Dodaj do ulubionych

Mam nieodpartą potrzebę zakochania się...

22.02.08, 02:48
Obserwuj wątek
    • salsa13 Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 07:27
      ja tak mam już 4 rok:-)
      • agnes.g wiosna i tu i tam:) 22.02.08, 09:12
        uhmmm.... i poczuć znów tą wiosnę w serduszku, rozkwitające ,
        kolorowe pączki uczuć, zanurzać się w głębi spojrzenia, spacerować
        ze splecionymi dłońmi, czekać, tęsknić, niecierpliwić się,
        pragnąć...:)
    • altinka Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 20:09
      Taaak ... byle z wzajemnością i niepotrzebnych komplikacji, żeby
      było cudownie, jak w bajce, jak się marzy zawsze :) To ja też chcę.
      Ależ bym nabrała wiatru w skrzydła, ach .........
      • white.falcon Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 20:24
        A po co Ci to? Bajki trwają tylko do pewnego momentu. Większość z
        nich kończy się zdaniem w stylu: "a potem wzięli ślub". A co było
        dalej? Jakoś nigdy nie powstały bajki o tym, co było dalej, więc
        zapewne nic ciekawego tam nie było.

        W mojej opinii miłość raczej potrafi nieźle podcinać skrzydła i
        ograniczać, niż cokolwiek sensownego dawać. Jakoś mi do niej nie
        tęsno i nie życzę sobie tego, bo mam ciekawsze i ważniejsze rzeczy
        nagłowie i dookoła. No ale to moje zdanie. Doceniam zdania odmienne
        od mojego. :-)

        P.S. Widzę, że na forum dzieje się to, co zwykle, a dawno tu nie
        zagladałam. I jak widzę - nic nie straciłam. Bawcie się, kochani,
        dobrze przed nadchodzącą wiosna i niech każdemu spełnia się to, co
        sobie umyslił: łaknącym miłości życzę tejże, łaknącym
        sprawiedliwości - tegoż, chcącym porastać w dobra materialne lub
        inne - tegoż porastania. Może jeszcze zajrzę kiedyś, by zobaczyć,
        jak się miewacie. Pa! :-)
        • Gość: Alien02 Falcon no co Ty? IP: *.centertel.pl 22.02.08, 20:30
          Pranie mozgu jakies mialas czy co?
          Pozdrawiam :)
          • white.falcon Re: Falcon no co Ty? 22.02.08, 20:33
            To, co zwykle i od lat. Ja się nie zmieniam. :-)
        • altinka Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 20:31
          white.falcon napisała:

          > A po co Ci to? Bajki trwają tylko do pewnego momentu. Większość z
          > nich kończy się zdaniem w stylu: "a potem wzięli ślub". A co było
          > dalej? Jakoś nigdy nie powstały bajki o tym, co było dalej, więc
          > zapewne nic ciekawego tam nie było.
          >
          > W mojej opinii miłość raczej potrafi nieźle podcinać skrzydła i
          > ograniczać, niż cokolwiek sensownego dawać. Jakoś mi do niej nie
          > tęsno i nie życzę sobie tego, bo mam ciekawsze i ważniejsze rzeczy
          > nagłowie i dookoła. No ale to moje zdanie.

          Ale tak ciut tylko, ciuteczek się zakochać, na zachętę, dla odmiany
          albo dla przypomnienia? To może ... ja chcę jednak, tak tak
          • white.falcon Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 20:36
            Eeee - jak pomyślę o tym, że to jest kłopotliwe, zawsze przeszkadza
            w planach i ogólnie zdezorganizowałoby mi życie to... odechciewa się
            natychmiast.

            Ale każdy z nas jest inny, więc skoro tak leciutko tęsknisz, to
            życzę, by Ci spełniło się, Altinko. :-)
            • altinka Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 20:55
              white.falcon napisała:

              > Eeee - jak pomyślę o tym, że to jest kłopotliwe, zawsze
              >przeszkadza w planach i ogólnie zdezorganizowałoby mi życie to...
              >odechciewa się natychmiast.

              Znajdzie sobie kątek w uśmiechu Twoich oczu, nawet nie zauważysz
              kiedy, a potem swój ulubiony fotel umieści w przedniej komorze
              Twojego serca i stanie się składnikiem w planie i organizacji życia,
              tak po prostu, możesz się zapierać, ale ... wprosi się jak przyjdzie
              pora i mu nie odmówisz
              • white.falcon Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 21:09
                Altinko, naprawdę rozumiem, że życzysz tego z dobrego serca. :-) Ale
                ja jestem egoistką i już samo tylko wyobrażenie sobie, że ktoś by
                znów musiał mi chodzić po moim domu, jeszcze musiałabym tego kogoś
                uwzględniać w swoim porządku dziennyym i jeszcze ten ktoś czegoś
                może ode mnie chcieć natychmiast sprowadza mnie na ziemię. Nie lubię
                niczym dzielić się z musu, tylko wtedy gdy ja chce. Wiesz, wolę mieć
                spokój i nieograniczoną możliwość robienia tego, co chcę robić i
                kiedy chcę robić.

                A co do pewnych rzeczy intymnych. Altinko, jak chce się zjeść loda,
                to niekoniecznie trzeba mieć lodziarnię. To w końcu do niczego nie
                zobowiązuje, a im szybciej zje się loda, tym szybciej przechodzi
                jakiekolwiek zauroczenie. Bo miłość, czy jak to kto zwał sprowadza
                się do jednego, więc gdy ten element przerobi się - szybko to
                zauroczenie mija.
                • altinka Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 21:25
                  white.falcon napisała:

                  > Altinko, naprawdę rozumiem, że życzysz tego z dobrego serca. :-)
                  >Ale ja jestem egoistką i już samo tylko wyobrażenie sobie, że ktoś
                  > by znów musiał mi chodzić po moim domu, jeszcze musiałabym tego
                  >kogoś uwzględniać w swoim porządku dziennyym i jeszcze ten ktoś
                  >czegoś może ode mnie chcieć natychmiast sprowadza mnie na ziemię.


                  Tłumaczysz mi bardzo logicznie i ja to rozumiem ... A wiesz że
                  logika zabija Życie? I jest pierwsza gdy jest silniejsza.

                  > A co do pewnych rzeczy intymnych. Altinko, jak chce się zjeść
                  >loda, to niekoniecznie trzeba mieć lodziarnię. To w końcu do
                  >niczego nie zobowiązuje, a im szybciej zje się loda, tym szybciej
                  >przechodzi jakiekolwiek zauroczenie.

                  A nigdy Ci szron na rzęsach nie został? Nie wierzę ...

                  > Bo miłość, czy jak to kto zwał sprowadza się do jednego, więc gdy
                  > ten element przerobi się - szybko to zauroczenie mija.

                  Zauroczenie tak, tyle że jakieś dziwne zmiany potrafią się robić w
                  mózgu czasami, przerobił i wciąż tęskni i chce ... hm ...
                  • white.falcon Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 21:44
                    Cóż, może logika i zabija, ale to logiczne życie odczuwam jako
                    bardziej pełne, wartościowe i czuje się szczęśliwa, cieszy mnie
                    każdy dzień. W jakimkolwiek związku nie byłam - czułam się jak w
                    więzieniu, ograniczona, przestawał mnie interesować świat i ludzie,
                    klapłam i widziałam świat w szarych barwach i zaczynałam ...
                    nienawidzić osobę, która bywała tego sprawcą. Uwolnienie się
                    natychmiast przywracało światu kolory, smak i radość życia,
                    odbudowywałam kontakty z przyjaciółmi, zaczynałam interesować się
                    tym, co mnie interesowało. krótko mówiąc - zaczynałam żyć. po tego
                    typu doświadczeniach doszłam do wniosku, że szkoda czasu
                    marnotrawić, nikt go nie zwróci i poprostu pzrestałam być
                    zainteresowana.

                    Szron na rzęsach? Nie - czasem to powtarzałam, ale z reguły
                    odczuwałam ulgę, że już to za mną. Płakać nie płaczę, bo i niby
                    dlaczego? Nie zawiodłam bowiem ani siebie, ani drugiej osoby, było
                    przyjemnie i tyle.

                    Ha, no dopuszcam pojawienie się jakichś zmian, ale świadomość tego,
                    jakich strat można doświadczyć - przywraca szybko do równowagi. :-)
                    • altinka Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 22:03
                      white.falcon napisała:

                      > Cóż, może logika i zabija, ale to logiczne życie odczuwam jako
                      > bardziej pełne, wartościowe i czuje się szczęśliwa, cieszy mnie
                      > każdy dzień. W jakimkolwiek związku nie byłam - czułam się jak w
                      > więzieniu, ograniczona, przestawał mnie interesować świat i
                      >ludzie, klapłam i widziałam świat w szarych barwach i
                      >zaczynałam ... nienawidzić osobę, która bywała tego sprawcą.
                      >Uwolnienie się natychmiast przywracało światu kolory, smak i radość
                      >życia, odbudowywałam kontakty z przyjaciółmi, zaczynałam
                      >interesować się tym, co mnie interesowało. krótko mówiąc -
                      >zaczynałam żyć. (...)

                      Te związki więc musiały się skończyć.

                      > Szron na rzęsach? Nie - czasem to powtarzałam, ale z reguły
                      > odczuwałam ulgę, że już to za mną. Płakać nie płaczę, bo i niby
                      > dlaczego? Nie zawiodłam bowiem ani siebie, ani drugiej osoby, było
                      > przyjemnie i tyle.

                      Mogę Ci więc jedynie pozazdrościć ... korelacji potrzeb.

                      > Ha, no dopuszcam pojawienie się jakichś zmian, ale świadomość
                      >tego, jakich strat można doświadczyć - przywraca szybko do
                      równowagi. :-)

                      A "świadomość" zysków? Jeśli "obrabiać" to przecież też w tych
                      kategoriach. Samowystarczalni może i jesteśmy. Ale tylko
                      subiektywnie.
                      • white.falcon Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 22:19
                        W takiej korelacji - zysków i strat - moje zyski poza stwierdzeniem,
                        że szkoda marnować czasu i nauczenia się, jakimi to sztuczkami
                        można "kupić" na jakiś czas drugiego człowieka (sama nie "kupuję",
                        bo mi to po nic, natomiast wiedza o nich pomaga unikać pułapek) są
                        równe zeru. Nie rozpamiętuje tego, co było, nie zdarzyło mi się
                        tęsknić. Skoro podjęłam taką, a nie inną decyzję, to mam to, czego
                        chciałam.

                        Nie twierdzę, że jestem samowystarczalna - mam krewnych, przyjaciół,
                        których cenię i którzy mogą liczyć na mnie i ja na nich. Natomiast
                        życie nauczyło mnie zaradności, no i w końcu - liczyć można tylko na
                        siebie i najbardziej ufać można tylko i wyłącznie sobie (a i to w
                        ograniczonym zakresie, bo możemy siebie zawieść). Najbardziej boli
                        uczciwe rozliczanie siebie z własnego ufania, więc najlepiej siebie
                        nie zawodzić.
                        • altinka Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 22:39
                          white.falcon napisała:

                          > W takiej korelacji - zysków i strat - moje zyski poza
                          >stwierdzeniem, że szkoda marnować czasu i nauczenia się, jakimi to
                          > sztuczkami można "kupić" na jakiś czas drugiego człowieka (sama
                          >nie "kupuję", bo mi to po nic, natomiast wiedza o nich pomaga
                          >unikać pułapek) są równe zeru.

                          Ale piszesz to w odniesieniu do tego co miałaś. Takimi zyskami też
                          mogę się wpisać. Uogólnianie i projekcja to też czarna dziura,
                          jednak. Można się w niej zagubić, wiele stracić na przyszłość. Mam
                          tego świadomość.

                          >Nie rozpamiętuje tego, co było, nie zdarzyło mi się tęsknić. Skoro
                          > podjęłam taką, a nie inną decyzję, to mam to, czego chciałam.

                          Jak Ty to robisz? Ja jestem decyzyjna, a zdarza mi się tęsknić.
                          Wiem, że zrobiłam to, co musiałam, a jednak ... Emocje. Są obrazki,
                          które nigdy się nie powtórzą. Wiem to.

                          > Nie twierdzę, że jestem samowystarczalna - mam krewnych,
                          >przyjaciół, których cenię i którzy mogą liczyć na mnie i ja na
                          >nich. Natomiast życie nauczyło mnie zaradności, no i w końcu -
                          >liczyć można tylko na siebie i najbardziej ufać można tylko i
                          wyłącznie sobie (a i to w ograniczonym zakresie, bo możemy siebie
                          zawieść). Najbardziej boli uczciwe rozliczanie siebie z własnego
                          ufania, więc najlepiej siebie nie zawodzić.

                          Hm... To mogę się jedynie podpisać. Tyle że samą siebie czasami
                          zawodzę.
                          • white.falcon Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 22:59
                            altinka napisała:

                            Ale piszesz to w odniesieniu do tego co miałaś. Takimi zyskami też
                            > mogę się wpisać. Uogólnianie i projekcja to też czarna dziura,
                            > jednak. Można się w niej zagubić, wiele stracić na przyszłość. Mam
                            > tego świadomość.

                            Zgadza się. Nie jestem wróżką, by przepowiadać przyszłość i mówić o
                            niej. Natomiast mieć dążenia i plany na nią jest jak najbardziej
                            wskazane dla każdego. Ja osobiście wiem, czego chcę i do czego dla
                            własnego dobra dążę. Staram się nie uogólniać przeszłych wydarzeń,
                            ale nawet oglądając się wstecz widzę ten sam schemat urozmaicony
                            innymi dodatkami. Szczerze powiedziawszy - jak dla mnie - nudny i
                            powtarzalny. Przerabianie tego samego w kółko ani nie zubaża, ani
                            nie wzbogaca, tylko pozostawia niesmak z taszczenia przez jakiś czas
                            na sobie garba i wyrzekania się rzeczy, które nas cieszą i bawią.
                            Żal mi czasu, który musiałam za każdym razem poświęcać na coś, co mi
                            było zbędne i do niczego nie potrzebne.


                            > Jak Ty to robisz? Ja jestem decyzyjna, a zdarza mi się tęsknić.
                            > Wiem, że zrobiłam to, co musiałam, a jednak ... Emocje. Są obrazki,
                            > które nigdy się nie powtórzą. Wiem to.

                            Nijak nie robię, tylko włączam perspektywę i z niej widzę, że
                            przemijanie jest rzeczą nieuniknioną i żal każdej zmarnowanej
                            chwili, której nikt nam nie zwróci. Osobiście nie wiem, jak to
                            robię, ale wiem, co wygram (waże zyski i straty, by tak
                            nieprecyzyjnie ująć), jaka nagroda w moim oczywiście pojęciu (każdy
                            ma inne pojęcie nagrody) mnie czeka po zakończeniu pewnego procesu.
                            >
                            > Hm... To mogę się jedynie podpisać. Tyle że samą siebie czasami
                            > zawodzę.

                            Też nie jestem wyjątkiem, ale staram się nie pakować się
                            przynajmniej w to, czego już doświadczyłam i myśleć nad tym, co i
                            jak robię. Dla mnie najtrudniejszym jest wybaczenie sobie i
                            odzyskiwanie zaufania do siebie. Staram się nie nadużywać cudzego
                            zaufania i nie zawodzić, choć jeśli nie mam wyboru (a raczej zdarza
                            się to rzadko) - wybiorę siebie. Uczymy się na swoich błędach, nie
                            na cudzych. :-)
                            • altinka Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 23:33
                              white.falcon napisała:


                              > Ja osobiście wiem, czego chcę i do czego dla własnego dobra dążę.

                              Ja rownież. Pomijając stan zakochania, w którym nie wiem dlaczego
                              się znalazłam. Bo było tak.

                              > Staram się nie uogólniać przeszłych wydarzeń, ale nawet oglądając
                              >się wstecz widzę ten sam schemat urozmaicony innymi dodatkami.
                              >Szczerze powiedziawszy - jak dla mnie - nudny i powtarzalny.

                              No ale to piszesz po fakcie. Takim się okazał.


                              > Przerabianie tego samego w kółko ani nie zubaża, ani
                              > nie wzbogaca, tylko pozostawia niesmak z taszczenia przez jakiś
                              >czas na sobie garba i wyrzekania się rzeczy, które nas cieszą i
                              >bawią.

                              "Gdy całuje się ropuchę, nie dostaje się księcia, pozostaje tylko
                              śluz na ustach i przykre wspomnienia" - tak to mniej więcej wygląda
                              przy rozbieżności, no ale to wniosek (z wersją dla księżniczki, jak
                              najbardziej, uniwersalny)

                              > Żal mi czasu, który musiałam za każdym razem poświęcać na coś, co
                              > mi było zbędne i do niczego nie potrzebne.

                              Takie się okazywało, na pewno nie było z założenia


                              > Nijak nie robię, tylko włączam perspektywę i z niej widzę, że
                              > przemijanie jest rzeczą nieuniknioną i żal każdej zmarnowanej
                              > chwili, której nikt nam nie zwróci. Osobiście nie wiem, jak to
                              > robię, ale wiem, co wygram (waże zyski i straty, by tak
                              > nieprecyzyjnie ująć), jaka nagroda w moim oczywiście pojęciu każdy
                              >ma inne pojęcie nagrody) mnie czeka po zakończeniu pewnego procesu.

                              Nagrodą ... może być "biała karta", a wtedy ... ech ... :)

                              (...)

                              >staram się nie pakować się przynajmniej w to, czego już
                              >doświadczyłam i myśleć nad tym, co i jak robię.

                              I oby moje emocje mnie nie zawiodły ... (piszę o sobie)
                              • white.falcon Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 22.02.08, 23:54
                                altinka napisała:

                                > Ja rownież. Pomijając stan zakochania, w którym nie wiem dlaczego
                                > się znalazłam. Bo było tak.

                                A jesteś pewna, że to nie zauroczenie? Bo zauroczenie jest jak
                                grypa - przechodzi szybko i nie zostawia śladów.
                                >
                                > No ale to piszesz po fakcie. Takim się okazał.

                                A żeby po jednym. Po wielu dłuższych, czy krótszych, ale faktach. :-)

                                > "Gdy całuje się ropuchę, nie dostaje się księcia, pozostaje tylko
                                > śluz na ustach i przykre wspomnienia" - tak to mniej więcej wygląda
                                > przy rozbieżności, no ale to wniosek (z wersją dla księżniczki,
                                jak najbardziej, uniwersalny).

                                Et. Żadnych specjalnych wspomnień.
                                Nie oczekuję po mężczyznach, by okazywali się księciami, bo
                                księżniczką też nie jestem. Więcej, traktowanie mnie jako
                                księżniczki napawa mnie niesmakiem, bo z reguły sugeruje, że dany
                                osobnik coś sobie ubzdurał na mój temat i widzi mnie w krzywym
                                lustrze swoich oczekiwań i wizji. Przebudzenie z tego nie byłoby dla
                                niego ciekawe, więc po co mu utrudniać zadanie - raczej warto
                                ułatwić, by nie narobić sobie kłopotów tłumaczenia się, dlaczego nie
                                jestem taka, jak ktoś sobie ubzdurał.

                                Takie się okazywało, na pewno nie było z założenia
                                >
                                Alez nic nie zakładałam. Ot tak sobie działo się i już - kropla do
                                kropli, aż się orientowałam, że mam to gdzieś.

                                > Nagrodą ... może być "biała karta", a wtedy ... ech ... :)

                                Albo karta persony non grata, co mi by odpowiadało. :-)
                                >
                                > I oby moje emocje mnie nie zawiodły ... (piszę o sobie)

                                Powodzenia zatem!
                                I dzięki za dyskusję. :-)
                                Z życzliwością,
                                Sokółka
                                • altinka Re: Mam nieodpartą potrzebę zakochania się... 23.02.08, 00:29
                                  white.falcon napisała:

                                  > A jesteś pewna, że to nie zauroczenie? Bo zauroczenie jest jak
                                  > grypa - przechodzi szybko i nie zostawia śladów.

                                  Jestem pewna, że nigdy więcej coś takiego się nie stanie. Nie wiem
                                  co to było. Jestem silna ale ... to było na Ten Raz. Powtórki sobie
                                  nie wyobrażam nawet. Nie chcę w takiej wersji.

                                  > Et. Żadnych specjalnych wspomnień.
                                  > Nie oczekuję po mężczyznach, by okazywali się księciami, bo
                                  > księżniczką też nie jestem. Więcej, traktowanie mnie jako
                                  > księżniczki napawa mnie niesmakiem, bo z reguły sugeruje, że dany
                                  > osobnik coś sobie ubzdurał na mój temat i widzi mnie w krzywym
                                  > lustrze swoich oczekiwań i wizji.

                                  Wiesz jak to jest ... Jak kochać to księżniczki, jak kraść to
                                  miliony ... A potem. Są bardzo różne scenariusze.


                                  > Alez nic nie zakładałam. Ot tak sobie działo się i już - kropla do
                                  > kropli, aż się orientowałam, że mam to gdzieś.

                                  Że to koniec. Tyle.


                                  > Albo karta persony non grata, co mi by odpowiadało. :-)

                                  To już mechanizm obronny, nie wierzę.

                                  I oby moje emocje mnie nie zawiodły ... (piszę o sobie)

                                  > Powodzenia zatem!

                                  Wzajemnie! Niech żyją swoim życiem !

                                  > I dzięki za dyskusję. :-)
                                  > Z życzliwością,
                                  > Sokółka

                                  :) ciepłe pozdrwowienia


      • agnes.g powiew wiatru:) 22.02.08, 20:31
        altinka napisała:

        > Taaak ... byle z wzajemnością i niepotrzebnych komplikacji, żeby
        > było cudownie, jak w bajce, jak się marzy zawsze :)

        ...no właśnie, dlaczego, gdy miłość puka do drzwi, to albo stoimy bezradnie
        patrząc na klamkę, nie robiąc zupełnie nic i tym samym pozwalając w końcu Jej
        odejść, albo sami pchamy się do Niej, nie bacząc na zasadzki, które są z nią
        związane...
        Ale filozofuję... Jednak z moich doświadczeń własnie taki obraz miłości się
        maluje. Tej niespełnionej i tej trudnej. A chciałabym, podobnie jak Altinka,
        poczuć ten jedyny orzeźwiający powiew wiatru, dzięki któremu poczuję, że kocham,
        z wzajemnością, ciepło i bezpiecznie.
        • altinka Re: powiew wiatru:) 22.02.08, 20:41
          agnes.g napisała:

          > ...no właśnie, dlaczego, gdy miłość puka do drzwi, to albo stoimy
          > bezradnie patrząc na klamkę, nie robiąc zupełnie nic i tym samym
          >pozwalając w końcu Jej odejść, albo sami pchamy się do Niej, nie
          >bacząc na zasadzki, które są z nią związane...

          Bo Agnes, bo ... zakochanie to często nieproszony gość, przychodzi
          kiedy chce i nawet nie wiadomo że to będzie jego imię, a leci się
          jak ćma do ognia bo ... nie potrafi się nie lecieć, coś cię pcha i
          sama nie wiesz dokładnie co, no To
          • agnes.g Re: powiew wiatru:) 22.02.08, 20:46
            ...to może po prostu klamki w drzwiach zdemontuję - problem niemocy ich
            naciśnięcia wtedy odpadnie...?;P
            Buźka, pozdrawiam wieczorową porą.
            • altinka Re: powiew wiatru:) 22.02.08, 20:58
              agnes.g napisała:

              > ...to może po prostu klamki w drzwiach zdemontuję - problem
              >niemocy ich naciśnięcia wtedy odpadnie...?;P
              > Buźka, pozdrawiam wieczorową porą.

              Nie, niczego nie zmieniaj, nie ma nic gorszego niż reżyseria :)
              Pozdrowionka :)
              • agnes.g reżyserii stop! 22.02.08, 21:30
                altinka napisała:
                >
                > Nie, niczego nie zmieniaj, nie ma nic gorszego niż reżyseria :)
                > Pozdrowionka :)

                ...zakochanie, miłość rządzą się swoimi prawami. Są jak dzikie koty chodzące
                własnymi drogami, niepokorne. Nie ma co się nawet brać za pisanie dla nich
                scenariusza, zresztą wyreżyserowane uczucia pewnie są straszliwie nudne a przede
                wszystkim nieprawdziwe:). Spontanicznie, nagle, już, teraz, ooooo:) Błysk w oku,
                dłuższe spojrzenie, zalotny, uśmiech, ułożenie niepokornego kosmyka włosów,
                lekkie muśnięcie dłonią, ech idzie wiosna i niech się dzieje:))
                • altinka Re: reżyserii stop! 22.02.08, 21:35
                  agnes.g napisała:

                  > ...zakochanie, miłość rządzą się swoimi prawami. (...)

                  Rządzą się Agnes, ależ to wszystko jest nietłumaczalne ...
                  niezależne; Przypomina Kota, który chodzi własnymi ścieżkami.
                  • agnes.g Re: reżyserii stop! 22.02.08, 21:46
                    altinka napisała:

                    > Rządzą się Agnes, ależ to wszystko jest nietłumaczalne ...
                    > niezależne; Przypomina Kota, który chodzi własnymi ścieżkami.

                    No wlasnie - i te nieporuszone klamki i te ćmy z opalonymi skrzydełkami - na
                    próżno z takich doświadczeń wyciągać wnioski. Nie da się, bo i tak jesteśmy
                    wobec Niej bezsilni. A moze... może jednak można inaczej, stanąć sztorcem,
                    schować głęboko swoją wrażliwość, uczucia, potrzeby, pokazać Jej czerwony STOP.
                    Odwrócić się na pięcie i odejść. Da się tak
                    • agnes.g Re: reżyserii stop!errata 22.02.08, 21:49
                      miało być - Da się tak? :)

                      ...90% naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie zdarzą.
                    • altinka Re: reżyserii stop! 22.02.08, 22:08
                      agnes.g napisała:

                      > No wlasnie - i te nieporuszone klamki i te ćmy z opalonymi
                      >skrzydełkami - na próżno z takich doświadczeń wyciągać wnioski. Nie
                      > da się, bo i tak jesteśmy wobec Niej bezsilni. A moze... może
                      > jednak można inaczej, stanąć sztorcem, schować głęboko swoją
                      >wrażliwość, uczucia, potrzeby, pokazać Jej czerwony STOP. Odwrócić
                      > się na pięcie i odejść. Da się tak

                      (?) Da się. Tylko co to za życie by było. Zabijanie siebie chyba
                      tylko.
                      >
                      >
                      • agnes.g ale są tacy 22.02.08, 22:19
                        otóż to.... ale są tacy, co wyciągają czerwonego lizaka, bo... bo łatwiej tak,
                        bo w ten sposób są "bezpieczni",bo nie grożą im jakieś łupie rozterki, bo
                        wydaje im się, że wszystko mają pod kontrolą ? Toż to męczarnia jest, w dodatku
                        nudna. Poza tym żyć tylko dla siebie? Życie pozbawione największej radości -
                        dawania Komuś siebie ...
                        • altinka Re: ale są tacy 22.02.08, 22:47
                          agnes.g napisała:

                          > otóż to.... ale są tacy, co wyciągają czerwonego lizaka, bo... bo
                          > łatwiej tak, bo w ten sposób są "bezpieczni",bo nie grożą im
                          >jakieś łupie rozterki, bo wydaje im się, że wszystko mają pod
                          >kontrolą ?

                          Bo boją się.

                          Toż to męczarnia jest, w dodatku nudna. Poza tym żyć tylko dla
                          siebie? Życie pozbawione największej radości - dawania Komuś
                          siebie ...

                          Czasem męczarnia. Ale wiesz, czasem niektórzy wolą ucieć, nawet
                          jeśli wyjdą na tchórzy. Nie wszyscy są odważni, Agnes, to czasem
                          duże ryzyko ... Żeby dawać komuś siebie trzeba dużej otwartości na
                          drugiego człowieka. Egoizm jest bezpieczny. Jakby nie był oceniany.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka