Gość: pytajnik
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
27.06.06, 11:43
Kiedyś gdzieś ganiałem ( byłem młody głupi i naiwny) wszędzie mnie było
pełno.. chwytałem się wszystkiego i wszystko zostawiałem nieskończone.
Wszystko mnie fascynowało, było tego taka dużo ze wszystko poznawałem
połowicznie, dotykałem tematu i już byłem przy innym bardziej w tym momencie
fascynującym, nowszym. Miałem dużą wiedze ogólna i mała „szczególna”.
Poznawałem , dorastałem .
Potem już nie fascynowało mnie tak wiele, nowe odkrycia przychodziły czasem,
coraz rzadziej, był to okres oczekiwania. Łapałem się na tym ze ciągle na cos
czekam, zawsze znajdowałem cel i po jego osiągnięciu okazywało Się ze to nie
to na co czekałem i czekałem dalej. I tak czekając doszedłem do wniosku że
nie ma na co czekać..
Teraz trwam. Tak sobie trwam z dnia na dzień, czasem jeszcze mnie ponosi, ale
bezsilność wobec świata gasi te moje zapały, dzień codzienny przygniata
zmęczeniem ( 8 godzin pracy to dla mnie za wiele). A znów jak się w pracy
obijam ( jak teraz ) to mam wyzuty sumienia ze niepotrzebny jestem , bo
przecież .
I taki wciąż zmęczony, zniechęcony sobie trwam w obserwacji świata z malutka
nadzieja gdzieś na dnie , że może ten cały świat mnie jeszcze czymś dobrym
zadziwi.
I nie żałuj mnie, nie pisz ze mi współczujesz takiego życia. Bo co to za
życie.
Jeśli masz receptę na życie, to szybko ja opatentuj , a potem sprzedawaj
głupcy ja kupią a ty nasycisz się doczesnością , lub będzie Ci jej jeszcze
mało.
Jeśli masz cel w zyciu powiedz mi o tym chętnie się z tym zapoznam, zobaczę
czy poświęcasz się zyciu doczesnemu , małości , czy niedosiężnej przyszłości
która może jest ale gdzie i kiedy nie nam wiedzieć.