Gość: ona chce zemsty
IP: 194.150.99.*
29.09.06, 17:35
Opowiem Wam pewna historie:
On zaczepił ja na jakimś portalu randkowym, na początku pisali do siebie
maile, potem smsy + maile. Aż wreszcie, na wiosnę 2003r. spotkali się… Po
pierwszym spotkaniu było drugie, potem kolejne i kolejne… On nie ukrywał, ze
ma rodzinę – ona nie ukrywała, ze jest sama. On mówił, ze w domu się źle
układa, ciągle pretensje i żale, ona pocieszała go, przywracała wiarę w
siebie. On mówił ze kocha bardziej niż siebie, ona mówiła, ze kocha jak stad
do księżyca i z powrotem. Spędzali ze sobą coraz więcej czasu – na tyle na
ile pozwalały mu obowiązki rodzinne. Na szczęście zawsze mógł powiedzieć, ze
kolejna noc poza domem to delegacja. Zabierał ja w swoje podróże służbowe,
odbierał z lotniska, kiedy wracała z wakacji, chodzili razem na koncerty.
Kochali się. Nawet kiedy cierpiał, po operacji kręgosłupa. Odwiedzała go w
szpitalu prawie codziennie, dopingowała do rehabilitacji, wyciągała na basen.
Było miedzy nimi nieprawdopodobne fizyczne przyciąganie – byle bliżej,
cieplej, ciaśniej. Spędzali ze sobą cudowne chwile w łóżku.
Ona wiedziała, ze kiedyś się to skończy, ze nie może to tak wiecznie trwać.
Ale oddałaby życie żeby tak było. Kochała go bardziej niż kogokolwiek innego.
Przecież to nie przypadek, ze kiedy ona pisała do niego maila on wysyłał jej
smsa… Przecież to nie przypadek, ze mówił głośno to, o czym ona właśnie
myślała.
I stało się, zona zajrzała do telefonu męża, przeczytała smsy od niej, potem
przeszukała skrzynkę mailowa, znalazła kilka maili, kilka informacji, z
których usiłowała sobie ułożyć resztę. Ale przeczytała jedynie skrzynkę
służbową, nie znalazła tej prywatnej, z setkami maili od niej i do niej. On,
postawiony pod ścianą, przyznał się do istnienia kogoś. Zatrzymał jednak dla
siebie regularne spotkania w jej sypialni, wspólne wyjazdy, nawet nie
przyznał się do sposobu, w jaki się poznali. Prosił o wybaczenie. Długie
rozmowy, płacz, gniew i rezygnacja. Zona uwierzyła – bo dzieci, bo praca, bo
dom, bo inaczej trudno sobie wyobrazić.
Przyjechał do niej któregoś dnia i powiedział, że podjął decyzję o rozstaniu.
Nie uwierzyła. Nie uwierzyła, że będzie potrafił zapomnieć o tych trzech
latach tak z dnia na dzień. Że nie zadzwoni do niej jak zawsze rano
następnego dnia. Jak zwykle pomachała mu z okna gdy wsiadał do samochodu pod
domem.
Spotykają się jedynie przypadkowo… chociaż nie wiem czy to przypadek, ze ona
jedzie na kawę tam gdzie on już siedzi, czy to przypadek ze ona wychodzi ze
sklepu właśnie wtedy, kiedy on do niego wchodzi…
Ona czuje się skrzywdzona, chce się zemścić na nim, na niej, na całym
świecie. Ma ochotę wykrzyczeć to wszystkim dookoła, niech on się martwi jak
tym razem to wytłumaczyć…
Tylko co jej to da? Czy przyniesie ulgę? Czy pomoże spokojnie przespać
kolejną noc?