cailleach
28.02.04, 22:17
...I choose "not to be".
Dzień jak każdy inny. Niestety, na pierwszy rzut oka jedynie. Zaczął się tak
normalnie. Kończy się tak, iż marze, by nigdy się nie zaczął....
Samotność jest najgorsza. Jedyna osoba, która pomogłaby mi zapomnieć o
spadającym na głowę niebie, jest zupełnie nieosiągalna. Gdyby wiedział jak
bardzo jest mi teraz potrzebny już trzymałby moją rękę i drapiąc delikatnie
paznokciem wierzch mej dłoni powtarzałby: „Będzie dobrze, uwierz mi!” A ja
uwierzyłabym. Jak można nie wierzyć tej cieplej dłoni o silnych palcach?
Dzisiaj jest inaczej. Wyjście z domu było jedynym rozwiązaniem. Zakończyło
się w niedaleko zaparkowanym samochodzie. To straszne, jak w takiej malej
przestrzeni głośny jest oddech przerażonego człowieka. Wszechogarniający mnie
w tej chwili strach objął moje ramiona. Zaciskając palce swych bezlitosnych
dłoni miażdżył mi zebra z obłędną wręcz systematycznością. Wydobycie
powietrza z płuc stało się wysiłkiem ponad moje siły. Oddech stawał się coraz
szybszy. Coraz bardziej urywany. W końcu szloch wypełnił ciemność. Łzy
spływające po zimnych policzkach sprawiały wręcz fizyczny ból.
Słone krople żłobiące głębokie rysy na mojej skórze oderwały oglupiały umysł
od reszty świata. W napięciu oczekiwał kolejnej łzy, starając się przewidzieć
jej szlak. Drgające w przepełnionej powiece łzy znalazły w końcu ujście
wzdłuż nosa. Zatrzymały się na chwile nad górna wargą, by za chwile jeszcze
szybciej popłynąć niewielkim zagłębieniem w dół. Dreszcz wstrząsa ciałem gdy
pierwsza z nich przelewając się przez krawędź brody spływa po szyi. To
zastanawiające jak fizyczne doznania są w stanie zapanować nad naszym
umysłem.....
Zlodowaciałe ręce przypominają mi gdzie jestem. Zaparowana szyba czyni świat
jeszcze groźniejszym. Oddziela mnie od niego jedynie szyba. I drzwi, które
niestety muszę otworzyć. Wychodzę na zewnątrz. Mróz sprawia, ze na
bezchmurnym niebie widać miliony małych świecących punkcików. Będąc małym
dzieckiem często zadzierałam głowę do góry wierząc, że gwiazdy są moimi
przyjaciółmi, bo mrugają do mnie cały czas. Dzisiaj nie mrugają...
Smutno mi...
<łza>