Dodaj do ulubionych

Oj, Barbórko, Barbórko

02.12.06, 19:34
"Bracia czytelnicy przedstawcie sobie nasz strach tej nocy, także ów płacz i
lament naszych rodziców, naszych żon i dziatek, jak się zebrali z bliska i z
daleka, a wiedzieli, iż my, pod zawaliskiem pracując, uciec nie zdołali."

Niedawno w Rudzie Ślaskiej wydarzył się ogromnie tragiczny wypadek. Wypadków
takich na Ślasku jest gwałt. Dowiadujemy się suche liczby o ofiarach, media
głośno w tym czasie grzmią, ale tak naprawdę nie dzieje się nic, tak naprawdę
trzeba to przeżyć by poczuć , może i zrozumieć tą ogromną tragedię.
W swoich lekturach znalazłam relację z pewnego wydarzenia w kopalni węgla
kamiennego w Świętochłowicach z roku 1884. Zamieszczono ją w "Kłosach" .
A że bedzie to długa relacja, bo górnicy przebywali 7 dni pod ziemią bez
pożywienia i w ciemnościach, dlatego też pozwoliłam sobie założyć nowy wątek.
Jest to jedno z pięknych opowiadań.

"Bracia czytelnicy przedstawcie sobie nasz strach tej nocy, także ów płacz i
lament naszych rodziców, naszych żon i dziatek, jak się zebrali z bliska i z
daleka, a wiedzieli, iż my, pod zawaliskiem pracując, uciec nie zdołali."
cdn
Obserwuj wątek
    • rita100 Re: Oj, Barbórko, Barbórko 02.12.06, 19:35
      Będzie to skrót artykułu zamieszczonego w "Katoliku" pisma Karola Miarki,
      dokonany przez Adama Pługa. Jak wynika z tekstu, zdarzenie zostało opisane lub
      opowiedziane przez jednego z ocalałych górników, Jana Balcarka.

      "Boga wszechmocna ręka otworzyła nam wnętrzniości ziemskie 20 czerwca, a
      byliśmy tam przez 7 dni bez pokarmu i w ciemnosciach, bo nam oleju zabrakło
      (...)
      Ponieważ na naszej kopalni pokłady węgla leżą spadzisto, dlatego szyby, gdzie
      maszyny dobywają węgle na wierzch, są na 130 metrów głębokie. Od tych szybów
      maszynowych, na południe, w oddaleniu 2500 metrów, jest szyb, tak
      nazwany "Zimnol". W tym szybie leży pokład węgla tylko 50 metrów głębokości i
      tam mogliśmy schodzić do pracy i wychodzić po ukończonej szychcie, a
      pracowalismy w bliskości. Ale z powodu nieżyczliwosci zwierzchności zakazano
      nam tam wchodzić i wychodzić. (...)
      Ponieważ zakaz nie był potwierdzony, tośmy tam po ukończonej szychcie
      wychodzili.
      Z powodu nierównych pokładów węgla prowadzi od głównych szybów, gdzie się węgle
      dobywają, jeden główny ganek (grundstrecke) równy, gdzie konie wożą węgle, dla
      tańszego transportu. Ten ganek idzie w stronę ku szybowi "Zimnol" i jest wykuty
      przez kamień i węgle. Przez ten ganek dojechali do spodniego pokładu węgla
      nazwanego "Heitzmann" grubości 3 i pół metra. Na tym pokładzie pracowało 10
      ludzi, 4 hajerów, 4 folerzy i 2 ciskaczy.
      Trzech hajerów poszlo o godzinie 1 prędzej na wierzch do domu, a siedmiu
      zostało do końca, ktorych miana są: Wilhelm Janek, Karol Wandzioch, Roch
      Świtała, Wincenty Grymel, Andrzej Matura, Franciszek Musioł, Andrzej Kołodziej.
      cdn

      hajer - rębacz
      foler - ładowacz węgla do wózków
      ciskacz - wozak
      • ballest Re: Oj, Barbórko, Barbórko 03.12.06, 00:19
        Riciuniu, Riciuniu wpierw Slonzoki Barburka z "u" uotwartym piszom a potym
        Barburka za to nie moze, ze Poloki tylko na zysk patrzom!
        • rita100 Re: Oj, Barbórko, Barbórko 03.12.06, 09:16
          To potraktuj to na szczęście, taki błąd to nie błąd, a następna Barburka może
          juz będzie weselsza i szczęśliwsza.

          "Chciano dostać wierzchni podkład węgla, nazywany "Gerhard", 7 metrów gruby.
          Dlatego z "Heitzmana" zrobiono szyb do góry 35 metrów i tam nas pracowało 44,
          ale w jednym miejscu mieli wcześniejszą szychtę, gdzie ich pracowało 8, i
          poszli oni i pół godziny prędzej przed nami na "Zimnol", a my 36 już szychtę
          dokończaliśmy, a filary żeśmy wydobywali od "Zimnola", ponieważ się kończył
          pokład. Dlatego nie zostawiono nam jak tylko jeden ganek, gdzie nam spuszczano
          drzewa do budynku (obudowa kopalniana), i my też tym samym gankiem wychodzili
          drabinami na wierzch. Dwóch górników, śpiesznie chciąc nas drugich wyścignąć,
          oblekają się i szybkim krokiem na ów ganek chcą wyleźć przez "Zimnol".
          Przychodzą prosto do tego miejsca, gdzie 8 pracowało, którzy przed pół godziną
          poszli na wierzch. A tu naraz słyszą huk, jak gdyby pioruny uderzyły, i wołają
          na nas w tyle: "Bracia, bracia! Uciekajcie, bo się staw przerwał, woda idzie na
          dół! (...)
          cdn
    • broneknotgeld Re: Oj, Barbórko, Barbórko 04.12.06, 00:18
      A co mi tam - biyr łotwiyrom
      Z chmielym na tyn świat zaziyrom
      Miyj Barborko w pieczy Ruda
      W kery wongel jako cuda.

      Tyś patronkom naszom przeca
      Dyć rzykaniym do Cie leca
      Coby ze łostatnim dychym
      Być tyż z Tobom a niy z grzychym.
      • socer-schlesier Re: Oj, Barbórko, Barbórko 04.12.06, 09:57
        Do Wszystkich Bergmanow- "SZĘŚCIA GÓRNICZEGO".
        • ballest Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 10:12
          Richtig, dzisiej je barburki, tysz uo dymnie, zeby ich Ponboczek zawsze
          chroniou!
          • dede99 Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 10:19
            Wszystkim Gornikom wszystkygo najlepszego.

            (Spokojnych Szycht przed Emerytura)
            • annak12 Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 16:00
              Dla wszystkich górników,Szczęść Wam Boże
              • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 19:28
                Wspaniale , że w takim dniu się wpisujecie.
                Mam ogromna prośbę, przeczytajcie to opowiadanie, naprawde w takim dniu polecam.
                Już pisze.
                • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 19:29
                  To się stało o 3 i pół godzinie po południu, a my w bliskości pracujący 30, na
                  ów huk i na głos kamratów zlecieliśmy się do kupy jak kurczęta, widząc, co się
                  robi i że niebezpieczeństwo śmierci grozi. Do ucieczki droga już zagrodzona.
                  (...)
                  Za parę minut zdawało nam się, ze woda i kurzawka ustaje i udało nam się paru
                  na ganek ku "Zimnolowi" dostać, chcąc się ratować, ale niestety już cały ganek
                  był zatopiony i kamieniami zawalony, które woda przyprowadziła. Dla Boga, cóż
                  tu robić ?
                  Musieliśmy aż po pachy w szlamie się czołgać, a tu ratunku nie ma, i znów na
                  powrót w tym szlamie na miejsce, gdzieśmy pracowali. Ale ponieważ pokład węgla
                  leży spadzisto, a na dole jest szyb, który z "Heitzmana" jest zrobiony, a gdzie
                  wszystkie węgle na dół spuszczano, dlatego też wszystek szlam i woda tym szybem
                  szła na dół (...) i tak zatkał się cały szyb.
                  cdn
                  • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 19:29
                    Kurzawka i woda się zastanawiła, myślano, iż już wiecej na dół nie przyjdzie.
                    Woda się zastanowoła za pomocą rąk ludzkich, których się tysiące zeszło na ów
                    huk i na ratunek, zwracając strumyk do stawu idący i robiąc nową tamę, aby wodę
                    wstrzymać. Ponieważ 20 czerwca był dzień deszczowy i woda przyszła większa, to
                    tę tamę zerwało i ów nowo wykopany strumyk także się zwalił na dół, na nas. Tak
                    jeszcze straszniej nam się zrobiło, ponieważ wiedzieliśmy, iże szyb zatkany.
                    Gdzież się teraz udać ? Do góry dalej już nie idzie, ponieważ już kamieniami
                    zawalone wszystko, a na dole wszystko zatopione.
                    Na ów grzmot i huk drugi, jużeśmy leźli w zwaliska, pomiędzy kamienie, gdzieśmy
                    dawniej węgle wybrali. Pan Bóg chciał nas jeszcze przy życiu zostawić i na
                    szczęscie na owym szybie zatkanym teraz się kurzawka przerywała i spadła na
                    dół, nas u góry zostawiając tylko na jednym małym miejscu 4 metry kwadratowe.
                    cdn
                    • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 19:30
                      Pierwsza burza trwała od 3 i pół godziny po południu do 10 godziny wieczorem, a
                      druga od północy do rana. Rano, kiedy się zebrało nad ziemią tysiące ludzi z
                      bliska i daleka i wzieli się żywo do pracy, i kiedy nawet i sąsiednie kopalnie
                      ludzi posłały, udało im się wodę zatrzymać.
                      Bracia czytelnicy przedstawcie sobie nasz strach tej nocy, także ów płacz i
                      lament naszych rodziców, naszych żon i dziatek, jak się zebrali z bliska i
                      daleka, a wiedzieli, iż my, pod zawaliskiem pracując, uciec nie zdołali.
                      Dalej opowiada górnik, jak nazajutrz z rana, kiedy burza ustała i kiedy,
                      ochłonąwszy nieco ze strachu, uczuli głód srodze dojmujący, a nie mieli czym
                      się posilić, jeli szukać sposobu, jakby dać o sobie wiedzieć na gorę i o pomoc
                      zawołać, i jak nareszcie uradzili i jednego z towarzyszy (Furgoła) spuścić do
                      najniższego szybu, aby zrewidował, jak tam wygląda. Spuścili go na powiązanych
                      linach, lecz kiedy mu lampka zgasła, a nie mógł jej zapałkami rozniecić dla
                      wiatru wiejącego od wody, zawołał, aby go na powrót ciągli. Zaczeli ciągnąć:
                      raz, dwa, trzy, po czwarty raz lina się zerwała, a nasz brat bęc ! już leży w
                      szlamie! O Jezusie, Józefa, Maryjo ! Juześmy jednego brata utracili ! Boże,
                      zmiłuj się nad jego duszą ! - modliliśmy się za niego.
                      Cofnąwszy się od owego szybu i upatrzywszy miejsce nieco bezpieczniejsze, a nie
                      mogąc stać z osłabienia, ani legnąć, ani usiąść w szlamie, dochodzącym trzech
                      łokci, usypali sobie posłanie z węgli znalezionych w dwóch wózkach, nie
                      zabranych przez wodę, i to miejsce na grób dla swego ciała ofiarowali.
                      • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 19:31
                        Bracia czytelnicy, tuśmy się posilali różańcem świętym i tysiącznymi modlitwami
                        i pieśniami przy małym światełku, aż do niedzieli. tj. 22 czerwca, lecz kiedy
                        się w kościołach nabożeństwo skończyło i nam się się ostatnia kropelka oleju
                        wyświeciła."
                        Zostaliśmy w całkowitym ciemnie
                        Aby sie ludzie dowiedzieli, żeśmy po skończonej burzy jeszcze żywi byli,
                        napisaliśmy testament, w ktorym żesmy sie pożegnali z rodzicami, żonami i
                        dziatkami, i ten testament przybiliśmy gwoździem do ściany, do węgla, aby gdyby
                        woda wszystkie ganki zalała tego testamentu nie zabrała. (...)(Dużo tekstu
                        wycieli, szkoda)
                        cdn
                        --
                        Dziś jest Barburka, wszystkim górnikom chylę czoło, wiedząc z jak
                        niebezpiecznym mają stycznośc zawodem.
                        Klikam to opowiadanie górnika, który przeżył zawalenie, bo taka realcja
                        bezpośrednia jest więcej warta niż suche fakty owinięte w złotko i pokazane w
                        mediach.
                        Szczęść Boże Górnicy
                        • ballest Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 19:47
                          Widzisz 1884 rok juz wypadki bouy a tera dali som!
                          • broneknotgeld Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 20:45
                            Ech - se szkryfna te Szczyńść Boże
                            Niychej Łon nom dopomoże.
                            • broneknotgeld Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 21:36
                              Ech Barborko roztomiło
                              Lekci by se z Tobom żyło
                              Jakby niy trza wlyźć do szoli
                              Dyć Cie bergmon przeca chwoli.
                              • socer-schlesier Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 22:03
                                Rita, my,brać górnicza(wybacz),ale dopiero jutro wszystko będziemy uważnie czytali.
                                • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 04.12.06, 22:08
                                  Penie świetujecie , każdy na swój sposób.
                                  Ja nie wiem , ale pierwszy taz czytam taka ciekawą relację. To jeszcze nie
                                  koniec, bo akcja się zaczyna. Jak oni sobie poradzą, jak się wyratują to
                                  dopiero przed nami.
                                  Wyzysk od wieków był i jest. Taki chyba jest świat.
                                  • socer-schlesier Re: Oj, Barburko, Barburko 05.12.06, 08:30
                                    Wyzysk,to nie jest w tym momencie odpowiednie słowo.
                                    • ballest Re: Oj, Barburko, Barburko 05.12.06, 12:37
                                      Tera jak komuny niy ma , to kapitalizm mou wolnou droga!

                                      Rita, czekomy na dalsze relacje.
                                      • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 05.12.06, 19:24
                                        Ballest, czas faktycznie zakończyć. Własnie skończyłam i już pisze.
                                        Czekajcie.
                                    • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 05.12.06, 19:24
                                      socer-schlesier napisał:

                                      > Wyzysk,to nie jest w tym momencie odpowiednie słowo.

                                      A jak to określić ?
                                      • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 05.12.06, 19:25
                                        24 czerwca chcieliśmy jeszcze szyb zbadać, gdzie już jednego brata straciliśmy,
                                        i wzięliśmy liny z drutu i spuściliśmy znów jednego, lecz widział, iże nie jest
                                        możebnym się wydobyć i kazał się do góry wyciągnąć. Z wielkim lamentem i
                                        płaczem udaliśmy się do swojego grobu na powrót.
                                        Tak dożyliśmy szóstego dnia i już nam wielki głód dokuczał, i jużeśmy próbowali
                                        węgla gryźć, jeżeli nam się nie przemieni w chleb. Ale nasze zęby były za słabe
                                        i wnętrzności nie chciały przyjąć. Potem żeśmy próbowali drzewo jeść, ale też
                                        nie było możebne. Musieliśmy dalej głód cierpieć i Boskiego zmiłowania czekać.
                                        Usłyszeliśmy pukanie braci ratujących, ale nie wiedzieliśmy, w której stronie.
                                        Zawołał jeden z nas:
                                        "cicho bądźcie, bo coś słychać" - i tak było cicho, iże każdy ani nie dychał."
                                        Bracia czytelnicy, teraz nastąpiła radość, ktorej wam opisać nie potrafię.
                                        Objąwszy jeden drugiego z radości w wielkim płaczem zanuciliśmy: "Oto Pan Bog
                                        przyjdzie, z rzeszą świętych nam przybędzie" itd. Kiedyśmy przestali nucić,
                                        słuchamy po wtóre, a tu pukania nie słychać, i powiadamy jeden do
                                        drugiego: "bracia, to nam się jeno marzyło" - i znów lament i płacz, i
                                        pokładaliśmy się na powrót do swego grobu, lecz kiedy znowu szło trzech po wodę
                                        do spodnich ganków i słyszeć było jakieś wołanie ze spodniej warstwy: "słuchaj!
                                        słuchaj! - i trzej kamraci biegną bliżej ku szybowi i odzywają się: "tutaj!"
                                        Słyszą znów pytanie: "Żyjecie to tam jeszcze wszyscy ?" Odpowiadają:
                                        "Żyjemy wszyscy, tylko ratujcie, bośmy bardzo już słabi". Dostali odpowiedź, ze
                                        za godzinę bedziemy na wierzchu, i odeszli ku nam.
                                        Lecz przychodzi godzina jedna, trzecia i czwarta, a o wyratowaniu nic nie
                                        słychać.
                                        Wtenczas my wszyscy tych trzech łajali, ize nam skłamali.
                                        cdn
                                        • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 05.12.06, 19:26
                                          Później posłaliśmy znów dwóch braci, aby zrewidowali jeszcze raz lepiej, czy
                                          już w szybie pracują, i aby nam przynieśli lampę z olejem i ogniem. Lecz ci nie
                                          powracają, lecz słyszelismy jak z pracującymi rozmawiali.
                                          Pół godziny później usłyszelismy głos na nas wołający: "Słucha! słuchaj!"
                                          Aleśmy poznali, iże nie jest głos naszych braci, a po ćmoku nie widząc co
                                          czynić, małośmy zmysłów nie utracili.
                                          Wtem zawolał ktoś moje miano: "Balcerek !". Odzywam się: "Jestem, przynieś
                                          ognia!" Woła na powrót: "Słuchaj Balcerek, poznałeś mię, ja się nazywam
                                          Konstanty Stróżek. Chodźcie wszyscy zaraz na dół, do szybu, bo ognia nie mamy,
                                          lampy się nie chcą palić". Na to wszyscy powstaliśmy z naszych grobów, a głowy
                                          nam się zawracały idącym na dół, a co parę kroków na kupę kamieni się
                                          powaliliśmy (...)
                                          Gdy nas teraz sprowadzono na spodi pokład, to tam pierwszy posiłek otrzymaliśmy
                                          od naszych sztajgrów, pp. Rata i Likferda. Ci nas posilili prawym winem. Potem
                                          nas prowadziło każdego po dwóch pracujących około naszego ratunku aż pod szyb
                                          Zimnola, gdzie nas wyciągnięto na wierzch maszyną."
                                          KONIEC

                                          --
                                          Świetne opowiadanie. Piękne zakończenie akcji.
                                          "Słuchaj Balcerek, poznałeś mię, ja się nazywam Konstanty Stróżek." Ciekawe czy
                                          przypadkowe to miano Stróżek ? Prawdziwy Stróż tych górników.
                                          • szwager_z_laband Re: Oj, Barburko, Barburko 05.12.06, 19:34
                                            no to tera se poczytom do kolacji:)

                                            ps
                                            a potym nyny


                                            pyrsk!
                                            • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 05.12.06, 19:38
                                              fajnie się to czyta, zatyka dech jak się pomysli , ze oni tam węgiel jedli i
                                              drewno a Ty teraz golonko piwem popijasz ;)))
                                              • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 05.12.06, 21:08
                                                schlesien.nwgw.de/foto/displayimage.php?album=76&pos=17
                                                Z okazji Dnia Górnika dzieciaczki krakowskich szkół robiły co ?
                                                • hanys_hans Re: Oj, Barburko, Barburko 17.12.06, 14:25
                                                  www.bytom.x12.pl/img/gliwice/rozne5.jpg
                                                  • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 19.12.06, 19:46
                                                    hanys_hans napisał:

                                                    > www.bytom.x12.pl/img/gliwice/rozne5.jpg

                                                    Stronka nie działa, chyba jest error
                                                  • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 19.12.06, 19:48
                                                    Cos mówili w mediach , że dzisiaj było tąpnięcie w którejś kopalni.
                                                    Bliższych informacji nie posiadam.
                                                  • ballest Re: Oj, Barburko, Barburko 19.12.06, 21:33
                                                    Rita , wiysz cos wiyncy!

                                                    Bo jak jou bou mauy, a nie bouo tak jak jou chciou, to uech se tysz tompnou!
                                                  • rita100 Re: Oj, Barburko, Barburko 20.12.06, 19:19
                                                    Ballest, wiem tyle , że górnicy opuścili to stanowisko pracy w tym miejscu i
                                                    przewidywane są dalsze tąpnięcia. Teren stał się niebezpieczny. Ale tym razem
                                                    bardzo uważają.
                                                  • ballest Re: Oj, Barburko, Barburko 20.12.06, 19:52
                                                    Rita, Tompniecia som, ale nie som takie grozne jak wybuch metanu.
                                                  • hanys_hans Re: Oj, Barburko, Barburko 19.12.06, 20:47
                                                    rita100 napisała:

                                                    > hanys_hans napisał:
                                                    >
                                                    > > www.bytom.x12.pl/img/gliwice/rozne5.jpg
                                                    >
                                                    > Stronka nie działa, chyba jest error


                                                    www.bytom.x12.pl/index.php?menu=gliwice&podstrona=gliwice_rozne&page=1
    • broneknotgeld Re: Oj, Barbórko, Barbórko 20.12.06, 19:05
      A jo link se taki dom
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28940&w=31702301&a=54267150
      Rym to przeca niy jest krom.
      • rita100 Re: Oj, Barbórko, Barbórko 20.12.06, 19:23
        rym jest rymem
        a zycie to nie fraszka
        jak powiedział pewnien górnik

        No i wyszło szydło z worka, okazuje się ,że teren gdzie pracowało tych 23
        górników był wcześniej wiadomo niebezpieczny i stan metanu podwyższony.
        Ciekawe czy ktoś za to odpowie ?
        • broneknotgeld Re: Oj, Barbórko, Barbórko 21.12.06, 02:14
          Hmm, Barborka niy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka