Gość: Ona-Traurig
IP: *.aster.pl / *.aster.pl
24.07.04, 15:02
To będzie pewnie brzmiało głupio :( Ale jednak napiszę, bo jestem zła :(
Jestem studentką, no i na jednej studenckiej imprezie poznałam całkiem
fajnego chłopaka. Spodobał mi się, on też wydał się pozytywnie do mnie
nastawiony. Więc zaczęliśmy się dalej spotykać - bez zobowiązań, żeby się
lepiej poznać itd. No i chłopak zaczął podobać mi się coraz bardziej...
Za to od niego w pewnym momencie zaczęłam czuć pewien dystans. Tzn. - ja bym
chciała, by z tego naszego spotykania się było coś bardziej trwałego, żebyśmy
spróbowali "być" ze sobą. On natomiast jakby się przed tym bronił... a wiecie
czemu?
Niedawno się wygadał, że nie podobają mu się moje studia!!!
Bo to jest tak, że on jest humanistą i takim generalnie "zbuntowanym
alternatywnym typem". A ja taka nie jestem... i co powiedzieć, studiuję sobie
na SGH... A dla niego to jest wyraz potwornego konformizmu...
I generalnie własnie o to chodzi - że tak w zasadzie mu się podobam, ale
jednak on nie akceptuje moich życiowych planów. Wolałby, żebym studiowała co
innego, bym nie chciała zajmować się biznesem... Według niego powinnam być
bardziej nonkonformistyczna... a ja nie umiem i nie chcę :(
Co Wy na to?