rybniker
14.01.07, 21:44
Czytadło na weekend: "Pachnidło"
Kadr z filmu
Kadr z filmu "Pachnidło" / INTERIA.PL
W związku z premierą filmu Toma Tykwera "Pachnidło" Świat Książki wydał szóste
wydanie powieści Patricka Süskinda.
Genialny, a zarazem potworny człowiek, Jan Baptiste Grenouille posiada węch
absolutny: swoje otoczenie rozpoznaje powonieniem lepiej niż inni ludzie
oczyma. Jego fenomenalna pamięć przechowuje miliony woni... Odkąd Grenouille
odkrywa, że jego przeznaczeniem jest zostać największym perfumiarzem wszech
czasów, nie opuszcza go marzenie o wydestylowaniu wonności nad wonnościami...
pachnidła z dziewiczego ciała kobiecego. Jeśli nawet uświadamia sobie, że u
podstaw tego marzenia legło morderstwo, jest mu to najzupełniej obojętne.
czytaj dalej
REKLAMA
Przeczytaj fragment powieści "Pachnidło".
31
Następnego dnia - markiz właśnie uczył go niezbędnych póz, gestów i tanecznych
kroków przed czekającym go występem towarzyskim - Grenouille udał, że robi mu
się słabo, że poraziła go nagła niemoc, i osunął się na sofę.
Markiz wyszedł z siebie. Krzyknął na służbę, kazał przynieść wachlarze i
przenośne wentylatory, a podczas gdy lokaje rozbiegli się spełnić jego
rozkazy, przyklęknął przy Grenouille'u, wachlował go pachnącą fiołkami
chusteczką i zaklinał, wprost błagał, by Grenouille zechciał, na miłość Boską,
podnieść się, na miłość Boską nie oddawać teraz ducha, tylko zaczekać z tym,
jeśli łaska, do pojutrza, gdyż w przeciwnym razie byt teorii fluidu letalnego
jest poważnie zagrożony.
Grenouille rzucał się i wił, charkał, stękał, rękami oganiał się od
chusteczki, wreszcie w nader dramatyczny sposób zsunął się z kanapki i
poczołgał w najbardziej odległy kąt pokoju. - Tylko nie to pachnidło! -
wychrypiał jak gdyby ostatkiem sił. - Tylko nie to pachnidło! To mnie zabije!
I dopiero gdy Taillade-Espinasse wyrzucił chustkę przez okno, a surdut,
również woniejący fiołkami, do drugiego pokoju, Grenouille wytłumił ostre
objawy ataku i stopniowo uspokajającym się głosem wyjawił, iż jako perfumiarz
zawodowo ma wrażliwe powonienie i zawsze, a już zwłaszcza teraz, w okresie
rekonwalescencji, reaguje gwałtownie na niektóre zapachy. Okoliczność, że
działa na niego tak silnie woń fiołków, skądinąd sympatycznych kwiatków, może
wytłumaczyć sobie tylko w ten sposób, że perfumy markiza zawierają sporą dozę
ekstraktu korzenia fiołkowego, który z racji swego podziemnego pochodzenia ma
fatalny wpływ na kogoś, kto jak Grenouille dotknięty został niszczącym
działaniem fluidu letalnego. Już wczoraj, gdy po raz pierwszy zaaplikowano mu
to pachnidło, czuł się nieswojo, a dziś, gdy znowu poczuł zapach korzeni, miał
wrażenie, iż ponownie wtrącono go do owego straszliwego lochu, gdzie dusił się
przez długie siedem lat. Przed taką perspektywą wzdraga się zaś cała jego
natura, inaczej nie może się wyrazić, gdyż skoro sztuka pana markiza
przywróciła go do ludzkiego życia w wolnej od fluidu atmosferze, wolałby z
miejsca umrzeć niż raz jeszcze narazić się na działanie nienawistnego fluidu.
Jeszcze teraz kuli się wewnętrznie na samą myśl o korzennym pachnidle. Ufa
jednak, że polepszy mu się natychmiast, jeśli tylko pan markiz zezwoli mu
zaprojektować własne pachnidło, celem kompletnego wygnania zapachu fiołków.
Myślałby tu o jakiejś bardzo lekkiej, powiewnej kompozycji, składającej się
głównie z odległoziemnych ingrediencji w rodzaju olejku migdałowego i
pomarańczowego, eukaliptusa, ekstraktu szpilek jodłowych i cyprysu.