o.saudade
24.03.06, 09:25
Patrzyłem jak tęcza buduje swe mosty
Z kolorów naszej miłości i beznamiętnie
Na ciele rzeźbionym przez wiatrów chłosty,
Wibrując, rozjarzyła się przejrzyście.
Gnając przez deszcz brylantów
Pokolorowała uczucia, blask oczom nadała,
I jak zorza czerwonych korali
W połyskliwych falach zapadła,
Nim spostrzegłem, jaką mnie okryła bielą żagli.
Płótnem nieskażonego uczucia,
Co dzień pogodny obiecuje promieniem słońca,
Jak pragnienie rodzące się bez westchnienia,
Źrenicą purpurową dekorując lica.
I krzycząc koloru jaskrawością
Niczym nieskażonej obfitości,
Gniewa się, widząc w sercu tę prawdziwą,
Eteryczną, pozwalającą zapomnieć tęczę boleści.
Zapomnieć, o toczącej się grze dobra ze złem.
Grze, której powab od wieków jest czczony,
A ludzie stają naprzeciw niej z podniesionym czołem,
Ubrani w przeźroczyste miłości klony,
I dla której pióro do ręki wziąłem.
Ona, nie tylko jest żalem,
Owiana nieziemską kotarą światłości,
Ani się chwali tym wiecznym kolorów balem,
Ni wdzięczna temu, co jej kryształowe ciało pieści.
Jaal