Dodaj do ulubionych

Witam i...

03.12.02, 14:01
..żegnam. Bo nikt nie chce się ze mną baaaaawić!!!!:)))))
Obserwuj wątek
    • mis_kolabor Re: Witam i... 03.12.02, 17:18
      ja sie z Tobą pobawię
      • szarywilk Re: Witam i... 04.12.02, 08:20
        A gdzie załoga "dżi" u drzwi, hę??:)))))
    • sha-man Re: wilk i misiu 04.12.02, 08:39
      a w co się bawicie?
      też bym chciał, chociaż świt dopiero blady
      może jednak wrócę do łóżka, całą energię w nim zostawiłem
      • szarywilk Re: wilk i misiu 04.12.02, 14:43
        Bawimy się w las...głeboki i mroczny:-)))
        • astir Re: wilk i misiu i kły 04.12.02, 17:01
          Tyber spłynie krwią a co wilk z misiem zrobią w ciemnym lesie?
          Lepiej zamknę oczy (tylko tak kątem oka zerknę zza palców)
          • mis_kolabor Re: wilk i misiu i kły 04.12.02, 20:24
            nie radzę patrzeć...
    • astir Re: Witam i... 04.12.02, 21:25
      nie radzę...wszyscy dookoła tak powtarzają
      ale jak już będzie naprawdę ostro, zacisnę oczy z całej siły i
      zacznę wrzeeeeszczeć z całych sił
      czerwonego kapturka też mama ostrzegała
      • szarywilk Re: Witam i... 05.12.02, 11:05
        Nie bój wilka.....:-))))
        Mama czerwonego ostrzegała i..ale to pomówienie że ją zżarłem bo byłem
        głodny ... myśmy tylko sie kochali i nakrył nas leśniczy i posądził tę dziwkę o
        zoofilię a mnie o pedofilie więc na poczekaniu ją zżarłem, a lesniczemu
        zwiałem:-)))) a babci sie nie tyknąłem , tfu! przeca ja nie gerantofil:((((
        • astir Re: Witam i... 05.12.02, 11:18
          wilk jest groźny
          wilk jest zły
          wilk ma bardzo ostre kły
          najpierw miłą bajkę powie
          później pożre - nie postoję!

          uciekam z tego lasu tylko gdzie miś???
          kolejna ofiara zoofila?
          • szarywilk Re: Witam i... 05.12.02, 12:13
            A co Ty taki/taka strachliwy/strachliwa, hę?;-))))
    • astir Re: Witam i... 05.12.02, 12:21
      a tak w ogóle co ja robię w tym lesie?
      pewnie koszmar senny po nocnym czytaniu Kinga
      albo Wergiliusza
      Misiuuuuuuuu! gdzie jesteś??????????
    • astir Re: Witam i... 05.12.02, 13:20
      ...już nie widziała kierunku, zimny pot spływał po twarzy i całym ciele,
      zasłaniając resztki dostrzeganego gdzieniegdzie przebłysku błękitu? a może to
      była zieleń łąk? a może już nie widziała, nie rozpoznawała - cóż jeszcze kazało
      jej biec? a Misiu ciążył, na początku wydawał się tak lekki, delikatny gdy
      chwyciła go w objęcia zagubionego wsród ściółki i konarów przegniłych, teraz -
      chwilami miała ochotę odrzucić go precz - tylko poczucie wspólnoty strachu i
      przerażenia decydowało o kontynuowaniu tej skazanej z góry na niepowodzenie
      ucieczki; gdzie? którędy? drzewa stawały się wrogami - kiedyś tak piękne w swej
      wyniosłości, teraz wykrzywiały gałęzie, chichotały upiornymi dźwiękami,
      natrząsały się, odrzucały to, co nienaturalne dla siły pierwotnej przyrody.
      Oddech ze świstem wydostawał się z płuc, drżące nogi nie nadążały za
      myślą ...och
      upadła, ale zbiegiem nieszczęśliwyych okoliczności siła tego upadku i jej obcas
      oderwały misiowi łapkę. Już nie biegła, zrezygnowana oczekiwała na nieuniknione
      tuląc misia badnażowała jego ranę zdjętą z głowy chustką. Ostatni odruch
      miłosierdzia nic nikomu nie dający gest ale na chwilę poczuła się pewniej.
      Otarła misiem pot i łzy - kojący był to dotyk - dodał sił, zrzuciła buty i
      boso, potykając się co krok, pobiegła...
      • szarywilk Re: Witam i... 05.12.02, 15:06
        ...wstawaj!!! wstawaj!!!!! otworzyła oczy i spostrzegła że leży we własnym
        łóżku trzymając kurczowo wibrator w ręku. Nad nią stał ukochany i z pewnym
        zdziwieniem się jej przyglądał. Powiodła oczami za jego wzrokiem i spostrzegła
        wielką plamę na piżamie i wiedziała już że się zmoczyła...przygryzła wargi ....
        • astir Re: Witam i... 05.12.02, 17:11
          przygryzła wargi...czuła, jak zdradliwy rumieniec rozlew się szkarłatem na
          twarzy, zduszony jęk wyrwał się ze ściśniętej przerażeniem piersi:
          -och, jesteś? Jak miło, że wpadłeś...mówiąc to, jednocześnie próbowała ukryć
          hańbiący dowód swych, ukrywanych aż do tej chwili, grzesznych skłonności.
          Ukochany Janek był co prawda i czuły i wyrozumiały i wrażliwy ponad przeciętny
          tłum troglotytów, jakich pełno w szkołach, biurach i klubach, ale...
          No właśnie, to ale...postury był raczej delikatnej a nawet chuderlawej jak na
          jej potrzeby wieczorne. A zresztą - przez trzyletni okres ich wspólnych spotkań
          po kilka razy w tygodniu, w temacie sex-u doszedł do etapu czułego pocałunku
          wieczornego w policzek. Przechodzili za to setki kilometrów po wystawach,
          koncertach, wernisażach - trzymając się za ręce! Może kiedyś...
          -ręce! rzut oka na trzymany w ręce przedmiot o mało nie pozbawił jej
          przytomności. Nie był to swojski wibrator, lecz fragment pluszaka z którego
          końca rozsypywały się trociny.
          -Misiu!-krzyknęła przerażona i zerwała sie z łóżka.
          A trociny, wstrząśnięte tym zachowaniem, ze złośliwościa przynależną tylko
          przedmiotom martwym, nie dość, że pokryły pościel różową, przylepiły się
          łapczywie do bawełnianej i mokrej koszulki z napisem "time for us".
          -Kochanie, co się z toba dzieje? - wzrok Janka wyrażał degustację?
          oszołomienie? i pragnienie? gdy zauważył wyraźny zarys ciała okrytego tylko
          mokrą, ściśle do niego przylegającą koszulką...
          • szarywilk Re: Witam i... 06.12.02, 07:58
            Wzrok Janka rozbierał swoją ukochaną....czuł że coś sie w nim
            wzbiera.....<pierrrrd>....tu rumieniec pokrył jego twarz....Janek spuścił
            zawstydzone oczka. Jego myśli krążyły wokól widoku który miał przed oczami. Jak
            ja mogłem się zakochac w tej anorektyczce???? sama skóra i kości...zapytałbym
            czy ma biust, ale poco, przeca i tak nie nosi....ładny ma tyłek...jak siedzi i
            nie widać kości o które zranił sobie kiedyś biodro. I te malinowe
            usta.....wąskie wargi i zaciśnięte w dziubek....po prostu piękność:(....A oczka
            jak u krówki- takie.....puste.....Tu Janek wyciągnął palec z nosa który był
            zwykł trzymać gdy usilnie nad czymś myślał...strzelił z kozy , uśmiechnął się ,
            gdy myśli skierowały sie do jego pięknej.....Zastanowił się czy iść na stryszek
            do swej silikonowej lalki, ostatniego hitu eroticonu w londynie..a może w
            lądku..nie ważne, sama myśl o tym że mógłby znów zanurzyć sie w swojej maskotce
            spowodowała że spodnie wypełniły się w rozporku....Usłyszał krzyk i odwrócił
            sie w kierunku hałasu. To Ona patrzyła na jego męskośc śliniąc sie i oddychając
            szybko.....
            • astir Re: Witam i... 06.12.02, 08:42
            • astir Re: Witam i... 06.12.02, 09:45
              ...oddychała, chwytając rozrzedzone, zlodowaciałe nagle powietrze płytkimi
              haustami:
              -Janku-wykrztusiła, z trudem panując nad drżeniem głosu - dlaczego masz takie
              wielkie oczy?
              W zdumieniu i narastającej panice obserwowała zmiany, jakie zachodziły w "jej"
              Janku, tak przewidywalnym, nudnym jeszcze do wczoraj - prezentującym swym
              zachowaniem ograniczoną gamę wiktoriańskich nawyków, obecnie - skupiony na
              dłubaniu w nosie - jednocześnie rósł i zapadał się w sobie. Nie chciała znać
              odpowiedzi na swe pytanie, myślała tylko o gorącej kąpieli i kawie, może te
              codzienne, drobne rytuały poranne przywrócą właściwe następstwo zdarzeniom.
              Resztki snu nakładały się na poranne zdarzenia, chciała kawy, musiała teraz
              się napić. Kawy i wódki - gdzieś tam w w zakamarkach kuchennych przechowywała
              niedokończoną butelkę "smirnoff'a", marzyła o łyku tego ożywczego napoju a
              później - niech się dzieje, co chce!
              Bezmyślność spojrzenia Janka zdecydowanie utwierdziła ją w przekonaniu, że
              wszystko zaczyna wracać na znane tory codzienności i przewidywalności
              zachowania ukochanego.
              - Kochanie? zaczekaj moment, napijemu się kawy? - nie czekając na odpowiedź
              wybiegła z sypialni. Mijając wiszące na ścianie lustro w przerażeniu i
              fascynacji niejakiej zobaczyła w nim swe odbicie. Poplątane niechlujnie włosy a
              na twarzy? purpurowa szrama z której nieprzerwanym strumieniem sączyła się krew.
              Nie mogła teraz myśleć, jeszcze nie...z hukiem zatrzasnęła drzwi, wyrzucając w
              tym geście całą złość i frustrację...fragment odbitego tynku upadł u jej stóp.
              - Najpierw kawa! - pragnienie gorącego, słodkiego od 4 łyżeczek cukru napoju
              było ponad tkwiącą w niej fizjologiczną potrzebę.
              Drżącymi rękami rozgarniała puszki i torebki ale....kawy nie było! Ale przecież
              wczoraj kupiła całe opakowanie "Jacobsa" - nie mogła przecież wszystkiego wypić?
              Janek? Nie, niemożliwe. Janek pił kakao a z alkoholu herbatkę malinowa z
              odrobiną rumu - twierdził, że to na wzmocnienie krążenia.
              Z uczuciem obrzydzenia i politowania dla własnych chuci sięgnęła do kosza na
              śmieci...Przecież nikt nie widzi - rozgrzeszając się tymi słowami, chwyciła
              delikatnie leżącą na wierzchu opakowań po półproduktach papierową torebkę...
              • szarywilk Re: Witam i... 06.12.02, 12:23
                Janek wzruszył ramionami na widok rozhisteryzowanej kobiety i udał sie na
                stryszek...odgarnąl pajęczyny które jakimś magicznym, sposobem ciągle sie
                pojawiały mimo jego usinych starań pozbycia się ich...odgarnął stertę rupieci i
                pochylił się by otworzyć kufer. Jego wrodzona ciekawość nakazała mu jednak
                przyjrzeć sie światełku w podłodze. Podszedł do dziurki i klęknął...przyłożył
                oko i jego gałom ukazał się widok szperającej w śmieciach kobiety w kuchni na
                parterze. Ta z westchnieniem tryumfu wyciągnęła zużyty filtr do ekspresu i
                zaczęła wybierać palcami resztki fusów. Ale zdziwienie janka wzrosło
                niepomiernie gdy zamiast wsadzić do szklanki resztki fusów, jak zwykła to
                czynić dziewczyna zaczęła połykać odpady. Rozkosz rozlała się na jej twarzy. W
                tym momencie mężczyzna obserwujący kobietę doznał jakiegoś olśnienia...Nigdy
                nie widział tak lubieznie rozochoconej swej wybranki..jej drobny języczek
                oblizywał wulgarnie wargi, ręka powędrowała do majtek....Ku swemu zaskoczeniu
                janek poczuł że osiągnąl pełny wzwód....nieco uniósł się by lepiej przyjrzeć
                sie swemu berłu, kiedy podłoga niebiezpiecznie skrzypnęła... potem wszystko
                potoczyło się błyskawicznie...sufit zarwał się a on gruchnął ze stropem u stóp
                podnieconej ale zupełnie zdezorientowanej miłości.....
                • ja_nek Re: Witam i... 06.12.02, 14:19
                  Ów Janek, który spadł właśnie razem z sufitem był jeno wcieleniem wstrętnego
                  wilkołaka:)
                  Prawdziwy Janek w tym czasie dochodził do siebie po tym, jak otrzymawszy mocno
                  w głowę upadł bez czucia. Sprawcą był oczywiście Szary Wilk, który posiąść
                  chciał dziewczę Janka:).

                  Tej nocy Janek wyszedł zaczerpnąć świeżego powietrza:)))
                  Rozmyślał o tym, jak jego dziewczyna wciąż wysyłała mu sprzeczne sygnały. Z
                  jednej strony uwielbiała koncerty i czytanie poezji:))), z drugiej zaś w kółko
                  mówiła mu o uporczywych snach z kilkoma Murzynami w tle:)))
                  Tak więc Janek przeżywał kryzys, jak jej sprostać. Wspomniane 3 lata poświęcił
                  na studiowanie rozmaitych technik, które by mu umożliwiały zaspokojenie Astir.
                  Ćwiczył wytrwale i właśnie uzyskał certyfikat „Jeden za wszystkich”:)))))

                  Teraz trzeba było tylko zaaranżować wieczór i właśnie dlatego zazdrosny wilk
                  postanowił do tego nie dopuścić poprzez zamordowanie biednego Janka:))))

                  Janek zakradł się do domu, w sieni wyjął schowaną dwururkę, której używał do
                  polowań na niedźwiedzie. Kopnął drzwi, wycelował i trach!!!!
                  Wilk zawył raniony, skoczył w otwarte okno i uciekł.
                  Jego dziewczę struchlałe leżało bez życia, Janek podbiegł, podniósł i przytulił
                  do swej mężnej piersi. Miała bladą twarz, rozrzucone włosy, rozchylony
                  materiał na ponętnych, pełnych piersiach, jej oczęta rozchyliły się i
                  wyszeptała: „Najdroższy....”:)))
                  Wziął ją na ręce i zaniósł do ich wspólnej odtąd sypialni;))))

                  ;)))))
                  Janek
                  • szarywilk Re: Witam i... 06.12.02, 14:28
                    Basior wściekły wyskoczył przez okno..popędził do najbliższych krzaków....tam
                    obejrzał się dokładnie z dzikim uśmiechem stwierdził że wystrzał był niecelny,
                    miał tylko nieco przpypalone futro na grzbiecie i kilka śrutów w barku...czekaj
                    Ty powiedział do siebie.... jego głebokie i przeciągłe wycie rozległo się
                    daleko w las.......po chwili z oddali dobiegły dziesiątki odpowiedzi...wiedział
                    że wkrótce przybędzie tu cała wataha kilkudziesięciu wilków...Wtedy sie
                    policzymy czołgisto warknął....
                  • astir Re: Witam i... 06.12.02, 16:16
                    Po raz kolejny tego ranka rumieniec wstydu i zażenowania zalał ją jak fala
                    nieuniknionego przypływu. Trzy lata starań, zabiegów, pochlebstw i
                    wystudiowanej oziębłości seksualnej pod przykrywką stonowanych kolorystycznie
                    kostiumików o długości nie przekraczającej linii nad kolano, delikatnego make -
                    up'u, by nie pomyślał, że ma do czynienia z kobietą rozpustną (och, nie - te
                    myśli o zrzuceniu wszelkich hamulców i konwenansów, pójściu na żywioł i
                    odkrywaniu, eksperymentowaniu aż do bólu najmniejszej nawet unerwionej komórki
                    ciała - niech na zawsze pozostaną zamknięte i nieujawnione nawet słowem)
                    i....nic. Żadnej reakcji z jego strony, mimo iż tak bardzo chciała sporostać
                    jego wyobrażeniu kobiety idealnej. Dlaczego więc teraz? Brudna, z rozciętym
                    policzkiem (gdzie?, kiedy? w jaki sposób), chwycona w ramiona w momencie
                    wyjadania wczorajszych fusów od kawy (do teraz stęchłe ziarenka wyczuwała
                    wszystkimi kubkami smakowymi z jakże zmysłową przyjemnością manipulując
                    językiem w celu wydobycia kwintescencji smaku), nagle znalazła się w jego
                    ramionach. Błękit oczu Janka wciągał, roztapiał i ....och tak - rozpalał ból w
                    podbrzuszu wymagający natychmiastowego uciszenia...nie, żadnego uciszenia!
                    była, chciała i pragnęła: tu i teraz upaść i wznieść się jednocześnie!
                    Zamglonym wzrokiem wpatrywała się w rozlewający się dookoła błękit, rozchyliła
                    usta (rezygnując nagle, niespodziewanie nawet dla samej siebie z doznań ssania
                    ziarenek kawy)i wyszeptała:
                    - kochanie...co się stało, gdzie mnie niesiesz?
                    I już usta miały dotknąć ust, niespodziewane miało stać się konkretne i realne,
                    ból brzucha i piersi domagał się spełnienia pulsując przyspieszonym rytmem
                    rozszalałej krwi, gdy nagle usłyszała:
                    - wiesz co? a może najpierw się wykąp? A ja w tym czasie pozamiatam ten bałagan
                    w kuchni i zrobię sobie herbaty.
                    Postawił ją delikatnie na podłodze i na pożegnanie - w momencie, gdy zrobiła
                    automatyczny krok w kierunku łazienki - lekko ją klepnął w kościsty pośladek.
                    Nie, takiej zniewagi nie zniesie - teraz to już nie zmysły, lecz cała jej
                    kobieca natura i wszechogarniająca furia domagała sie natychmiastowej eksplozji.
                    Odeszła od Janka kilka kroków lecz nie w kierunku łazienki lecz przedpokoju.
                    Gwałtownym ruchem, zrzucając przy okazji Jankowy smoking, chwyciła marynarkę z
                    wężowej skóry, otrzymaną kilka lat wcześniej od mikołaja i chwyciła za klamkę
                    drzwi wyjściowych...
                    • ja_nek Re: Witam i... 09.12.02, 00:46
                      Kiedy usłyszała przeciągłe wycie dochodzące zza wzgórz zamknęła drzwi ze
                      złością i strachem
                      -Zapalę świece, aby był nastrój - dobiegł ją głos Janka
                      - Dam ja Ci nastrój;) - mruknęła do siebie.
                      Przeszłą do pokoju, gdzie był, zniecierpliwiona przywarła do niego całym ciałem
                      i wsunęła język do ust. Objał delikatnie jej kibić.
                      Po chwili uspokoiłą swe ruchy i mocne całowaniu ustąpiło zabawie dwojga
                      języczków, chwytaniu warg... jego dłonie przesuwały się po jedwabistej
                      skórze..... Czuł bijące od niej ciepło. Na chwilę przerwał całowanie i spojrzał
                      w jej oczy, były zamglone, a usta rozchylone... zsunął ramionczka jej sukni, a
                      po chwili cały materiał zsunął się odsłaniając brodawki jej piersi, a potem
                      ciemny trójkąt...;))))
                      Zaschło mu w gardle. Ona w tym czasie odpięła guziki jego koszuli....
                      Wsunęła swe zgrabne rączki pod materiał i zsunęła go na podłogę. Jej oczom
                      ukazała się klatka obficie pokryta włoskami. Delikatnymi ustami muskała go
                      czasem tylko wyjmując włosy z ust;)
                      Objął jej głowę i zaczął ją delikatnie masować, a zwłaszcza okolicę szyi i
                      karku. Delikatny dotyk rozsiewał ciepło, więc pochyliła głowę. Miarowy dotyk
                      rozluźniał ją...
                      Kiedy tak oddawała się jego dłoniom poczuła jak jego dłonie przesuwają się
                      niżej, jak zataczają koła na jej bujnych piersiach. Czuła opuszki jego palców
                      na swych nabrzmiewających brodawkach. Kiedy wziął je do ust poczuła jak jego
                      język bawi się nimi. Zagryzła usta, kiedy poczuła promieniujące z piersi
                      ciepło.....
                      - Jakiś Ty męski – szepnęła – gładząc jego blizny, jakie odniósł zeszłej zimy
                      na polowaniu w starciu z ogromnym turem;))))
                      Janek zamruczał z głęboką aprobatą;)))
                      - Koniecznie powtarzaj mi to kilka razy dziennie – odparł;)))
                      - Mam jeszcze kilka szram niżej;) chcesz obejrzeć?
                      Przewróciła go na łóżko z figlarnym uśmiechem, jej biust zakołysał się,
                      zerknęła na jego prężąca się pod materiałem męskość;)))
                      Zdarła z niego resztę odzienia.
                      - Ach! Wykrzyknęła.

                      ;))))
                      • szarywilk Re: czarny charakter wraca.... 09.12.02, 12:43
                        Kobieta odskoczyła....No co jest pomyślał janek??? Przeciez nie jest taki mały
                        6 cm wzwód i 6 obwód...lekko skonsternowany przyglądał się swej
                        ulubienicy....dziwne że przyszło mi na myśł że ma bujne piersi teraz dopiero
                        zauważył że to były wklęsłe trójeczki....Ale coś innego przykuło jego
                        uwagę...ten przestrach w jej oczach...po chwili już wiedział....nie miał szans
                        obrony....stał ze sterczącym fiutem nago, a spodnie opasały mu kostki...czuł
                        jak kupa ze strachu przeciska się między zwieraczami i ląduje na spodniach
                        trącają po drodze łydki..no to koniec, pomyślał tuż przed tym jak ciemnośc
                        odebrała mu jasność umysłu:-)))
                        -Kochanie wróciłem!!!-usłyszała chuda szkapa...- Tęskniłaś??:-złośliwy
                        uśmieszek pojawił się na jego pysku. Wilk z grupą 40 wilczych zbójców wkaraczał
                        do całego domu i pokoju gdzie wycofała się przerażona dziewczyna...janek niczym
                        kukła został związany....następnie przywiązany do pala wbitego na podwórku...
                        -Chodź , popatrz na chwilę chwały swego lubego-sadyzm w głosie nie wróżył nic
                        dobrego...Wyszła bo cóż mogła zrobić...patrzyła...patrzyła jak wataha wilczego
                        stada tańcząc taniec śmierci krążyła wokół związanego...co i rusz ktos z watahy
                        podbiegał i odgryzał kawałek więźnia....ten obudził się ale tylko po to by
                        mętne jego oczy ujrzały gest poddania jego ukochanej nowemu panu....chciał
                        krzyczec , ale głos odebrała mu krew wypełniająca gardło.....zmeczony widokiem
                        Szary dał znac jednemu z tańczących...ten podbiegł i czekanem rozciapirzył
                        janka łeb który rozpadł sie jak kokos na dwie części...
                        Kobieta nie widziała jednak tego, wpatrywała się bowiem z uwielbieniem w wilka,
                        wiedziała że teraz nikt jej nie skrzywdzi...
    • astir Re: Witam i... 10.12.02, 20:41
      ...patrzyła i żądza zemsty wzbierała w niej jak górski potok na moment przed
      wylaniem. Na krótko po tym, gdy z dawna nieodganiony w swych zamiarach Janek
      pokazał jednak swą "ludzką" twarz, gdy odwieczne, tłumione w niej emocje miały
      szansę prawdziwego, naturalnego ujścia i rozładowania swą ekspresją i siłą
      przypominając z dawna gotujący się pod płytką powierzchnią ziemi gejzer,
      któremu do erupcji brakowało tylko odpowiedniej konfiguracji gwiazd, cała
      reszta stała się koszmarem wprost z "Pokochała Toma Gordona"(?).
      Miasto, wieżowce, autostarady, tłumy na ulicach i...wilki? Nigdy nie lubiła
      zoo, czyżby to koszmar senny jakiś? A może to wina obecnych mrozów, może
      zwierzyna szuka pożywienia i za nim to właśnie zawędrowała aż do Ostrowa
      Mazowieckiego? Ale dlaczego Janek, jej Janek - czuły, wspaniały, subtelny a
      jednocześnie tak stanowczy i pewny siebie - szkoda co prawda, iż dopiero
      dzisiaj ujrzała jego prawdziwa naturę, że nie doznała tego żaru oczekiwania i
      spełnienia wcześniej - tym większy ból i żal za stratą, której dobrodziejstw
      nie miała szansy na dobre doświadczyć.
      Właściwie było jej wszystko jedno co się z nią samą stanie, niechby to wilcze
      stado zjadło ją sobie na kolację, wszystkie sprawy ziemskie przestały mieć
      znaczenie w obliczu cierpień Janka. Odruch bezwarunkowy jednak zwyciężył,
      pamiętną koszulkę założyła na siebie nie wiedząc kiedy, kurtkę z wężowej skóry
      przytuliła do piersi (rozm. 70 C) i czekała...
      W momencie gdy zauważyła szarego, skundlonego basiora, gotującego się do skoku
      (już po mnie!) nadludzkim wysiłkiem woli pozbierała rozszalałe myśli, wznosząc
      modły o radę, zmiłowanie, siłę odwetu i ratunek. Kogóż mogła błagać, prosić???
      I wtedy w przebłysku ostatniej, rozsądnej i racjonalnej myśli szepnęła:
      - Kingo D. pomóż...mnie niegodnej.
      I rozwarło się niebo i spłynęła jasność i uczucie spokoju, wiedzy i
      wszechogarniającej racjonalności czynów spadło na nią w tej chwili
      przedostatniej, ratując zmysły i kształtując przyszłość. Zemsta kobiety...
      delikatny uśmiech satysfakcji rozjaśnił jej twarz. Wolno, by nie irytować
      stwora, sięgnęła do kieszenia kurtki. Łapka misia...prawie o niej zapomniała.
      Czuła jej miękkość, ciepło utracone jakby przed chwilą...przytuliła misia do
      serca i...już jej nie było.
      • szarywilk Re: Witam i... 11.12.02, 09:12
        Wilk uniósł brew w gescie zdziwienia....Znikłaś...ale poczekaj to jeszcze nie
        koniec, znajde Cię i pozwole pobawić się Tobą mojej watasze.....a na końcu
        oddam mrówką żeby sobie zjadły Ciebie po troszku...-upojony ta myślą ruszył w
        las w pełnym biegu....
    • astir Re: Witam i... 11.12.02, 19:57
      czas i przestrzeń, sen i jawa, być i mieć, kolor i mrok, prawda i wyobraźnia...
      kogel - mogel nastrojów i zdarzeń, ale ten mróz był jak najbardziej prawdziwy,
      bezśnieżny przedsmak zimy w ten dzień grudniowy, wąsate mikołaje na wystawach
      kuszące: wejdź, dotknij, sprawdź, kup. Nie założyła butów, więc jej rozgrzane
      stopy wytapiały pięciopalczaste kształty w płytach chodnikowych, kusa koszulka
      i kurtka nie ochroniłyby przed zimnymi smagnięciami wiatru, gdyby nie ta
      wewnętrzna siła i moc, które stanowiły fizyczną wręcz barierę przed
      przedostaniem się do jej ciała zimna pochodzenia zewnętrznego. I ten spokój
      niedawno znaleziony - wiedziała co, wiedziała gdzie, nie wiedziała jak.
      Schyliła głowę tak przed ciekawskimi spojrzeniami przechodniów jak i dla
      lepszego zebrania myśli.
      Najpierw sklep z ciuchami, żadnych zapasów, tylko to, co uznała za konieczne.
      Następnie - aquapark z jacuzzi, basenem, biczami szkockimi, masażem całego
      obolałego ciała, kosmetyczką i fryzjerem - to dopiero była ulga dla każdej
      kostki i ścięgna w jej ciele!
      A na końcu - zakupy konieczne i niezbędne dla realizacji planów na przyszłość,
      zapakowane w niewielki plecaczek, który niosła teraz, przewieszając go przez
      jedno ramię. Błogosławiła moment, gdy w kieszonce kurtki kilka miesięcy temu
      umieściła dwie kart kredytowe,teraz przyszedł na nie czas.
      Zawirowania wiatru plątały włosy (zapomniała o kupnie spinki), wślizgiwały się
      za niedopięty kołnierz kurtki a ona szła...lubiła chodzić; chodzić, patrzeć i
      czasami myśleć o niebieskich migdałach i nie tylko. A po głowie plątały się
      nieustannie nuty z "off mirror", nie wiedziała dlaczego właśnie one, ale
      pasowały do tych chwil ostatnich i ...przyszłych. Prawie bez przerwy dotykała
      ukrytej w zakamarkach kieszeni łapki misia, dodawało jej to sił i otuchy oraz
      jakiejś nienazwanej? niedookreślonej? przyjemności, powodujące napływanie fal
      ciepła i - chyba zupełnie nie na miejscu w tych warunkach - cielesnego dreszczu
      oczekiwania.
      Tak dobrze było w tym tłumie anonimowych, grudniowo - świątecznych przechodniów.
      Anonimowych? W tym momencie go zobaczyła...
      • ja_nek Re: Witam i... 12.12.02, 01:00
        To był.... Janek, a może ktoś do niego podobny? Stał po drugiej stronie ulicy.
        Al nie.. identyczny! Ta sama kurtka, spodnie z materiału...to samo zamyślone
        spojrzenie.... Stanęła jak wryta.
        Tymczasem on przeszedł przez skrzyżowanie i zszedł w dół
        Metro.
        Czekała niecierpliwie aż samochody przestaną jechać i pobiegła ku zejściu
        podziemnemu.
        Kiedy wbiegła na peron, wagoniki śmigały już oddalając się ku następnej
        stacji...

        Pozdrawiam
        Janek
        • szarywilk Re: Witam i... 12.12.02, 08:30
          Odróciła sie zawiedziona. Nagle wśród tłumu osób podązających do metra
          spostrzegła sylwetke jakże znaną jej. To wilk. Lecz teraz nie sprawiał wrażenia
          okrutnika i pełnego żadzy gwałtu lubieżnika. Uśmiechal sie delikatnie. Ciepło
          z jego oczy mówilo jej że on nie jest tym samym Wilkiem którego znała.
          Mężczyzna skecił lekko głowe i wskazał kierunek brodą. Podązyła za wskazanym
          kierunkiem. Ku niej zbliżał sie autobus podmiejski. Oznaczenia
          wskazywały ...tak!...wskazywały stacje na która pojechała kolejka metra a z nią
          Janek...promienny uśmiech rozkwitł na jej przemarzniętej twarzyczce, już
          chciała podziękować Wilkowi, lecz mężczyzny nie było. Nie namyślając sie długo
          wskoczyla do autobusu.....
    • astir Re: Witam i... 12.12.02, 21:22
      ...wskoczyła na stopnie autobusu i równie szybko z niego wyskoczyła. Przyczyna?
      Po pierwsze - nie miała biletu, po drugie - nie wiedziała, czy chce jechać.
      Janek. Przecież widziała, co sie z nim stało, wspomnienie tych gorących a
      później tak okrutnych minut zapamięta prawdopodobnie na zawsze.
      Wilk i jego zachęcające spojrzenie? Jeśli w tej minionej, tak odrealnionej i
      strasznej chwili, której pamieć prześladował ją do teraz, było zachowane choćby
      odbicie zdarzeń prawdziwych, nie mogła wierzyć wilkowi.
      Szła ulicą, patrzyła i myślała. Właśnie mijała "Teatr Współczesny", gdy coś
      kazało się jej zatrzymać.
      Na najniższym stopniu schodów siedział pies. Wychudzony, drżący z zimna i
      bezruchu, mijany przez dziesiątki i setki ludzi śpieszących tak "do" jak i "z".
      Zostawiony? czekający na właściciela? przybłęda?
      Podeszła bliżej i wtedy on popatrzył na nią. Okulary na jego nosie lekko
      zaparowywały pod wpływem ciepłego oddechu.
      Zawsze miała problemy z ustaleniem odpowiedniej hierarchii postępowania: myśl a
      potem działaj! tak samo i teraz - najpierw ręka sama powędrowała do psiego
      karku drapiąc i głaszcząc a dopiero potem myśl jej przemknęła spóźniona -
      przecież on tę ręke mógłby jak patyczek chrupnąć na pół! Ale nie...podniosła na
      chwilę jego okulary, ciepło ciemnego brązu nie zawierało nawet śladu agresji. W
      momencie, gdy nagle przejechał swym szorstkim językiem po jej nosie i policzku
      poczuła zapach truskawek, "guma do żucia "orbit" o zapachu truskawkowym" -
      przemknęło jej przez myśl szybko, nie wywołując żadnego zdziwienia.
      Nie wiedziała gdzie, nie wiedziała jak, ale wiedziała z kim - teraz mogła
      wracać. Pieszo, żadnego metra i autobusu - może i długo, ale czy było się po co
      spieszyć?
      W rytm sześciu stóp, nieśpiesznie tak, wracali do domu.
      • szarywilk Re: Witam i... 13.12.02, 13:46
        ..jak łatwo jhą było oszukac -pomyślał wilk w skórze wygłodniałego psa, jak
        zwykle na litośc dała sie wziąc, jak z jankiem, też litość nią kierowała gdy
        sie z nim związała...a teraz szedł obok niej niespiesznie, czekając aż go
        zaprowadzi do niej a tam...już sie nie rozstaną, tak jak obiecał, hihihi
        • ja_nek Re: Witam i... 13.12.02, 16:32
          Był mężczyzną jakich wielu.
          Ale....
          Kobiety zawsze znajdywały w nim pokrewną duszę, czasem coś więcej....
          Właśnie wracał z pracy, kiedy przypomniał sobie, że zapomniał dyskietki z
          danymi. Zaklął w duchu.
          Na najbliższej stacji przesiadł się i po kilku minutach dojechał autobusem.
          Pluł sobie w brodę, że w tak zimną pogodę musi wracać do biura. Kiedy szedł w
          stronę Trasy Łazienkowskiej zmierzchało się już.
          Nagle jego wzrok przykuła dziewczyna z psem. Niby nic, niby jak każda inna,
          ale.... miała w sobie coś, może to był sposób w jaki poruszała się, może to
          tkwiło w jej gestach, śmiechu, gdy próbowała poradzić sobie z psem, nie
          potrafił sobie uprzytomnić, wytłumaczyć co to było.
          Nie odrywał od Niej wzroku. Kiedy ich oczy spotkały się uśmiechnął się.
          Zauważył zaskoczenie w jej oczach.
          Podszedł do niej i powiedział:
          - Przepraszam, mam na imię Janek. Może to idiotyczne, ale mam deja vu,
          czy my się nie znamy? Wiem, że to wygląda jak marny podryw - bezczelnie ciągnął
          dalej - ale może da się Pani zaprosić na kawę, usiądziemy gdzieś przy kawie, a
          ja spróbuję sobie coś przypomnieć? Pomoże mi Pani?;)))

          ;)))
          Janek
    • morelka1 Re: Witam i... 13.12.02, 16:51
      a bawic ro w co konkretnie?:)))))))))))
      • szarywilk Re: Witam i... 16.12.02, 12:28
        w zjadanie morelki...tej jednej jedynej:-)))))))))))))
    • morelka1 Re: Witam i... 13.12.02, 16:52
      a bawic to w co konkretnie?:)))))))))))
    • astir Re: Witam i... 13.12.02, 19:15
      W pierwszym, najzupełniej bezwarunkowym odruchu, gdy tylko zobaczyła go na
      chodniku, chciała się rzucić mu na szyję i bardzo, baardzo mocno przytulić. I
      tylko pamięć zdarzeń sprzed kilku godzin spowodowała chwiliwe wyhamowanie tej
      pierwotnej podniety na korzyść kompletnego zaskoczenia jego widokiem i
      konsternacji spowodowanej usłyszanymi słowami.
      "czy dobrze słyszę? mój Janek mnie nie poznaje? od kiedy jestem dla
      niego "pani"? wygłup czy amnezja pourazowa? hm... a może to ze mną jest coś nie
      tak? deja vu - jego czy moje?" - te i inne pytania, które musiały (przynajmniej
      na razie) pozostać retorycznymi, rozbrzmiewały w jej głowie.
      - pomoże mi pani?
      Oj, gdybyś nie odważył sie na zaproponowanie czegoś w tym rodzaju (ha,
      rzeczywiście, kawa mi teraz w głowie!) chyba psem bym poszczuła, nawet tak
      łagodnym jak mój! - na szczęście nie wypowiedziała tych słów na głos, choć
      niewiele brakowało. Zamiast nich, spuściwszy wzrok na chodnikową kostkę, by
      opanować czający się gdzieś niebezpiecznie blisko śmiech, spowodowany absurdem
      obecnego zdarzenia, odpowiedziała:
      - bardzo mi przykro, lecz nie jestem sama - wskazała na psa, który od początku
      rozmowy przysiadł na tylnych łapach i z przekrzywionym łbem zdawał się jej
      uważnie przysłuchiwać.
      - Ach tak, pies. Czy to znaczy, że nie wzięła pani ze sobą smyczy i kagańca? -
      popatrzył na "jej" psa z pewną niechęcią? a może tylko tak jej sie wydawało..
      wyciągnęła rękę w kierunku Janka:
      - mam na imię Beata - nie miała tak na imię, chciała tylko zaobserwować jego
      reakcję, może oczekiwała jakiegokolwiek wyrazu rozpoznania lub przynajmniej
      zdziwienia z jego strony. W momencie, gdy podał swą dłoń, nie dostrzegła jednak
      żadnej zmiany:
      - a ja jestem Janek, miło mi cię poznać - krótko i zdawkowo oddał uścisk
      podobnie, jak czynił to jej "dawny" Janek.
      - nie wzięłam smyczy bo miał to być tylko krótki spacer. A teraz, niestety,
      musimy już wracać do domu.
      - jak on się wabi? - Janek schylił się w kierunku psa.
      O qrcze! Czuła, ze zaraz się zaplącze w tej swej opowieści.
      - Szary - imię psa jakoś tak samo wypłynęło z jej ust. W momencie wypowiedzenia
      tego słowa jasnym sie stało, że to imię idealnie pasowało do jej
      truskawkowego "okularnika".
      Gdy twarz Janka znalazła się na poziomie pyska psa, Szary uniósł się na swych
      tylnych łapach i ostrzegawczo warknął a potem...wypluł gumę na chodnikowe
      płyty. Nie przerażony tym faktem Janek powoli wrócił do poprzedniej pozycji:
      - czy ten twój Szary jest szczepiony?
      - och tak, właściwie to nawet całkiem nie tak dawno temu, bo w maju, był
      zaszczepiony na wszystkie możliwe zarazy - zaplącze się w tych kłamstwach, czy
      też może się uda?
      - to może mógłbym cię kawałek odprowadzić, robi się już ciemno..?
      - no właściwie...ale tylko, jeśli się nigdzie nie spieszysz - by zagłuszyć
      błysk w oku i uśmiech na twarzy, schyliła głowę, włosy zasłoniły rysujące się
      na twarzy emocje. Oj, Janku, pilnuj się, bo jeśli coś kombinujesz, wycisnę z
      ciebie wszystkie potrzebne informacje jak sok z cytryny! Ciekawość była silna,
      ale jeszcze bardziej doskwierał jej zwykły głód - kawałek chleba chociaż!
      byle szybciej do domu i do lodówki, zresztą - szary też chyba o niczym innym
      nie myślał. Dziwne ale poznanego godzinę temu psa uważała już za swojego, był
      jedyną szczerą istotą w tym pomieszanym tłumie zdziwień i niespodzianek
      całodziennych.
      W rytmie ośmiu stóp zmierzali w kierunku domu. Kątem oka patrzyła na Janka:
      on czy nie on, obcy czy też z dawna znany, swój...
    • astir Re: Witam i... 13.12.02, 19:15
      W pierwszym, najzupełniej bezwarunkowym odruchu, gdy tylko zobaczyła go na
      chodniku, chciała się rzucić mu na szyję i bardzo, baardzo mocno przytulić. I
      tylko pamięć zdarzeń sprzed kilku godzin spowodowała chwiliwe wyhamowanie tej
      pierwotnej podniety na korzyść kompletnego zaskoczenia jego widokiem i
      konsternacji spowodowanej usłyszanymi słowami.
      "czy dobrze słyszę? mój Janek mnie nie poznaje? od kiedy jestem dla
      niego "pani"? wygłup czy amnezja pourazowa? hm... a może to ze mną jest coś nie
      tak? deja vu - jego czy moje?" - te i inne pytania, które musiały (przynajmniej
      na razie) pozostać retorycznymi, rozbrzmiewały w jej głowie.
      - pomoże mi pani?
      Oj, gdybyś nie odważył sie na zaproponowanie czegoś w tym rodzaju (ha,
      rzeczywiście, kawa mi teraz w głowie!) chyba psem bym poszczuła, nawet tak
      łagodnym jak mój! - na szczęście nie wypowiedziała tych słów na głos, choć
      niewiele brakowało. Zamiast nich, spuściwszy wzrok na chodnikową kostkę, by
      opanować czający się gdzieś niebezpiecznie blisko śmiech, spowodowany absurdem
      obecnego zdarzenia, odpowiedziała:
      - bardzo mi przykro, lecz nie jestem sama - wskazała na psa, który od początku
      rozmowy przysiadł na tylnych łapach i z przekrzywionym łbem zdawał się jej
      uważnie przysłuchiwać.
      - Ach tak, pies. Czy to znaczy, że nie wzięła pani ze sobą smyczy i kagańca? -
      popatrzył na "jej" psa z pewną niechęcią? a może tylko tak jej sie wydawało..
      wyciągnęła rękę w kierunku Janka:
      - mam na imię Beata - nie miała tak na imię, chciała tylko zaobserwować jego
      reakcję, może oczekiwała jakiegokolwiek wyrazu rozpoznania lub przynajmniej
      zdziwienia z jego strony. W momencie, gdy podał swą dłoń, nie dostrzegła jednak
      żadnej zmiany:
      - a ja jestem Janek, miło mi cię poznać - krótko i zdawkowo oddał uścisk
      podobnie, jak czynił to jej "dawny" Janek.
      - nie wzięłam smyczy bo miał to być tylko krótki spacer. A teraz, niestety,
      musimy już wracać do domu.
      - jak on się wabi? - Janek schylił się w kierunku psa.
      O qrcze! Czuła, ze zaraz się zaplącze w tej swej opowieści.
      - Szary - imię psa jakoś tak samo wypłynęło z jej ust. W momencie wypowiedzenia
      tego słowa jasnym sie stało, że to imię idealnie pasowało do jej
      truskawkowego "okularnika".
      Gdy twarz Janka znalazła się na poziomie pyska psa, Szary uniósł się na swych
      tylnych łapach i ostrzegawczo warknął a potem...wypluł gumę na chodnikowe
      płyty. Nie przerażony tym faktem Janek powoli wrócił do poprzedniej pozycji:
      - czy ten twój Szary jest szczepiony?
      - och tak, właściwie to nawet całkiem nie tak dawno temu, bo w maju, był
      zaszczepiony na wszystkie możliwe zarazy - zaplącze się w tych kłamstwach, czy
      też może się uda?
      - to może mógłbym cię kawałek odprowadzić, robi się już ciemno..?
      - no właściwie...ale tylko, jeśli się nigdzie nie spieszysz - by zagłuszyć
      błysk w oku i uśmiech na twarzy, schyliła głowę, włosy zasłoniły rysujące się
      na twarzy emocje. Oj, Janku, pilnuj się, bo jeśli coś kombinujesz, wycisnę z
      ciebie wszystkie potrzebne informacje jak sok z cytryny! Ciekawość była silna,
      ale jeszcze bardziej doskwierał jej zwykły głód - kawałek chleba chociaż!
      byle szybciej do domu i do lodówki, zresztą - szary też chyba o niczym innym
      nie myślał. Dziwne ale poznanego godzinę temu psa uważała już za swojego, był
      jedyną szczerą istotą w tym pomieszanym tłumie zdziwień i niespodzianek
      całodziennych.
      W rytmie ośmiu stóp zmierzali w kierunku domu. Kątem oka patrzyła na Janka:
      on czy nie on, obcy czy też z dawna znany, swój...
      • zuzzia1 Re: Witam i... 16.12.02, 11:29
        Nagle tuż przed nimi wyrosła jakaś postać. Wpadła na Janka, który stracił
        równowagę i usiadł w pobliskiej kałuży. Niebieski prochowiec pokryło błoto.
        Pies zjeżył sierść i uskoczył. Już nie pachniał truskawkami, z jego paszczy
        rozchodziła się silna woń wrigley spearmint. To mój pies - powiedziała władczo
        postać i wyciągnęła rękę. Zwierze zatopiło w niej kły...
        • szarywilk Re: Witam i... 16.12.02, 12:25
          Szary szarpnął raz , po chwili usłyszeć można było trzask łamanych kości. Mimo
          że należał do pospolitej rasy szarych wilków to był wyrośnięty jak na swoją
          rasę. Ta osoba chciała zaatakować jego panią, a on na to nie mógł pozwolić!!.
          Wypuścił reke nieznajomej, spojrzał z warknięciem na Janka czy i ten cos nie
          zamierza złego przeciw Astir...Janek odruchowo trzymał spodnie w garści, czuł
          bowiem że zwieracze nie wytrzymały ponownie i bał sie coby coś nie umsknęło
          nogawką, znał to warknięcie...zaczął sie wycofywać i w szaleńczym pędzie z
          dzikim wrzaskiem zarzynanego kozła ruszył ku swej pracy..tam...tam jest
          dyskietka, pomyślał. Ach czemu nie zająłem sie swoją gumowa lalą?-myśli
          rozpaczy zatruwały mu umysł. Pragnąl znów poczuć pod ręką jej trzeszczący
          materiał z którego była zbudowana ....
          Wilk machając ogonem podszedł do Astir zadowolony z wykonanego zadania.
          Cichutko skamląc położył sie przy nogach swe 183 cmetrowe cielsko, domagając
          sie pochwały....;-)))
    • astir Re: Witam i... 16.12.02, 19:36
      ...ona chce mi zabrać mojego psa! - pierwszym odruchem była ogromna złość do
      tej nieznajomej kobiety, tak agresywnie zachowującej się w stosunku do jej
      własności która minęła błyskawicznie w chwili, gdy szary zaatakował nieznajomą.
      - bardzo panią przepraszam..może wezwę pogotowie..on nigdy jeszcze tak się nie
      zachował..- bełkocząc bez ładu i składu podtrzymała osuwającą się na chodnikowe
      płyty sylwetkę
      - nie trzeba, naprawdę nie jest to konieczne - nieznajoma przeniosła swój wzrok
      z szarego na jej twarz
      i w tym momencie poczuła, że sama zaraz upadnie w to grudniowe, szybko
      zamarzające błoto patrząc w twarz swej mentorce, przewodniczce duchowej i
      astralnej, swej cicerone i opoce całodziennodziwnej
      - Kinga D! - chciała błagać przepraszać kajać się za zachowanie szarego ale -
      nie zdążyła - sylwetka duchowej przewodniczki zaczęła blednąć, rozpływać się w
      mroku z tajemniczym półuśmiechem mony lizy przesłanym na pożegnanie...
      Budziła się powoli ze stanu transu, czyż było to przesłanie? przestoga? a może
      tylko cielesne objawienie wsparcia dla innej kobiety w potrzebie
      Janek! - szukała go w rosnącym mroku zaułków i ...nie znajdowała... utrata
      ukochanego po raz drugi w ciągu jednego dnia zabolała mocno, radość ostatnich
      minut wspólnego bycia razem uleciała pozostawiając gorycz i żal...
      Szary skamlał cichutko z uszami położonymi w wyrazie uznania własnej głupoty z
      popełnionego czynu. Poklepała go po karku, poprawiła przekrzywione okulary i
      znowu szli - Polna była już niedaleko...
      Dom - ciepły i cichy choć gdzieś tam wewnątrz swych przypomnień spodziewała się
      bałaganu wszechpanującego...szary obwąchiwał każdy zakątek a ona w tym czasie
      przeszukiwała lodówkę, żal trochę było "jałowcowej" dla psa, ale tylko to
      znalazła w lodówce. Dla siebie odgrzała fasolke po bretońsku, popiła
      piwem "tyskie" z puszki i - ojej! od razu wszystkie dzienne koszmary uleciały
      hen...i w tym momencie zobaczyła otwarty kalendarz leżący na parapecie okiennym
      z czerwono zaznaczonym wpisem na dzień 16-12-2002 - a teraz był już wieczór!
      Najpierw zmartwiała, niedopita puszka z piwem jak wyrzut sumienia świeciła
      złotym blaskiem, po czym z myślą "raz kozie śmierć!" gwizdnęła na szarego,
      który co prawda niechętnie ale jednak ruszył się z Jankowego fotela, chwyciła
      kluczyki od samochodu - wypadli w noc.
      Garaż..wsteczany..jedynka...trójka i ...więcej sie nie dało - chyba same
      czerwone światła świecą tej nocy! parking..półbieg prawie a potem kartka na
      drzwiach z godzinami otwarcia. Mimo, iż szary nie okazywał entuzjazmu nocnym
      spacerem, najpierw w złości kopnęła butem w drzwi a potem zwróciła się prosząco
      w stronę psa.
      - jesteś taki dzielny i odważny..nie boisz się chyba samotnej nocy w
      mieście..pomożesz mi? - patrzył mądrze, ale przecież to nie był jeszcze
      wigilijny wieczór.
      Aby ukoić swe wyrzuty sumienia związane z wykorzystywaniem biednego stworzenia,
      zdjęła kurtkę, rozpościerając ja na kształt okazjonalnego legowiska i
      zachęcająco skinęła w kierunku zwierzęcia..z jakąś rezygnacją w całym ciele
      posłuchał zachęty i rozłożył swe wychudzone cielsko na jej ukochanej kurtce.
      - pilnuj, nie wpuszczaj nikogo dopóki nie wrócę, dobry piesek, waruj..
      Było za późno, wiedziała o tym lecz nie do końca..jakaś mała nadzieja gdzieś
      tam wewnątrz niej drzemała...wczoraj było 5 sztuk, może choć jedna została?
      Drzemać spaać...o tak, chciała spać...a szaremu przekazała swe obowiązki -
      czuła, iż nie zawiedzie. Odchodziła spod sklepu "HEY JOE" w kierunku parkingu
      czując ogromne zmęczenie, otępienie piwem i nagłym spadkiem adrenaliny w całym
      ciele..gdyby tak Janek był obok..

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka