Dodaj do ulubionych

Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.04, 19:25
.... z liceum. W czasach licealnych była..no jakby to powiedzieć...niezbyt
mądrą panienką zajmującą się łamaniem męskich serc, lubiła mocno opalać się
na solarium i buszować w kosmetyczkach innych koleżanek. Spotkałam ją....na
uczelni ....Ja..w charakterze studentki ( miałam rok przerwy w nauce) a ona..
jako... świeżo upieczona pani magister- wykładowczyni. Była jeszcze bardziej
zjarana przez solar-, włosy a'la pam Anderson- tyle, że jasniejsze...
zapytana co słychać.. przechwalała się przez około 30 minut, ile to nie
zarabia ....mnie nawet nie zapytała, co u mnie....Brrrrr..jak dobrze, ze było
to tylko przypadkowe spotkanie ....czasem ja teraz widuję ale staram się
unikać. Zastanawiam się,jak ona zaszła tak daleko..nagłe obudzenie zdolności
intelektualnych czy , kurcze,co ????
Obserwuj wątek
    • Gość: hmmmmmm Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.04, 19:42
      moze wlazla pod stol....
      • bart68 Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok 08.06.04, 23:29
        Może dziewczyna nie ma klasy ale jest dobrym nauczycielem akademickim ?
    • abranight Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok 09.06.04, 11:17
      "...Zastanawiam się,jak ona zaszła tak daleko..(...)"

      Potrafiła nie zaiść... :-DDD

      A tak poważnie to może się sprawdzi.
      Czas ojcem prawdy.

      Ale image fatalny.
      Jaka myśl się nasuwa innym? -szmata.
      • taka_tam Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok 09.06.04, 11:27
        wyobraź sobie, że ona może teraz opowiadać swoim znajomym: "spotkałam
        koleżankę - szara mysz, niczego w życiu nie osiągnęła i jeszcze słowa z siebie
        nie potrafiła wydusić"... mało to fajne, nie?
        • larix31 Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok 09.06.04, 11:39
          Tao tak jak w tym kawale...gdzie spotkali się koledzy ze szkolnej ławy: jeden
          biznesmenn-miliarder, drugi bezdomny z pod mostu. Bogaty opowiadał przez pół
          godziny ile ma samochodów, same fury wypas, minilotnisko prywatne, helikopter,
          itd...Na końcu zapytał bezdomnego: A co u ciebie?
          - No wiesz, źle się czuję, od czterech dni nic nie jadłem...
          - To ty się chłopie zmuś...

    • meduza4 Nie martw sie 09.06.04, 12:07
      Swiezo upieczona pani magister nie moze byc wykladowczynia,
      (do tego potrzebny doktorat), ale co najwyzej asystentka lub
      studentka-doktorantka.

      A ile sie na uczelni zarabia... to moge pokazac na przykladzie
      wlasnych "paskow". W kazdym razie jest to taki "biznes", ze
      wlasnie odchodze, bo na zycie mi nie starcza.

      No chyba, ze jest to uczelnia prywatna a tam i zarobki
      i reguly gry sa nieco inne, ale wciaz nie wierze, aby byly
      to kokosy, choc z pewnoscia jest lepiej niz na uczelniach
      publicznych.
      • Gość: IWA Szara mysz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.04, 14:24
        To była uczelnia prywatna, ja uzupełniałam tam studia magisterskie- wczesniej
        studiowałam w Kolegium Języków Obcych na Uniwersytecie. Aby się tam dostać
        musiałam zdawać egzamin z języka niemieckiego. Natomiast moja koleżanka -
        której de facto nie zazdroszczę, bo nie mam czego- poszła do tej szkoły
        prywatnej zaraz po ukończeniu liceum, także nie zdawała nic, wystarczyła tylko
        kasa. Poza tym nie uważam bym była milczącą , zamkniętą w sobie osobą, która
        niczego nie osiągnęła w życiu. No ale co się tu będę wychwalać, to nie w moim
        typie, a ta koleżanka....no własnie- to były przechwałki.
        • alilat Re: Szara mysz 09.06.04, 20:15
          Nie podoba mi sie taka jednostronna ocena.
          Nie pomyslalas o tym, ze moze byc dobra w tym co robi?
          jezeli zostawili ja na prywatnej uczelni, to znaczy, ze pod blond fryzura
          musiala miec cos wiecej.Bo na prywatnej uczelni kasa stoi przed plecami -
          tlumoka nikt by nie trzymal!

          Ja mysle, ze przemawia przez ciebie zazdrosc i tyle
          • Gość: Iwa Re: Szara mysz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.04, 21:28
            Może wystarczyłoby tylko, gdybyś poznała tą osobę i wtedy sama stwierdziłabyś,
            jaka jest rzeczywistość.Może i rzeczywiście ta moja koleżanka jest dobra w tym
            co robi, ja generalnie chciałam tylko napisać, że...chyba nie przepadam za tego
            typu ludźmi, którzy są zapatrzeni w siebie i uważają, że ich osoba dla każdego
            jest tematem nr 1 do rozmów. Mogła chociaż mnie zapytać , co u mnie słychać??W
            końcu też miałam potrzebę opowiedzieć jej np o swoim szczęściu , o wspaniałym
            mężu , o tym, że znalazłam dobrą pracę- wtedy nasza rozmowa mogłaby
            przeistoczyć się w ciekawy dialog a nie być tylko monologiem...
            • white.falcon Re: Szara mysz 10.06.04, 13:42
              Sa ludzie, którzy z jakichś tam powodów - nawet samym sobie nieznanych - lubia
              się, bądź nie. Autorko, a może koleżanka nawzajem za Tobą nie przepadała i
              dostała "słowotoku", bo nie miała nic Ci do powiedzenia? Swoją drogą, to staram
              się nie oceniać wyglądu ludzi, bo mozna się zdrowo pomylić. Znam Dziewczyne,
              która uwielbia nosić mini, jest w.g. stereotypowego określenia "laską", zna
              cztery języki obce, ma zrobiony doktorat, dodatkowo - jeszcze coś tam
              pokończyła i jest doprawdy inteligentna i mądrą osobą, wygląd zewnętrzny której
              sugerowałby raczej coś odwrotnego. Skoro jej podoba sie wyglądać tak, jak
              wygląda, to jej sprawa. Często oceniamy ludzi w.g. wyglądu i tym ich
              krzywdzimy. I jeszcze tak sobie pomyslałam. A może Ty jej podświadomie
              zazdrościsz i stąd bierze się Twoja niechęć?
      • malorolny Re: Nie martw sie 10.06.04, 13:20
        meduza4 napisała:

        > Swiezo upieczona pani magister nie moze byc wykladowczynia,
        > (do tego potrzebny doktorat),

        pleciesz Meduza, na SGH w Warszawie cały semestr zajęcia prowadził student,
        studiujący jednoczesnie na czwartym i piatym roku tej uczelni (nie mial jeszcze
        magisterium). Jak zaliczył wszystkie zajęcia z tych obu lat to przestał
        prowadzić, bo już nie ma czasu, pracuje w firmie. Teraz prowadzi tylko zajęcia
        od czasu do czasu, na studiach podyplomowych.
        • jmx Re: Nie martw sie 12.06.04, 00:39
          malorolny napisała:

          > meduza4 napisała:
          >
          > > Swiezo upieczona pani magister nie moze byc wykladowczynia,
          > > (do tego potrzebny doktorat),
          >
          > pleciesz Meduza, na SGH w Warszawie cały semestr zajęcia prowadził student,
          [...]


          Zajęcia to nie wykłady. Nie wiedziałeś? ;-)
        • meduza4 Re: Nie martw sie 14.06.04, 14:05
          malorolny napisała:

          > meduza4 napisała:
          >
          > > Swiezo upieczona pani magister nie moze byc wykladowczynia,
          > > (do tego potrzebny doktorat),
          >
          > pleciesz Meduza, na SGH w Warszawie cały semestr zajęcia prowadził student,
          > studiujący jednoczesnie na czwartym i piatym roku tej uczelni (nie mial
          jeszcze
          >
          > magisterium). Jak zaliczył wszystkie zajęcia z tych obu lat to przestał
          > prowadzić, bo już nie ma czasu, pracuje w firmie. Teraz prowadzi tylko
          zajęcia
          > od czasu do czasu, na studiach podyplomowych.


          Zajecia, powiadasz? Jakie zajecia? Cwiczenia czy pracownie
          to moze miec magister (tak jak ja) ale zeby student prowadzil
          to pierwsze slysze i w ogole na uczelni z jakotakim poziomem
          jest to chyba niemozliwe. Ja mialam niezle problemy zeby mnie
          na etat asystencki przed obrona doktoratu zatrudnili, a to
          jeszczcze najnizsze stanowisko w hierarchii...

          Asystent to jeszcze nie wykladowca. O stanowisko wykladowcy
          moze sie ubiegac osoba z doktoratem a o starszego wykladowce
          - osoba z habilitacja. Czy ten student niby prowadzil wyklady
          (bo to rozumiem przez wykladowce) ????!!!!
          • harriet_makepeace w kwestii sghu 14.06.04, 15:00
            skonczylam te uczelnie 2 lata temu i o to co zaobserwowalam:
            wiekszosc osob prowadzacych cwiczenia to asystenci katedr - przewaznie na
            studiach doktoranckich lub studenci starszych lat. wyklady prowadza osoby od
            doktora wzwyz, ale mialam kiedys wyklady z pania ktora wlasnie robila doktorat.
            to byl maly wyklad na 30 osob i w swej formie bardziej przypominal cwiczenia.
            co do prowadzenia wykladu przez studenta to chyba tylko wtedy kiedy tego wymaga
            zaliczenie przedmiotu - prezentacja jakiegos zagadnienia przed duzym
            audytorium. wtedy z reguly na jednym wykladzie "wystepuje" ok 4-5 osob. ale
            moze cos sie w miedzy czasie zmienilo
            • meduza4 Re: w kwestii sghu 14.06.04, 16:37
              No tak: jednorazowy wyklad zademonstrowany przez studenta jest
              jeszcze do przyjecia czy maly wyklad prowadzony przez pania
              bez doktoratu.

              Ale chodzi mi o kwestie formalna: na etacie wykladowcy nie
              moze byc zatrudniona osoba bez doktoratu, wiec jesli pani
              swiezo po studiach mowi, ze pracuje jako wykladowca to klamie.

              Rzeczywiscie wykladowca moze pozwolic, zeby ktos w jego
              imieniu poprowadzil jeden wyklad, czy zademonstrowal cos
              w trakcie jego wykladu (od tego sa asystenci) ale te osoby
              nie staja sie przez to jeszcze wykladowcami!

              Rownie dobrze pani bez doktoratu prowadzaca wyklad przypominajacy
              cwiczenia moze to robic bedac chocby na stanowisku asystenta,
              jezeli tylko istnieje taka koniecznosc i pani uzyskala na to
              zgode.
    • abranight Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok 11.06.04, 11:40
      Pogarda wobec tych, którzy się zwyczajnie przechwalają nie jest czymś
      niespotykanym. Wiedzą to niby wszyscy... a jednak trafi się zawsze delikwent,
      który przesadza aż do niesmaku...

      Nędznie wypada w moich bynajmniej oczach ktoś, kto tak się zachowuje.
      • bart68 Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok 11.06.04, 14:18
        abranight napisała:
        >
        > Nędznie wypada w moich bynajmniej oczach ktoś, kto tak się zachowuje.
        Sprawdź w słowniku znaczenie słowa 'bynajmniej" a potem mędrkuj;)
        • Gość: delusa Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok IP: *.27-151.libero.it 11.06.04, 15:00
          Lwa, mialas szczescie, ja mojej kolezanki nie poznalam, nazywalysmy ja
          Nosorozec z racji, oczywiscie nosa. Zrobila sobie operacje i wyglad zmienila
          diametralnie. Ale inteligencje zachowala.
          Co do wygladu i pogladu, to mam gleboko i daleko pozory. I ciesze sie, ze komus
          sie udalo.
          • Gość: Iwa Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.06.04, 19:32
            Ja się tez cieszę, że jej sie udało.Niech każdy ma się jak najlepiej!!!Też
            biedy nie klepię,poza tym, nie chciałabym wykładać na uczelni, nie czułabym się
            z tym dobrze. Zastanawiam się tylko nad tym, jak to możliwe,by osoba ,która w
            L.O nie wiedziała kim był Walt Disney przeszła taką metamorfozę intelektualną.
            • Gość: libby Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.04, 16:55
              czy niewiedza kim był Walt D. świadczy o niedorozwoju intelektualnym ???
              mam nadzieję,ze w LO wiedziałaś nie tylko to ...
              może zresztą ona wiedziała więcej i dlatego pracuje na uczelni ?
              • Gość: Iwa Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.06.04, 19:40
                Matkooooo...no ja dziękuję za taki zmasowany atak. Chyba mam prawo się
                wypowiadac w ten sposób o osobie, którą znam i wiem, jaka była i jest...
                • meduza4 Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok 15.06.04, 12:51
                  Tym bardziej ja sie do tego ataku nie chce przylaczac, bo (jeszcze)
                  pracuje na uczelni i wiem jak... i co... i kto... i w ogole jak to
                  wszystko wyglada. Jestem kolejna osoba, ktora wieje mojemu profesorowi
                  sprzed nosa, a przeciez pracuje na uniwerku i to wcale nie jakims najgorszym.
        • abranight Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok 11.06.04, 15:13
          Wyobraź sobie, że wiem.
          Wyobraź sobie, że Ci, którzy powinni poznają ten ;-P "dialekt".

          Rozumiem, że jesteś fanem tanich (z wyglądu) blondynek size:P.A.Lee.Cóż twój
          problem.
          Szkoda słów.
          • bart68 Re: Spotkałam koleżankę....przeżyłam szok 14.06.04, 14:35
            To nie dialekt tylko raczej nieznajomość znaczenia słów, których używasz.
            Jeśli zaś chodzi o to, kogo jestem fanem to nie trafiłaś, młoda damo.
            Zdumiewająco prosto kalkulujesz:))))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka