hetacus
26.08.04, 09:22
"... Mój znajomy R., opowiedział mi (...) historię pewnej trudnej do zdobycia
książki, którą próbował bezskutecznie odnaleźć, a którą tak bardzo chciał
przeczytać, że przez kilka miesięcy szukał po księgarniach i katalogach tego,
jak się spodziewał, niezwykłego dzieła; opowiedział też, jak któregoś
popołudnia, przemierzając miasto, poszedł na skróty przez Grand Central
Station, wspiął się po schodach prowadzących na Vanderbilt Avenue i
spostrzegł młodą kobietę stojącą przy marmurowej poręczy z książką przy
piersi:tą samą, którą tak rozpaczliwie starał się wytropić.
Choć R. nie rozmawia zazwyczaj z nieznajomymi, był zbyt oszołomiony tym
zbiegiem okoliczności, by milczeć.
- Proszę mi wierzyć lub nie - powiedział do kobiety - ale wszędzie szukam tej
książki.
- Jest wspaniała - odparła kobieta. - Właśnie skończyłam ją czytać.
- Nie wie pani, gdzie mógłbym zdobyć jeszcze jeden egzemplarz ? Nie potrafię
wyrazić, ile by to dla mnie znaczyło.
- Ten jest dla pana - odpowiedziała kobieta.
- Ale to pani książka - zauważył R.
- Była moja, ale już jej nie potrzebuję. Przyszłam tu dzisiaj, żeby ją panu
dać".