szarywilk 03.12.02, 14:01 ..żegnam. Bo nikt nie chce się ze mną baaaaawić!!!!:))))) Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
szarywilk Re: Witam i... 04.12.02, 08:20 A gdzie załoga "dżi" u drzwi, hę??:))))) Odpowiedz Link Zgłoś
sha-man Re: wilk i misiu 04.12.02, 08:39 a w co się bawicie? też bym chciał, chociaż świt dopiero blady może jednak wrócę do łóżka, całą energię w nim zostawiłem Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: wilk i misiu 04.12.02, 14:43 Bawimy się w las...głeboki i mroczny:-))) Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: wilk i misiu i kły 04.12.02, 17:01 Tyber spłynie krwią a co wilk z misiem zrobią w ciemnym lesie? Lepiej zamknę oczy (tylko tak kątem oka zerknę zza palców) Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 04.12.02, 21:25 nie radzę...wszyscy dookoła tak powtarzają ale jak już będzie naprawdę ostro, zacisnę oczy z całej siły i zacznę wrzeeeeszczeć z całych sił czerwonego kapturka też mama ostrzegała Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 05.12.02, 11:05 Nie bój wilka.....:-)))) Mama czerwonego ostrzegała i..ale to pomówienie że ją zżarłem bo byłem głodny ... myśmy tylko sie kochali i nakrył nas leśniczy i posądził tę dziwkę o zoofilię a mnie o pedofilie więc na poczekaniu ją zżarłem, a lesniczemu zwiałem:-)))) a babci sie nie tyknąłem , tfu! przeca ja nie gerantofil:(((( Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 05.12.02, 11:18 wilk jest groźny wilk jest zły wilk ma bardzo ostre kły najpierw miłą bajkę powie później pożre - nie postoję! uciekam z tego lasu tylko gdzie miś??? kolejna ofiara zoofila? Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 05.12.02, 12:13 A co Ty taki/taka strachliwy/strachliwa, hę?;-)))) Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 05.12.02, 12:21 a tak w ogóle co ja robię w tym lesie? pewnie koszmar senny po nocnym czytaniu Kinga albo Wergiliusza Misiuuuuuuuu! gdzie jesteś?????????? Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 05.12.02, 13:20 ...już nie widziała kierunku, zimny pot spływał po twarzy i całym ciele, zasłaniając resztki dostrzeganego gdzieniegdzie przebłysku błękitu? a może to była zieleń łąk? a może już nie widziała, nie rozpoznawała - cóż jeszcze kazało jej biec? a Misiu ciążył, na początku wydawał się tak lekki, delikatny gdy chwyciła go w objęcia zagubionego wsród ściółki i konarów przegniłych, teraz - chwilami miała ochotę odrzucić go precz - tylko poczucie wspólnoty strachu i przerażenia decydowało o kontynuowaniu tej skazanej z góry na niepowodzenie ucieczki; gdzie? którędy? drzewa stawały się wrogami - kiedyś tak piękne w swej wyniosłości, teraz wykrzywiały gałęzie, chichotały upiornymi dźwiękami, natrząsały się, odrzucały to, co nienaturalne dla siły pierwotnej przyrody. Oddech ze świstem wydostawał się z płuc, drżące nogi nie nadążały za myślą ...och upadła, ale zbiegiem nieszczęśliwyych okoliczności siła tego upadku i jej obcas oderwały misiowi łapkę. Już nie biegła, zrezygnowana oczekiwała na nieuniknione tuląc misia badnażowała jego ranę zdjętą z głowy chustką. Ostatni odruch miłosierdzia nic nikomu nie dający gest ale na chwilę poczuła się pewniej. Otarła misiem pot i łzy - kojący był to dotyk - dodał sił, zrzuciła buty i boso, potykając się co krok, pobiegła... Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 05.12.02, 15:06 ...wstawaj!!! wstawaj!!!!! otworzyła oczy i spostrzegła że leży we własnym łóżku trzymając kurczowo wibrator w ręku. Nad nią stał ukochany i z pewnym zdziwieniem się jej przyglądał. Powiodła oczami za jego wzrokiem i spostrzegła wielką plamę na piżamie i wiedziała już że się zmoczyła...przygryzła wargi .... Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 05.12.02, 17:11 przygryzła wargi...czuła, jak zdradliwy rumieniec rozlew się szkarłatem na twarzy, zduszony jęk wyrwał się ze ściśniętej przerażeniem piersi: -och, jesteś? Jak miło, że wpadłeś...mówiąc to, jednocześnie próbowała ukryć hańbiący dowód swych, ukrywanych aż do tej chwili, grzesznych skłonności. Ukochany Janek był co prawda i czuły i wyrozumiały i wrażliwy ponad przeciętny tłum troglotytów, jakich pełno w szkołach, biurach i klubach, ale... No właśnie, to ale...postury był raczej delikatnej a nawet chuderlawej jak na jej potrzeby wieczorne. A zresztą - przez trzyletni okres ich wspólnych spotkań po kilka razy w tygodniu, w temacie sex-u doszedł do etapu czułego pocałunku wieczornego w policzek. Przechodzili za to setki kilometrów po wystawach, koncertach, wernisażach - trzymając się za ręce! Może kiedyś... -ręce! rzut oka na trzymany w ręce przedmiot o mało nie pozbawił jej przytomności. Nie był to swojski wibrator, lecz fragment pluszaka z którego końca rozsypywały się trociny. -Misiu!-krzyknęła przerażona i zerwała sie z łóżka. A trociny, wstrząśnięte tym zachowaniem, ze złośliwościa przynależną tylko przedmiotom martwym, nie dość, że pokryły pościel różową, przylepiły się łapczywie do bawełnianej i mokrej koszulki z napisem "time for us". -Kochanie, co się z toba dzieje? - wzrok Janka wyrażał degustację? oszołomienie? i pragnienie? gdy zauważył wyraźny zarys ciała okrytego tylko mokrą, ściśle do niego przylegającą koszulką... Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 06.12.02, 07:58 Wzrok Janka rozbierał swoją ukochaną....czuł że coś sie w nim wzbiera.....<pierrrrd>....tu rumieniec pokrył jego twarz....Janek spuścił zawstydzone oczka. Jego myśli krążyły wokól widoku który miał przed oczami. Jak ja mogłem się zakochac w tej anorektyczce???? sama skóra i kości...zapytałbym czy ma biust, ale poco, przeca i tak nie nosi....ładny ma tyłek...jak siedzi i nie widać kości o które zranił sobie kiedyś biodro. I te malinowe usta.....wąskie wargi i zaciśnięte w dziubek....po prostu piękność:(....A oczka jak u krówki- takie.....puste.....Tu Janek wyciągnął palec z nosa który był zwykł trzymać gdy usilnie nad czymś myślał...strzelił z kozy , uśmiechnął się , gdy myśli skierowały sie do jego pięknej.....Zastanowił się czy iść na stryszek do swej silikonowej lalki, ostatniego hitu eroticonu w londynie..a może w lądku..nie ważne, sama myśl o tym że mógłby znów zanurzyć sie w swojej maskotce spowodowała że spodnie wypełniły się w rozporku....Usłyszał krzyk i odwrócił sie w kierunku hałasu. To Ona patrzyła na jego męskośc śliniąc sie i oddychając szybko..... Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 06.12.02, 09:45 ...oddychała, chwytając rozrzedzone, zlodowaciałe nagle powietrze płytkimi haustami: -Janku-wykrztusiła, z trudem panując nad drżeniem głosu - dlaczego masz takie wielkie oczy? W zdumieniu i narastającej panice obserwowała zmiany, jakie zachodziły w "jej" Janku, tak przewidywalnym, nudnym jeszcze do wczoraj - prezentującym swym zachowaniem ograniczoną gamę wiktoriańskich nawyków, obecnie - skupiony na dłubaniu w nosie - jednocześnie rósł i zapadał się w sobie. Nie chciała znać odpowiedzi na swe pytanie, myślała tylko o gorącej kąpieli i kawie, może te codzienne, drobne rytuały poranne przywrócą właściwe następstwo zdarzeniom. Resztki snu nakładały się na poranne zdarzenia, chciała kawy, musiała teraz się napić. Kawy i wódki - gdzieś tam w w zakamarkach kuchennych przechowywała niedokończoną butelkę "smirnoff'a", marzyła o łyku tego ożywczego napoju a później - niech się dzieje, co chce! Bezmyślność spojrzenia Janka zdecydowanie utwierdziła ją w przekonaniu, że wszystko zaczyna wracać na znane tory codzienności i przewidywalności zachowania ukochanego. - Kochanie? zaczekaj moment, napijemu się kawy? - nie czekając na odpowiedź wybiegła z sypialni. Mijając wiszące na ścianie lustro w przerażeniu i fascynacji niejakiej zobaczyła w nim swe odbicie. Poplątane niechlujnie włosy a na twarzy? purpurowa szrama z której nieprzerwanym strumieniem sączyła się krew. Nie mogła teraz myśleć, jeszcze nie...z hukiem zatrzasnęła drzwi, wyrzucając w tym geście całą złość i frustrację...fragment odbitego tynku upadł u jej stóp. - Najpierw kawa! - pragnienie gorącego, słodkiego od 4 łyżeczek cukru napoju było ponad tkwiącą w niej fizjologiczną potrzebę. Drżącymi rękami rozgarniała puszki i torebki ale....kawy nie było! Ale przecież wczoraj kupiła całe opakowanie "Jacobsa" - nie mogła przecież wszystkiego wypić? Janek? Nie, niemożliwe. Janek pił kakao a z alkoholu herbatkę malinowa z odrobiną rumu - twierdził, że to na wzmocnienie krążenia. Z uczuciem obrzydzenia i politowania dla własnych chuci sięgnęła do kosza na śmieci...Przecież nikt nie widzi - rozgrzeszając się tymi słowami, chwyciła delikatnie leżącą na wierzchu opakowań po półproduktach papierową torebkę... Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 06.12.02, 12:23 Janek wzruszył ramionami na widok rozhisteryzowanej kobiety i udał sie na stryszek...odgarnąl pajęczyny które jakimś magicznym, sposobem ciągle sie pojawiały mimo jego usinych starań pozbycia się ich...odgarnął stertę rupieci i pochylił się by otworzyć kufer. Jego wrodzona ciekawość nakazała mu jednak przyjrzeć sie światełku w podłodze. Podszedł do dziurki i klęknął...przyłożył oko i jego gałom ukazał się widok szperającej w śmieciach kobiety w kuchni na parterze. Ta z westchnieniem tryumfu wyciągnęła zużyty filtr do ekspresu i zaczęła wybierać palcami resztki fusów. Ale zdziwienie janka wzrosło niepomiernie gdy zamiast wsadzić do szklanki resztki fusów, jak zwykła to czynić dziewczyna zaczęła połykać odpady. Rozkosz rozlała się na jej twarzy. W tym momencie mężczyzna obserwujący kobietę doznał jakiegoś olśnienia...Nigdy nie widział tak lubieznie rozochoconej swej wybranki..jej drobny języczek oblizywał wulgarnie wargi, ręka powędrowała do majtek....Ku swemu zaskoczeniu janek poczuł że osiągnąl pełny wzwód....nieco uniósł się by lepiej przyjrzeć sie swemu berłu, kiedy podłoga niebiezpiecznie skrzypnęła... potem wszystko potoczyło się błyskawicznie...sufit zarwał się a on gruchnął ze stropem u stóp podnieconej ale zupełnie zdezorientowanej miłości..... Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Witam i... 06.12.02, 14:19 Ów Janek, który spadł właśnie razem z sufitem był jeno wcieleniem wstrętnego wilkołaka:) Prawdziwy Janek w tym czasie dochodził do siebie po tym, jak otrzymawszy mocno w głowę upadł bez czucia. Sprawcą był oczywiście Szary Wilk, który posiąść chciał dziewczę Janka:). Tej nocy Janek wyszedł zaczerpnąć świeżego powietrza:))) Rozmyślał o tym, jak jego dziewczyna wciąż wysyłała mu sprzeczne sygnały. Z jednej strony uwielbiała koncerty i czytanie poezji:))), z drugiej zaś w kółko mówiła mu o uporczywych snach z kilkoma Murzynami w tle:))) Tak więc Janek przeżywał kryzys, jak jej sprostać. Wspomniane 3 lata poświęcił na studiowanie rozmaitych technik, które by mu umożliwiały zaspokojenie Astir. Ćwiczył wytrwale i właśnie uzyskał certyfikat „Jeden za wszystkich”:))))) Teraz trzeba było tylko zaaranżować wieczór i właśnie dlatego zazdrosny wilk postanowił do tego nie dopuścić poprzez zamordowanie biednego Janka:)))) Janek zakradł się do domu, w sieni wyjął schowaną dwururkę, której używał do polowań na niedźwiedzie. Kopnął drzwi, wycelował i trach!!!! Wilk zawył raniony, skoczył w otwarte okno i uciekł. Jego dziewczę struchlałe leżało bez życia, Janek podbiegł, podniósł i przytulił do swej mężnej piersi. Miała bladą twarz, rozrzucone włosy, rozchylony materiał na ponętnych, pełnych piersiach, jej oczęta rozchyliły się i wyszeptała: „Najdroższy....”:))) Wziął ją na ręce i zaniósł do ich wspólnej odtąd sypialni;)))) ;))))) Janek Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 06.12.02, 14:28 Basior wściekły wyskoczył przez okno..popędził do najbliższych krzaków....tam obejrzał się dokładnie z dzikim uśmiechem stwierdził że wystrzał był niecelny, miał tylko nieco przpypalone futro na grzbiecie i kilka śrutów w barku...czekaj Ty powiedział do siebie.... jego głebokie i przeciągłe wycie rozległo się daleko w las.......po chwili z oddali dobiegły dziesiątki odpowiedzi...wiedział że wkrótce przybędzie tu cała wataha kilkudziesięciu wilków...Wtedy sie policzymy czołgisto warknął.... Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 06.12.02, 16:16 Po raz kolejny tego ranka rumieniec wstydu i zażenowania zalał ją jak fala nieuniknionego przypływu. Trzy lata starań, zabiegów, pochlebstw i wystudiowanej oziębłości seksualnej pod przykrywką stonowanych kolorystycznie kostiumików o długości nie przekraczającej linii nad kolano, delikatnego make - up'u, by nie pomyślał, że ma do czynienia z kobietą rozpustną (och, nie - te myśli o zrzuceniu wszelkich hamulców i konwenansów, pójściu na żywioł i odkrywaniu, eksperymentowaniu aż do bólu najmniejszej nawet unerwionej komórki ciała - niech na zawsze pozostaną zamknięte i nieujawnione nawet słowem) i....nic. Żadnej reakcji z jego strony, mimo iż tak bardzo chciała sporostać jego wyobrażeniu kobiety idealnej. Dlaczego więc teraz? Brudna, z rozciętym policzkiem (gdzie?, kiedy? w jaki sposób), chwycona w ramiona w momencie wyjadania wczorajszych fusów od kawy (do teraz stęchłe ziarenka wyczuwała wszystkimi kubkami smakowymi z jakże zmysłową przyjemnością manipulując językiem w celu wydobycia kwintescencji smaku), nagle znalazła się w jego ramionach. Błękit oczu Janka wciągał, roztapiał i ....och tak - rozpalał ból w podbrzuszu wymagający natychmiastowego uciszenia...nie, żadnego uciszenia! była, chciała i pragnęła: tu i teraz upaść i wznieść się jednocześnie! Zamglonym wzrokiem wpatrywała się w rozlewający się dookoła błękit, rozchyliła usta (rezygnując nagle, niespodziewanie nawet dla samej siebie z doznań ssania ziarenek kawy)i wyszeptała: - kochanie...co się stało, gdzie mnie niesiesz? I już usta miały dotknąć ust, niespodziewane miało stać się konkretne i realne, ból brzucha i piersi domagał się spełnienia pulsując przyspieszonym rytmem rozszalałej krwi, gdy nagle usłyszała: - wiesz co? a może najpierw się wykąp? A ja w tym czasie pozamiatam ten bałagan w kuchni i zrobię sobie herbaty. Postawił ją delikatnie na podłodze i na pożegnanie - w momencie, gdy zrobiła automatyczny krok w kierunku łazienki - lekko ją klepnął w kościsty pośladek. Nie, takiej zniewagi nie zniesie - teraz to już nie zmysły, lecz cała jej kobieca natura i wszechogarniająca furia domagała sie natychmiastowej eksplozji. Odeszła od Janka kilka kroków lecz nie w kierunku łazienki lecz przedpokoju. Gwałtownym ruchem, zrzucając przy okazji Jankowy smoking, chwyciła marynarkę z wężowej skóry, otrzymaną kilka lat wcześniej od mikołaja i chwyciła za klamkę drzwi wyjściowych... Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Witam i... 09.12.02, 00:46 Kiedy usłyszała przeciągłe wycie dochodzące zza wzgórz zamknęła drzwi ze złością i strachem -Zapalę świece, aby był nastrój - dobiegł ją głos Janka - Dam ja Ci nastrój;) - mruknęła do siebie. Przeszłą do pokoju, gdzie był, zniecierpliwiona przywarła do niego całym ciałem i wsunęła język do ust. Objał delikatnie jej kibić. Po chwili uspokoiłą swe ruchy i mocne całowaniu ustąpiło zabawie dwojga języczków, chwytaniu warg... jego dłonie przesuwały się po jedwabistej skórze..... Czuł bijące od niej ciepło. Na chwilę przerwał całowanie i spojrzał w jej oczy, były zamglone, a usta rozchylone... zsunął ramionczka jej sukni, a po chwili cały materiał zsunął się odsłaniając brodawki jej piersi, a potem ciemny trójkąt...;)))) Zaschło mu w gardle. Ona w tym czasie odpięła guziki jego koszuli.... Wsunęła swe zgrabne rączki pod materiał i zsunęła go na podłogę. Jej oczom ukazała się klatka obficie pokryta włoskami. Delikatnymi ustami muskała go czasem tylko wyjmując włosy z ust;) Objął jej głowę i zaczął ją delikatnie masować, a zwłaszcza okolicę szyi i karku. Delikatny dotyk rozsiewał ciepło, więc pochyliła głowę. Miarowy dotyk rozluźniał ją... Kiedy tak oddawała się jego dłoniom poczuła jak jego dłonie przesuwają się niżej, jak zataczają koła na jej bujnych piersiach. Czuła opuszki jego palców na swych nabrzmiewających brodawkach. Kiedy wziął je do ust poczuła jak jego język bawi się nimi. Zagryzła usta, kiedy poczuła promieniujące z piersi ciepło..... - Jakiś Ty męski – szepnęła – gładząc jego blizny, jakie odniósł zeszłej zimy na polowaniu w starciu z ogromnym turem;)))) Janek zamruczał z głęboką aprobatą;))) - Koniecznie powtarzaj mi to kilka razy dziennie – odparł;))) - Mam jeszcze kilka szram niżej;) chcesz obejrzeć? Przewróciła go na łóżko z figlarnym uśmiechem, jej biust zakołysał się, zerknęła na jego prężąca się pod materiałem męskość;))) Zdarła z niego resztę odzienia. - Ach! Wykrzyknęła. ;)))) Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: czarny charakter wraca.... 09.12.02, 12:43 Kobieta odskoczyła....No co jest pomyślał janek??? Przeciez nie jest taki mały 6 cm wzwód i 6 obwód...lekko skonsternowany przyglądał się swej ulubienicy....dziwne że przyszło mi na myśł że ma bujne piersi teraz dopiero zauważył że to były wklęsłe trójeczki....Ale coś innego przykuło jego uwagę...ten przestrach w jej oczach...po chwili już wiedział....nie miał szans obrony....stał ze sterczącym fiutem nago, a spodnie opasały mu kostki...czuł jak kupa ze strachu przeciska się między zwieraczami i ląduje na spodniach trącają po drodze łydki..no to koniec, pomyślał tuż przed tym jak ciemnośc odebrała mu jasność umysłu:-))) -Kochanie wróciłem!!!-usłyszała chuda szkapa...- Tęskniłaś??:-złośliwy uśmieszek pojawił się na jego pysku. Wilk z grupą 40 wilczych zbójców wkaraczał do całego domu i pokoju gdzie wycofała się przerażona dziewczyna...janek niczym kukła został związany....następnie przywiązany do pala wbitego na podwórku... -Chodź , popatrz na chwilę chwały swego lubego-sadyzm w głosie nie wróżył nic dobrego...Wyszła bo cóż mogła zrobić...patrzyła...patrzyła jak wataha wilczego stada tańcząc taniec śmierci krążyła wokół związanego...co i rusz ktos z watahy podbiegał i odgryzał kawałek więźnia....ten obudził się ale tylko po to by mętne jego oczy ujrzały gest poddania jego ukochanej nowemu panu....chciał krzyczec , ale głos odebrała mu krew wypełniająca gardło.....zmeczony widokiem Szary dał znac jednemu z tańczących...ten podbiegł i czekanem rozciapirzył janka łeb który rozpadł sie jak kokos na dwie części... Kobieta nie widziała jednak tego, wpatrywała się bowiem z uwielbieniem w wilka, wiedziała że teraz nikt jej nie skrzywdzi... Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 10.12.02, 20:41 ...patrzyła i żądza zemsty wzbierała w niej jak górski potok na moment przed wylaniem. Na krótko po tym, gdy z dawna nieodganiony w swych zamiarach Janek pokazał jednak swą "ludzką" twarz, gdy odwieczne, tłumione w niej emocje miały szansę prawdziwego, naturalnego ujścia i rozładowania swą ekspresją i siłą przypominając z dawna gotujący się pod płytką powierzchnią ziemi gejzer, któremu do erupcji brakowało tylko odpowiedniej konfiguracji gwiazd, cała reszta stała się koszmarem wprost z "Pokochała Toma Gordona"(?). Miasto, wieżowce, autostarady, tłumy na ulicach i...wilki? Nigdy nie lubiła zoo, czyżby to koszmar senny jakiś? A może to wina obecnych mrozów, może zwierzyna szuka pożywienia i za nim to właśnie zawędrowała aż do Ostrowa Mazowieckiego? Ale dlaczego Janek, jej Janek - czuły, wspaniały, subtelny a jednocześnie tak stanowczy i pewny siebie - szkoda co prawda, iż dopiero dzisiaj ujrzała jego prawdziwa naturę, że nie doznała tego żaru oczekiwania i spełnienia wcześniej - tym większy ból i żal za stratą, której dobrodziejstw nie miała szansy na dobre doświadczyć. Właściwie było jej wszystko jedno co się z nią samą stanie, niechby to wilcze stado zjadło ją sobie na kolację, wszystkie sprawy ziemskie przestały mieć znaczenie w obliczu cierpień Janka. Odruch bezwarunkowy jednak zwyciężył, pamiętną koszulkę założyła na siebie nie wiedząc kiedy, kurtkę z wężowej skóry przytuliła do piersi (rozm. 70 C) i czekała... W momencie gdy zauważyła szarego, skundlonego basiora, gotującego się do skoku (już po mnie!) nadludzkim wysiłkiem woli pozbierała rozszalałe myśli, wznosząc modły o radę, zmiłowanie, siłę odwetu i ratunek. Kogóż mogła błagać, prosić??? I wtedy w przebłysku ostatniej, rozsądnej i racjonalnej myśli szepnęła: - Kingo D. pomóż...mnie niegodnej. I rozwarło się niebo i spłynęła jasność i uczucie spokoju, wiedzy i wszechogarniającej racjonalności czynów spadło na nią w tej chwili przedostatniej, ratując zmysły i kształtując przyszłość. Zemsta kobiety... delikatny uśmiech satysfakcji rozjaśnił jej twarz. Wolno, by nie irytować stwora, sięgnęła do kieszenia kurtki. Łapka misia...prawie o niej zapomniała. Czuła jej miękkość, ciepło utracone jakby przed chwilą...przytuliła misia do serca i...już jej nie było. Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 11.12.02, 09:12 Wilk uniósł brew w gescie zdziwienia....Znikłaś...ale poczekaj to jeszcze nie koniec, znajde Cię i pozwole pobawić się Tobą mojej watasze.....a na końcu oddam mrówką żeby sobie zjadły Ciebie po troszku...-upojony ta myślą ruszył w las w pełnym biegu.... Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 11.12.02, 19:57 czas i przestrzeń, sen i jawa, być i mieć, kolor i mrok, prawda i wyobraźnia... kogel - mogel nastrojów i zdarzeń, ale ten mróz był jak najbardziej prawdziwy, bezśnieżny przedsmak zimy w ten dzień grudniowy, wąsate mikołaje na wystawach kuszące: wejdź, dotknij, sprawdź, kup. Nie założyła butów, więc jej rozgrzane stopy wytapiały pięciopalczaste kształty w płytach chodnikowych, kusa koszulka i kurtka nie ochroniłyby przed zimnymi smagnięciami wiatru, gdyby nie ta wewnętrzna siła i moc, które stanowiły fizyczną wręcz barierę przed przedostaniem się do jej ciała zimna pochodzenia zewnętrznego. I ten spokój niedawno znaleziony - wiedziała co, wiedziała gdzie, nie wiedziała jak. Schyliła głowę tak przed ciekawskimi spojrzeniami przechodniów jak i dla lepszego zebrania myśli. Najpierw sklep z ciuchami, żadnych zapasów, tylko to, co uznała za konieczne. Następnie - aquapark z jacuzzi, basenem, biczami szkockimi, masażem całego obolałego ciała, kosmetyczką i fryzjerem - to dopiero była ulga dla każdej kostki i ścięgna w jej ciele! A na końcu - zakupy konieczne i niezbędne dla realizacji planów na przyszłość, zapakowane w niewielki plecaczek, który niosła teraz, przewieszając go przez jedno ramię. Błogosławiła moment, gdy w kieszonce kurtki kilka miesięcy temu umieściła dwie kart kredytowe,teraz przyszedł na nie czas. Zawirowania wiatru plątały włosy (zapomniała o kupnie spinki), wślizgiwały się za niedopięty kołnierz kurtki a ona szła...lubiła chodzić; chodzić, patrzeć i czasami myśleć o niebieskich migdałach i nie tylko. A po głowie plątały się nieustannie nuty z "off mirror", nie wiedziała dlaczego właśnie one, ale pasowały do tych chwil ostatnich i ...przyszłych. Prawie bez przerwy dotykała ukrytej w zakamarkach kieszeni łapki misia, dodawało jej to sił i otuchy oraz jakiejś nienazwanej? niedookreślonej? przyjemności, powodujące napływanie fal ciepła i - chyba zupełnie nie na miejscu w tych warunkach - cielesnego dreszczu oczekiwania. Tak dobrze było w tym tłumie anonimowych, grudniowo - świątecznych przechodniów. Anonimowych? W tym momencie go zobaczyła... Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Witam i... 12.12.02, 01:00 To był.... Janek, a może ktoś do niego podobny? Stał po drugiej stronie ulicy. Al nie.. identyczny! Ta sama kurtka, spodnie z materiału...to samo zamyślone spojrzenie.... Stanęła jak wryta. Tymczasem on przeszedł przez skrzyżowanie i zszedł w dół Metro. Czekała niecierpliwie aż samochody przestaną jechać i pobiegła ku zejściu podziemnemu. Kiedy wbiegła na peron, wagoniki śmigały już oddalając się ku następnej stacji... Pozdrawiam Janek Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 12.12.02, 08:30 Odróciła sie zawiedziona. Nagle wśród tłumu osób podązających do metra spostrzegła sylwetke jakże znaną jej. To wilk. Lecz teraz nie sprawiał wrażenia okrutnika i pełnego żadzy gwałtu lubieżnika. Uśmiechal sie delikatnie. Ciepło z jego oczy mówilo jej że on nie jest tym samym Wilkiem którego znała. Mężczyzna skecił lekko głowe i wskazał kierunek brodą. Podązyła za wskazanym kierunkiem. Ku niej zbliżał sie autobus podmiejski. Oznaczenia wskazywały ...tak!...wskazywały stacje na która pojechała kolejka metra a z nią Janek...promienny uśmiech rozkwitł na jej przemarzniętej twarzyczce, już chciała podziękować Wilkowi, lecz mężczyzny nie było. Nie namyślając sie długo wskoczyla do autobusu..... Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 12.12.02, 21:22 ...wskoczyła na stopnie autobusu i równie szybko z niego wyskoczyła. Przyczyna? Po pierwsze - nie miała biletu, po drugie - nie wiedziała, czy chce jechać. Janek. Przecież widziała, co sie z nim stało, wspomnienie tych gorących a później tak okrutnych minut zapamięta prawdopodobnie na zawsze. Wilk i jego zachęcające spojrzenie? Jeśli w tej minionej, tak odrealnionej i strasznej chwili, której pamieć prześladował ją do teraz, było zachowane choćby odbicie zdarzeń prawdziwych, nie mogła wierzyć wilkowi. Szła ulicą, patrzyła i myślała. Właśnie mijała "Teatr Współczesny", gdy coś kazało się jej zatrzymać. Na najniższym stopniu schodów siedział pies. Wychudzony, drżący z zimna i bezruchu, mijany przez dziesiątki i setki ludzi śpieszących tak "do" jak i "z". Zostawiony? czekający na właściciela? przybłęda? Podeszła bliżej i wtedy on popatrzył na nią. Okulary na jego nosie lekko zaparowywały pod wpływem ciepłego oddechu. Zawsze miała problemy z ustaleniem odpowiedniej hierarchii postępowania: myśl a potem działaj! tak samo i teraz - najpierw ręka sama powędrowała do psiego karku drapiąc i głaszcząc a dopiero potem myśl jej przemknęła spóźniona - przecież on tę ręke mógłby jak patyczek chrupnąć na pół! Ale nie...podniosła na chwilę jego okulary, ciepło ciemnego brązu nie zawierało nawet śladu agresji. W momencie, gdy nagle przejechał swym szorstkim językiem po jej nosie i policzku poczuła zapach truskawek, "guma do żucia "orbit" o zapachu truskawkowym" - przemknęło jej przez myśl szybko, nie wywołując żadnego zdziwienia. Nie wiedziała gdzie, nie wiedziała jak, ale wiedziała z kim - teraz mogła wracać. Pieszo, żadnego metra i autobusu - może i długo, ale czy było się po co spieszyć? W rytm sześciu stóp, nieśpiesznie tak, wracali do domu. Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 13.12.02, 13:46 ..jak łatwo jhą było oszukac -pomyślał wilk w skórze wygłodniałego psa, jak zwykle na litośc dała sie wziąc, jak z jankiem, też litość nią kierowała gdy sie z nim związała...a teraz szedł obok niej niespiesznie, czekając aż go zaprowadzi do niej a tam...już sie nie rozstaną, tak jak obiecał, hihihi Odpowiedz Link Zgłoś
ja_nek Re: Witam i... 13.12.02, 16:32 Był mężczyzną jakich wielu. Ale.... Kobiety zawsze znajdywały w nim pokrewną duszę, czasem coś więcej.... Właśnie wracał z pracy, kiedy przypomniał sobie, że zapomniał dyskietki z danymi. Zaklął w duchu. Na najbliższej stacji przesiadł się i po kilku minutach dojechał autobusem. Pluł sobie w brodę, że w tak zimną pogodę musi wracać do biura. Kiedy szedł w stronę Trasy Łazienkowskiej zmierzchało się już. Nagle jego wzrok przykuła dziewczyna z psem. Niby nic, niby jak każda inna, ale.... miała w sobie coś, może to był sposób w jaki poruszała się, może to tkwiło w jej gestach, śmiechu, gdy próbowała poradzić sobie z psem, nie potrafił sobie uprzytomnić, wytłumaczyć co to było. Nie odrywał od Niej wzroku. Kiedy ich oczy spotkały się uśmiechnął się. Zauważył zaskoczenie w jej oczach. Podszedł do niej i powiedział: - Przepraszam, mam na imię Janek. Może to idiotyczne, ale mam deja vu, czy my się nie znamy? Wiem, że to wygląda jak marny podryw - bezczelnie ciągnął dalej - ale może da się Pani zaprosić na kawę, usiądziemy gdzieś przy kawie, a ja spróbuję sobie coś przypomnieć? Pomoże mi Pani?;))) ;))) Janek Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 16.12.02, 12:28 w zjadanie morelki...tej jednej jedynej:-))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 13.12.02, 19:15 W pierwszym, najzupełniej bezwarunkowym odruchu, gdy tylko zobaczyła go na chodniku, chciała się rzucić mu na szyję i bardzo, baardzo mocno przytulić. I tylko pamięć zdarzeń sprzed kilku godzin spowodowała chwiliwe wyhamowanie tej pierwotnej podniety na korzyść kompletnego zaskoczenia jego widokiem i konsternacji spowodowanej usłyszanymi słowami. "czy dobrze słyszę? mój Janek mnie nie poznaje? od kiedy jestem dla niego "pani"? wygłup czy amnezja pourazowa? hm... a może to ze mną jest coś nie tak? deja vu - jego czy moje?" - te i inne pytania, które musiały (przynajmniej na razie) pozostać retorycznymi, rozbrzmiewały w jej głowie. - pomoże mi pani? Oj, gdybyś nie odważył sie na zaproponowanie czegoś w tym rodzaju (ha, rzeczywiście, kawa mi teraz w głowie!) chyba psem bym poszczuła, nawet tak łagodnym jak mój! - na szczęście nie wypowiedziała tych słów na głos, choć niewiele brakowało. Zamiast nich, spuściwszy wzrok na chodnikową kostkę, by opanować czający się gdzieś niebezpiecznie blisko śmiech, spowodowany absurdem obecnego zdarzenia, odpowiedziała: - bardzo mi przykro, lecz nie jestem sama - wskazała na psa, który od początku rozmowy przysiadł na tylnych łapach i z przekrzywionym łbem zdawał się jej uważnie przysłuchiwać. - Ach tak, pies. Czy to znaczy, że nie wzięła pani ze sobą smyczy i kagańca? - popatrzył na "jej" psa z pewną niechęcią? a może tylko tak jej sie wydawało.. wyciągnęła rękę w kierunku Janka: - mam na imię Beata - nie miała tak na imię, chciała tylko zaobserwować jego reakcję, może oczekiwała jakiegokolwiek wyrazu rozpoznania lub przynajmniej zdziwienia z jego strony. W momencie, gdy podał swą dłoń, nie dostrzegła jednak żadnej zmiany: - a ja jestem Janek, miło mi cię poznać - krótko i zdawkowo oddał uścisk podobnie, jak czynił to jej "dawny" Janek. - nie wzięłam smyczy bo miał to być tylko krótki spacer. A teraz, niestety, musimy już wracać do domu. - jak on się wabi? - Janek schylił się w kierunku psa. O qrcze! Czuła, ze zaraz się zaplącze w tej swej opowieści. - Szary - imię psa jakoś tak samo wypłynęło z jej ust. W momencie wypowiedzenia tego słowa jasnym sie stało, że to imię idealnie pasowało do jej truskawkowego "okularnika". Gdy twarz Janka znalazła się na poziomie pyska psa, Szary uniósł się na swych tylnych łapach i ostrzegawczo warknął a potem...wypluł gumę na chodnikowe płyty. Nie przerażony tym faktem Janek powoli wrócił do poprzedniej pozycji: - czy ten twój Szary jest szczepiony? - och tak, właściwie to nawet całkiem nie tak dawno temu, bo w maju, był zaszczepiony na wszystkie możliwe zarazy - zaplącze się w tych kłamstwach, czy też może się uda? - to może mógłbym cię kawałek odprowadzić, robi się już ciemno..? - no właściwie...ale tylko, jeśli się nigdzie nie spieszysz - by zagłuszyć błysk w oku i uśmiech na twarzy, schyliła głowę, włosy zasłoniły rysujące się na twarzy emocje. Oj, Janku, pilnuj się, bo jeśli coś kombinujesz, wycisnę z ciebie wszystkie potrzebne informacje jak sok z cytryny! Ciekawość była silna, ale jeszcze bardziej doskwierał jej zwykły głód - kawałek chleba chociaż! byle szybciej do domu i do lodówki, zresztą - szary też chyba o niczym innym nie myślał. Dziwne ale poznanego godzinę temu psa uważała już za swojego, był jedyną szczerą istotą w tym pomieszanym tłumie zdziwień i niespodzianek całodziennych. W rytmie ośmiu stóp zmierzali w kierunku domu. Kątem oka patrzyła na Janka: on czy nie on, obcy czy też z dawna znany, swój... Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 13.12.02, 19:15 W pierwszym, najzupełniej bezwarunkowym odruchu, gdy tylko zobaczyła go na chodniku, chciała się rzucić mu na szyję i bardzo, baardzo mocno przytulić. I tylko pamięć zdarzeń sprzed kilku godzin spowodowała chwiliwe wyhamowanie tej pierwotnej podniety na korzyść kompletnego zaskoczenia jego widokiem i konsternacji spowodowanej usłyszanymi słowami. "czy dobrze słyszę? mój Janek mnie nie poznaje? od kiedy jestem dla niego "pani"? wygłup czy amnezja pourazowa? hm... a może to ze mną jest coś nie tak? deja vu - jego czy moje?" - te i inne pytania, które musiały (przynajmniej na razie) pozostać retorycznymi, rozbrzmiewały w jej głowie. - pomoże mi pani? Oj, gdybyś nie odważył sie na zaproponowanie czegoś w tym rodzaju (ha, rzeczywiście, kawa mi teraz w głowie!) chyba psem bym poszczuła, nawet tak łagodnym jak mój! - na szczęście nie wypowiedziała tych słów na głos, choć niewiele brakowało. Zamiast nich, spuściwszy wzrok na chodnikową kostkę, by opanować czający się gdzieś niebezpiecznie blisko śmiech, spowodowany absurdem obecnego zdarzenia, odpowiedziała: - bardzo mi przykro, lecz nie jestem sama - wskazała na psa, który od początku rozmowy przysiadł na tylnych łapach i z przekrzywionym łbem zdawał się jej uważnie przysłuchiwać. - Ach tak, pies. Czy to znaczy, że nie wzięła pani ze sobą smyczy i kagańca? - popatrzył na "jej" psa z pewną niechęcią? a może tylko tak jej sie wydawało.. wyciągnęła rękę w kierunku Janka: - mam na imię Beata - nie miała tak na imię, chciała tylko zaobserwować jego reakcję, może oczekiwała jakiegokolwiek wyrazu rozpoznania lub przynajmniej zdziwienia z jego strony. W momencie, gdy podał swą dłoń, nie dostrzegła jednak żadnej zmiany: - a ja jestem Janek, miło mi cię poznać - krótko i zdawkowo oddał uścisk podobnie, jak czynił to jej "dawny" Janek. - nie wzięłam smyczy bo miał to być tylko krótki spacer. A teraz, niestety, musimy już wracać do domu. - jak on się wabi? - Janek schylił się w kierunku psa. O qrcze! Czuła, ze zaraz się zaplącze w tej swej opowieści. - Szary - imię psa jakoś tak samo wypłynęło z jej ust. W momencie wypowiedzenia tego słowa jasnym sie stało, że to imię idealnie pasowało do jej truskawkowego "okularnika". Gdy twarz Janka znalazła się na poziomie pyska psa, Szary uniósł się na swych tylnych łapach i ostrzegawczo warknął a potem...wypluł gumę na chodnikowe płyty. Nie przerażony tym faktem Janek powoli wrócił do poprzedniej pozycji: - czy ten twój Szary jest szczepiony? - och tak, właściwie to nawet całkiem nie tak dawno temu, bo w maju, był zaszczepiony na wszystkie możliwe zarazy - zaplącze się w tych kłamstwach, czy też może się uda? - to może mógłbym cię kawałek odprowadzić, robi się już ciemno..? - no właściwie...ale tylko, jeśli się nigdzie nie spieszysz - by zagłuszyć błysk w oku i uśmiech na twarzy, schyliła głowę, włosy zasłoniły rysujące się na twarzy emocje. Oj, Janku, pilnuj się, bo jeśli coś kombinujesz, wycisnę z ciebie wszystkie potrzebne informacje jak sok z cytryny! Ciekawość była silna, ale jeszcze bardziej doskwierał jej zwykły głód - kawałek chleba chociaż! byle szybciej do domu i do lodówki, zresztą - szary też chyba o niczym innym nie myślał. Dziwne ale poznanego godzinę temu psa uważała już za swojego, był jedyną szczerą istotą w tym pomieszanym tłumie zdziwień i niespodzianek całodziennych. W rytmie ośmiu stóp zmierzali w kierunku domu. Kątem oka patrzyła na Janka: on czy nie on, obcy czy też z dawna znany, swój... Odpowiedz Link Zgłoś
zuzzia1 Re: Witam i... 16.12.02, 11:29 Nagle tuż przed nimi wyrosła jakaś postać. Wpadła na Janka, który stracił równowagę i usiadł w pobliskiej kałuży. Niebieski prochowiec pokryło błoto. Pies zjeżył sierść i uskoczył. Już nie pachniał truskawkami, z jego paszczy rozchodziła się silna woń wrigley spearmint. To mój pies - powiedziała władczo postać i wyciągnęła rękę. Zwierze zatopiło w niej kły... Odpowiedz Link Zgłoś
szarywilk Re: Witam i... 16.12.02, 12:25 Szary szarpnął raz , po chwili usłyszeć można było trzask łamanych kości. Mimo że należał do pospolitej rasy szarych wilków to był wyrośnięty jak na swoją rasę. Ta osoba chciała zaatakować jego panią, a on na to nie mógł pozwolić!!. Wypuścił reke nieznajomej, spojrzał z warknięciem na Janka czy i ten cos nie zamierza złego przeciw Astir...Janek odruchowo trzymał spodnie w garści, czuł bowiem że zwieracze nie wytrzymały ponownie i bał sie coby coś nie umsknęło nogawką, znał to warknięcie...zaczął sie wycofywać i w szaleńczym pędzie z dzikim wrzaskiem zarzynanego kozła ruszył ku swej pracy..tam...tam jest dyskietka, pomyślał. Ach czemu nie zająłem sie swoją gumowa lalą?-myśli rozpaczy zatruwały mu umysł. Pragnąl znów poczuć pod ręką jej trzeszczący materiał z którego była zbudowana .... Wilk machając ogonem podszedł do Astir zadowolony z wykonanego zadania. Cichutko skamląc położył sie przy nogach swe 183 cmetrowe cielsko, domagając sie pochwały....;-))) Odpowiedz Link Zgłoś
astir Re: Witam i... 16.12.02, 19:36 ...ona chce mi zabrać mojego psa! - pierwszym odruchem była ogromna złość do tej nieznajomej kobiety, tak agresywnie zachowującej się w stosunku do jej własności która minęła błyskawicznie w chwili, gdy szary zaatakował nieznajomą. - bardzo panią przepraszam..może wezwę pogotowie..on nigdy jeszcze tak się nie zachował..- bełkocząc bez ładu i składu podtrzymała osuwającą się na chodnikowe płyty sylwetkę - nie trzeba, naprawdę nie jest to konieczne - nieznajoma przeniosła swój wzrok z szarego na jej twarz i w tym momencie poczuła, że sama zaraz upadnie w to grudniowe, szybko zamarzające błoto patrząc w twarz swej mentorce, przewodniczce duchowej i astralnej, swej cicerone i opoce całodziennodziwnej - Kinga D! - chciała błagać przepraszać kajać się za zachowanie szarego ale - nie zdążyła - sylwetka duchowej przewodniczki zaczęła blednąć, rozpływać się w mroku z tajemniczym półuśmiechem mony lizy przesłanym na pożegnanie... Budziła się powoli ze stanu transu, czyż było to przesłanie? przestoga? a może tylko cielesne objawienie wsparcia dla innej kobiety w potrzebie Janek! - szukała go w rosnącym mroku zaułków i ...nie znajdowała... utrata ukochanego po raz drugi w ciągu jednego dnia zabolała mocno, radość ostatnich minut wspólnego bycia razem uleciała pozostawiając gorycz i żal... Szary skamlał cichutko z uszami położonymi w wyrazie uznania własnej głupoty z popełnionego czynu. Poklepała go po karku, poprawiła przekrzywione okulary i znowu szli - Polna była już niedaleko... Dom - ciepły i cichy choć gdzieś tam wewnątrz swych przypomnień spodziewała się bałaganu wszechpanującego...szary obwąchiwał każdy zakątek a ona w tym czasie przeszukiwała lodówkę, żal trochę było "jałowcowej" dla psa, ale tylko to znalazła w lodówce. Dla siebie odgrzała fasolke po bretońsku, popiła piwem "tyskie" z puszki i - ojej! od razu wszystkie dzienne koszmary uleciały hen...i w tym momencie zobaczyła otwarty kalendarz leżący na parapecie okiennym z czerwono zaznaczonym wpisem na dzień 16-12-2002 - a teraz był już wieczór! Najpierw zmartwiała, niedopita puszka z piwem jak wyrzut sumienia świeciła złotym blaskiem, po czym z myślą "raz kozie śmierć!" gwizdnęła na szarego, który co prawda niechętnie ale jednak ruszył się z Jankowego fotela, chwyciła kluczyki od samochodu - wypadli w noc. Garaż..wsteczany..jedynka...trójka i ...więcej sie nie dało - chyba same czerwone światła świecą tej nocy! parking..półbieg prawie a potem kartka na drzwiach z godzinami otwarcia. Mimo, iż szary nie okazywał entuzjazmu nocnym spacerem, najpierw w złości kopnęła butem w drzwi a potem zwróciła się prosząco w stronę psa. - jesteś taki dzielny i odważny..nie boisz się chyba samotnej nocy w mieście..pomożesz mi? - patrzył mądrze, ale przecież to nie był jeszcze wigilijny wieczór. Aby ukoić swe wyrzuty sumienia związane z wykorzystywaniem biednego stworzenia, zdjęła kurtkę, rozpościerając ja na kształt okazjonalnego legowiska i zachęcająco skinęła w kierunku zwierzęcia..z jakąś rezygnacją w całym ciele posłuchał zachęty i rozłożył swe wychudzone cielsko na jej ukochanej kurtce. - pilnuj, nie wpuszczaj nikogo dopóki nie wrócę, dobry piesek, waruj.. Było za późno, wiedziała o tym lecz nie do końca..jakaś mała nadzieja gdzieś tam wewnątrz niej drzemała...wczoraj było 5 sztuk, może choć jedna została? Drzemać spaać...o tak, chciała spać...a szaremu przekazała swe obowiązki - czuła, iż nie zawiedzie. Odchodziła spod sklepu "HEY JOE" w kierunku parkingu czując ogromne zmęczenie, otępienie piwem i nagłym spadkiem adrenaliny w całym ciele..gdyby tak Janek był obok.. Odpowiedz Link Zgłoś