobliskim Liguge pustelnię.
      Marcin zamieszkał tam z kilkoma towarzyszami. Stał się w ten sposób w 360 r.
      ojcem życia zakonnego we Francji.

      W 371 r. zmarł biskup Tours, ponieważ sława życia i cudów świętego mnicha znana
      była w całej okolicy, kapłani i wierni pragnęli, aby Marcin przyjął godność
      biskupa. Żeby go do tego skłonić użyto wybiegu: jeden z mieszczan pojechał do
      świętego z prośbą o przyjazd do miasta i uzdrowienie chorej żony, kiedy tylko
      Marcin pojawił się w mieście, jego mieszkańcy siłą przywiedli go do katedry
      błagając o przyjęcie godności biskupa. W ten sposób został wybrany przez
      aklamację. 4 lipca 371 r.otrzymał święcenia kapłańskie i sakrę biskupią.


      Medytujący biskup MarcinGodność biskupiąa sprawował 26 lat. Wprowadził nowy
      styl pracy, do tej pory biskup mieszkał przy katedrze i tam przyjmował
      petentów. Tymczasem św. Marcin prawie stale był poza domem wśród wiernych.
      Często uczestniczył w synodach, odwiedzał sąsiednich biskupów, był
      zaprzyjaźniony ze świętymi: Ambrożym, Wiktorynem i Paulinem z Noli. Gdy był już
      starszy założył klasztor w Marmoutier (14 km od Tours), gdzie najczęściej
      przebywał. Żył bardzo skromnie, a swoje ciało umartwiał nosząc włosienicę oraz
      postami i pokutą za grzechy swoich wiernych.

      Gdy w 383 r. zamordowano cesarza Gracjana jego następca postanowił wszystkich
      zwolenników swojego poprzednika zabić. Wówczas święty Marcin wybrał się w
      podróż i tak stanowczo bronił skazanych, że wkrótce zostali uwolnieni.

      W sprawie swoich wiernych pojechał również do Trewiru. Żona cesarza, arianka,
      nie chciał go wpuścić do pałacu, jednakże Marcin nie zrezygnował, dopóki nie
      spotkał się z cesarzem Walentynianem I.

      Na synodzie w Bordeaux w 384 r. potępiono Pryscyliana, w wyniku czego cesarz
      Magnus Maksymus skazał go oraz jego zwolenników na śmierć. Marcin ponownie
      wybrał się do Trewiru by błagać o łaskę dla heretyków, niestety przybył za
      późno i wrócił do Tours bardzo tym zgnębiony. Interwencja Marcina spotkała się
      z atakiem ze strony wrogich mu hierarchów, że broniąc heretyków sprzyja im.
      Jesienią 397 r. św. Marcin doprowadził do zgody między wiernymi z Candes a
      tamtejszym duchowieństwem. Po powrocie, wyczerpany, zmarł 8 listopada, a 11
      listopada sprowadzono jego zwłoki do Tours w pogrzebie brało udział wielu
      biskupów i kapłanów, około 2000 mnichów i mniszek oraz wielkie tłumy wiernych.

      pl.wikipedia.org/wiki/Marcin_z_Tours
      • betelka Re: sw. Marcin 05.11.06, 19:01
        Dzisiej my byli na Umzugu.
        Martinsumzug
        Der Martinsumzug am Martinsabend vereint eine verkleidete Person, die den
        heiligen Martin auf einem Schimmel (!) darstellt, oft gehört auch ein „Bettler“
        dazu, immer aber eine große Kinderschar (und ihre Eltern), die singend durch
        die Stadt/Gemeinde ziehen. Um den rechten Takt zu finden, wird der Gesang oft
        von einer Blaskapelle unterstützt. Die Kinder tragen bei dem Umzug ihre - meist
        selbstgebastelten - Martinslampen und Martinsfackeln. Der Martinsumzug findet
        seinen Abschluss vielfach durch die Mantelteilung oder durch ein Martinsfeuer.
        Der Lichterumzug hat ein liturgisches Vorbild: das Lucernarium, die
        Lichterprozession zur ersten Vesper des Vortages, wie sie an hohen Festtagen
        üblich war.

        www.martin-von-tours.de/lexikon/martinsumzug.html
        • bonbon1 Re: sw. Marcin 05.11.06, 19:05
          a byliscie tyz "schnörzen"?
          • betelka Re: Najlepsza gęsina na świętego Marcina 05.11.06, 19:10
            Na świętego Marcina obowiązywał zwyczaj zanoszenia tłustych gęsi do dworu, do
            klasztoru i do kościoła, ponieważ późną jesienią gęsi są najtłuściejsze i
            najdorodniejsze. Niektóre wsie organizowały w dzień św. Marcina konkursy na
            najokazalszą gęś.Klucze dzikich gęsi odlatujących jesienią do ciepłych krajów
            nazywano „ptakami św. Marcina" lub „gęsiami św. Marcina".
            Dwa małe mosty na potoku Paszówka, przepływającym przez Park Miejski w Jaworze
            dawno temu nazwano „gęsimi szyjami", nie tylko ze względu na ich długość.
            Przypuszczalnie tę nazwę spleciono z tradycją Marcinkowych gęsi w mieście,
            któremu patronuje ten święty.
          • betelka Re: Dzień iskier 05.11.06, 19:11
            W wigilię marcinkowego święta zapalano lampiony św. Marcina, które przyczyniały
            się do osiągnięcia szczególnej atmosfery wieczoru, porównywalnej chyba tylko z
            tamtym wieczorem sprzed stuleci, kiedy poszukiwano Marcina, by nadać mu godność
            biskupa.
            Tradycja palenia ogni tego wieczoru nawiązuje do cudownej mocy Marcina
            zatrzymywania płomieni pożaru. Marcin uchronił od pożaru dom sąsiadujący z
            płonącą świątynią pogańską. Sam też został cudownie uratowany od pożaru w swej
            celi.
            W wielu regionach utrzymywał się zwyczaj, sięgający XVI stulecia, palenia stosu
            koszy wiklinowych, zużytych w czasie prac polowych minionego sezonu. Tańczono
            wokół płonących koszy i śpiewano pieśni ludowe sławiące świętego Marcina.
            W Niemczech nazywano dzień św. Marcina „Funkentag", „dniem iskier". Śpiewano
            piosenkę: „Palcie ognie, krzeszcie ognie, święty Marcin idzie tu, jego ręce
            gołe są, ogrzeję je chętnie tu". Wierzono, że rozciągający się dym ogniska z
            koszy wiklinowych, służących do zbierania obfitych plonów, obejmie pola
            potrzebnym błogosławieństwem na dobre zbiory w następnym roku.

            Święty Marcin jest patronem koni. Na tę pamiątkę, że był kawalerzystą,
            właściciele koni w dzień św. Marcina objeżdżali konno trzy razy kaplicę pw. św.
            Marcina, składając hojne dary przed wizerunkiem świętego, by przez cały rok
            szczęśliwie zachowały zdrowie
          • betelka Re: Rogale i pierniki 05.11.06, 19:12
            Na św. Marcina zwyczajowo piecze się różnej wielkości rogale z nadzieniem
            makowym, marcepanowym, orzechowym lub z powidłami. Rogale mogą być wykonane z
            ciasta drożdżowego lub kruchego. W tym dniu dziewczęta obdarowywały swoich
            wybranych dorodnymi rogalikami. Rogaliki marcińskie, naśladują podkówki konia
            św. Marcina. Zwyczaj wypieku dorodnych rogali na św. Marcina szczęśliwie
            przetrwał do dziś i jest praktykowany w Wielkopolsce i na Śląsku, szczególnie w
            Poznaniu i w Jaworze. Tradycja wypieku wybornych rogali i rożków z okazji
            święta świętego Marcina rozpowszechniona jest w Niemczech i w Czechach.
            Wieczorem, przed świętym Marcinem, chodził żebrak, dzwoniąc dzwonkiem dla
            bydła, oznajmiał swoje przybycie, prosząc o żywność. Gdy nazbierał cały worek,
            dzielił się z potrzebującymi. W dzień świętego Marcina rzemieślnicy przynosili
            pod kościół rogale dla biednych.
            Jawor słynął z wybornych pierników, które sprzedawano w cukierni rodziny
            Lauterbachów, w rynku. Na świętego Marcina był zwyczaj rozdawania dzieciom
            drobnych podarków: jabłek, orzechów, ciastek, rogalików. W święto patrona
            miasta wypiekano także małe pierniki, m.in. z przedstawieniem świętego Marcina
            na koniu. Dziś tę tradycję piernikarską przypomina kamienica „Pod Złotym Ulem",
            w zachodniej pierzei rynku, ozdobiona wielkim ulem w kształcie odwróconego
            kosza, tzw. „koszka". Ul każe pamiętać, że pierniki nie mogą powstać bez miodu.
            Po obu stronach ula na fasadzie kamienicy znajdują się repliki medali, jakimi
            odznaczono cukiernię Lauterbachów za wysoką jakość wyrobów i rzemieślnicze
            mistrzostwo. Sławę jaworskich pierników pamiętają dobrze klocki piernikarskie,
            służące dawniej do nadawania oryginalnych kształtów tym wyrobom.
          • betelka Re: Przyszłość narzeczonych 05.11.06, 19:13
            Zwyczaje marcińskie splatają się także z losem narzeczonych, którzy w noc św.
            Marcina udają się do ogrodu, by zerwać po gałązce z drzewa owocowego. Następnie
            każde z nich z osobna wkłada je w domu do wody. Jeśli obie gałązki zakwitną do
            Bożego Narodzenia wróżą dobrze przyszłemu związkowi.
          • betelka Re: sw. Marcin 05.11.06, 19:14
            bonbon1 napisał:

            > a byliscie tyz "schnörzen"?

            a o co my mieli schnörzen???
          • betelka Re: sw. Marcin 05.11.06, 19:28
            www.biblia-patron.com/ilustr/marcinc.jpg
      • betelka Re: Marcinkowe święto w przysłowiach ludowych 05.11.06, 19:07
        Dzień św. Marcina przypada w czasie późnej jesieni, dlatego bogate zwyczaje,
        powstające na przestrzeni stuleci, związane z tym świętem, są jego wykwintną
        oprawą, zamykającą najobfitszą z pór roku. Powszechna cześć dla św. Marcina
        przyczyniła się do obchodów świętomarcińskiej uroczystości ze szczególnym
        nabożeństwem i obrzędowym przepychem.
        Najbogatszy jest zbiór przysłów prognozujących w tym dniu pogodę na zimę,
        ponieważ dzień świętego Marcina uważano za zwiastuna zimy.

        • Od świętego Marcina zima się zaczyna.
        • Gdy na świętego Marcina śnieg choć prószyć poczyna, to zima się zaczyna.
        • Mróz na Marcina, będzie tęga zima.
        • Jak Marcin na białym koniu jedzie, to lekką zimę przywiedzie.
        • Czasem liść się gęsto trzyma, nie chce siać się na Marcina.
        • Gdy liście przed Marcinem nie upadają, to mroźną zimę przepowiadają.
        • Liście spadają, drogę ścielają, wiatr je ścina dla Marcina.
        • Marcinkowe lato (babie lato).
        • Jeśli Marcin z chmurami, niestateczna zima przed nami.
        • W święty Marcin deszcz lub chmury, czas niestateczny, ponury, jasna zaś w ten
        dzień pogoda, znaczy mrozy, z drwa wygoda.
        • Marcinowa pogoda mrozów zimie doda.
        • Jaki dzień świętego Marcina, taka będzie cała zima.
        • Marcin święty bez gęsi nas tego nauczy, jeśli deszcz czysty, zimy niedostatek
        dokuczy, jeśli jaśnie pogodny: miej zimy nadzieję, suchy mróz mokrych śniegów
        na szyję nawieje.
        • Jaki Marcin, tak zima.
        • Jak mnie na święty Marcin nie masz, to mnie na święty Mikołasz i sto masz
        (jak śniegu nie ma na św. Marcina, to jest go dużo na św. Mikołaja).
        • Gdy mróz na Marcina, będzie sroga zima.
        • Jeśli na Marcina sucho, Boże Narodzenie z pluchą.
        • Na Marcina woda się ścina.
        • Czasem liść się gęsto trzyma, nie chce słać się dla Marcina.
        • Na świętego Marcina lód, na Trzy Króle wody bród.
        • Na świętego Marcina śnieg choć prószyć zaczyna.
        • Na świętego Marcina puchła pierzyna (zaczynała się zima i była potrzebna
        gruba pierzyna).
        • Jeśli zima swą drogę zaczyna, to czyni to w dzień świętego Marcina.
        • Od świętego Marcina zima się zaczyna.
        • Że śnieg na święty Marcin pospolicie spada, na białym koniu jeździ,
        przypowieść powiada.
        • Święty Marcin błoniem, jeździ siwym koniem.
        • Usypało śniegu tyle, przyjechał święty Marcin na białej kobyle.
        • Gdy Marcin po lodzie, to kolęda po wodzie.
        • Marcin święty bez gęsi nas tego nauczy, jeśli deszcz czysty, zimny niestatek
        dokuczy; jeśli jaśnie pogodny, mierzimy nadzieję, suchy mróz mokrych śniegów za
        szyję nawieje.
        • Na białym koniu święty Marcin jedzie, nie bój się gościa, ruszy w
        przedobiedzie.
        • Gdy święty Marcin w śniegu przybieżał, będzie po pas całą zimę leżał.
        • Na święty Marcin stary do komina (starcy siadają przy kominie, bo tam jest
        najcieplej w izbie).
        • rita100 Re: Marcinkowe święto w przysłowiach ludowych 05.11.06, 19:31
          Betelka, pozdrawiam, bardzo ciekawy temat, to zabieram sie do czytania :)
          • betelka Re: Marcinkowe święto w przysłowiach ludowych 05.11.06, 19:33
            rita100 napisała:

            > Betelka, pozdrawiam, bardzo ciekawy temat, to zabieram sie do czytania :)


            Zeby zas nie bouo ze dziouchy na fggg nie piszom :), to watek zauozouach
            • ballest Re: Marcinkowe święto w przysłowiach ludowych 05.11.06, 21:35
              Betelko, Ty ale umiysz komus na palce nadepnonc ;)
    • betelka Re: St. Martin 05.11.06, 19:42
      Brezle byly pyszne, no i gorki Glühwein

      static.twoday.net/relatief1/images/brezel.jpg
      www.marions-kochbuch.de/index-bilder/gluehwein.jpg
      • rita100 Re: St. Martin 05.11.06, 20:13
        To chyba największa tradycja Poznania.
        A nie widziałas gdzieś figurke lub pomniczek św. Marcina na bildzie :)?
        Św Marcin z Tours – rzymski żołnierz, który dzieli się szatą z ubogim. Tak
        przestawiany często na obrazach - mieczem odcina swój płaszcz.
        • betelka Re: do rity 05.11.06, 20:18
          www.ibiblio.org/wm/paint/auth/greco/greco.st-martin-beggar.jpg
          • betelka Re: do rity 05.11.06, 20:23
            reisserbilder.at/images/imagesgross/marep111g.jpg
            • rita100 Re: Rogale marcinkowe 05.11.06, 20:28
              Dziekuje, ale zauważ wszystkie bildy są na koniu, a w kapliczkach pewnie
              inaczej wyglądają.

              Drożdże rozpuścić w niewielkiej ilości mleka. Jajka utrzeć z cukrem i połączyć
              ze stopionym masłem. Nie przerywając ubijania, dodawać porcjami przesianą mąkę,
              mleko oraz wcześniej przygotowane drożdże. Ciasto wyrabiać do chwili, gdy
              zaczną pokazywać się pęcherzyki i wtedy pozostawić w ciepłym miejscu do
              wyrośnięcia. Migdały, orzechy i mak zaparzyć, zemleć, utrzeć z cukrem i
              śmietaną aż do uzyskania gęstej masy. Wyrośnięte ciasto rozwałkować i pokroić
              na kwadraty. Na każdy z nich nałożyć porcję wcześniej przygotowanej masy,
              uformować rogaliki i pozostawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Wstawić do
              gorącego piekarnika i piec w temp. 220-250 stopni na złoty kolor.

              CIASTO

              1 kg mąki pszennej
              6 jaj
              0,5 kostki masła
              2 łyżki cukru
              50 g drożdży
              1 szklanka mleka
              MASA

              1,5 szklanki cukru pudru
              200 g migdałów i orzechów
              100 g białego maku
              śmietana

              To juz jestesmy przygotowani do pieczenia :)
              • betelka Re: do rity 05.11.06, 20:30
                www.martin-von-tours.de/galerie/glasbilder/glasbilder_04.html
                • betelka Re: Ten jest piekny 05.11.06, 20:40
                  www.martin-von-tours.de/galerie/glasbilder/glasbilder_04.html
            • betelka Re: do rity 05.11.06, 20:28
              www.martin-von-tours.de/galerie/plastiken/index.html
              www.martin-von-tours.de/galerie/plastiken/plastiken_02.html
              www.martin-von-tours.de/galerie/plastiken/plastiken_03.html
              www.martin-von-tours.de/galerie/plastiken/plastiken_05.html
              www.martin-von-tours.de/galerie/plastiken/plastiken_09.html
              www.martin-von-tours.de/galerie/plastiken/plastiken_08.html
              www.martin-von-tours.de/galerie/plastiken/plastiken_07.html
              www.martin-von-tours.de/galerie/plastiken/plastiken_10.html
              • rita100 Re: Bildy ze św. Marcinem 05.11.06, 20:29
                Jest , o to mi chodziło. Jak Ty to robisz - pracujesz w googlach ?
                Dziekuje
                To juz za tydzień ta uroczystośc poznańska ;))))
                • betelka Re: Bildy ze św. Marcinem 05.11.06, 20:30
                  rita100 napisała:

                  > Jest , o to mi chodziło. Jak Ty to robisz - pracujesz w googlach ?
                  > Dziekuje
                  > To juz za tydzień ta uroczystośc poznańska ;))))

                  google wszystko znajda
                • betelka Re: Martinus Altar 05.11.06, 20:31
                  www.martin-von-tours.de/galerie/altar/index.html
                • hanys_hans St. Martin 05.11.06, 20:32
                  St.Martin
                  Insel der zwei Nationen

                  Angeblich hat Kolumbus die von Kariben bewohnte Insel am Martinstag des Jahres
                  1493 entdeckt und nach dem Heiligen benannt. Erst im 17.Jh. ließen sich hier die
                  ersten Europäer nieder. Heute gehört der niedrig gelegene Teil zu den
                  Niederlanden und der höher gelegene Nordteil zu Frankreich.

                  www.tragmann.de/stmartin.html
                  • rita100 Re: St. Martin 05.11.06, 20:34
                    www.martin-von-tours.de/galerie/plastiken/plastiken_10.html
                    Tutaj cięzko poznać św. Marcina
                    prawda ?
                    • betelka Re: piekny St. Martin 05.11.06, 20:39
                      www.sonnenferien.de/images/reiseziele/reiseziel_karibik_stmaarten_bild4.jpg
                  • betelka Re: do hanysa 05.11.06, 20:37
                    away.com/images/stores/romance/overview/st-martin.jpg
                    www.beachdays.com/stmartin/1bedroom/images/cocos1_02ss.jpg
                    www.stmaarten.org/Resources/images/martmap.gif
                    www.prime-invest.com/Imagesguadeloupe/st-barth3.JPG
                    www.selectyachts.net/gallery/St%20Maarten%20Air%20France%20landing.jpg
                • betelka Re: Znaczki sw. Marcina 05.11.06, 20:33
                  www.martin-von-tours.de/galerie/briefmarken/deutschland.html
                  www.martin-von-tours.de/galerie/briefmarken/venezuela.html
                  • rita100 Re: Znaczki sw. Marcina 05.11.06, 20:43
                    O niech to, myslałam , że temat wyczerpany , a tu nawet znaczki mamy :)
                    • ballest Re: Znaczki sw. Marcina 05.11.06, 21:36
                      Rita, a ten Martin to chyba gynsi chodowou;)
                      • rita100 Re: Znaczki sw. Marcina 05.11.06, 22:08
                        hehe, chodował na czarnine ;)
                        • ballest Gynsi Sw. martina 05.11.06, 22:22
                          www.sweden.se/templates/cs/CommonPage____11936.aspx
                          Rita jou szpasu nie robiou!
                          • rita100 Re: Gynsi Sw. martina 06.11.06, 19:32
                            No tak , gensi widze, ale dalej to bariera językowa.
                            Dobrze choć o tych gęsiach piszą ?
                            Jak myślisz Betelko ?
                            • ballest Re: Gynsi Sw. martina 06.11.06, 20:11
                              No tak , gensi widze, ale dalej to bariera językowa.

                              Rita, to Ty po polsku nie umiysz ;), po niemiecku tysz niy, to cos Ty je za
                              jedna, Rosjanka? a moze Cyganka?
                              • rita100 Re: Gynsi Sw. martina 06.11.06, 22:03
                                www.sweden.se/templates/cs/CommonPage____11936.aspx
                                A gdzie tu pisze po polsku ?
                                • hanys_hans Re: Gynsi Sw. martina 12.11.06, 17:17
                                  O św. Marcinie…
                                  Marcin urodził się w rzymskiej prowincji Panonii – na terenie dzisiejszych
                                  Węgier, jako syn rzymskiego legionisty. Ojciec dał mu na imię Marcin na cześć
                                  boga wojny – Marsa. Od najmłodszych lat odznaczał się wielką wrażliwością na
                                  potrzeby drugiego człowieka i ego ojciec, rzymski legionista, który doszedł do
                                  godności trybuna, nadał synowi imię pochodzące od boga wojny Marsa. Jako dziecko
                                  przeniósł się wraz z rodzicami do Pavii, miasta we Włoszech. Tam poznał
                                  chrześcijan i mając zaledwie 10 lat wpisał się na listę katechumenów mimo
                                  sprzeciwu rodziców. W wieku 15 lat św. Marcin obrał stan żołnierski i został
                                  rzymskim legionistą. W roku 338 św. Marcin wraz ze swoim garnizonem został
                                  przeniesiony do Galii w okolice miasta Amiens. To tutaj miało miejsce znane
                                  zdarzenie z jego życia. Zimą gdy napotkał półnagiego żebraka, oddał mu połowę
                                  swojej żołnierskiej opończy. W nocy po tym zdarzeniu w swoim śnie zobaczył
                                  Chrystusa odzianego w jego płaszcz, który mówił do aniołów: "Patrzcie, jak mnie
                                  Marcin, katechumen, przyodział". Na Wielkanoc 339 roku przyjmuje chrzest.
                                  Gdy tylko nadarzyła się okazja, występuje z wojska i wraca do rodziców, a potem
                                  udaje się do Mediolanu i do Poitiers, w którego pobliżu rozpoczyna życie
                                  pustelnicze. Wkrótce dołączają do niego bracia i w ten sposób w 360 powstaje
                                  pierwsza zachodnioeuropejska wspólnota zakonna.
                                  Życiorus św. Marcina napisany przez jednego z jego uczniów- Sulpicjusza Sewera,
                                  był jednym z najczęściej czytanych żywotów świętych i miał znaczący wpływ na
                                  kulturę kształtującej się Europy.
                                  i o Jego rogalikach…
                                  Rogaliki św. Marcina symbolizują podkowę jego konia, którą ten zgubił w pamiętną
                                  noc spotkania z żebrakiem. Rozdawane w tym dniu biednym miały przypominać dobroć
                                  Świętego, a tym bogatszym przypominać o tym, że Chrystus przychodzi do nas w
                                  drugim człowieku.
                                  Zapraszamy więc na spotkanie ze św. Marcinem, który przyjedzie oczywiście na
                                  koniu. Dzieci niech zabiorą ze sobą roratnie lampiony, aby przywitać św. Marcina
                                  ich światłem. Przyjazdu św. Marcina będziemy wyczekiwać na parkingu przed
                                  kościołem. Potem ruszymy za nim w procesji dokoła naszej świątyni. Krótkie
                                  przedstawienie w kościele, w wykonaniu harcerzy i Śpiewającej Miski Reksia,
                                  przypomni nam postać Świętego.
                                  Na końcu zapraszamy razem z młodzieżą i zespołem charytatywnym Caritas na
                                  tradycyjne świętomarcinowe Rogaliki, ciepłą herbatkę i może coś jeszcze… Jeśli
                                  ktoś będzie chciał wziąć przykład ze św. Marcina i zechce wrzucić grosz do
                                  skarbonki, to zostanie on przeznaczony na pomoc naszym najuboższym parafianom.
                                  o Lampionach
                                  Zrobienie lampionu na św. Marcina jest niezwykle proste.
                                  Potrzebujemy:

                                  *
                                  butelkę plastikową po napoju 1,5L
                                  *
                                  nożyczki, nóż
                                  *
                                  kartkę papieru z szablonem postaci św. Marcina
                                  *
                                  klej do papieru
                                  *
                                  świeczka lub żarówka z bateryjką 4,5V

                                  Butelkę przecinamy na połowę. Następnie farbkami akwarelowymi kolorujemy :)
                                  szablon pobrany z naszej strony. Gdy wyschnie - oklejamy nim butelkę. Wkładamy
                                  do srodka źródło światła - i lampion gotowy.
                                  • rita100 Re: Gynsi Sw. martina 12.11.06, 18:14
                                    No tak, wczoraj było swięto - przegapilismy.
                                    W dzień św. Marcina gburzy wypłacali parobkom pensje za sezon pracy i parobki
                                    świętowali i tańczyli. W tym dniu to gburzy pracowali , a parobki gorzałkowali.
                                    • hanys_hans Re: Gynsi Sw. martina 12.11.06, 18:23
                                      rita100 napisała:

                                      > No tak, wczoraj było swięto - przegapilismy.
                                      > W dzień św. Marcina gburzy wypłacali parobkom pensje za sezon pracy i parobki
                                      > świętowali i tańczyli. W tym dniu to gburzy pracowali , a parobki gorzałkowali.

                                      noo mysla ze niy pjyli wyborowyj skwuli wyboroow;-)

                                      www.polskaludowa.com/codzienne/jpg/alkohol_wyborowa.jpg
                                      • rita100 Re: Na św. Marcina 12.11.06, 18:28
                                        Pili wtenczas bimber własnej produkcji

                                        Święto 11 listopada.
                                        Na uboczu gospodarstw wiejskich żyła czeladź służebna - dziewki i parobkowie. W
                                        związku z wynajmowaniem ich do pracy powstały różne
                                        zwyczaje "świętomarcinkowskie". Na św. Marcina, czyli 11 listopada, kończyła
                                        się roczna służba.
                                        Czeladź . pracując ciężko u gbura, cały rok czekała z utęsknieniem na ten
                                        dzień. Gdy święto nadeszło, gbur i gburka wstawali raniutko do pracy, a parobek
                                        lub dziewka spali tak długo, dopóki ich nie zawołano na sniadanie. Gburka
                                        smażyła patelnię jajecznicy na szynce albo ze skawrkami, a jeśli gbur nie był
                                        skąpy - dodawał butelkę wódki. Po śniadaniu rozliczno się z myta, po czym
                                        parobek i dziewka, zapakowawszy swój dobytek, odjeżdzali do domu rodziców na
                                        trzydniowy urlop. W tym czasie robiono zakupy, wypoczywano i bawiono się,
                                        tańcząc niekiedy do rana.
                                        Jeśli gospodarze byli dobrzy, uczciwi i sprawiedliwi, to po urlopie służba
                                        wracała do nich. Nie wszędzie jednak traktowano czeladź dobrze. Zdarzały się
                                        częste przypadki złego traktowania i wtedy parobek lub dziewka decydowali się
                                        na ucieczkę. Jeśli ich złapano, zwykle skazywano na karę stawania pod
                                        pręgierzem. Prawo było bowiem po stronie gbura, a nie czeladzi.
                                        • rita100 Re: Na św. Marcina 12.11.06, 18:29
                                          Służebne dziewczęsta, przędąc wieczorem len lub wełnę, śpiewały o swojej doli
                                          taką piosenkę:

                                          Marcin niedaleko, ino za łolszyną:
                                          Rozstaniem się dzisiaj z naszą gospodynią.
                                          Nasza gospodyni rzadko krupy warzy,
                                          Czeladź pomorzuła, sama ledwo łazi.
                                          Służebny chleb dobry, ale łopłakany.
                                          Jeszcze go nie dają, już ci wymawiają.
                                          Łukrajali ci go jek klonowy listek,
                                          Jeszcze sie pytają, czym go zjadła wszystek.
                                          Oj, Zjem ci ja go, zjem w sieni za dźwierzami,
                                          Łojczulek łobaczy, zaleje sie łzami.
                                          Oj, Kieby tak można we gbura bronować,
                                          Ziedzieliby z gburką, jek ludzi szanować.

                                          • rita100 Re: Na św. Marcina 12.11.06, 18:32
                                            "Starsi parobcy na kmiecych gruntach dostawali zamiast zapłaty w pieniądzach, o
                                            które wówczas było trudno, parę zagonów obsianych zbożem, które parobek sobie
                                            zbierał, omłócił i osobno zsypywał. Ten rodzaj wynagrodzenia nazywał
                                            się »obsiewkiem« albo »osiewkiem«. Czasem otrzymywał parobek taki »osiewek« w
                                            snopkach. Odpowiadało to dzisiejszej ordynarji we dworach. Jeżeli parobek był
                                            porządny, to zboże przechowywał do czasu, aż było droższe i wtedy je
                                            sprzedawał, ale gdy lubił wódkę, to zaraz je przepił u żyda. Toteż była o tem
                                            śpiewka:

                                            Wójtów parobeczek
                                            Przepił osieweczek, –
                                            Podwójciego dziewka
                                            Ruciany wianeczek.

                                            Pastuch dostawał w zasłudze jedynie wikt i okrycie, składające się z dwóch do
                                            trzech koszul i portek, kamizieli, – z czapki i butów na zimę. Czapka była
                                            zazwyczaj z kogoś starszego i często przepuszczała dziurami włosy, czyli, jak
                                            się mówiło, wróble się w niej gnieździły. Zasługa wyrostka była zwyczajnie o
                                            tyle tylko większa, niż pastucha, że dostawał na zimę stary kożuch wartości 3–5
                                            zł. Kożuchy takie skupywali żydzi po domach na wiosnę, następnie łatali je i
                                            jesienią znowu sprzedawali, wystawiając na rynku."
                                            • rita100 Re: Na świętego Marcina gęś do komina 12.11.06, 18:34
                                              A tu kolejne świętomarcinkowe przysłowie: Na świętego Marcina gęś do komina.
                                              Kogo było stać, to w ten dzień piekł tłustą gęś, na przykład w ten sposób:
                                              Gęś umyć, natrzeć na zewnątrz solą, a wewnątrz solą i majerankiem. Do wnętrza
                                              włożyć surowe masło, po czym całą gęś włożyć do brytfanny wysmarowanej
                                              wytopionym sadłem gęsim. Szybko obsmażyć na silnym ogniu ze wszystkich stron ,a
                                              zaraz potem włożyć do piekarnika i przykryć. Piec w dość wysokiej temperaturze
                                              na początku, podlewając lub skrapiając woda w razie potrzeby. Po upływie ok. 20
                                              minut obniżyć temperaturę piekarnika i podlewając systematycznie uzyskanym
                                              podczas pieczenia sosem piec do miękkości. W trakcie pieczenia można również
                                              delikatnie obracać gęś w brytfannie. Pod koniec pieczenia na chwile zdjąć
                                              przykrywkę z brytfanny, w celu uzyskania chrupiącej skorki na powierzchni gęsi.
                                              FW
                                        • hanys_hans Re: Na św. Marcina 12.11.06, 18:32
                                          rita100 napisała:

                                          > Pili wtenczas bimber własnej produkcji

                                          To sie godo po naszymu: czytali rynkopisy
                                          • rita100 Re: Na św. Marcina 12.11.06, 18:38
                                            To wsycy byli fejn cytelinicy
                                            Jedni cytali rynkopisy, a drudzy cytali ksójżka ze szteroma królami (czyli
                                            grali w karty)
                                            • rita100 Re: Na św. Marcina 12.11.06, 18:42
                                              "Wracając do świętego Marcina i gęsi, mam przed sobą zdjęcie - trzy Mazurki
                                              siedzą i drą pierze z gęsi, obok siedzi mała dziewczynka z jakąś zabawką w
                                              ręku. A podpis: Marcińska gęś trafiała na biesiadny stół, a pierze darto i
                                              sprzedawano. Kogo było na to stać, ten wypychał nim własną pierzynę. (Andreas
                                              Kossert, Mazury)."

                                              A jak darto pierza to śpiewano - co spiewano ?
                                              Chyba szła dzieweczka do górniczka ;)))))
    • szwager_z_laband Re: St. Martin 12.11.06, 19:14
      W 1587r. urodził się w Gliwicach Martin Stredonius (Marcin Strzoda) (łac.
      Stredonius). Wstąpił do zakonu OO. Jezuitów, został prowincjałem w Czechach.
      Był bardzo wykształcony, prowadził świętobliwe życie. Swą głęboką pobożność
      Maryjną odziedziczył od matki, która jako małego chłopca ofiarowała go Bogu
      podczas pielgrzymki do sanktuarium M.B. w Częstochowie. Wiadomo też, że
      pielgrzymował również jako prowincjał czeskiej prowincji jezuitów do
      Częstochowy. Śląski historiograf Henelius umieścił go w Albumie Sławnych
      Ślazaków.
      Podczas wojny 30 letniej w 1626 roku wojska Mansfelda ciągnęły przez Śląsk
      plądrując i rabując. W sile wielu tysięcy żołnierzy, oblegano także Gliwice.
      Załoga Cesarska (Śląsk należał wówczas do Austrii) - była bardzo szczupła.
      Głównodowodzący chciał miasto poddać, ale został przez mieszczan pojmany.
      Mieszczanie nie dali się zastraszyć wpadającymi pociskami i bronili się przed
      szturmującymi wrogami nawet widłami od siana i gnoju. Mieszkańcy stwierdzili,
      że się ich nie starczy do obrony, złożyli w kościele parafialnym ślubowanie, że
      corocznie, aż do najdalszych pokoleń odbywać będą pielgrzymkę do Matki Bożej w
      Częstochowie. Matce Boskiej to ślubowanie było miłe, a dla mieszczan zbawienne.
      Miano widzieć Maryję ponad miastem, z rozpostartym do ochrony płaszczem i swoją
      siłę przestraszyła wrogów zmuszając ich do ucieczki. Wnet po cudownym ocaleniu
      miasta 80, mieszczan pielgrzymowało do Częstochowy, gdzie 29 września 1626r.
      umieścili jako wotum wielki sztandar z wizerunkiem Maryi. Ten sztandar spłonął
      niestety w 1690r. podczas straszliwego pożaru klasztoru, ale 4 lipca 1695r. w
      wielkiej procesji, w której z Gliwic brało udział ponad 400 mieszczan i chłopów
      przyniesiono nowy okazały sztandar na którego jednej stronie umieszczono słowa
      z 123 psalmu o wdzięczności za ocalenie a na drugiej obraz św. Michała.
      Więzy Gliwic z Jasną Górą w XVII wieku musiały być wyjątkowe, na co zdaje się
      wskazywać fakt umieszczenia w 1682r. na odwrotnej stronie Cudownego Obrazu
      widoku miasta Gliwic obok jeszcze 3 tylko widoków miast: Krakowa, Torunia i
      Raciborza. Fakt ten został odkryty podczas konserwacji Cudownego Obrazu w 1925 -
      1926r.
      Od 1742 roku po wojnach Śląskich, Śląsk a z nim Gliwice przeszły spod władzy
      austriackiej pod panowanie pruskie. Początkowo tak jak dawniej pielgrzymowano
      bez przeszkód, ale już kilka lat później, w 1754 roku, wyszło z gabinetu
      królewskiego pismo skierowane do wrocławskiego biskupa Schaffgotscha z zakazem
      organizowania zagranicznych pielgrzymek, z uzasadnieniem, by pruscy poddani nie
      zarażali się tak znamienną dla Polski wolnością i aby nie wynosili pruskich
      talarów za granicę do miejsc pielgrzymkowych w Polsce a zwłaszcza do
      Częstochowy, ale strumień pielgrzymów zdążających na Jasną Górę nigdy właściwie
      nie został przerwany. Świadczy o tym zapis z czasów działalności ks. dziekana
      Hemera w Gliwicach z 1777 roku, a także późniejsze zapisy. W roku 1795 Ks.
      Maciej Walenty Hoscheck, proboszcz parafii kotowsko - tworogowskiej napisał
      kronikę p.t. "Liber Archivialis parochiae Tworogiensis". Znajdujemy tam
      uwagę: "W niedzielę Zesłania Ducha świętego ranne odprawia się w Kotach,
      nieszpory zaś w Tworogu. Niewielu jednak przychodzi tego dnia z powodu
      pielgrzymek, które zwykło się urządzać do Częstochowy. Wiele przemawia za tym,
      że jeden ze szlaków pątniczych ze Śląska do Częstochowy prowadził przez parafię
      tworogowską, mianowicie przez Potępę i Żyłkę w kierunku Lublińca. W roku 1834
      przybyły na Jasną Górę 24 pielgrzymki ze Śląska, a wśród nich 9 września - 40
      pielgrzymów z Gliwic, 5 lipca - 90 pielgrzymów z Biskupic, 15 lipca 200 z
      Pyskowic. W roku 1835 pojawia się po raz pierwszy miejscowość Świerklaniec, zaś
      w roku 1836 Bytom, Lubliniec i Kochanowice.
      W latach 1888 do 1890 pielgrzymi z Gliwic przybywali zawsze na Jasną Górę 28
      czerwca i było ich od 150 do 400. Gdy chodzi o udział poszczególnych
      miejscowości zdecydowanie prowadził Bytom, często odrębnie pielgrzymowały także
      Zabrze i Zaborze. Budujący jest również trwały udział w pielgrzymowaniu starych
      parafii z dawnego dekanatu bytomskiego, skupionych wokół Radzionkowa, a więc:
      Repty, Żyglin, Orzech. W wieku XX przykładowo w roku 1912 udział pielgrzymek z
      terenów obecnej diecezji gliwickiej zaznaczył się w sposób następujący: 7
      czerwca - Bobrek 70 osób, 28 czerwca - Stare Repty 90 osób, 28 czerwca - Bytom
      100 osób, 29 czerwca - Orzech 30 osób, 29 czerwca - Gliwice 70 osób. W roku
      1900 odnotowano 24 pielgrzymki, a w roku 1906 ponad 20 pielgrzymek z 4104
      uczestnikami. Ale wzmagały się także trudności w uzyskaniu paszportów od władz
      pruskich, a władze carskie poddawały Śląskich pielgrzymów surowym rewizjom na
      przejściach granicznychi. Naczelnik komory celnej w Herbach w wielu listach z
      1907 i 1909 roku, próbował proponować klasztorowi jasnogórskiemu nabycie
      zarekwirowanych dewocjonali i szat liturgicznych. Pielgrzymi ze Śląska mimo
      szykan ze strony władz politycznych związali się z Jasną Górą w sposób trwały,
      a Paulini, stróżowie Jasnej Góry zachęcali innych pielgrzymów do naśladowania
      ich sposobu wykonywania praktyk religijnych w sanktuarium i zachowania się w
      Częstochowie."
      • sloneczko1 Re: St. Martin 12.11.06, 22:54
        słyszałam ostatnio ,że w Sośnicy po zbudowaniu nowego kościoła pod wezwaniem
        św.Jacka powstał zwyczaj marcinkowy,w tym to dniu z tego kościoła do starego
        kościoła i z powrotem do Muszli jedzie św.Marcin na koniu w otoczeniu parafian
        i na koniec rozdaje dzieciom rogaliki albo jakieś inne łakocie,sama tego nie
        widziałam ,ale postaram sie w przyszłym roku tego nie przepasować i też tam
        być;)
        • szwager_z_laband Re: St. Martin 13.11.06, 06:33
          to je fajny pomys:)
          • ballest Re: St. Martin 13.11.06, 10:55
            Sloneczko a gynsi tam nie bydzie?
            • sloneczko1 Re: St. Martin 13.11.06, 11:59
              niy wiym,chyba,że jo byda tom gynsiom;)
        • annak12 Re: St. Martin 14.11.06, 16:32
          Słoneczko zgadza się,nawet krótko to opisali


          Konny rycerz na ulicach Sośnicy
          dziś
          W rolę świętego wcielił się ks. Krystian Piechaczek. Na szczęście rumak był
          oswojony.

          Wierni z parafii św. Jacka z dzielnicy Sośnica uczestniczyli w przemarszu
          prowadzonym przez księdza dosiadającego białego rumaka i ubranego w powłóczysty
          płaszcz oraz hełm rycerza utożsamiającego św. Marcina. Za każdym razem w
          świętego wciela się duchowny. Tym razem był to ks. Krystian Piechaczek. Rumak
          został sprowadzony ze stadniny w Zbrosławicach. Pochód dzieci z lampionami
          przemierzył ulice Sośnicy, a duchowny przypominał, że życie wtedy ma swoją
          wartość, gdy potrafimy nie tylko brać, ale i dzielić się dobrami doczesnymi.

          - Po raz pierwszy z tak uroczystą oprawą tego święta spotkałem się w Poznaniu.
          Rycerz na koniu przemierza również ulice Bydgoszczy, gdzie znajduje się katedra
          pod jego wezwaniem. Gdy trzy lata temu zostałem proboszczem w Sośnicy
          stwierdziłem, że warto ten zwyczaj tu przenieść. Dzieci od najmłodszych lat są
          przyzwyczajane do przyjmowania prezentów. Dzielenia się trzeba nauczyć. I ja już
          zauważam pozytywny wymiar zwyczaju zaszczepionego w Sośnicy. Ostatnio najmłodsi
          parafianie zebrali tysiąc czekolad, a następnie rozdali je wśród najuboższych.
          Maluchom dziękujemy za ten gest. Po przemarszu duchowny przyodziany w strój z
          epoki częstuje je rogalami - mówi ks. Krzysztof Śmigiera, proboszcz parafii św.
          Jacka. Św. Marcin uznawany jest za patrona żołnierzy. Jak podkreśla ks.
          Śmigiera, św. Marcin pojawia się w wielu przysłowiach, a kilka z nich związanych
          jest z prognozowaniem pogody. Np. "Jaki Marcin, taka zima", "Jeśli na Marcina
          sucho, to Gody (Boże Narodzenie) z pluchą". Stąd też i konieczność sprowadzenia
          białego rumaka - raz, że tradycja, dwa że to przepowiednia zimy
          gliwice.naszemiasto.pl/wydarzenia/667988.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka