Dodaj do ulubionych

Raz na tysiąc lat...

09.07.06, 22:48
Sokółka ma nielada problem do zgryzienia. Nie śmiejcie się, wredne i
humorzaste Sokółki też mają problemy, ale raczej natury moralnej. Mianowicie -
rok temu miałam poważnego absztyfikanta do mojej reki (raczej łapy, bo tu
jestem Sokółką) i uznałam, że nie pasuje do mnie, nie chcę go, choć jest ze
wszech miar pozytywną osobą. Nie zgadzamy się ze sobą, mamy inne poglądy na
życie, on nie kocha tak jak ja teatru, książek, muzyki. Poprostu z mojej
strony to była jedna wielka pomyłka. Uświadomiłam mu to wcześniej i wydawało
mi się, że rozumiemy się. Chciałam, by było normalnie. A teraz nagle mu się
ubzdurało przyjechać do mnie z Anglii z pierścionkiem. Co mam zrobić? Mam
zwiać z domu? Ja człowieka nie chcę i nie chciałabym mu zrobić krzywdę. Ani
sobie. Mówienie, że go nie chcę nie pomaga. Dajcie jakąś radę, pomysł. Za
sensowne rady będę wdzięczna. Za bezsensowne opie.. jak ruską kobyłę, bo
to, o co pytam, nie jest do żartu.
Obserwuj wątek
    • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 09.07.06, 23:02
      Powiedz mu,żeby pierścionka urzył jako podkładki do gwoździa;)
      A co on lubi:piwko,grę w piłkę na kanapie,gadkę o samochodach których
      nigdy nie będzie miał?
      (wracam za 45 minut;))
      • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 09.07.06, 23:10
        Piłki nie ogląda (ja - tak i lubię kibicować, choć robię to nieco hałaśliwie,
        bo komentuję dosadnie np. rzuty karne), samochodu nie ma i na moje oko nigdy go
        nie będzie miał, bo w Maybacha to tylko dureń uwierzy. Ale poza tym - nie ma o
        czym z nim rozmawiać. :-(

        Lubię pływać na basenie, lubię grzebać w ogródku koleżanki. Kocham wypady do
        kina, do teatru, lubię śmniać się. I musiała ta franca zakochać się we mnie?
        Nie chcę go. NIE CHCĘ. Co zrobić, by go nie obrazić, bo to jest człowiek wart
        szacunku. To jest dobry ludż, ale nie dla mnie i ja to czuję i wiem. :-(
        • justiz Ja żadną ruską kobyłą nie jestem, więc... 10.07.06, 01:09
          nie op...laj mnie, proszę! To tak na wstępie chciałam Cię uspokoić ;-))))

          Co do sprawy...

          Wydaje mi się, że ten Twój amant widzi w Tobie wszystko to czego jemu brakuje,
          czyli inteligentną, pewną siebie, operatywną, ciekawą życia i świata osóbkę.
          Niestety najgorsze jest to, że dostrzegła to też jego mama i to jest problem...
          dla niego chyba też. W tej sytuacji musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy
          kieruje nim uczucie do Ciebie, czy widzi w Tobie tylko świetny "materiał" na
          żonę (sory za określenie), taką żonę która nie będzie od niego oczekiwała
          wsparcia w trudnych sytuacjach, bo sama sobie poradzi (po tym co o nim piszesz
          to taki sobie człowieczek, który zadowolony jest z tego co podstawią mu pod nos
          i nie mający jakichś specjalnych ambicji, ani celów życiowych).

          Piszesz, że na 'uczucie powinno się odpowiedzieć uczuciem'... No tym mnie
          zastrzeliłaś!
          Masz (+-)30 lat i jeszcze pewnie 50 przed Tobą i chciałabyś spędzić choćby
          połowę z tego czasu z kimś kto nie jest dla Ciebie nawet interesujący?! Bajery o
          tym, że 'przeciwieństwa się przyciągają' i że 'miłość przychodzi z czasem' można
          wsadzić... ach, wiesz gdzie...

          Ale właściwie Ty pytasz jak się go "pozbyć"?
          Jeśli on naprawdę nie pojmuje, że go nie chcesz i nie da się stworzyć sytuacji,
          że to niby on taki bystry i zauważył, że Ty mu nie odpowiadasz (bo to najlepsza
          metoda na zerwanie i zachowanie dobrych układów z eks - tak kombinować, żeby
          miał wrażenie, że to on podjął decyzję o zerwaniu - Tobie korona z głowy nie
          spadnie, a facetowi jeszcze do tego jest głupio, że zachował się jak "świnia"
          ;-)))) ), to po prostu przestań być w stosunku do niego miła (!)
          Niestety tak to już jest, że przez jakiś czas będzie miał do Ciebie żal, ale
          później, zwłaszcza jak znajdzie inną, to nie będzie miało dla niego znaczenia.
          A jak Ty poznasz tego, który będzie u Ciebie wywoływał dreszcze podniecenia to o
          tym wydarzeniu nie będziesz pamiętała, bo po główce będą Ci chodziły ciekawsze i
          przyjemniejsze sprawy - ważne dla CIEBIE sprawy.
          A w stosunku do jego mamy zastosuj kurtuazyjne zasady postępowania...

          Ciekawe co z tego "ambarasu" wyniknie?

          Pozdrawiam
          • justiz Ach! Jeszcze coś... 10.07.06, 01:43
            Przypomniał mi się taki fragment wiersza, ale niestety nie pamiętam kto jest
            autorem :-(

            [...] Bo jeśli ja chcę kochać, to już jak należy,
            bo kto nie całkiem kocha ten wcale nie kocha.
            A ja muszę w drogę...
            I nie możesz się o to na mnie gniewać,
            że Cię całować nie chcę i pieścić nie mogę,
            bo chcę iść coraz dalej, coraz głośniej śpiewać! [...]

            A ja już do łóżeczka muszę... :-))))
          • white.falcon Re: Ja żadną ruską kobyłą nie jestem, więc... 10.07.06, 17:32
            Justiz! Moc uśmiechów. Ja miałam na myśli dziwne wpisy pt. "Co Ty sobie
            myślisz, napatoczył się, to go bierz i na nic nie patrz", a nie rzeczywiste
            przemyślenia osób na temat historii, która mi się przydarzyła. :-)

            Nie zastanawiam się, nie "babram" w tym, co on we mnie widzi, bo i tak to jest
            beznadziejne - nie dojdę tego. Owszem, jestem osoba zaradną, w różnych
            sytuacjach nie daję sobie w "kaszę" dmuchać, ale mam ten słaby punkt w
            charakterze, iż ludzi, którzy nie zasługują na to w moim mniemaniu nie umiem
            potraktować jak powietrze, czy jako kogoś, kogo można zdeptać i nad tym przejść
            do porządku dziennego. Poprostu chciałabym, by człowiek uświadomił sobie, że go
            nie chcę, nie widzę sensu w rozwijaniu znajomości w niepożądanym dla mnie
            kierunku. Wyjaśnilismy sobie raz, że nie ma to sensu i sądziłam, że można
            przejść do zwykłej znajomości bez podtekstów nadziejowo-erotyczno-
            matrymonialnych, ale jak widać nie udało się. Jestem osobą, która nie lubi
            kłamać, postawiłam rok temu sprawę jasno, że owszem - jako znajomi możemy znać
            się, na co zostałam "przytaknięta", choć ze smutkiem. I sądziłam, że nie będzie
            ścigania mnie, szczególnie że kontakty nasze uległy rozluźnieniu i czas od
            czasu od wspólnych znajomych dowiadywałam się, że po wyjeździe do Anglii zaczął
            pracować i nie dzieje się mu krzywda.

            Właśnie przerażają mnie te kapcie za ileś lat i brak zrozumienia - życie obok i
            samotnie choć we dwójkę. Przeżyłam w swoim życiu wielką miłość, mając u boku
            wspaniałego człowieka, z którym rozumieliśmy się bez słowa, mieliśmy wspólne
            pasje, zainteresowania. Może teraz moje życie jest uboższe o brak drugiej
            osoby, ale nie wygrywa się ze śmiercią. Osiem lat, które nam dał Bóg, były
            twórcze i piękne. I nawet patrząc z tamtej perspektywy, porównując, choć już
            serce ucichło, nie zamieniłabym swego obecnego życia na coś, co mi nie
            odpowiadałoby.

            Poprostu poprosiłam Was o podanie możliwości wybrnięcia z sytuacji, której
            Autorka nie jestem, gdyż to ten Pan mnie zaczął podrywać, nie ja jego. :-)

            Dziękuję Ci serdecznie za opinię i mam nadzieję, że pomożesz mi w moim dalszym
            zastanawianiu się, :-)
            Sokółka
            • justiz Kompromisy na bok! 10.07.06, 19:20
              Witaj ponownie!

              Przeczytałam wszystkie Twoje dzisiejsze wpisy i odnoszę wrażenie, że "z tej mąki
              chleba nie będzie" - jak to mówił mój nauczyciel od polskiego w SP i aktor
              jednocześnie...
              Sprawa jest dla Ciebie przesądzona, a sytuacja wręcz uciążliwa.

              Jedyne co mi przychodzi do głowy to:

              1. nie powinnaś absolutnie dopuścić do sytuacji, że on wpadnie do Ciebie z tym
              pierścionkiem, bo wtedy trudno będzie cokolwiek tłumaczyć. Swoją drogą to
              kuriozalna sytuacja, że facet, który wie, że nie jest dla Ciebie ważny w sensie
              uczuciowym wpadł na taki pomysł. Sądzę, że jakiś Twój gest, czy słowo
              spowodowało, że zakiełkowała u niego taka myśl, że może Twoja decyzja nie była
              jednak ostateczna.
              Gdyby doszło do tych oświadczyn z tym nieszczęsnym pierścionkiem, a Ty w
              najdelikatniejszej formie (chociaż w tej sytuacji nie wiem jakiej ;-))
              powiedziałabyś mu, że nie chcesz za niego wyjść - to byłaby sytuacja, którą i Ty
              i on zapamiętacie do końca swych dni jako bardzo przykrą...
              Jest takie powiedzenie, że 'od miłości do nienawiści bardzo krótka droga' i
              niestety to prawda.

              2. Mam wrażenie, że ta sytuacja dość mocno Ci ciąży, a facet wręcz drażni.
              Nie ma niestety innego wyjścia jak porozmawiać z nim i powiedzieć mu wprost, że
              nie widzisz go w roli Twojego życiowego partnera. Wydaje mi się, że ta dobra
              passa w Anglii, o której Ci opowiada podziałała na niego mobilizująco i poczuł
              się zwyczajnie pewniejszy siebie (chyba aż za bardzo ;-)) )
              Forma jaką przyjmesz prowadząc tą rozmowę jest właściwie bez znaczenia - ważne,
              aby to przyjął do wiadomości.
              Może nie warto czekać, aż on pojawi się w Polsce, tylko załatwić to wcześniej?

              3. Jeśli chodzi o jego rodzinę i ich zaproszenie, to zwyczajnie wyłgaj się innym
              wyjazdem. Nie chcesz kłamać, to po prostu naciągnij nieco prawdę i specjalnie
              zaplanuj wyjazd w tym czasie... Jeśli termin nie jest Ci jeszcze znany tym
              lepiej, wtedy łatwiej będzie wytłumaczyć zbieg okoliczności...

              Sądzę, że bez naszych sugestii doskonale sobie poradzisz, bo potrafisz wspaniale
              wyczuć ludzkie emocje i jednocześnie jesteś mistrzynią dyplomacji, a to w tej
              sytuacji jest bardzo ważne :-)

              Pisz, jeśli dalej się zadręczasz...

              Duży buziak :-*
              • white.falcon Re: Kompromisy na bok! 10.07.06, 21:14
                Ja znam ciut inne powiedzonko: "ani chleba nie upieczesz, ani zakalca". ;-)

                A na serio - nie lubię sytuacji, gdy mnie stawiają pod murem. Najpierw
                przyjmuję informacyjnie sytuacje, potem wewnętrznie wpadam w popłoch, a potem
                zaczynam myśleć. Szczęśliwie w międzyczasie poprostu nie podejmuję żadnych
                działań, tylko szukam ewentualnych możliwości wybrnięcia z sytuacji. I
                stwierdziłam, że muszę posłuchać opinii innych, by przypadkiem nie wyjść na
                bezduszną egoistyczną świnię. Justiz, już całą dyskusja na wątku mi pomagacie.
                Nawet - co może dziwić - nasz Rodak Toni - swoimi uwagami.

                A oto wnioski do których na świeżo doszłam:

                1) Wizyta w domu wykluczona. Nie mam zamiaru go zapraszać, a drzwiami przed
                nosem potrafię trzasnąć, mówiąc, że mam coś do roboty. Niegrzeczne? Owszem, ale
                wizyty zapowiada się, a niezapowiedziane mogą naruszać grafik dnia osoby
                pracującej i w pracy i w domu. Pytasz, z czego wynika jego zainteresowanie. A
                Bóg jeden raczy wiedzieć - nie udaję nikogo innego, niż jestem - jestem
                poprostu sobą w kontaktach z ludźmi. Z jednej strony może mankament, a może
                zaleta - mówię wtedy, gdy mam coś do powiedzenia, gadułą nie jestem.

                2) Istotnie - ciąży. Załatwić sprawy w drugim kierunku nie mogę, bo - ironia
                losu - to on ma mój numer telefonu. Mi jego do szczęścia potrzebny nigdy nie
                był. Kiedyś podawał, ale nawet nie zapisałam. A już jego rodziców wplątywać w
                to wszystko nie chcę - nie wiem, czy gorzej bym nie zrobiła.

                3) Postanowiłam pojechać na weekend do serdecznej Przyjaciółki, szczególnie, że
                już dawno obiecałam wizytę. Przynajmniej wspaniale spędzę czas u miłej osoby, z
                którą ciekawie jest porozmawiać, pośmiać się. Bardzo i to bardzo pozytywna
                osoba. :-)

                Dręczyć się będę, nie ma przeproś. Skorpiony tak mają. :-(
                Pozdrowienia,
                Sokółka
                • justiz Re: Kompromisy na bok! 10.07.06, 22:51
                  white.falcon napisała:

                  > Postanowiłam pojechać na weekend do serdecznej Przyjaciółki

                  Doskonała myśl! Koniecznie zabierz dobre winko, upał w weekend ma zelżeć to miło
                  (i bezpiecznie) będzie spędzić go na lekkim rauszyku. Włosi, Grecy i Francuzi
                  przez orągły rok winka popijają i dzięki temu są radosnymi i pogodnymi narodami.

                  Ale nie kupuj jakichś cudawianek francuskich, ani o zgrozo kalifornijskich, bo
                  te które dostępne są na naszym rynku są beznadziejne. A na następny dzień nawet
                  przemykanie kota będzie Ci przypominało głośne tupanie ;-)))

                  > Dręczyć się będę, nie ma przeproś. Skorpiony tak mają. :-(

                  Eeeee! Zadręczać się z powodu nieokrzesanego amanta?
                  Gdybyśmy My, wszystkie piękne, inteligentne i rozsądne kobietki zadręczały się
                  takimi sprawami, to Ci atrakcyjni dla nas panowie w ogóle nie będą się nami
                  interesowali, bo po jaki gwint im jakieś zgorzkniałe i wiecznie zatroskane BABY(?!)

                  Idę już spać, muszę się wyspać, bo jutro koniecznie muszę iść na siłownię. Dziś
                  nie byłam - upał mnie dobił, a muszę wyrobić normę 3 treningów w tygodniu, więc
                  trochę zagmatwałam, bo przerwy w siłowni należy robić przynajmniej jednodniowe,
                  aby mięśnie odpoczęły, a ja kolejny raz pójdę w środę. No i nic innego mi w tą
                  środę nie pozostanie tylko zaliczyć jakieś 2 fitnesy...
                  No widzisz! I to są dylematy!

                  • white.falcon Re: Kompromisy na bok! 10.07.06, 23:55
                    Justiz! Dobrych snów. :-) Dla mojej cudownej Psiapsiółki mam prezent i mam
                    nadzieję, że jej wpasuję się w gust, bo to rewelacyjna Dziewczyna. Jakbym była
                    chłopem, to bym się zakochała, ale natury nie zmienię. Aj, reklama mi się
                    włączyła. Nie miewam poprostu nierewelacyjnych Przyjaciółek. :-)
    • veteranka2 Re: Raz na tysiąc lat... 09.07.06, 23:06
      Hej to masz zagwozdke...ten pan zapewne mysli ze uporem zjedna Twoje serce, ale
      nie wzial pod uwage ze nie da sie zmusic kogos do kochania. Piszesz ze nie
      chcesz go skrzywdzic. Ale to chyba jedyne wyjscie, zagrac ostro, przeciez teraz
      on krzywdzi Ciebie, narusza Twoj spokoj, powoduje ze masz moralne rozsterki, a
      przeciez nie mial zadnych podstaw zeby po roku uderzac do Ciebie skoro go
      wczesniej odtracilas. Jest to po prostu nachalne i traci desperacja. Mylse ze
      przestan byc dla niego mila, badz nawet chamska jesli potrafisz. Wchodzi w gre
      np. umowienie sie z kolega jakims zeby poudawal Twojego chlopaka?
      • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 09.07.06, 23:23
        Szczerze? Próbowałam, ale poprostu to "olał". Kłopot polega na tym, że znam
        jego rodzinę, doradzałam im postępowanie w bardzo istotnej dla nich sprawie
        sądowej i teraz jego Mama wydzwania do mnie z pytaniami, czy do niej
        przyjedziemy, gdy Pan zawita do Polski. Nigdzie nie wybieram się, z Panią
        rozmawiam bardzo grzecznie. Mam ich op.... razem? Nie umiem. :-( Jest mi
        smutno, bo niby na miłość trzeba odpowiadać miłością, a tu nie wychodzi, choćby
        mnie piorun trzasnął. :-(
        • kamea5 Re: Raz na tysiąc lat... 09.07.06, 23:45
          Sokołko,jesli chcesz to załatwic dyplomatycznie(bez kłamstwa,sie nie
          da),poinformuj intruza ze własnie sie zareczyłas i spotkac sie mozecie na Twoim
          slubie;)
          • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 17:34
            Droga Kameo, ja nie umiem kłamać w takich sprawach. Mogę nałgać petentom, że
            nam komputer, drukujący dokumenty się popsuł, choć prawda jest taka, że
            blankiety dokumentów nie dojechały na czas. Ale w ludzkich sprawach poprostu
            nie umiem, bo takie kłamstwa mają krótkie nogi. Poproszę o inny pomysł. :-)
            • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 17:58
              Droga white:) a wiec moze po prostu spotkaj sie z tym "galopantem" - zapewne
              nie deklarowalas " kocham i kochac bede po grob". skro nie masz przekonania co
              do przebiegu wydarzen, nie zawoalowuj wlasnych odczuc, powiedz po ludzku/ale
              nie mow ze Ci przykro!/.le spotkaj sie z Nim. To eleganckie rozwiazanie!

              ech... zycie!!!!! "Kochal, lecz nie byl kochany!
              • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 18:24
                Ha, droga Kobietobezserca, ale ja to już mówiłam, że "nie kocham i szans u mnie
                nie ma". Chciałam, by po ludzku to jakoś załatwić, bez jakichś rozdzierających
                tragedii, a tu klops.

                I nie myśl, proszę, że mnie to w jakis sposób cieszy - raczej dołuje. Wiem,
                czym są uczucia tego wyższego kalibru i nie chcę skrzywdzić osoby, a tym
                bardziej - siebie.
                • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 18:26
                  mowie to samo... co ha!!!1 wczesniej spotkaj sie z Nim....powiedz prosto w oczy!
                • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 18:28
                  nie kocha-nieszczesliwa bo szczescia nie daje! kocha - nieszczesliwy bo milosc
                  nie odwzajemniona!!!!
                  ech... zycie "milosc jest niepokojem.... "
                  • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 21:15
                    Jak widać, można czuć się nie w swoim sosie nie tylko z braku uczuć, Droga
                    Kobieto. :-(
    • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 09.07.06, 23:43
      Może on to wróbel,a Sokółka potrzebuje
      CZARNEGO ORŁA DWUGŁOWEGO?
      • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 09.07.06, 23:51
        Na dzisiaj też chciałbym wrócić.
        Niestety znając życie po paru dniach znów zacząłbym kręcić noskiem.
        Zbite chłopczyki wracają do swych mam.....
        Opisujesz go tak jakby nic go nie interesowało,wszystko partolił(nawet
        pracę w Anglii),a do tego miły.
        Facet zupełnie jak mój stary.
        • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 09.07.06, 23:59
          Zresztą,jak go nie chcesz to uciekaj od niego czym pieprz rośnie!
          Mówię teraz poważnie.BARDZO poważnie.
          Wiem co mówię z doświadczenia mojej starej.
          Na starość zostaną Ci tylko kapcie i telewizor.
          Może nie uderzy Cię ani razu ale życie będzie typu:"od 1-szego,do
          1-go"i"z dnia na dzień".Tym bardziej,że jak mówiłaś nie lubi
          kina,teatru itd.
          NUDY!
          • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:01
            ŚMIERTELNIE poważnie!
            Jego mamusia też jak moja babka.
            • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 17:50
              Ha, Wiarusik, to przecież i wiem, przed czym uciekam. I przed kim. Może ktoś
              inny nie uciekałby, tylko się cieszył, że Pan ma następujące zalety: nie pije
              (jest całkowitym abstynentem), nie pali, jest oszczędny (aż zabójczo), ale nie
              ma w nim iskry, jak ja nazywam, czegoś, co by go natchło do życia. Rozbroiło
              mnie zdanie: "Po co idziesz do teatru - przecież w TV tyle filmów?" Dolało
              oliwy do ognia: "No i co w tej książce jest takiego (akurat pochwaliłam się, że
              kupiłam upragnioną książkę z biografią Tischnera), bez czego nie można było się
              obejść?" Nie chce się uwstecznić, nie chcę zrezygnować ze swoich małych radości
              i marzeń.

              Na tydzień zostałam zaproszona do jego domu rodzinnego - to jeszcze w bardzo
              świeżych czasach znajomości. Przez jego Rodziców zostałam potraktowana jako
              koleżanka, miałam swój pokój, a że mieszkają w górach, sądziłam, że spędzę
              siedem dni na wycieczkach po nich, na miłych spacerach, poznam go bliżej.
              Poznałam. :-( Spędziłam te siedem dni w ogródku i w kuchni. Dziękuję. Mam
              własną kuchnię i nawet w spalonej słońcem Warsiawce odpoczęłabym lepiej. Nawet
              gdyby naszła mnie ochota robienia weków. :-(
      • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:24
        Jedna główka będzie szeptać,
        druga karmić króliczkiem;)
        • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:29
          a wszyscy krewni i znajomi kroliczka nie beda mogli sie nadziwic ze taki
          apetyczny... na talerzu:) uchhhhhhhh!!!!!podany na slodko-kwasno!
          white! ogranicz posilki do zup...sa tresciwe i nie tucza. drugie danie a tym
          bardziej deser, niechby byl ciasteczkiem z chinska wrozba oddaj wrogowi! nie
          wspomne o pierscionku z brylantem!
          • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:32
            kobietabezserca napisała:

            > a wszyscy krewni i znajomi kroliczka nie beda mogli sie nadziwic ze taki
            > apetyczny... na talerzu:) uchhhhhhhh!!!!!podany na slodko-kwasno!
            > white! ogranicz posilki do zup...sa tresciwe i nie tucza. drugie danie a tym
            > bardziej deser, niechby byl ciasteczkiem z chinska wrozba oddaj wrogowi! nie
            > wspomne o pierscionku z brylantem!

            Nie słuchaj,jedz co Ci daję.
            Otwórz dziobek AAAaaaa........:))
            • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:34
              posluszny i cacy! moja krew
              • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:41
                a tak na marginesie, dlaczego stalo sie tak jak sie stalo? skad pomysl tych
                zareczyn niechcianych przez jedna ze stron?
              • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:44
                kobietabezserca napisała:

                > posluszny i cacy! moja krew

                Czyżby był jakiś większy drapieżnik od dwugłowego orła?
                • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:48
                  owszem, piskle sepa
                  • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:52
                    Kondor większy.
                    • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 00:54
                      nie liczy sie wielkosc, moj Drogi lecz technika lowow i konsumpcji:)
                      El Condor passa:))))))))))))))0
                      • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 01:02
                        kobietabezserca napisała:

                        > nie liczy sie wielkosc, moj Drogi lecz technika lowow i konsumpcji:)
                        > El Condor passa:))))))))))))))0

                        Taaaaaaaak.
                        Święta racja;))))
                        • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 01:03
                          ufff! Ty! przyznajesz mi racje????
                          • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 01:05
                            Głupszym się ustępuje;)
                            Pamiętaj-5 na kolokwium.
                            Całusy.Dobranoc.
                            • kobietabezserca Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 01:06
                              Pamietaj, im wiecej snu tym umysl sprawniejszy!:)
                              • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 17:51
                                A pokłóććie się więcej - to jest fajne. :-)
    • Gość: toni Re: Raz na tysiąc lat... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 10.07.06, 01:46
      Usmiejesz sie. Ale powaznie, jak sie pojawi w twojej okolicy, to jedz czosnek
      (juz to radzilem komus, ale dziala). Sam sie bedzie dziwil, jak mugl sie
      zakochac w tobie, niewiedzac dla czego zmienil zdanie.
      • quickly Tu sie liczy (bardzo) chlodna kalkulacja... 10.07.06, 03:11
        Moze wydac Ci sie ten tytul nieco dziwny, ale tak sie w moim zyciu zdarzylo,
        ze "wyswatalem" juz kilka par w swoim zyciu (i to czasami duzo starszych ode
        mnie). Nie jestem zadnym zawodowcem, po prostu tak sie zlozylo... az sam sie
        temu dziwie... Jak do tej pory jest z tego co zrobilem bardzo zadowolony. Nikt
        sie jeszcze z soba nie rozszedl, a i dzieci przybylo...

        Ale przechodze do tematu. Mam za malo danych. Wiem, ze mieszkasz w Warszawie,
        masz mieszkanie, prace. To juz jest bardzo duzo. Jestes niezalezna, bez
        zobowiazan... To jest jeszcze wiecej. Nie warto tego bez powodu burzyc...

        Pytanie jest po co ten gosciu pojechal do Anglii? Szukac pracy? Rozejrzec sie?
        Wyjazd sluzbowy?

        Zobacz jak wyglada jego rodzina. Spojrz jak on traktuje swoja mame (bedziesz
        tak samo traktowana, wczesniej lub pozniej...) Ale skoro jej mowi o swoich
        planach (wyglada na to, ze jego mama doskonale wie, co w trawie piszczy), to
        dobry znak...

        Ale najwazniejsze, to nie przekreslaj czlowieka. Jak to jest jakis napaleniec
        i kupuje Ci pierscionek, oznajmia Ci przez telefon, ze on JUZ ma pierscionek...
        no to powiedz mu, ze Ci sie to nie podoba i stawia Cie takim dzialaniem pod
        murem (po prostu w tej sytuacje czujesz sie skrepowana). Jak jest gentelman'em,
        to cie blyskawicznie zrozumie. Powiedz mu (bardzo spokojnie), ze chyba
        najpierw wypadalo by, zeby... no wlasnie zeby po prostu pogadal z Toba, zapytal
        sie o Twoje zdanie w tej sprawie. Jezeli zacznie "fikac i wierzgac", to sama
        wiesz co masz zrobic. A jak zacznie mowic z sensem, to powie, ze poczeka,
        jak "dojrzejesz do sytuacji". Domyslam sie, ze nie macie oboje po dwadziescia
        pare lat i obopolny okres "dojrzewania" do decyzji w granicach roku, dwoch, a
        nawet trzech lat, nie jest znowu, az taka wielka bariera do przeskoczenia.

        Zobaczysz czy facetwi nie "przejdzie" po paru miesiacacach (bo wlasnie bedac w
        Anglii strasznie sie na Ciebie napalil i zaczal miec filmy, po czym wskoczyl do
        jubilera na jakiejs tam londynskiej ulicy i kupil (na wysprzedazy) pierscionek
        z czerwonym oczkiem za cale 99.99 funtow).

        Pamietaj jednak, ze on moze byc calkiem wartosciowym materialem na
        przyszlego... meza. Zobacz co robil wczesniej (pamietaj tygrys nie zmienia
        swoich paskow). Zobacz co jest w nim dobre, a co zle... zrob uczciwy, solidny
        bilans. I nie boj sie. Jezeli poczujesz, ze to nie jest to, to musisz mu to
        powiedziec. Spokojnie i twardzo, np w taki sposob "wiesz... jest mi bardzo mi
        przykro, ale wiem, ze nie pasujemy do siebie." Zwroc uwage na jego reakcje...
        Jezeli Cie faktycznie kocha, to sie z bolem (czasami bardzo wielkim) wycofa...
        To jest taki bardzo ciekawy paradoks. Ale pamietaj, ze reakcje moga byc rozne.
        Rozni ludzie, roznie reaguja.

        Pamietaj jednak o tym caly czas, ze masz teraz w zyciu jaka taka stabilizacje,
        a jezeli chcesz zrobic krok (mam nadzieje do przodu), to tylko taki, po ktorym
        bedzie Ci jeszcze lepiej, niz jest teraz. W innym wypadku, jak ja to
        mowie "daj sobie owsa" i ciesz sie tym co masz...
        • Gość: toni Re: Tu sie liczy (bardzo) chlodna kalkulacja... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 10.07.06, 05:29
          Quickly, moze to prawda, ze udalo sie tobie poswatac paru w samej AU, ale nie
          jak sa ludzie w innych krajach. Ja mysle, ze chlopak chce zrobic przyjemnosc
          rodzine. Musi ich szanowac. Odwrotnie jak to jest z mlodzieza w samej Polsce.
          Do tego ta rodzina nagadala mu jak to dobrze miec Polke za zone. To taki polski
          zwyczaj, ze Polacy zagranica szukaja rodaczek. Podejrzewam, ze on sam sie nawet
          nie zmartwi, jak dostanie od niej kosza. Poprostu wybierze sobie dziewczyne w
          Anglii. Ale juz tym razem rodzina nie bedzie mu marudzila, ze nie wzial
          polskiej dziewczyny, bo tak jak ta rodzina chciala, zrobil(oswiadczyl sie) i
          sprobowal. Takze pozostanie mu w dobrej pamieci z tej calej przygody zapach
          czosnku(jak skozysta z mojej rady). Hahahahaha. Napewno bedzie opowiadal dosc
          czesto o tym, z usmiechnieta gemba.
          • quickly Re: Tu sie liczy (bardzo) chlodna kalkulacja... 10.07.06, 06:06
            Toni, masz racje, ze istnieje pewne parcie ze strony rodzicow, czy to w
            Australii, Kanadzie czy USA, aby ich dzieci (zazwyczaj urodzone zreszta w tych
            krajach) mialy meza (lub zone) z Polski lub polskiego pochodzenia (sprawa
            jezyka, zwlaszcza religii i obyczajow).

            Ale z tym bywa bardzo roznie. Raz "wyswatalem" Nowozenlandczyka (mieszkajacego
            na stale w Australii, z Ukrainka (wlasciwie Polka mieszkajaca na Ukrainie,
            ktora przyjechala z wizyta do cioci.) Zyli by z soba razem do tej pory, ale on
            zmarl kilka lat temu (na raka). Ona byla z nim (doslownie) do ostatniej sekundy
            jego zycia. Nie wyszla jeszcze za maz (i chyba juz nigdy nie wyjdzie). Chyba to
            bylo w sumie najbardziej udane malzenstwo, jakie dane mi bylo sklecic... (no,
            ale nastapil jego przedwczesny zgon - a szkoda, bo gosc byl z klasa).

            Ale byly i inne wypadki (tych bylo znacznie wiecej, gdzie zbytnio nie maczalem
            swoich palcow...)
            Byla dziewczyna w Sydnej, ktora nie mogla znalezc sobie faceta. Zaproponowalem
            jej, zeby pojechala do Polski... i tam zatrudnila sie w jakiejs szkole. No tak
            tylko, na jakies 9-12 miesiecy (rok szkolny)... Moj wybor padl na Gorny Slask.
            Troche sie wahala sie. Ale pojechala do Chorzowa. Zamiast w szkole sredniej,
            znalazla po przyjezdzie prace na wyzszej uczelni, nieco pozniej poznala
            chlopaka. Ich slub odbyl sie jakies dwa lata temu. Teraz ona jest
            przedstawicielem powaznej firmy na poludniowa Polske i nawet nie mysli o
            powrocie do Australii (chociaz czasami bardzo teskni). Na dodatek do Polski
            pojechal jej brat i... tez sie ozenil i wsiakl w kraju nad Wisla.

            Toni, moze nie zrozumialem postu white_falcon... Czy to znaczy, ze ten gosc od
            pierscionka jest Anglikiem? Moze on jest tylko Polakiem mieszkajacym
            (tymczasowo w Anglii). Jezeli to POM (nazwa uzywana przez Aussie w stosunku do
            Anglikow - POM = Prison of Her Majesty), to zmienia to diametralnie cala
            sytuacje. Na temat malzenstw mieszanych moge napisac spora ksiazke.
            • Gość: toni Re: Tu sie liczy (bardzo) chlodna kalkulacja... IP: *.hsd1.ct.comcast.net 10.07.06, 06:55
              Ja rowniez nie wiem jak jest z tym chopakiem dokladnie. Ale czytamy opinie
              Sokolki i nie trudno zauwazyc(z naszej strony oczywiscie, bo w Polsce to
              normalne i nawet sie tego nie wie, sadzac po dawanych jej radach), ze jej ta
              cala sprawa imponuje. Wogle najlepiej bylo by dla niej, jak by z Londynu na
              kolanach przyszedl, to dopiero mogla by sie pochwalic jaka super wartosciowa
              dziewczyna jest. Ona poprostu sprawia wrazenie nie "ogladzonej" jeszcze(dlatego
              czosnek do niej tak posuje). Poprostu ona chce byc samotna, ale chcialby
              opowiadac ilu chetnych miala i jakich dobrych.
              A to co opisujesz, jak to ludzie sie poznaja, to ciekawe i milo czytac o tym.
              Na Slasku gornym czy dolnym zawsze bylo przyjemnie sie poznawac. Nawet jak sie
              trafilo na dziewczyne juz zajeta, to potrafila uprzejmie odmowic. Tak zeby
              zabardzo nie zabolalo. W koncu kazdy kiedys szuka i mozna sie pomylic. A ztym
              przyjazdem do Polski aby sobie wybrac kogos, to chyba jedyny sposob na
              znalezienie sobie kogos odpowiedniego. Poznawanie sie, to dlugi proces.
              • justiz Absolutnie nie liczy się chlodna kalkulacja... 10.07.06, 07:28
                toni - coś chyba już zmęczony, albo śpiący jesteś...

                >jej ta cala sprawa imponuje. Wogle najlepiej bylo by dla niej, jak by z Londynu
                na kolanach przyszedl, to dopiero mogla by sie pochwalic jaka super wartosciowa
                dziewczyna jest. Ona poprostu sprawia wrazenie nie "ogladzonej" jeszcze

                Mój kochany, ale Cię poniosła wyobraźnia...

                >Na Slasku gornym czy dolnym zawsze bylo przyjemnie sie poznawac. Nawet jak sie
                trafilo na dziewczyne juz zajeta, to potrafila uprzejmie odmowic. Tak zeby
                zabardzo nie zabolalo.

                Tak się składa, że ja jestem Ślązaczką trochę "górną" trochę "dolną" ;-))) i
                mogę Cię zapewnić, że potrafię tak odmówić, żeby zabolało, zwłaszcza kiedy
                jestem ZAJĘTA (!)

                Po tym co tu napisałeś kawy już pić nie muszę, bo mi ciśnionko w naturalny
                sposób podskoczyło (a niskociśnieniowcem jestem)...

                A kawkę mam pyszną..
                Wieczorem przygotowuję sobie taki "włoski czajniczek" z pyszną kawą lavazza (w
                złotym opakowaniu, bo ta w czarnym do espresso dla mnie za mocna), nastawiam
                wieczorem również piec na godzinę mojej pobudki i jak rankiem się budzę to kawa
                już czeka!

                -------------------------------

                w.f wyraźnie napisała, że:
                * nie jest gościem zainteresowana i już raz mu to powiedziała,
                * gostek przebywa w Anglii, a jego rodzina tutaj... Kochani właściwie jakie to
                ma znaczenie, przecież on nie żyje w Australii, ani nawet w USA (chociaż to US
                też nie takie odległe, biorąc pod uwagą połączenia lotnicze) - to tylko Anglia,
                ok.2 godz. samolotem, on może tu bywać w każdy weekend...

                Z Quicklowskim gadzam się z jednym, że w.f ma swoją małą stabilizację i powinna
                o nią zadbać, bardzo podobało mi się też to, że powinna aczej myśleć o "poprawie
                swego życia" dzięki związkowi z kimś niż o przewracaniu go do góry nogami...
                Ale cała reszta to nieporozumienie, tyle że quickly jest maskotką pań na tym
                forum i dlatego on może napisać wszystko... ;-)))))
                • quickly Absolutnie liczy się chlodna kalkulacja... 10.07.06, 07:48
                  justiz napisała:
                  "...quickly jest maskotką pań na tym forum i dlatego on może napisać
                  wszystko... ;-)))))..."
                  --------------------------------------------------------------------------------

                  justiz, jak kiedys przyjade do Polski, to chcialbym zaprosic Cie na dobra kawe.
                  No normalnie po takich slowach to ja juz teraz nie bede mogl spac. Chyba w
                  koncu uwierzylem w siebie i swoje mozliwosci. A moze ja na prawde jestem w
                  tych sparwach uzdolniony!?? Co tam uzdolniony!! Ja moge byc w tych sprawach
                  WYBITNIE uzdolniony!!! justiz, a starczylo by tej kawy lavazzy, ktora sobie
                  parzysz dla nas dwojga...
                  • justiz Re: Absolutnie liczy się chlodna kalkulacja... 10.07.06, 07:57
                    quickly napisał:

                    >A moze ja na prawde jestem w tych sparwach uzdolniony!?? Co tam uzdolniony!! Ja
                    moge byc w tych sprawach WYBITNIE uzdolniony!!!

                    Jeśli jesteś w TYCH sprawach wybitny to kawa z Tobą będzie dla mnie rozkoszą ;-DDD

                    >justiz, a starczylo by tej kawy lavazzy, ktora sobie parzysz dla nas dwojga...

                    Tak się jakoś szczęśliwie składa, że ten czajniczek jest obmyślony dla dwóch
                    osób...

                    Kupiłeś działeczkę? Domek już budujesz, może potrzebujesz pomocy, ja do takich
                    twórczych prac zawsze jestem chętna i gotowa, tylko efekt mógłby przekroczyć
                    Twoje wyobrażenia ;-)))))))

                    Biegnę już do pracy! Pa!

                    • quickly Re: Absolutnie liczy się chlodna kalkulacja... 10.07.06, 08:16
                      A ja wlasnie skonczylem prace.
                      Jutro napisze o tym domku i dzialce nad jeziorem. Mam kilka pytan do Ciebie...
                      (w sprawie tych domkow).
                      Do jutra.
                      • justiz Absolutnie NIE liczy się chlodna kalkulacja... 10.07.06, 09:37
                        ... w miłości. Kalkulować można wydatki na następny miesiąc, bo na lata - to
                        już zawsze jakieś ryzyko...

                        Sokółko nie gniewaj się za tą moją korespondencję z quicklim na Twoim wątku,
                        ale jak przeczytałam ten wiersz to od razu o nim pomyślałam! Od
                        tygodnia "chodzi za mną" Heinrich Heine (szkoda, że nie dosłownie) i jakoś pod
                        jego wpływem zaczęłam czytać innych niemieckich poetów...

                        .......................................

                        Friedrich Hölderlin "Ziemia ojczysta"

                        Od wysp dalekich rybak chętnie wraca
                        Ku cichym prądom, jeśli zebrał żniwo;
                        I ja bym wrócił do ojczyzny;
                        Lecz cóż zebrałem oprócz boleści?

                        Najmilsze brzegi, wychowawcy moi,
                        Czy ukoicie miłosne cierpienia?
                        Lasy dzieciństwa, czy raz jeszcze
                        Osiągnę spokój, gdy wrócę do was?
                        • white.falcon Mater deter... :-) 10.07.06, 17:59
                          Toni, Ty chyba nie czytasz tego, co piszę! Co mi ma imponować - kraj, czy
                          człowiek? Z krajem nikt się chyba jeszcze nie wydał matrymonialnie, choć może o
                          takim czymś nie wiem, a było. ;-)

                          Quickly, upraszczasz trochę, ale wiem, o co Ci chodzi i tu mnie rozgryzłeś. Ja
                          właśnie chłodno kalkuluję i mi z tego wychodzi to pytanie - jak sprawę załatwić
                          w "białych rękawiczkach" i skutecznie. Decyzję już podjęłam dawno temu, o czym
                          Pan został poinformowany, że może liczyć wyłącznie na koleżeństwo i nic więcej.
                          Natomiast prosze o doradztwo, jak zrobić, by nie "zabić" człowieka. Wbrew
                          pozorom nie mam wyrzutów sumienia, bo postawiłam sprawę jasno i wycofałam się
                          wtedy, gdy cała "zabawa" nie rozwinęła się. Drażnią mnie telefony i SMS-y od
                          tego Pana, nie odpisuję, ograniczam rozmowy do grzeczności i skróconych wersji
                          wymiany informacji. Praktycznie nie mówię o tym, co dzieje się w moim życiu,
                          tylko wysłuchuję listy powodzeń, po czym kończę rozmowę, stwierdzając, ze mam
                          trochę roboty i nie mam czasu na jego marnotrawienie. Nie pomaga. :-(
                          • kamea5 Re: Mater deter... :-) 10.07.06, 23:19
                            Sokołko,teraz troche powazniej:)
                            byłam w podobnej sytuacji,mnie postawiono przed faktem dokonanym,Jejmosc
                            wyladował na Okeciu a mnie zamurowało:)
                            zachowałam sie strasznie,przestałam odpowiadac na jakiekolwiek
                            telefony,sms-y...pomogło:)
                            bywa tak ze jestes miła,a ktos odbiera to zupełnie inaczej,dopowiadajac sobie to
                            co nie istnieje...o "białych rekawiczkach"zapomnij,badz konsekwentna "jedza":)
                            • white.falcon Re: Mater deter... :-) 10.07.06, 23:23
                              Kameo, jak możesz, to mnie podbuduj jeszcze, chociażby na priv. Będę wdzięczna,
                              bo mi tej "ściany ludzi" potrzeba. :-(
                              • kamea5 Re: Mater deter... :-) 10.07.06, 23:23
                                ok,zaraz cos naskrobie;)
    • Gość: wujek_dobra_rada Re: Raz na tysiąc lat... IP: *.adsl.inetia.pl 10.07.06, 13:38
      opie..go jak ruską kobyłę:)
    • samowolny Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 13:56
      white.falcon napisała:

      > Dajcie jakąś radę, pomysł.

      poprosić kumpla aby jak absztyfikant przyjedzie to w tym czasie by grał role
      zakochanego po uszy narzeczonego...
      • Gość: veteranka2 Re: Raz na tysiąc lat... IP: *.lns3-c7.dsl.pol.co.uk 10.07.06, 15:21
        Sokolko, nie masz zadnych zobowiazan wobec jego rodziny, a oni jak widze
        probuja C ie omotac pajeczyna. Pomoglas im i teraz mama tego pana widzi w tobie
        swietny material na synowa, nie mowiac juz o panu ktory chce miec taka madra i
        wartosciowa zone(pewnie w Anglii prawem kontrastu przypomnial sobie o Tobie,
        majac do czynienia z beznadziejnymi Angielkami-tylko tak moge sobie wytlumaczyc
        ten nagly dio Ciebie przyjazd). Ale on to jedna sprawa, mama to druga. Dla tej
        ostatniej mozesz byc nadal mikla, mozecie sie kolezankowac. Rownoczesnie
        powinnas przestac sie certolic z facetem, no co on sobie wyobraza?? musisz mu
        STANOWCZO I NAWET NIEGRZECZNIE ODMOWIC. A jego mama jesli jest osoba na
        poziomie nie znielubi Cie z tego powodu, after all to nie jest wlasciwie jej
        sprawa...
        • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 18:06
          Ja nie czuję się zobowiązana wobec rodziny tego Pana. Pomogłam im, bo
          wiedziałam, jak takie sprawy załatwia się - była podobna do pewnej, którą sama
          przerabiałam. Są ludźmi dorosłymi, nie bezradnymi, zdrowymi więc tu nie ma obaw.

          Sądzę, że po tym, co już Panu uświadomiłam, powinnam go poprostu unikać. Chyba
          że masz lepszy pomysł, Veteranko. Poprostu czuję się, jakbym ze swoimi słowami
          i wyjaśnieniami nie trafiała do człowieka. :-(
          • Gość: veteranka2 Re: Raz na tysiąc lat... IP: *.server.ntli.net 10.07.06, 18:49
            Z tymi zobowiazaniami wobec rodziny chodzi mi o to ze to wyglad jakby jego mama
            juz widziala Cie jako przyszla synowa, chce sie z Toba zaprzyjaznic, moze przez
            to glupiej Ci zagrac ostrzej wobec tego amanta od siedmiu bolesci.

            > Sądzę, że po tym, co już Panu uświadomiłam, powinnam go poprostu unikać.

            Chyba nie masz wyjscia. Choc szkoda bo dlaczego Ty musisz przemykac sie
            chylkiem i wychodzic z domu z postawionym kolnierzem jak inspektor Gadzet? To
            tak jakbyc Ty byla czemus winna
            Bo rozumiem ze chamskie zachowanie wobec tego czlowieka nie wchodzi w gre? Zbyt
            liczysz sie z uczuciami innych i zbyt jestes kulturalna..
            • Gość: KbS Re: Raz na tysiąc lat... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.06, 21:40
              oj!:( white! zrob tak jak mowilam! przestan sie ekscytowac! :))))))0!
              • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 21:53
                Z ekscytacja to nie ma nic wspólnego. Jakbym chciała escytować się, to bym
                robiła to nie na forum, ale w zaciszu domowym. Mnie to wcale nie bawi. :-(
            • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 22:08
              Gość portalu: veteranka2 napisał(a):

              > Chyba nie masz wyjscia. Choc szkoda bo dlaczego Ty musisz przemykac sie
              > chylkiem i wychodzic z domu z postawionym kolnierzem jak inspektor Gadzet? To
              > tak jakbyc Ty byla czemus winna. Bo rozumiem ze chamskie zachowanie wobec
              tego czlowieka nie wchodzi w gre? Zbyt liczysz sie z uczuciami innych i zbyt
              jestes kulturalna..

              Nie wiem, czy jestem kulturalna, ale poprostu nie umiem krzywdzić. Może gdyby
              ta osoba była agresywna, hamska - tu nie miałabym oporów, Veteranko. Tu
              zadziałałby instynkt samozachowawczy. A tak?

              Ha, inspektor Gadżet powiadasz? Odpada. W moim bloku mnie znają nie tylko
              z "dzień dobry". Nalężę do Zarządu naszej nieruchomości, wiem o mieszkańcach
              duzo i oni o mnie, bo pomagamy sobie wzajemnie i wspieramy rzeczowo dwie
              rodziny, które w naszej 88-mieszkaniowej społeczności popadły w tarapaty
              finansowe, a nie są marginesem, tylko ludźmi, którym los gorzej się ułożył.
              Jest to rodzina: matka (78 lat), chora na Alzheimera i jej niepełnosprawna
              córka i duża rodzinka z pięciorgiem dzieci (naprodukowali sobie maluchów bez
              opamiętania, ale są normalnymi ludźmi). Pomagamy im, ostatnio udało sie dla
              niepełnosprawnej dziewczyny znaleźć pracę przy produkcji słoiczków do kremów w
              zakładzie chronionym, a Mamie tej bandy uroczych dzieciaków załatwić
              komputerowe prowadzenie księgowości na odległość. Ale po co o tym piszę. Co to
              ma do rzeczy? Nic. Poprostu tyle, że ludzie głupio życzliwi powiedzą, że
              właśnie wróciłam do domu, że nie mam narzeczonego. Nie ze zła tak powiedzą,
              tylko życzliwie. I bądź tu mądry. :-(
              • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 22:24
                No proszę jakie dobre duchy można w interku spotkać.
                Podziwiam ludzi,którzy coś robią,a nie tylko mówią,że jest źle i
                uciekają z tego "tonącego" statku Polską zwanym.

                Tam wspominałaś o jakiś wyjazdach na działkę w góry.
                Mój starszy też matkę wziął fortelem:
                2 działki i 2 samochody,wycieczki zagraniczne i bażanty we własnym sosie.
                2 rudery i 2 graty,wczasy pod Piasecznem i do jedzenia to co sobie(i jemu
                oczywiście} ugotuje.
                Nie miej litości-już nie powtórzę.
                • white.falcon Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 22:32
                  Nie jestem żadny dobry duch - co też. Poprostu jestem człowiek i umiem (tak
                  sądzę) widzieć bliźnich obok siebie. Nie jestem typem społecznika, który dorwie
                  się do władzy po coś. Już ścignęlismy sądownie firmę, która wykonała źle
                  wymianę okien w budynku, ale to nie ja (ja tylko prowadzę korespondencję
                  sądową) - tylko wszyscy ludzie, którym zależy, by nasz blok był dla nas domem,
                  by żyć przyjaźnie z sąsiadami. Może trochę według hasła: "Ty mi pomożesz, a ja
                  jutro Tobie". Każdy tak może zorganizować się - czy to na osiedlu, czy w bloku.
                  Odrobina dobrej woli i chęci.

                  Nie mam litości, Wiarusiku. Tylko chcę być kurtuazyjnie grzeczna i nie "zabić"
                  człowieka.
                  • wiarusik Re: Raz na tysiąc lat... 10.07.06, 22:49
                    Matka też za ojca nie chciała wyjść.
                    Udał biednego,poszkodowanego i zlitowała się nad sierotą.
                    Ten typ tak ma.
                    Dzisiaj udaje chorego,który nie może się przemęczać.
                    Bzdura-leń śmierdzący!
                    Wyszło na to,że to matka ze mną musi przenosić regały.
                    Wyobrażasz to sobie?Jest mniej więcej twojego wzrostu.
                    Jak powiedzieć facetowi,że nie?
                    Proste jak konstrukcja cepa:powiedzieć STANOWCZE nie(podkreślam),bez
                    załamującego się głosu,bez rozbudowanych komentarzy.
                    Będzie oczywiście chciał Cię przekonać-nie wdawaj się w dyskusję!
                    Powiedz co masz powiedzieć i odejć.
                    Jeśli powie,że sobie coś zrobi-nie słuchaj,takie sieroty nie są do tego
                    zdolne.One żerują na sumieniu jak sęp na ścierwie.
                    Po za tym,co Cię to obchodzi.
                    W "rękawiczkach"się nie da-musi być "face to face".
                    Uff,jaka kobyła,idę pod prysznic.
    • Gość: zahedan pytanier retoryczne to byc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.06, 22:34
      • white.falcon Re: pytanier retoryczne to byc 10.07.06, 22:39
        Jakie, mości Zahedanie? {Cieszę się, że Ciebie widzę} :-)
        • Gość: zahedan Re: pytanie retoryczne to byc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.06, 22:43
          to pierwsze.czarna polewka i tyle byc.
          • white.falcon Re: pytanie retoryczne to byc 10.07.06, 22:49
            Zahedan, po starej znajomości forumowej. Może byś przyjechał i poudawał mojego
            narzeczonego? Hotel Ci wykupię, jakieś zwiedzanie Wa-wy załatwię? Tego Pana
            ktoś tak atrakcyjny jak Ty zniechęciłby skutecznie.:-( Głupie, ale tonący
            pseudo-narzeczonych się chwyta...
            • Gość: wierna wiera Re: pytanie retoryczne to byc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.06, 23:01
              ależ Ty dziewczyno motasz!Jakichś pseudonarzeczonych, jakies aktywnosci
              niespołeczne własne wtracącasz.Jeśli nie chcesz zostać żoną tego pana, jak go
              nazywasz to nią nie będziesz, bo masz bardzo zdecydowaną naturę! Ale przyznam,
              zbyt duzo zamieszania wokól siebie robisz!
              Czy aby Ty nie jesteś niedowartościowana? a ta cała historia jest Twoim
              wymysłem i wcale się nie wydarzyła naprawdę?
              Pozdrawiam
              • white.falcon Re: pytanie retoryczne to byc 10.07.06, 23:08
                Nie żartuj, proszę. Jeśli przejrzysz moje wpisy, a jest ich bardzo dużo na
                forum, to zobaczysz, że ja jeśli już dowcipkuję, to nigdy o rzeczach poważnych.
                Żartuję wtedy, gdy ktoś "kupuje" mój żart. Jakbym wyglądała, gdybym napisała
                coś, co miałoby ośmieszyć ludzi mi odpowiadających? Ja mam do nich szacunek,
                choć nie ukrywam, że Toniego krytykuję, bo czasem nie czyta wszystkich
                wypowiedzi i wysnuwa niezgodne z prawdą wnioski.

                Krótka piłka. Z czego Twoim zdaniem wynika moje niedowartościowanie? Słucham. :-
                )
                • quickly Czy ten gosciu mieszka na stale w Anglii? 11.07.06, 02:41
                  Czy on mieszka tam tylko "czasowo"?
                  Czy jego rodzice mieszkaja na stale w Polsce?
                  Jezeli ma +40, no to juz jest prawdopodobnie po "przejsciach". Jak dobrze,
                  white_falcon, znasz jego "historie"???
                  • quickly Dziekuje za wiersz justiz... 11.07.06, 02:56
                    Friedrich Hölderlin "Ziemia ojczysta"

                    Od wysp dalekich rybak chętnie wraca
                    Ku cichym prądom, jeśli zebrał żniwo;
                    I ja bym wrócił do ojczyzny;
                    Lecz cóż zebrałem oprócz boleści?

                    Najmilsze brzegi, wychowawcy moi,
                    Czy ukoicie miłosne cierpienia?
                    Lasy dzieciństwa, czy raz jeszcze
                    Osiągnę spokój, gdy wrócę do was?
                    -------------------------------------------------------------------------------
                    Pewnie, ze osiagne spokoj w lasach dziecinstwa!!! Inaczej nie warto bylo by
                    sie dalej meczyc. Te lasy i brzegi, sa jeszcze piekniejsze i ladniejsze...
                    Bylem juz tam pare razy i wiem, ze tak jest na pewno!

                    Sluchaj justiz, co myslisz o domkach stawianych na zamowienie? Tzn. z drewna,
                    z caloroczna mozliwoscia zamieszkania. Wiem o nich, bo sie reklamuja na
                    internecie. Ale jaka jest Twoja opinia o nich? Widzialem je w granicach od 20
                    do 50 tys. zlotych. Niektore pietrowe. Czasami nazywaja je "kanadyjskie".
                    Chodzi mi zwlaszcza o problem trwalosci. Osbiscie nie przepadam za drewnem "na
                    zewnatrz", ale chcialbym sie dowiedziec, jak one sprawuja sie w polskim
                    klimacie. Moze cos Ci sie obilo o uszy na ten temat???

                    Ziemie prawie juz mam (7 arow, 50 metrow od jeziora). Teraz czekam na na
                    podpisanie umowy z gmina (odbedzie sie w pazdzierniku poprzez mojego
                    pelnomocnika (mojego dobrego znajomego)). W sumie jest tam 7 lub 8 dzialek
                    (Puszcza Drawska). Oplata roczna 140PLN. Jest prad, wody nie ma (chyba bede
                    musial sam zalozyc pompe i studnie, w sumie do jeziora jest pare metrow, wiec
                    nie powinno byc z tym problemow).

                    Czekam niecierpliwie na Twoja odpowiedz.
                    • justiz Obiło mi się :-))) 11.07.06, 06:03
                      Tak się składa, że jedna z moich dobrych znajomych mieszka w takim drewnianym
                      domku. Mam nawet zdjęcia i mogę Ci przysłać, jeśli oczywiście jesteś
                      zainteresowany. Szczegóły, tego co wiem, a może i więcej ;-))) napszę Ci jak
                      będę w pracy...

                      Napisz jeszcze, co się konkretnie interesuje?

                      Miłego popołudnia Tobie, a sobie życzę udanego dnia! ;-D

                      • quickly Re: Obiło mi się :-))) 11.07.06, 07:08
                        justiz napisała:

                        > Tak się składa, że jedna z moich dobrych znajomych mieszka w takim drewnianym
                        > domku. Mam nawet zdjęcia i mogę Ci przysłać, jeśli oczywiście jesteś
                        > zainteresowany. Szczegóły, tego co wiem, a może i więcej ;-))) napszę Ci jak
                        > będę w pracy...
                        >
                        > Napisz jeszcze, co się konkretnie interesuje?
                        --------------------------------------------------------------------------------
                        Praktycznie wszystko mnie interesuje. To co tej pory justiz napisalsas bylo...
                        tak jakbys pracowala w tej branzy (tzn. w budownictwie), albo bylas sama
                        zainteresowana budowa/kupnem domku.

                        Nie mam dostepu do Poczty prywatnej na gazeta.pl (mam na stale zablokowany
                        dostep przez departament), a szkoda bo bym z checia poogladal te zdjecia.
                        Troche niewygodnie pisze mi sie na forum publicznym, no ale coz... (Nie mam w
                        domu internetu, a z jakiejs kafejki internetowej nie korzystalem jeszcze ani
                        razu w zyciu (nawet nie wyslalem w zyciu SMS-u), wiec widzisz jak to jest).

                        No ale po kolei. Domek w granicach 80m kw. Sprawa ubezpieczenie? Sprawa
                        ogrzewania? Sprawa kosztow... tylko tak ogolnie, bo przy obecnym wzroscie cen
                        paliw szykuje sie w najblizszym czasie niezla "jazda". Mozliwosc pozostawienia
                        domku na zime bez zasiedlenia (tzn. domek bedzie prawdopodobnie stal pusty
                        przez okres zimowy: listopad-grudzien-styczen-luty- marzec-kwiecien). Jak to
                        sie ma do jego konserwacji (grzyb, wilgoc, inne podobne sprawy). Moze lepiej
                        postawic cos z "siporeksu" (chyba tak sie pisze), do tego jakas prosta
                        konstrukcja dachowa (dwuspadowa, a dach kryty dachowka).

                        No dobrze nie chce Cie bardzo zameczac... (na poczatek chyba starczy).
                        • justiz Re: Obiło mi się :-))) 11.07.06, 07:21
                          Jeśli Ci zależy na zdjęciach to zapytaj w tym swoim departamecie, czy jest jakaś
                          skrzynka funkcyjna, gdzie możnaby wysłać ważne dla Ciebie informacje, a potem
                          wyślij mi z tej skrzynki maila na gazetowy adres - to wyślę zdjęcia.

                          Ach! I przypomniało mi się, że Ci moi znajomi są na urlopie, więc jeśli złapię
                          Jego, bo on właśnie impregnuje ten drewniany domek - to napiszę coś już dzisiaj,
                          a jak nie - to dopiero za tydzień...

                          Biegnę już, bo dziś nie mgę się spóźnić - dziś spóźnia się mój kolega! ;-)))
                        • justiz Re: Obiło mi się :-))) 11.07.06, 09:29
                          quickly napisał:


                          > tak jakbys pracowala w tej branzy (tzn. w budownictwie)

                          * Och! Bynajmniej. Pracuję w branży, która zajmuje się blokowaniem dostępów do
                          sieci takich firm jak Twoja - tylko w Polsce ;-)))))

                          > albo bylas sama zainteresowana budowa/kupnem domku.

                          * Tak, kiedyś byłam... Byłam nawet wtedy zdecydowana na "zaobrączkowanie się",
                          ale ja do tych niepokornych i jednocześnie rozsądnych panien należę i mi
                          przeszło. Ale to już sare dzieje...

                          > nawet nie wyslalem w zyciu SMS-u

                          *Ja kilka wysłałam, ale głównie, gdy jestem za ganicą...
                          Z SMS-ami to chyba nawet kwestia wieku i praktycznego podejścia do życia.
                          Często zdarza się mojej serdecznej przyjaciółce i mnie, że jacyś znajomi nas
                          zaczepiają z uwagą, że "pisałem do tej Twojej A., ale ona nie odpisuje -
                          obraziła się, czy jak?". No i wtedy my musimy tłumaczyć takiej sierocie, że my
                          na SMS-y z zasady nie odpisujemy, bo szkoda czasu, ponieważ w czasie kiedy
                          piszę tego esa mogę dużo więcej powiedzieć i jednocześnie uzyskać odpowiedź. A
                          poza tym rozmowy telefoniczne miałam zawsze darmowe, albo prawie darmowe, więc
                          oszczędzać też nie muszę. :-DD

                          > ''''''Domek''''''''

                          *Pogadałam z tym znajomym i oto rezultaty:

                          >w granicach 80m kw.

                          * tu jest link do strony firmy, w której on kupił swój dom. Może znajdziesz coś
                          dla siebie, ja nie przeglądałam tej strony, ale on mi powiedział, że jak
                          będziesz miał swój pomysł na dom to oni są w stanie dostosować się do Twoich
                          oczekiwań. Ale to pewnie drożej wychodzi... :-(

                          www.domtani.pl/
                          >Sprawa ubezpieczenie?

                          *Te domy mają gwarancję prodycenta na 99 lat, a przez ubezpieczycieli
                          traktowane są jak tradycyjne domy, więc nie ma problemów.

                          >Sprawa ogrzewania?

                          * Dokładnie to samo co przy tradycyjnych domach, wstawiasz piec gazowy,
                          elektryczny, czy węglowy i robisz sieć grzewczą z kaloryferami, czy co Ci
                          pasuje.

                          >Sprawa kosztow... tylko tak ogolnie

                          *Oni mają dom ponad 250m kw i zapłacili za niego 190 tysięcy, ale nie lubię
                          wypytywać o kasę, więc nie wiem czy powiedział mi całość za stan surowy
                          zamknięty, czy tylko to ile zapłacili za ten domek.
                          A firma stawia cały dom, łącznie z oknami, dachem, a nawet wykańcza ściany,
                          czyli kładzie płyty gipsowe i tynkuje (oczywiście bez malowania i kafelkowania
                          i takich tam). Nie robią kominów i fundamentu.

                          > Mozliwosc pozostawienia domku na zime bez zasiedlenia

                          * Tak jak przy domach tradycyjnych, musi być utrzymywana temp. ok 5 stopni, bo
                          inaczej rury z wodą pozamarzają i "postrzelają" :-)))

                          >Jak to sie ma do jego konserwacji (grzyb, wilgoc, inne podobne sprawy).

                          * No właśnie on teraz maluje to drewno od zewnątrz, bo trzeba to jakoś
                          konserwować, ale nie wiem co ile i jak.

                          >Moze lepiej postawic cos z "siporeksu" (chyba tak sie pisze), do tego jakas
                          prosta konstrukcja dachowa (dwuspadowa, a dach kryty dachowka).

                          Nie wiem co to jest siporeks.
                          Wiesz, ludzie budują jakieś chałupiny z tzw. pustaka (taki szary bloczek), bo
                          to najtańsze, ale niestety najbardziej niepraktyczne i niezdrowe. Potem trzeba
                          taki dom ocieplać styropianem, a taki dom wtedy nie "oddycha" i to jest później
                          powód wilgoci i innych paskudztw...
                          Te dzisiejsze technologie budowlane naprawde są skierowane na funkcjonalność i
                          dobre samopoczucie mieszkańców takiego domu.

                          Tu jest strona czsopisma, chyba najlepszego o budowaniu w Polsce...

                          www.muratordom.pl/murator.html
                          > No dobrze nie chce Cie bardzo zameczac... (na poczatek chyba starczy).

                          * To to był dopiero początek (?!) O rany! ;-DDDDDDDDDDDD
                        • kamea5 Re: domek;) 11.07.06, 11:47
                          >No ale po kolei. Domek w granicach 80m kw. Sprawa ubezpieczenie? Sprawa
                          ogrzewania? Sprawa kosztow... tylko tak ogolnie, bo przy obecnym wzroscie cen
                          paliw szykuje sie w najblizszym czasie niezla "jazda". Mozliwosc pozostawienia
                          domku na zime bez zasiedlenia (tzn. domek bedzie prawdopodobnie stal pusty
                          przez okres zimowy: listopad-grudzien-styczen-luty- marzec-kwiecien). Jak to
                          sie ma do jego konserwacji (grzyb, wilgoc, inne podobne sprawy). Moze lepiej
                          postawic cos z "siporeksu" (chyba tak sie pisze), do tego jakas prosta
                          konstrukcja dachowa (dwuspadowa, a dach kryty dachowka).

                          wtrace trzy grosze:)
                          zakładajac ,ze domek bedzie pusty w okresie zimowym proponuje ogrzewanie
                          kominkowe z odpowiednio rozprwadzona instalacja grzewcza,chyba najtaniej:)
                          podłogi w kuchni i łazience ,ogrzewanie podłogowe ,elektryczne...na gaz nie
                          mozesz liczyc,olej opałowy jest drogi a piec dosc kosztowny:)
                          jest tez dosc nowatorskie rozwiazanie ogrzwania,pompa cieplna...na dzien
                          dzisiejszy jest dosc kosztowna,jednak kalkulujac kilkuletni okres
                          zamieszkiwania,moze sie opłacac:)
                          dom z bali jest fajny i suchy,jesli ozywiscie odpowiednio zabezpieczysz
                          podłoze,izolujac od wilgoci:)
                          dach,bez przesady wystarczy papa bitumiczna z fajnym wzorkiem ,imitujacym dachowke:)
                          zabezpieczenie okien okiennicami ,zamykanymi na sztywno od wewnatrz,masywne
                          drzwi,system alarmowy,prawdopodobnie droga radiowa połaczony do najblizsza
                          jednostka firmy ochroniarskiej,co daje rowniez znizki przy ubezpieczeniu całosci:)
                          koszt całosci,z ogrodzeniem ok.150000 pln:)

                      • quickly Re: Obiło mi się :-))) 11.07.06, 07:26
                        To jeszcze raz ja.
                        Prawie cztery lata temu kupowalem dom w Brisben. Pochwalilem sie tym na forum
                        (byc moze, to przynioslo mi szczescie). Kupno domu powiodlo sie znakomicie
                        (prawie), zdazylem juz ten dom sprzedac i przeniesc sie do drugiego miasta.

                        Teraz kupuje nastepny. Jutro mam spotkanie z agentem od nieruchomosci.
                        Oto ten dom:
                        www.realestate.com.au/cgi-bin/rsearch?a=o&s=vic&cc=&c=65170789&tm=1152594748&id=103104492&f=0&p=10&t=res&ty=&snf=ras&a
                        g=&cu=fn-rea&fmt=&header=

                        (mam nadzieje, ze zadziala jak klikniesz)

                        Dom byl wystawiony poczatkowo za $400,000. Ale nie schodzil. Pozniej agent
                        obnizyl go do $350,000. Pewien gosciu chcial go kupic, podpisal juz kontrakt,
                        ale cos sie musialo stac, bo ten gosciu chce sie teraz wykrecic z kontraktu
                        (powod jego wykretu: bank nie chce mu dac finansow). Inaczej przepadnie temu
                        gosciowi depozyt ($35,000).

                        No i tu napotoczylem sie ja. Znalazlem ten dom jadac do innego. Zobaczylem
                        tablice "na sprzedaz" i ten dom spodobal mi sie. Agent nieruchomosciami musi
                        wyjasnic ta sytuacje do konca (nie moze go jeszcze wystawic tego domu na
                        sprzedaz, bo zobowiazuje go poprzedni kontrakt z tym gosciem). Jak dobrze
                        pojdzie i o ile ten dom jest taki w srodku, jak mysle, to przypuszczam, ze
                        przystapie do negocjacji. Ten dom wyglada w rzeczywistosci znacznie lepiej.

                        justize, chyba Cie nie nudze, ale wlasnie rozmawialem przez telefon z agentem i
                        stad wynika to moje podekscytowanie.


                        • quickly Re: Obiło mi się :-))) 11.07.06, 07:31
                          Nie dziala. Moze jeszcze raz:
                          www.realestate.com.au/cgi-bin/rsearch?a=o&s=vic&cc=&c=65170789&tm=1152594748&id=103104492&f=0&p=10&t=res&ty=&snf=ras&a
                          g=&cu=fn-rea&fmt=&header=

                          • justiz Niestety... 11.07.06, 09:52
                            quickly napisał:

                            > Nie dziala. Moze jeszcze raz:
                            > www.realestate.com.au/cgi-bin/rsearch?a=o&s=vic&cc=&c=65170789&tm=1152594748&id=103104492&f=0&p=10&t=res&ty=&snf=ras&a

                            * hehehe
                            ... nie mogę podzielić Twojego entuzjazmu :-(

                            Weszłam do tego momentu i co dalej?

                            www.realestate.com.au/cgi-bin/rsearch?a=sf&s=vic&t=res&snf=rbs
                            • justiz Już OK! 11.07.06, 10:45
                              Znalazłam ten dom...

                              Bardzo mi się podoba! Wydaje mi się duży i wygląda na bardzo zadbany!

                              Ale jedna prośba... Jak się już tam wprowadzisz, a wierzę, że się uda - to
                              koniecznie wyrzuć te żaluzje pionowe. Są takie niegustowne!

                              Nadal trzymam kciuki...
                        • justiz Re: Obiło mi się :-))) 11.07.06, 09:37
                          quickly napisał:

                          > Prawie cztery lata temu kupowalem dom w Brisben. Pochwalilem sie tym na forum
                          > (byc moze, to przynioslo mi szczescie). Kupno domu powiodlo sie znakomicie

                          * To teraz blady strach mnie ogarnął, bo jak ta transakcja się nie uda - to
                          powiesz, że pecha przyniosłam :-OOO

                          > Teraz kupuje nastepny. Jutro mam spotkanie z agentem od nieruchomosci.

                          * To powodzenia i trzymam kciuki!!!! Nawet nie wiesz jak mocno!

                          > justize, chyba Cie nie nudze, ale wlasnie rozmawialem przez telefon z agentem
                          i stad wynika to moje podekscytowanie.

                          * Nie, nawet mnie to bawi! To cudownie, że masz powód do takiej radosnej
                          ekscytacji! :-))))
                          • justiz Jeszcze coś... :-))) 11.07.06, 09:41
                            I zapytaj tego agenta, czy w tym domu jest stałe łącze internetowe.
                            Powiedz mu, że to dla Ciebie sprawa życia lub śmierci, Twojego "być, albo nie
                            być" w... Polsce!!!! ;-DDDDDDDD
                            • veteranka2 powrot do tematu 11.07.06, 19:36
                              ehem, chyba ktos tu zapomnial po co jest na tym watku:-)
                              Wracajac do nieszczesnej sprawy Sokolki:ja tez mysle ze nie da sie zalatwic
                              tego w bialych rekawiczkach. Ten pan jes, jak mowisz Sokolko, wartosciowy ale
                              najwyrazniej brak mu samokrytycyzmu i nie wie kiedy przestac. Mosisz mu
                              powiedziec do sluchu w taki sposob zeby to zapadlo w jego pamieci. Co powiesz
                              na to zeby opowiedziec mu historie. O mezczyznie i kobiecie, gdzie on pragnal
                              pojac ja za zone i zupelnie nie mogl zrozumiec ze ona nie czuje chemii. Mozesz
                              obrazowo przedstawic uczucia tej wyimaginowanej kobiety, mowiac np. ze czula
                              irytacje na sama mysl o swym adoratorze, a z czasem ze wstretem patrzyla na
                              telefon, gdy wyswietlil sie na nim jego numer. Bedziesz mogla bez skrepowania
                              opisac swoje uczucia przypisujac je komus innemu, wymyslonej postaci. pan
                              zorientuje sie ze historyjka jest o was, i moze zawstydzi sie
                              • kobietabezserca Re: powrot do tematu 11.07.06, 19:43
                                ja mysle ze wszystkim troche juz goraco "pomieszlo i polatalo" nosimy glowy
                                zbyt wysoko...bez asekuracji- a slonce prazy!:)
                                • white.falcon I nie tylko... 11.07.06, 21:00
                                  Mi nie przeszkadza, gdy rozmowa na wątku, założonym przeze mnie nagle zbacza na
                                  inne tory. Jeśli ludzie ze sobą rozmawiają, a nie kłócą się - ich sprawa. Lubię
                                  czytać opisy Quickly'ego, a jego rozmowę z Justiz przeczytałam z ciekawością,
                                  bo bladego pojęcia nie miałam o budowie domków. :-)

                                  No nie - bajek to ja nikomu opowiadać nie będę. Załatwie to inaczej, ale o tym
                                  opowiem "po fakcie". Ojej, nie mam zamiaru robić nic spektakularnego i złego
                                  bardziej, niż to, że "złamię" temu mojemu Intruzowi serce. Natchnęliście mnie
                                  do pewnego rozwiązania i jestem ciekawa, jak mi wyjdzie.

                                  Pozdrawiam Wszystkich mocno, jesteście nieocenieni, :-)
                                  Sokółka
                                  • justiz Re: I nie tylko... 11.07.06, 22:23
                                    Witaj Sokółko!

                                    Bardzo mi przykro za to zamieszanie nie związane z głównym wątkiem tego tematu,
                                    ale mam nadzieję, że ani przez chwilę nie pomyślałaś, że Twój problem jest nam
                                    obojętny..
                                    Wydawało mi się, że na tym forum chodzi głównie o wzajemną życzliwość...

                                    Obecuję, że nie będę już tutaj wracać do tej "drażliwej" dla innych sprawy.

                                    Przesyłam Ci moc serdeczności!
                                    • white.falcon Re: I nie tylko... 11.07.06, 22:38
                                      Justiz, na moim wątku możecie rozmawiać o czym chcecie. Nie widzę przeszkód, bo
                                      w końcu to mój wątek i drażliwość innych może być uznana lub nie przez
                                      gospodarza - założyciela wątku. Ja lubię, gdy ludzie rozmawiają ze sobą
                                      życzliwie - wtrącam się tylko wtedy, gdy zaczynają skakać sobie do oczu i
                                      poprostu mało eksluzywnie wypraszam takiego rozmówcę. Rozmawiajcie z Quicklym -
                                      tu macie możliwość. :-)

                                      Wzajemnie moc serdeczności i ... dziękuję Ci, bardzo mi pomogłaś. :-)
                                      • justiz Re: I nie tylko... 11.07.06, 22:56
                                        :-))

                                        Na "dwójce" właśnie się zaczął film "Czułe słówka" - polecam, jest świetny.
                                        • white.falcon Re: I nie tylko... 11.07.06, 22:58
                                          No to idę oglądać. :-) Chociaż kocham film "Gorzkie gody". Bardziej
                                          mi "leży". :-)
                                          • justiz Re: I nie tylko... 12.07.06, 10:09
                                            Znów nie na temat, bo o filmach ;-))))
                                            Ale nie mogłam się oprzeć, bo te "Gorzkie gody" to film, ktory zrobił na moich
                                            przyjaciołach i na mnie ogromne wrażenie.

                                            Wtedy to był okres moich studiów, a na roku mieliśmy takie nasze małe,
                                            nieformalne "kółko wielbicieli filmu i sportu" ;-))) Chodziliśmy na wszystkie
                                            premiery kinowe, no może te ambitniejsze (wtedy to był też okres
                                            świetności "Nagiego instynktu" i pamiętam, że wszyscy go ostentacyjnie
                                            bojkotowaliśmy, choć po cichu każdy ten film zaliczył).

                                            No i te "Gorzkie gody" to nas tak poruszyły, że dyskutowaliśmy o tym filmie z
                                            wypiekami na twarzach :-)))) Całkowicie poprzewracał nasze młodzieńcze
                                            postrzeganie związku, namiętności i miłości. A teraz na wspomnienie o tym tylko
                                            się uśmiecham...

                                            Polański to wybitny filmowiec (zabrzmiało banalnie, ale ja tak naprawdę uważam)
                                    • Gość: veteranka2 Re: I nie tylko... IP: *.server.ntli.net 12.07.06, 17:52
                                      justiz napisała:

                                      > Witaj Sokółko!
                                      >
                                      > Bardzo mi przykro za to zamieszanie nie związane z głównym wątkiem tego
                                      tematu,
                                      > ale mam nadzieję, że ani przez chwilę nie pomyślałaś, że Twój problem jest nam
                                      > obojętny..
                                      > Wydawało mi się, że na tym forum chodzi głównie o wzajemną życzliwość...
                                      >
                                      > Obecuję, że nie będę już tutaj wracać do tej "drażliwej" dla innych sprawy

                                      zgadzam sie ze chodzi o wzajemna zyczliwosc i jesli wzielas na powaznie moj
                                      wpis to przypominam ze byl tam taki maly usmiech, o taki: ":-)", co z reguly
                                      chyba znaczy ze nalezy to traktowac z przymruzeniem oka.
                                      Przepraszam jesli kogos urazilam, jestem gosciem forow internetowych od
                                      niedawna i w ogole jestem komputerowym debilem. Myslalam ze jak na jakims watku
                                      zmienia sie temat dyskusji to nie jest to pozadane przez autora tegoz watku

                                      • white.falcon Re: I nie tylko... 12.07.06, 18:34
                                        Nie przeczytałaś, droga Veternako, że to nie ja - to napisała Justiz!!! "U
                                        mnie" można rozmawiać o tym, o czym sobie się tylko życzy pod warunkiem, że
                                        nikt komuś do oczu nie skacze i ich nie wydłubuje. :-)

                                        Wiesz, nie jest ważne, kto ile jest na forum, tylko ważne, co pisze i jak. I
                                        może trzymajmy się tej idei, która kiedys tam przyświecała założycielom i
                                        pomysłodawcom forum. :-)

                                        Moc uśmiechów. :-)
                                        Sokółka
                                        • white.falcon Hau, hau... :-) 12.07.06, 18:35
                                          Chyba Justiz, bo nie zerknęłam. Jak nie - to - hau, hau, odszczekuję - ktoś
                                          powiedział. Nie chce mi się szukać, kto. :-)
                                          • Gość: veteranka2 Re: Hau, hau... :-) IP: *.server.ntli.net 12.07.06, 19:39
                                            alez spoko, wiem ze to justiz - do niej moj list jest adresowany
                                            juz sie wszystko wyjasnilo, wszyscy moga odetchnac:-)
                                            A Ty, Sokolko, pisalas ze nasze wypociny natchnely Cie do rozwiazania, czy juz
                                            je wdrozylas w zycie??
            • Gość: zahedan ???? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.06, 21:17
              on zastukac,wejść i zastac nas w łóżko ?
              OK być!!
              • white.falcon Pseudo-narzeczony... 11.07.06, 21:33
                Zahedan!!! A jak ja Ci urwać głowę za bzdurne pomysły? Pseudo-narzeczony masz
                być, nie prawdziwy. Hiiiii!!!! Rozśmieszyłeś mnie tym jednym zdaniem i to
                dobrze, bo zaczynam śmiać się, a nie śmiertelnie poważnie podchodzić do głupiej
                sytuacji, w której znalazłam się. ;-)

                P.S. Kiedy Ty, Arabie jeden, nauczysz się gramatyki polskiej? Chyba na
                wielkiego nigdy. ;-)
                • Gość: zahedan Re: Pseudo-narzeczony... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.07.06, 21:47
                  takie moje bzdurne byc jak i twoje byc. w taki wypaded ty musiec w warsaw poszukac swoja niby narzeczony
                  • white.falcon Re: Pseudo-narzeczony... 11.07.06, 21:49
                    A Ty to jak z łóżko nici, to już do lasu? Et, Zahedan, a ja Cię tak
                    polubiłam. ;-) Nie powiedziałam, że jesteś bzdurny! Nadinterpretacja. (zajrzyj
                    do słownika) :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka