Dodaj do ulubionych

Prawo do miłości

26.06.03, 08:08
Szanowni i Roztropni Europejczycy,
Nie wiem, czy konstytucja Unii E. przyznaje nam osobiste prawo do miłości,
ale sądzę, że możemy je sobie sami uzurpować, prawda? Jeśliby tak przyjąć, to
zastanówcie się, proszę, jak może korzystać z tego prawa osoba pozostająca w
długotrwałym i udanym w większości względów związku, w którym miłości
erotycznej już nie ma - obojętne, z jakich przyczyn; w końcu miłość nie jest
ani obowiązkowa, ani wieczna.
Jeśli przyjąć za Platonem, że istnieją trzy rodzaje miłości, to możemy
roboczo założyć, że w małżeństwie starym a niezłym pozostaje Philia, a zanika
Eros. I co wtedy? A co, jeśli któryś z małżonków z przyczyn medycznych traci
zdolność do seksu lub w ogóle erotyki, pozostając jednak wartościowym
partnerem życiowym? A jeśli nie jest zdolny do samotnego życia?
Można sobie wyobrazić jeszcze parę wariantów prowadzących to tej samej
kwestii, ale pytanie zawsze pozostaje to samo: czy zawsze wolno nam
korzystać, czy czasem należy zrezygnować z doświadczenia miłości?
Refleksyjnie pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.
Obserwuj wątek
    • obdarzona Re: Prawo do miłości 26.06.03, 08:30
      Oczywiscie ze nie odmawiac sobie. Zyje sie raz. Seks to cos najwspanialszego.Pox
      Ona napewno zrozumie. to oczywiste. Pozdr
      • obdarzony Re: Prawo do miłości 26.06.03, 08:39
        obdarzona napisała:

        > Oczywiscie ze nie odmawiac sobie. Zyje sie raz. Seks to cos
        najwspanialszego.Po
        > x
        > Ona napewno zrozumie. to oczywiste. Pozdr

        Piękna Obdarzona,
        Nie sprowadzaj tego do seksu, bo to strasznie spłyca temat. To tylko jeden i
        wcale nie najważniejszy z aspektów. Swoją drogą śliczny nick wybrałaś.
        Pozdrawiam serdecznie.
    • obdarzona Re: Prawo do miłości 26.06.03, 08:45
      obdarzony napisał:

      > a zanika
      > Eros. I co wtedy? A co, jeśli któryś z małżonków z przyczyn medycznych traci
      > zdolność do seksu lub w ogóle erotyki, pozostając jednak wartościowym
      > partnerem życiowym? A jeśli nie jest zdolny do samotnego życia?
      > Można sobie wyobrazić jeszcze parę wariantów prowadzących to tej samej
      > kwestii, ale pytanie zawsze pozostaje to samo: czy zawsze wolno nam
      > korzystać, czy czasem należy zrezygnować z doświadczenia miłości?
      > Refleksyjnie pozdrawiam i zapraszam do dyskusji.

      CZego u licha sie spodziewales???
      Przeczytaj sobie dokladnie Twoj pierwszy post o zobacz o co pytasz.
      Chyba nie jestes hojnie obdarzony logika
      • ja_nek Re: Prawo do miłości 26.06.03, 11:51
        Problem tkwi w ogólności wprowadzajacego postu.
        Mamy prawo do miłości, ale nie czyimś kosztem. Złożyło się deklarację "na dobre
        i na złe". Z drugiej strony jakaś ważna sfera zostaje ograniczona albo
        zamknięta.
        Ale właśnie. Wydaje mi się, że sporo zależy od tego, na ile niemożność
        uprawiania seksu występuje. Tzn. zawsze przecież można przejść na inne niż
        klasyczne sposoby dawania sobie przyjemności. Wie się, że druga osoba tego
        potrzebuje i .......
        Niekoniecznie trzeba zaraz znaleźć sobie kogoś innego.
        Dwoje ludzi kocha się, więc mają pewne możliwości obejścia problemów
        zdrowotnych, właśnie dlatego, że wiedzą, jak to jest wazne.
        Bardzo dużo zależy od tego, gdzie występuje problem, w głowie czy w sferze
        fizycznej.

        Pozdrawiam
        janek
        • obdarzony Re: Prawo do miłości 26.06.03, 12:29
          Rzeczywiście musiałem się wyrazić myląco. Seks był tylko przykładem. Chodzi mi
          również o taką na przykład sytuację, że nie istnieje już miłość rozumiana jako
          potrzeba bliskości, obdarzania, przedkładanie czyjegoś dobra nad swoje itp.
          Seks wtedy nie ma wiele do rzeczy: jest albo go nie ma. A przecież związek mogą
          spajać inne rzeczy: dzieci, wspólne zainteresowania, interesy, poczucie
          bezpieczeństwa, spolegliwość itd. Wypalone małżeństwo nie oznacza ani niechęci,
          ani braku wspólnoty. Po prostu w nim nie ma miłości. I co wtedy?
    • von-koza Re: Prawo do miłości 26.06.03, 13:10
      Sczerze powiedziawszy, bardzo ciekawy wątek.
      Chyba radziłbym olać inne sprawy i wyjechać gdzieś razem, tylko z żoną
      (koniecznie bez dzieci - najlepiej zostawić teściom lub wysłać na jakieś
      kolonie, czy inne tam). Tam postarać się, ale tak, jak nigdy dotąd. Nawet wbrew
      sobie i temu co czujesz (zakładam z Twojego postu, że u Ciebie też niestety
      sprawa wypali-ła/a). Gdy Twoja żona znów poczuje, że ją kochasz to może zrobi
      to samo. Jeśli pomoże, to super (czego Ci życzę) i może potem będzie łatwiej.
      Jęśli nie, to naprawdę kicha, ale przynajmniej będziesz miał świadomość, że
      zrobiłeś co mogłeś, a to naprawdę wiele. Wtedy już tylko wybór między sumieniem
      i poświęceniem, a własnym prawem do szczęścia. Podobnie z seksem.
      To już musisz sam, nikt Ci naprawdę nie pomoże. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
    • Gość: M. Re: Prawo do miłości IP: *.stacje.agora.pl 26.06.03, 14:09
      Dla mnie najważniejsze jest to, czy macie ślub kościelny (wiem, że zaraz mi sie
      oberwie). Jeżeli przyrzekaliście przed Bogiem to "umarł w butach".
      Ale słyszałam (chociaz o dla mnie to na na razie czysta teoria), że miłość może
      odrodzić się w małżeństwie, nawet jeżeli wydaje się to niemożliwe.
      • ja_nek Re: Prawo do miłości 26.06.03, 14:21
        W pewnym wieku/stażu pewne elementy miłości nie występują w takiej ilości....
        Jeśli łączy ich tylko wspólnota majątkowa, opodatkowanie, wspólny biznes, to co
        to ma wspólnego z miłością? już nic.
        To raczej związek z przyzwyczajenia, rodzaj życzliwego układu.
        Pytanie, czy ktoś chce to zmieniać?
        i na co?

        Jeśli ostały się pierwiastki inne, świadcące o jakimś zaangażowaniu, to trzeba
        jak najszybciej próbować (sławne rzeczownik odczasownikowy) reaktywacji.
        Zresztą próbować trzeba i w pierwszym przypadku. Coś w tej przeszłosci było,
        może nie umarło do końca...

        Pozdrawiam
        janek
        • obdarzony Re: Prawo do miłości 26.06.03, 18:14
          ja_nek napisał:

          > W pewnym wieku/stażu pewne elementy miłości nie występują w takiej ilości....
          > Jeśli łączy ich tylko wspólnota majątkowa, opodatkowanie, wspólny biznes, to
          co
          >
          > to ma wspólnego z miłością? już nic.
          > To raczej związek z przyzwyczajenia, rodzaj życzliwego układu.
          > Pytanie, czy ktoś chce to zmieniać?
          > i na co?
          >
          > Jeśli ostały się pierwiastki inne, świadcące o jakimś zaangażowaniu, to
          trzeba
          > jak najszybciej próbować (sławne rzeczownik odczasownikowy) reaktywacji.
          > Zresztą próbować trzeba i w pierwszym przypadku. Coś w tej przeszłosci było,
          > może nie umarło do końca...
          >
          > Pozdrawiam
          > janek

          A jeśli, Panie Janku, takie ciepławe małżeństwo komuś odpowiada, to co dalej z
          miłością?
          • jmx Re: Prawo do miłości 26.06.03, 19:25
            obdarzony napisał:

            > A jeśli, Panie Janku, takie ciepławe małżeństwo komuś odpowiada, to co dalej
            z
            > miłością?

            Takie małżeństwo/układ będzie odpowiadać dopóty nie spotka się miłości gdzie
            indziej.
      • obdarzony Re: Prawo do miłości 26.06.03, 18:13
        Gość portalu: M. napisał(a):

        > Dla mnie najważniejsze jest to, czy macie ślub kościelny (wiem, że zaraz mi
        sie
        >
        > oberwie). Jeżeli przyrzekaliście przed Bogiem to "umarł w butach".
        > Ale słyszałam (chociaz o dla mnie to na na razie czysta teoria), że miłość
        może
        >
        > odrodzić się w małżeństwie, nawet jeżeli wydaje się to niemożliwe.

        Proszę M,
        Omawiam problem teoretyczny. Proszę o niepersonalizowanie. A jeśli ślub
        kościelny czy tatuaż na pośladkach coś zmienia, to proszę o odpowiedź w
        wariantach.
        • Gość: M. Re: do obdarzonego IP: *.stacje.agora.pl 26.06.03, 19:42
          Chamstwa nie sieją.
        • Gość: gb Re: Prawo do miłości IP: *.toya.net.pl 26.06.03, 19:47
          obdarzony napisał:

          > Proszę M,
          > Omawiam problem teoretyczny. Proszę o niepersonalizowanie. A jeśli ślub
          > kościelny czy tatuaż na pośladkach coś zmienia, to proszę o odpowiedź w
          > wariantach.


          Jeżeli rozpatrujesz problem tylko teoretyzując, to masz do wyboru wiele
          argumentów za utrzymaniem takiej sytuacji jak opisujesz, jak i przeciw niej.
          • ja_nek Re: Prawo do miłości 26.06.03, 22:48
            Ciepławe małżeństwo, tu zaczyna się gra w doborze słów, czyż nie?
            Grząski grunt.
            Ciepławe małżeństwo według mnie ma w sobie jeszcze resztki miłości i warto
            zawalczyć o to, co łączyło. Małżeństwo tylko ze względów majątkowych już takie
            nie jest.
            Nie ma miłości, to po co fikcja? Fikcja odpowiada tym, którzy nie mają juz
            siły, ochoty nic zmieniać. To nie zawiera oceny: to jest dobre lub złe.
            Znaczenie ma to, jak OBIE strony podchodzą do tego. Być może okaże się, że
            druga strona też nie ma chęci kontynuacji i sprawa się wyjaśnia. Więcej
            patrzenia na drugą stronę niż na siebie każdemu się przyda....

            Pozdrawiam
            janek
        • von-koza Re: do Obdarzonego 27.06.03, 09:19
          Zaraz, spokojnie. Nie rozumiem Cię do końca. Najpierw poruszasz problem (swój,
          czy nie - nieważne), potem nieco zmieniasz kontekst, a na końcu trochę
          nieładnie traktujesz jedną z osób, która się angażuje w problem. Niepotrzebnie
          taka drażliwość, a komuś tam zrobiło się chyba przykro. Pozdrawiam.
    • obdarzony przepraszam 27.06.03, 09:24
      Jeśli kogoś uraziłem, przepraszam, nie miałem takiej intencji.
      • obdarzona Re: przepraszam 27.06.03, 09:45
        obdarzony napisał:

        > Jeśli kogoś uraziłem, przepraszam, nie miałem takiej intencji.

        No to juz druga osobe. Ludzie z dobrej woli Tobie tutaj pomagaja, a Ty ich
        traktujesz jak platnych doradcow. Wstydzilbys sie!!!
        • ja_nek Re: przepraszam 27.06.03, 12:08
          Może to nie tyle jego problem, co któregoś ze znajomych?
          Poza tym temat jest dość "intelektualny"
          • von-koza Re: przepraszam 27.06.03, 14:34
            No, oczywiście Janek, że temat super. Chodzi tylko o to, że M. mogło się zrobić
            przykro po repoście, ale Obdarzony przeprosił i to się liczy. Pozdrawiam.
    • Gość: M. Re: Przepraszam IP: *.stacje.agora.pl 27.06.03, 13:22
      Myslę, że miałeś intencję obrazić mnie.

      Ale miłe i to.
      • ja_nek Re: Przepraszam 27.06.03, 21:38
        Gość portalu: M. napisał(a):

        > Myslę, że miałeś intencję obrazić mnie.
        >
        > Ale miłe i to.

        Dobrze, że przeprosił, nie każdy to robi.
        • Gość: . Re: Przepraszam IP: *.acn.waw.pl 28.06.03, 11:10
          :-]
          • ja_nek Re: Przepraszam 28.06.03, 15:41
            Gość portalu: . napisał(a):

            > :-]

            Kropek, Kropko wszędzie wpisujesz to samo, trochę więcej inwencji:)
    • white.falcon Re: Prawo do miłości 28.06.03, 15:47
      Interesuje mnie, w jaki sposób można uzurpować sobie prawo do miłości?
      Uzurpowanie - to odmawianie innym jakichkolwiek odczuć, stawiając na piedestale
      wyłącznie własne "ja", nie licząc się z innymi osobami. Chyba że można to
      twierdzenie rozumieć w innym kontekście, tylko w jakim?

      Ciężko stwierdzić, nie znając sytuacji, co jest najlepsze. Sądzę, że
      rozwiązanie problemu tkwi w samych dwóch osobach, w tym - jakie są. Jeżeli
      druga strona odczuwa także "wypalenie się" związku, to nie ma sensu go
      utrzymywać dla fikcji. Potrzebna jest szczera rozmowa i wspólna decyzja,
      podejmując którą, nie warto opierać się na stereotypach i uwzględniać
      stwierdzenie "a co ludzie powiedzą". W przypadku, gdy jeszcze ostały się ciepłe
      uczucia, to albo je ratować - jak radzą w postach powyżej, albo - znów -
      porozmawiać. W długoletnim związku, gdy osoby znaja się jak "łyse konie", nie
      powinno być to problemem.

      Pozdrv.:)
      P.S. Twierdzenia starozytnych filozofów są mądre, ale należą do warstwy
      akademickich rozważań, nieprzekładalnych na życie. Można z filozoficznego
      punktu widzenia analizować zdarzenia, ale tam rozwiązania się nie znajdzie.
      Chyba że - w przypadku czynnej napaści byłej ukochanej osoby. Trzepnięcie w łeb
      pokaźnym tomem filozoficznym może skutecznie ostudzić zapał do rękoczynów. ;))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka