hanys_hans
19.01.07, 07:21
Czy potwór Frankenstein „narodził się” w Ząbkowicach ?
Ząbkowice Śląskie, miasto położone na Dolnym Śląsku, od momentu założenia w II
połowie XIII w. aż do 1945 r. nosiły nazwę Frankenstein. Nazwę tę „przywieźli”
prawdopodobnie ze sobą pierwsi osadnicy - założyciele miasta, pochodzący z
Frankonii -z krainy historycznej Niemiec nad środkowym Renem.
Słowo Frankenstein kojarzone jest obecnie z potworem Frankenstein'em z
powieści Marii Shelley oraz z filmami grozy, które powstały na podstawie tej
powieści.
Rodzi się więc pytanie - czy istnieje jakiś związek pomiędzy nazwą miasta
Frankenstein, a potworem Frankenstein'em?
Że jest w tym ziarno prawdy świadczy pewne zdarzenie, które miało miejsce w
Ząbkowicach na początku 1606 r.
17 stycznia tego roku wybuchła zaraza morowego powietrza czyli dżumy, która
objęła swoim zasięgiem całe miasto i przedmieścia.
Nie byłoby w tym nic szczególnego, bowiem epidemie wybuchały w tych czasach
dość często, gdyby nie jej skala. W jej wyniku zmarło łącznie 2061 osób, w tym
1503 osoby dorosłe i 558 dzieci, czyli ponad 1/3 mieszkańców ówczesnego miasta!
Przyczyną zarazy, jak się później okazało, była zbrodnicza i rabunkowa
działalność szajki miejscowych grabarzy ich pomocników. W najstarszej
zachowanej kronice miasta „Annales Francostenen” (1655), autorstwa burmistrza
Ząbkowic- Marcina Koblitza, znajduje się relacja z tego wydarzenia:
„10 września 1606 roku aresztowano dwóch ząbkowickich grabarzy - Wacława
Förstera, grabarza od 28 lat i jego pomocnika Jerzego Freidigera pochodzącego
ze Strzegomia, z powodu mieszania i preparowania trucizn. Obaj zostali wydani
przez parobka Förstera.
Dnia 14 września został aresztowany niejaki Weiber - były więzień i trzeci
grabarz - Kacper Schleiniger, a 16 września aresztowano 87-letniego żebraka
Kacpra Schettsa - wszystkich pod zarzutem trucia i rozprzestrzeniania zarazy.
4 października odprowadzono do więzienia Zuzannę Maß - córkę zmarłego
urzędnika miejskiego Schuberta, jej matkę - Magdalenę Urszulę, obecnie żonę
grabarza Schleinigera oraz Małgorzatę - żonę żebraka Schettsa”.
Ponieważ sprawa nabrała posmaku skandalu, zaangażowano do pomocy przy jej
wyjaśnianiu zespół miejscowych i zamiejscowych lekarzy pod kierownictwem
świdniczanina- Jana Schwepsa.
Początkowo lekarze traktowali całą sprawę jako przesąd lecz zmienili zdanie po
przeprowadzeniu rewizji domu aresztowanego Förstera, gdzie znaleziono wiele
pojemników z trującym proszkiem, wytwarzanym - jak się można domyślić - ze
zwłok ludzkich.
Działalność tej zbrodniczej szajki opisał i rysunkami przedstawił drukarz i
wydawca Jerzy Kreß w gazecie „Newe Zeyttung” wydanej w Augsburgu w końcu 1606
roku. Czytamy tam między innymi:
„ W mieście Frankenstein na Śląsku pojmano ośmiu grabarzy, wśród nich sześciu
mężczyzn i dwie kobiety (według „Annales Frankostenenses” pięciu mężczyzn i
trzy kobiety). Ci po torturach w śledztwie zeznali, że sporządzali zatruty
proszek i tenże kilka razy w domach rozsypywali, progi, kołatki i klamki u
drzwi smarowali, przez co
wielu ludzi zatruło się i poumierało. Poza tym w domach skradli wiele
pieniędzy, a także obdzierali trupy, zabierając im opończe. Rozcinali także
brzemienne kobiety i wyjmowali z nich płody, a serca małych dzieci zjadali na
surowo. Tamże z kościołów kradli obrusy z ołtarzy, a z ambony ukradli dwa
nakręcane zegary. To sproszkowali i używali do swych czarów. Pewien nowy
grabarz pochodzący ze Strzegomia zhańbił w kościele ciało młodej dziewicy.
Inni jeszcze różnie niesłychane i straszne czyny popełniali (...)”.
Proces, który odbył się 20 września 1606 roku (według „Annales
Frankostenenses” 4 października), wykazał winę oskarżonych. Nawiasem mówiąc
można przypuszczać, że część „udowodnionych” przestępstw, a zwłaszcza te
najbardziej niesamowite, nie dające się wytłumaczyć chęcią zysku, to w
rzeczywistości brednie obwinionych, wydobyte na torturach. Świadectwo wydane
przez lekarzy pozwala jednak sądzić, że przynajmniej część oskarżenia nie była
bezpodstawna. Oskarżeni zostali skazani na śmierć przez okaleczenie
i spalenie żywcem. Oto jak relacjonuje wykonanie wyroku „Newe Zeyttung”:
„Najpierw ich wszystkich oprowadzano po mieście. Potem rozdzierano ich
rozżarzonymi obcęgami i oderwano im kciuki. Starszemu grabarzowi oraz jednemu
z pomocników mającemu 87 lat obcięto prawe dłonie. Potem obu razem przykuto do
słupa, z daleka zapalano ogień i ich upieczono. Nowemu grabarzowi ze
Strzegomia rozżarzonymi obcęgami wyrwano członek męski. Potem i jego wraz z
innymi przykuto do słupa, gotowano i pieczono. Pozostałe osoby wprowadzono na
stos i spalono”.
Relację w „Newe Zeyttung” uzupełniają cztery drzeworyty, obrazujące w
dosłowny sposób popełnione przestępstwa i egzekucję oskarżonych.
Pomimo stracenia winnych zaraza wygasła dopiero na początku 1607 roku.
W dniach 4 - 10 X 1606 r. ewangelicki proboszcz Samuel Heinnitz wygłosił w
kościele parafialnym 6 dziękczynnych kazań z modlitwami na każdy dzień w
intencji pokonania zarazy. Kazania ukazały się w 1609 r. drukiem,
wydane przez wydawnictwo Bartolmeusza Voigta w Lipsku pod wyszukanym tytułem:
„Historia prawdziwa o kilku wykrytych i zniszczonych trucicielskich dziełach
diabelskiego łowcy w czasie zarazy roku 1606 w mieście Frankenstein na
Śląsku”. (strona tytułowa i fragment tekstu).
I tutaj pojawia się po raz pierwszy „diabelski łowca”, rzedstawiony przez
Heinnitz'a jako wyobrażenie zła opanowującego ludzkie umysły i popychającego
ludzi do niecnych czynów.
Ten „diabelski łowca”, będący filozoficzną przenośnią - usposobieniem zła,
został przez późniejszych mieszkańców i podróżników odwiedzających Ząbkowice
„przekształcony” w postać rzeczywistą z krwi i kości - obrzydliwego potwora
Frankensteina a jego nazwa wzięła się z pewnością od nazwy miasta.
O tym , że „legenda Frankensteina” była żywa jeszcze kilkaset lat po tym
strasznym zdarzeniu świadczy relacja Władysława Grabskiego, który w swojej
książce „300 miast powróciło do Polski”, wydanej w 1960 r., powołując się na
miejscową legendę pisze:
„ Na zamku w Ząbkowicach mieszkał potwór Frankenstein, który swoimi niecnymi
praktykami pozbawił życia ponad 2000 istnień ludzkich, póki nie tknęła go ręka
sprawiedliwości bożej”.
Nazwa Frankenstein pojawia się ponownie w 1818 r. w dziele „Frankenstein czyli
nowoczesny Prometeusz” angielskiej pisarki Marii W. Shelley. Dzieło to zostało
napisane już w 1816 roku, pierwsze jego wydanie ukazało się anonimowo w 1818 roku.
Wiktor Frankenstein - genewski student filozofii naturalnej zdobywa sekret
ożywienia materii martwej. Ze zwłok branych z cmentarzy, tworzy ohydnego
potwora, który czuje się samotny, nieszczęśliwy i nieprzystosowany do świata
ludzi. Mszcząc się na swoim twórcy, popełnia szereg okropnych zbrodni, a w
końcu odbiera sobie życie.
W 1910 r. nakręcono pierwszy film na kanwie powieści Marii Shelley i od tego
momentu rozpoczęła się swoista kariera Frankensteina i powstałego wówczas
gatunku filmowego, nazwanego później horrorem.
Najsłynniejszy i powszechnie znany film z Frankenstein’em pt. „Baron
Frankenstein”, nakręcono w 1931 r. Główną rolę w tym filmie zagrał Boris
Karloff jako potwór i Colin Clave jako baron Frankenstein.
Z czasem, pod wpływem kolejnych wersji filmowych, nazwisko Frankenstein
zaczęło oznaczać samego potwora, a nie jego twórcę !
Odpowiedzmy więc na postawione na początku pytanie, czy Maria Shelley (1797 -
1855) pisząc swoją powieść znała zdarzenie, które miało miejsce w Ząbkowicach
przed około 200 laty i czy stanowiło ono dla niej inspirację ?
Można się pokusić o próbę odpowiedzi na to pytanie. Z jednej strony trudno
uwierzyć, że tylko czystem