Dodaj do ulubionych

Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet?

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.02, 08:38
Tak sobie siedziałyśmy wczoraj w miłym damskim gronie i doszłysmy do wniosku,
że najlepszy byłby taki układ z mężczyzną, w którym oboje jesteśmy wolni.
Czyli:
- nie wijemy gniazdeczka,
- nie plączemy się sobie nawzajem po kuchniach,
- nie płacimy wspólnych rachunków za światło.
- ale jednocześnie kochamy się
- wiemy, że możemy na siebie liczyć
- wiemy, że do siebie należymy.
- spędzamy razem weekendy, urlopy, święta, po prostu jesteśmy RAZEM, jako
bliscy sobie ludzie
Czy to jest nierealne? Związek dwojga ludzi, którzy szanują prawo drugiej osoby
do posiadania własnego świata. Oczywiście, nie oznacza to, że sypiamy z kim
chcemy, nie, absolutnie. Ani że facet jest żonaty (niestety, żonatych szczujemy
psami)
Ciekawa jestem męskiego zdania na ten temat (ale oczywiście nie tylko
męskiego). Dlaczego mężczyźni, przywiązani wszak do wolności, boją się takich
związków i uważają, że kobieta ZAWSZE dąży do skucia go małżeńskimi kajdanami i
posiadania gromadki dzieci? (To, drodzy Panowie, naprawdę jest "osobniczo
zmienne") Czy zdecydowalibyście się na taki związek?
POzdrawiam wszystkie mądre kobiety i dojrzałych mężczyzn.
Obserwuj wątek
    • kitek1 to jest to............... 04.05.02, 08:44
      co kitki lubia najbardziej:)
    • Gość: free Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.dip.t-dialin.net 04.05.02, 11:06
      nie boje sie, lubie, ba uwielbiam takie, tylko trudno znalesc
      i nawet jak sie znajdzie, one maja, z racja, wysokie wymagania.
      no coz.
      • kasia-s Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? 04.05.02, 11:14
        Gość portalu: free napisał(a):

        > one maja, wysokie wymagania.

        Coś za coś, nie siedzi w Twojej kuchni, nie zajmuje Ci łazienki to wymaga...
        • Gość: free Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.dip.t-dialin.net 04.05.02, 11:29
          i bardzo dobrze, niech wymagaja, od nas mezczyzn co im sie nalezy.
          tylko takie "zwiazki" sa zszyte bardzo cienka nitka. z obu stron.
          • kitek1 ale lepsze to, niz tak tzw. sznur wisielczy....... 04.05.02, 11:31
            wezla malzenskiego:)
          • kasia-s Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? 04.05.02, 12:12
            Gość portalu: free napisał(a):

            > takie "zwiazki" sa zszyte bardzo cienka nitka.

            Albo się kocha albo nie, grubość nitki nie ma tu żadenego znaczenia, istotne jest
            zaufanie
            • Gość: Rachele Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.05.02, 14:48
              To ideologia i dobra na krotko,zycie dosc szybko weryfikuje takie
              niesprecyzowane albo "handlowe" zwiazki.Milosc jesli juz jest ma znacznie
              wieksze wymagania a nie sleczenie nad rachunkami i rozliczanie kto i za ile
              zjadl czy wypil.
              Kobieta niezalezna ? a co to takiego jest skoro milosc uzaleznia.
              • Gość: Katja Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.02, 18:50
                no przecież rachunki były umowne, a nie dosłowne! Dlaczego uważasz, że to jest
                szyte cienką nitką? Dlaczego, do diabła, od razu nazywasz takie
                związki "handlowymi"???? Oczywiście, że miłość uzależnia, ale chodziło mi o to,
                że przecież są ludzie, którzy umieją kochać mądrze! Czyli nie wieszać się
                partnerowi na szyi przez 24 godziny na dobę, nie truć mu o butach u szewca i o
                tym, że własnie boli nas mały palec u lewej nogi i że "lampa zgasła i nocnik
                się przewrócił". Nie wypaczaj mojej głównej myśli! Nie chodziło mi o "układ",
                ale o mądre kochanie. Mnie zresztą olśniło w tej sprawie przy lekturze ...
                Muminków. Tam Tata Muminka co jakiś czas opuszczał dom i ruszał w świat, a Mama
                Muminka czekała bez niepokoju, bo wiedziała, że wróci. No a on zawsze wracał.
                Infantylne? W życiu się nie zdarza? No właśnie tego nie wiedziałam i dlatego
                rozpoczęłam ten wątek. Jedna tylko rzecz jest tu istotna: oboje partnerzy muszą
                być dojrzali i lojalni wobec siebie, żeby mogli sobie ufać.
                Pozdrawiam - K.

                \
            • Gość: Katja Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.02, 18:52
              No właśnie, masz rację, Kasiu. O to chodziło.
              • Gość: free Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.dip.t-dialin.net 04.05.02, 19:41
                mlode dziewczyny pelne idealow, wspaniale i tak trzymac.

                jedno to przemyslenia: jesli wasza milosc do wolnosci
                przeciwstawi sie milosci do innej osobie, co wybieracie?

                z niezaleznymi, bezkompromisowymi pozdrowieniami :-)
                • Gość: Rachele Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 04.05.02, 21:49
                  Co to znaczy milosc madra albo nie ,dojrzala albo niedojrzala.Milosc jest
                  bezwzgledna,zaborcza i bezkompromisowa w odniesieniu do "przedmiotu" milosci.
                  Milosc to zazdrosc ,niepohamowanie i chec bezwzglednego posiadania.Nie mysle
                  by mozna stworzyc kierowana i oparta na grafiku milosc choc mozna tak
                  wspolzyc nazywajac to miloscia.Nazwa ma przeciez niewielkie znaczenie. Pozatym
                  jak wszystko tak i to podlega zmianom.
                  • Gość: Katja Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.05.02, 23:09
                    Obawiam się, Rachele, że nie dojdziemy do porozumienia, bo nigdy nie zgodzimy
                    się w definicji miłości. Jak wiadomo, nie ma jednej, więc chyba nie ma sensu
                    prowadzić tej dyskusji, tylko nalezy się pogodzić z różnicą zdań.
                    Niemniej jednak cały czas wierzę, że możliwe jest kochać i nie wyrzekać się
                    siebie. Zdarzyło mi się oszaleć z miłości, kochałam zaborczo, bezkompromisowo,
                    byłam uzależniona i posiłkując się tymi bolesnymi doświadczeniami, mogę sobie
                    pozwolić na stwierdzenie, że to właśnie takie uczucie oparte na niepewności i
                    bezgranicznym oddaniu jednej ze stron, szyte jest niteczką cieniutką jak
                    mgiełka...
                    Serdecznie Cię pozdrawiam i podziwiam za romantyzm.
                    K.
                    • Gość: zxc1973 Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 04.05.02, 23:38
                      Gość portalu: Katja napisał(a):

                      > siebie. Zdarzyło mi się oszaleć z miłości, kochałam
                      zaborczo, bezkompromisowo,
                      > byłam uzależniona i posiłkując się tymi bolesnymi
                      doświadczeniami, mogę sobie
                      > pozwolić na stwierdzenie, że to właśnie takie uczucie
                      oparte na niepewności i
                      > bezgranicznym oddaniu jednej ze stron, szyte jest
                      niteczką cieniutką jak
                      > mgiełka...

                      Szyte przez druga strone - to tak jakby powiesic na
                      cienkiej nitce odwaznik 20kg :-/ O ile druga strona nie
                      bedie wspolpracowac, to musi spasc.
                    • Gość: Rachele Re: Katja IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.05.02, 01:51
                      To prawda ze roznimy sie co do pojmowania pojecia milosc ale ta roznica tkwi w
                      tym ze ja nie musze mowic o niej w czasie przeszlym co znaczy ze jak moja
                      wytrzymuje probe czasu i nieco staroswieckie jej pojmowanie tak dla Ciebie to
                      krotkotrwaly zwiazek oparty na niezaleznosci uczuc,postepowan i zachowan ,a
                      moze to zludzenie a nie milosc?
                      Pozdrawiam.
                      • Gość: zxc1973 Re: Katja IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.05.02, 11:41
                        Gość portalu: Rachele napisał(a):

                        > To prawda ze roznimy sie co do pojmowania pojecia
                        milosc ale ta roznica tkwi w
                        > tym ze ja nie musze mowic o niej w czasie przeszlym
                        co znaczy ze jak moja
                        > wytrzymuje probe czasu i nieco staroswieckie jej
                        pojmowanie tak dla Ciebie to
                        > krotkotrwaly zwiazek oparty na niezaleznosci
                        uczuc,postepowan i zachowan ,a
                        > moze to zludzenie a nie milosc?

                        Nie. Milosc. Ale trwac jednostronnie moze tylko milosc
                        w wydaniu platonicznym. Owszem, moze trwac wtedy
                        latami. Jednak w realizacji :') Potrzeba do tego dwoch
                        osob (IMHO odmiennej plci). Jezeli tylko jedna strona
                        kocha, a druga sprawia wrazenie, ze jej nie zalezy, to
                        daleko sie z tym nie zajdzie. I to niezaleznie od tego
                        jak bardzo sie kocha. Obie strony nie musza byc
                        przebywac ze soba caly czas, ale musza byc pewne ze sa
                        nadal kochane.
                        • Gość: Rachele Re: zxc1973 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.05.02, 16:28
                          Nie musza,moze dlatego ze jest dosc spora roznica miedzy kochaniem a miloscia.
                          • Gość: zxc1973 Re: zxc1973 IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.05.02, 17:13
                            Gość portalu: Rachele napisał(a):

                            > Nie musza,moze dlatego ze jest dosc spora roznica
                            miedzy kochaniem a miloscia.

                            A moglabys to wyjasnic glebiej?
                            • Gość: Rachele Re: zxc1973 IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.05.02, 21:18
                              Doskonale wiesz ze poczatki sprowokowane niewiadomo jak i dlaczego popychaja
                              dwoje ludzi ku sobie w taki sposob ze ciag do fizycznych doznan jest
                              niezaprzeczalnie najsilniejszy.Dotyk rak ,pocalunki,spojrzenia w koncu
                              lozko ,tragizm z rozstania chocby na kilka godzin itd.itd.Jasne ze psychika
                              dzielnie wspomaga te fizyczne dazenia i oczekiwania.Zauroczeni czy zakochani
                              to chyba odpowiednie okreslenie dla takiego stanu.Kiedy mija zauroczenie czy
                              zakochanie nazywaj to jak chcesz a mija bo nic nie jest wieczne,kiedy sex
                              powszednieje a dotyk nie wywoluje juz zawrotow glowy ...wlasciwie nic nie
                              pozostaje nic laczacego tych dwojga.Ten czas zafascynowania ,mlodzi;ale nie
                              tylko,wykorzystuja rowniez w sposob uzalezniajacy ich wzgledem siebie a wiec
                              malzenstwo.Uplyw czasu koryguje wzajemne spojrzenia na siebie ,potrzeby i
                              oddzialywanie i w wiekszosci przypadkow prowadzi do stwierdzenia :to byla
                              pomylka.Jedni nadal sa ze soba ,inni sie rozstaja ,itd,itp.Jest jednak
                              nieliczna grupa bardziej wyrafinowanych "graczy " ktorzy w tym okresie
                              zafascynowania doszukuja sie w partnerze czegos wiecej niz goraca "dupa"
                              dostrzegaja oddanie,wiernosc,tolerancje,szacunek dla odmiennosci,chec
                              charytatywnej pomocy slowem wszystko to co poza fizycznymi doznaniami zbliza
                              ich do siebie na taka odleglosc ze wzajemna zaleznosc mozna nazwac
                              miloscia.To sa Ci ktorzy w starczym wieku patrza na siebie oczami nastolatkow
                              to Ci ktorzy spaceruja trzymajac sie za raczki bo tak juz jest ze milosc nie
                              rozroznia przedzialow wiekowych.Takie jest moje bardzo ogolnie ujmujac
                              pojmowanie milosci.
                              • Gość: zxc1973 Re: zxc1973 IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 05.05.02, 23:59
                                Gość portalu: Rachele napisał(a):

                                > dzielnie wspomaga te fizyczne dazenia i
                                oczekiwania.Zauroczeni czy zakochani

                                Ok. Nie wiedzialem o co Ci chodzi. Poprostu ja nie
                                utozsamiam slowa "kocham" z seksem - traktuje je raczej
                                jako czasownik od "milosc" i stad wzielo sie moje
                                pytanie.

                                > nieliczna grupa bardziej wyrafinowanych "graczy "
                                ktorzy w tym okresie
                                > zafascynowania doszukuja sie w partnerze czegos
                                wiecej niz goraca "dupa"

                                Znak, ze pod tym wzgledem jestem (bylem?) wyrafinowany,
                                ale nie wiem, czy na tym sie najlepiej wychodzi ;-)))
                                Znacznie gorzej jak sie spotka i zakocha w
                                "wyrafinowanej inaczej" ;-) Tutaj slodko i milo sie
                                usmiechnie, zatrzepocze rzesami, a z tylu juz sie
                                szykuje do wbicia malego, pozlacanego nozyka w plecy
                                ;-))))

                      • Gość: Katja Do Rachele IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.02, 20:37
                        Ale, Rachele, ja przegrałam właśnie w tym klasycznym, tradycyjnie pojętym związku
                        zwanym małżeństwem... Zresztą, trudno tu mówić o przegranej, bo to by znaczyło,
                        że ktoś wygrał.:))
                        Myślę, że nie w modelu związku tkwi tajemnica trwałości. Miłość ma w sobie coś z
                        cudu i jeśli coś prawdziwego dzieje się między dwojgiem ludzi, to nie ma
                        znaczenia, czy budzą się razem codziennie, ani te rachunki nie mają tu nic do
                        rzeczy. W mojej pierwszej wypowiedzi chodziło bardziej o to, że mężczyźni często
                        ulegają stereotypowemu myśleniu o kobietach i nie przychodzi im do głowy, że
                        kobiecie taki związek mógłby odpowiadać. Nie da się rozstrzygnąć, jakie związki
                        są lepsze: tradycyjne czy oparte na niezależności. Wśród par, które znam, są
                        lepsze i gorsze, ale linia podziału nie pokrywa się z modelem związku, jaki dana
                        para wybrała. Serdecznie pozdrawiam.
                        • Gość: Rachele Re: Do Katja IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 05.05.02, 21:33
                          Przyznaje racje ale nie zapominaj ze samo okreslenie pojecia "niezaleznosc"
                          jest bardzo trudne i daje olbrzymia swobode do manipulacji.Mysle ze tam gdzie
                          jest milosc tam jest naturalnie wypracowana niezaleznosc bo jesli dla kazdego
                          z partnerow dobro drugiego jest najwazniejsze to jest oczywistym ze istnieje
                          rowniez niezaleznosc podkreslajaca niejako odrebnosc charakteru kazdego z
                          nich.Ludzie uzywaja tego okreslenia rowniez w sytuacjach gdzie nie ma mowy o
                          takich uczuciach.Pozatym ludzie emocjonalnie dojrzali stosuja inne kryteria
                          oceny waznosci spraw jakie ich w zyciu dotykaja.Tak czy inaczej milosc to
                          wielki dar niebios i moze dlatego doswiadczaja go nieliczni niemniej nalezy
                          zyczyc by kazdy poznal jego "smak".
    • apf Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? 05.05.02, 11:02
      Gość portalu: Katja napisał(a):
      Dlaczego mężczyźni, przywiązani wszak do wolności, boją się takich
      > związków i uważają, że kobieta ZAWSZE dąży do skucia go małżeńskimi kajdanami i
      > posiadania gromadki dzieci? (To, drodzy Panowie, naprawdę jest "osobniczo
      > zmienne") Czy zdecydowalibyście się na taki związek?
      > POzdrawiam wszystkie mądre kobiety i dojrzałych mężczyzn.

      Nie jest prawdą, że mężczyźni boją się związków z miłującymi wolność kobietami.
      To wcale nie jest "osobniczo zmienne", ale zależy od wieku kobiety, bo kobieta
      może sobie miłować wolność gdzieś do 26 roku życia, potem to trzeba by ją
      poddawać kuracji hormonalnej i pranu mózgu, wtedy by mogła dalej miłować wolność.
      • kasia-s Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? 05.05.02, 12:25
        nie masz racji apf, po kilku, kilkunastu latach od tej 26 zamiłowanie do
        wolności znowu wzrasta :))
        • apf Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? 05.05.02, 12:32
          raczej kilkunastu, niż kilku...
          • kasia-s Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? 05.05.02, 12:48
            To zależy od wieku dzieci, muszą dorosnąć...
      • Gość: Katja A co, zegar bologiczny im tyka? IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.02, 20:26
        Chyba nie zrozumiałam... (blondynka?) Co ma piernik do wiatraka? Owszem,
        podlegamy prawom natury, ale mamy jeszcze rozum. Sugerujesz, że kobietom
        starszym niz te umowne 26 lat hormony uderzają do głowy i... no i własnie co
        się wtedy dzieje? Mnie naprawdę chodziło tylko o to, że można być z kimś i go
        kochać, ale nie dzielić z nim każdej chwili życia, nie kontrolować się nawzajem
        jak śledzczy z komisariatu i nie spowiadać się z każdej minuty. Ale w tym
        idealnym modelu(zaznaczam - idealnym dla mnie, nie twierdzę, że jest najlepszy,
        po prostu mnie by taki związek odpowiadał najbardziej), cały czas przecież
        chodzi o to, żeby być z kimś, kogo się kocha i komu się ufa. Nie pisałam o
        umiłowaniu wolności ani o potrzebie "wyszumienia się". Jakoś tak dziwnie się ta
        dyskusja układa.
        • apf Re: A co, zegar bologiczny im tyka? 05.05.02, 20:43
          właśnie, autorko tegoż wątku, śmiem twierdzić, że brakuje ci paru lat do owego
          magicznego wieku, gdy hormony zaczynają szaleć.

          Z drugiej strony ten model "osobno, ale blisko siebie" jest znaną tendencją
          kulturową wsród ludzi, którzy odnieśli sukces zawodowy. Tak jak na wstępie
          zaznaczyłaś facet jest Ci potrzebny w czasie wolnym od pracy: na weekendy,
          wakacje i święta. Poza tym jest zbędny, no ewentualnie może SMS-a przysłać albo
          e-maila, ale dzwonić to już nie powinien zbyt często, bo rozprasza i
          dekoncentruje.

          P.S. Tak mi się skojarzył film AI, tam był idealny "lover" dla ciebie i do tego
          z muzyczka:)))
          • Gość: free Re: A co, zegar bologiczny im tyka? IP: *.dip.t-dialin.net 05.05.02, 21:18
            hehe :-)) apf dobrze podsumowane,
            IMHO najlepsze kobiety "rozszalane" sa
            po 40., i z klasa ufffff i mniaam ;-)
          • Gość: Katja Do apf IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.02, 22:00
            Zastanawiam się, dlaczego moja wypowiedź wzbudziła Twoją agresję?
            Czujesz się teraz lepiej? Mądrzej ode mnie? Lover z muzyczką...
            Czym sobie zasłużyłam na tę złośliwość i "osobistą wycieczkę"?
            • Gość: free Re: Do apf IP: *.dip.t-dialin.net 05.05.02, 22:20
              nie wiem co apf napisze, ale z mojej strony: sorry.

              nie bierz tak wszystkiego do serca i na serio co tutaj
              jest pisane...wejdz na luz, pisze sie chyba tak teraz
              u was ;-) "cmook" i milego szukania tego jedynego.
            • apf Re: od apf do Katja 06.05.02, 06:52
              Upps.. nie chciałem ciebie urazić, przepraszam, za ta wycieczka, faktycznie
              takie ubarwienie wypowiedzi nie powinno być adresowane do ciebie.
          • ozpol Re: A co, zegar bologiczny im tyka? 06.05.02, 04:01
            apf napisał(a):

            > właśnie, autorko tegoż wątku, śmiem twierdzić, że brakuje ci paru lat do owego
            > magicznego wieku, gdy hormony zaczynają szaleć.
            >
            > Z drugiej strony ten model "osobno, ale blisko siebie" jest znaną tendencją
            > kulturową wsród ludzi, którzy odnieśli sukces zawodowy. Tak jak na wstępie
            > zaznaczyłaś facet jest Ci potrzebny w czasie wolnym od pracy: na weekendy,
            > wakacje i święta. Poza tym jest zbędny, no ewentualnie może SMS-a przysłać albo
            >
            > e-maila, ale dzwonić to już nie powinien zbyt często, bo rozprasza i
            > dekoncentruje.
            >
            > P.S. Tak mi się skojarzył film AI, tam był idealny "lover" dla ciebie i do tego
            >
            > z muzyczka:)))

            Apf dobrze trafiles - ale to nie jest tylko monopol kobiet, mezczyzni tez szukaja
            takiego zwiazku. Ale wiem ze ten uklad jest popularny wsrod pan i panow po tym
            jak sie dzieci "prawie" dochowa i wtedy zaczyna zabawa "w zwiazek" - ja mam swoj
            swiat i Ty masz swoj ale nie ingerujmy sie w pelni. Paracuje - znam osobiste
            przypadki ale tez wiem ze to najczesciej panie zmieniaja uklad - osobisty
            przypadek i dochodzi do rozlamu.
            Taki uklad dziala bo omija sie konflikty o "blahostki" ale to nie ma nic
            wspolnego z "miloscia" co jest to bardzo mylone.
    • Gość: grogreg Re: Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? IP: *.univ.szczecin.pl 05.05.02, 16:25
      A jesli komu przestanie to wystarczac?
    • ozpol Panowie, czy boicie się niezależnych kobiet? NIE 06.05.02, 04:06
      Gdzie te panie? I czy napewno beda chcialy byc w takim zwiazku dlugo - np.
      dluzej niz 3 miesiace.
      Jak daleko bedziecie tolerowac nasze meskie aktywnosci bez Was, bo mowisz o
      Waszej stronie ale czy naprawde jestescie przygotowane dac nam "wolnosc".
      • Gość: Katja Nie wiem, jak długo może to trwać. IP: 217.97.134.* 06.05.02, 09:24
        Nie mam pojęcia, jak długo.
        To chyba zalezy od tego, jak rozwija się relacja między ludźmi. Przecież
        wszystko podlega zmianom, więc któraś ze stron może zechcieć to zmienić.
        W żadnym związku nie ma gwarancji, że coś będzie stałe.
        Przecież nawet przysięga małżeńska przed Bogiem, która teoretycznie wiąże na
        całe życie nie daje pewności, że małżeństwo przetrwa w takim stanie, jak w
        założeniu. Po prosu chyba nie należy przyjmować żadnych założeń. :))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka