Dodaj do ulubionych

Czy ja się starzeję...

03.10.06, 07:14
czy ludzie sami sobie bzdurne problemy wymyślają?

Coraz mniej się robię tolerancyjna dla niektórych sytuacji opisywanych tu na
forum... I nawet kawy sobie nie zdążę zrobić bo zaraz lecę się użerać ze
świeżym nabytkiem mej szacownej uczelni. Kto to widział, zajęcia o 7:30???
Obserwuj wątek
    • quickly Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 08:11
      Alez skad meduza4! Po prostu pewne rzeczy Cie stresuja... zreszta mnie tez.
      Calkiem normalna rzecz.
      Czy obilo Ci sie o uszy nazwisko Marek Florczak?
      • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 09:06
        Ech, Quickly, Tobie wolno się starzeć a mnie nie? I jak tam z tym Twoim
        umieraniem? Dożyjesz do przyszłych wakacji i tej naszej wyprawy na grzyby?

        A w ogóle to nie starzej się i nie umieraj jeszcze, no bo kurcze, jak to zrobisz
        to będę musiała iść w Twoje ślady (znaczy do grobu). No wprawdzie z jakimś
        dziesięcio- czy nieco większym opóźnieniem, ale zawsze...

        A to nazwisko nic mi nie mówi. A powinno???
        • quickly dla meduza4... :))) 04.10.06, 00:30
          meduza4 napisała:
          > Ech, Quickly, Tobie wolno się starzeć a mnie nie? I jak tam z tym Twoim
          > umieraniem? Dożyjesz do przyszłych wakacji i tej naszej wyprawy na grzyby?
          > A w ogóle to nie starzej się i nie umieraj jeszcze, no bo kurcze, jak to
          > zrobis z to będę musiała iść w Twoje ślady (znaczy do grobu). No wprawdzie z
          > jakimś dziesięcio- czy nieco większym opóźnieniem, ale zawsze...
          >
          > A to nazwisko nic mi nie mówi. A powinno???
          -----------------------------------------------------------------------------
          • meduza4 Quickly :))) 04.10.06, 15:25
            Co do Twojego kolegi to u nas ktoś taki nie pracuje, ale przecież możesz wejść
            na stronę uniwersytecką i jakoś tam go poszukać.

            Jeśli chodzi o te grzyby, to Ty mi się nie wymiguj :-)
            Obiecałeś, trzeba się wywiązać z danego słowa i tyle. A jak nie to bądź
            człowiekiem, piwo mi chociaż raz w życiu postaw. Może sobie przy tym piwie
            o tym i owym pogadamy :-)

            No i dlaczego miałabym się Tobą rozczarować? A myślisz, że ja co, ideał jakiś?
            Albo, że mam jakąś gotową listę oczekiwań, adresowaną do forumowego Quicklyego?
            Nie wygłupiaj się, tylko daj znać jak już wrócisz.

            No to jak, jesteśmy umówieni? Może gdzieś na deptaku, żebyś miał czas wmieszać
            się w tłum jak mnie zobaczysz, rozczarujesz się mną i zapragniesz uciec??? ;-)
            • quickly Meduza4 :))) 05.10.06, 05:05
              Ja sie z grzybobrania nie wymiguje, a wrecz przeciwnie... wydaje mi sie to zbyt
              piekne, zeby bylo prawdziwe.

              Piwa tez bym sie z chcial z Toba napic, jak najbardziej... tylko widzisz, ze to
              znowu wydaje mi sie to zbyt piekne, zeby bylo prawdziwe.

              Napisalas, ze: "...Nie wygłupiaj się, tylko daj znać jak już wrócisz." Meduza4,
              ja w czerwcu jeszcze nie wracam na stale. Ja tylko przyjezdzam do kraju na
              urlop. Zreszta nie wiem czy kiedykolwiek wroce na stale. Takie juz jest to
              moje przeklenstwo - mimo wszystkich zlych stron jakie ma Australia, to zawsze
              bedzie mi szkoda ja porzucic. Wiekszosc swojego zycia spedzilem wloczac sie po
              tym kontynencie... zreszta... mam tu dom (mam go od 14 lat, ale nie spalem w
              nim jeszcze jednej nocy, wiec kiedys chcialbym zobaczyc, jak to bedzie).

              W takim razie jestesmy umowieni na deptaku. (O ile nie zalicze na poczatku
              przyszlego roku Afganistanu, to napewno przyjde na spotkanie...)




              > No to jak, jesteśmy umówieni? Może gdzieś na deptaku, żebyś miał czas wmieszać
              > się w tłum jak mnie zobaczysz, rozczarujesz się mną i zapragniesz uciec??? ;-)
              >
              • meduza4 Qiuckly :))) 06.10.06, 07:17
                Oj, Quickly, zbyt piękne żeby było prawdziwe, powiadasz? No to ja mogę
                powiedzieć to samo z mojego punktu widzenia...

                Bo widzisz, może i nie rzucam Ci się forumowo na szyję, ale daję sobie głowę
                uciąć, że nie znajdziesz na tym forum nikogo, kto by Cię lubił bardziej szczerze
                niż ja :-)


                > W takim razie jestesmy umowieni na deptaku. (O ile nie zalicze na poczatku
                > przyszlego roku Afganistanu, to napewno przyjde na spotkanie...)

                No i znowu mi się wymigujesz od spotkania :-(
                A powiedz sobie raz i na serio "k... mać, ja wszystko pier... i jadę odwiedzić w
                tym roku Polskę i Meduzkę, bo inaczej nie spojrzę sobie w lustrze w oczy przy
                goleniu" ;-)))
                • quickly Meduza4 :))) 07.10.06, 02:30
                  meduza4 napisała:

                  > Oj, Quickly, zbyt piękne żeby było prawdziwe, powiadasz? No to ja mogę
                  > powiedzieć to samo z mojego punktu widzenia...
                  > Bo widzisz, może i nie rzucam Ci się forumowo na szyję, ale daję sobie głowę
                  > uciąć, że nie znajdziesz na tym forum nikogo, kto by Cię lubił bardziej
                  > szczerze niż ja :-)
                  --------------------------------------------------------------------------------
                  Ale Ty meduza4 nie zartujesz, prawda!???
                  Kiedys tu na forum byla bardzo dla mnie sympatyczna dziewczyna z
                  Wroclawia "calineczka". Pozniej zniknela, nawet sie nie pozegnala... Szkoda, bo
                  jest mi do tej pory bardzo przykro...

                  > W takim razie jestesmy umowieni na deptaku.
                  -------------------------------------------------------------------------------
                  No to jestesmy umowieni, zeby tam nie wiem co... Moze pojdziemy do jakiejs
                  milej knajpki. Znam kilka z czasow studenckich. Ale moze juz ich nie ma tam
                  gdzie byly... Przez ostatnich kilka dekad wiele sie w Zielonej Gorze zmienilo.
                  Kiedys jak wracalem z ryb pociagiem, to obowiazkowo wypijalem na stacji kufel
                  piwa (albo dwa, trzy...). Bufetowa wlewala do niedomytego kufla piwo
                  (zielonogorskiego fulla), ktore piekielnie sie przy tym pienilo i trzeba bylo
                  cierpliwie czekac, az sie pianka osiadzie... Pozniej szedlem (czasami z
                  kolegami, z ktorymi bywalem na rybach, albo czesciej sam) gdzies w jakis ciemny
                  zakamarek dworcowego bufetu. Tam zawsze bylo mnostwo meneli, zuli i wszelkiej
                  masci i barwy wloczykijow bez jutra... I gadalo sie z nimi do poznej nocy,
                  takze wtedy nie szedlem, po niedzielnych rybach, na wieczorna msze do kosciela
                  sw. Jadwigi. Ale tam w dworcowym bufecie tez byl Bog i wiem, ze nie bez powodu
                  pozwolil mi tam byc i obcowac z "narodem"...
                  Ale na "dworcowa" meduza4 to sie nie obawiaj - ja Cie tam nie zaprosze.
                  Gdzie indziej? "Topaz" odpada - za duzo wspomnien, "Mocca" jest do
                  kitu, "Studencka"??? (nie wiem czy ona jeszcze jest na ul.
                  Pogornej), "Ratuszowa" - tam sa sami Cyganie, "Palmiarnia"? (tez odpada - za
                  duzo wspomnien), "Piwniczka" (chyba juz zamkneli)...

                  Wiesz co? Moze kupimy tak pare flaszeczek (jakis drobny tuzin na poczatek) i
                  pojdziemy na moj ulubiony skwer przy ulicy Drzewnej. Tam jest jak u pana boga
                  za piecem! Mowie Ci: tam jest zielonogorski czakram - miejsce swiete! Spokoj,
                  cisza, wokol szumia olbrzymie tople (ktore pomagalem wlasnorecznie sadzic
                  robotnikom z zieleni miejskiej w wieku... 6 lat!!!). Intymnie, z dala od ludzi
                  i zgielku...

                  No tak, ale powiesz, ze to nie romantycznie urznac sie tak na skwerku. W takim
                  razie Ty wybierzesz miejsce, a ja dostarcze kase. Tylko pamietaj: To bedzie
                  ostre strzelanie! Nie jakas tam "fiu-bzdziu" mini-szklaneczka przez slomke. To
                  ma byc pobojowisko!!! Ale przedtem, pamietaj, masz mi powiedziec, jakie
                  autobusy "chodza" do Przylepu i z jakiego przystanku (czasem nie z ul.
                  Batorego?). Takze, jak ja nie dorwie Ci taksowki, to bezpiecznie dojedziesz do
                  domu czerwonym autobusem, tak zebys byla cala i zdrowa. A kto wie, moze dnia
                  nastepnego zrobimy jakies poprawiny???
                  I pozniej znow... i znow... Eeeech, lubie marzyc, prawda!??? :)))))
                  • meduza4 Re: Meduza4 :))) 09.10.06, 15:35
                    Quickly, nie żartuję :-)))

                    Co do forumowych znajomości i ludzi znikających bez słowa pożegnania to takie
                    jest życie, cóż zrobić. A myślisz, że mało osób utrzymywało ze mną
                    korespondencję, albo że z nikim z tego forum nigdy kawy/piwa nie piłam? Piłam i
                    to nawet z kilkoma osobami. Cóż z tego jak komuś się odwidziało i też bez słowa
                    pożegnania czy wyjaśnienia poszedł z forum i ze wszystkimi pozrywał kontakty?
                    Niektórzy po prostu nie rozumieją, że sprawiają tym komuś przykrość...

                    Quickly, co do ilości, jakości oraz miejsca spożycia trunku to... pal diabli,
                    coś się wymyśli choćby na poczekaniu. Tylko jak się tak zaleję, że nie będę w
                    stanie rozpoznać właściwego autobusu i właściwego przystanku... to taksówka na
                    Twój koszt ;-PPP

                    A autobusy chodzą generalnie z dworca, jeden przez Batorego też jedzie, ale po
                    Twojej "reklamie" przyszłej imprezy to my sobie może jakiś namiot czy coś
                    naszykujmy, żeby gdzieś grzecznie przenocować zanim narozrabiamy po pijanemu ;-)))
                    • jmx Re: Meduza4 :))) 09.10.06, 16:17

                      Tak naprawdę każdy robi to co mu wygodnie... Ludzie znikają z for, pojawiają
                      się nowi... A czasem zostają tylko pod innym nickiem, na forach ukrytych. I
                      skoro nie chcą się odzywać do kogoś kto ma swojego nicka od lat to znaczy, że
                      nie chcą, ich wybór... Też pozdrawiam cal-ineczkę, może tu jeszcze zagląda "po
                      cichu"...?

                      Ale już wam nie przeszkadzam w grzybobraniu i piciu, znickam :)
                      • meduza4 Re: Meduza4 :))) 09.10.06, 16:27
                        I myślę, że tu się mylisz: ich wybór... A może nie doczytałaś, że nie mówię tu
                        tylko o pisaniu na forum ale także o innych formach znajomości.

                        Nawiązanie jakiejkolwiek znajomości także jest wyborem tych samych osób, bo
                        nikt nie przystawia przecież nikomu noża do gardła, żeby na siłę przymuszać do
                        mailowania czy wypadu na piwo.

                        Rozumiem, że trudno jest napisać w mailu, a tym bardziej powiedzieć wprost
                        "żegnam, nie mam zamiaru dalszej znajomości utrzymywać", ale tak by po prostu
                        wypadało.
                        • wiarusik Re: Meduza4 :))) 09.10.06, 16:54
                          Mam nadzieję,że nie mówisz o mnie?;)
                          Niestety teraz nie mam czasu i śpieszę się na wykład,ale faktem jest że coś tu
                          za spokojnie się zrobiło.Oceniam,że od spotkania forumowego.Gdzieś White.Falcon
                          wcieło.No nic,może "jutro" będzie lepiej?:)
                          • meduza4 Re: Meduza4 :))) 09.10.06, 17:11
                            Ooo!!! Jeden z rzeszy winnych się pokazał. I do tego nie ma czasu ;-PPP

                            A Sokółkę ostatnio praca przysypała, powiem krótko, o ile wolno mi wypowiadać
                            się w jej imieniu.

                            Z pewnością jak się wygrzebie spod stosu obowiązków to będzie miała więcej czasu
                            na udzielanie się na forum :-)
                            • meduza4 A Quickly... 10.10.06, 09:32
                              chyba mi nawiał sprzed nosa :-(((
                              • quickly Re: A Quickly... 11.10.06, 02:44
                                meduza4 napisała:
                                > chyba mi nawiał sprzed nosa :-(((
                                -----------------------------------------------------------------------------
                                • meduza4 Re: A Quickly... 11.10.06, 10:40
                                  Oj, Quickly, łatwo mówić: nie przemęczaj się w pracy ;-PPP

                                  Przyjeżdżam wczoraj do roboty niby na 7:30, ale autobus mam tak, że jestem 6:50
                                  bo następny jest zbyt późno. O tej 7:30 idę na zajęcia, ale lecą do mnie
                                  studentki z innej grupy i pytają czy widziałam ostatnie zmiany w planie. Robię
                                  wielkie oczy i mówię, że zerknę jak wrócę. Wracam, zerkam: dowalili mi jeszcze
                                  jedną grupę i muszę siedzieć prawie do 17-tej. Ledwo to stwierdziłam, wpada
                                  facet od przydziału zajęć i mnie oficjalnie informuje, że "już od dzisiaj". No
                                  trudno, padnę na pysk a się nie dam...

                                  Piętnaście minut przed tymi zajęciami wpada do mnie inny gościu i mnie
                                  informuje, że za godzinę będzie zebranie w takiej a takiej sprawie a nie
                                  konsultowali ze mną terminu bo kiedyś tam sprawdzali, że o tej godzinie jestem
                                  już po pracy. Oberwało się kilku osobom pare niecenzuralnych i chamskich słów z
                                  mojej strony, co nie powstrzymało starszego kolegi (wiekiem i stanowiskiem)
                                  przed "wtargnięciem" na zajęcia, uprzejmym przeproszeniem studentów i zabraniem
                                  mnie z tych zajęć na zebranie, w połowie przeliczania zadania.

                                  No i chyba korzystając z Twojej opowieści zacznę po tych magicznych miejscach
                                  spacerować, bo po wczorajszym dniu (a poniedziałek miałam niewiele lepszy) łeb
                                  mnie boli jak cholera... Może znasz jakiś lek na ból łba? Byle nie gorzała, bo
                                  na następny dzień będzie jeszcze gorzej.

                                  A w Niesulicach nie byłam. Co do nieśmiałych propozycji, to najpierw przyjedź tu
                                  na ten urlop, ja muszę obejrzeć czy Ci z oczu i pyska dobrze patrzy i jak się
                                  Ciebie nie wystraszę na wstępie... to załatwione. I naprawdę nie żartuję.
                                  • quickly Re: A Quickly... 13.10.06, 07:21
                                    Wczoraj meduza4 caly dzien mialem zablokowany komputer, takze nie pisalem...
                                    Ciekawa masz ta swoja prace. Przynajmniej rodzice nie przybiegaja Ci na
                                    uczelnie i nie wyklocaja sie w imieniu swoich dzieci.
                                    Przypuszczam, ze jadac do pracy autobusem musisz sie przesiadac.
                                    Prawdopodobnie na linie numer 7 (te chodza czesciej), albo na osemke (te chodza
                                    rzadziej, ale podjezdzaja pod sama uczelnie). A ta przesiadka nastepuje zapewne
                                    na ulicy Westerplatte, chociaz byc moze teraz ul. Westerplatte nazywa sie
                                    juz "Aleje Jana Pawla II", albo jakos podobnie...

                                    Pamietaj meduza4, w takim razie jestesmy umowieni. Niesulice czekaja na nasz
                                    przyjazd, oczywiscie pod warunkiem, ze jak sie spotakmy na depataku, to ja
                                    bede musial pomyslnie przejsc przez Twoja wnikliwa analize i "inspekcje towaru"
                                    tzn. czy mni dobrze patrzy z oczu i pyska. Ale ja sie tego egzaminu wcale nie
                                    boje... nic a nic! Ladnie sie ubiore, oczywiscie wczesniej pojde do fryzjera.
                                    Najlepiej ostrzyge sie juz gdzies po drodze, np. jak sie zatrzymam w Bangkoku,
                                    bo tam naprawde tna wlosy bardzo ladnie i tanio. Najgorsze jest to, ze i tak
                                    zawsze mam krotkie wlosy, wiec nie beda mieli co tam na tej mojej biednej
                                    lepetynie robic. Ale mniejsza o to... Moze uda mi sie nawet kupic w tym
                                    Bangkoku jakis ladny upomine dla Ciebie? Ale w tym jestem slaby, tzn. w
                                    kupowaniu upominkow. Np. taka kosiarke do trawy, lopate do ogrodu, drabine,
                                    klucze do samochodu, a nawet dom, lodz albo samochod kupic, to dla mnie maly
                                    pikus... ale jezeli chodzi o blyskotki, to ja sie zupelnie nie znam. Nawet po
                                    cenie nie mozna dojsc z nimi do ladu.

                                    No dobra meduza4, w takim razie pamietaj, najpierw mamy spotkanie na deptaku,
                                    pozniej spacer po ulicach najpiekniejszego z miast. To bedzie czerwiec, wiec
                                    bedzie cieplo i zapewne bedziemy mieli dlugi, spokojny wieczor. Po drodze
                                    zaliczamy kazda przyjemniejsza knajpke. Pozniej funduje Ci taryfe do domu. A
                                    jeszcze pozniej (po moich udanie zdanych egazminach na oczy i pysk) jedziemy
                                    oboje na szalone wakacje do Niesulic.
                                    A ja? Moj test na Ciebie? No coz... jestes, taka jaka jestes ze wszystkimi
                                    wadami i zaletami, i taka Cie po prostu zaakceptuje...
                                    Acha, chodzac po Zielonej Gorze nie przyniose Ci wstydu... obiecuje Ci,ze zaden
                                    z Twoich studentow nie bedzie mial filmow na nasz widok, bo postaram sie
                                    zachowywac jak gentelman... Moze pojdziemy do kina? Ja juz nie byle w kinie...
                                    zebym nie sklamal... ostatni raz bylem... nie pamietam... chyba na "Out of
                                    Africa" w 1986 roku. Wiec chyba najwyzszy czas... Moze kino "Wenus"? Tylko nie
                                    na jakis amerykanski film, blagam! Bo te to tu leca w telewizji na okraglo...
                                    Najlepiej jakis polski...
                                    • meduza4 Re: A Quickly... 13.10.06, 13:01
                                      Ej, Quickly, na uczelniach jeszcze tego nie ma, żeby rodzice latali się
                                      wykłócać... Ale w ogólniakach, owszem. Zresztą studenci mnie lubią. Figlara ze
                                      mnie (w sensie zadać jakąś “kobyłę” do przeliczenia) ale życzliwa i zawsze im to
                                      objaśniam... A potem jakimś cudem okazuje się, że to samo się “trafiło” na
                                      egzaminie pisemnym u mojego szefa.

                                      Ostatnio wymyśliłam, że osoba, która coś robiła przy tablicy jako ostatnia,
                                      wybiera następną. Ludzie zaczęli zgłaszać się na ochotnika, nie żeby się popisać
                                      wiedzą, tylko żeby wybrać następnego i się z niego ponabijać. Wesoło mamy ze
                                      sobą i tyle: żadnych wojen, żadnych pretensji, żadnego użerania się.

                                      Gorzej natomiast jest z tutejszymi zwyczajami i traktowaniem osób, które
                                      przyszły z zewnątrz przez miejscowe szefostwo. Zawsze będę “wynieś, przynieś,
                                      pozamiataj” mimo, że skończyłam lepszą uczelnię niż tutejsi.

                                      Autobusy... Zazwyczaj latam z tego Przylepu piechotą i wracam tym samym
                                      sposobem, ale o tak młodej godzinie korzystam jednak z autobusu, jadę do dworca
                                      i 10-15 minut spacerku na obudzenie mózgownicy. Zresztą tłok jest w tych
                                      autobusach obrzydliwy... A Westerplatte ciągle się nazywa jak się nazywało.

                                      Co do upominków, to cholewcia... a nie mógłbyś mi na miejscu w Castoramie
                                      jakichś cholernych uszczelek i pływaka z rączką kupić? Na hydraulice się nie
                                      znam, a pan konserwator w hotelu asystenckim naprawiłby, jakbym miała co
                                      potrzeba... Jakbym wiedziała co potrzeba i miała to...
                                      to bez łaski sama bym sobie naprawiła...

                                      Świecideł mi nie kupuj – i tak nie noszę, a jak założę to zgubię... Może jakieś
                                      lokalne rękodzieło ceramiczne lub tkackie. Cokolwiek: miska, kubek, nocnik,
                                      obrus, pleciona mata, spanko dla kota...

                                      No dobra Quickly, to jesteśmy na czerwiec umówieni na deptaku, potem zdajesz ten
                                      test, potem idziemy... i tu mi się pomerdało... Najpierw idziemy do tego kina,
                                      czy zaliczać knajpy???
                                      Ale wiesz, knajpy to mogą być pełne moich studentów, a w kinie nie spodziewam
                                      się żadnego :-)
                                      • quickly A Quickly dzisiaj maszerowal... 14.10.06, 08:22
                                        meduza4 napisała:
                                        > Ej, Quickly, na uczelniach jeszcze tego nie ma, żeby rodzice latali się
                                        > wykłócać... Ale w ogólniakach, owszem.
                                        ----------------------------------------------------------------------------Tak
                                        Wiem jak to jest w ogolniakach i technikach, bo uczylem tam kilka razy bedac w
                                        Polsce. Ale i tak kazdemu uczniowi, ktory przychodzil na moje zajecia
                                        postawilem o jedna ocene wyzej. Myslalem, dyrektorzy beda na to krzywo patrzec,
                                        ale zamiast tego dostalem nagrody. To byly dobre czasy i bardzo milo to
                                        wspominam. Dlatego tez z tego powodu studiowalem tutaj lingwistyke, zeby kiedys
                                        byc "konkurencyjny" na polskim rynku. To byly i jeszcze sa moje plany, ale nie
                                        wiem co moze przyniesc nam jeszcze przyszlosc...


                                        Zdaje sie ze barzdo lubisz swoja prace, a czy moze byc w zyciu cos
                                        piekniejszego, jak wykonywanie zawodu, ktory sie lubi i dostawanie jeszcze za
                                        to pieniedzy?

                                        Pisalas troche o tych wszystkich ukladach w pracy, tych wszystkich "starych
                                        wyjadaczach", wiem jak moze byc...
                                        --------------------------------------------------------------------------------
                                        A ja dzisiaj mialem w pracy o 15.00 ogromna parade. Nawet wyszla nam calkiem
                                        zgrabnie. Miedzy innymi, kilku zolnierzy wrocilo z Bliskiego Wschodu i
                                        wreczano im medale.

                                        Teraz ide na przygotowane przyjecie. Widzialem juz w kantynie, ze bedzie piwo,
                                        jakies ciastka, kielbaski i takie typowo australijskie zarcie. Musz sie
                                        spieszyc, bo wszystko mi pozjadaja i powypijaja.

                                        Na tej paradzie znow mi wialy obce sztandary, jeszcze w uszach brzmia mi marsze
                                        w takt ktorych maszerowalismy... Sciskalem i karabim i myslalem o tych
                                        wszystkich moich tulaczych latach...

                                        Szkoda, ze nie mam wejscia na poczte (jestem zablokowany pod tym wzgledem), bo
                                        robiono zdjecia kamerami cyfrowymi i moglbym Ci ich kilka wyslac z soba w roli
                                        glownej...

                                        >
                                        > Ostatnio wymyśliłam, że osoba, która coś robiła przy tablicy jako ostatnia,
                                        > ieś,
                                        > pozamiataj” mimo, że skończyłam lepszą uczelnię niż tutejsi.
                                        >
                                        > Autobusy... Zazwyczaj latam z tego Przylepu piechotą i wracam tym samym
                                        > sposobem, ale o tak młodej godzinie korzystam jednak z autobusu, jadę do
                                        dworca
                                        > i 10-15 minut spacerku na obudzenie mózgownicy. Zresztą tłok jest w tych
                                        > autobusach obrzydliwy... A Westerplatte ciągle się nazywa jak się nazywało.
                                        >
                                        > Co do upominków, to cholewcia... a nie mógłbyś mi na miejscu w Castoramie
                                        > jakichś cholernych uszczelek i pływaka z rączką kupić? Na hydraulice się nie
                                        > znam, a pan konserwator w hotelu asystenckim naprawiłby, jakbym miała co
                                        > potrzeba... Jakbym wiedziała co potrzeba i miała to...
                                        > to bez łaski sama bym sobie naprawiła...
                                        >
                                        > Świecideł mi nie kupuj – i tak nie noszę, a jak założę to zgubię... Może
                                        > jakieś
                                        > lokalne rękodzieło ceramiczne lub tkackie. Cokolwiek: miska, kubek, nocnik,
                                        > obrus, pleciona mata, spanko dla kota...
                                        >
                                        > No dobra Quickly, to jesteśmy na czerwiec umówieni na deptaku, potem zdajesz
                                        te
                                        > n
                                        > test, potem idziemy... i tu mi się pomerdało... Najpierw idziemy do tego kina,
                                        > czy zaliczać knajpy???
                                        > Ale wiesz, knajpy to mogą być pełne moich studentów, a w kinie nie spodziewam
                                        > się żadnego :-)
                                        >
                                        • meduza4 A Meduza wczoraj w nocy... 16.10.06, 15:12
                                          płodziła tę cholerną prezentację o Live Aid i z tego co napłodziła to ciągle za
                                          mało na 15 minut. Do środy jeszcze dwie nocki, może dam radę...

                                          Widzisz Quickly, ludziom odbija: najpierw bzdurne zdania z gramatyki, teraz
                                          prezentacja nijak się mająca do tego co na codzień robię. Pewnie z okazji
                                          Zaduszek, Milkołaja i Bożego Narodzenia czeka mnie ich jeszcze kilka.

                                          Absurd polega na tym, że ten przymusowy angielski na koszt pracodawcy miał nas
                                          nauczyć prowadzenia zajęć dydaktycznych w tym języku, a panie lektorki nijak się
                                          na naszej "branży" nie znają...


                                          Czy ja bardzo lubię swoją pracę??? Szczerze mówiąc, to zajęcia ze studentami nie
                                          są tym, co człowiek z doktoratem z fizyki chciałby całe życie robić. No niestety
                                          muszę lubić swoją pracę, bo inaczej bym nie pracowała, a jak bym nie pracowała
                                          to nie miałabym na życie. Stąd wniosek prosty -jak mi coś zapewnia środki na
                                          utrzymanie to gotowa jestem to polubić... choćby z braku innej opcji.

                                          Jakbym miała jakąś rozsądną perspektywę to być może "pieprzłabym" to wszystko i
                                          zajęła się czymś innym. W każdym razie mocno nie tak to wygląda jak bym chciała.

                                          A że nie gnębię niepotrzebnie studentów... Może dlatego, że lubię ludzi a nie
                                          własną pracę. Oprócz tego, że nic nie potrafią, nawet myśleć, to studenci
                                          bidulki nic takiego nie robią, żebym ich nie lubiła. Ja ich mogę nawet lubić
                                          kiedy zaliczenia im nie daję. Co to jedno przeszkadza drugiemu?

                                          Poczta powiadasz... A nie możesz sobie założyć jakiejkolwiek innej skrzynki i
                                          pochwalić mi się tym maszerowaniem? Jeśli jeszcze oczy i pysk widać będzie to
                                          być może test deptakowy dałoby się uskutecznić. I jeśli test wypadłby pomyślnie
                                          to zamiast tracić czas na niepotrzebne oglądanie Cię na deptaku to odrazu
                                          możnaby to piwo w knajpie czy ten film...

                                          No i w ogóle wiem co mi możesz zamiast świecideł kupić :-)
                                          Wszelkie możliwe kompakty z muzyką INXS albo Midnight Oil :-DDD
                                          • quickly Re: A Meduza wczoraj w nocy... 17.10.06, 04:11
                                            Nie przejmuj sie to prezentacja. Pietnascie minut, to nie duzo. Zrob krotkie
                                            wprowadzenie (jakies trzy cztery zdania), pozniej podaj kilka konkretnych
                                            przykladow, kilka nazwisk, dat (w porzadku chronologicznym), jakis wniosek,
                                            albo dwa, i na koniec dwa zdania zamykajace...

                                            Masz doktorat z fizyki!? No tak... nie bez powodu uczysz studentow...
                                            Ja skonczylem swoja edukacje o jeden stopien nizej... Ale jak bedziemy sie
                                            zalewac piwem na deptaku, to nie bedziesz mi z tego powodu robila zadnych
                                            wymowek, prawda?

                                            Zawsze marzylem o tym, zeby robic w zyciu to co Ty wlasnie teraz robisz w
                                            pracy... Moze to ci sie wydawac smieszne, ale taka jest prawda. Kiedys Ci o tym
                                            wszystkim opowiem...

                                            Niechce za duzo "publicznie" pisac... moze gdzies dopadne jakis komputer, ktory
                                            nie jest zablokowany i dopisze wiecej.
                                            • meduza4 Re: A Meduza wczoraj w nocy... 17.10.06, 07:17
                                              Quickly, wiem, że to prezentacja ale z tą pannicą od angielskiego będziemy ich
                                              mieli więcej zadanych przy każdej bzdurnej okazji. Angielski mamy 2 razy w
                                              tygodniu i pani szaleje z pomysłami z Księżyca. Spróbuj zrozumieć -miał być kurs
                                              podnoszący moje kwalifikacje w wykładaniu fizyki a tu mi pierniczą o Jamesie
                                              Bondzie.

                                              Przeczytałam wczoraj całą stronkę, którą mi podesłałeś, wyciągnęłam z niej
                                              zaledwie parę zdań i nie wiem kiedy zrobiło się późno w nocy... Miałam tylko
                                              kilka godzin na sen i zaraz lecę na kolejne zajęcia... A prezentacji wiele mi
                                              nie przybyło. Nie mam materiału na te 15 munut bo to nie miało być o muzyce.
                                              Trzeba było zbadać powody zorganizowania koncertu (mam parę zdań i głęboko w
                                              du... grzebanie za dalszymi informacjami), dowiedzieć się ile zarobiono
                                              pieniędzy, na co poszły, itd. Mam na wszystko kilka słów a powinnam była się
                                              zorientować głębiej... tylko nie mam ani czasu ani ochoty. Pocieszające jest to,
                                              że ludzie wymiękają i przestają te zadania domowe robić.


                                              Nie wiem czy naprawdę marzyłeś o takim życiu zawodowym jak moje: o ciemnych
                                              worach pod oczami (a młodsza i ładniejsza się od tego nie zrobię), o bolącym
                                              łbie i wystudiowanej uprzejmości pokrywającej nawet najbardziej podły nastrój i
                                              o braku czasu na taką prawdziwą pracę naukową o jakiej kiedyś tam ja marzyłam.
                                              Bo właśnie na to nie mam czasu co chciałabym robić i co powinno być tu moim
                                              celem...

                                              Jak będziemy się zalewać piwem to przecież Cię nie będę przepytywać z fizy,
                                              spokojna głowa. Mam tu paru kolesi z własnej branży... i moze dlatego mnie z
                                              nimi na piwo w ogóle nie ciągnie że pierniczyliby tylko o robocie...
                                              • quickly Re: A Meduza wczoraj w nocy... 17.10.06, 08:09
                                                Dokladnie na kiedy masz ta prezentacje?
                                                Dzisiaj juz nic nie wymodze, ale na jutro moge cos napisac...

                                                Wiem, ze Cie zaszokuje, ale zawsze marzylem o tym, zeby spelnic sie w szkole
                                                jako nauczyciel. Opowiem Ci kiedys o tym. W 1991/92 wzielem urlop bezplatny i
                                                uczylem caly rok. Z niektorymi moimi uczennicami i uczniami utrzymuje kontakt
                                                do tej pory. Wiekszosc moich uczennic powychodzila juz za maz, niektore
                                                porobily doktoraty, maja kierownicze stanowiska... Nie chce sobie kadzic, ale
                                                przez te lata, zwlaszcza uczennice, traktowaly mnie jak... guru. Tylko nie
                                                pomysl o mnie zle... Bedac w Polsce odwiedzilem je, poznalem ich mezow,
                                                zobaczylem ich dzieci...
                                                Pozniej bylem w Polsce jeszcze kilka razy i robilem to samo (tzn. uczylem w
                                                szkole). Ostatni raz w 2001 roku. W 1995 r. rozpoczelem studia, najpierw
                                                licencjackie (1998), pozniej magisterskie (2000). Wieczorem pisalem eseje na
                                                temat roznorodnosci glosek w jezykach Nowej Gwinei, a w ciagu dnia robilem
                                                wyklady na temat, jak najskuteczniej zabic przeciwnika. Nie wierzysz? Zapewniac
                                                Cie, ze to prawda...
                                                I pomyslec, ze studiowalem z ta mysla, ze kiedys przyjade do kraju i bede uczyl
                                                do mojej kolejnej emerytury.
                                                Ale mniejsza o to...
                                                Jak sie bedziemy zalewac piwem, to... ja bym bardzo chcial, zebys odpytywala
                                                mnie z fizyki... Mam niezly odchyl na punkcie przedmiotow scislych (fizyka,
                                                matematyka), wiec niestety pod tym wzgledem nie za bardzo roznie sie od Twoich
                                                kolegow z pracy... Ale trudno obiecalas "urznac sie" ze mna piwem, wiec bede Ci
                                                troche marudzil na temt fizyki kwantowej (moj konik)... Ale nie duzo, obiecuje!

                                                • meduza4 Re: A Meduza wczoraj w nocy... 17.10.06, 09:36
                                                  Quickly, prezentację mam na jutro i dajmy sobie z tym tak zwane "siano". Kumpel
                                                  z pracy, który jest chory a miał ją robić ze mną, przyszedł dzisiaj do roboty i
                                                  z tym przeziębionym nosem wziął się za temat finansów. Niech wypłodzi kilka zdań
                                                  a będzie dobrze. Mówi, że idzie na ten angielski.

                                                  Z drugiej strony może pani nauczycielce należy dać do zrozumienia, że uczy
                                                  fizyków i że chcemy się dokształcać w naszej dziedzinie a nie w kwestiach Jamesa
                                                  Bonda?

                                                  Takie było założenie kursu, że będziemy po nim umieli wykładać po angielsku i
                                                  pisać poprawnie publikacje. Ciągle nam je recenzenci odwalają do poprawy o
                                                  rozmaite potknięcia językowe. A tu skoro panie nauczycielki słownictwa fachowego
                                                  nie znają to bawimy się w głupoty, zamiast realizować szumne założenia tego
                                                  kursu :-(

                                                  Jeśli to tak dalej będzie wyglądało to w każdej chwili mogę zrezygnować,
                                                  wyskrobać kasę ze skarpetki i iść gdzieś uczyć się prywatnie. Albo obłaskawić
                                                  sobie jakiegoś cudzoziemca (niestety nie znam żadnego) i codziennie choć dwa
                                                  zdania z nim zamienić w tymże języku.

                                                  Uśmiałam się z tego traktowania Cię jak guru... No zapewne przystojny z Ciebie
                                                  facet i stąd się to bierze. Jeśli chodzi o mnie, to jak to z ludźmi: na
                                                  dziesięciu studentów którzy mają w nosie mnie i to co z nimi na zajęciach robię,
                                                  zawsze znajdzie się jeden (płci obojga), który łazi za mną dopytywać się o moją
                                                  pracę naukową, o to jak się rozwiązuje takie czy inne zadania lub problemy
                                                  praktyczne.

                                                  Natomiast dobre zwyczaje w Polsce upadają na łeb na szyję. Nikomu teraz ani we
                                                  łbie utrzymywać ze mną jakieś prywatne znajomości: ani studentom płci obojga ani
                                                  osobom z pracy. Krąży u nas hasło "nie mieszać życia prywatnego z zawodowym".

                                                  Inna sprawa, że głosiciele owego sloganu są tymi, którzy najczęściej łamią te
                                                  zasady np. umawiając się w sprawach damsko-męskich ze studentkami. Mnie, jako
                                                  kobietę, zżera się żywcem o poplotkowanie z kimś na ulicy albo o wypicie piwa z
                                                  grupką 5 studenciaków (znowu płci obojga).

                                                  To już moja trzecia praca gdzie słyszę ten slogan, więc żyję sobie we własnej
                                                  skorupce i trochę po kociemu. Ale wczoraj od wyżej wspomnianych głosicieli
                                                  usłyszałam niezły opier... czemu siedzę zawsze we własnym pokoju i nie chodzę do
                                                  nich na kawę. Jak przyszłam tu rok temu do pracy i trzy razy nos do nich do
                                                  pokoju wetknęłam to narobili lamentu, że ich gwałcę i że nie życzą sobie mojego
                                                  towarzystwa. No i zrozum tu takich: tak źle i tak nie dobrze...

                                                  Tak im przeszkadzałam, a teraz mi się meble zaoferowali przesunąć, bo chciałam
                                                  sobie trochę pokój na tym cho... kochanym Przylepie odmalować a mebli sama nie
                                                  ruszę.

                                                  Fizyka kwantowa mówisz? Zacznijmy od postulatów Bohra: co było takiego
                                                  nowatorskiego w jego modelu atomu wodoru ;-)
                                                  • meduza4 Jedna wielka kicha z tym angielskim... 17.10.06, 11:26
                                                    bo już nikt nie pamięta co my tak naprawdę mamy zadane i co ta baba tam pod
                                                    nosem mamrotała do siebie. Na tablicy tego nie zapisała. Mówią mi koledzy, że te
                                                    15 minut to było na 3 osoby, gdzie jedna przedstawia suche fakty a dwie
                                                    przeprowadzają wywiad(???). Ja fakty zebrałam, kumpel z pokoju by ten wywiad
                                                    napisał, ale żaden z dwóch pozostałych naszych kolegów nie chce z nami pracować
                                                    w jednej "trójce". Resztę ludzi znamy słabo bo są z innych kierunków więc w
                                                    ostatniej chwili nikogo do "trójki" nie znajdziemy.
                                                  • quickly Angielski bedzie mozna przeskoczyc... 18.10.06, 06:04
                                                    Tak tez i myslalem, ze cos nie tak z tym 15 min. prezentacja. Zazwyczaj jest
                                                    to tak jak i u nas, czyli jakies 3 min.

                                                    3 minutowy mozna "obskoczyc" bez klopotu, dokladnie w trzy minuty. Krotkie
                                                    wprowadzenie, pare faktow, jakas ciekawsza kontrowersja lub dwie (zeby
                                                    sluchacze nie usneli), podsumowanie z danymi, pytania, zamknniecie... Pozniej
                                                    dziekuje i do widzenia, i odfajkowane do nastepnego razu. :)))

                                                    Jezeli wpadnie Ci cos nowego, to podaj dokladnie o co tej panience od
                                                    angielskiego bedzie chodzilo (napisz to najlepiej w punktach), a ja juz
                                                    zalatwie cala reszte...
                                                  • meduza4 Re: Angielski bedzie mozna przeskoczyc... 18.10.06, 17:24
                                                    Quickly, z tym angielskim to jeszcze większa "kaszana" niż z naszą dyskusją o
                                                    fizyce. Ewidentnie dziewczyna nie wie co od nas chce i tyle. Na zajęciach
                                                    bredzimy o tym czy brad Pitt to prawdziwe nazwisko, czy pseudonim, przerabiamy
                                                    jakąś książeczkę od ćwiczenia... do ćwiczenia... przy czym poziom książeczki
                                                    jest żenująco niski. Do domu zadaje nam ćwiczenia z jakiejś dużo trudniejszej
                                                    książki i w tej naszej nie ma do tego gramatyki, a miał to być kurs doskonalący
                                                    nasze umiejętności a nie robiący z nas kretynów.

                                                    Za to do domu to wypracowania zadaje... Nie w tym rzecz, że zadaje ale ja chcę
                                                    mówić poprawnie o fizyce, używać na konferencjach czy w publikacjach bezbłędnie
                                                    różnych zwrotów i terminów. Dlaczego nie zadać nam wypracowania o naszej
                                                    codziennej pracy albo o naszym hobby tylko o Live Aid, które ją interesuje, nie nas?

                                                    Quickly, ja nie zaczynam nauki angielskiego, ja miałam doskonalić ten język
                                                    i zorganizowano nam kurs specjalnie z podziałem na wydziały, żebyśmy się lepiej
                                                    otrzaskali ze wszystkim co trzeba, między innymi z fachowymi zwrotami.

                                                    A tu jak miałam pewne wątpliwości tak mam dotąd. Na przykład jak chcę
                                                    powiedzieć że liczba elektronów zwiększyła/zwielokrotniła się o czynnik 2.53 to
                                                    tak do końca nie wiem czy mogę skonstruować takiego potworka: The number of
                                                    electrons was multiplied (i tu schody) by (kolejne schody) the/a/... factor 2.53.

                                                    Nie wiem czy to "by" jest odpowiednim słowem, czy przed ten "factor" wstawia się
                                                    coś czy nie. A to jedno z łatwiejszych zdań które mogę przytoczyć. I na takich
                                                    szczególach kuleje mój angielski, więc nie mam czasu na szperanie w necie za
                                                    informacjami o Live Aid, jak mi publikacje o błędy językowe co rusz odrzucają.

                                                    Po tym wycisku z gramatyki z zeszłego tygodnia to ja stałam się tak mądra, że
                                                    już nie jestem pewna czy "was" a nie "have been", albo nie daj Boże jakieś "had
                                                    been". A może jeszcze coś gorszego???

                                                    Ja rozumiem, że mogę przetrząsnąć całe miasto za dobrym słownikiem
                                                    naukowo-technicznym, wręcz go sprowadzić z Księżyca, ale to nie jest wyjście
                                                    wisieć na słowniku. Ja to po prostu chcę umieć a na tych zajęciach się nie
                                                    nauczę. Natomiast uczą nas prawdziwych nazwisk aktorów i piosenkarzy. Stąd moja
                                                    irytacja bo normalnie wygłosiłam w zyciu kilka referatów po... nazwijmy to...
                                                    angielsku... i dobrze, że Włosi, Czesi, Chińczycy i inne nacje stanowiły
                                                    publiczność. Ale tremę miewam taką sobie niedużą i zagadnięta na ulicy przez
                                                    cudzoziemca po prostu z nim rozmawiam.
                                                  • quickly Re: Angielski bedzie mozna przeskoczyc... 19.10.06, 03:35
                                                    A tu jak miałam pewne wątpliwości tak mam dotąd. Na przykład jak chcę
                                                    powiedzieć że liczba elektronów zwiększyła/zwielokrotniła się o czynnik 2.53 to
                                                    tak do końca nie wiem czy mogę skonstruować takiego potworka: The number of
                                                    electrons was multiplied (i tu schody) by (kolejne schody) the/a/... factor
                                                    2.53.
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Co Ty chcesz od siebie? Polowa Australijczykow nie wie za bardzo co to
                                                    jest "electron", a Ty masz takie problemy, czy powiedziec slowo "factor"
                                                    z "the", "a", czy bez niczego... (Uzycie "articles" lub inaczej "determiners"
                                                    jest piekielnie trudna sprawa, z ktora kazdy uczacy sie tego jezyka ma powazne
                                                    problemy do konca zycia).

                                                    Bardzo ladnie sobie przetlumaczylasz to zdanie.
                                                    Tylko, ze nie mamy tu do czynienia z Passive Tense, wiec po polsku
                                                    uzyjemy "zostala zwiekszona" - "was multiplied".
                                                    "Liczba elektronow zostala zwiekszona/zwielokrotniona o czynnik 2.53."
                                                    "The number of electrons was increased/muliplied by (the factor of) 2.53."
                                                    Slowo "factor" mozesz spokojnie opuscic – w jezyku angielskim nie stosuje sie
                                                    go tak czesto, jak w jezyku polskim.

                                                    Zastanawiasz sie czy uzyc "the/a/-" w odniesieniu do slowa "factor"?
                                                    W mowie potocznej nie ma to najmniejszego znaczenia (i tak nikt nie uslyszy
                                                    jakiego rodzajnika uzylas (czy w ogole cos uzylas)). W pismie, owszem to jest
                                                    bardzo wazne, zwlaszcza dla jakiejs sfrustrowanej nauczycielki/nauczyciela
                                                    jezyka angielskiego, ktorych teraz nie brakuje w Polsce.

                                                    No ale jak juz, to pomysl... Czy pierwszy raz slyszalas o "factor of 2.53"?
                                                    Nie. Wiesz o jaki "factor" Ci chodzi, prawda? Bo pomnozylas go wczesniej
                                                    przez ilosc elektronow. Wiec nie mozesz uzyc "a". Slowo "factor" jest
                                                    rzeczownikiem policzalnym, wiec musisz w tym wypadku uzyc w stosunku do niego
                                                    jakiegos rodzajnika. Skoro nie "-/a", to pozostaje Ci tylko "the". Czyli pewien
                                                    konkretny, znany "factor" o wartosci 2.53. Wiec nasz "factor", to nic innego
                                                    jak "the factor of 2.53".

                                                    Tylko to wcale nie znaczy, ze nigdy nie uzyjesz zwrotu "a factor of 2.53". To
                                                    bedzie zalezalo od kontekstu. Jezeli ten "factor" wyskakuje, ni z wierzby ni
                                                    z pietruszki, to wtedy mozesz uzyc "a factor of 2.53".

                                                    Np.
                                                    "I believe that a factor of, say 2.53, will solve this problem".
                                                    "Przypuszczam, ze czynnik, powiedzmy 2.53, rozwiaze ten problem."
                                                  • quickly Re: Angielski bedzie mozna przeskoczyc... 19.10.06, 04:06
                                                    Po tym wycisku z gramatyki z zeszłego tygodnia to ja stałam się tak mądra, że
                                                    już nie jestem pewna czy "was" a nie "have been", albo nie daj Boże jakieś "had
                                                    been". A może jeszcze coś gorszego??
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Ja bym sie raczej martwil tym gdybys zrozumiala, o tak z biegu, jaka jest
                                                    roznica pomiedzy "was", "has/have been", "had been".
                                                    Sa to formy nie wystepujace w jezyku polskim, wiec maja prawo byc obce.
                                                    Probowalas kiedys wytlumaczyc Aglikowi co to sa "przypadki"? Sproboj! Jezeli
                                                    po godzinie lub dwoch Twojego tlumaczenia, bedzie mial chociaz odrobine pojecia
                                                    jak jest roznica pomiedzy, powiedzmy: Janek, Jankowi, Jankiem, albo: krzeslo,
                                                    krzesla, krzeslem, to ja osobiscie Ci wrecze czek na $100,000.

                                                    Wiec podejdz do tego zagadnienia na spokojnie. Wystarczy, ze znasz dobrze
                                                    jeden czas: Terazniejszy Prosty. Smieszne? Wcale nie... Z nim mozna powiedziec
                                                    prawie wszystko. Niewierzysz? Opowiadasz np. cos, co zdarzylo sie
                                                    wczoraj: "Wczoraj siedze w kinie, wyciagam jablko, a tu po chwili ktos spada z
                                                    krzesla...". Bez klopotu opowiadam o przeszlosci, uzywajac czasu
                                                    terazniejszego. Moze nie najbardziej poprawnie, ale komunikatywnie, prawda?
                                                    Pamietaj tylko o okreslnikach czasu takich jak wczoraj, potem, dwa dni temu
                                                    itd. To samo dotyczy sie przyszlosci: "Jutro ide do kina, biore ze soba
                                                    dzieci, a potem wpadam na kawe do znajomej." To zlota zasada, ktora z wielkim
                                                    powodzeniem mozna zastosowac w j. angielskim. Nie wiem czy wiesz, ale w jezyku
                                                    chinskim nie ma wlasciwie czasow. Ani przyszlego, ani przeszlego. Mowi sie
                                                    wlasnie tak, jak ja to zrobilem przed chwila. Taka forma wypowiedzi nazywa sie
                                                    w lingwistyce "paragraph speech", zaznaczasz na samym poczatku za
                                                    pomoca "okreslnika czasu" kiedy to, o czym mowisz sie dzieje (np. wczoraj, rok
                                                    temu, za miesiac, itd.) i dalej mowisz czasem terazniejszym.

                                                    No ale czas "Present Perfect" i "Past Perfect" trzeba poznac, bo nie zawsze to
                                                    ladnie wyglada, jak sie uzywa tylko jednego czasu.

                                                    Zatem kiedy uzyc Simple Past, a kiedy Present Perfect? Jezeli nie wiesz, uzyj
                                                    Simple Past - prawdopodobienstwo "wielkiego" bledu bedzie bardzo znikome.
                                                    Powiedzmy:
                                                    "I baked the cake."
                                                    "I have baked the cake."

                                                    Konia z rzedem przecietnemu Anglikowi, ktory wytlumaczy Ci poprawnie, jaka jest
                                                    roznica pomiedzy tymi dwoma zdaniami. Tylko, ze w przeciwienstwie do np.
                                                    Polakow zaden z nich, zaden Australijczyk czy Amerykanin o zdrowych zmyslach,
                                                    nie powie Ci: "I have baked the two days ago."
                                                    Jezeli sie spytasz ich dlaczego to zdanie powyzej jest bledne, to prawie w 100%
                                                    odpowie Ci, bo tam jest "two days ago". No to Ty mowiesz mu, ze nie mozna uzyc
                                                    okreslnika czasu. A on, ze tak! Absolutnie nie mozna tego robic!
                                                    No to wtedy Ty mu na to, a: "I have baked the this morning."
                                                    I gosciu robi tutaj oczy jak piecio zlotowki i zaczyna sie belkot... bo to
                                                    zdanie jest jak najbardziej poprawne.
                                                  • quickly Re: Angielski bedzie mozna przeskoczyc...-errata 19.10.06, 04:11
                                                    Ostanie zdanie w jezyku angielskim, zamiast:
                                                    "I have baked the two days ago", powinno byc
                                                    "I have baked the cake two days ago."

                                                    I nie "sproboj", a "sprobuj".

                                                    I nie "niewierzysz", a "nie wierzysz"... i wiele innych.
                                                  • meduza4 Re: Angielski bedzie mozna przeskoczyc... 20.10.06, 14:35
                                                    quickly napisał:

                                                    > Ja bym sie raczej martwil tym gdybys zrozumiala, o tak z biegu, jaka jest
                                                    > roznica pomiedzy "was", "has/have been", "had been".
                                                    > Sa to formy nie wystepujace w jezyku polskim, wiec maja prawo byc obce.

                                                    Nie w tym rzecz Quickly, teoretycznie to rozumiem na czym polega różnica, w
                                                    sensie wyrycia formułek na blachę i wyklepania ich przed tą czy tamtą
                                                    nauczycielką. Tylko to nie jest metoda na mnie.

                                                    Ja po prostu muszę widzieć jak się to stosuje w praktyce, czyli najpierw mieć
                                                    jakieś przykłady z życia. O dziwo zdania, które podłapałam gdzieś z piosenki,
                                                    filmu czy diabli wiedzą skąd, okazują się zupełnie poprawne, nawet jak nie jest
                                                    dla mnie jasne dlaczego. Ale jak zaczynam klecić sama z głowy to wiecznie nie
                                                    ten czas co trzeba :-(

                                                    A teraźniejszy prosty... No wiesz, trochę więcej tam tych czasów znam, na drodze
                                                    teoretycznej to formułki do wszystkich kiedyś obkułam... And so what??? (to
                                                    pierwszy raz w piosence The Cure usłyszałam i nikt się nigdy o to nie czepił),
                                                    skoro filozofując czy Tom dał ojcu książkę w jakimś momencie przeszłości przed
                                                    innym momentem i czy skutki dania książki są do tej chwili obecne...

                                                    Stop! Quickly, ulituj się nade mną bidulką i przyślij pilnie chłodne piwo bo
                                                    widzisz, że bez tego trunku to ja taka biedna i nieszczęśliwa... a Ty jeszcze
                                                    wykład mi robisz zamiast uczyć metodą małych łyczków... znaczy się małych
                                                    kroczków ;-)))


                                                    > Zatem kiedy uzyc Simple Past, a kiedy Present Perfect? Jezeli nie wiesz, uzyj
                                                    > Simple Past - prawdopodobienstwo "wielkiego" bledu bedzie bardzo znikome.
                                                    > Powiedzmy:
                                                    > "I baked the cake."
                                                    > "I have baked the cake."

                                                    Quickly, jakieś bardziej skomplikowane czasy. Z tymi dwoma i "two days ago" nie
                                                    mam problemu :-)

                                                    Powiem "I've baked a cake" (w tym przypadku nie wiadomo jakie) jak odwiedzisz
                                                    mnie w domu, usadzę Cię przy stole i ku Twemu zdumieniu wyłożę ciacho na talerz.
                                                    (Quickly nie wiedział, że umiem gotować)

                                                    Ale powiem "I baked a cake two days ago" i rzeczywiście "two days ago" to
                                                    ciasto jeszcze było. A skutek upieczenia nie dotrwał do Twojego przyjazdu i
                                                    teraz opisuję, że pół godziny później wpadła sąsiadka, no i to ciasto zjadłyśmy,
                                                    więc teraz mam dla Ciebie tylko paluszki ;-)

                                                    Jakieś 10 lat temu kładziono mi już do łba, że jak się człek rozgada to niech
                                                    leci tym czasem (czyli Simple Past) relacjonując wydarzenia, bo z natury jest
                                                    narracyjny: yesterday I was completly drunk but today I didn't drink any whisky
                                                    ;-)

                                                    Ale: idę do barku, sięgam po moją ulubioną flaszencję i widzę, że jest pusta.
                                                    Przez mgłę sobie przypominam "Damn it! Yesterday I have drunk all my whisky".
                                                    Znaczy się wytrąbiłam i skutek jest taki, że mnie będzie suszyć :-(

                                                    Stąd z określnikami czasu czy bez różnicę między użyciem tych dwóch czasów...
                                                    wydaje mi się... że... potrafię wyczuć...


                                                    Tak "by the way" to strasznie mądre rozmowy tu prowadzimy, aż strach się bać ;-)))
                                                  • quickly Re: Angielski bedzie mozna przeskoczyc... 21.10.06, 01:29
                                                    meduza4 napisała:
                                                    > Stop! Quickly, ulituj się nade mną bidulką i przyślij pilnie chłodne piwo bo
                                                    > widzisz, że bez tego trunku to ja taka biedna i nieszczęśliwa... a Ty jeszcze
                                                    > wykład mi robisz zamiast uczyć metodą małych łyczków... znaczy się małych
                                                    > kroczków ;-)))
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Poczekaj, poczekaj... tylko mi nawet nie sprobuj sie pozniej wykrecac, kiedy
                                                    juz przyjade do Z.G., ze tak na prawde, to wcale nic pijesz! Nic z tych rezczy!
                                                    Bedzie, az do utraty tchu!!!

                                                    > Powiem "I've baked a cake" (w tym przypadku nie wiadomo jakie) jak odwiedzisz
                                                    > mnie w domu, usadzę Cię przy stole i ku Twemu zdumieniu wyłożę ciacho na
                                                    > talerz
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Trzymam Cie za slow!

                                                    > (Quickly nie wiedział, że umiem gotować)
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Ja sie tylko niesmialo domyslalem... Ale i tak nie przejmuj sie, jak Ci cos nie
                                                    wyjdzie. Ja jestem wyjatkowo tolerancyjny. Jem i pije wszystko i nigdy nie
                                                    wybrzydzam.

                                                    > Jakieś 10 lat temu kładziono mi już do łba, że jak się człek rozgada to niech
                                                    > leci tym czasem (czyli Simple Past) relacjonując wydarzenia, bo z natury jest
                                                    > narracyjny: yesterday I was completly drunk but today I didn't drink any
                                                    whisky
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    To prawda z Simple Past. Ale ostatnie zdanie ma maly blad i powinno
                                                    byc: "Yesterday, I was completely drunk but today, I didn't drink any whisky."

                                                    > Ale: idę do barku, sięgam po moją ulubioną flaszencję i widzę, że jest pusta.
                                                    > Przez mgłę sobie przypominam "Damn it! Yesterday I have drunk all my whisky".
                                                    -------------------------------------------------------------------------------
                                                    Niestety, ale nie mozesz tak powiedziec.
                                                    Yesterday + Present Perfect: have drunk, nie moga isc w parze.

                                                    Jak widzisz, jednak bylem pare razy belfrem w szkole.
                                                    A do fizyki kwantowej, to ja jeszcze powroce, ale musze sie lepiej
                                                    przygotowac. Szczerze mowiac, to ja juz sie zorientowalem, ze ja Ci w tym
                                                    temacie byle czego nie wcisne. Ladnie mnie wypunktowalas - i za to chyle przed
                                                    Toba czola. Jedno jest pewne, ze troche "poryje" w tym temacie i Cie...
                                                    zaskocze. Zeby tam nie wiem co!

                                                  • meduza4 Re: Angielski bedzie mozna przeskoczyc... 23.10.06, 11:10
                                                    quickly napisał:

                                                    > -
                                                    > Poczekaj, poczekaj... tylko mi nawet nie sprobuj sie pozniej wykrecac, kiedy
                                                    > juz przyjade do Z.G., ze tak na prawde, to wcale nic pijesz! Nic z tych rezczy!
                                                    >
                                                    > Bedzie, az do utraty tchu!!!

                                                    Quickly, pijam... tylko do utraty tchu oznacza w moim przypadku po...
                                                    zwymiotowanie. To ja wolałabym trochę skromniej "tankować".

                                                    Bo Ty tu kreślisz taką wizję tego picia... że się bać zaczynam. Ostatnio jak
                                                    mnie upili do utraty tchu to całą noc bigosem wymiotowałam.

                                                    >
                                                    > > Powiem "I've baked a cake" (w tym przypadku nie wiadomo jakie) jak odwied
                                                    > zisz
                                                    > > mnie w domu, usadzę Cię przy stole i ku Twemu zdumieniu wyłożę ciacho na
                                                    > > talerz
                                                    > -------------------------------------------------------------------------------
                                                    > -
                                                    > Trzymam Cie za slow!

                                                    Hmmmmmmm... To był przykład do treningu angielskiego, ale jak się tak sprawy
                                                    mają to "I will bake the cake". Wstawiam "the" bo wiemy już które. Chciałam
                                                    zrobić "the fucked cake" ale "I will bake the fucked cake" brzmi tak jakbym
                                                    miała pretensję zanim w ogóle cokolwiek piec zaczęłam....


                                                    > > (Quickly nie wiedział, że umiem gotować)
                                                    > -------------------------------------------------------------------------------
                                                    > -
                                                    > Ja sie tylko niesmialo domyslalem... Ale i tak nie przejmuj sie, jak Ci cos nie
                                                    >
                                                    > wyjdzie. Ja jestem wyjatkowo tolerancyjny. Jem i pije wszystko i nigdy nie
                                                    > wybrzydzam.

                                                    Zawsze na wszelki wypadek możesz jakieś kupić jakby moje było twarde jak decha...

                                                    >
                                                    > > Jakieś 10 lat temu kładziono mi już do łba, że jak się człek rozgada to n
                                                    > iech
                                                    > > leci tym czasem (czyli Simple Past) relacjonując wydarzenia, bo z natury
                                                    > jest
                                                    > > narracyjny: yesterday I was completly drunk but today I didn't drink any
                                                    > whisky
                                                    > -------------------------------------------------------------------------------
                                                    > -
                                                    > To prawda z Simple Past. Ale ostatnie zdanie ma maly blad i powinno
                                                    > byc: "Yesterday, I was completely drunk but today, I didn't drink any whisky."

                                                    Czy chodzi o te przecinki? No ja się naprawdę w tym angielskim gubię i bez
                                                    Ciebie zginę marnie :-(


                                                    > > Ale: idę do barku, sięgam po moją ulubioną flaszencję i widzę, że jest pu
                                                    > sta.
                                                    > > Przez mgłę sobie przypominam "Damn it! Yesterday I have drunk all my whis
                                                    > ky".
                                                    > -------------------------------------------------------------------------------
                                                    > Niestety, ale nie mozesz tak powiedziec.
                                                    > Yesterday + Present Perfect: have drunk, nie moga isc w parze.

                                                    To jak powiedzieć, że wyżłopałam do cna i zrobiłam to wczoraj? A może jak by to
                                                    zrobił "native speaker"?

                                                    >
                                                    > Jak widzisz, jednak bylem pare razy belfrem w szkole.
                                                    > A do fizyki kwantowej, to ja jeszcze powroce, ale musze sie lepiej
                                                    > przygotowac.

                                                    Brzmi poważnie, prawie jak groźba "I'll be back!" ;-)

                                                    > Szczerze mowiac, to ja juz sie zorientowalem, ze ja Ci w tym
                                                    > temacie byle czego nie wcisne. Ladnie mnie wypunktowalas - i za to chyle przed
                                                    > Toba czola. Jedno jest pewne, ze troche "poryje" w tym temacie i Cie...
                                                    > zaskocze. Zeby tam nie wiem co!

                                                    Quickly, daj spokój, przecież to nie wojna i szczerze mówiąc nie oczekiwałam od
                                                    Ciebie znajomości fizyki kwantowej. Rozumiem, że mogłeś mieć wątpliwości co do
                                                    tego czy mówię szczerze, gdzie pracuję i czym się zajmuję i że wątpliwości
                                                    wzięły się z powodu Twojego kolegi, którego nazwisko mi podałeś a który naprawdę
                                                    tu nie pracuje.

                                                    Tu się tyle pozmieniało zanim w ogóle się pojawiłam, że większości starej ekipy
                                                    pewnie już tu nie ma.

                                                    Tu masz link na instytut: taki nowy śliczny budynek na Podgórnej. Z lewej strony
                                                    masz w menu listę pracowników, sam możesz sprawdzić co tylko chcesz.
                                                    www.if.uz.zgora.pl/index.php
                                                  • quickly Re: Angielski bedzie mozna przeskoczyc... 24.10.06, 02:21
                                                    meduza4, tak na prawde... az troche to moze sie wydawac smieszne... tez
                                                    wymiotuje, jak wypije za duzo i to pomimo mojego wzrostu i wagi. Moim zdaniem
                                                    to dobrze, ze jak wypije sie za duzo, to organizm mowi nam wtedy, ze wprowdzono
                                                    do niego zbyt duzo trucizny i trzeba sie jej szybko pozbyc. Zazwyczaj to ja
                                                    lece wtedy do ubikacji i odstawiam modly nad muszla klozetowa... i powtarzam
                                                    sobie: "ze juz nigdy wiecej". Ostatni raz to bylo w Polsce w 2001r. Mam brata w
                                                    Myslowicach. Obiecal mi, ze jak przyjade to wypijemy razem "Siwuche" (to taka
                                                    wodka)... No i wypilismy, a pozniej bylem chory. I juz nigdy wiecej tego nie
                                                    zrobie (nie wypije tyle "Siwuchy")... zeby tam nie wiem co. To znaczy w takich
                                                    ilosciach i tempie...

                                                    Takze sie nie przejmuj... jak sie spotkamy, to prawdopodobnie zapomne o piwie,
                                                    o ile mi o nim nie przypomnisz.

                                                    ..."the fucked cake" ale "I will bake the fucked cake" brzmi tak jakbym
                                                    miała pretensję zanim w ogóle cokolwiek piec zaczęłam....
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Uzylas bardzo brzydkiego slowa. Tak nie mozna mowic. Ale jak juz, to powinno
                                                    byc "the fucken cake", a w zdaniu powinno byc "I'll bake this fucken cake (for
                                                    you)."


                                                    "Yesterday, I was completely drunk but today, I didn't drink any whi
                                                    sky."

                                                    > Czy chodzi o te przecinki? No ja się naprawdę w tym angielskim gubię i bez
                                                    > Ciebie zginę marnie :-(
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    Nie tylko. Nie pisze sie "completly", a "completely". Ale nie przejmuj sie, ja
                                                    tez popelniam czesto te same bledy.



                                                    > To jak powiedzieć, że wyżłopałam do cna i zrobiłam to wczoraj? A może jak by
                                                    to zrobił "native speaker"?
                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                    "Yesterday, I drank up a whole bottle of whisky."



                                                    > Quickly, daj spokój, przecież to nie wojna i szczerze mówiąc nie oczekiwałam
                                                    > od Ciebie znajomości fizyki kwantowej. Rozumiem, że mogłeś mieć wątpliwości
                                                    > co do tego czy mówię szczerze, gdzie pracuję i czym się zajmuję i że
                                                    > wątpliwości wzięły się z powodu Twojego kolegi, którego nazwisko mi podałeś a
                                                    > który naprawdę tu nie pracuje.
                                                    -------------------------------------------------------------------------------
                                                    Znalazlem tego kolege. On pracuje na Uniwersytecie Zielonogorskim, jako-
                                                    asystent w Instytucie Metrologii Elektrycznej na Wydziale Elektrotechniki,
                                                    Informatyki i Telekomunikacji. Wiec ma prawo byc od wydizalu fizyki i reaktorow
                                                    atomowych na ul. Szafrana (nie znam tej ulicy - musi byc jakas nowa).

                                                    Wiesz, wszedlem na Twoja stronke internetowa i musze sie przyznac, ze zrobilo
                                                    mi sie troche przykro. Nawet bardzo przykro. Tam sa prawie sami doktorzy,
                                                    profesorowie, a nawet jeden (chyba) Wietnamczyk (zreszta tez z tytulami). I
                                                    gdzie ja biedny sie pcham? Ja juz dawno temu gdzies zgubilem sie po drodze...
                                                    roztrwonilem swoje najlepsze lata... Dobrze, ze chociaz popracowalem w szkole i
                                                    to mnie zdopingowalo do ukonczenianie studiow lingwistycznych.

                                                    No i probowalem odgadnac Twoje imie na spisie personelu, ale nie dalem rady.
                                                    Jak bym odgadl, to juz bym do Ciebie zadzwonil. Przeciez nie bede dzwonic do
                                                    Joasi, Sylwii, albo Lidki lub Kamili od "rezonansow", i pytac sie czy czasami
                                                    nie znaja takiego jednego biednego, zagubionego quikusia z Australii.


                                                  • meduza4 Re: Angielski bedzie mozna przeskoczyc... 24.10.06, 10:41
                                                    quickly napisał:

                                                    > Zazwyczaj to ja
                                                    > lece wtedy do ubikacji i odstawiam modly nad muszla klozetowa... i powtarzam
                                                    > sobie: "ze juz nigdy wiecej".

                                                    Skąd ja znam te modły ;-PPP
                                                    Ale od razu mówię, że zawsze sprzątam po sobie ;-)

                                                    > Ostatni raz to bylo w Polsce w 2001r. Mam brata w
                                                    > Myslowicach.

                                                    Wiesz Quickly, świat jest strasznie mały. Jak Ty piłeś "siwuchę" z bratem to ja
                                                    mieszkałam kilka kilometrów dalej w hotelu asystenckim w Sosnowcu...

                                                    A byłeś kiedyś w Będzinie? Takie miasteczko między Sosnowcem a Dąbrową Górniczą.
                                                    Fajny zameczek tam jest, całkiem w dobrym stanie. Od pewnego czasu latam zdrowo
                                                    walnięta na punkcie zarówno jurajskich zamków jak i tych wszystkich pałaców
                                                    wokół Zielonej. Ale zamki też tu są kawałek dalej. W wakacje do Łagowa mnie
                                                    poniosło. Mam trochę fotek.

                                                    >
                                                    > Takze sie nie przejmuj... jak sie spotkamy, to prawdopodobnie zapomne o piwie,
                                                    > o ile mi o nim nie przypomnisz.

                                                    Jedno czy dwa piwka możemy sobie strzelić i do tego poziomu całkiem mi piwo
                                                    smakuje i nie wywołuje skutków ubocznych. Można i więcej jak się przy nich
                                                    dłużej zasiedzimy. Osobiście lubię z soczkiem malinowym lub imbirowym, ale z
                                                    tego co wiem mężczyźni dziwnie patrzą na te babskie zwyczaje pijania piwa na
                                                    słodko :-)


                                                    > -
                                                    > Uzylas bardzo brzydkiego slowa. Tak nie mozna mowic.

                                                    Chwila moment ;-)
                                                    Ja chcę używać takiego angielskiego, żeby się z każdym prostym człowiekiem
                                                    dogadać ;-)
                                                    Ty po polsku też używasz brzydkich słów i nic Ci nie mówię. Może nie aż tak
                                                    brzydkich, ale jednak.


                                                    > Ale jak juz, to powinno
                                                    > byc "the fucken cake", a w zdaniu powinno byc "I'll bake this fucken cake (for
                                                    > you)."
                                                    >

                                                    OK. I promise to bake this fucken cake for you :-)))
                                                    Czy moja znajomość angielskiego poprawiła się cokolwiek???

                                                    > -
                                                    > Nie tylko. Nie pisze sie "completly", a "completely". Ale nie przejmuj sie, ja
                                                    > tez popelniam czesto te same bledy.

                                                    Aaaa to trza było krótko: literówki fujaro :-)))

                                                    >
                                                    >
                                                    > > To jak powiedzieć, że wyżłopałam do cna i zrobiłam to wczoraj? A może jak
                                                    > by
                                                    > to zrobił "native speaker"?
                                                    > -
                                                    > "Yesterday, I drank up a whole bottle of whisky."

                                                    Ooooo, to takie sprytne. Będę pamiętać po wszystkie czasy. Całkiem dobry z
                                                    Ciebie nauczyciel, zaczynam wreszcie coś kumać :-)


                                                    > Znalazlem tego kolege. On pracuje na Uniwersytecie Zielonogorskim, jako-
                                                    > asystent w Instytucie Metrologii Elektrycznej na Wydziale Elektrotechniki,
                                                    > Informatyki i Telekomunikacji. Wiec ma prawo byc od wydizalu fizyki i reaktorow
                                                    >
                                                    > atomowych na ul. Szafrana (nie znam tej ulicy - musi byc jakas nowa).

                                                    Ulica Szafrana? A to ciągle jesteśmy na Podgórnej. Wybudowali nowy Instytut
                                                    Fizyki i to po sąsiedzku z wydziałem Twojego kolegi. Nic dziwnego, że faceta nie
                                                    znam i nie kojarzę, skoro tam pracuje. Ale z okna ten jego budynek widzę, tak
                                                    naprawdę całkiem po sąsiedzku jesteśmy. No i ochrzcili uliczkę dojazdową ulicą
                                                    profesora Szafrana.

                                                    > Wiesz, wszedlem na Twoja stronke internetowa i musze sie przyznac, ze zrobilo
                                                    > mi sie troche przykro. Nawet bardzo przykro. Tam sa prawie sami doktorzy,
                                                    > profesorowie, a nawet jeden (chyba) Wietnamczyk (zreszta tez z tytulami).

                                                    Ot Quickly, takie czasy, że wszyscy muszą mieć tytuły, żeby ta "buda" miała
                                                    status uniwersytetu.

                                                    Wietnamczykiem się nie przejmuj, to równy facet, bardzo go lubię. Większość
                                                    życia spędził w Polsce i jest taki zupełnie polski. Dobrze, że mi przypomniałeś
                                                    bo muszę odebrać mu moją ćwiczeniówkę od angielskiego. Szelma spisuje ode mnie
                                                    prace domowe.
                                                    I
                                                    > gdzie ja biedny sie pcham? Ja juz dawno temu gdzies zgubilem sie po drodze...
                                                    > roztrwonilem swoje najlepsze lata... Dobrze, ze chociaz popracowalem w szkole i
                                                    >
                                                    > to mnie zdopingowalo do ukonczenianie studiow lingwistycznych.


                                                    Nigdzie się nie pchasz. W końcu sama zapraszałam ;-)
                                                    Ale połową ludzi od nas mocno byś się rozczarował, że takie coś a ma doktorat
                                                    czy inne tytuły. Nie jest to żadna "śmietanka" wprost sprawę ujmując.


                                                    > No i probowalem odgadnac Twoje imie na spisie personelu, ale nie dalem rady.
                                                    > Jak bym odgadl, to juz bym do Ciebie zadzwonil. Przeciez nie bede dzwonic do
                                                    > Joasi, Sylwii, albo Lidki lub Kamili od "rezonansow", i pytac sie czy czasami
                                                    > nie znaja takiego jednego biednego, zagubionego quikusia z Australii.

                                                    W takich przypadkach czasem wybranie osoby pierwszej z brzegu jest celnym
                                                    strzałem. Ostatecznie jest jeszcze na tej stronie plan zajęć i dwie z tych osób
                                                    nie mają zajęć bo są w tej chwili za granicą. Dwie pozostałe urzędują w tym
                                                    samym pokoju i mają wspólny telefon (dobra wiadomość). Jak się ktoś zajmuje
                                                    rezonansami to chyba nie zajmuje się fizyką atomową? Jak ktoś coś miał wspólnego
                                                    z AutoCadem to chyba nie siedzi w rezonansach itd...

                                                    Ale na planie zajęć tych osób jest, kto się zajmuje fizyką atomową i zaczyna
                                                    robotę o 7:30 dwa razy w tygodniu :-)
    • tygryska_28 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 08:12
      To chyba zajęcia dla tych, którzy właśnie wracają z imprez i po drodze zajrzą
      na uczelnię??
      Koszmar...

      Nie, myślę, że ludzie po prostu są inni niż kiedyś, mają mniej zahamowań a to
      drażni wiele osób, mnie też denerwują wątki typu "chcę zdradzić męża". Nie
      wiem, może jestem zbyt staroświecka w pewnych sprawach ale to nie przyszłoby mi
      chyba do głowy. Chociaż, kto wie, sytuacje wymuszają pewne zachowania :PP

      Więc starzejmy się spokojnie ale z własnymi zasadami ;))

      Miłego dnia
      • kobietazsercem42 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 08:20
        Jeśli ta 4 przy Twoim nicku coś oznacza, to
        powiem, tak:kobieto starzejesz się.
        Ostatnio odczuwam to samo.Czy tak już będzie zawsze?
        • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 09:07
          Dobrze, że chociaż idę z czasem, postępem, osiągnięciami i z moimi studentami
          się dogaduję :-)
      • x_adam Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 09:07
        To nie jest starzenie meduzko, po prostu tak jak kiedyś mi napisalas mądrze ot
        czasem rzucą się ludzie do klawiatur i piszą co im myśl przyniesie, nie zawsze
        sie zastanawiając czy to mądre i czy to ma sens, ot aby zwrócić na siebie
        uwage, ze ja jestem istnieje
        Co do wczesnych zajęć to zapewne one są z 1 albo drugim rokiem studiów. Mam
        przyjemność pomieszkiwać w akademiku, który mniej wiecej od soboty rozhuczal
        się imprezowo i trwa to i trwa:)), ale jest w tym jakaś swoista magia młodości.
        Co do młodego narybku na uczelniach, no cóż Meduzko, to jest juz pokolenie
        wychowane w III czy tam IV RP, nie pamietające kolejek za wszystkim, braku
        podstawowych artykułów, i całej tej swoistej otoczki PRL, mają inne spojrzenie
        na rzeczywistość i inne doświadczenia, i inne poglądy, stąd czasem wychodzi to
        tak a nie inaczej
        Nie nie starzejesz masz po prostu swoje własne zdanie na rzeczywistość, i to
        jest najwazniejsze bo to świadczy ze jestes sobą
        • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 09:21
          No nabytek jest z I roku i całkiem całkiem sympatyczny, tylko trochę pora dnia
          nie taka jak lubię. A studenci nie sprawiają mi prawie nigdy kłopotów, raczej ja
          im potrafię wyciąć jakiś kawał. Ostatnim było wzięcie sobie urlopu po sesji
          poprawkowej, gdy niektórzy liczyli na to, że cichaczem wybłagają u mnie wpis z
          wcześniejszą datą. No to zaskoczenie, musieli brać warunki ;-)

          A ze wstawaniem... W zeszłym roku jakoś tak wypadało, że przychodziłam późno i
          siedziałam do nocy. No to nauczyłam się kłaść spać po północy i wstawać późno.
          A tu teraz trzeba zmienić zwyczaje :-(

          No i z tą młodością... Czasem to pokolenie III czy IV Rzeczypospolitej jest
          bardziej spontaniczne, naturalne i naiwne niż niektóre wpisy na tym forum.
          Jednak w kontaktach z tymi młodymi ludźmi odnoszę wrażenie, że to całkiem inny
          świat, właśnie taki tradycyjny i staroświecki(???)
          • kaya_ja Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 09:58
            pomyślałam dokładnie to samo (czy ja się starzeję )kiedy rozgościła się w pracy
            dziewczyna uzależniona od sms_ów, diet, akryli i gadania o niczym, oczywiście z
            gołym brzuszkiem jak należy !!!
            Kiedy wybrałam się na koncert szok był jeszcze większy zobaczyłam tam setki
            klonów wyżej opisanej! Pomyślałam sobie, że nie jestem stara :)jestem z innego
            pokolenia ( flanelowych koszul, traperek i gitary przy ognisku) i wiecie co
            szkoda mi ich :)))


            ---
            • self-mademan Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 15:02
              A ja nosze flanelowe koszule,siadam sobie przy ognisku,kartofelki pieczone
              zajadam,trapery nosze,breki i inne takie tam.
              Pieprze wszystko,a co?
              musze byc trendy???
              • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 16:40
                Ej, facet sobie może wszystko pieprzyć, a kobiecie od razu łatkę przyklejają :-(

                Mam w pracy takie dziwne męskie towarzystwo, które siebie ze wszystkiego
                rozgrzesza a mnie o mniejsze "występki" ściga bom kobita :-(
                • kaya_ja Re: Czy ja się starzeję... 06.10.06, 09:37
                  meduza4 napisała:

                  > Ej, facet sobie może wszystko pieprzyć, a kobiecie od razu łatkę
                  przyklejają :-
                  > (
                  >
                  > Mam w pracy takie dziwne męskie towarzystwo, które siebie ze wszystkiego
                  > rozgrzesza a mnie o mniejsze "występki" ściga bom kobita :-(
                  >





                  meduzo pieprz tych facetów :)))))
                  • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 06.10.06, 10:12
                    kaya_ja napisała:

                    >
                    > meduzo pieprz tych facetów :)))))

                    Dosłownie czy w przenośni pieprzyć? Bo może właśnie tego by chcieli i tylko
                    prowokują ;-PPP
    • tapatik 7.30.... 03.10.06, 10:31
      Który student na zajęcia o tak wczesnej porze przyjdzie?

      A bzdurne problemy wymyśla życie, które jest lepsze od filmu.
      • meduza4 Re: 7.30.... 03.10.06, 10:45
        Pierwsze zajęcia to ich ze 30 przylazło, jakby nie mieli nic innego do roboty...

        A co do bzdurnych problemów to owszem, życie je wymyśla ale czasem może warto je
        rozwiązywać a nie biadolić w kółko nad sobą i własnym życiem.
        • tapatik Re: 7.30.... 03.10.06, 12:41
          meduza4 napisała:

          > Pierwsze zajęcia to ich ze 30 przylazło, jakby nie mieli nic innego
          > do roboty...

          Pewnie chcieli sobie na panią profesor popatrzeć.

          > A co do bzdurnych problemów to owszem, życie je wymyśla ale czasem może warto
          > je rozwiązywać a nie biadolić w kółko nad sobą i własnym życiem.

          Też do tego doszedłem, ale to trwało stanowczo zbyt długo.
          Pocieszam się, że jestem jeszcze młody (duchem). :-)))
          • meduza4 Re: 7.30.... 03.10.06, 12:56
            Chciał nie chciał, studenci muszą chodzić na te ćwiczenia, więc raczej
            frekwencja będzie nadal w tym stylu.

            A poza tym to może bym sobie tak pobiadoliła i poużalała się nad sobą? ;-)
            • tygryska_28 Re: 7.30.... 03.10.06, 13:21
              Biedna Meduzka, musi wstać z samego rana żeby męczyć biednych studentów,
              przerażonych tym co ich czeka... ;) A oni wstrętni pomimo wczesnej pory
              przychodzą na zajęcia...
              Lepiej ci? ;)))
              • tapatik Re: 7.30.... 11.10.06, 08:45
                tygryska_28 napisała:

                > Biedna Meduzka, musi wstać z samego rana żeby męczyć biednych studentów,
                > przerażonych tym co ich czeka... ;) A oni wstrętni pomimo wczesnej pory
                > przychodzą na zajęcia...

                Oj tam, dowiedzieli się, że zajęcia prowadzi taka fajna laska i przychodzą, żeby
                sobie na Nią popatrzeć.
    • konrado80 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 12:22
      No dla mnie tez nie bylas tolerancyjna :P
      • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 13:25
        Bo Ty jesteś stresogenny ;-PPP
        • konrado80 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 13:29
          Bo Ty mnie prowokujesz :P
          • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 14:30
            A gdzie tam. Nigdy się pierwsza do Ciebie nie odzywam ;-PPP
            • konrado80 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 14:34
              Ale prowokujesz zebym to ja zrobil :P
              • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 14:55
                Asolutnie nic i nikogo nie prowokuję...
                • konrado80 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 15:07
                  Jakbys mnie nie prowokowala, to bym nie odpisywal ;))
                  • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 15:32
                    Wniosek z tego, że nie lubisz spokojnych ludzi ;-P
                    • konrado80 Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 15:41
                      Lubie i nie lubie wszystkich ;)
    • wiarusik Re: Czy ja się starzeję... 03.10.06, 20:02
      Widzisz Meduzko,trzeba być pasjonatem żeby studiować fizykę,to co się dziwisz
      że pełny sqad o tej godzinie?;)
      Ale fakt,pora zabójcza.Ja natomiast mam jedno ćwiczenie w piątek do 20.Nie dla
      mnie weekendowe imprezki;)
      • Gość: topik Re: Czy ja się starzeję... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.06, 06:32
        meduza4 ty sie nie starzejesz! Ty znasz zycie i pewne banaly Ciebie denerwuja.
        Niestety zycie sklada sie takze z banalow. Zauwazylem, ze te sprawy najczesciej
        dotykaja tych, ktorzy maja wiecej wolnego czasu /wiem po sobie/. Przepraszam, ja
        Ci tu truje, a Ty zapewne znowu szykujesz sie na wyklad. Powodzenia.
        • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 12:23
          A nie, nie szykuję się na żaden wykład (bo prowadzę ćwiczenia) a poza tym to
          mieliśmy przed chwilą wesoło: był test z angielskiego dla pracowników.

          Tak patrząc po ostatecznej punktacji kolegów i porównując z moją to źle nie
          wyszło... Pomijam fakt, że wszyscy jesteśmy tak "genialni" że najwięksi geniusze
          (2 osoby) pewnie coś koło 3.5 powinni dostać... Ja i kilka osób z czystym sercem
          3.0... ale co zrobią z resztą "ekipy" to Bóg raczy wiedzieć :-)
          • wiarusik Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 12:31
            A jednak jest sprawiedliwość na tym świecie:)
            Dobrze wam tak ha Ha HA!;)
            • Gość: topik Re: Do meduza4... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.06, 12:54
              Z tymi ocenami nich zadecyduje opatrznosc. Przynajmniej nie bedziesz miala
              wyrzutow sumienia, a Ty bedziesz poza podejrzeniami... Pozdrawiam.
              • meduza4 :-) 04.10.06, 15:15
                Ech, cóż, przecież nie jesteśmy anglistami a tu nam dali test w takim stylu
                jakby po polsku ułożyć coś takiego:

                Marcin ...... te książki tanio na wyprzedaży.
                a) kupił
                b) nabył
                c) zakupił

                Tu wybrać jedną odpowiedź bo tylko jedna jest właściwa.



                A z rzeczy, które pamiętam autentycznie z testu było

                ..... poniżej 12 roku życia mają już ileś tam zębów leczonych.
                a) osoby
                b) ludzie
                c) dzieci

                i jeszcze jakaś odpowiedź. Wybrałam dzieci (i słusznie) ale z gramatycznego
                punktu widzenia dziecko to też człowiek, więc co oprócz znajomości słówek miał
                naprawdę wykazać ten test???
    • self-mademan Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 15:00
      starzejesz sie:-((
    • szubrawiec76 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 15:31
      co do ciała to starzejesz się oczywiście w ciągu roku o rok :))
      co do umysłu... to zależy od Ciebie. Co do forum też mnie czasami wkurza.
      • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 16:37
        A cosik przyuważyłam, że Cię wiersze wkurzają ;-PPP

        Ja swoje zaniosłam na portal poetycki do znajomego i tam jęczą, że za mało się
        udzielam...
        • szubrawiec76 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 16:43
          same wiersze mnie nie wkurzają... wkurzają mnie "romantyczni pozerzy".. a poza tym to tylko kobiety mają mandat na narzekanie? :))

          > Ja swoje zaniosłam na portal poetycki do znajomego i tam jęczą, że za mało się
          > udzielam...

          no coś takiego... jęczą? myślałem że w takich jak by nie było dość wąskich społecznościach każdy jest raczej zajęty przepychaniem swoich wierszy na światło dzienne aby inni go docenili... cieszę się że tak nie jest.
          • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 16:50
            Ha! Romantyczni pozerzy, powiadasz... No ale chyba trudno stwierdzić, nie znając
            człowieka, czy jest pozerem, czy tylko czuje się zakompleksiony,
            niedowartościowany i chce pokazać światu, że chociaż wiersz sklecić potrafi.

            Niektórym się takie wierszowanie podoba, innym nie, tak czy siak przecież nie ma
            przymusu, żeby czytać.

            Co do portalu mojego znajomego to jest wyjątkowy, bo sam "właściciel" także jest
            wyjątkowym człowiekiem :-)

            Tak w ramach wyjaśnienia to kilka osób, które poznały się na różnych portalach,
            gdzie często były przepychanki, kłótnie, obrzucanie kogoś błotem, poszło sobie w
            jedno, spokojne miejsce, gdzie można pogadać. Moje internetowe znajomości z
            niektórymi z tych ludzi trwają już od lat :-)
            • szubrawiec76 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 17:00
              napisałaś tak składnie i rzeczowo że nie mam potrzeby wrzucać następnego "kamyczka" do dyskusji. Bardzo..bardzo klarownie napisane :))
              • Gość: topik Re: Czy ja się starzeję... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.06, 17:13
                Wiadomo, wyższe ciało pedagogiczne i nad wyraz skromne i otwarte. Widzę, że
                tutaj poziom intelektualny idzie do góry, więc muszę pisać z ą i ę. Inaczej nie
                wypada.
                • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 17:18
                  Gość portalu: topik napisał(a):

                  > Wiadomo, wyższe ciało pedagogiczne

                  Ciało niskie... i do tego nieco "puszyste" hihi ;-PPP
                • szubrawiec76 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 17:33
                  Gość portalu: topik napisał(a):

                  > Wiadomo, wyższe ciało pedagogiczne i nad wyraz skromne i otwarte. Widzę, że
                  > tutaj poziom intelektualny idzie do góry, więc muszę pisać z ą i ę. Inaczej nie
                  > wypada.

                  sama prawda.. też w swoim czasie należałem do ciała pedagogicznego :)) i poniekąd możliwe że w jakimś sensie nadal do niego należę :)
              • meduza4 Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 17:16
                Jak już jesteśmy przy słowie "rzeczowo" to przypomniał mi się kawał.

                Do sądu na rozprawę wpadają lekko spóźnieni, zadyszani rzeczoznawcy. Sędzia,
                żeby się upewnić, pyta:
                -To... panowie biegli?
                -No nie, wzięliśmy taksówkę...

                ;-)
                • Gość: topik Re: Proszę o następny kawał... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.06, 17:26
                  Przepraszam, bo w sprawie "puszystości" mogę dać kilka niezawodnych i
                  sprawdzonych przeze mnie rad /późnym wieczorem/. Bardzo proszę o następny kawał!
                  • meduza4 Re: Proszę o następny kawał... 06.10.06, 12:58
                    O rany, a czy ja jestem jakiś kabaret? Może mnie by się jakiś kawał przydało
                    opowiedzieć?
                • jmx Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 17:33
                  meduza4 napisała:

                  > Jak już jesteśmy przy słowie "rzeczowo" to przypomniał mi się kawał.
                  >
                  > Do sądu na rozprawę wpadają lekko spóźnieni, zadyszani rzeczoznawcy. Sędzia,
                  > żeby się upewnić, pyta:
                  > -To... panowie biegli?
                  > -No nie, wzięliśmy taksówkę...
                  >
                  > ;-)


                  hahaha ;DDDDDDDDDDD
    • jmx Re: Czy ja się starzeję... 04.10.06, 17:30

      Nie, Ty się nie starzejesz... to niektórzy "inni" stoją w miejscu i dlatego tak
      to wygląda... Ciebie (i nie tylko) to denerwuje ale oni będą mieli spaprane
      życie. Więc i tak jesteś w lepszej sytuacji ;). A co młodzi - kto wie co z nich
      wyrośnie za parę lat?

      A dasz namiary na te dwa miłe i spokojne miejsca? bym sobie zajrzała jeśli
      wolno :)
      • osv Re: Czy ja się starzeję... 05.10.06, 14:45
        Dla kazdego czlowieka jego problem jest z reguly subiektywnie najwazniejszy,
        a umiejetnosc rozwiazywania go/ich / zalezy od horyzontow i perspektyw -
        wlasnych i otoczenia, w ktorym przebywaja.
        A formalna doroslosc nie ma czesto nic wspolnego z madroscia.... czy etyka.

        Normy etyczne sa niestety indywidualnie zroznicowane, stad dramaty uczuciowe,
        kiedy spotykaja sie osoby, ktorych system wartosci jest nieprzystawalny.

        Zwolennikow braku zahamowan jest stosunkowo wiecej, niz tych stawiajacych
        granice sobie czy innym... ,wiec wczesniej czy pozniej dochodzi do katastrofy
        emocjonalnej.
        Za brak wiedzy w zyciu sie placi... dobrze jest znac podstawowe know-how
        techniki ludzkich reakcji... nie warto chodzic z drzwiami na plecach.

        Nuda, czy irytacja " problemami" innych polega na tym, ze juz z nich wyroslismy
        lub wlasna etyka, badz doswiadczenie nie pozwala nam robic podobnych glupstw.
        Tlumaczenie innym, bywa, ze jest " zawracaniem kijem Wisly ".....
        Dzis ludzie sa nie tylko mistrzami w oszukiwaniu innych, ale sa znakomici w
        oszukiwaniu siebie....
        i poza tym: " co nie jest zakazane jest dozwolone ! "


        Nauczyciel- to najbardziej kreatywny zawod swiata, Meduza - rozumiem.ze tylko
        kokieteryjnie narzekasz ; )

        Mam " w temacie " interesujaco ironiczne opowiadanie, ale to wieczorem : )

        osv
        • Gość: topik Re: Do osv... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.06, 07:44
          Nie onanizuj się swoją elokwencją, tylko dawaj tu wspominane przez Ciebie
          interesująco ironiczne opowiadanie.
        • osv Re: Czy ja się starzeję... 06.10.06, 08:59
          Opowiadanie nosi tytul- " Winda do piekla " , jego autorem jest Pär Lagerkvist.
          Mysle, ze pasowalo bardziej do watku : " Jakiej czulosci im zabraklo, ze
          zdradzili... " ...moze troche jako komentarz.
          Tlumaczenie wlasne.
          osv
          • jmx Re: Czy ja się starzeję... 07.10.06, 02:44

            Właśnie przeczytałam... świetne!
            • osv Re: Czy ja się starzeję... 07.10.06, 10:57
              Dziekuje, naprawde sie ciesze, ze tak uwazasz.
              W oryginale autor unika wyrozniania dialogu w tekscie, to zmusza czytelnika do
              lamiglowki kto? powiedzial co ?

              Taka mala literacka perelka.

              : ))
              • jmx Re: Czy ja się starzeję... 09.10.06, 15:53

                Naprawdę mi się podoba :). Może coś jeszcze przetłumaczysz...?
                ten autor jest chyba kompletnie nie znany w Polsce...
                • osv Re: Czy ja się starzeję... 09.10.06, 20:01
                  Pär Lagerkvist jest jednym z najbardziej znanych pisarzy w Szwecji,
                  w 1951 otrzymal literacka nagrode Nobla.
                  Ze swoja pasja pisarska szukal odpowiedzi na zagadki zycia, na najtrudniejsze
                  pytania, tragedie i zlo...

                  Moze kiedys... przy okazji : )
                  Säg /sej/aldrig aldrig! Nie mow nigdy: nigdy ! mawiaja tubylcy.....
                  To wyjatkowa przyjemnosc obcowac z tekstem interesujacej osobowosci......
                  KOSZTOWNA, wymaga czasu, ktorego brak w tym tempie zycia : )



                  • viernaviera Re: Czy ja się starzeję... 09.10.06, 20:42
                    a obilo Wam sie o uszy Franek Molczak ?
    • Gość: zahedan to pierwsze być-cały czas IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.06, 06:55
      :-)
      • jmx Re: to pierwsze być-cały czas 09.10.06, 15:51

        zahedan :)))) jak miło Cię widzieć :)
        szkoda, że tak rzadko zaglądasz... (patrz wpis meduzy4 z góry :|)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka