Dodaj do ulubionych

Odejść...?

04.07.04, 20:55
Jesteśmy razem prawie 5 i pół roku (mieszkamy ponad 2 lata razem). Jak to w
związku bywa są dobre i złe chwile. Ale tych dobrych jest więcej niż tych
złych i wszystko byłby OK, gdyby nie to, że temat ślubu jest dla mego
Wybranka tematem tabu. Wytłumaczeniem jest z reguły to, że on ma jeszcze czas
(prawie 30lat), że jego znajomi też sie jeszcze nie pobrali. Ja mam prawie 29
lat, większość moich znajomych zawarła już związki małżeńskie. Najbardziej
boli wtedy, kiedy znajomi, koledzy w pracy pytają, kiedy biorę ślub, bo ile
razy można się głupio uśmiechać i mówić, że jeszcze mamy czas, że ja jeszcze
nie chcę. Sama doskonale wiem, że to wierutna bzura. Może moje dążenie do
ślubu wydaje sie trochę dziwne, ale ja naprawdę chciałabym mieć rodzinę, z
mojej rodziny została mi tylko Mama, nie mam nikogo poza nią.
Zastanawiam się czy taki związek ma sens, czy ja mam nadal czekac aż mój
Wybranek zdecyduje się na ślub czy mam odejść? Jak myślicie?

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • libressa Re: Odejść...? 04.07.04, 21:06
      ...a bez ślubu nie można miec rodziny?
      :)
      ---
      Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
      • meduza4 Re: Odejść...? 04.07.04, 21:41
        Ano mozna... Tylko moga byc problemy natury prawnej np. ze wspolnym majatkiem,
        gdyby jedno z partnerow nagle zmarlo.
        Ale wszystko zalezy od tego jak wyglada ten zwiazek. Bo jesli dwojka
        trzydziestolatkow np. spotyka sie raz w tygodniu i idzie na godzinny spacer,
        ewentualnie uprawia szybki seks w mieszkaniu rodzicow w wielkiej konspiracji,
        zeby nie uslyszeli przez sciane to moze nie miec sensu.
        Zastrzegam, ze wszystko co napisalam to gdybanie, nie wiem jaka jest sytuacja
        Autorki.
        • meduza4 Nie przeczytalam dokladnie za pierwszym podejsciem 04.07.04, 21:44
          albo mi sie zapomnialo, ze Autorka napisala, ze mieszkaja 2 lata razem.
          Bo ja wiem, czy w tej sytuacji slub jest konieczny? Kwestia gustu i przekonan,
          przeciez papierek nie uczyni zwiazku lepszym.
          • libressa Re: Nie przeczytalam dokladnie za pierwszym podej 04.07.04, 21:48
            ...sytuacja prawna nawet w naszym koślawym kodeksie, mozna zabezpieczyc
            wszystko.
            :)
            ---
            Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
          • kurdebelemax Re: Nie przeczytalam dokladnie za pierwszym podej 04.07.04, 21:49
            Rzeklbym nawet ze taki papierek potrafi nawet zepsuc zwiazek ... :-/
            • libressa Re: Nie przeczytalam dokladnie za pierwszym podej 04.07.04, 21:51
              takoz samo myśle:)
            • meduza4 Re: Nie przeczytalam dokladnie za pierwszym podej 04.07.04, 23:59
              kurdebelemax napisał:

              > Rzeklbym nawet ze taki papierek potrafi nawet zepsuc zwiazek ... :-/

              W to nie wnikam. Ale jakby facet ze mna mieszkal to by mi juz na papierku
              nie zalezalo. Bo papierek nie jest gwarancja niczego (ani trwalosci zwiazku,
              ani wiernosci partnera, ani jego uczucia) i z papierka tez sie mozna wycofac.
              • libressa Re: Nie przeczytalam dokladnie za pierwszym podej 05.07.04, 17:26
                ...zbyteczne koszty ślubu a później rozwodu
                :)
                ---
                Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
              • kisiaty Re: Nie przeczytalam dokladnie za pierwszym podej 06.07.04, 10:06
                > i z papierka tez sie mozna wycofac.

                Czy aby na pewno tak samo łatwo? Wyobrażam sobie porządą kłótnię, przepełnia
                czarę goryczy. Ktoś się wyprowadza do mamy (zazwyczaj ona :). Co się dzieje z
                parą? Mają szansę już się nawet nigdy nie spotkać! I tyle.
                Co się dzieje z małżeństwem - raczej się spotkają, nawet jeśli przed rozwodem.
                Wydaje mi się, że praktyka sądowa pokazuje, że część tych par próbuje jeszcze raz.
                To jest zwłaszcza sensowne gdy np facetowi odbije i poleci za jakąś mini i zdąży
                się w porę zreflektować, że nie o to w życiu chodzi. Małżeństwo ma większe
                szanse uratować taki związek. Bo część żon nie pójdzie w rozpaczy utulić smutków
                w ramiona innego. A dziewczyna? po takiej sytuacji ma prawo moralne sobie
                odreagować z innym. A wtedy to już baaaardzo trudno coś łatać.
                Może to troche w uproszczeniu ale mam nadzieję, że przekazałem sens tego o co mi
                chodzi.

                pzdr
                Krzysiek
                • libressa Re: Nie przeczytalam dokladnie za pierwszym podej 06.07.04, 10:40
                  ...najtrudniej, to rozstac sie chyba z myśla,ze utraciło sie tzw."prawo
                  własnosci" do tej drugiej strony no i oczywiscie urażona miłosc własna.
                  On mowi tak bardzo Cie kochałem, jakby to juz było wystarczajace do tego,
                  ze Ona jest ubezwłasnowolniona, Ona mowi dbałam o dom, a Ty zdradziłeś mnie
                  z tą "flądrą", no i to "ego" meskie i jej miłosc do konca, bo założyła sobie
                  błednie,że bedzie tą ostatnia...
                  :)
                  Libressa
                  ---
                  Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
                  • meduza4 Re: Nie przeczytalam dokladnie za pierwszym podej 06.07.04, 18:34
                    A ja ciągle twierdzę, że jak ktoś chce to nawet z papierka się wycofa i że ten
                    papierek nikogo na siłę nie zatrzyma i nie zmusi do zgody. Może zmusić do
                    refleksji, ale jeżeli refleksja będzie smutna - do zgody już nie przymusi.
    • bart68 Re: Odejść...? 04.07.04, 22:24
      Ślub niczego nowego nie wniesie w jego życie, bo ma wszystko czego mu trzeba
      bez niego.
      • libressa Re: Odejść...? 04.07.04, 22:26
        ...ale Ona bedzie miała kółko na palcu i koleżankom sie pochwali.
        ---
        Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
      • dosh Re: Odejść...? 05.07.04, 11:34
        czyli wygodnie mu i nie czuje potrzeby zmiany, tak? zaczyam zauważać
        dobrodziejstwo dziewictwa w obecnych czasach...
      • harriet_makepeace Re: Odejść...? 05.07.04, 11:45
        no nie wszystkich do jedengo worka prosze.
    • jmx Re: Odejść...? 05.07.04, 01:56

      A kochasz go?
    • kisiaty Postawić sprawę na ostrzu noża... 05.07.04, 12:58
      Ja znałem parę. Dziesięć lat razem. Kochali się. W okolicach 25-27 roku zycia
      zaczęła chcieć ślubu. On nie - że po co, że jest ok, że nie ma problemu. Moja
      dygresja - skoro jest ok to co mu tak ślub przeszkadzał? Jak mieli 30 to ją
      zostawił. Zoastała więc 30-letnia kobieta, spędziła z nim 10 lat. Gdy miała 20,
      25 - nie mogła się odpędzić od super facetów (atrakcyjna, inteligentnta itd).
      Teraz jest już problem...
      Czekanie na ślub w nieskończoność to nie tylko oznaka nowoczesności. Może tak
      być. Ale często to oznaka głupoty. Po ślubie się nie odchodzi od siebie aż tak
      łatwo jak w zwykłym związku. Jeśli jest to dla Ciebie bardzo ważne to przemyśl
      to sobie wszyskto porządnie.

      Pozdrawiam
      Krzysiek
      • harriet_makepeace Re: Postawić sprawę na ostrzu noża... 05.07.04, 13:39
        no moim zdaniem to nie do konca tak. po pierwsze zeby slub mial sens to obydwie
        strony musza tego chciec. jezeli jedno nie chce to sie nie ma prawa tej osoby
        zmuszac, bo to tylko sie moze zle skonczyc (dlugi i nieprzyjemny rozwod).
        Natomiast jezeli jedna osoba wyraznie czuje ze chce juz zyc w zwiazku
        formalnym, ze chce w takim zwiazku miec dzieci to ma prawo wymagac jasnej
        deklaracji - woz albo przewoz. no i niestety trzeba rowniez wziac pod uwage
        fakt, ze ta drugo osoba powie "nie".
        po drugie niestety z moich obserwacji i doswiadczen empirycznych wynika, ze
        faceci tak samo jak kobiety boja sie samotnosci i chca miec zawsze kogos w
        odwodzie tkwiac w zwiazkach w ktorych jest dobrze, ale nie rewelacyjnie. i sa
        mistrzami w emocjonalnej manipulacji partnerka - wiec to nie koniecznie oznaka
        glupoty kobiet a przebieglosci mezczyzn ;))))
        po trzecie czy 30 letnia kobieta jak za dotknieciem magicznej rozdzki staje sie
        brzydka i glupia?
        • samowolny Re: Postawić sprawę na ostrzu noża... 05.07.04, 14:05
          ludzie sie zmieniają w czasie związku i to co kiedys odpowiadało czyli zycie
          bez papierka staje sie uciążliwe szczególnie gdy jeszcze jest "presja" rodziny
          bądź znajomych. Dotyczny to raczej w większym stopniu kobiet. A przeciez mozna
          oficjalnie zalegalizowac konkubinat w USC i sprawa przyszłego zabezpieczenia
          materialnego jest zalatwiona. No ale każda kobieta marzy i białej sukience, i
          imprezie gdzie "gra główną role" .. Ale z tym slubem jak z innymi sprawami jest
          w tym ambaras żeby obojgu chciało sie na raz:)
        • kisiaty Re: Postawić sprawę na ostrzu noża... 06.07.04, 10:00
          > Natomiast jezeli jedna osoba wyraznie czuje ze chce juz zyc w zwiazku
          > formalnym, ze chce w takim zwiazku miec dzieci to ma prawo wymagac jasnej
          > deklaracji - woz albo przewoz. no i niestety trzeba rowniez wziac pod uwage
          > fakt, ze ta drugo osoba powie "nie".

          chodziło mi o ten przypadek :)

          > po trzecie czy 30 letnia kobieta jak za dotknieciem magicznej rozdzki staje sie
          >
          > brzydka i glupia?

          Nie. Tylko wiem jakie ta dziewczyna miała potrzeby. Chciała dzieci, rodziny itd.
          Poświęcała się - bo przecież trzeba iść na kompromis. Oczywiście, że życie się
          nie kończy. Ale jest sfrustrowana bo ma wrażenie, że lata młodości poświęciła
          komuś kto tego później nie zdyskontował. Nie piszę, że po 30 to już grób :)))
          Ale też jej doradzałem jak miałą 25 by go olała, znalazła fajnego faceta, wzięła
          ślub (skoro chce - jej sprawa) i już. No ale - wierzyła, wierzyła...

          pzdr
          Krzysiek
    • Gość: rs Re: Odejść...? IP: 195.117.255.* 05.07.04, 14:36
      ja też myśle, ze skoro gość mieszka z Tobą - to co za problem. Odpuść sobie go.
      To dobra rada. Tylko w lata Cie wpędzi. Lepiej byc rozwódka niz panną.
      Rozwódce - poprostu mogło sie nieułożyc i to każdy zrozumie.
      A panna - moze była zbyt wymagajaca - moze cos jest z nia nie tak, ze ma 30
      dych na karku i bark obrączki na palcu.
      Naprawdę daruj sobie go.
      Ja podchodzę do niedanych związków w ten sposób, że jeśli nic z tego nie wyszło
      to widocznie to nie było to i nie ma co się nad tym rozwodzić.
      wiesz miałam takiego nauczyciela, który twierdził, że każda następna miłość
      unieważnia poprzednią :o).
      Ja mam taką własną teorię, że skoro dwójka ludzi rozstała się, bądź jedna osoba
      odeszła to w takim związku nie było miłości - czy fakt że nie chce Cie.
      poślubic. Myślę że on juz nie wiem czy Cie kocha on poprostu sie przywiązałaś,
      bo czy można kochać osobę, która Ciebie niekocha? Moim zdaniem, nie. Uwierz mi
      czas leczy rany.
      • harriet_makepeace Re: Odejść...? 05.07.04, 15:47
        Lepiej byc rozwódka niz panną

        ?????? toz to jakas herezja. czy to znaczy ze malzenstwo to jest jedyny cel dla
        kobiety i jak meza nie ma znaczy jakas wybrakowana i zepsuta?????
        • jmx Re: Odejść...? 05.07.04, 17:06

          1. albo wybrakowana
          2. albo jędza i żaden nie mógł z nia wytrzymać
          3. albo, w najlepszym razie, kobieta, której należy współczuć "bo życie jej się
          nie ułożyło".

          Do wyboru do koloru, w zależności od środowiska w którym się obraca.
          • white.falcon Re: Odejść...? 05.07.04, 19:03
            Może dodam:
            4. Stawia zbyt wysokie wymagania, nie wie, czego naprawdę chce.

            Też tak może być postrzegana.
    • taka_tam Re: Odejść...? 05.07.04, 14:57
      trudno radzić... może on jeszcze nie dojrzał do ślubu? może boi się wiążących i
      ostatecznych decyzji?
      • angoisse Re: Odejść...? 05.07.04, 15:19
        >>może boi się wiążących i ostatecznych decyzji?

        - życie z wygodnickim tchórzem życiowym to żadna przyjemność, szczególnie w
        sferze tych ostatecznych decyzji, to niby usprawiedliwia? zycie, i zycie z
        kims, wymaga podejmowania decyzji wiazacych, -jesli go na to nie stac to
        najwyzsza pora powiedziec
        mu do-wi-dze-nia i nie tracic czasu dla niego, jak zobaczy co stracil to
        dojrzeje a jak nie -to tym bardziej mala strata a ileż czasu sie zyska dla
        kogoś nowego kto nie będzie się bał ślubu?
    • white.falcon A może ... 05.07.04, 19:02
      A może warto zapytać się samej siebie po co jest potrzebny w tej konkretnej
      sytuacji ślub? Może warto dla samej siebie na kartce wynotować w dwóch
      kolumienkach "za" i "przeciw" i schować kartkę na tydzień do szuflady, by po
      tygodniu raz jeszcze przeczytać (schować po to, by nie kierować się podczas
      podejmowania decyzji nastrojem chwili) i zastanowić się nad tym, co chcesz
      zrobić.
      • cal-ineczka może ...?? 07.07.04, 10:17
        white.falcon napisała:
        > Może warto dla samej siebie na kartce wynotować w dwóch
        > kolumienkach "za" i "przeciw" i schować kartkę na tydzień do szuflady, by po
        > tygodniu raz jeszcze przeczytać

        A jak po tygodniu wstrzyma się od głosu?

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka